Gang wyprał w Polsce ogromne pieniądze. Szef grupy zatrzymany w Amsterdamie

Szef grupy przestępczej, która w Banku Spółdzielczym w Skierniewicach próbowała wyprać 1 miliard 400 milionów złotych z handlu narkotykami, został zatrzymany na lotnisku w Amsterdamie. To najważniejsza z zatrzymanych dotąd osób poszukiwanych w głośnym śledztwie prowadzonym przez dolnośląski wydział prokuratury krajowej. W grupie działało dwóch Polaków oraz trzech obcokrajowców. Zatrzymany na lotnisku w Amsterdamie mężczyzna był szefem grupy. Ma podwójne izraelsko-panamskie obywatelstwo. Mieszka w Panamie.

Narkotyki i ogromne pieniądze

Na lotnisku w stolicy Holandii zatrzymały go tamtejsze służby, które mają przekazać podejrzanego do Polski. W naszym kraju ma usłyszeć zarzuty kierowania grupą przestępczą, handlu narkotykami wartymi co najmniej 3 miliardy 400 milionów złotych i udział w praniu pieniędzy w kwocie nie mniejszej niż 1 miliard 400 milionów.

Na tę potężną kwotę śledczy natrafili w skierniewickim Banku Spółdzielczym latem zeszłego roku. Pieniądze były na kontach dwóch spółek, które nie prowadziły żadnej działalności. Konta służyły jedynie do międzynarodowych przestępczych operacji finansowych.

Według ustaleń śledczych, „brudne pieniądze” pochodziły z handlu narkotykami oraz w mniejszym stopniu z przestępstw tzw. oszustw internetowych (phishing). Były ukrywane za pomocą skomplikowanych transakcji bankowych, w ramach mechanizmu prania pieniędzy przy wykorzystaniu ogromnej ilości rachunków bankowych, w tym założonych i prowadzonych na terenie Polski, ale także w kilkudziesięciu innych krajach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dziennikarze zatrzymani w Mińsku są w areszcie

W czwartek wieczorem na białoruskich ulicach zatrzymano kilkaset osób, w tym co najmniej kilkudziesięciu dziennikarzy z różnych krajów. Niektórzy wciąż przebywają w areszcie – są wśród nich m.in. korespodenci Biełsatu. „Mają być sądzeni za udział w nielegalnym zgromadzeniu” – poinformowała dyrektorka stacji.

Podczas czwartkowej, pokojowej akcji protestacyjnej w Mińsku OMON dokonał zatrzymań kilkuset osób, które brały udział w demonstracji. Wśród zatrzymanych znalazło się też około 50 dziennikarzy z różnych krajów, którzy relacjonowali wydarzenia na Białorusi. Jak informowaliśmy wcześniej, był wśród nich m.in. polski dziennikarz – korespondent „Faktów” TVN, Andrzej Zaucha. Został on zwolniony przez milicję po kilku godzinach od zatrzymania.

Jak relacjonuje Andrzej Poczobut, dziennikarz i członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi, większość dziennikarzy została już wypuszczona, ale co najmniej kilku przewieziono do aresztu. Chodzi m.in. o korespondentów Białsatu oraz o operatora amerykańskiej stacji „Current TV”. Wciąż nie ma także informacji, co stało się z dziennikarzami niemieckiej telewizji ZDF, z którymi od protestów redakcja nie ma kontaktu.

„Dziennikarka Kaciaryna Andrejewa i operator Maks Kalitouski nie zostali zwolnieni po zatrzymaniu w Mińsku. Zabrano ich do aresztu przy ulicy Akrestsin, prawdopodobnie będą sądzeni jutro” – podała telewizja Biełsat po północy.

Dyrektorka telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy przekazała, że wśród zatrzymanych jest także trzeci dziennikarz – Aleksander Wasiukowicz. Wszyscy relacjonowali przebieg protestów. „Mają być sądzeni za „udział w nielegalnym zgromadzeniu”” – napisała.

Niektórzy dziennikarze, którzy zostali zwolnieni z posterunków, otrzymali nakaz natychmiastowego opuszczenia Białorusi. Jednemu ze szwedzkich korespondentów wydano 5-letni zakaz wjazdu do kraju.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polacy zatrzymani na Białorusi wyszli na wolność

Kacper Sienicki, trzeci z zatrzymanych na Białorusi Polaków, wyszedł w czwartek wieczorem na wolność z aresztu w Żodzino – potwierdziły źródła dyplomatyczne w Mińsku. Polak został zatrzymany w stolicy Białorusi 9 sierpnia w związku z powyborczymi protestami w tym kraju. – Czuję się w miarę dobrze, jestem tylko bardzo zmęczony – powiedział Sienicki po wyjściu z aresztu.

Mężczyzna został zatrzymany razem z innym Polakiem Witoldem Dobrowolskim. On również został wypuszczony z aresztu. Kacper jest absolwentem Studiów Europy Wschodniej. Jak przekazała jego matka Aneta Sienicka, 24-latek pojechał do Mińska, by wesprzeć tam swoich przyjaciół.

– Poleciał do Mińska z kolegą, który wrócił do kraju wcześniej. Z Kacprem został na miejscu inny znajomy, absolwent tego samego kierunku studiów. Wiem, że aresztowano ich. Poinformowała mnie o tym nieoficjalnie ambasada, która otrzymała tę wiadomość od świadka, który widział tę sytuację na komisariacie w Mińsku – mówiła Aneta Sienicka, który od kilku dni poszukiwała syna.

Ostatnia wiadomość od Kacpra przyszła w poniedziałek ok. godz. 18:00. – Po tym kontakt się urwał. Już wcześniej dawał mi znać, że są problemy (z łącznością – red.). Nie spałam tej nocy. Myślałam: nie ma z nim kontaktu, ale na pewno wróci. Około 19:00 we wtorek miał lądować jego samolot – wyjaśniała matka 24-latka.

„Był bity”

W czwartek Aneta Sienicka poinformowała, że udało się zlokalizować jej syna. – Mój syn i jego kolega zostali aresztowani. Prawdopodobnie są w areszcie w Żodzinie pod Mińskiem – powiedziała w rozmowie z polsatnews.pl. Jak dodała, na miejscu jest konsul, który próbuje zorganizować transport zatrzymanych do Polski. Informacje te przekazał kobiecie jej pełnomocnik, który pozostaje w kontakcie z konsulem.

24-latek wyszedł z aresztu w czwartek wieczorem – potwierdziły źródła dyplomatyczne w Mińsku.

– Był bity, ale nie chciał o tym za wiele rozmawiać. Mówił, że jest ok – powiedziała w rozmowie z Polsat News matka 24-latka.

Jak dodała, jej syn jest w drodze do ambasady, pod opieką służb konsularnych. W piątek ma wrócić do Polski.

– On i kolega zostali zgarnięci z ulicy, bez powodu. Po prostu sobie szli – powiedziała Aneta Sienicka. Jak dodała, odczuła teraz olbrzymią ulgę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Interwencja polskiego ambasadora ws. trzech Polaków zatrzymanych na Białorusi

Trzech Polaków zostało zatrzymanych na Białorusi w związku z protestami po niedzielnych wyborach prezydenckich. Jak ustalił dziennikarz RMF FM, ambasador Polski interweniował w białoruskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, domagając się zwolnienia tych osób. Jedną z zatrzymanych osób jest Kacper, absolwent Studiów Europy Wschodniej. Jego matka w mediach społecznościowych w dramatycznym apelu poinformowała, że „pojechał do Mińska, by wesprzeć duchem swoich przyjaciół Białorusinów”. Wraz z nim był jego kolega Witek.

Jak ustalił dziennikarz RMF FM, MSZ interweniuje w sprawie trzech osób. Nasz ambasador przed chwilą był w MSZ na Białorusi, interweniował, wnosząc o zwolnienie tych zatrzymanych osób – powiedział Patrykowi Michalskiemu wiceszef polskiej dyplomacji Paweł Jabłoński. Nie zostawimy ich bez pomocy – zapewnił.

Jak poinformował PAP przedstawiciel wydziału konsularnego polskiej ambasady w Mińsku, dyplomaci znają miejsce przebywania dwóch zatrzymanych Polaków, a w sprawie trzeciego trwają ustalenia. Jak dotąd przedstawiciele konsulatu nie mieli jeszcze możliwości spotkania z zatrzymanymi.

Przed północą o zatrzymaniu dwójki polskich studentów informował poseł Michał Szczerba (KO). Niestety wszystko wskazuje na to, że wśród zatrzymanych w Mińsku jest dwóch polskich studentów. Skontaktowały się ze mną ich rodziny, które utraciły wczoraj wieczorem z nimi kontakt. Otrzymałem zapewnienie od pana Ambasadora, że konsul zajął się ich odnalezieniem – napisał Twitterze poseł KO Michał Szczerba.
Szczerba przebywał w Mińsku na Białorusi, gdzie – jak zaznaczył – na zaproszenie białoruskiej opozycji monitorował dzień wyborów i wydarzenia powyborcze. Spotkał się tam również z dyrektorem Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” Alesiem Bialackim, który przekazał mu informacje dotyczące skali represji wobec uczestniczek i uczestników zgromadzeń przed i powyborczych. We wtorek Szczerba poinformował, że wrócił do kraju.

Wróciłem z Mińska. To był piękne i dramatyczne dni. Byłem ich obserwatorem i świadkiem. Na Białorusi nic już nie będzie takie samo. Będę się dzielił tym, co widziałem i usłyszałem. Do tego się zobowiązałem. Białoruskie społeczeństwo się przebudziło. I nie da się więcej upokarzać! – napisał Szczerba.

Kolejna noc protestów

Wieczorem, po raz trzeci z rzędu, na ulice Mińska wyszli demonstranci, aby zaprotestować przeciwko wynikom niedzielnych wyborów prezydenckich na Białorusi. Agencja AP podkreśla, że uczynili to, mimo iż w kraju nie ma Swiatłany Cichanouskiej, głównej rywalki Aleksandra Łukaszenki.

Agencja TASS poinformowała, że w dzielnicy Uruchje na zachodzie Mińska milicja użyła granatów ogłuszających do rozpędzenia manifestacji, w której udział wzięło ok. 500 osób.

TASS podaje również, że grupa niezidentyfikowanych mężczyzn zaatakowała dziennikarzy rosyjskiej redakcji BBC w Mińsku. „Grupa mężczyzn w czarnych mundurach bez znaków rozpoznawczych zbliżyła się do dziennikarzy. Jeden z nich zażądał pokazania akredytacji, a potem zerwał kartę akredytacyjną z szyi korespondenta, wyrwał mu aparat z rąk i próbował go zniszczyć” – podała strona internetowa BBC.

Dziennikarze nie zostali zatrzymani.

Wcześniej we wtorek resort zdrowia Białorusi podał, że w szpitalach przebywa ponad 200 osób, poszkodowanych podczas akcji protestu po niedzielnych wyborach. Stan kilku osób wymagał przeprowadzenia operacji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Hans G. skazany. Jest winny znieważania polskich pracowników zatrudnionych w swojej firmie

Decyzją Sądu Okręgowego w Gdańsku Hans G. został uznany za winnego znieważania polskich pracowników zatrudnionych w swojej firmie. Mężczyzna był oskarżony o stosowanie wobec nich mowy nienawiści. Natalia Nitek-Płażyńska, występująca jako powódka, jest rozczarowana ogłoszonym wyrokiem.

Sąd Okręgowy w Gdańsku zmienił wyrok sądu niższej instancji ws. Hansa G., niemieckiego przedsiębiorcy, którego Natalia Nitek-Płażyńska – obecna żona posła PiS Kacpra Płażyńska – pozwała za kierowanie wobec niej gróźb karalnych oraz za znieważanie polskich pracowników pracujących w firmie oskarżonego.

Hansa G. uznano winnym znieważenia, jednak gdański sąd nie przychylił się do zarzutów dotyczących stosowania gróźb.

„Sąd uznał, że Hans G. popełnił przestępstwo. Znieważył Polaków! Wyrok jest prawomocny. Jednocześnie nie rozumiem i nie zgadzam się z tym, że nie został skazany za groźby. Jak inaczej rozumieć jego słowa, że „chciałby pozabijać Polaków”? Najważniejsze jednak, że został skazany” – napisała na Twitterze Natalia Nitek-Płażyńska.

W grudniu 2019 roku Sąd Rejonowy w Wejherowie uznał, że Hans G. znieważył pięć pracownic swojej firmy działającej w Pomorskiem i skazał na karę 20 tys. złotych grzywny. Zobowiązał go też do nawiązki na rzecz czterech pozostałych pokrzywdzonych kobiet i wpłaty w wysokości 5 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Sędzia stwierdził wówczas również, że Hans G. będzie musiał zapłacić blisko 40 tys. zł z tytułu opłaty za ekspertyzę fonoskopijną, którą zleciła prokuratura w jego sprawie.

Za używanie gróźb karalnych wobec Nitek-Płażyńskiej niemiecki przedsiębiorca został skazany przez wejherowski sąd na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Nakazano mu też przeprosić oskarżającą go kobietę, sąd zakazał mu także kontaktu z nią.

„Dziękuję wszystkim za wsparcie w mojej kilkuletniej batalii. To nie był dla mnie łatwy czas, ale wiem, że reprezentowałam nie tylko siebie ale i wielu Polaków, którzy nie godzą się na takie traktowanie” – dodała Natalia Nitek-Płażyńska.
Źródło info i foto: wp.pl

Polacy zaatakowani w pubie w Wielkiej Brytanii

Kilku Polaków na co dzień mieszkających w Wielkiej Brytanii zostało zaatakowanych w jednym z pubów. Powodem agresji ze strony pary siedzącej przy innym stoliku były ich rozmowy w języku polskim. W ostatni weekend rząd Wielkiej Brytanii po kilkumiesięcznej przerwie zezwolił na ponowne otwarcie pubów i restauracji. Z tego powodu obiekty te były licznie odwiedzane przez mieszkańców, którzy długo wyczekiwali tego momentu.

Wraz z poluzowaniem obostrzeń, grupa mieszkających w Wielkiej Brytanii Polaków postanowiła udać się do jednego z pubów w Bristolu. Fakt, iż nasi rodacy rozmawiali w języku polskim nie spodobał się parze siedzącej w sąsiednim stoliku. Efektem tego była sprzeczka, w której najbardziej została poszkodowana 36-letnia Anna – relacjonuje portal www.polishexpress.co.uk. Napaść zakończyła się zniszczeniem okularów Polki.

Kobieta w swoich mediach społecznościowych opisała całą sytuację. – To stało się podczas naszej pierwszej nocy w pubie. Po tym, jak dziewczyna zaatakowała moją przyjaciółkę poproszono nas, abyśmy wyszli i nikt nie zadał sobie trudu, aby ustalić co się stało – opisuje Polka.

Do sieci trafiło nagranie

Jedna z kobiet, które brały udział w szarpaninie nagrała moment sprzeczki. Nagranie pojawiło się w sieci. 36-latka zdradziła, że sprawa została już zgłoszona na policję, a funkcjonariusze nakazali jej usunięcie nagrania z Facebooka, gdzie jako pierwsze zostało wrzucone.

Na filmie, który został wrzucony na Twittera widać, jak ochrona wyprasza agresywną parę, która ostentacyjnie odnosiła się do naszych rodaków. Niedługo potem, zgodnie z relacją poszkodowanej wyproszono również Polaków, nie pytając nawet o przyczynę zajścia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Włochy: Brutalny napad na Polaków w Rimini. Jest uzasadnienie wyroku dla Kongijczyka

„Niesłychane okrucieństwo” – takim określeniem włoski Sąd Najwyższy (Kasacyjny) uzasadnił decyzję z grudnia 2019 roku o utrzymaniu kary 16 lat więzienia dla Kongijczyka Guerlina Butungu, sprawcy ciężkiej napaści w Rimini na dwoje Polaków. Ponad dwa miesiące po wydaniu prawomocnego wyroku przedstawiono jego uzasadnienie.

Do nocnego ataku na dwoje młodych polskich turystów doszło na plaży w Rimini nad Adriatykiem w sierpniu 2017 roku. Kobieta została zgwałcona, a mężczyzna ciężko pobity. Oboje trafili do szpitala w poważnym stanie.

Napaści dokonał czteroosobowy gang, którego Guerlin Butungu – jedyny pełnoletni – był szefem. Trzech pozostałych napastników to nieletni synowie imigrantów z Maroka i Nigerii. Zostali skazani przez sąd dla nieletnich w osobnym procesie, każdy na prawie 10 lat więzienia.

„Był świadom zła, które wyrządzał”

Włoski Sąd Najwyższy w uzasadnieniu podkreślił, że 23-letni obecnie Butungu „był świadom zła, które wyrządzał”, dopuszczając się „bardzo ciężkich czynów”.

Kongijczyk, który przypłynął łodzią z Afryki na włoską wyspę Lampedusa, został skazany na 16 lat więzienia w 2017 roku przez sąd pierwszej instancji w Rimini. Wyrok następnie zatwierdził sąd drugiej instancji. Karę zaskarżyła obrona skazanego, domagając się uniewinnienia, co tłumaczono między innymi „trudną przeszłością” w kraju pochodzenia.

Parę Polaków reprezentował na wszystkich procesach mecenas Maurizio Ghinelli, który przedstawił sądom kolejnych instancji materiał, wskazujący na cierpienia i traumę, jakich doznali.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wśród ofiar ataków w Hanau. Wśród ofiar jest kobieta pochodząca z polsko-romskiej rodziny

Według ustaleń dziennikarzy Polsat New jedną z ofiar strzelaniny w Hanau była kobieta, która mówiła o sobie, że pochodzi z „polsko-romskiej rodziny”. Z kolei attache prasowy ambasady RP w Berlinie Dariusz Pawłoś poinformował, że wśród ofiar „nie ma osób z polskim obywatelstwem, bądź z polskim nazwiskiem”.

Dziennikarze Polsat News ustalili, że jedną z ofiar strzelaniny w Hanau jest 36-letnia kobieta, która mówiła o sobie, że jest „Polką romskiego pochodzenia” i że pochodzi „z polsko-romskiej rodziny”. W przeszłości pracowała w lokalu „Arena” – ostrzelanym w środę przez zamachowca – jako kelnerka. W dniu ataku pojawiła się tam jednak w charakterze gościa. Wśród znajomych znana była jako „Mercedes”.

Attache prasowy ambasady RP w Berlinie Dariusz Pawłoś poinformował natomiast, że wśród ofiar ataku nie było Polaków. „Z informacji uzyskanych z federalnego MSZ oraz Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) w Wiesbaden wśród ofiar – śmiertelnych i rannych – nie ma osób z polskim obywatelstwem, bądź z polskim nazwiskiem” – powiedział Pawłoś, cytowany przez Polsat News.

Wcześniej niemieckie media („Die Welt”, „Bild” i „Tagesspiegel”) nieoficjalnie informowały, że w strzelaninie zginęła obywatelka Polski. „Kobieta była kelnerką w ostrzelanej palarni fajek wodnych ‚Arena'” – twierdzili niemieccy dziennikarze.

W ataku na lokale gastronomiczne w Hanau zginęło 9 osób. Ciało znaleziono też w mieszkaniu zamachowca

Przypomnijmy, że w środę 19 lutego ok. godziny 22 doszło do strzelaniny w mieście Hanau w zachodnich Niemczech. Tamtejsza policja potwierdziła, że w wyniku ataku zginęło dziewięć osób, które zostały zastrzelone w dwóch barach. Znaleziono także zwłoki domniemanego sprawcy, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo. W jego mieszkaniu policja znalazła jeszcze jedno ciało (niektóre z portali wskazują, że były to zwłoki 72-letniej matki zamachowca).

Zamachowiec prawdopodobnie był Niemcem. Niemiecki tabloid „Bild”, powołując się na anonimowe źródła, napisał, że mężczyzną kierowały pobudki prawicowo-ekstremistyczne, a atak był skierowany przeciwko Kurdom (domniemany sprawca zostawił po sobie list, w którym pisał m.in. o potrzebie „oczyszczenia” Niemiec z przedstawicieli niektórych narodów). Służby nie potwierdziły tych doniesień.

Z dotychczasowych doniesień niemieckich mediów wynika, że sprawcą ataku w Hanau jest 43-letni Tobias R. Portal focus.de informuje, że domniemany zamachowiec był Niemcem i pochodził z Hanau. Mężczyzna ukończył studia z administracji biznesu w Bayreuth (Bawaria) i w przeszłości pracował jako urzędnik bankowy. Jego sąsiedzi twierdzą, że był żonaty i do tej pory zachowywał się normalnie.

Niemieckie media podają, że kilka dni przed atakiem w Hanau Tobias R. opublikował na YouTubie materiał wideo nagrany w swoim mieszkaniu. Mężczyzna posługując się płynnym angielskim, mówił, że chce przekazać „osobistą wiadomość wszystkim Amerykanom”. Twierdził, że w USA znajdują się tajne bazy, w których zabijane są dzieci. Tobias R. wzywał obywateli Stanów Zjednoczonych, aby się „przebudzili” i stawili temu opór – pisze frankenpost.de. W nagraniu nie ma jednak żadnych treści, które można by było uznać za zapowiedź środowego ataku w Hanau.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Włochy: Gwałt na Polsce w Rimini. Jest ostateczny wyrok dla Kongijczyka

epa06180864 Congolese refugee Guerlin Butungu (2-L), 20, the fourth suspect in gang rapes at the Italian beach resort, is escorted by Italian police officers from the ‚Questura’ Police station to prison, after his arrest in Rimini, Italy, 03 September 2017. Butungu, who arrived as a refugee to Italy in 2015, was nabbed by police on 02 September and is suspected to have robbed and raped several tourists along with three others – two minor brothers from Morocco and another minor from Nigeria – earlier in Augsut 2017. EPA/MANUEL MIGLIORINI
Dostawca: PAP/EPA.

Gwałt na polskiej turystce we włoskim Rimini. Włoski Sąd Najwyższy utrzymał w czwartek karę 16 lat więzienia dla sprawcy napaści – Kongijczyka Guerlina Butungu. Sąd odrzucił jego odwołanie od wyroku.

Wyrok 16 lat więzienia wobec Guerlina Butungu wydał najpierw sąd pierwszej instancji w Rimini w listopadzie 2017 roku, a w zeszłym roku utrzymał go sąd apelacyjny w Bolonii.

Obrona Butungu złożyła jednak odwołanie, twierdząc, że nie ma dowodów na to, że imigrant uczestniczył w zbiorowym gwałcie na młodej Polce na plaży i w ciężkim pobiciu jej partnera oraz w innych napaściach, w tym w gwałcie i w jego próbie w Rimini przed dwoma laty. Ponadto obrońca wśród powodów zaskarżenia wyroku wskazał to, że sądy nie uznały okoliczności łagodzących, to znaczy faktu, iż Butungu nie był wcześniej karany i ma za sobą „trudną przeszłość” w swoim kraju.

Napaść na Polaków w Rimini 

Do brutalnej napaści na parę młodych turystów z Polski doszło w nocy na plaży w Rimini w sierpniu 2017 roku. Młoda Polka została wielokrotnie zgwałcona, a jej partner ciężko pobity przez 4-osobową bandę, na czele której stał kongijski imigrant Butungu, jedyny pełnoletni w tym gangu i dlatego sądzony osobno.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Włochy: Sąd Najwyższy zajmie się sprawą napaści na polskich turystów w Rimini

12 grudnia włoski Sąd Najwyższy rozpatrzy odwołanie złożone przez sprawcę brutalnego ataku na dwoje Polaków i gwałtu w Rimini, Kongijczyka Guerlina Butungu od wyroku 16 lat więzienia – poinformował we wtorek PAP pełnomocnik ofiar Maurizio Ghinelli.

Wyrok 16 lat więzienia za pobicie młodego Polaka i gwałt na jego partnerce w sierpniu 2017 roku na plaży w Rimini wydał najpierw sąd pierwszej instancji w tym mieście, a następnie utrzymał go sąd apelacyjny w Bolonii. Obrona Butungu złożyła od niego odwołanie, twierdząc, że nie ma dowodów na to, że imigrant uczestniczył w zbiorowym gwałcie na młodej Polce na plaży i ciężkim pobiciu jej partnera oraz w innych napaściach.

Ponadto obrońca wśród powodów zaskarżenia wyroku wskazał to, że sądy nie uznały okoliczności łagodzących, to znaczy faktu, iż Butungu nie był wcześniej karany i ma za sobą „trudną przeszłość” w swoim kraju. Według adwokata skazany, który do Włoch przypłynął z innymi migrantami pontonem, był jako nastolatek żołnierzem. Już wcześniej podkreślano jednak, że nie ma na to dowodów.

Trzej pozostali członkowie gangu, który napadł na polskich turystów, czyli nastoletni synowie imigrantów z Maroka i Nigerii, zostali skazani przez sąd dla nieletnich na kary po 9 lat i 8 miesięcy. Wyrok ten utrzymał sąd apelacyjny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl