Policjanci zlikwidowali dwa laboratoria metamfetaminy. Mocne uderzenie w śląski narkobiznes

4 osoby zatrzymane, w tym 2 „chemików”, zlikwidowane 2 „laboratoria” narkotyków syntetycznych, przejęte narkotyki, substancje i urządzenia służące do ich produkcji, to efekt ostatnich działań CBŚP. Sprawy nadzorują dolnośląska Prokuratura Krajowa oraz Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim. 3 osoby zostały tymczasowo aresztowane. Wszystko wskazuje na to, że narkotyki produkowane w tych „wytwórniach” mogły trafiać głównie na Dolny Śląsk, ale także do Czech i Niemiec.

Policjanci Zarządu we Wrocławiu Centralnego Biura Śledczego Policji w ostatnim czasie na terenie województwa dolnośląskiego zlikwidowali dwa „laboratoria” produkujące narkotyki syntetyczne, głównie metamfetaminę, a także zatrzymali osoby podejrzane, w tym tzw. „chemików”. Akcje przeprowadzono na terenie powiatów zgorzeleckiego oraz lwóweckiego, a sprawy nadzorują odpowiednio Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oraz Prokuratura Rejonowa w Lwówku Śląskim.

W ramach działań przeprowadzonych przez funkcjonariuszy CBŚP, przy wsparciu policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Zgorzelcu, w powiecie zgorzeleckim przeszukano dwie nieruchomości, w których mogła odbywać się produkcja narkotyków. W jednym z obiektów policjanci odkryli, a następnie zabezpieczyli linię produkcyjną narkotyków syntetycznych. Zatrzymali 2 osoby, w wieku 44 i 42 lat, a także przejęli urządzenia i prekursory niezbędne do produkcji metamfetaminy. Z ustaleń śledczych wynika, że jedna z osób zatrzymanych to tzw. „chemik”, który odpowiadał za cały proces produkcyjny.

W wyniku przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli m.in. palniki gazowe i elektryczne, naczynia laboratoryjne i żaroodporne, jak również ponad 35 litrów różnych środków chemicznych, mogących służyć do wytwarzania narkotyków. Ponadto przejęli kanistry z substancjami poprodukcyjnymi oraz gotową metamfetaminę, a także pseudoefedrynę, z której można by uzyskać kolejną porcję tego narkotyku. Funkcjonariusze zabezpieczyli nawet odręcznie napisane instrukcje wytwarzania metamfetaminy, jak również pieniądze na poczet ewentualnych grzywien.

Ze wstępnych szacunków śledczych wynika, że wartość przejętych narkotyków, substancji chemicznych oraz zabezpieczonych urządzeń to kilkadziesiąt tysięcy złotych, a samo „laboratorium” mogło działać w okresie od grudnia 2020 do stycznia 2021 roku. Wyprodukowane narkotyki mogły trafiać na dolnośląski czarny rynek, jak również do Czech i Niemiec. Podejrzany mężczyzna usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz wytwarzania znacznych ilości narkotyków. Decyzją sądu został on tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

Kolejną akcję przeprowadzono w powiecie lwóweckim, gdzie policjanci CBŚP w jednym z budynków mieszkalnych odkryli kolejne „laboratorium” metamfetaminy. Funkcjonariusze zatrzymali 2 osoby, w wieku 25 i 33 lata, w tym także kolejnego „chemika”. Przejęli również urządzenia służące do produkcji narkotyków, w tym palniki elektryczne i urządzenia żaroodporne, a także 32 litry chemikaliów mogących służyć do produkcji narkotyków syntetycznych oraz gotową metamfetaminę oraz MDMA.

Z ustaleń śledczych wynika, że „wytwórnia” metamfetaminy działała od września 2020 roku do lutego 2021 roku, a produkowany tam narkotyk mógł potem trafiać na teren województwa dolnośląskiego. W Prokuraturze Rejonowej w Lwówku Śląskim zatrzymanym przedstawiono zarzuty wytwarzania znacznych ilości narkotyków. Sąd tymczasowo aresztował podejrzanych na okres 3 miesięcy.

Obecnie śledczy wyjaśniają wszystkie okoliczności tych spraw, czyli ile narkotyków mogło zostać wyprodukowane, a następnie wprowadzone na rynek oraz inne osoby mogące mieć związek z procederem. Za produkcję znacznych ilości narkotyków grozi kara pozbawienia wolności nawet do 15 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

Małopolska: 62-latek zabił żonę i popełnił samobójstwo

62-letni mężczyzna z Woli Kosnowej (woj. małopolskie) najprawdopodobniej zabił 56-letnią żonę, a następnie popełnił samobójstwo – podają małopolskie media. Śledczy na razie nie ujawniają szczegółów sprawy. Do tragicznego zdarzenia doszło w środę w Woli Kosnowej w gminie Łącko w powiecie nowosądeckim. Jak podaje „Gazeta Krakowska”, policja odkryła ciała 56-letniej kobiety i 62-letniego mężczyzny na podwórku przed domem.

Portal Sądeczanin.info podał nieoficjalnie, że mężczyzna był myśliwym i trzymał w domu broń. Podobno już niejeden raz groził nią swojej żonie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: 14-latek aresztowany w związku z zabójstwem 13-letniego kolegi

Ciało 13-latka znaleziono w pobliżu lasu w Sinsheim-Eschelbach w Badenii-Wirtembergii. Lokalna policja ogłosiła, że w związku ze zbrodnią aresztowano 14-letniego chłopca. Martwego 13-letniego chłopca odnaleziono na polu w pobliżu Sinsheim-Eschelbach w środę po południu. Jak poinformowała wieczorem policja w Mannheim, w bezpośrednim sąsiedztwie aresztowano 14-latka podejrzanego o zamordowanie 13-latka.

Jak przekazała agencja prasowa DPA, miejsce zbrodni zostało odcięte kordonem, zaś policja z Mannheim użyła helikoptera do wykonania zdjęć z lotu ptaka. Funkcjonariusze z Heidelbergu wspomagani przez federalnych śledczych przejęli sprawę. Ciało 13-latka ma zostać poddane sekcji zwłok.

Z relacji niemieckich mediów wynika, że zatrzymany 14-latek jest znany policji. W listopadzie 2020 roku poważnie zranił nożem 13-latkę w szkole w Östringen. Chłopak wszedł do klasy po przerwie i zadał kilka ran kłutych w górne części ciała dziewczynki. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tragiczna w skutkach akcja na Filipinach. Policjanci zastrzelili innych funkcjonariuszy

W słynących z brutalnej walki z przestępczością narkotykową Filipinach doszło do tragicznego zdarzenia. Tamtejsi policjanci zabili innych policjantów. Obie grupy działały pod przykrywką, próbując rozpracować grupę handlarzy narkotyków.

Dwóch funkcjonariuszy Filipińskiej Policji Narodowej (PNP) zginęło z rąk policjantów Filipińskiej Agencji Narkotykowej (PDEA), a trzech innych jest rannych. Obie jednostki pracowały pod przykrywką nad rozpracowaniem grupy handlarzy narkotyków. Jak podaje policja z Quezon City, funkcjonariusze nie zdążyli zorientować się, że mają do czynienia z innymi funkcjonariuszami. Teraz sprawę próbują wyjaśnić połączony zespół PNP-PDEA oraz Krajowe Biuro Śledcze.

Krwawe zakończenie akcji antynarkotykowej na Filipinach

Do zdarzenia doszło w środę 24 lutego w filipińskim Quezon City. Na jednym z parkingów spotkały się dwie grupy „przestępcze”, by uskutecznić zakup narkotyków. Okazuje się jednak, że w rzeczywistości w obu z nich pracowali informatorzy policji. Nie wiadomo, co doprowadziło do wymiany ognia.

Rzecznik Filipińskiej Policji Narodowej gen. bryg. Ildebrandi Usana zapewnił jednak, że zdarzenie „nie wpłynie na wspólne operacje i koordynację działań wobec nielegalnych handlarzy narkotykami”.

Krwawa walka z narkotykami według prezydenta Filipin

Filipiny słyną z niezwykle krwawych sposobów przeciwdziałania narkomanii. Prezydent Filipin Rodrigo Duterte jest często krytykowany za sposób, w jaki walczy z gangami. W czerwcu 2016 roku zapowiedział on nawet pogrom dilerów.

– Zastrzel go, a dam ci medal – apelował do obywateli. – Jeśli są w twojej okolicy, zadzwoń do nas, na policję albo zrób to sam, jeśli masz broń. Masz moje poparcie – mówił. Szacuje się, że podczas prezydentury przywódcy zginęło co najmniej osiem tysięcy osób podejrzanych o przestępstwa narkotykowe.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawa: 18-latek zaatakował taksówkarza paralizatorem i nożem

Policjanci z Warszawy wyjaśniają okoliczności kilkukrotnego ugodzenia ostrym narzędziem 56-letniego taksówkarza – poinformował w czwartek podkom. Robert Koniuszy z mokotowskiej komendy. Chodzi o 18-latka, który zaatakował paralizatorem i nożem taksówkarza. Ranny trafił do szpitala. Policja zatrzymała napastnika. Do ataku doszło po godz. 20 w środę. 18-latek zamówił taksówkę pod hotelem Marriott i kazał się zawieźć na rondo Waszyngtona. Zmienił jednak zdanie i pojechał na ul. Modzelewskiego.

– Kiedy obaj dojechali na miejsce, pasażer próbował kilkukrotnie zapłacić za kurs zbliżeniowo kartą. Terminal jednak sygnalizował brak środków na koncie – powiedział podkom. Robert Koniuszy z Komendy Rejonowej Policji na Mokotowie.

Kilka razy dźgnął taksówkarza i uciekł z auta

W pewnym momencie młody mężczyzna wyjął paralizator i przyłożył 56-letniemu taksówkarzowi do szyi. – Użył tego paralizatora wobec mężczyzny, a następnie wyjął ostre narzędzie, zadał mu kilka ran kłutych w plecy i uciekł – relacjonował podkom. Koniuszy.

Po kilku minutach na miejsce przyjechały wezwane patrole policyjne. Ratownicy przewieźli rannego mężczyznę do szpitala. Policjanci natomiast zatrzymali podejrzanego między budynkami w okolicy ul. Modzelewskiego. Policyjni technicy zabezpieczyli ślady. Natomiast grupa dochodzeniowo-śledcza wykonała szereg czynności zmierzających do ustalenia szczegółów tego zdarzenia.

O dalszym losie zatrzymanego nastolatka oraz zarzutach będzie decydował prokurator.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bandyci porwali znanego biznesmena z Jaworzna. Zażądali okupu

Biznesmen z Jaworzna został porwany. Zwabiła go była partnerka, która później, wraz ze wspólnikami, zażądała 60 tys. złotych. Następnie w sprawę zaangażowali się Czeczeni. Już przygotowywali się do kolejnego porwania, kiedy do ich mieszkań weszli uzbrojeni funkcjonariusze policji.

Tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia 2020 roku na parking przed marketem w Jaworznie został zwabiony 30-letni biznesmen. Miał się tam spotkać z byłą partnerką. Okazało się jednak, że 25-latka nie przyjechała sama. Towarzyszył jej nieznajomy 28-latek.

– „Osoby te zażądały od pokrzywdzonego wydania 25 tysięcy złotych, a następnie, grożąc mu przedmiotem przypominającym broń palną, zmusiły go, aby udał się z nimi samochodem do Krakowa” – informuje prok. Waldemar Łubniewski z Prokuratury Rejonowej w Katowicach.

W ten sposób mężczyzna został uprowadzony. Trafił na teren Małopolski, gdzie pod groźbą wypłacił z bankomatu 5 tys. złotych, które przekazał porywaczom.

– „Duet, powołując się na znajomości u Czeczenów oraz w towarzystwie jednego z nich, zażądał kolejnej sumy pieniędzy w kwocie 60 tys. złotych. Dopiero następnego dnia rano porywacze wypuścili mężczyznę i pozostawili go w Krakowie” – zdradza podinsp. Aleksandra Nowara z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

– „Dali mu również kilka dni czasu na zorganizowanie brakującej gotówki” – dodaje.

Po pewnym czasie 28-latek z Żor, biorący udział w porwaniu, przekazał sprawę swoim znajomym. Chciał spłacić dług. Jednym z nich był Czeczen, który uczestniczył w wymuszeniu gotówki, drugim inny obywatel Rosji.
Źródło info i foto: dziennikzachodni.pl

Był poszukiwany od 5 lat. Wpadł przez morsowanie

45-latek poszukiwany przez policję przez pięć lat wpadł, kiedy funkcjonariusze zobaczyli jego zdjęcie w lokalnej gazecie. Na fotografii rozpoznali twarz morsującego mężczyzny. Mężczyzna po przepustce nie wrócił do zakładu karnego i ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości za granicą przez pięć lat.

Za mężczyzną wystawiono list gończy – informuje polsatnews.pl.

Teraz okazało się, że 45-latek wrócił do kraju. Funkcjonariusze natrafili w lokalnej gazecie na zdjęcie poszukiwanego. Mężczyzna był jednym z bohaterów artykułu o morsowaniu. Policjanci zatrzymali go na terenie powiatu toruńskiego (woj. kujawsko-pomorskie) i przewieźli do zakładu karnego, gdzie spędzi najbliższe dwa lata.
Źródło info i foto: interia.pl

Federalne Biuro Śledcze oskarżane o błędy odnośnie szturmu na Kapitol

Podczas przesłuchania w Kongresie USA były szef straży Kapitolu Steven Sund zeznał, że nie otrzymał od FBI raportu z 5 stycznia o możliwości zamieszek następnego dnia. W starciach zginęło pięć osób. Po raz pierwszy we wtorek publicznie zeznawali Sund, były sierżant Izby Reprezentantów Paul Irving i były sierżant Senatu Michael Stenger. Wszyscy z nich zrezygnowali ze swoich funkcji w kilka dni po bezprecedensowym ataku na Kapitol, w wyniku którego śmierć poniosło pięć osób. Przesłuchiwany był również Robert Contee, pełniący obowiązki szefa waszyngtońskiej policji.

Z ich zeznań wyłania się ochrona Kapitolu zaskoczona liczbą uczestników zamieszek 6 stycznia oraz ich przygotowaniem i komunikacją. Problem stanowił też przepływ między służbami informacji wywiadowczych dotyczących ostrzeżeń przed szturmem.

Sund powiedział, że nigdy nie otrzymał raportu Federalnego Biura Śledczego (FBI) z 5 stycznia z ostrzeżeniem o potencjalnych zamieszkach następnego dnia. Wglądu do tego dokumentu nie miała także – zgodnie z doniesieniami jej przedstawicieli – waszyngtońska policja.

Błędy wywiadu

– Jedną z pewnych spraw, o których się dzisiaj dowiedzieliśmy, są błędy wywiadu. To niekoniecznie niepowodzenie samego wywiadu, ale niepowodzenie w przekazywaniu informacji – ocenił to senator Angus King z Maine.

Na publicznym forum we wtorek ujawniono również ostre spory dotyczące tego, co opóźniło przybycie posiłków Gwardii Narodowej na Kapitol. Między Sundem a Irvingiem wystąpiły poważne rozbieżności, gdy opisywali swoje działania przed atakiem z 6 stycznia i w jego trakcie. Obaj funkcjonariusze nie mogli się nawet zgodzić, czy rozmawiali telefonicznie, gdy demonstranci włamywali się do gmachu parlamentu.
Źródło info i foto: TVP.info

Zamach na włoskiego ambasadora. Znamy szczegóły

Włoski dyplomata zmarł w wyniku postrzału w brzuch podczas strzelaniny, do której doszło pomiędzy uzbrojonymi rebeliantami a strażnikami parku narodowego Wirunga. Najprawdopodobniej rebelianci próbowali porwać osoby jadące w konwoju Światowego Programu Żywnościowego ONZ niedaleko miasta Goma. Na miejsce wysłano „Błękitne hełmy”. Włochy deklarują wyjaśnienie sprawy.

Włoski ambasador przebywał w okolicach jeziora Kiwu w konwoju Światowego Programu Żywnościowego ONZ. Konwój został zaatakowany w poniedziałek około godziny 10:15 czasu miejscowego na północ od Gomy – powiedział agencji Reutera Mambo Kawaya, rzecznik Parku Narodowego Wulkanów Wirunga. Delegacja Światowego Programu Żywnościowego przejeżdżała przez wioskę Rurimba, kierowała się do wsi Rutshuru, gdzie miała wizytować szkolny program dożywiania. Według Reutersa droga, którą jechały samochody ONZ była wcześniej zabezpieczona i nie wymagała towarzystwa eskorty.

Jechał do szkoły wspieranej przez ONZ

Uzbrojeni napastnicy oddali strzały ostrzegawcze, a następnie zatrzymali cały konwój, w tym samochód ambasadora. Po zastrzeleniu kongijskiego kierowcy, partyzanci nakazały pozostałym osobom, by szły w stronę lasu.

– Ogniem odpowiedzieli strażnicy Parku Narodowego Wulkanów Wirunga – powiedział agencji Reutera gubernator prowincji Kivu Carly Nzanzu Kasivita.

W trakcie strzelaniny ranny w brzuch został 43-letni ambasador Włoch w Kongu Luca Attanasio. Z tych informacji wynika, że dyplomata został zabrany z miejsca zdarzenia i przewieziony do szpitala ONZ w stolicy prowincji Północne Kiwu Gomie. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Demokratycznej Republiki Konga podało, że Włoch zmarł w szpitalu. Informację tę potwierdzili na Twitterze przedstawiciele misji ONZ w DRK. MONUSCO ma monitorować proces pokojowy w kraju po II wojnie domowej w Kongu.

W sieci pojawiły się zdjęcia dyplomaty, trzymanego przez pracowników parku na służbowej ciężarówce. Agencje nie potwierdziły ich autentyczności. W ataku zginął także 30-letni karabinier z ochrony ambasady Vittorio Iacovacci.

Szok we Włoszech po śmierci ambasadora 

– Śmierć ambasadora Włoch w Demokratycznej Republice Konga była dla mnie szokiem – stwierdził Luigi Di Maio, szef włoskiej dyplomacji. Jego zdaniem okoliczności zdarzenia nadal są niejasne.

Bezpośrednio po zamachu na miejsce zostały skierowane znaczne siły ONZ przebywające w okolicy w ramach kontyngentu.

Ministerstwo spraw wewnętrznych DRK obwinia o atak bojówki Demokratycznych Sił Wyzwolenia Rwandy (FDLR), jednak jest to jedynie jedna z kilkudziesięciu grup zbrojnych rebeliantów działających w okolicy Jeziora Kiwu na pograniczu z Rwandą. FDLR została założona przez członków grup stojących za ludobójstwem w Rwandzie, do którego doszło w 1994 roku. W maju 2018 roku w tej okolicy ugrupowanie porwało dwóch brytyjskich turystów. Zmusiło to park narodowy do wstrzymania ruchu turystycznego. Porwani turyści zostali zwolnieni po kilku dniach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Podpalono samochód pracownika polskiej ambasady w Berlinie

Ambasada Polski w Niemczech potwierdziła Polskiej Agencji Prasowej, że w nocy z poniedziałku na wtorek doszło do podpalenia samochodu pracownika tej placówki dyplomatycznej. Sprawcy tego czynu pozostają nieznani, podobnie jak motywy ich działania.  Do zdarzenia doszło w nocy w poniedziałku na wtorek przy ulicy Fritz-Wildung Strasse 14 w dzielnicy Charlottenburg-Wilmersdorf w zachodniej części stolicy Niemiec. 

– Dziś w nocy nieznani sprawcy podpalili auto należące do pracownika naszej ambasady w Berlinie – potwierdził w rozmowie z Polską Agencją Prasową Dariusz Pawłoś, rzecznik prasowy ambasady. O sprawie poinformowano już  odpowiednie służby.

Zdjęcia spalonego pojazdu opublikował w mediach społecznościowych Cezary Gmyz, berliński korespondent Telewizji Polskiej:

Auto było oznakowane jako samochód dyplomatyczny. – Miało naklejkę CD (fr. corps diplomatique, korpus dyplomatyczny – PAP) – przekazała polska ambasada. Jak podała z kolei PAP, w tej sprawie placówka pozostaje w kontakcie z kilkoma wydziałami policji w Berlinie, w tym z wydziałem ochrony placówek dyplomatycznych.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl