Posts Tagged “policjanci”

Do ataku na pedagoga doszło w szkole podstawowej nr 2 w Morągu – poinformowała nas rzeczniczka prasowa policji w Ostródzie st. sierż. Anna Balińska. Policja rano otrzymała zgłoszenie o groźnym incydencie w szkole w Morągu (woj. warmińsko-mazurskie). 14-letnia uczennica siódmej klasy chciała ugodzić nożem nauczycielkę podczas rozmowy w cztery oczy. Kobieta na szczęście się obroniła, nie ma żadnych obrażeń.

- Obecnie trwa postępowanie, która ma na celu ustalenie okoliczności i przyczyn ataku – mówi WP Anna Balińska. Ponieważ dziewczyna jest nieletnia, na razie jest za wcześnie, by mówić, jaką odpowiedzielność poniesie. Nie została zatrzymana.

14-latka trafiła do szpitala. Prawdopodobnie wcześniej leczyła się psychiatrycznie – informuje RMF FM.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

18-latek miał być rażony osiem razy paralizatorem na komisariacie w Kołobrzegu. O sprawie informuje Wojciech Bojanowski w swoim materiale dla TVN.

- Policjanci rzucili mnie na ziemię i się zapytali czy sr**em, bo jak nie to zaraz się zes**m. I razili mnie paralizatorem próbując wymusić zeznania – mówi nastoletni Kornel w rozmowie z reporterem TVN.

Bojanowski wskazuje, że w tej sprawie jest problem z ustaleniem winnych. Od roku nikt nie poniósł odpowiedzialności za potraktowanie 18-latka. Dziennikarz Wojciech Bojanowski przypomina przy tej okazji sprawę śmierci Igora Stachowiaka. Pisze, że gdyby nie śmierć młodego chłopaka na komisariacie we Wrocławiu, “sprawa Kornela zostałaby zamieciona pod dywan”.

Kornel uczestniczył w bójce. Opowiada, że został przewieziony na komendę, gdzie został kilkukrotnie rażony paralizatorem. W rozmowie z Wojciechem Bojanowskim chłopak relacjonuje, że policjanci mieli podciągnąć mu koszulkę, by “bardziej poczuł” paralizator. Mieli też sobie wskazać, które miejsce na ciele jest najbardziej skuteczne.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

22-letnia nauczycielka chemii z amerykańskiego stanu Oklahoma umawiała się na seks ze swoim nieletnim uczniem. Chłopiec miał w telefonie jej roznegliżowane zdjęcia. Gdy rodzice je zobaczyli, do akcji wkroczyła policja. Szeryf hrabstwa Canadian w Oklahomie poinformował, że na policję zgłosili się rodzice chłopca, których zaniepokoiło to, co znaleźli w telefonie syna. Były tam pikantne zdjęcia 22-latki. Rodzice skojarzyli, że może to być nauczycielka chemii ze szkoły syna. Z korespondencji wynikało, że kobieta już wcześniej umawiała się z nim na seks.

Rodzice przynieśli w środę telefon dziecka do biura szeryfa. Policjanci potwierdzili ich obawy, znaleźli też wiadomość, że kolejna randka zaplanowana była właśnie na popołudnie tego dnia.

Policjanci postanowili wykorzystać telefon chłopca do kontaktu z Hunter Day, bo o niej mowa. Wysłali wiadomość z pytaniem czy spotkanie aktualne. Nauczycielka odpowiedziała, że tak i napisała, by chłopak się pospieszył, żeby zdążył przed powrotem jej męża z pracy.

Gdy funkcjonariusze byli już w pobliżu domu kobiety, wysłali wiadomość “Jestem na miejscu”. “Drzwi otwarte, jak zwykle” – odpowiedziała kobieta. Policjanci weszli do środka. Zastali kobietę w salonie, przy zgaszonych światłach i zapalonych świeczkach, ubraną w T-shirt i spodenki treningowe.

Policjanci wyjaśnili cel niespodziewanej wizyty, a kobieta przyznała się do nielegalnych stosunków seksualnych z nieletnim chłopcem. Przyznała też, że wysyłała mu swoje zdjęcia w bieliźnie, a chłopiec wysyłał jej fotografie swoich genitaliów.

Hunter Day trafiła za kratki, usłyszała zarzuty gwałtu drugiego stopnia, nagabywania nieletniego na seks oraz posiadania pornografii dziecięcej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Policjanci zatrzymali napastnika, który w piątek zaatakował w Stalowej Woli 29-letniego mężczyznę. Ten, w stanie ciężkim, trafił do szpitala – informuje RMF. Początkowo mówiło się o drugim rannym – 32-letnim mężczyźnie, który doznał urazów twarzy. Okazał się nim jednak sam napastnik.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że między mężczyznami doszło do awantury na tle towarzyskim. Nożownik trafił do policyjnego aresztu. Przypomnijmy, że niedawno doszło do innego brutalnego ataku w Stalowej Woli. 20 października 27-letni Konrad K. zaatakował dwoma nożami klientów galerii handlowej “VIVO!”. Wówczas jedna osoba zginęła, a osiem zostało rannych.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Trzyletni Tomuś skonał wczoraj wieczorem w szpitalu. jego oprawca od środy siedzi w areszcie, matka została aresztowana wczoraj. Tymczasem urzędnicy z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Grudziądzu (woj. kujawsko-pomorskie) bezradnie rozkładają ręce. Nie wiedzieli, że tam bite są dzieci, bo nikt im tego nie powiedział! – Nie tylko my, ale i kurator sądowy, wystawiliśmy tej rodzinie pozytywną opinię – tłumaczą.

- Kilka godzin przed tragedią rozmawiałam z asystentem społecznym, który zajmował się tą rodziną. Nie dostrzegł niczego złego. W raportach pisał, że matka gotuje obiady, a higiena osobista dzieci się poprawia – broni się Małgorzata Gackowska (31 l.), zastępca kierownika działu pieczy zastępczej, której podlegają asystenci społeczni. – Matka dzieci była nam znana, bo wcześniej pomagaliśmy jej, gdy była ofiarą przemocy w rodzinie. Teraz nie chciała nam powiedzieć, jak nazywa się mężczyzna, który przebywa w jej domu razem z dziećmi, i zapewniała nas, że on z nią nie mieszka – dodaje.

ymczasem mieszkańcom kamienicy przy Drodze Łąkowej w Grudziądzu wystarczył miesiąc, aby zorientować się, że Radosław M. (31 l.) znęca się nad dziećmi swojej konkubiny. Zaalarmowali administrację domu, a ta zawiadomiła sąd rodzinny. MOPR nie naciskał na szybkie rozstrzygnięcia, więc posiedzenie sądu w sprawie dzieci Angeliki L. (31 l.) miało się odbyć w miniony wtorek. A dzień wcześniej skatowany Tomuś (3 l.) w krytycznym stanie trafił do szpitala. Wczoraj o godzinie 18.00 chłopczyk zmarł w szpitalu. Do ostatniej chwili lekarze walczyli o jego życie.

Czy można było uniknąć horroru? Tak, gdyby urzędnicy wnikliwiej przyjrzeli się Angelice L. i jej dzieciom. Sąsiedzi twierdzą, że dzieciaki skarżyły się na domową przemoc. Dlaczego więc urzędnicy tego nie odkryli? Wygląda na to, że działali rutynowo tam, gdzie należało wzmóc czujność. – W piśmie od sąsiadów nie było mowy o tym, że on bije dzieci, tylko że one są zaniedbane – mówi Małgorzata Gackowska. – Dla nas to wielka tragedia – dodaje. Oby urzędnicy wyciągnęli z niej wnioski.
Źródło info i foto: se.pl

Comments Brak komentarzy »

Inspektor Krzysztof Niziołek, były zastępca komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu, został wiceprezesem Zakładu Usług Komunalnych w Strzegomiu. Informację tę jako pierwszy podał “Fakt”. Jak ustalił “Fakt”, Krzysztof Niziołek został powołany na wiceprezesa Zakładu Usług Komunalnych w Strzegomiu bez przeprowadzania jakiegokolwiek konkursu. W ten sposób były zastępca komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu, a wcześniej długoletni szef Komendy Powiatowej Policji w Świdnicy, będzie teraz ekspertem od wywozu śmieci i odśnieżania.

Dymisje w policji

Przypomnijmy, Niziołek stracił swoje stanowisko w KWP we Wrocławiu 23 maja, niedługo po emisji reportażu “Superwizjera”, gdy okazało się, że policjanci znęcali się nad zatrzymanym Igorem Stachowiakiem.

Oprócz Niziołka odwołano też komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu Arkadiusza Golanowskiego, komendanta miejskiego Dariusza Kokornaczyka oraz Jerzego Kokota, byłego szefa komisariatu Wrocław-Stare Miasto, w którym zmarł Igor Stachowiak.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Grzegorz Ł. z pomocą innych osób zostawił fałszywe tropy, którymi chciał zmylić organy ścigania, jednak popełnił błąd. Dał się uchwycić kamerze w pobliżu granicy z Ukrainą. Tyle wystarczyło, by został schwytany. O kulisach jego poszukiwań opowiedział policjant z grupy tzw. poznańskich łowców głów. Nadal nie wiadomo, gdzie jest 8 mln. zł zrabowane podczas tzw. “skoku stulecia”.

Grzegorz Ł. to wiceprezes firmy ochroniarskiej, której fałszywy konwojent, podający się za Mieczysława Dudę, w 2015 r. ukradł w Swarzędzu (wielkopolskie) 8 mln zł. Grzegorz Ł. miał być jednym z głównych organizatorów kradzieży i zniknąć z łupem. Był poszukiwany listem gończym.

2,5 miesiąca poszukiwań

Mężczyznę zatrzymano w środę na terenie Ukrainy. W jego poszukiwania zaangażowani byli poznańscy “łowcy głów”, czyli członkowie policyjnej grupy, która specjalizuje się w tropieniu najbardziej niebezpiecznych przestępców. Zatrzymania Grzegorza Ł. dokonali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, którym “łowcy głów” przekazywali informacje. Poznańscy funkcjonariusze tropili Ł. zaledwie 2,5 miesiąca.
 
- Grupa poświęciła cały swój czas na to, żeby sprawdzić wszystkie informacje, które się pojawiały w ostatnim czasie o Grzegorzu Ł. Okazało się, że wszelkie doniesienia, jakie do tej pory były, to fałszywe tropy. Prawdopodobnie Grzegorz Ł. chciał wprowadzić organy ścigania w błąd, żeby nikt go nie znalazł – powiedział policjant z “łowcy głów”.

Chciał tzw. żelaznego listu

Grzegorz Ł. w lipcu skontaktował się z Radiem ZET, w wywiadzie opowiadał o napadzie. Zażądał też tzw. listu żelaznego – gwarancji wydanej przez sąd, że do czasu prawomocnego zakończenia postępowania będzie odpowiadał z wolnej stopy.

- Był to trudny przeciwnik. Próbował nas zmylić, udzielił wywiadu, z którego wynikało, że pływa na statkach w Hiszpanii – powiedział policjant.

Grzegorz Ł. popełnił błąd, który naprowadził śledczych na jego trop.
 
- Znaleźliśmy nagranie, na którym widać było jego twarz. Nie zmienił wyglądu. Było to w rejonie granicy z Ukrainą – dodał policjant.

Poszukiwany nie przekroczył granicy na swoje nazwisko.
 
Wpadł w pobliżu Odessy

Do jego zatrzymania doszło w rejonie Odessy. – Wiemy, że na pewno w ostatnim czasie zmieniał miejsce pobytu na terenie Ukrainy, przebywał tam już dłuższy czas. Nie jesteśmy w stanie na ten moment powiedzieć, czy od momentu, kiedy zaczął się ukrywać od razu tam pojechał. Wiemy, że na pewno inne osoby pomagały mu w ukrywaniu się – wskazał policjant.
 
Jak mówił, przy Grzegorzu Ł. nie zostały odnalezione skradzione pieniądze, jednak ukraińskie służby sprawdzają, czy mógł je ukryć na terenie Ukrainy. Do tej pory udało się odzyskać jedynie niewielką część łupu.
 
Mężczyzna został zatrzymany na ulicy, był zaskoczony i nie stawiał większego oporu. Tłumaczył, że nie był pomysłodawcą “skoku stulecia”. Ł. trafił do ukraińskiego aresztu, gdzie oczekuje na decyzję o ekstradycji do Polski.

Wszystko dokładnie zaplanowali. Szczegóły “skoku stulecia”
 
Do skoku doszło 10 lipca 2016 roku. Był piątek. Około południa agencja ochrony rozwoziła pieniądze do bankomatów. Gotówkę eskortowało trzech uzbrojonych mężczyzn. W samochodzie mieli ponad 8 mln zł. Ich pierwszym przystankiem był właśnie Swarzędz.

Kiedy dwaj ochroniarze wyszli do placówki banku, trzeci z konwojentów odpalił samochód i odjechał w nieznanym kierunku. Miał przy sobie urządzenie zagłuszające nadajnik GPS pojazdu.

Fałszywy konwojent ukrył furgonetkę w lesie i zniknął razem z gotówką. Wcześniej wyczyścił auto używając do tego ciekłego chloru, by zmylić psy tropiące.

Zatrudnił się rok przed skokiem

Mężczyzna zatrudnił się w agencji ponad rok przed skokiem. Nie rzucał się w oczy. Przez cały czas sumiennie wykonywał swoje obowiązki. W dniu kradzieży, oprócz auta, wyczyścił z odcisków też swoją pracowniczą szafkę. Kiedy policja pojawiła się w firmie, okazało się, że nikt nie wie o nim kompletnie nic.

Kilka dni po kradzieży policja opublikowała zdjęcia przestępcy – łysego, brodatego mężczyzny w okularach. Mimo to nie zgłosił się nikt, kto zdradziłby jego prawdziwą tożsamość.

We wrześniu 2016 roku misterny plan zaczął jednak się sypać. Wpadł pierwszy z wspólników napadu: 39-letni Andrzej W., łódzki policjant.

Kilka dni później zatrzymano byłego policjanta, 43-letniego Andrzeja K. Śledczy namierzyli go po tym, jak wpłacił na konto swoją część łupu. Wówczas prokuratura powiązała napad z Grzegorzem Ł., również byłym policjantem i wystawia za nim list gończy.

Fałszywy konwojent z zawodu był krawcem

Zanim mężczyzna został zatrzymany, udało się ustalić, kim jest fałszywy konwojent. Okazał się nim 46-letni Krzysztof W., krawiec, mieszkaniec Łodzi.

Kiedy śledczy zapukali do jego drzwi, zupełnie nie przypominał mężczyzny, którego twarz publikowano w policyjnym komunikacie.

Miał zapuszczone włosy, zgolił brodę, nie nosił okularów i był zdecydowanie szczuplejszy.

6 osób na ławie oskarżonych

Proces w sprawie napadu “skoku stulecia” rozpoczął się na początku tego roku. Na ławie oskarżonych zasiadło sześć osób. Cztery z nich poznańska prokuratura, która prowadziła w tej sprawie śledztwo, oskarżyła o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i o przywłaszczenie mienia o znacznej wartości. Oskarżeni to 44-letni Dariusz D.; 46-letni Adam K., u którego miało dojść do podziału łupu; 48-letni Marek K., który miał brać udział w opracowaniu planu napadu i ubezpieczać przewożenie pieniędzy, oraz 48-letni konwojent Krzysztof W.

Dwie pozostałe osoby, tj. 47-letnia Agnieszka K. i 71-letni Wojciech M., miały pomagać w ukryciu zrabowanych pieniędzy i wpłacić na założone konto w jednym z banków 250 tys. zł.

Wyrok w tej sprawie Sąd Okręgowy w Łodzi wydał w lipcu tego roku. Uznał oskarżonych za winnych przywłaszczenia ostatecznie ponad 7,7 mln zł i skazał b. konwojenta Krzysztofa W. na karę 8 lat i 2 miesięcy więzienia, Marka K. na 7 lat pozbawienia wolności, byłego policjanta Adama K. na 6 lat i 2 miesięcy więzienia, a Dariusza D. – na 6 lat pozbawienia wolności.

Oskarżeni ukarani zostali również m.in. grzywnami w wysokości od 5 do 15 tys. zł. Mają także obowiązek solidarnie naprawić szkodę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Według naszych informatorów, młody mężczyzna w mieszkaniu przy ulicy 29 Listopada w Nowym Sącz zabił kobietę i kilkuletnie dziecko, a potem sam odebrał sobie życie, najprawdopodobniej powiesił się w gabinecie firmy z okolicznej miejscowości. Znamy stanowisko nowosądeckiej policji w tej sprawie, ze względu na dobro śledztwa nie zdradzili nam wielu szczegółów. Miało ono zaledwie kilka lat i chodziło do zerówki. Na miejscu zdarzenia pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza.

Co przekazała nam policja? – Dzisiaj, kilka minut po godzinie 5 rano, policjanci otrzymali zgłoszenie z Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że w jednym z zakładów pracy na terenie gminy Kamionka Wielka ujawniono zwłoki mężczyzny. Na miejscu policjanci wraz z prokuratorem wstępnie wykluczyli, by do jego śmierci ktoś się przyczynił…

W toku dalszych czynności, w miejscu zamieszkania tego mężczyzny w Nowym Sączu, policjanci ujawnili ciała kobiety i dziecka. W chwili obecnej ustalamy okoliczności i przyczyny tego zdarzenia, a na miejscu pracuje grupa dochodzeniowa z sądeckiej Policji, pod nadzorem prokuratora. Z uwagi na to, że czynności nadal trwają, na tę chwilę nie udzielamy w tej sprawie żadnych dodatkowych i szczegółowych informacji – poinformowała nas Iwona Grzebyk-Dulak, oficer prasowy.

Sąsiedzi są kompletnie zaskoczeni. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że tuż obok doszło do takiej tragedii.

Mieszkańcy bloku, tej klatki schodowej są w szoku. – To była bardzo dobra rodzina. Nie było z nimi problemów, mieliśmy miłe i sympatyczne relacje, dziecko było zadbane i wszystko wskazywało na to, że są szczęśliwi. Nie mogę w to uwierzyć, po prostu okropne, taka straszna tragedia – mówiła nam sąsiadka na miejscu zdarzenia.

Wezwani na miejsce policjanci nie mogli dostać się do środka mieszkania, przystąpiono więc do wyważenia drzwi za pomocą potężnego młota. Po kilku godzinach w miejsce zniszczonych wstawiono nowe wraz z futryną. Obecnie funkcjonariusze strzegą dostępu do klatki schodowej, wpuszczani są tylko mieszkańcy po wylegitymowaniu.

Zupełnie inną opinię na temat rodziny ma z kolei sąsiad mieszkający na innym piętrze. – Różne rzeczy się tam działy, narkotyki też ponoć lubili używać. To dziecko mówi się, że nie było jego, tylko z poprzedniego związku tej dziewczyny. Nieciekawe rzeczy dało się również o nich usłyszeć – powiedział nam mieszkaniec tego samego bloku.
Źródło info i foto: sadeczanin.info

Comments Brak komentarzy »

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji odzyskali ponad 20 samochodów skradzionych w Hiszpanii i zatrzymali trzy osoby podejrzane o sprowadzenie aut do Polski i fałszowanie dokumentów – poinformowało CBŚP. Od kilku miesięcy policjanci CBŚP wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Rzeszowie rozpracowywali grupę osób, która sprowadzała na Podkarpacie samochody osobowe.

Jak poinformowała w czwartek rzeczniczka CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz, skradzione auta na terenie Polski były sprzedawane w komisach samochodowych na podstawie sfałszowanych umów kupna-sprzedaży, hiszpańskich dowodów rejestracyjnych i hiszpańskich kart badań technicznych.

Jak ustalili śledczy, skradzione auta sprzedawano często po cenach niższych od cen samochodów oferowanych na aukcjach internetowych, co miało przyciągnąć potencjalnych klientów. Jak poinformowało CBŚP, zainteresowani niejednokrotnie zaciągali na zakup aut wieloletnie kredyty.

- W ramach prowadzonych działań policjanci odzyskali i zabezpieczyli 21 samochodów, które posiadały numery VIN pojazdów aktualnie użytkowanych przez obywateli Hiszpanii, tzw. klony. Przeprowadzone badania pozwoliły na odszyfrowanie prawdziwych numerów identyfikacyjnych – podała Jurkiewicz.

Wartość samochodów oszacowano na ponad milion złotych

Wszystkie auta zostały skradzione w Hiszpanii. Dwa z nich zostały zatrzymane przez policjantów we Francji i w Niemczech. Wartość odzyskanych i zabezpieczonych samochodów oszacowano na ponad 1 mln zł. Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie przedstawiła zatrzymanym zarzuty m.in. oszustwa, paserstwa, fałszowania dokumentów i posłużenia się nimi. Podejrzanym grozi za to kara do 8 lat więzienia.

Jak informuje CBŚP, sprawa ma charakter rozwojowy. Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Nieprzytomne i posiniaczone dziecko trafiło do szpitala w Grudziądzu (woj. kujawsko-pomorskie). Karetkę wezwał w poniedziałek konkubent matki, który twierdził, że chłopiec nieszczęśliwie upadł. Lekarze nie uwierzyli w tę wersję i zawiadomili policję podejrzewając, że 3,5-latek został pobity. Stan chłopca jest krytyczny. Konkubent matki usłyszał zarzut znęcania się za szczególnym okrucieństwem.

Postępowanie w tej sprawie prowadzą policja i prokuratura. Policjanci wciąż zbierają w tej sprawie materiał dowodowy i przesłuchują świadków. Chłopiec przebywa na oddziale anestezjologii grudziądzkiego szpitala.

- 35-letni konkubent matki usłyszał w środę zarzut znęcania się nad nim szczególnym okrucieństwem – powiedział z-ca prokuratora rejonowego w Grudziądzu Marcin Licznerski.

Przedstawił swoją wersję

- Prowadzimy śledztwo ws. spowodowania ciężkich uszkodzeń ciała małoletniego mieszkańca Grudziądza oraz w sprawie znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Radosław M. konkubent matki dziecka usłyszał dzisiaj zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania ciężkich obrażeń ciała” – wyjaśnił prokurator Licznerski.
 
Podejrzany nie przyznał się do winy, przedstawił swoją wersję zdarzenia. W sprawie zatrzymana została również matka dziecka, która ma zostać przesłuchana w czwartek. Dlatego prokuratura nie zdradza treści wyjaśnień 35-letniego mężczyzny.

Dynamiczna sytuacja
 
- Muszę zastrzec, że przyjęty opis i kwalifikacja czynu ma charakter wstępny, gdyż sytuacja jest dynamiczna. Dziecko przebywa w szpitalu i jest w stanie ciężkim – krytycznym. Według obecnej kwalifikacji czyn zarzucony Robertowi M. zagrożony jest karą do 10 lat pozbawienia wolności – dodał Licznerski.
 
Śledczy podejrzewają, że matka mogła się dopuścić zaniechań, które też noszą znamiona przestępstwa.

“Stan skrajnie ciężki”

- Dziecko trafiło do nas w stanie skrajnie ciężkim. W stanie głębokiej nieprzytomności, z upośledzeniem oddechu, ale z zachowaną akcją serca. Ponieważ obrażenia mogły być wynikiem działania osób trzecich, poinformowaliśmy policję – poinformował w rozmowie z “Gazetą Pomorską” dr Piotr Brzeziński, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii dla dzieci grudziądzkiego szpitala.

Według lekarzy, życie dziecka cały czas jest zagrożone. 3,5-latek oddycha z pomocą respiratora, a czynności serca są wspomagane farmakologicznie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »