Tychy: Jest akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnie dziecko

Prokuratura Rejonowa w Tychach skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnią koleżankę swojej córki. Jej matka milczała, bo mężczyzna groził, że zabije dziewczynkę.

Mężczyzna usłyszał zarzuty zgwałcenia 6-latki oraz dopuszczenia się wobec niej „innej czynności seksualnej” oraz doprowadzenia jej do takiej czynności. Kolejne zarzuty, które mu postawiono, dotyczą pokazywania jej pornografii i grożenia pozbawieniem życia lub zdrowia.

Policjant miał wykorzystywać 6-latkę, gdy przychodziła na noc do jego córki. Z ustaleń śledczych wynika, że groził jej śmiercią, jeśli powie komukolwiek o tym, co z nią robi. Matka dziewczynki dowiedziała się o wszystkim ale milczała, bojąc się, że mężczyzna spełni swoje groźby.

Gdy sprawa wyszła na jaw, 6-latkę przesłuchano w obecności biegłego psychologa. Ekspert uznał, że jej słowa są wiarygodne. Mężczyzna trafił do aresztu. Wcześniej pracował w jaworznickiej drogówce. Jest już bezrobotny.
Źródło info i foto: wp.pl

Policjant z Brodnicy zgwałcił kobietę w toalecie

Nie może być żadnej taryfy ulgowej za tak ohydne czyny! Policjant z Brodnicy (woj. kujawsko-pomorskie), któremu śledczy postawili zarzut gwałtu czterech kobiet, już stracił pracę. Za to, co zrobił, może na 12 lat powędrować za kraty. Aby jednak udowodnić mu winę przed sądem, niezbędne są zeznania jego ofiar. – Pań skrzywdzonych przez Krzysztofa G. może być więcej. Apeluję do nich o zgłaszanie się do prokuratury – wzywa prokurator rejonowa Alina Szram.

O policjancie gwałcicielu zrobiło się głośno za sprawą jednej z jego ofiar, która odważyła się opowiedzieć o tym, co ją spotkało. Pani Anna (25 l.) była świadkiem w jednej ze spraw w brodnickim sądzie. Przegapiła dwa terminy i w końcu na salę miał ją doprowadzić Krzysztof G. (40 l.), policjant z 13-letnim stażem. W listopadzie 2017 r. zatrzymał kobietę i zawiózł ją na komendę. – Gdy byłam w toalecie, wszedł nagle do środka i mnie zgwałcił – wyznała pani Anna. Drobna kobieta nie miała szans się obronić. Policjant pasjonuje się sztukami walki. Ma czarny pas w karate. – Bałam się, że nie wyjdę stamtąd żywa – mówiła załamana.

Na szczęście pani Anna przełamała strach, opowiedziała o swoim dramacie mężowi, a ten zawiadomił prokuraturę. Policjant został wrzucony ze służby i szybko okazało się, że ma na sumieniu inne gwałty. – Dotąd dotarliśmy do trzech innych jego ofiar – ujawnia prokurator Alina Szram, która robiła co mogła, aby sąd zgodził się na aresztowanie policjanta. Niestety pozostaje on wciąż na wolności, choć ma zakaz opuszczania kraju.

– Ukrywanie gwałtu, duszenie w sobie cierpienia nie pozwala normalnie żyć – mówi nam dr Anita Kucharska-Dziedzic ze Stowarzyszenia BABA. – Skrzywdzona osoba, milcząc, spełnia życzenie sprawcy, który chce, by milczała, by się ciągle go bała. Dobrze mieć świadomość, że sprawcę złapano i ukarano. Odzyskuje się wtedy wiarę w sprawiedliwy świat – dodaje.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wjechał w bramę Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Wiadomo, co mówił policji

Najpierw jechał pod prąd ulicą Focha, potem potrącił policjanta a na końcu usiłował wjechać w bramę Pałacu Prezydenckiego. Takie sceny miały miejsce we wtorek w Warszawie. Wiadomo, co mężczyzna mówił policjantom. We wtorek wczesnym popołudniem 36-latek jechał pod prąd ulicą Focha, wpadającą w Krakowskie Przedmieście. Zareagował policjant próbujący go zatrzymać, ale kierowca wjechał wprost na niego.

Następnie kierowca volkswagena przerwał łańcuch przed Pałacem Prezydenckim i zatrzymał się dopiero na zaporze bezpieczeństwa. Został zatrzymany przez policję i funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa.

Policjanci zwracają uwagę, że ze sprawcą nie ma logicznego i rzeczowego kontaktu. Odpowiedzi, jakich udzielał na zadawane mu pytania nie były spójne.

Jak się dowiedział „Super Express”, mężczyzna opluł ratowników medycznych, a w karetce krzyczał, że „Pałac Prezydencki to jego dom”. Został przewieziony karetką do szpitala. Tam miała zostać przebadana jego krew. Wynik pozwoli stwierdzić, czy w chwili zatrzymania znajdował się pod wpływem narkotyków lub innych środków odurzających.

Informację potwierdził nam Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy. – Do sytuacji doszło ok. 13.40. Auto z impetem chciało sforsować bramę Pałacu. Samochód zatrzymał się na zapadni przed bramą. Całą sytuację widzieliśmy przez okna Pałacu Prezydenckiego. Służby: policja i SOP zatrzymały mężczyznę – mówił nam Błażej Spychalski.

Komentarz Andrzeja Dudy

Prezydent Andrzej Duda, którego nie było w czasie incydentu w Warszawie, skomentował incydent. – Dostałem informację, że taka zdumiewająca sytuacja miała miejsce pod Pałacem Prezydenckim. Chcę podkreślić, że Pałac Prezydencki jest bezpieczny, jest jak widać dobrze strzeżony i funkcjonariusze SOP dobrze wykonują swoją pracę, za co dziękuję – mówił Duda, będąc na forum ekonomicznym w szwajcarskim Davos.

Nagranie z szarży w Warszawie

Potrącony policjant został ranny, ma uraz biodra. Został zabrany do szpitala i przebadany, a jego życiu nic nie zagraża. Do amatorskiego nagrania z tego zdarzenia dotarli dziennikarze TVP.
Źródło info i foto: wp.pl

Warszawa: 36-latek wjechał w barierę Pałacu Prezydenckiego. Wcześniej przejechał policjanta

We wtorek kierowca wjechał w barierkę przy Pałacu Prezydenckim w Warszawie. Wcześniej potrącił policjanta, który chciał go zatrzymać. Moment ten udało się uchwycić na amatorskim nagraniu.

Przed Pałacem Prezydenckim doszło we wtorek do niepokojącego incydentu. Samochód wjechał w barierkę oddzielającą Pałac od ulicy. Szybko okazało się jednak, że kierowca nie miał niecnych zamiarów wobec władz, a po prostu rzucił się do ucieczki przed policją.

Wideo z incydentu przy Pałacu Prezydenckim

Przy ul. Focha przy pl. Piłsudskiego policjant zauważył samochód, który jechał pod prąd. Kierowca nie zatrzymał się na wezwanie funkcjonariusza. Wręcz przeciwnie – przyspieszył i potrącił policjanta. Później z dużą prędkością rzucił się do ucieczki, która – jak już wiemy – zakończyła się na bramce przy Pałacu Prezydenckim.

Moment potrącenia funkcjonariusza policji udało się uchwycić na nagraniu amatorskim, prawdopodobnie z okna. Widać, że kierowca przez chwilę „wiezie” policjanta na masce, a gdy ten spada, przejeżdża po jego nogach.

Potrącony policjant znalazł się pod opieką lekarzy. Ma obrażenia biodra, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Chicago: Jest wyrok ws. zabicia przez policjanta czarnoskórego nastolatka. Jason Van Dyke skazany na 81 miesięcy więzienia

Na 81 miesięcy więzienia skazał sąd okręgowy w Chicago byłego policjanta Jasona Van Dyke’a za zabicie w 2014 roku ciemnoskórego nastolatka Laquana McDonalda. Sprawa była za Oceanem bardzo głośna. W listopadzie 2015 roku upubliczniono nagranie wideo, na którym widać, jak Van Dyke zabija 17-letniego McDonalda: strzały padają w kierunku nastolatka nawet wtedy, gdy leży on już na chodniku i prawie się nie rusza.

Tragiczne wydarzenia rozegrały się w październiku 2014 roku. Zgodnie z ówczesną relacją policji, McDonald był uzbrojony i nie chciał podporządkować się rozkazowi policjanta, by rzucił nóż. Jak mówił rzecznik policji, McDonald stanowił „bardzo poważne zagrożenie dla policjantów i nie pozostawił im innego wyboru jak tylko się bronić”.

Dopiero 13 miesięcy później, po wniosku sędziego, by ujawnić wspomniane nagranie, Van Dyke został oskarżony o morderstwo pierwszego stopnia.

Burmistrz Chicago Rahm Emanuel zmusił wtedy szefa miejscowej policji do dymisji. Ale i tak pojawiły się publiczne żądania, by burmistrz ustąpił ze stanowiska. Protestujący wyrażali oburzenie, że władze miasta zbyt długo próbowały całą sprawę uciszyć.

Kontrowersje wzbudzał również fakt, że miejscy urzędnicy podjęli decyzję o przekazaniu rodzinie McDonalda w ramach ugody 5 milionów dolarów, jeszcze zanim rozpoczął się proces, a następnie przez miesiące walczyli w sądach o to, by przynajmniej czasowo nie ujawniać nagrania wideo z zarejestrowanym momentem zabójstwa.

Teraz Jason Van Dyke został skazany na 6 lat i 9 miesięcy więzienia. Sędzia orzekł ponadto, że o warunkowe zwolnienie były już policjant będzie mógł ubiegać się po dwóch latach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wysoki rangą niemiecki policjant polował na dzieci w sieci. Chciał się umówić na seks z 13-latką. Jest wyrok

6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata to wyrok jaki usłyszał niemiecki policjant Michael S. (45 l.) oskarżony o próbę umówienia się na seks z 13-letnią dziewczynką. Sprawa to finał prowokacji Krzysztofa Dymkowskiego (50 l.), znanego łowcy pedofilów. – Nie ma wątpliwości co do winy oskarżonego – podsumowała sędzia Izabela Krupa. Komisarz musi zapłacić także 3 tysiące kosztów procesu.

Mike S. nie może zbliżać się także na odległość mniejszą niż 20 metrów do małoletnich. Wyjątkiem są jedynie dzieci, które są jego rodziną. Po ogłoszeniu wyroku, S. wybiegł z sali. Zabrakło mu odwagi, by skomentować orzeczenie.

Zaczęło się od ogłoszenia, które policjant zamieścił w internecie. Chodziło o seks w zamian za pieniądze. Dla stróża prawa zza Odry wiek się nie liczył. Na anons trafił znany w Polsce łowca pedofilów Krzysztof Dymkowski (50 l.) i jego współpracownicy. Przez kilka tygodni obserwowali zboczeńca i wymieniali z nim wiadomości.

Policjantowi, który na co dzień pracował na przejściu granicznym w Zgorzelcu, nie przeszkadzało, że jego potencjalna seks-partnerka ma zaledwie 13 lat. Oferował tysiąc złotych „za numerek”. W marcu 2017 roku miało dojść do spotkania sponsorowanego. Gdy S. przyjechał do Polski, wpadł w zasadzkę łowcy i jego ekipy.

W czasie procesu Fakt ujawnił m.in., że zboczeniec już wcześniej bo w styczniu 2018 roku został skazany za to samo! Dymkowski polował na policjanta od połowy 2017 roku. Wówczas mężczyzna umówił się z 12-latką na seks w Legnicy. W ostatniej chwili jednak wycofał się i uciekł, ale Dymkowski zawiadomił policję przekazując m.in. wydruki z czatów internetowych. Ustaliliśmy, że za to Mike S. został prawomocnie skazany na grzywnę przez sąd w Legnicy.

Obecny na sali przedstawiciel niemieckiej policji nie potrafił odpowiedzieć, czy S. wyleci z formacji. Po tym jak okazało się, że ma postawione zarzuty w Polsce, przeniesiono go jedynie do innej placówki.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Bruksela: Policjant zaatakowany nożem

We wtorek rano w pobliżu komendy policji w centrum Brukseli policjant został zaatakowany nożem. Napastnika postrzelono – poinformowała rzeczniczka policji Ilse van de Keere. Do ataku doszło o godz. 5.30 rano – podała Ilse van de Keere. Nie ma jeszcze potwierdzenia, jaki charakter miał atak. Trwa dochodzenie.

Zaatakowany policjant nie odniósł poważnych obrażeń. Napastnik jest w ciężkim stanie.

Lokalne media donoszą, że w momencie ataku napastnik krzyczał „Allahu Akbar”. Rzeczniczka policji nie potwierdziła tej informacji. Cytowany przez Associated Press belgijski minister spraw wewnętrznych Jan Jambon oświadczył, że incydent był „tchórzliwym aktem przeciwko naszemu policjantowi”.

Z kolei minister sprawiedliwości Koen Geens poinformował, że śledczy przyglądają się wszystkim możliwym motywom, w tym powiązaniom z grupami ekstremistycznymi, ale nie ma jeszcze wyraźnych wskazań.
Źródło info i foto: interia.pl

Pijana kobieta potrąciła policjanta w Nidzicy

Pijana 53-latka kierująca autem potrąciła policjanta, a następnie najechała na radiowóz. Do wypadku doszło na drodze koło Nidzicy w woj. warmińsko-mazurskim. Funkcjonariusz zabezpieczał tam miejsce wypadku, który wydarzył się chwilę wcześniej. Do wypadku doszło w sobotę późnym wieczorem w okolicach Kozłowa w powiecie nidzickim.

Kierująca fiatem stilo 53- letnia kobieta potrąciła funkcjonariusza na prostym odcinku drogi.

Ten wykonywał w tym miejscu czynności związane z wcześniejszym wypadkiem, w którym potrącony został rowerzysta.

Rozpędzone auto kierowane przez 53-latkę po tym jak uderzyło w policjanta, najechało następnie na radiowóz. W wyniku tego wypadku uszkodzone zostały dwa samochody policyjne.

Policjant z poważnymi obrażeniami trafił do szpitala. Kierująca była pijana; miała ponad 1 promil alkoholu w organizmie. Została zatrzymana, a dalsze czynności w miejscu wypadku prowadzone były pod nadzorem prokuratora.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wybuch w Doniecku przy biurze partii komunistycznej

Eksplozja miała miejsce niedaleko wejścia do miejscowego biura partii komunistycznej, w momencie, gdy z budynku wyszli ostatni uczestnicy odbywającego się tam kongresu tego ugrupowania – poinformował AFP ukraiński policjant.

Trzy osoby zostały ranne – poinformowała ukraińska policja. Wśród rannych jest kandydat ubiegający się o stanowisko szefa separatystycznej Donieckiej Republiki Ludowej. Eksplozję spowodował „ładunek wybuchowy nieznanego pochodzenia”. Wśród trzech rannych znalazł się kandydat komunistów na szefa Donieckiej Republiki Ludowej Ihor Chakimzjanow.

– Ihor Chakimzjanow doznał poparzeń; do wybuchu doszło, gdy zbierał podpisy wyborców w pobliżu wejścia do biura – mówi szef lokalnej partii komunistycznej Borys Łytwynow.

Do incydentu doszło prawie miesiąc po zamachu na przywódcę DRL Ołeksandra Zacharczenkę. Zacharczenko zginął 31 sierpnia w wyniku wybuchu bomby w kawiarni „Separ” (Separatysta) w centrum Doniecka. Samozwańcze władze DRL oświadczyły, że zamachu dokonały ukraińskie służby specjalne. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy temu zaprzeczyła.

Wybory nowego przywódcy DRL mają się odbyć 11 listopada. W wyniku trwającego od 2014 roku konfliktu na wschodzie Ukrainy śmierć poniosło ponad 10 tysięcy ludzi.
Źródło info i foto: onet.pl

Tragiczny finał awantury. Policjant z Człuchowa oskarżony o pobicie ze skutkiem śmiertelnym

Prokuratura Okręgowa w Słupsku oskarża byłego policjanta z Człuchowa 37-letniego Krystiana L. o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym. Mężczyźnie grozi dożywocie.

Do sądu okręgowego skierowany został akt oskarżenia przeciwko byłemu policjantowi Krystianowi L. Mężczyzna, będąc jeszcze policjantem, miał spowodować ciężki uszczerbek na zdrowiu u swojego znajomego Piotr P., który na skutek odniesionych obrażeń zmarł w szpitalu. W wyniku działań oskarżonego lekkich obrażeń ciała doznała również jego partnerka. Krystian L.

Oskarżonemu grozi od 5 do 25 lat więzienia, a nawet dożywocie. Stosowany jest wobec niego tymczasowy areszt. Wcześniej nie był karany.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku Paweł Wnuk, „przesłuchany w charakterze podejrzanego Krystian L. nie potrafił się ustosunkować do treści stawianych mu zarzutów, a następnie złożył wyjaśnienia, w których w wielu kwestiach zasłaniał się niepamięcią”. Z ustaleń śledztwa wynika, że w chwili popełniania zarzucanych mu czynów Krystian L. był nietrzeźwy.

37-letni Krystian L., jego partnerka oraz ich znajomy Piotr P., spotkali się 7 kwietnia. Z ustaleń prokuratury wynika, że w jednym z chojnickich lokali pili alkohol.

Gdy wracali do mieszkania, między kobietą a Krystianem L. miało dojść do sprzeczki. W czasie kłótni mężczyzna miał ją uderzyć. Kobieta spadła ze schodów, uderzając głową o poręcz. Piotr P. miał stanąć w jej obronie. Prokuratura twierdzi, że wówczas na klatce schodowej Krystian L. dwukrotnie uderzył kolegę.

Mężczyzna spadł ze schodów, uderzając głową o stopnie wyłożone płytkami ceramicznymi. Stracił przytomność. Po interwencji policji i przyjeździe ratowników medycznych został przewieziony do szpitala w Chojnicach. Lekarze stwierdzili u niego pęknięcie podstawy czaszki i krwiak nadtwardówkowy. 14 kwietnia zmarł na szpitalnym oddziale intensywnej opieki medycznej.

Krystian L. 15 kwietnia został zwolniony z policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl