Kandydat na prezydenta Paweł Tanajno zatrzymany przez policję

Duże siły policyjne w centrum Warszawy. To reakcja na protest przedsiębiorców. – Państwo PiS się wali na naszych oczach – wykrzykiwał Paweł Tanajno, rozpoczynając strajk. W trakcie marszu w kierunku pałacu prezydenckiego został zatrzymany pod zarzutem naruszenia nietykalności cielesnej policjanta.

– Nadchodzi zmierzch reżimu kaczora. Ten bój nie odbędzie się na ulicach. Nie będzie tu czołgów. Ten bój o wolną Polskę odbędzie się w naszych sercach – nawoływał Paweł Tanajno, a więc jeden z organizatorów strajku, rozpoczynając protest.

– Wiemy, że państwo PiS zbankrutowało. Tracimy pracę, firmy. Pomoc jest pozorna. Mamy szansę walczyć o coś więcej. Domagajmy się wolności, ochrony własności – wskazywał. – Nie możemy być ciągle na kolanach przed politykami.

Strajk przedsiębiorców wystartował po godzinie 14:00. Zebrało się stosunkowo niedużo ludzi. Z obrazków przekazywanych przez media wynikało, że mogło ich być około stu. W tle można było usłyszeć lecącą z głośników najnowszą piosenkę Kazika pt. „Twój ból jest mniejszy niż mój”.

– Zgromadzenie mamy legalne, a w świetle rozporządzeń sanitarnych będziemy również działać zgodnie z prawem – zapewniał Paweł Tanajno. – Policja kłamie. Łamie prawo – podkreślał.

Czego chcą demonstrujący?

Przedsiębiorcy na strajk zabrali ze sobą kwiaty i znicze. Ułożyli z nich krzyż. Miało to być symbolizować bezradność rządu. To wyraz sprzeciwu wobec działania władzy, który ich zdaniem popełniła błąd dokonując tak drastycznego zamrożenia gospodarki. Wskazują też, że odmrażanie idzie zbyt wolno.

– W wypadkach umiera więcej osób niż na koronawirusa. To samo z rakiem. Postulat gospodarczy zamyka się w czymś co jest fundamentem. Chcemy ochrony własności. Rząd już zamierza wprowadzać ustawy, które pozwolą zajmować majątki przedsiębiorców – mówił Paweł Tanajno.

Podkreślał, że tak jak wczasach PRL-u, rząd ściga przedsiębiorców i nakłada tak dużo regulacji, że nie da się normalnie prowadzić działalności.

Zebrani przedsiębiorcy podkreślali też, że kierowana do nich pomoc jest niewystarczająca. Jedna z uczestniczek w rozmowie z dziennikarzem WP wskazała, że rząd chwali się dużą liczbą składanych wniosków, ale pomija fakt, że mało z nich jest rozpatrywanych, urzędnicy bawią się w biurokrację, a ostateczne dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników czy kilka tysięcy złotych wsparcia to za mało.

– W wypadkach umiera więcej osób niż na koronawirusa. To samo z rakiem. Postulat gospodarczy zamyka się w czymś co jest fundamentem. Chcemy ochrony własności. Rząd już zamierza wprowadzać ustawy, które pozwolą zajmować majątki przedsiębiorców – mówił Paweł Tanajno.

Podkreślał, że tak jak wczasach PRL-u, rząd ściga przedsiębiorców i nakłada tak dużo regulacji, że nie da się normalnie prowadzić działalności.

Zebrani przedsiębiorcy podkreślali też, że kierowana do nich pomoc jest niewystarczająca. Jedna z uczestniczek w rozmowie z dziennikarzem WP wskazała, że rząd chwali się dużą liczbą składanych wniosków, ale pomija fakt, że mało z nich jest rozpatrywanych, urzędnicy bawią się w biurokrację, a ostateczne dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników czy kilka tysięcy złotych wsparcia to za mało.

Z megafonów policyjnych dochodziły nawoływania do stosowania się do zasad związanych ze stanem epidemii. Chodzi o niegromadzenie się i noszenie maseczek. Na miejscu był „zespół antykonfliktowy policji”. Mieli niebieskie kamizelki i zadanie by dbać o to, żeby nie doszło do podobnych scen jak sprzed tygodnia.

Przedsiębiorcy dosyć szybko zebrali się i ruszyli w stronę pałacu prezydenckiego. Policja starała się wstrzymywać ruch, legitymując osoby, które były na proteście.

Cały plac Defilad był szczelnie obstawiony przez policję. Służby początkowo były nieco zaskoczone wymarszem, ale blokowane były kolejne większe grupy protestujących.

Policja interweniuje

Z czasem rosło napięcie. Policjanci w pewnym momencie otoczyli m.in. Pawła Tanajno i doszło do interwencji. Po chwili został wypuszczony, po czym wszedł do jednej z pobliskich restauracji i chwilowo marsz został zatrzymany. Wokół restauracji zebrało się sporo policjantów, którzy pilnowali wejścia.

– Kilku oficerów mnie napadło – skomentował zajście Paweł Tanajno. Tłumaczy, że szedł po prostu chodnikiem w związku z rozejściem się po zgromadzeniu na placu Defilad. Sugerował, że idzie do domu, kierując się w stronę pałacu prezydenckiego.

Ze słów organizatora strajku wynikało, że formalnie demonstracja już się zakończyła. Tym samym wskazywał, że interwencje policji są nieuzasadnione.

Policja starała się otoczyć większe grupy demonstrantów. Jednak nie do końca sobie z tym radziła, bo protestujący tłumaczyli się, że po prostu spacerują, niezależnie od strajku. W pewnym momencie okazało się, że grupka otoczonych osób była mniejsza niż liczba otaczających ich policjantów.

Funkcjonariuszy było tak wielu, że starali się odcinać kolejne drogi prowadzące w kierunku pałacu prezydenckiego. Policja w pewnym momencie informowała przez megafon, że może użyć środki przymusu bezpośredniego, jeśli nie dojdzie do rozejścia się zgromadzenia. Jednocześnie Paweł Tanajno podkreślał cały czas, że nie ma już formalnie żadnego strajku, a on tylko wraca do domu.

Zatrzymanie Pawła Tanajno

Po kilkudziesięciu minutach funkcjonariusze wyprowadzili Pawła Tanajno poza kordon, wsadzili do samochodu i wywieźli.

„Nie będzie przyzwolenia na atakowanie policjantów. Jeżeli ktoś wyciąga rękę na funkcjonariusza, zmusza nas do zdecydowanej reakcji. Potwierdzamy, że w związku z naruszeniem nietykalności cielesnej policjanta zatrzymany został Paweł Tanajno” – czytamy w komunikacie policji.

Razem z organizatorem szło wielu dziennikarzy. Wszyscy na długi czas zostali razem z garstką protestujących otoczeni przez policję, bez możliwości opuszczenia tego miejsca. Co na to wszystko policja? „Zawsze reagujemy na naruszenie prawa. Gdy prawo nie jest łamane skupiamy się na bezpieczeństwie uczestników” – czytamy w komunikacie KSP.
Źródło info i foto: Money.pl

Szczecin: Napastnicy strzelali do policjantów z broni pneumatycznej. Zatrzymano ich po pościgu

Podczas napadu, do jakiego doszło w centrum Szczecina, napastnicy postrzelili interweniującego policjanta z pistoletu pneumatycznego. Zostali zatrzymani przez wywiadowców po pościgu, a sąd zastosował wobec nich trzymiesięczny areszt. Trzech napastników napadło parę młodych ludzi, chłopaka i dziewczynę, na jednej z ulic w centrum Szczecina. Grozili im kastetem oraz pistoletem pneumatycznym, który na pierwszy rzut oka wyglądał jak prawdziwa broń. Sprawcy zrabowali w ten sposób poszkodowanym rzeczy osobiste oraz próbowali zmusić ich do oddania pieniędzy.

Na miejscu szybko znaleźli się policjanci z Referatu Wywiadowczego KMP w Szczecinie, którym udało się wytypować sprawców. Ruszyli oni w pościg za napastnikami i wtedy jeden z rabusiów zaczął strzelać do interweniujących policjantów. Jeden z funkcjonariuszy został trafiony w plecy, ale nie odniósł on żadnych obrażeń. Przestępcy, dwóch mężczyzn i kobieta, zostali schwytani.

– To tego napadu doszło około 3 tygodnie temu, ale dopiero teraz uzyskaliśmy zgodę prokuratury na opublikowanie tej informacji – powiedział Wirtualnej Polsce st. sierż. Paweł Pankau z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji w Szczecinie.

Broń, z której strzelali napastnicy, została zabezpieczona. Sąd zastosował wobec nich trzymiesięczny areszt tymczasowy. Sprawcy będą odpowiadać za rozbój, a także czynną napaść na funkcjonariuszy policji. Grozi m za to do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

Łęg: 28-latek nie zatrzymał się do kontroli, potrącił policjanta i uciekł

Policjanci z Oławy na Dolnym Śląsku zatrzymali 28-latka podejrzanego o potrącenie policjanta z drogówki. Chwilę wcześniej kierowca nie zatrzymał się do kontroli. Potrącony funkcjonariusz pełnił służbę w Łęgu. Przeprowadzał rutynowe kontrole samochodów. Jednym z nich miał być osobowy volkswagen. Policjant dał znak kierowcy do zatrzymania się.

– Mężczyzna podjechał do mundurowego, lecz nie zjechał autem na wskazane miejsce, tylko z impetem ruszył, potrącając funkcjonariusza – informuje Alicja Jędo, oficer prasowy oławskiej policji.

Policjant trafił do szpitala

Do rannego policjanta wezwano pogotowie. Trafił do szpitala z obrażeniami nie zagrażającymi życiu. Jego koledzy natomiast szybko zlokalizowali domniemanego sprawcę zdarzenia.

– Okazał się nim 28-letni mieszkaniec powiatu wrocławskiego. Został on doprowadzony do oławskiej komendy, gdzie osadzono go w policyjnym areszcie – podaje Jędo.

Szczegóły zdarzenia nadal są ustalane, ale zebrane dowody pozwoliły już na przedstawienie mężczyźnie zarzutu stosowania przemocy w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do zaniechania prawnej czynności służbowej. Grozi mu za to do trzech lat więzienia. Sprawa trafi do sądu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Z jeziora Ublik Wielki wyłowiono zwłoki policjanta

Z jeziora Ublik Wielki nurkowie wyłowili we wtorek (5 maja) ciało poszukiwanego mężczyzny, który dzień wcześniej wypadł z łódki. Ofiara wypadku to policjant z Warszawy. Oficer prasowa policji w Giżycku Iwona Chruścińska poinformowała, że ciało zostało zlokalizowane w jeziorze i wyłowione we wtorek po południu. „Znajdowało się na głębokości 5,5 metra w oddaleniu 20 metrów od brzegu” – zakomunikowała policjantka.

W poniedziałek po południu trzech mężczyzn, policjantów z Warszawy, wypłynęło łodzią wiosłową na jezioro Ublik Wielki. Mężczyźni wpadli do wody. Dwóch z nich, dryfujących na powierzchni wody, wyciągnęli strażacy. Trzeciego z mężczyzn nie udało się odnaleźć. Po zmroku przerwano poszukiwania, które we wtorek wznowiono.

Do poszukiwań wykorzystywany był dron i robot podwodny wyposażony w sonar.

Trzej policjanci na majówce, wbrew zasadom

Chruścińska powiedziała we wtorek, że z dotychczasowych ustaleń wynika, iż uczestnicy zdarzenia byli pod wpływem alkoholu, nie podała jednak szczegółów dotyczących tej kwestii. Jak dodała, ustalono także, że wszyscy pływający łodzią to policjanci z Warszawy w wieku od 30 do 40 lat. „Odpoczywali na Mazurach na majówce” – powiedziała.

Policjanci uczestniczący w zdarzeniu nie byli ze sobą spokrewnieni, co oznacza także złamanie przez nich zasad związanych z zapobieganiem epidemii koronawirusa. Obie osoby, które dryfowały przy przewróconej łodzi i zostały wyciągnięte z wody przez strażaków, nie odniosły poważnych obrażeń.
Źródło info i foto: interia.pl

Warszawa: Pijana kobieta zaczęła pluć i kasłać na policjanta

Nietrzeźwa i agresywna mieszkanka Pragi-Północ znieważyła funkcjonariuszy i naruszyła ich nietykalność cielesną. O interwencji przy ulicy Stalowej policjanci poinformowali na Twitterze. Policjanci z warszawskiej Pragi Północ zatrzymali nietrzeźwą kobietę, która znieważyła funkcjonariuszy i naruszyła ich nietykalność cielesną – powiedziała we wtorek PAP sierż.szt. Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji VI w Warszawie.

Do przykrego incydentu doszło kilka dni temu na ul. Stalowej. Policjanci interweniowali wobec osób w związku ze zgłoszeniem grupowania się. 

„Interwencje na Stalowej bywają różne. „Bohaterką” tej przy numerze 25 była 42-latka, która pluła na policjanta, zrywała mu z twarzy maseczkę ochronną, kopała i szarpała za mundur” – napisali stołeczni funkcjonariusze na Twitterze.

„Zaczęła pluć na policjanta i kasłać”

Jak poinformowała sierż. szt. Irmina Sulich, „czynności były prowadzone wobec mężczyzny, który był arogancki w stosunku do policjantów”.

„W pewnym momencie jedna z kobiet podeszła do policjanta, zaczęła na niego krzyczeć, żeby zostawił jej kolegę w spokoju, była pobudzona i agresywna. Kiedy funkcjonariusz zwrócił 42-latce uwagę, ta zaczęła na niego pluć i kasłać mu w twarz” – powiedziała.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szczytno: Zatrzymano sprawcę potrącenia policjanta

Policjanci ze Szczytna w Warmińsko-Mazurskiem zatrzymali mężczyznę, który wczoraj po południu potrącił samochodem policjanta i uciekł – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Podejrzanie zachowującego się kierowcę zauważono w pobliżu komendy w Szczytnie. Przy próbie wylegitymowania go, mężczyzna potrącił policjanta. Wtedy funkcjonariusz oddał strzał w kierunku pojazdu. Mężczyzna uciekł, a auto porzucił kilka ulic dalej.

Dziś rano udało się go schwytać. 28-latek cały czas przebywał w mieście. Okazało się, że uciekał, bo był poszukiwany nakazami sądowymi i prokuratorskimi, między innymi za oszustwa oraz włamania.

Policjant, który został potrącony, nie ma poważnych obrażeń.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjant obezwładnił 19-letniego nożownika

W niedzielę, w małej miejscowości pod Myślenicami 19-letni mężczyzna ranił nożem policjanta, który w czasie wolnym pomagał ojcu w prowadzeniu rodzinnego sklepiku. Ranny funkcjonariusz obezwładnił napastnika, choć ten miał przy sobie cztery noże i toporek.

Do zdarzenia doszło około godz. 21.40, niedługo po tym, jak sierż. szt. Paweł Hajdas (na co dzień policjant KWP w Krakowie) zastąpił swojego ojca za ladą rodzinnego sklepiku. Zmęczony całodniową sprzedażą 67-letni właściciel poprosił syna, by ten w dniu wolnym od służby przejął jego obowiązki w sklepie i zamknął lokal o godz. 22.00. Znając dalszy przebieg zdarzeń, można zaryzykować stwierdzenie, że prawdopodobnie to uratowało mu życie.

Niedługo przed zamknięciem, do sklepu wszedł znany policjantowi z widzenia 19-latek. Funkcjonariusz zaniepokoił się, gdy młody mężczyzna poprosił o sprzedaż m.in. kilkudziesięciu paczek papierosów i kilku butelek alkoholu wysokoprocentowego. Gdy policjant odwrócił się plecami do 19-latka i sięgał po towar, ten dźgnął go nożem powyżej łopatki. Siła uderzenia sprawiła, że ostrze zagłębiło się na kilka centymetrów w ciało. Funkcjonariusz nie zdając sobie jeszcze sprawy, że został raniony nożem, odwrócił się w stronę napastnika i wyrwał mu ostrze. Powalony na ziemię 19-latek wyciągnął drugi nóż, ale i tym razem policjant rozbroił napastnika.

W trakcie szamotaniny, z mieszkania mieszczącego się na piętrze, przybiegli członkowie rodziny policjanta. Widząc całą sytuację, natychmiast zadzwonili na policję. Funkcjonariusze z Myślenic na miejscu pojawili się już po kilku minutach. Przejęli obezwładnionego mężczyznę i zabezpieczyli znalezione przy nim niebezpieczne przedmioty, tj. cztery noże i mały toporek. W trakcie zatrzymania napastnik stwierdził, że planując rozbój, nie spodziewał się za ladą syna właściciela. Policyjni technicy przeprowadzili oględziny miejsca.

Sierż. szt. Paweł Hajdas z raną kłutą trafił do szpitala. Jego obrażenia nie zagrażają życiu ani zdrowiu. Zatrzymany mężczyzna odpowie za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, za co grozi mu kara od 3 do 12 lat więzienia (art. 280 par. 2 KK). Dziś zapadnie decyzja dotycząca środków zapobiegawczych.
Źródło info i foto: Policja.pl

Pijana matka czwórki dzieci rzuciła się z nożem na policjanta

Pijana matka czwórki dzieci rzuciła się z nożem na policjanta – poinformował we wtorek asp. szt. Tomasz Sitek z Komendy Powiatowej w Wołominie. 40-latka miała 3 promile alkoholu, została zatrzymana do wytrzeźwienia i usłyszała usiłowania zarzut czynnej napaści na funkcjonariusza.

Jak podała Komenda Powiatowa Policji w Wołomnie, kilka dni temu w Markach w jednym z budynków komunalnych doszło do pożaru mieszkania, w którym zginął lokator. Władze Marek z powodu bezpieczeństwa czasowo wyłączyły z użytkowania pozostałe mieszkania w tym budynku i zaproponowały rodzinom zakwaterowanie w dawnej szkole.

Miał 3 promile alkoholu w wydychanym powietrzu

40-letnia lokatorka postanowiła jednak wrócić do swojego mieszkania razem z czwórką swoich dzieci. – Taka informacja trafiła do policjantów miejscowej jednostki i pracowników opieki społecznej. Gdy ci pojawili się na miejscu, okazało się, że 40-latka była pod wyraźnym wpływem alkoholu i nie zamierzała stosować się do decyzji burmistrza – podał asp. szt. Tomasz Sitek.

Jak dodał policjant, badanie trzeźwości kobiety wykazało, że ma w organizmie ponad 3 promile alkoholu. W związku z tym dyrekcja i pracownicy OPS w Markach przekazali dwójkę najstarszych dzieci w wieku 13 i 8 lat pod opiekę rodziny partnera kobiety. Dwoje młodszych – 2-letnie i 2-miesięczne – po badaniach lekarskich trafiło do rodzinnego domu dziecka.

Dostała dozór policji

– To nie spodobało się 40-latce, jej zachowanie z każdą chwilą stawało się bardziej agresywne. W pewnym momencie wzięła do ręki kuchenny nóż i próbowała nim zaatakować jednego z policjantów. Ten szybko obezwładnił kobietę, po czym ta została przewieziona do wołomińskiej komendy i umieszczona w policyjnej celi – przekazał asp. szt. Tomasz Sitek.

Po wytrzeźwieniu 40-latka usłyszała zarzut usiłowania czynnej napaści na funkcjonariusza policji – próby zaatakowania go nożem. Kobieta jest pod dozorem policji.

Może jej grozić kara od roku do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: rdc.pl

Konin: Zaskakujące przypuszczenia ws. śmierci 21-latka postrzelonego przez policjanta

Śmierć 21-letniego Adama Cz. wstrząsnęła całą Polską. Chłopak zginął 14 listopada zastrzelony przez policjanta, który podejrzewał go o handel narkotykami. Funkcjonariusz, który oddał śmiertelny strzał, po zdarzeniu trafił do szpitala psychiatrycznego. Jak informuje „Głos Wielkopolski”, śledczy zadali biegłym z różnych dziedzin 38 szczegółowych pytań. Po zebraniu tych opinii funkcjonariusz może zostać przesłuchany. W całej sprawie pojawiły się szokujące przypuszczenia. Dotyczą one terminu, w którym policjant stanie przed prokuratorem. Funkcjonariusz zmienił już miejsce zamieszkania. W przeprowadzce pomogły mu Komenda Główna Policji i MSWiA.

W listopadzie na jednym z osiedli w Koninie 21-letnie Adama Cz. po krótkim pościgu został zastrzelony przez policjanta. Wiadomo, że funkcjonariusz nie oddał strzału ostrzegawczego. Chwilę po tragedii, funkcjonariusz trafił do szpitala psychiatrycznego. Jego stan był bardzo zły. Jak informuje „Głos Wielkopolski” policjant opuścił już szpital, jednak wciąż nie został przesłuchany. I prawdopodobnie… prędko nie będzie!

– W ostatnich dniach prokurator, uwzględniając zakres dotychczasowego materiału, powołał biegłych z różnych specjalizacji w celu przeprowadzenia badań daktyloskopijnych, biologicznych, fizykochemicznych, mechanoskopijnych oraz śladów drobin powystrzałowych – przekazał dziennikowi prokurator Krzysztof Bukowiecki, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi.

Policjant zostanie przesłuchany za rok?

Śledczy powołali aż 38 biegłych w tej sprawie. Do końca lutego mają oni wydać opinię w tej sprawie. Dopiero wtedy, kiedy śledczy zapoznają się z ich opiniami, funkcjonariusz zostanie przesłuchany. Jak przekazała w rozmowie z TVP Poznań, cała procedura może zająć jednak nie dwa miesiące, a nawet rok, albo i dłużej. Chodzi nie tyle o same ekspertyzy, co ich przeanalizowanie.

– W przypadku śledztwa może to być wydłużone do roku. Przepisy przewidują również, że w szczególnych wypadkach może ono zostać wydłużone na czas nieoznaczony – mówiła w rozmowie z TVP adwokat Katarzyna Zych-Wachowiak.

Policjant zmienił miejsce zamieszkania

Prokuratura przesłuchała już wszystkich świadków w tej sprawie. Niektórzy z nich, jak podaje „Głos Wielkopolski”, zostali przesłuchani dwukrotnie. Funkcjonariusz, który postrzelił 21-latka, zmienił już miejsce zamieszkania. Pomoc w zmianie nowego miejsca zaoferowała mu m.in Komenda Główna Policji i MSWiA.

Jak przebiegała interwencja w Koninie

W czwartek, 14 listopada rano Adam umówił się z 15-letnim Sebastianem pod salonem fryzjerskim przy ul. Wyszyńskiego. Miał się z nim wymienić na części do e-papierosa. Na miejsce Sebastian przyszedł ze swoim kolegą, 15-letnim Kacprem.

– Adam ciął nożyczkami celulozowy wkład do e-papierosa, później zalał liquid do atomizera. Dał mi sprawdzić, czy działa – opowiada Sebastian. W tym czasie w stronę szkoły podjechał radiowóz. Adam wziął atomizer, który przyniósł Sebastian i sprawdził go. W tym czasie radiowóz zawrócił. Wysiedli dwaj policjanci. Ten, który wcześniej siedział za kierownicą, krzyknął „stać, policja”.

– Adam rzucił butelkę z liquidem, powiedział, że zaraz wróci i zaczął uciekać – wspomina Sebastian. Adam zniknął za rogiem bloku. Za nim pobiegł policjant. Drugi został z Sebastianem i Kacprem.

– Po ok. 10 sekundach usłyszałem drugi okrzyk „stój, policja!”, później po jakiś 5 sekundach jeszcze „stój, bo strzelam” i po 3 sekundach padł strzał. Jeden strzał – podkreśla Sebastian. Policjant, który stał z 15-latkami, wezwał dodatkowy patrol. Przyjechała drogówka, później kolejne radiowozy oznakowane i nieoznakowane. Adam wykrwawił się w ciągu kilku sekund, po tym jak kula trafiła go kilka centymetrów od serca.

Śledztwo prowadzone jest w sprawie nieumyślnego przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci. Na razie policjant nie usłyszał żadnych zarzutów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Konin: Śmierć 21-latka. Prokuratura i biegli przeprowadzili eksperyment

Adam († 21 l.) leżał, gdy policjant posłał w jego kierunku morderczą kulę? W poniedziałek na miejscu tragedii w Koninie odbył się eksperyment z udziałem prokuratora i biegłych. Ze wstępnych wyników badań wyłania się niepokojący obraz policyjnej interwencji. Zdaniem pełnomocnika rodziny zabitego, funkcjonariusz nie miał żadnych powodów do tego by strzelać do Adama.

Tragedia miała miejsce 14 listopada. W poniedziałek na placu zabaw przy ul. Wyszyńskiego w Koninie, łódzki prokurator oraz biegli próbowali odtworzyć okoliczności wypadku, podczas którego zginął Adam Czerniejewski. Eksperyment polegał na rekonstrukcji momentu oddania strzału przez policjanta.

Z badań wynika, że strzał padł z góry. Oznacza to, że w chwili tragedii Adam przewrócił się lub musiał być pochylony. Policjant mógł stać nad nim. To obalałoby hipotezę, że chciał zaatakować policjanta biurowymi nożyczkami (miał je przy sobie podczas interwencji policji). Biegli dokładnie odmierzali trajektorię lotu pocisku, mierzyli również wysokość krawężnika, o który mógł się potknąć chłopak.

– Jestem przekonany, że policjant w ogóle nie powinien wyciągać broni, bo nie było to konieczne – twierdzi mecenas Michał Wąż, pełnomocnik rodziny zabitego Adama. Jednocześnie podkreśla, że wcześniejsze badania wykonywane przez śledczych z Konina nie były dość dokładnie i pozostawiały wiele pytań, na które nie było odpowiedzi.

Badania biegłych na zlecenie łódzkiego śledczego powinny lepiej zobrazować moment tragedii. – Dopiero, gdy będziemy mieli wszystkie opinie oraz zebrane dowody będziemy mogli mówić o przedstawianiu ewentualnych zarzutów. To może potrwać tygodnie, a nawet miesiące. Na razie jesteśmy na wstępnym etapie ustalania przebiegu całego zdarzenia – mówi Wojciech Zimoń z prokuratury regionalnej w Łodzi, który prowadzi postępowanie.
Źródło info i foto: Fakt.pl