Szczęśliwy finał poszukiwań 84-latki

Policjanci z Jasła i Nowego Żmigrodu prowadzili od wczoraj poszukiwania za zaginioną 84-letnią mieszkanką gminy Krempna. Kobieta całą noc błądziła w lesie. Mundurowi odnaleźli ją dzisiaj rano, kilka kilometrów od domu. Kobieta została przekazana pod opiekę załogi karetki pogotowia, na szczęście jej życiu nic nie zagraża.

Poszukiwania rozpoczęły się wczoraj po godz. 23.00. Wówczas z Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Rzeszowie do dyżurnego jasielskiej komendy Policji wpłynęła informacja, z której wynikało, że zaginioną jest mieszkająca samotnie, 84-lenia mieszkanka gminy Krempna. Zniknięcie starszej pani zauważyła jej 47-letnia sąsiadka, która na co dzień się nią opiekuje i jej pomaga. Kobieta oświadczyła policjantom, że ostatni raz widziała zagonioną w pobliżu domu około godz. 15.00. Zaniepokoiła się po godz. 20.00, kiedy poszła do starszej sąsiadki, aby przygotować jej lekarstwa do zażycia. Niestety drzwi do jej domu były zamknięte. Kobieta początkowo sama poszukiwała 84-latki, jednak nigdzie nie było po niej śladu.

W poszukiwania zaginionej, oprócz policjantów z Nowego Żmigrodu, zaangażowani zostali także funkcjonariusze referatu patrolowo-interwencyjnego jasielskiej jednostki Policji oraz sąsiedzi kobiety. Z zebranych informacji wynikało, że zaginiona jest w dobrej kondycji fizycznej i najprawdopodobniej wyszła z domu udając się na spacer z psem. Policjanci rozpoczęli poszukiwania w rejonie najbliższego sąsiedztwa, sprawdzali też główne ciągi komunikacyjne, rejon rzeki oraz drogi i ścieżki prowadzące do lasu.

Po całonocnych działaniach, około godz. 7.00 policjanci odnaleźli 84-latkę kilka kilometrów od miejsca zamieszkania w rejonie kompleksu leśnego przy drodze prowadzącej do przysiółka Żydowskie. Zziębnięta i mokra staruszka najprawdopodobniej błądziła całą noc w lasach Magurskiego Parku Narodowego. Kontakt był z nią utrudniony i nie była w stanie logicznie wytłumaczyć, co się z nią działo. Policjanci przekazali ją pod opiekę załogi karetki pogotowia. Na szczęście jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Słowa uznania należą się sąsiadom zaginionej, którzy pomagając starszej kobiecie, wykazują troskę o los drugiego człowieka i dzięki ich czujności, na czas podjęto działania poszukiwawcze.
Źródło info i foto: Policja.pl

Pseudokibice handlowali narkotykami. Zatrzymano 4 osoby

Czterech pseudokibiców Legii Warszawa z Nowego Dworu Mazowieckiego zostało zatrzymanych przez policjantów KSP za handel narkotykami. Podczas przeszukań ich mieszkań przejęto 250 gramów amfetaminy, mefedronu i marihuany. Klientami dilerów byli przede wszystkim kibice stołecznej drużyny.

Na trop dilerów wpadli funkcjonariusze wydziału do walki z przestępczością pseudokibiców KSP. Przestępstwa narkotykowe to główne źródło zarobków kiboli. Tym bardziej, że duża część tzw. starych chuliganów łączy pasję do futbolu z działalnością w największych warszawskich grupach przestępczych. Dzięki temu dilerzy powiązani ze środowiskiem pseudokibiców mają łatwy dostęp do hurtowników narkotyków pracujących dla gangów.

Z ustaleń policjantów wynikało, że w Nowym Dworze Mazowieckim i okolicach działa kilkuosobowa grupa handlarzy. Do ich zatrzymania użyto Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji. Punktualnie o godz. 6 rano funkcjonariusze wkroczyli do kilku mieszkań w Nowym Dworze. Zatrzymali czterech kompletnie zaskoczonych dilerów, którzy nie zdążyli pozbyć się towaru.

Policjanci przejęli ponad 250 gramów amfetaminy, mefedronu i marihuany oraz sprzęt i akcesoria do ich konfekcjonowania. Na poczet przyszłych kar zabezpieczyli 14,5 tys. zł w gotówce i samochód.

W godzinach porannych weszli do kilku mieszkań w Nowym Dworze Mazowieckim. W ich ręce wpadło powiązanych ze środowiskiem pseudokibiców czterech mężczyzn w wieku 22, 25, 34 i 63 lat, działających w grupie, która miała narkotyki i handlowała nimi. W trakcie przeszukań policjanci zabezpieczyli ponad 250 gramów amfetaminy, marihuany i mefedronu. W mieszkaniach znaleziono wagi elektroniczne, torebki służące do porcjowania narkotyków oraz już przygotowane do sprzedaży środki odurzające. Zabezpieczyli również mienie w wysokości 14,5 tys. zł i samochód.

Cała czwórka została przewieziona do Prokuratury Rejonowej w Nowym Dworze Mazowieckim, gdzie usłyszała zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków i handlu nimi. Trzej mężczyźni w wieku 22,25 i 34 lat trafiło do aresztów. Wolność odzyskał za to najstarszy z zatrzymanych – 63-latek. Policjanci zapowiadają kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowe informacje prokuratury ws. poszukiwań zaginionego Dawida Żukowskiego

Dawid Żukowski jest poszukiwany już ósmą dobę. Policja nie przerywa swoich prac. Jak się dowiedzieliśmy w prokuraturze, cały czas jednak nie można zbadać ubrań, należących do ojca chłopca. Pojawiają się także nowe informacja, dotyczące rozmowy Dawida z matką.

Dawid Żukowski zaginął w środę tydzień temu. Policja i prokuratura cały czas prowadzą czynności, które mają doprowadzić do odnalezienia chłopca i rozwiązania sprawy. Jednak już oficjalnie zaczyna się mówić o najczarniejszych scenariuszach.

Jak powiedział nam Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, cały czas nie zbadano ubrań, należących do Pawła Ż. – Czekamy cały czas na właściwe przygotowanie tego ubrania. Z uwagi na okoliczności śmierci mężczyzny jego odzież jest bardzo ubrudzona. Dodatkowo tego dnia padał deszcz, co bardzo utrudnia pracę biegłych – wyjaśnił.

Podkreślił, że ważne jest, by ubrania same dokładnie wyschły. Eksperci ocenią, kiedy będzie można je przebadać, ale ciężko w tej chwili określić, kiedy to nastąpi.

Dawid Żukowski rozmawiał z matką

W czwartek pisaliśmy, jak wyglądał ostatnia droga Pawła Ż. z synem. Tego dnia samochód ojca Dawida zatrzymywał się dwa razy przy wyjściu ewakuacyjnym wzdłuż trasy A2 w okolicach węzła Konotopa. Po raz pierwszy aż na 40 minut, gdy jechał do Warszawy. Jak informowali dziennikarze programu „Uwaga” TVN, wówczas mężczyzna rozmawiał z matką Dawida. Miała mu powiedzieć, że chce rozwodu.

Jak jednak wyjaśnił Wirtualnej Polsce prokurator Łukasz Łapczyński, nie ma informacji, by mężczyzna rozmawiał przez telefon z żoną. Rozmowa była jedynie między Dawidem a matką przez kilka minut w trakcie jazdy samochodem. Chłopiec był wówczas spokojny i nic nie wzbudziło podejrzeń kobiety.

Po tej rozmowie natomiast małżeństwo wymieniało między sobą wiadomości przez jeden z komunikatorów. To ta korespondencja dopiero mogła świadczyć o tym, że może stać się coś złego.

Dawid Żukowski poszukiwany. Co wiadomo?

Przypomnijmy, że Paweł Ż. zabrał syna z domu w Grodzisku Mazowieckim ok. godz. 17. Paweł Ż. miał go zawieźć do Warszawy do matki. Podróżował z chłopcem szarą skodą fabią o nr. rejestracyjnym WGM 01K9. Przed godz. 21 policjanci dostali zgłoszenie, że ojciec Dawida został śmiertelnie potrącony przez pociąg relacji Skierniewice-Warszawa. Miał popełnić samobójstwo. Maszynista pojazdu powiedział, że mężczyzna oczekiwał na przejazd pociągu i rzucił się pod niego. O północy matka Dawida zgłosiła zaginięcie syna.

Służby wróciły w okolice węzła Konotopa, gdzie ojciec Dawida zatrzymywał się aż dwa razy – raz na 40 minut, drugi raz na 15.

Nieoficjalnie wiadomo, że poszukiwania prowadzone są w tych samych miejscach co przedtem, ale przez innych ludzi: lepiej do tego przygotowanych policjantów z pionów kryminalnych – informuje TVN24. Wiadomo, że wcześniej te miejsca przeszukiwały grupy zwarte żołnierzy i policjantów.

Pojawia się także informacja, że służby wypompowują wodę ze studni, trwają przeszukania stawów, a nawet przekopywana jest ziemia.

Jednak prokuratura bierze też pod uwagę, że wszystko było dokładnie przemyślane i zaplanowane, a mężczyzna poczynił pewne kroki tylko po to, by zmylić trop.
Źródło info i foto: wp.pl

Sąsiedzi o rodzicach zaginionego 5-latka. „Kłócili się po nocach, aż matka uciekła z domu”

To było piekło. Sąsiadów regularnie zrywały ze snu odgłosy dzikich awantur dochodzące zza ściany. Twierdzą, że Paweł Ż. (+32 l.) od dawna pastwił się nad swoją rosyjską żoną, aż w końcu urządził jej taką awanturę, że kobieta spakowała manatki i uciekła. Prawdopodobnie właśnie to doprowadziło do tragedii: tydzień temu mężczyzna uprowadził synka Dawidka (5 l.), żonie powiedział, że nigdy już nie ujrzy dziecka, a potem rzucił się pod pociąg. Czy przed samobójczą śmiercią zabił także syna?

Niewielkie, czteropiętrowe bloki, na środku plac zabaw, a dookoła ogrodzenie i ochrona – na takim osiedlu przy ul. Żydowskiej w Grodzisku Mazowieckim wynajmowali mieszkanie Paweł Ż. (+32 l.) z żoną Julią i synkiem Dawidkiem.

– To był skryty człowiek, raczej z nikim się nie przyjaźnił. Tylko: dzień dobry, do widzenia. Często przesiadywał na krześle na balkonie. Teraz po nim to krzesło zostało… A ona? Miła, zadbana, ale coś ją gryzło. Miała zawsze spuszczoną głowę. Ich synek z kolei bawił się z innymi dziećmi na naszym placu zabaw. Za każdym razem był pod czyjąś opieką, ale rodzice nie nawiązywali z nami większych relacji – słyszymy anonimowo od mieszkańców osiedla.

Sąsiedzi przypominają sobie, że Paweł Ż. lubił hazard i alkohol. I zapewne ta mieszanka nałogów sprawiała, że mężczyzna regularnie wszczynał w domu awantury. – Zawsze krzyczeli po rosyjsku. A podczas kłótni na podłogę leciały talerze, a nawet meble – mówią otwarcie mieszkańcy klatki.

Trzy tygodnie temu Julia powiedziała: dość. Po kolejnej awanturze spakowała walizki i wyprowadziła się do Warszawy. Czy zamierzała zabrać Dawidka i wyjechać z Polski? Paweł Ż. mógł to podejrzewać, bo tak właśnie uczyniła jego pierwsza żona, która z 9-letnią córką uciekła od niego na Ukrainę. Czy pomny tych doświadczeń postanowił odegrać się teraz na Julii?

– Prawdopodobnie był w głębokiej depresji. Chciał ukarać żonę, a samobójcza śmierć miała wpędzić ją w poczucie winy. A jeżeli okaże się, że popełnił jeszcze zbrodnię, to znaczy, że potrzeba zemsty na żonie była silniejsza od uczucia miłości do syna – komentuje prof. Brunon Hołyst, ekspert w dziedzinie kryminalistyki.

Do tragedii doszło w środę 10 lipca. Paweł Ż. zabrał synka od dziadków, żonie powiedział przez telefon, że już nigdy nie zobaczy dziecka, a potem rzucił się pod pociąg. Co się stało z Dawidkiem? Od tygodnia szukają go zastępy policjantów. Jedna z wersji śledztwa zakłada, że przed samobójcza śmiercią ojciec zabił synka i ukrył jego ciało.
Źródło info i foto: se.pl

Uderzenie lubelskich kryminalnych w narkobiznes

Kolejny cios lubelskich policjantów wymierzony w narkobiznes. Policjanci z KWP w Lublinie zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy odpowiadać będą za udział w obrocie znacznych ilości środków odurzających. Kryminalni zabezpieczyli ponad 40 kg marihuany. Wartość zabezpieczonych narkotyków szacowana jest na kwotę około 2 mln zł.

Pod koniec ubiegłego tygodnia policjanci z komendy wojewódzkiej, na jednej z ulic na lubelskich Tatarach, zatrzymali dwa samochody: Fiat Ducato i Renault Clio. Zatrzymanie pojazdów nie było przypadkowe. Z ustaleń policjantów wynikało, że w samochodach mają znajdować się narkotyki. Policjanci zatrzymali dwóch mieszkańców Lublina w wieku 28 i 55 lat. W trakcie przeszukania samochodów funkcjonariusze ujawnili ponad 30 kg suszu roślinnego. Po zbadaniu narkotesterem okazało się, że jest to marihuana. Mężczyźni zostali zatrzymani i trafili do policyjnego aresztu.

Dalsze ustalenia policjantów doprowadziły ich do odnalezienia trzeciego samochodu, w którym ukryte były także środki odurzające. W zaparkowanym w Dzielnicy Bronowice samochodzie zabezpieczyliśmy kolejne 10 kg marihuany. Łącznie zabezpieczono 40 kg marihuany o wartości około 2 mln zł. Mundurowi zabezpieczyli także trzy pojazdy oraz pieniądze.

28-latek i 55-latek zostali już doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Lublinie, gdzie usłyszeli zarzuty uczestniczenia w obrocie znaczną ilością środków odurzających. Sąd przychylił się do wniosku Policji i Prokuratury i zastosował wobec podejrzanych tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. 28-latek karany był w przeszłości za udział w bójce. Z kolei 55 latek był wielokrotnie karany m.in za. kradzieże z włamaniem, rozboje, wymuszenia rozbójnicze czy oszustwa.

Zgodnie z Ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii grozi im kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności. 55-latek będzie odpowiadał w warunkach powrotu do przestępstwa.
Źródło info i foto: Policja.pl

5-letni Dawid ofiarą zemsty? Zakończyła się czwarta doba poszukiwań zaginionego chłopca

„Już nigdy go nie zobaczysz” – powiedział do matki chłopca jego ojciec zanim popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg. Wygląda na to, że swój szaleńczy plan zrealizował w perfekcyjny sposób – mimo poświęcenia policjantów i ochotników, dotąd nie trafili na ślad pozwalający ustalić co stało się z chłopcem – pisze dziś „Rzeczpospolita”.

Poszukiwania Dawida trwają już kolejną dobę, a biorą w nich udział policjanci, wspierani przez żołnierzy WOT i strażaków, tropu szukają specjalnie wyszkolone psy – jednak nadal nie wiadomo, jaki jest los pięciolatka z Grodziska Mazowieckiego. W środę ojciec zabrał go z domu, i po kilku godzinach popełnił samobójstwo. Wcześniej zadzwonił do matki chłopca jasno dając jej do zrozumienia, że więcej syna nie zobaczy. Odtąd los Dawida jest nieznany.

Wszyscy liczą na optymistyczny wariant – że chłopiec odnajdzie się cały i zdrowy. Jednak z upływem czasu – jak twierdzą eksperci – coraz trudniej o taki scenariusz.

– Poprzez oddzielenie dziecka od matki, mężczyzna chciał się na niej zemścić za swoje porażki i nieporozumienia rodzinne. To przykre, że wybrał tak tragiczny sposób na rozwiązanie swoich problemów. Kosztem dziecka, które potraktował jako kartę przetargową – mówi prof. Brunon Hołyst, kryminolog i suicydolog.

Podobnie uważa dr Jerzy Pobocha, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej: – Mężczyzna był w konflikcie z żoną i jego zachowanie mogło być elementem zemsty na niej, myślenia w rodzaju: ja nie będę żył, ale ty też nie będziesz miała dziecka – mówi dr Pobocha.

– Niestety, istnieje ryzyko, że ojciec pozbawił chłopca życia – uważają eksperci.

Nieporozumienia rodzinne to – wśród ustalonych przyczyn – główna, jaką kierują się desperaci podejmując decyzję o odebraniu sobie życia. Statystyki wskazują, że choć samobójstw jest mniej niż kilka lat temu, to ich skala wciąż jest alarmująca.
Źródło info i foto: onet.pl

Bydgoszcz: Agresywni pseudokibice zatrzymani. Zniszczyli 13 aut

Policjanci z bydgoskich Wyżyn zatrzymali cztery osoby podejrzane o uszkodzenie mienia. Mężczyźni zdewastowali 13 samochodów, przęsło ogrodzenia oraz pojemniki na śmieci. Przestępstwa te mają charakter chuligański. Do zdarzenia doszło w minioną sobotę wieczorem w pobliżu ulicy Śliwińskiego w Bydgoszczy. Wówczas dyżurny z bydgoskich Wyżyn otrzymał zgłoszenie o zakłócaniu spokoju przez grupę młodych osób. Na miejsce został skierowany patrol. Tam funkcjonariusze wylegitymowali trzy osoby.

W trakcie interwencji mundurowi usłyszeli od strony ulicy Bohaterów Westerplatte hałasy i odgłosy tłuczonego szkła. Funkcjonariusze poszli to sprawdzić. Przy „orliku” zauważyli grupę agresywnych osób, które krzyczały i próbowały wyłamać płot. Następnie grupa rozdzieliła się.

Mundurowi pobiegli za większą grupą, która szła w kierunku ulicy Śliwińskiego. Tam agresorzy zaczęli kopać i wyłamywać lusterka w zaparkowanych pojazdach. Na widok policjantów zaczęli uciekać przez teren zielony w stronę lasu, który prowadzi przez skarpę do ulicy Toruńskiej.

Po krótkim pieszym pościgu mundurowi zatrzymali dwóch agresywnych mężczyzn. Do pomocy przyjechały następne patrole. W trakcie sprawdzania okolicznych ulic, w ręce funkcjonariuszy wpadły kolejne dwie osoby.

– Wszystkie zatrzymane osoby miały emblematy jednego z bydgoskich klubów piłkarskich. 34, 28, 23 i 20-latek trafili do policyjnego aresztu. Pierwsze dwie zatrzymane osoby są doskonale znane bydgoskim policjantom. 34 i 28-latek są ściśle powiązani ze środowiskiem pseudokibiców jednego z bydgoskich klubów piłkarskich. Obaj notowani – mówi Przemysław Słomski z KWP w Bydgoszczy.

Dalej sprawą zajęli się śledczy z bydgoskich Wyżyn. Kryminalni ustalili, że sprawcy uszkodzili łącznie 13 pojazdów, a także płot oraz pojemniki na śmieci. Funkcjonariusze dotarli do prawie wszystkich pokrzywdzonych i przyjęli od nich zawiadomienia.
Źródło info i foto: se.pl

Plantacja marihuany w Aleksandrowie Kujawskim zlikwidowana

Plantacja marihuany w Aleksandrowie Kujawskim została zlikwidowana przez policjantów. Krzaki konopi indyjskiej ciągnęły się na czterech hektarach, a wyrwanie ich zajęło dwa dni. Policja informuje, że zabezpieczono ponad 330 kg rośliny, której wartość rynkowa mogłaby wynieść 5,5 mln złotych. Policjanci z Aleksandrowa Kujawskiego w województwie kujawsko-pomorskim natknęli się na ogromną plantację marihuany. Krzaki konopi indyjskiej zajmowały ponad cztery hektary terenu i rosły tuż obok Wisły.

Aleksandrów Kujawski. 330 kilogramów marihuany na nielegalnej plantacji

Plantacja marihuany znajdowała się w Słońcu Górnym. Policjanci odkryli tam krzewy w różnej fazie wzrostu – miały od 30 cm do 1,5 metra wysokości. Policjanci z Aleksandrowa informują, że w sumie zebrano i zabezpieczono aż 330 kilogramów marihuany, której wartość wyceniono na 5,5 miliona złotych. Jak mówi mł. asp. Marta Białkowska-Błachowicz z KPP w Aleksandrowie Kujawskim w rozmowie z tvp.info, kilkunastu policjantom usunięcie krzaków zajęło dwa dni. Drugiego dnia musieli pomagać im strażacy.

Policja zatrzymała już dwóch mężczyzn, do których miała należeć plantacja marihuany nad Wisłą. 32- i 39-letni mieszkańcy powiatu usłyszeli zarzuty zorganizowania nielegalnej plantacji, której uprawa mogła dostarczyć znacznej ilości ziela konopi. Grozi im za to do ośmiu lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pijani wojskowi pobili policjantów. Jest wyrok

Trzej wojskowi z Giżycka zostali skazani na grzywny za to, że w 2016 r. wszczęli burdę w luksusowym hotelu w Giżycku i pobili interweniujących policjantów. Ich obrońcy odwołali się od tego wyroku. Sprawa trafi na wokandę 12 września – poinformował sąd.

Termin rozprawy odwoławczej podał PAP rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie Olgierd Dąbrowski-Żegalski.

Do incydentu z udziałem trzech oficerów – służących wówczas w 15. Giżyckiej Brygadzie Zmechanizowanej – doszło we wrześniu 2016 r. w jednym z miejscowych hoteli. Z powodu zachowania pijanych gości obsługa wezwała patrol – składał się z policjantki i strażnika miejskiego. Wojskowi stawiali opór i byli agresywni, więc wezwano na pomoc drugi patrol – policjanta i policjantkę. W trakcie wyprowadzania mężczyzn doszło do szarpaniny, interweniujący funkcjonariusze doznali urazów kończyn.

Podczas zajścia wojskowi byli ubrani po cywilnemu. Późniejsze badanie wykazało, że mieli od 1,2 do 2 promili alkoholu w wydychanym powietrzu. Przesłuchani przez prokuratora w charakterze podejrzanych nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów.

Zaraz po incydencie w giżyckim hotelu ówczesny dowódca 15. Brygady zdecydował o zwolnieniu tych trzech oficerów z zajmowanych stanowisk, co oznaczało, że przestali służyć w tej jednostce. Natomiast Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych – jak informował wówczas rzecznik dowództwa RSZ ppłk Szczepan Głuszczak – podjął wtedy decyzję o wszczęciu procedury usunięcia tych oficerów ze służby wojskowej w związku z wydarzeniami w Giżycku.

Proces oficerów rozpoczął się w marcu 2017 r. i trwał dwa lata. Rozprawy odbywały się z wyłączeniem jawności, ponieważ niektóre z czynów objętych aktem oskarżenia dotyczyły pomówienia i znieważenia innej osoby. Sąd wymierzył oskarżonym grzywny: Arkadiuszowi K., który został uznany również za winnego naruszenia nietykalności cielesnej pracownika hotelu – 9,6 tys. zł, Piotrowi B. – 10 tys. zł, a Robertowi J. – 7,2 tys. zł.

Od tego wyroku odwołali się obrońcy oficerów.
Źródło info i foto: interia.pl

Poszukiwany 26-latek poszukiwany za napad w Niemczech zatrzymany w Wałbrzychu

dav

Wałbrzyscy policjanci zatrzymali 26-letniego mężczyznę, którzy był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania m.in. za włamanie do sklepu jubilerskiego w Niemczech. Został zatrzymany, gdy przechodził w niedozwolonym miejscu przez jezdnię.

Jak poinformowała w poniedziałek PAP rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu nadkom. Magdalena Korościk, 26-latek został zatrzymany przez policjantów z wydziału ruch drogowego. Przechodził przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

„Po sprawdzeniu w policyjnej bazie danych sprawcy wykroczenia okazało się, że 26-letni mieszkaniec Wałbrzycha poszukiwany jest przez Interpol i wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania” – przekazała Korościk.

Mieszkaniec Wałbrzycha jest podejrzewany o przestępstwa popełniane w Niemczech, w tym włamanie do sklepu jubilerskich, gdzie straty wyniosły prawie 140 tys. euro.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl