Brenna: Brutalny napad na księdza. Jest areszt dla podejrzanych

W Brennej (województwo śląskie) napadnięto na księdza. Zamaskowani sprawcy weszli do domu duchownego, a następnie pobili go i ukradli gotówkę oraz sprzęt elektroniczny. Policja aresztowała już podejrzanych: to dwóch mężczyzn i kobieta. Grozi im 12 lat więzienia.

Do rozboju, którego ofiarą padł ksiądz, doszło 19 marca na terenie parafii w Brennej (woj. śląskie). – Z relacji duchownego wynikało, że został on zaatakowany w swoim mieszkaniu przez nieznane mu osoby. Zamaskowani napastnicy podstępem zmusili duchownego do otworzenia drzwi, a następnie go pobili i związali, po czym ukradli gotówkę oraz sprzęt elektroniczny. Pokrzywdzony nie był w stanie opisać przestępców, ponieważ mieli założone kominiarki – opisują zajście cieszyńscy policjanci.

Dzięki wysiłkom mundurowych, udało się wpaść na trop kobiety i dwóch mężczyzn. Cała trójka została szybko zatrzymana – przy młodszym z mężczyzn znaleziono narkotyki. Przestępcy usłyszeli już zarzuty popełnienia rozboju, a sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu ich na okres trzech miesięcy. Za popełnione przestępstwo grozi im nawet 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kłobuck: Po pijanemu groził klientom sklepu, że zarazi ich koronawirusem

Mieszkaniec Kłobucka (woj. śląskie), który po pijanemu straszył w sklepie innych klientów, że jest zakażony koronawirusem, może odpowiadać za fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu lub bezprawne wywołanie alarmu. Policja zapowiada, że tego typu nieodpowiedzialne żarty nie będą bagatelizowane. O incydencie sprzed kilku dni, który niepotrzebnie zaangażował kłobuckich policjantów na ponad 10 godzin i naraził ich na kwarantannę, poinformowała w niedzielę śląska policja.

O swoim rzekomym zarażeniu koronawirusem mężczyzna rozpowiadał w sklepie samoobsługowym. Wezwanym na miejsce policjantom powiedział, że „ma misję, która nakazuje mu zakazić jak największą liczbę ludzi”. Było widać, że jest nietrzeźwy.

Ponad 10-godzinna interwencja

W asyście funkcjonariuszy mężczyznę przewieziono karetką do szpitala w Częstochowie. Badania potwierdziły, że nie ma żadnych objawów zakażenia, skierowano go natomiast do psychiatry. Ten nie widział przeciwwskazań, by rzekomego chorego umieścić do wytrzeźwienia w policyjnym areszcie.

Następnego dnia zatrzymany został zwolniony, jednak – decyzją sanepidu – do czasu otrzymania wyniku testu miał przebywać w izolacji, podobnie jak biorący udział w interwencji policjanci i ratownicy medyczni. W piątek kłobucka komenda otrzymała informację o negatywnym wyniku testu.

Swoim zachowaniem mężczyzna wywołał niepotrzebną czynność zarówno policji, jak i ratowników medycznych. Interweniujący stróże prawa wykonali bardzo dużo niezbędnych w takiej sytuacji czynności służbowych, a ich interwencja trwała ponad 10 godzin – poinformowała kłobucka policja.

Do 1,5 tys. złotych grzywny

O karze, jaką poniesie mężczyzna, zadecyduje sąd. Może odpowiadać za bezprawne wywołanie alarmu, za co kodeks wykroczeń przewiduje karę do 1,5 tys. zł grzywny, areszt lub ograniczenie wolności, a także możliwość zasądzenia nawiązki do 1 tys. zł, jeżeli wykroczenie spowodowało niepotrzebne czynności służb.

Wykroczenie takie popełnia osoba, która „chcąc wywołać niepotrzebną czynność, fałszywą informacją lub w inny sposób wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia”.

Mężczyzna może też odpowiadać za fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu, za co kodeks karny przewiduje karę od 6 miesięcy do nawet 8 lat więzienia.

„Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze” – stanowi Kodeks karny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Trwają kontrole policji. Polacy nagminnie łamią zasady kwarantanny

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali 115 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie. W ponad 400 przypadkach stwierdzono uchybienia kwalifikujące się do ukarania – poinformował rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka. Dodał, że na chwilę obecną policja sporadycznie ujawnia przypadki gromadzenia się osób w większych grupach.

„Ostatniej doby policjanci sprawdzili ponad 115 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie. W ponad 400 przypadkach, stwierdziliśmy uchybienia w naszej ocenie kwalifikujące się na wdrożenie czynności mających na celu pociągnięcie do odpowiedzialności prawnej w związku z niestosowaniem się do obostrzeń określonych w kwarantannie” – poinformował w czwartek rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka.

Jak dodał, policjanci otrzymali również około 200 próśb o pomoc w sprawie zakupu żywności, wyniesienia śmieci z domu, czy wysłaniu przesyłek.

„W naszej ocenie nadal wyjątkowo odpowiedzialnie i zdyscyplinowanie, poddani kwarantannie podchodzą do obecnej sytuacji. Przypominamy, że te osoby, które naruszają prawo i unikają kwarantanny muszą liczyć się z surowymi konsekwencjami” – ostrzegł policjant.

Poinformował też, że zauważalne jest również duże zdyscyplinowanie związane z nowymi obostrzeniami dotyczącymi gromadzenia się. „Sporadycznie ujawniamy sytuacje grupowania się osób w większej liczbie” – przekazał insp. Mariusz Ciarka.

Kwarantanna nakładana jest na osoby zdrowe, które miały styczność z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Trwa 14 dni. W jej czasie nie wolno opuszczać miejsca zamieszkania.

W piątek (20 marca) rząd w związku z wprowadzeniem stanu epidemii podwyższył kary za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny z 5 do 30 tys. zł. Wprowadzono również mechanizm śledzenia, czy dana osoba przebywa w domu.
Źródło info i foto: interia.pl

Jak wygląda służba policjantów w czasie kwarantanny?

W samej tylko Warszawie jest ponad 500 osób przebywających na kwarantannie domowej. Czy przestrzegają jej zasad i nie wychodzą z domów? Sprawdzają to stołeczni policjanci. Jak przebiega taka kontrola?

– Wykluczony jest kontakt osobisty policjanta z osobą objętą kwarantanną – mówi nadkom. Sylwester Marczak z Komendy Stołecznej Policji.

Wybraliśmy się z policjantami zobaczyć, jak wygląda to w praktyce. Patrol podchodzi pod dany budynek i dzwoni do osoby poddanej kwarantannie. Następnie podczas krótkiej rozmowy potwierdza dane i prosi o podejście do okna. W ten sposób policjanci potwierdzają, że dana osoba przebywa w miejscu kwarantanny. Na tym kontrola się kończy.

Normalnie pracują też policjanci z drogówki, którzy swoją pracę wykonują, rozmawiając bezpośrednio z kierowcą. Tutaj też zostały wprowadzone specjalne zasady: nie trzeba szyby otwierać do końca, wystarczy uchylić ją trochę. Dokumenty należy pokazywać przez szybę w taki sposób, aby policjant mógł sprawnie odczytać dane. Kontrola trzeźwości odbywa się za pomocą urządzenia wyposażonego w jednorazowy ustnik, a policjant zawsze ma na rękach rękawiczki jednorazowe. – Nie dajemy wiary, że alkohol w organizmie to efekt używania płynu do dezynfekcji rąk – uprzedza Sylwester Marczak. Marta Stańczyk.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Włamywali się do domów w Łodzi. Policja zatrzymała 3 osoby

Policjanci z wydziału kryminalnego komendy wojewódzkiej w Łodzi , na terenie woj. kujawsko-pomorskiego, zatrzymali trzech mężczyzn w wieku 26,36 i 44 lat podejrzewanych o kradzieże z włamaniem do domów jednorodzinnych na łódzkim osiedlu Mileszki i Nowosolna. Podczas przeszukania funkcjonariusze zabezpieczyli m.in.bizuterię zagrabioną podczas ostatniego skoku. Sprawcom grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Sprawa pozostaje cały czas rozwojowa.

Łódzcy policjanci zarówno z komendy miejskiej jak i wojewódzkiej w ostatnim czasie bardzo intensywnie pracowali nad wykryciem sprawców włamań na łódzkim osiedlu Mileszki i przyległych do niego. W efekcie tych działań, 13 marca 2020 roku, kryminalni z komendy wojewódzkiej w Łodzi, namierzyli wytypowanego opla na autostradzie A1, na punkcie poboru opłat. Pochodzący z wypożyczalni pojazd został zatrzymany w kujawsko -pomorskim. Podróżowali nim trzej mieszkańcy Pomorza w wieku 26,36 i 44 lat. Najstarszy aktualnie poszukiwany był listami gończymi wydanymi do innych spraw karnych. Podczas przeszukania policjanci znaleźli narzędzia służące do włamań oraz ukryta w poszyciu drzwi skradziona w marcu w Łodzi biżuterię. Cała trojka trafiła do policyjnego aresztu. Po przedstawieniu zarzutu funkcjonariusze z KP 6 KMP w Łodzi wystąpili do prokuratury o to aby ta skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanych. Sprawa pozostaje rozwojowa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Warszawa: Strzelanina pod szpitalem na ulicy Wołoskiej. Ranna policjantka

Jak podaje fakt24.pl na ulicy Wołoskiej, niedaleko szpitala MSWiA doszło do strzelaniny. Ranna została policjantka. Policjanci otrzymali wezwanie do kolizji ok. 18.30, w której zderzyły trzy auta: toyota, volvo i daewoo matiz. Kiedy patrol pojawił się na miejscu, kierowca matiza zaczął uciekać. Gdy funkcjonariusze zajechali mu drogę, ten potrącił policjantkę.

Na tę chwilę nie mam informacji, żeby policjantka trafiła do szpitala – mówi w rozmowie z fakt24.pl podinsp. Anna Kędzierzawska z Komendy Stołecznej Policji. Drugi policjant oddał strzały ostrzegawcze, ale kierowcy udało się uciec. Auto zostało porzucone na Miłobędzkiej. Kierowca jest poszukiwany.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Funkcjonariusze policji sprzedają informacje gangom

Już tylko co czwarte przestępstwo policjantów dotyczy korupcji. Jest większy problem: sprzedaż informacji gangom – zwraca uwagę wtorkowa „Rzeczpospolita”.

„Rz” podała, że „policjanci popełniają mniej przestępstw, w tym rzadziej biorą łapówki”. „Niepokoi jednak zdrada służbowych tajemnic i wynoszenie ich do świata przestępczego. W ubiegłym roku zarzuty za to dostało 40 funkcjonariuszy – wskazuje raport Biura Spraw Wewnętrznych Policji, które ściga nieuczciwych mundurowych w formacji” – napisano.

Zarzuty dla policjantów

Z danych gazety wynika, że „w ubiegłym roku 271 policjantów (o 13 mniej niż w poprzednim) dostało zarzuty popełnienia 625 przestępstw (to o blisko 200 mniej niż w 2018 r.)”. Poinformowano, że „najwięcej czarnych owiec złapano na Śląsku, Dolnym Śląsku oraz w regionie stołecznym”. „Większość, bo 66 proc. podejrzanych, służyła w prewencji – to mniej niż rok wcześniej, gdy stanowili 75 proc. Za to częściej zarzuty stawiano policjantom z pionów kryminalnych – dotyczyło to 75 funkcjonariuszy – o 17 więcej” – dodano.

Jak napisano, „wniosek: co czwarty policjant, który dostał zarzuty, pracował w newralgicznym pionie do ścigania przestępstw”. „Na łamaniu prawa złapano też cztery osoby ze służby kontrterrorystycznej, rok wcześniej nikogo. Mundurowi dopuszczali się najczęściej czynów przeciwko działalności instytucji państwowych i samorządowych oraz przeciwko dokumentom” – pisze „Rz”.

Współpraca policjantów z zorganizowanymi gangami

Gazeta zwraca uwagę, że „na sile przybiera wynoszenie tajnej wiedzy do przestępców”. „W ubiegłym roku 40 policjantom (o dwóch więcej niż w 2018 r.) postawiono 95 zarzutów dokonania przestępstw związanych z pozyskaniem lub ujawnieniem informacji czy materiałów służbowych. Rok wcześniej zarzutów było co prawda dwukrotnie więcej, ale podejrzanych mniej” – napisano.

„Współpraca policjantów z zorganizowanymi gangami jest dużo bardziej groźna niż korupcja związana z tym, że ktoś np. weźmie łapówkę i przymknie oko na wykroczenie kierowcy” – ocenił dr Krzysztof Liedel, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Jak mówił, „przekazanie informacji o metodach pracy policyjnej, które są niejawne, i o planowanych operacjach pozwala przestępcom unikać wpadek i odpowiedzialności”. „Niepokoi, że do takich sytuacji wciąż dochodzi, zwłaszcza że mamy podwójne zabezpieczenie: BSW ścigające takie przypadki oraz cały pion ochrony informacji niejawnych. Policjanci dostają certyfikaty przyznające im dostęp do informacji niejawnych. Może się okazać, że mamy do czynienia z pewną fikcją” – dodał.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Odnaleziono zaginionego 14-latka

14-letni Filip Dylak, który zaginął po wyjściu z domu w niedzielę wieczorem znalazł się na Dworcu Centralnym w Warszawie. Chłopiec jest pod opieką policjantów. Jak powiedziała PAP oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku Karina Kamińska, chłopiec został rozpoznany przez kobietę i jest pod opieka policjantów.

Chłopiec znalazł się na Dworcu Centralnym w Warszawie.

„Jest cały i zdrowy, rozpoznała go osoba, która widziała wizerunek chłopca w mediach” – powiedziała Kamińska.

Policjanci szukali 14-letniego Filipa Dylaka po tym, jak wieczorem rodzice zgłosili jego zaginięcie. Chłopiec w niedzielę około 12.40 wyszedł z domu do kościoła. Policjanci o zaginięciu chłopca zostali zaalarmowani w niedzielę o godz. 18.30.

Nastolatek ma orzeczoną niepełnosprawność, jego życie mogło być zagrożone. Policja ogłosiła alarm i wszczęła pilne poszukiwania.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Co odkryto w czasie przeszukań terenów działkowych w Sopocie

Ta sprawa od niemal 10 lat spędza sen z powiek śledczym. Od lipca 2010 roku nie udało im się ustalić, co stało się z Iwoną Wieczorek. Dziewczyna zniknęła po kłótni ze znajomymi, z którymi bawiła się w jednej z dyskotek w Sopocie. Nigdy nie znaleziono nawet śladu po niej. Teraz prokuratura postanowiła wznowić poszukiwania gdańszczanki. Kilkudziesięciu policjantów, ramię w ramię, już drugi dzień przeczesuje ogródki działkowe przy ul. Reja w Sopocie.

– Potwierdzam, że prowadzone jest przeszukiwanie terenu w Sopocie – przyznaje w rozmowie z Faktem Ewa Bialik z Prokuratury Krajowej. – Ze względu na dobro śledztwa nic więcej nie mogę w tej sprawie zdradzić.

Na miejscu jest kilkudziesięciu policjantów. Przy użyciu specjalnego sprzętu, dronów, georadarów i długich prętów do pobierania próbek z ziemi przeczesują teren. W czwartek skupiali się na jednej z działek. To ogródek dziadków kolegi, z którym feralnej nocy na imprezie bawiła się Iwona. Na działce byli tuż przed pójściem na dyskotekę.

– To miejsce już policja przeszukiwała – mówi nam sopocianin, który obok ma działkę. – Pamiętam to, wtedy nic nie znaleziono.

Nieoficjalnie: znaleziono fragment bielizny

Czy tym razem będzie inaczej? Od niedawna sprawą zajmuje się nowy prokurator, czy dopatrzył się czegoś nowego w aktach sprawy? Czy wówczas popełniono jakiś błąd? Od marca zeszłego roku sprawą zajmuje się Departament do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, czyli Archiwum X. Taka była decyzja śledczych z Prokuratury Krajowej. Czy coś znaleziono? Tego śledczy oficjalnie na razie nie chcą zdradzić. Przyznają, że to mogłoby sprawić, że sprawca będzie utrudniał śledztwo.

W piętek 6 marca policjanci znów pojawili się w Sopocie z samego rana. Tym razem przeszukują więcej ogródków, zaglądają też do oczek wodnych i studzienek kanalizacyjnych. Cały teren został odgrodzony. Obok postawiono specjalny namiot, a niektórzy z policjantów pracują w specjalnych kombinezonach. RMF FM podaje nieoficjalnie, że w jednym ze stawków znaleziono fragment bielizny. Ma on zostać poddany badaniom DNA. Po południu na miejsce przyjechali strażacy. Wszystko wskazuje na to, że specjalną pompą będą wypompowywać wodę z przeczesywanych miejsc.

Mama Iwony Wieczorek: wierzę w rozwiązanie zagadki

– Wierzę, że Archiwum X rozwiąże zagadkę zaginięcia mojej córki, kto jak nie oni? Przecież wyjaśnili już tyle spraw – mówi Faktowi Iwona Kinda, mama zaginionej, która o policyjnej akcji dowiedziała się od nas. – Odnalezienie Iwonki to sens mojego życia. Co prawda to miejsce było już przeszukiwane, ale być może znaleźli w aktach sprawy jakiś nowy trop – dodaje.

Poszukiwaniom sceptycznie przygląda się natomiast znany dziennikarz śledczy Janusz Szostak, który prowadzi własne śledztwo w tej sprawie. – Nie sądzę, by tam coś znaleźli – twierdzi. Zdaniem Janusza Szostaka, autora książki „Co się stało z Iwoną Wieczorek” są małe szanse na odnalezienie Iwony Wieczorek w tym miejscu.

– To miejsce było już przeszukiwane. To tam działkę mieli dziadkowie kolegi, z którym na imprezę w dniu zaginięcia poszła Iwona. Ale nie miał on motywu, by ją zamordować. Krótko się znali, byli sobie obojętni – mówi Faktowi dziennikarz. – Chyba że pojawiły się jakieś nowe okoliczności albo zeznania kogoś, kto chciał obciążyć tego chłopaka – zaznacza.

Chodzi o Pawła P., z którym Iwona poszła na imprezę. Podobno spotkała się z nim tylko po to, by wzbudzić zazdrość w chłopaku, z którym chwilę wcześniej się rozstała. To od niego mama Iwony dowiedziała się o zaginięciu córki, potem chłopak uczestniczył w poszukiwaniach dziewczyny. Nie wszyscy jednak wierzyli wtedy w jego niewinność, chociaż jego udział w zaginięciu Iwony nigdy nie został potwierdzony.

KALENDARIUM ZAGINIĘCIA IWONY WIECZOREK:

Noc z 16 na 17 lipca 2010 roku

To wtedy zaginęła Iwona Wieczorek. Po kłótni ze znajomymi postanowiła opuścić dyskotekę w Sopocie i na piechotę wrócić do domu w Gdańsku Jelitkowie. Kamery monitoringu po raz ostatni zarejestrowały ją w Gdańsku Jelitkowie tuz przy wejściu na plażę. Była godzina 4.12. Szedł wtedy za nią mężczyzna z ręcznikiem, którego nigdy nie odnaleziono. W poszukiwaniach 19 latki brali udział policjanci, a nawet jasnowidz i prywatni detektywi. Do tej pory nie natrafiono na żaden ślad. Nie pomogły nawet wysokie nagrody proponowane za informacje o zaginionej.

Styczeń 2012 roku

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zdecydowała o umorzeniu sprawy zaginięcia gdańszczanki. Jednocześnie śledczy zapewniali, że jeśli tylko pojawią się nowe okoliczności w tej sprawie to wznowią postępowanie.

Marzec 2019 roku

Akta sprawy trafiły do Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, czyli Archiwum X. Taka była decyzja śledczych krajowych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

W czasie interwencji policjanci odkryli zwłoki starszego małżeństwa

Makabryczne odkrycie w jednym z domów jednorodzinnych w małopolskiej Ponikwi pod Wadowicami. Interweniujący policjanci znaleźli zwłoki starszego małżeństwa. Ciała małżonków nie miały śladów po ranach. Jak podaje serwis Wadowiceonline.pl do makabrycznego odkrycia doszło w środę, 4 marca.

„Po godzinie 11:00 policja została poinformowana, że w jednym z domów jednorodzinnych ujawniono zwłoki kobiety i mężczyzny w podeszłym wieku” – informowała w serwisie Agnieszka Petek, rzecznik prasowy KPP w Wadowicach.

Zwłoki zabezpieczono przed wykonaniem sekcji zwłok. Jak podaje z kolei „Gazeta Krakowska” zmarłymi okazali się 64-latek i 63-latka. Żona leżała martwa na progu, mężczyzna – w łóżku. Zaniepokojona losem pary była sąsiadka, która zauważyła, że kobieta, jak ma w zwyczaju, nie krząta się po podwórku. Psy małżonków biegały luzem, szczekając.

Szczegóły śmierci wyjaśniają policja i prokuratura.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl