Busko-Zdrój: Atak nożownika na policjanta. Patryk Jaki: Napastnik będzie odpowiadał za usiłowanie zabójstwa

Wobec mężczyzny, który zaatakował w sobotę policjanta w Busku-Zdroju, zastępca prokuratora generalnego zakwalifikował czyn jako usiłowanie zabójstwa; grozi mu 25 lat więzienia – poinformował w niedzielę wiceszef resortu sprawiedliwości Patryk Jaki. Dwaj policjanci z Buska-Zdroju (Świętokrzyskie) zostali zaatakowani podczas sobotniej interwencji przed jednym z miejscowych marketów. W trakcie szamotaniny, jeden z policjantów dwukrotnie został dźgnięty nożem w plecy, a drugi doznał rozcięcia dłoni. W związku ze sprawą zatrzymano dwóch mężczyzn. Według nieoficjalnych informacji lokalnych mediów, jeden z zatrzymanych to buski radny.

– Jedno jest pewne – za każdym razem, kiedy ktoś tak będzie się zachowywał, to czeka go stanowcza kara i my już tego przypilnujemy – powiedział Patryk Jaki zapytany w niedzielę w Polsat News o atak na policjantów w Busku-Zdroju. Dodał, że w sobotę zastępca prokuratora generalnego zakwalifikował czyn jako usiłowanie zabójstwa; mężczyźnie grozi 25 lat więzienia.

– Żarty się skończyły i żadne zdjęcie z przeszłości, sprzed wielu lat mu nie pomoże w tym, że jak on by myślał, że będzie traktowany pobłażliwie. Pokażemy, że atak na policjanta to jest atak na polskie państwo i na pewno wiele lat spędzi w więzieniu – powiedział Jaki.

W sobotę na Twitterze były szef CBA i CBŚ Paweł Wojtunik napisał: „Atak radnego na policjantów w Busku Zdrój. Dwóch policjantów rannych od noża. I to w biały dzień… Czy dlatego, że sprawca to radny związany z władzą @jbrudzinski i @PatrykJaki milczą??? Czy dlatego, że to jeden z organizatorów dzisiejszego spotkania wyborczego @PatrykJaki ???”. Post opatrzył zdjęciem radnego w towarzystwie Patryka Jakiego. To ten samorządowiec miał nożem zaatakować policjanta.

Wiceszef resortu sprawiedliwości na pytanie o to, czy mężczyzna jest jego znajomym, odpowiedział: „Żaden mój znajomy. Po prostu po spotkaniach, których odbywam codziennie dziesiątki, przychodzą różni ludzie i proszą o zdjęcie. Trudno, żebym ja pytał, żeby ktoś mi podpisał deklarację, że w przyszłości nie popełni przestępstwa” – powiedział. Dodał, że ten mężczyzna ma zdjęcia z politykami wszystkich opcji.

Patryk Jaki zapowiedział także, że pozwie Pawła Wojtunika za wpis mówiący o tym, że mężczyzna organizował jego spotkanie wyborcze. – Jeżeli szef służb posługuje się takimi oskarżeniami podczas kampanii wyborczej, nie pokazując na to żadnych dowodów, no to proszę państwa to jest kompromitacja. To najlepiej pokazuje, jak bardzo Platforma Obywatelska była nieprofesjonalnym państwem, państwem teoretycznym, jak to określił jeden z ważnych ministrów, jeżeli tak ważne funkcje pełnił człowiek, który rzuca oskarżenia bez żadnych dowodów – powiedział.

Na uwagę prowadzącego o tym, że kandydaturę radnego reklamowała minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz, Jaki odpowiedział: „Zakładam, że wtedy nikt tego nie krytykował, dlatego że nie wiedział, że ten człowiek popełni przestępstwo. Nikt nie ma zdolności magicznych” – odparł.

Sobotnia interwencja policji w Busku-Zdroju była związana ze zgłoszeniem o tym, że w sklepie ktoś grozi nożem klientom. Jak wyjaśniał PAP oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Busku-Zdroju Tomasz Piwowarski, na miejsce pojechał policyjny patrol. Przed sklepem dwaj funkcjonariusze zastali 37-latka. – Zauważyli, że z rękawa jego kurtki wystaje nóż. Podczas legitymowania tego mężczyzny ze sklepu wyszedł drugi – 32-latek. Najpierw zaatakował on słownie policjantów, później zaczął ich przepychać. W trakcie akcji obezwładniania tego mężczyzny, wyciągnął on nóż i dwukrotnie dźgnął jednego z policjantów w plecy. Rany na szczęście były płytkie – uszkodziły jedynie skórę – relacjonował Piwowarski.

Obaj mężczyźni zostali zatrzymani. 32-latek to mieszkaniec Buska, a 37-latek jest z Kielc. Mężczyźni odmówili badania alkomatem – pobrana została im krew do badań na obecność alkoholu i tego, czy nie są pod wpływem środków odurzających. Wieczorem było wiadomo, że młodszy z mężczyzn był trzeźwy, a starszy miał 1,6 promila alkoholu we krwi.

Piwowarski tłumaczył, że 32-latkowi może być postawiony zarzut czynnej napaści na policjanta, co jest zagrożone karą do 10 lat więzienia.

Policja potwierdziła, że jedna z zatrzymanych osób to miejski radny, nie podaje jednak jego danych osobowych. Według informacji podawanych przez lokalne media, zatrzymany radny startował w ostatnich wyborach samorządowych z lokalnego komitetu. Mężczyzna jest związany ze stowarzyszeniem „Młode Busko”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci CBŚP zatrzymali 15 osób. Wielka akcja policji na Śląsku

Centralne Biuro Śledcze na Śląsku zatrzymało 15 osób i rozbiło zorganizowaną grupę przestępczą pseudokibiców – informuje radio RMF FM. W akcji udział wzięło aż 400 policjantów. Grupa, związana z jednym ze śląskich klubów piłkarskich, działała od kilku lat na terenie całego województwa. Członkowie zajmowali się przede wszystkim przemytem i handlem narkotykami.

Z zebranych dowodów wynika, że wprowadzili do obrotu środki o łącznej wartości kilku milionów złotych – donosi RMF FM. Akcja policji rozpoczęła się we wtorek. Tego dnia o poranku zatrzymano dwie pierwsze osoby, a następnie kolejnych 13 poprzez szturm na mieszkania podejrzanych. Kolejne dwie osoby doprowadzono do prokuratury z aresztu śledczego.

Policjanci zatrzymali m.in. osoby o pseudonimach: „Kecher”, Małolat”, „Lazania”, „Mara” czy „Nowy”.
Źródło info i foto: sportowefakty.wp.pl

Aresztowano oszustów działających metodą „na policjanta”

Do ośmiu lat pozbawienia wolności grozi czterem mieszkańcom Wejherowa (Pomorskie), którzy, podając się za policjantów prowadzących akcję przeciwko hakerom, wyłudzili prawie 250 tys. zł. Sprawcy działali w Małopolsce i na Podkarpaciu, zostali tymczasowo aresztowani.

Do przestępstw doszło w lutym 2019 r. na terenie Małopolski (Kraków, Skawina) i Podkarpacia. Sprawcy przyjechali z Wejherowa w jednym celu – wyłudzenia jak największej ilości gotówki – wyjaśnił w czwartek rzecznik prasowy małopolskiej policji Sebastian Gleń.

W ciągu miesiąca fałszywym policjantom udało się oszukać pięć osób, od których podstępem wyłudzili prawie 250 tys. zł. Mężczyźni działali według schematu. Podając się za policjantów, dzwonili do wytypowanych osób i opowiadali im zmyśloną historię o rzekomej tajnej akcji przeciwko hakerom włamującym się na prywatne konta i defraudującym z nich pieniądze. Jednocześnie informowali, że jedyną możliwością ochrony oszczędności zgromadzonych na rachunku bankowym jest przekazanie środków finansowych na przechowanie stróżom prawa. Gdy ofiary były skore do współpracy, oszuści ustalali z nimi miejsce, w którym odbierali gotówkę.

Dzięki szybkim i skoordynowanym czynnościom operacyjnym policjantów z wydziału do walki z przestępczością przeciwko mieniu Komendy Miejskiej Policji w Krakowie, trzech sprawców zostało zatrzymanych bezpośrednio po przejęciu od pokrzywdzonych pieniędzy – w lutym br. Policjanci zabezpieczyli przy nich ok. 80 tys. zł, które pochodziły z przestępstw – wyjaśnił rzecznik małopolskiej policji.

Materiał dowodowy zebrany w sprawie pozwolił na przedstawienie zarzutów oszustwa. Na wniosek Prokuratury Rejonowej w Wieliczce, sąd zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu.

Ustalenia śledczych wskazywały, że w składzie przestępczej grupy znajduje się jeszcze jedna osoba. Krakowscy policjanci namierzyli czwartego z podejrzanych kilka dni temu w jednej z pomorskich miejscowości.

21-latek został zatrzymany i również wobec niego sąd zastosował tymczasowy areszt. Mężczyzna, podobnie jak koledzy, odpowie za współudział w wyłudzeniach sięgających 250 tys. zł.

Oszustom grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest trop w sprawie alarmów bombowych w czasie matur

Od poniedziałku dyrektorzy szkół, w których odbywa się egzamin maturalny, otrzymują niepokojące e-maile. Autorów tych pism poszukuje policja. Na razie bezskutecznie. Okazuje się, że sprawcami zamieszania mogą być użytkownicy jednego z forów internetowych, którzy za cel obrali sobie nie maturzystów, lecz policjantów.

„Zdesperowany uczeń zbudował zasobnik z gazem bojowym fosgen. O godzinie 11 nastąpi detonacja. Bomba jest ukryta w sali, w której zdający piszą egzamin. Ratujcie się, będą ofiary” – takie e-maile, jak wynika z informacji „Gazety Wyborczej” otrzymali w nocy z niedzieli na poniedziałek dyrektorzy wielu szkół w Polsce. Podobne pisma wysłano również w nocy z poniedziałku na wtorek oraz z wtorku na środę. W wielu szkołach matury rozpoczęły się z opóźnieniem, w jednej egzamin się nie odbył – uczniowie napiszą go w terminie dodatkowym.

Na nogi postawiono policję w całym kraju, w nocy z wtorku na środę aż 11 tys. policjantów patrolowało okolice szkół. Dziesiątki funkcjonariuszy poszukują też żartownisiów, którzy rozsyłają e-maile z informacją o podłożonym w szkole ładunku wybuchowym. Na razie jednak bezskutecznie.

Jak wynika z informacji „Gazety Wyborczej” za alarmami bombowymi stoją użytkownicy jednego z internetowych forów już wcześniej znani z podobnych aktywności. To prawdopodobnie oni stali m.in. za atakiem na stronę Centralnej Komisji Egzaminacyjnej w 2012 r.

Dziennikarze „GW” dotarli do instrukcji dla „bojowników”, która powstała kilka dni przed maturami. Jest podpowiedź, gdzie się zalogować i do ilu szkół jednocześnie można napisać. Adresy szkół ponadgimnazjalnych zostały zebrane w jedną bazę.

Jaki jest cel tej akcji? Udowodnić, że z policji łatwo zrobić pośmiewisko – informuje „Gazeta Wyborcza”.

– Ludzie skrzykujący się w zapewniającej anonimowość sieci TOR czują się bezkarni. To poczucie wynika m.in. z tego, że do tej pory skuteczność polskiej policji w ściganiu tego typu przestępstw była niewielka – mówi „GW” Krzysztof Liedel z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, w przeszłości szef wydziału ds. terroryzmu w MSWiA. Jego zdaniem za fałszywymi alarmami stoi grupa kilku indywidualistów, którzy „chcą się popisać”. – A to, że wodzą za nos policję i jest o tym głośno w mediach, tylko ich nakręca – dodaje.
Źródło info i foto: wp.pl

Nie żyje Szymon K., dawny boss gangu żoliborskiego

47-letni Szymon K. ps. „Szymon” z Łomianek, dawny boss gangu żoliborskiego, współpracownik prokuratury zginął od dwóch strzałów w pierś. Do postrzelenia doszło w mieszkaniu mężczyzny. Śledczy przekonują, że nie ma żadnych dowodów, że mogła to być mafijna egzekucja. Najprawdopodobniej były gangster popełnił samobójstwo.

Okoliczności tragicznej śmierci Szymona K. nie są do końca jasne. Według informacji portalu tvp.info do tragedii doszło 17 kwietnia około godz. 13 w mieszkaniu 47-latka na Śródmieściu. Mężczyzna miał dwukrotnie strzelić sobie w brzuch z legalnie posiadanej broni czarnoprochowej.

Poważnie rannego Szymona K. zabrano do szpitala bielańskiego. Wiadomo, że lekarzom udało się zoperować rany postrzałowe, jednak około godz. 20 pacjent umarł. Ponoć nie wytrzymało jego serce. Śródmiejska prokuratura zarządziła już sekcję zwłok mężczyzny. Biegli ustalą, czy K. przed śmiercią zażywał narkotyki lub pił alkohol.

Z informacji portalu tvp.info wynika, że Szymon K., zanim się postrzelił, zadzwonił dwa razy do swojej partnerki. Podczas jednej z rozmów miał prosić kobietę, aby ta wezwała pogotowie.

Sześćdziesiątka

Śmierć „Szymona z Łomianek” zaskoczyła policjantów i prokuratorów. Mężczyzna był tzw. sześćdziesiątką (od art. 60 KK, który mówi, że przestępca współpracujący z organami ścigania może liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary). Zeznawał przeciwko Rafałowi S. ps. „Szkatuła”. Miała to być zemsta za to, że ludzie Szkatuły mieli grozić nożem jego dziecku i żonie. Szymon K. odgrażał się wielokrotnie, że zrobiłby wszystko, aby dopaść Rafała S.

Z ustaleń policji wynika, że na Szymona wyroki wydały dwa gangi: szkatułowy i mokotowski. – Śmierć Szymona K. to nie porachunki przestępcze, ale samobójstwo. Dlaczego do niego doszło? Może nie wytrzymał tego, że jest „sześćdziesiątką” i musiał zerwać z poprzednim życiem, w którym był kimś. Może bał się, że trafi za kraty, bo na wolności miał problemy z prawem. Na pewno zanim doszło do tragedii, Szymon nie dał żadnego sygnału, że ma myśli samobójcze – mówi oficer stołecznej policji.

Na wolności Szymon K. oficjalnie zajmował się odzyskiwaniem długów. W rozmowie z dziennikarzem portalu tvp.info na początku kwietnia przekonywał, że „odbił od gangsterki”. Tymczasem w ciągu ostatniego półrocza usłyszał kilka zarzutów, m.in. za przestępstwa gospodarcze i posiadanie narkotyków.

– Ludzie tacy jak ja zawsze już będą bandytami. Robiłem wiele złych rzeczy. Nigdy jednak nie posunąłem się do tego, by grozić czyjemuś dziecku. Tu szkatułowi przekroczyli granicę. Byłbym gotów zostać skazany na dożywocie, byleby dano mi szansę zostać sam na sam ze Szkatułą – mówił.

Arena wojny gangów

„Szymon z Łomianek” to legenda stołecznego półświatka i jeden z typowych watażków gangsterskich, którzy na początku XXI wieku walczyli o strefy wpływów w Warszawie i okolicach. W latach 90. był członkiem gangu Stefana K. ps. „Stefan” vel „Ślepak” vel „Ksiądz”. Kiedy stary boss trafił do aresztu, jego przyboczni zbuntowali się i założyli własne grupy, usiłując przejąć strefy wpływów „starych”. Jednym z liderów buntowników był Wojciech B. Współpracował z Piotrem W. ps. „Łańcuch”.

Po opuszczeniu więzienia „Stefan” został pobity przez „młodych”. To oznaczało wojnę. Lojaliści wydali wyrok na Wojciecha B. Zgodnie z ustaleniami warszawskich śledczych, zlikwidowali go Artur H. „Czacha” i Tomasz S. „Komandos”. Obaj trafili na trzy lata do aresztu, ale opuścili go i nigdy nie zostali skazani za zabójstwo. Nie dożyli końca procesu.

Do końca XX wieku zginęło kilku gangsterów, wybuchło kilka bomb, aż wreszcie w styczniu 2000 r. zastrzelono Stefana K., który z kompanami bawił się w swoim klubie na Żoliborzu. Co ciekawe, podczas przesłuchań większość świadków twierdziło, że akurat byli w toalecie i nie widzieli napastników.

Po 2000 r. doszło do przetasowań w stołecznym podziemiu kryminalnym. Wszystko za sprawą uderzenia policji i prokuratury w mafię pruszkowską. Z kraty trafiły dziesiątki gangsterów „Pruszkowa” w tym połowa zarządu gangu. Reszta musiała się ukrywać. Wtedy na ich tereny zaczęli „wchodzić” co bardziej odważni gangsterzy, którzy wcześniej musieli opłacać się „Pruszkowowi”.

Od połowy roku 2000 r. w stolicy pojawiały się coraz to nowsze gangi z krewkimi watażkami na czele. Najbardziej aktywny był wtedy gang mokotowski oraz koalicja gangów ze Śródmieścia i Żoliborza. Obie organizacje przestępcze rywalizowały o prymat w stolicy. Ta ostatnia grupa najpierw zarządzana była przez „Bandziorka”, po jego zatrzymaniu przez „Przeszczepa”, a gdy i ten trafił za kraty – przez Szkatułę. Ten były złodziej samochodów stworzył nowoczesny gang, który kilka lat później był jedną z największych grup przestępczych w centralnej Polsce. W 2002 r. Szymon był bossem większej części gangu żoliborskiego, dowodząc w imieniu gangu Szkatuły.

Druga wojna żoliborska

W 2002 r. Szymon K. pojawił się w kronikach kryminalnych. Dziennikarze donosili, że gangster walczy z niejakim Tomaszem S. ps. Komandos o wpływy na giełdzie Wolumen. Od połowy lat 90. była to prawdziwa żyła złota dla bandyckiego podziemia. Handlowano tam przemycanym alkoholem, kradzionym sprzętem np. radiami samochodowymi, zakazaną pornografią, a nawet narkotykami. Większość handlarzy musiała płacić nie tylko „placowe”, ale i za ochronę ze strony „miasta”.

Rok wcześniej Komandos wyszedł z aresztu. Razem ze swoim ogromnym kompanem – Arturem H. ps. Czacha, chciał odzyskać pozycję w półświatku. Komandos zwrócił się o pomoc do gangu mokotowskiego, który powoli zajmował miejsce Pruszkowa.

– Komandos chciał przejąć Wolumen, zniszczyć naszą grupę i przejąć wpływy. Nie raz strzelał do naszych, najeżdżał na nasze punkty, na agencje i przejmował też komisy samochodowe – zeznawał Piotr K. ps. „Kima”, członek gangu Szkatuły, który poszedł na współpracę z prokuraturą.

Według Kimy Szymon K. oraz Szkatuła i niejaki „Darek Bródnowski” zdecydowali, że Komandosa należy sprzątnąć. Pierwszym kilerem miał być Kima, który zastrzelił swoją narzeczoną i musiał się ukrywać. Z jego zeznań wynika, że załamany i zdesperowany zgodził się przyjąć zlecenie na Tomasza S. – Szkatuła powiedział, żebym za 8 tys. dolarów zabił Komandosa. Zgodziłem się, a Szkatuła miał go wystawić – mówił Kima.

Jeden z podwładnych Szkatuły przekazał mu nawet pistolet maszynowy, jednak Kima nie wykonał zlecenia. Przejął je prawdopodobnie Ahmatov Szarani, ps. „Szach”, Czeczen z kazachskim paszportem. Według policji mężczyzna był płatnym zabójcą na usługach polskich gangów z całej Polski.

Jak na strzelnicy

„O godz. 14.30 oficer dyżurny powiadomił wydział zabójstw o postrzeleniu trzech NN mężczyzn w budynku supermarketu Klif na I piętrze w barze Wiking. Śmierć na miejscu dwóch: Krzysztof B. – ze wstępnych oględzin zwłok wynika, iż denat posiada dwie rany postrzałowe: lewej okolicy skroniowej oraz prawej okolicy ciemieniowo-potylicznej, Artur M. ps. Budyń – denat posiada trzy rany postrzałowe: na tylnej powierzchni prawego ramienia i w okolicy czołowej prawej. Trzeci – ranny mężczyzna – Artur N. ps. Gruby vel Jogi – dwie rany postrzałowe prawego barku”.

Policjanci odnotowali jeszcze, że przed przyjazdem pogotowia Artur N. zjadł kartę SIM ze swojego telefonu – czytamy w policyjnie analizie zabójstwa w centrum handlowym Klif 31 maja 2002 r.

Szybko okazało się, że w chwili strzelaniny w barze Wiking siedziało czterech mężczyzn. Jeden z nich uciekł, gdy kompani zaczęli ginąć. Tym szczęśliwcem był – Tomasz S. To on był celem wyraźnie nieudanego zamachu. Wszystkie ofiary strzelaniny w Klifie miały bogatą kartotekę. Zabici byli związani z gangiem mokotowskim, który przejął pod swoje skrzydła „Komandosa”.

W kilka godzin po masakrze na przesłuchanie trafił Szymon K., typowany jako podejrzany o zlecenie zabójstwa w Klifie. Przyznał, że przed strzelaniną był w Klifie i spotkał się z Komandosem. Ale załatwili swoje interesy i się rozstali. Zdaniem policjantów Szymon chciał w ten sposób pokazać cel kilerowi, którym miał być „Czeczen kręcący się przy Szkatule”.

– Nie miałem interesu, by pokazać się w Klifie przed zabójstwem. Przecież to od razu kierowało na mnie podejrzenia. Byliśmy skonfliktowani z Komandosem, ale nie tak, żebym chciał go zabić. Ponadto, gdyby to był zamach na Tomasza S., to on byłby pierwszym do którego się strzela – przekonywał Szymon.

Egzekucja na stacji benzynowej

Komandos, który wiedział, że stał się łowną zwierzyną, zwiększył czujność, ale nie zmienił swoich starych nawyków. Okazało się, że po strzelaninie w Klifie nie może liczyć na taką pomoc „Mokotowa”, jakiej by chciał. Członkowie tej grupy nie zdecydowali się na wydanie wojny grupie Szkatuły. Jak dotąd gangi za bardzo nie wchodziły sobie w paradę i poza incydentami z łamaniem kości dilerów narkotyków zapędzających się na tereny konkurencyjnych gangów, panowało między nimi zawieszenie broni. Tym razem Mokotów ograniczył się do polowania na Szymona.

Jednak więcej szczęścia miał ten ostatni gangster. 13 sierpnia 2002 r., około godz. 22.15 na stację benzynową Statoil przy ul. Radzymińskiej 90 wjechało czarne bmw. Z samochodu wysiadł Komandos, który spokojnie zatankował i zrobił drobne zakupy na stacji. Następnie podjechał na stanowisko z odkurzaczem przyległym do budynku stacji.

„W trakcie sprzątania wnętrza pojazdu podszedł do niego NN mężczyzna i oddał w jego kierunku kilka strzałów z broni palnej, po czym oddalił się. Według pracownika ochrony w trakcie, gdy przebywał wewnątrz sklepu, usłyszał kilka odgłosów przypominających klaśnięcie w dłonie, dochodzących z zewnątrz obiektu. W chwili, gdy skierował się na zewnątrz budynku, podszedł do niego NN mężczyzna i wskazując na rejon, gdzie znajduje się stanowisko z odkurzaczem samochodowym, powiedział: tam leży zastrzelony człowiek, proszę zadzwonić na policję” – wskazano w policyjnym raporcie.

W czasie oględzin zwłok znaleziono dwie rany szyi i kilka klatki piersiowej oraz pleców. Komandos skonał na miejscu. Jego zabójca zamaskowany był tylko czapką bejsbolówką naciągniętą na oczy. Tak jak strzelec z Klifa. Według policji był to wspominany czeczeński kiler. Jednak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów zabójstwa w Klifie lub na stacji benzynowej.

Po śmierci Komandosa Szymon triumfował. Najpierw przygarnął Artura H. „Czachę”, potężnego współpracownika Komandosa. Później dołączył do niego jeden ze zbuntowanych członków gangu mokotowskiego. Według policjantów, to miało rozjuszyć bossa „Mokotowa” – Andrzeja H. ps. „Korek”. Z informacji operacyjnych policji wynikało, że gangster chciałby przejąć władzę nad stołecznym półświatkiem, wytyczając nowe strefy wpływów.

Strefy wpływów

W 2002 r. stołeczni policjanci zdobyli informacje, że rok wcześniej „Mokotów” wydał wyrok śmierci na Szymona. Ten jednak nie przejmował się tym, że stał się zwierzyną łowną. Mało tego, zaczął nawet wchodzić z interesami na teren konkurencyjnego gangu. Chodziło o „wstawienie” własnych dilerów narkotyków na osiedla podlegające konkurentom. Szymon wraz z przedstawicielami Szkatuły spotkali się z reprezentantami Korka w jednej z mokotowskich knajp. Ustalili wtedy, że linią graniczną terytoriów obu gangów będzie Trasa Łazienkowska. Szymon K. już po zakończeniu spotkania zapowiedział, że nie będzie respektował porozumienia. Gangster butnie oświadczył, że jeżeli któremuś z jego ludzi stanie się krzywda, to będą „łamać” przeciwników. Łamanie to w bandyckim slangu porywanie i katowanie.

Od drugiej połowy 2002 r. Szymon unikał pojawiania się w miejscach publicznych. Zapewne dlatego, że polowali na niego kilerzy z tzw. komanda Wojtasa, wykonującego wyroki dla „Mokotowa”. Wspominany Wojciech S. ps. „Wojtas” odpowiada teraz przed warszawskim sądem m.in. za zlecenie zabójstwa Szymona K.

Skruszony członek gangu mokotowskiego powiedział, że na polecenie Wojciecha S. obejrzał film ze ślubu Roberta B. Interesował go fragment, gdy jeden z gości składa życzenia młodej parze. To miał być Szymon z Łomianek. – Dostałem polecenie by pojechać na siłownię w Łomiankach, gdzie on ćwiczy i go dokładnie obserwować. Miałem zwracać uwagę, czy ćwiczy sam, czy z kolegami. O której wychodzi z siłowni. I czy jest sam, czy też ktoś mu towarzyszy – opowiadał Andrzej K.

Pytany, czy wiedział, czemu ma służyć inwigilacja, stwierdził: „To było po tym, jak strzelano do »Budyniów« i »Jogiego« z »Mokotowa«. Mogłem się domyślać, że chodzi o to, aby »Szymona« uprowadzić, albo zabić”.

Do ataku na Szymona nie doszło, ponieważ w 2003 r. zatrzymała go policja. Za udział w gangu, wymuszenia i podżeganie do zabójstwa Tomasza S. został skazany na siedem lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Tuluza: 17-latek, który przetrzymywał cztery kobiety, został zatrzymany

​Policja zatrzymała 17-letniego napastnika, który w pobliżu Tuluzy na południu Francji przetrzymywał cztery kobiety – poinformował późnym wieczorem szef francuskiego MSW Christophe Castaner. Około godz. 16:30 w sklepie w miejscowości Blagnac koło Tuluzy uzbrojony napastnik wziął jako zakładniczki cztery kobiety – właścicielkę sklepu, jej córkę i dwie pracowniczki.

Na miejsce przybyły specjalne jednostki policji, karetki pogotowia i dwa wozy strażackie. Według francuskich mediów napastnik sam poprosił o rozmowę z policyjnym negocjatorem.

Do wieczora uwolnił on wszystkie przetrzymywane kobiety, ale sam zabarykadował się w sklepie. Późnym wieczorem został jednak obezwładniony i aresztowany przez funkcjonariuszy elitarnej jednostki francuskiej policji – RAID. Na razie nie wiadomo, jaki był motyw jego działania, ale raczej nie jest brane pod uwagę podłoże terrorystyczne.

Kobiety, które przetrzymywał napastnik, nie odniosły żadnych obrażeń.

Prokuratura poinformowała, że 17-latek był już wcześniej znany policji, m.in. z ataków na policjantów i kradzieży. W grudniu ubiegłego roku został aresztowany podczas protestu ruchu „żółtych kamizelek”. Organizowane od pięciu miesięcy w każdą sobotę uliczne protesty skierowane są przeciwko polityce prezydenta Emmanuela Macrona, któremu zarzuca się lekceważenie potrzeb mniej zamożnej części francuskiego społeczeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rosja: Policjanci z Rostowa pozowali w mundurach NKWD

Policjanci z Rostowa nad Donem zorganizowali sesję fotograficzną, podczas której pozowali w mundurach radzieckiej organizacji NKWD. Radio Echo Moskwy podało, że projekt rostowskich policjantów wzbudził oburzenie i krytykę. Sesja fotograficzna policjantów z Rostowa nad Donem została zatytułowana „Potomkowie bohaterów” i jest poświęcona zbliżającej się 74. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.

Jak podało radio Echo Moskwy, internauci krytykujący tę akcję przypominają o zbrodniczej działalności NKWD. Na portalach społecznościowych pojawiły się hasła „Kompanie karne już się nie ukrywają” i „marazm krzepnie”, odnoszące się do coraz brutalniejszych działań współczesnej policji wobec oponentów Kremla.

To nie pierwszy w Rosji przypadek gloryfikacji radzieckich struktur bezpieczeństwa, których funkcjonariusze mają na rękach krew milionów ofiar, w tym setek tysięcy Polaków.

W 2017 r., w setną rocznicę powstania radzieckiej bezpieki, w Moskwie prezentowana była wystawa poświęcona działalności tej organizacji, a szef FSB Aleksandr Bortnikow wywołał skandal, próbując usprawiedliwiać zbrodnie NKWD.
Źródło info i foto: interia.pl

Lubuskie: Cios policjantów w cyberprzestępczość

Lubuscy policjanci zajmujący się zwalczaniem cyberprzestępczości i przestępczości gospodarczej, wsparci przez funkcjonariuszy Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA przeprowadzili w ubiegłym tygodniu realizację sprawy dotyczącej wyłudzenia znacznych kwot pieniędzy, dokonywanych poprzez wymianę walut w internecie. Zatrzymano pięć osób, które w wyniku przestępczego procederu wzbogaciły się o blisko milion złotych. Usłyszeli zarzuty popełnienia oszustwa komputerowego i prania pieniędzy – grozi im do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

Policjanci Wydziału do walki z Cyberprzestępczością KWP w Gorzowie Wlkp. w ramach przeprowadzonych czynności operacyjnych wytypowali osoby, które specjalizowały się w oszustwach internetowych. Osoby te w przestępczym procederze posługiwali się szkodliwym oprogramowaniem z dziedziny kryptowirologii (ransomware) oraz aplikacjami phishingowymi, czyli takimi za pomocą których przestępca podszywa się pod inną osobę lub instytucję w celu wyłudzenia określonych informacji (danych logowania, szczegółów kart płatniczych itp.). Ustalono, że od 2016 roku przeprowadzili akcje phishingowe, które miały na celu uzyskanie danych dostępowych do przeprowadzanych drogą elektroniczną operacji finansowych związanych z wymianą walut. Ofiarami tej nielegalnej działalności najczęściej stawały się firmy z branży transportowej. W celu zamaskowania swojej tożsamości przestępcy wykorzystywali przy płatnościach elektronicznych numery telefonów, które były zarejestrowane na inne osoby, tzw. „słupy”. Poza tym w ramach łączy internetowych korzystali z sieci TOR, co sprzyjało anonimowości przestępców, jednocześnie zapobiegając analizie ruchu sieciowego.

W 2018 roku dokonali skutecznego ataku phishingowego, podczas którego uzyskano dostęp do sieci WIFI firmy transportowej oraz informację, że właściciel firmy dokonał przelewu bankowego, aby zakupić 200 tysięcy euro poprzez kantor internetowy. Przestępcy przy wykorzystaniu wcześniej przejętych danych autoryzacyjnych dokonywali podmiany rachunku bankowego, na który miały po wymianie zostać przelane pieniądze. Przejęte środki w ciągu dwóch godzin przelewali na kolejne rachunki bankowe, chcąc zmylić trop. Następnie w przeciągu tygodnia część pieniędzy wypłacili w bankomatach, a za pozostałą część kupili kryptowaluty, którymi obracali w internecie.

Setki, jeśli nie tysiące godzin, które przy analizie sprawy spędzili policjanci zajmujący się zwalczaniem cyberprzestępczości KWP w Gorzowie Wlkp. i przestępczości gospodarczej KMP w Zielonej Górze oraz intensywna współpraca z prowadzącą śledztwo w tej sprawie Prokuraturą Rejonową w Zielonej Górze dały wymierny efekt. We wtorek (9 kwietnia) lubuscy policjanci wsparci funkcjonariuszami Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA przeprowadzili zatrzymania na terenie Torunia. W sumie zatrzymano pięć osób, które przewieziono do Zielonej Góry. Policjanci na miejscu zdarzenia dokonali przeszukań i zabezpieczenia sprzętu komputerowego – stacji roboczych, nośników pamięci, routerów czy tzw. „koparek” do kryptowalut. Zatrzymani usłyszeli zarzuty oszustwa komputerowego i prania pieniędzy. Za te przestępstwa grozi im do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Główny z podejrzanych – 43-letni mieszkaniec województwa kujawsko – pomorskiego – został aresztowany przez sąd na trzy miesiące. Sprawa jest rozwojowa, policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

Staranował samochód ambasadora Ukrainy. Policja zatrzymała mężczyznę

Ambasada Ukrainy w Wielkiej Brytanii poinformowała, że w zaparkowany przed placówką samochód ambasadora dwukrotnie uderzył inny pojazd. Brytyjska policja podała, że ostrzelała to drugie auto, a następnie aresztowała sprawcę.

W wydanym oświadczeniu ukraińska placówka przekazała, że pojazd celowo uderzył w pusty w chwili incydentu samochód ambasadora.

Natychmiast została wezwana policja, która zablokowała auto podejrzanego. Jednak mimo wysiłków funkcjonariuszy napastnik zdołał po raz kolejny wjechać w samochód ambasadora. Policja była zmuszona w odpowiedzi otworzyć ogień do pojazdu napastnika – wyjaśniono.

Ambasada zapewniła, że nikt z jej pracowników nie ucierpiał, a ujęty sprawca został przewieziony na komisariat.

Londyńska policja podała, że ok. godz. 9.50 (10.50 w Polsce – przyp. red.)) dostała zgłoszenie o samochodzie, który potrącił kilka innych pojazdów na ulicy. Wysłani na miejsce funkcjonariusze oddali strzały do samochodu, gdy ten zaczął jechać w ich kierunku.

Pojazd został zatrzymany i 40-kilkuletni mężczyzna został aresztowany – dodano. Podejrzanego na wszelki wypadek przewieziono do szpitala na badania, ale nie stwierdzono u niego obrażeń.

Policja nie podała tożsamości podejrzanego, poinformowała jedynie, że na razie nie zostały mu przedstawione zarzuty. Podkreślono, że incydent nie jest traktowany jako terrorystyczny.

Ambasada Ukrainy znajduje się w prestiżowej lokalizacji przy Holland Park, w zachodniej części Londynu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Atak nożownika w kwiaciarni na Mokotowie. Nie żyje 40-letni mężczyzna

Policjanci zatrzymali nożownika, który w czwartek w Warszawie zabił, kilkakrotnie godząc nożem, 40-letniego mężczyznę. Do ataku doszło w kwiaciarni na Mokotowie. Na miejscu pracują funkcjonariusze policji i prokurator. Policjanci podejrzewanego o atak mężczyznę zatrzymali w okolicach ul. Sobieskiego w Warszawie, niedaleko miejsca, w którym doszło do ataku.

Jak poinformował PAP asp. sztab. Robert Koniuszy ze stołecznej policji, ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że mężczyzna wszedł do kwiaciarni i kilkakrotnie ugodził nożem 40-latka, w wyniku czego zaatakowany zmarł.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl