Policjanci z Francji usłyszeli zarzuty po ataku na czarnoskórego mężczyznę

Czterej francuscy policjanci zostali postawieni w stan oskarżenia w związku z brutalnym atakiem na czarnoskórego producenta muzycznego Michela Zeclera w Paryżu. Dwóch z nich aresztowano – poinformowała francuska prokuratura. Zarzuty przedstawione policjantom obejmują „umyślne stosowanie przemocy przez depozytariuszy władzy publicznej” i „składanie fałszywych zeznań” – poinformował prokurator Remy Heitz.

Dwaj policjanci aresztowani

Prokuratura domagała się zatrzymania trójki policjantów stosujących przemoc i wzięcia pod nadzór prokuratorski czwartego funkcjonariusza. Sąd przychylił się do umieszczenia w areszcie tylko dwóch policjantów, w tym dowódcy patrolu.

„Dwaj pozostali są objęci kontrolą wymiaru sprawiedliwości” – pisze AFP.

Adwokaci policjantów odmówili komentarza w sprawie – pisze AFP. Adwokatka Zeclera oświadczyła, że jest „w pełni usatysfakcjonowana wnioskiem prokuratury” o aresztowanie policjantów. Zadowolenia nie kryła też minister kultury Roselyne Bachelot.

– Musimy być absolutnie zdeterminowani, by nie dopuścić do przemocy, skądkolwiek by ona nie płynęła – oświadczyła stacji telewizyjnej France 2.

Kary za upowszechnianie wizerunku policjantów

Sprawa interwencji policji wobec Zeclera i dziewięciu innych osób znajdujących się w studiu Loopsider od kilku dni elektryzuje francuską opinię publiczną, pisze AFP. Incydent wpisuje się w debatę na temat projektu nowej ustawy o bezpieczeństwie publicznym, która wywołuje protesty społeczne. W sobotę w Francji odbyły się demonstracje. Manifestowano niechęć wobec zmian w prawie, zezwalających na zaostrzenie środków bezpieczeństwa i przewidujących kary za rozpowszechnianie wizerunku twarzy lub jakikolwiek innego elementu pozwalającego na identyfikację policjantów podczas dokonywanych przez nich interwencji.

W demonstracjach udział wzięło ok. 130 tys. osób – oceniła policja. Doszło do starć, według francuskiego MSW blisko 98 policjantów i żandarmów odniosło rany. Zatrzymano i przesłuchano 81 najbardziej agresywnych uczestników zamieszek.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak nożownika w Rzeszowie. Dwie osoby ranne

Atak z użyciem noża w Rzeszowie. Rannych zostało dwóch studentów z Ukrainy. Jeden z nich jest w poważnym stanie. Do zdarzenia doszło w nocy z czwartku na piątek w mieszkaniu wynajmowanym przez trzech młodych Ukraińców. Jednego nieprzytomnego znaleziono w mieszkaniu, a drugi z wieloma ranami od noża znajdował się przed blokiem. W mieszkaniu widać było wyraźne ślady walki.

Policja ustala, czy doszło do bójki miedzy dwoma studentami, czy uczestniczył w niej może ten trzeci, którego do tej pory nie odnaleziono.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymano złodziei luksusowych aut

Policjanci z Katowic i Gliwic zatrzymali dwóch mężczyzn, który dokonali kradzieży samochodu marki Renault Koleos o wartości ponad 140 tys. zł, do czego doszło w Tarnowskich Górach. W toku śledztwa ustalono, że jeden ze sprawców wręcz zawodowo zajmował się kradzieżą aut. Panowie mieli nawet specjalizację.

Kryminalni z Katowic oraz Gliwic ustalili, że dwaj mężczyźni w wieku 41 i 45 lat, ukradli z okolic Tarnowskich Gór samochód marki Renault Koleos. Następnie pojazd został przewieziony do Radzionkowa i pozostawiony na jednym z osiedli mieszkaniowych. Policjanci wkroczyli do akcji. – Kryminalni z katowickiej komendy wojewódzkiej wspólnie z mundurowymi z Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Katowicach oraz policjantami z gliwickiej komendy miejskiej przeprowadzili działania zmierzające do zatrzymania złodziejskiego duetu. 45-latek wpadł w ręce policjantów, gdy przy pomocy dorobionego wcześniej kluczyka otworzył auto i próbował nim odjechać. Drugi z mężczyzn został zatrzymany w pobliży miejsca zaparkowania pojazdu, gdzie czekał na swojego kompana – relacjonują śląscy funkcjonariusze.

Śledczy ustalili, że mieszkańcy Gliwic w swojej przestępczej działalności specjalizowali się w kradzieżach samochodów francuskich marek. – W przeszłości byli już karani za tego typu przestępstwa, a młodszy z nich tym procederem zajmował się od 22 lat. Zatrzymani zostali tymczasowo aresztowani przez sąd na okres 3 miesiące – mówią policjanci. Za kradzieże z włamaniem grozi im kara do 10 lat więzienia. Sprawa ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: se.pl

Dlaczego policja „śledziła” córkę Romana Giertycha?

Córka Romana Giertycha mówiła o zablokowaniu i śledzeniu jej auta przez policję. Funkcjonariusze tłumaczą, że próbowali jedynie przekazać jej wezwanie do prokuratury dla ojca. – Wciskali mi na siłę to pismo. Powiedzieli, że ma zostać przekazane dalej – mówi Maria Giertych. Według rzeczniczki policji w Otwocku działanie funkcjonariuszy było zgodne z przepisami.

Prokuratura Regionalna w Poznaniu wyjaśniła, że było to wezwanie do stawiennictwa dla byłego polityka. Rzecznik prokuratury dodał jednak, że jednostka ta nie określa „sposobu realizacji czynności zlecanych organom ścigania policji”.

Jak ustalił Onet, pismo do Romana Giertycha mieli przekazać policjanci z Otwocka. Rzeczniczka prasowa policji z tego regionu tłumaczy, że funkcjonariusze nie zastali mecenasa w domu, dlatego chcieli przekazać dokumenty jego córce. – Pani Maria nie była śledzona, nikt nie próbował jej przesłuchiwać, ani „wciskać” wezwania do torebki. My nie robimy czynności na siłę – przekonuje sierż. sztab. Paulina Harabin.

– W przypadku doręczenia wezwań przez policję odbywa się to następująco: jeśli policjanci nie zastają we wskazanym miejscu zamieszkania właściwego adresata, to najczęstszą praktyką jest przekazanie takiego wezwania najbliższym członkom rodziny. Tak było też w tym wypadku. Pani Maria jest córką pana Giertycha. Tak więc policjanci próbowali wręczyć jej wezwanie, co jest jak najbardziej prawidłowe – wyjaśnia dalej rzeczniczka prasowa komendy w Otwocku. Policjantka podkreśliła jednak, że nie była na miejscu interwencji, dlatego trudno jej odnieść się do wszystkich zarzutów stawianych przez córkę mecenasa.

Wcześniej całą sytuację, do której doszło 23 listopada, opisała Maria Giertych. Kobieta wracała do domu, gdy zauważyła samochód, który od dłuższego czasu za nią jechał. Gdy chciała zatrzymać się na parkingu przed sklepem, nieoznakowany radiowóz zablokował jej wjazd. Z pojazdu wyszedł jeden umundurowany i jeden nieumundurowany funkcjonariusz. Policjanci wylegitymowali kobietę i próbowali przekazać jej pismo. – Ja to odbieram jako próbę zastraszania. Bardzo nieprzyjemne zachowanie, w tym wciskanie na siłę przez funkcjonariusza pisma, które miało zostać przekazane dalej – mówiła Maria Giertych.

– Wezwanie wręcza się osobie wzywanej albo uprawnionemu domownikowi. Moja córka nie jest uprawniona do odbierania takich pism – dodała z kolei Barbara Giertych. Rodzina zapowiedziała już ze złoży skargę na działania policji.

Prokuratura w Poznaniu postawiła Romanowi Giertychowi, Ryszardowi Krauzemu i 11 innym osobom zarzuty w związku z rzekomym wyprowadzeniem i przywłaszczeniem ok. 92 mln złotych z giełdowej spółki Polnord. Mecenas Giertych zajmował się w tej firmie obsługą prawną. Za te zarzuty, w których śledczy wymieniają także pranie brudnych pieniędzy, grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zaginęła 16-letnia Alicja z Gniezna

Trwają poszukiwania 16-letniej Alicji Zamiary z Gniezna. Od kilku dni nie odezwała się do rodziny. Policjanci ujawniają jednak, że mają już sporo sygnałów, gdzie może przebywać nastolatka. Jak informuje policja w Gnieźnie, cały czas trwają poszukiwania 16-letniej Alicji Zamiary. Nastolatka 19 listopada wieczorem spakowała swoje rzeczy do plecaka, po czym wyszła z mieszkania na osiedlu Jagiellońskim w Gnieźnie. Miała odjechać z nieznaną osobą ciemnym samochodem.

Do chwili obecnej nie nawiązała kontaktu z rodziną.

Alicja Zamiara ubrana była w czarną odzież i obuwie. Może posiadać przy sobie granatowo – niebieski plecak. Policja prosi wszystkie osoby, które znają miejsce pobytu lub widziały zaginioną, o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Gnieźnie pod numerem telefonu 47 77 21 211 lub 112.
Źródło info i foto: wp.pl

Policja zablokowała protest w Łodzi

Około tysiąca osób wzięło udział w łódzkim proteście przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego i brutalności policji. W czasie manifestacji funkcjonariusze zaczęli legitymować uczestników. „Monitorujemy zachowanie policji” – napisał na Twitterze obecny na proteście Dariusz Joński, poseł KO. Protest rozpoczął się późnym popołudniem w Łodzi u zbiegu ulic Piotrkowskiej i Piłsudskiego w centrum miasta. W pewnym momencie pochód uczestników został zablokowany przez policję.

Funkcjonariusze zaczęli legitymować manifestantów i wzywali do rozejścia się. Postawili także demonstrantom warunek, by szli chodnikiem lub prawym pasem jezdni.

Obecny na łódzkim proteście Dariusz Joński, poseł Koalicji Obywatelskiej, donosił, że policja zatrzymała starszą kobietę, uczestniczkę protestu. Informował także na Twitterze, że funkcjonariusze organizowali „łapanki”. Podobne demonstracje przeszły także ulicami Poznania i Gdańska.

Poza Jońskim w proteście uczestniczyli także Hanna Gill-Piątek, posłanka Ruchu 2050 Szymona Hołowni, Tomasz Trela, poseł lewicy, Katarzyna Lubnauer i Artur Dunin z KO.

Gill-Piątek zaznaczała, że „policja na proteście w Łodzi stosuje dużo mniej brutalne metody niż na placu Powstańców w Warszawie”. „Spisują i kierują do sądu wnioski o ukaranie. Jesteśmy jak zwykle gotowi do interwencji w razie potrzeby” – dodała.
Źródło info i foto: interia.pl

Rodzinny dramat koło Bochni. W jednym z domów znaleziono zwłoki dwóch osób.

Rodzinna tragedia w miejscowości Krzeczów koło Bochni w Małopolsce. W jednym z domów znaleziono zwłoki dwóch osób. Ciała dwóch osób: kobiety i mężczyzny z ranami postrzałowymi głowy znaleziono w jednym z domów jednorodzinnych w Krzeczowie koło Bochni w woj. małopolskim. Wiadomo, że to małżeństwo w wielu 66 i 59 lat.

Policję o tym, że nie ma kontaktu z rodzicami zawiadomił syn ofiar. Poinformował też, że nie może wejść do rodzinnego domu, ponieważ zablokowane są wszystkie drzwi wejściowe. Zwłoki kobiety znaleziono w łóżku, zaś mężczyzny w innym pokoju. Obok niego leżała broń palna. Prokurator wszczął śledztwo, które ma wyjaśnić przyczyny tragedii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Zablokowali antyaborcyjną ciężarówkę. Interweniowała policja

Kilka osób usiadło na ulicy w centrum Warszawy uniemożliwiając przejazd ciężarówki, oklejonej antyaborcyjnymi hasłami i zdjęciami. Interweniowała policja. Protestujących usunięto z ulicy siłą. Sytuacja miała miejsce w piątek po południu przy placu Konstytucji w Warszawie.

Kilka osób usiadło na przejściu dla pieszych, blokując przejazd ciężarówki, oklejonej antyaborcyjnymi hasłami i zdjęciami. Interweniowała policja. Na nagraniu, autorstwa Aleksandry Żurik, które opublikował reporter Polsat News Dawid Styś widać, jak funkcjonariusze usuwają blokujące osoby siłą. Jedna z osób została wyniesiona przez dwóch policjantów.

Po kilku minutach ciężarówka odjechała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Fotoreporter zraniony przez policję podczas Marszu Niepodległości wystąpi o ogromne odszkodowanie

Będę żądał od policji wysokiego odszkodowania, może to być kwota nawet z sześcioma zerami – powiedział fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry, który został postrzelony przez policję podczas Marszu Niepodległości 11 listopada.

11 listopada ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości. Mimo że – zgodnie z zapowiedziami organizatorów – miał być zmotoryzowany, wielu uczestników brało w nim udział pieszo. Podczas marszu doszło do starć z policją, które miały miejsce między innymi w rejonie ronda de Gaulle’a. Komenda Stołeczna Policji przekazywała, że „grupy chuliganów zaatakowały policjantów chroniących bezpieczeństwo innych ludzi”. Do działań ruszyły pododdziały zwarte, które użyły środków przymusu bezpośredniego – gazu łzawiącego i broni gładkolufowej.

Podczas tych zamieszek fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry został trafiony przez policję z takiej broni i gumowy pocisk utkwił mu w twarzy. Trafił do szpitala, który już opuścił. Teraz będzie domagał się do policji odszkodowania. – Moi koledzy sugerują wysoką sumę. Nie będę podawał jaką – powiedział Gutry, pytany, jakiej kwoty odszkodowania będzie domagać się od policji. Jednak dopytany, o jaką mniej więcej chodzi kwotę, stwierdził, że „dużą, może to być nawet sześć zer”.

„Poczułem, że coś boli”

Pytany, czy był jeszcze raz przesłuchiwany przez policję, powiedział, że nie. Podkreślił przy tym, że jeśli nie dostanie formalnego pisma, to będzie odmawiał. Wcześniej fotoreporter mówił, że został przesłuchany przez policję jeszcze w szpitalu. – Funkcjonariusz pytał mnie m.in. jak byłem ubrany. Policja poprosiła mnie też o zdjęcia” – mówił wtedy Gutry.

Fotoreporter opowiedział również o tym, że dopiero w domu zdał sobie sprawę, że w wyniku tego zdarzenia został zraniony też w okolicach kolana. – Okazało się, że trzeciego dnia w domu byłem w kuchni i założyłem prawą nogę na lewe kolano. Poczułem, że coś boli. (…) Był tam duży siniak po postrzale – opowiedział. – Według moich kolegów, którzy oglądali różne materiały wideo w moim kierunku poleciało co najmniej pięć pocisków. Dwa, które mnie trafiły i trzy, które się odbiły, zostawiając ślady kurzu – dodał.

Fotoreporter w wyniku postrzału w twarz doznał złamania kości policzkowych. Podczas operacji założono mu płytkę tytanową. Pocisk, który go ranił miał długość 7 centymetrów, został zabrany przez policję.

Postrzelony został nie tylko fotoreporter…

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji, którzy podczas zabezpieczania Marszu Niepodległości użyli broni gładkolufowej. Z informacji PAP wynika, że postrzelony został nie tylko fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry, ale jeszcze jedna osoba.

„Wykonywane są czynności dowodowe, w tym nagrania. Zostanie uzyskana również dokumentacja medyczna, planowane są również czynności z zasięgnięciem opinii biegłych” – przekazała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie w związku z tą sprawą.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Na fikcyjnym obrocie towarami wyłudzili ponad 6 mln złotych

Policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KWP w Katowicach pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach prowadzą śledztwo dotyczące wyłudzenia od Skarbu państwa ponad 6 mln zł nienależnego zwrotu podatku VAT. Śledczy zatrzymali do tej pory 9 osób, prezesów i pracowników spółek i firm, które w latach 2014-2015 zajmowały się fikcyjnym obrotem kawą, kremem czekoladowym, napojami energetycznymi, jednorazowymi maszynkami oraz maszynami budowlanymi. Sprawa jest rozwojowa, planowane są kolejne zatrzymania.

Powodem wszczęcia prokuratorskiego śledztwa były wyniki kontroli podatkowej przeprowadzonej przez Naczelnika Urzędu Skarbowego w Rybniku w zakresie prawidłowości rozliczenia podatku VAT jednej ze spółek za okres styczeń 2014 r. – grudzień 2015 r. Kontrola wykazała szereg nieprawidłowości w działalności spółki, która deklarowała wewnątrzwspólnotowy obrót tzw. towarami szybko zbywalnymi tj. kawą, kremem czekoladowym, napojami energetyzującymi, jednorazowymi maszynkami do golenia, a także sprzętem budowlanym.

Sprawą zajęli się śledczy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zajmujących się zwalczaniem przestępczości gospodarczej. Policyjne czynności nadzoruje Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Śląscy policjanci przeprowadzili rozległe i żmudne czynności, której objęły nie tylko przedmiotową spółkę, ale także jej kontrahentów– inne spółki i firmy, które miały uczestniczyć o obrocie towarami na terenie Polski, Czech, Litwy, Łotwy, Słowacji i Węgier. Śledczy współpracowali w tym zakresie z organami podatkowymi właściwymi dla tych podmiotów gospodarczych, które przeprowadziły stosowne kontrole i ustalenia.

W toku prowadzonych czynności zabezpieczono bardzo obszerną dokumentację finansowo-księgową w firmach objętych przedmiotowym śledztwem, zabezpieczono dokumentację od właściwych miejscowo urzędów skarbowych w postaci protokołów pokontrolnych oraz decyzji podatkowych, przesłuchano kilkudziesięciu świadków, przeprowadzono analizy kryminalne w postaci analiz historii rachunków bankowych oraz przeprowadzono szereg innych czynności dowodowych. W efekcie obszernego śledztwa skompletowano mocny materiał dowodowy, który uprawdopodobnił stwierdzenie przestępczej działalności spółki i podmiotów gospodarczych z nią współpracujących. W wyniku tej działalności Skarb Państwa stracił co najmniej ponad 6 mln złotych tytułem wyłudzenia nienależnego zwrotu podatku VAT i innych uszczupleń podatkowych.

W końcu w październiku 2020 r. na terenie woj. śląskiego, małopolskiego, mazowieckiego oraz kujawsko-pomorskiego zatrzymano 8 podejrzanych, których doprowadzono do Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty i przesłuchał ich w charakterze podejrzanych. Zatrzymane osoby usłyszały zarzuty: poświadczenia nieprawdy dokumentów w postaci faktur VAT i deklaracji podatkowych, posłużenia się tymi fakturami przy składaniu deklaracji podatkowej oraz zarzuty przestępstw karno-skarbowych, za co grozi do 8 lat więzienia.

Po przesłuchaniu w charakterze podejrzanych prokurator zastosował wobec nich środki zapobiegawcze w postaci: poręczeń majątkowych, dozorów policyjnych i zakazu opuszczania miejsca zamieszkania wraz zakazu opuszczania kraju. Wcześniej zatrzymano także prezesa zarządu spółki, któremu przedstawiono zarzuty i przesłuchano w charakterze podejrzanego oraz zastosowano wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze.

Sprawa jest rozwojowa, planuje się dalsze zatrzymania i doprowadzania do ŚWZdsPZiK PK w Katowicach. Śledczy badają m.in., czy działalność podejrzanych podmiotów gospodarczych stanowiła tzw. karuzelę podatkową, co będzie się wiązało z kolejnymi zarzutami.
Źródło info i foto: Policja.pl