31-latek nakaszlał na kobietę i straszył, że ma koronawirusa. Stanie przed sądem

To było skrajnie nieodpowiedzialne, a wręcz głupie zachowanie. I będzie miało swój finał w sądzie. 31-letniego mieszkańca Świnoujścia czekają poważne kłopoty. Mężczyzna najpierw nakaszlał na kobietę, a następnie dodał, że ma koronawirusa. Swoje zachowanie tłumaczył, że był to żart primaaprilisowy.

Świnoujscy policjanci, po otrzymaniu niepokojącego zgłoszenia o zachowaniu mężczyzny, błyskawicznie ustalili sprawcę ponurego żartu. 31-letni mieszkaniec Świnoujścia nie miał objawów świadczących o zakażeniu koronawirusem, ponadto przyznał, że jest zdrowy, a jego zachowanie miało być jedynie formą żartu z okazji prima aprilis.

Ze względu na skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie mężczyzny, funkcjonariusze policji postanowili skierować wobec 31-latka wniosek o ukaranie do Sądu Rejonowego w Świnoujściu.
Źródło info i foto: se.pl

47-latek krzyczał w autobusie, że ma koronawirusa i właśnie wyszedł ze szpitala. Prokuratura bada sprawę

Fot. Piotr Molecki/East News. Warszawa, 01.11.2019. Swieto Wszystkich Swietych. N/z komunikacja miejska rejonie Starych Powazek.

Prokuratura bada sprawę 47-latka, który w autobusie komunikacji miejskiej wszczął awanturę, a następnie oznajmił innym pasażerom, że ma koronawirusa. Po przewiezieniu mężczyzny do szpitala okazało się, że jest on zdrowy.

Jak poinformowała Anna Wójcik z Komendy Policji w Ursusie, do tego zdarzenia doszło 25 marca w autobusie komunikacji miejskiej w Ursusie. Podczas jazdy jeden z pasażerów wstał i zaczął nerwowo chodzić po autobusie. Następnie zaczął krzyczeć, że jest zarażony koronawirusem i właśnie opuścił placówkę medyczną.

„Kierujący autobusem zatrzymał pojazd i wezwał policję. Przybyli na miejsce funkcjonariusze, przy zachowaniu szczególnych środków ostrożności, ubrani w kombinezony ochronne podjęli interwencję wobec mężczyzny” – przekazała Anna Wójcik.

Na miejscu pojawiła się także karetka, które zawiozła 47-letniego mężczyznę do szpitala. Został on poddany badaniom na obecność SARS-CoV-2. Test okazał się negatywny.

„Policjanci przypominają, że kto, wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8” – zaznaczyła Anna Wójcik i dodała, że sprawą 47-latka zajmuje się prokuratura.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: Zatrzymany za odprawienie mszy w czasie epidemii

Pastor z kościoła na Florydzie został zatrzymany za odprawianie mszy w czasie obowiązywania zakazów zgromadzeń z uwagi na koronawirusa. Duchowny Rodney Howard-Browne odpowiada, że przestrzegał zasad bezpieczeństwa i oskarża służby o brak tolerancji religijnej.

Rodney Howard-Browne w poniedziałek sam oddał się w ręce służb. Postawiono mu zarzut zorganizowania nielegalnych zgromadzeń i złamania prawa dotyczącego zdrowia publicznego. Po zapłacie kaucji duchownego wypuszczono.

Biuro lokalnego szeryfa jeszcze przed mszami w niedzielę ostrzegało, że będą one stanowiły nielegalne zgromadzenia. Przed kościołem ustawiono znaki z napominającymi napisami. – Pastor, jego doradcy prawni oraz przywódcy powinni się wstydzić za to, że zmusili nas do pracy – stwierdził szeryf Chad Chronister.

Prawnicy pastora z Tampa Bay twierdzą, że kościół odkażono, przy wejściu dawano środek dezynfekujący do rąk, a podczas mszy wierni utrzymywali od siebie dystans powyżej dwóch metrów. Działania hrabstwa oraz szeryfa uznają za dyskryminację religijną. Howard-Browne uważa, że kościoły nie powinny być zamykane, gdyż niosą ludziom pomoc w trakcie epidemii.

„W czasie kryzysu ludzie są przerażeni i potrzebują pocieszenia i społeczności bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Nawet ludzie, którzy nie uczęszczają regularnie do kościoła, czy nawet w ogóle nie chodzą do kościoła, muszą wiedzieć, że jest dla nich gdzieś miejsce, gdzie mogą się zwrócić o pomoc” – napisano w oświadczeniu na stronie internetowej kościoła.

Media w USA podają, że również w Ohio, Luizjanie oraz Kentucky msze przyciągały w niedzielę tłumy.

W poniedziałek nakaz pozostania w domach wprowadziły kolejne stany – Maryland i Wirginia. Tym samym takie prawo obowiązuje ponad dwie trzecie Amerykanów. Miejsce zamieszkania można opuścić jedynie w wyjątkowych przypadkach, m.in. by pójść do pracy czy na zakupy oraz uprawiać sport.

Blisko cztery tysiące ofiar w USA

Tylko we wtorek w Stanach Zjednoczonych odnotowano ponad 700 zgonów z powodu koronawiursa; to rekordowy dzienny bilans – informują amerykańskie media. Oznacza to – jak zauważa Reuters – że w USA chory na COVID-19 umiera średnio co dwie minuty. Łącznie w USA zmarło ponad 3,7 tysiąca osób z koronawirusem. Blisko połowa z tych zgonów przypada na stan Nowy Jork.

Według danych portalu „New York Times” w USA do wtorku popołudnia czasu EST (Eastern Standard Time) z powodu zakażenia koronawirusem zmarło ponad 3,7 tys. osób; to więcej niż wykazały łączne oficjalne statystyki w Chinach – 3305. Liczba ofiar śmiertelnych plasuje Stany Zjednoczone na czwartym miejscu po Włoszech, Hiszpanii i Francji.

Amerykańskie władze mówią, że najlepsze scenariusze zakładają od 100 tysięcy do nawet 240 tysięcy ofiar śmiertelnych w USA. Szczyt epidemii w Stanach Zjednoczonych ma przypaść w okolicach Świąt Wielkanocnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Brenna: Brutalny napad na księdza. Jest areszt dla podejrzanych

W Brennej (województwo śląskie) napadnięto na księdza. Zamaskowani sprawcy weszli do domu duchownego, a następnie pobili go i ukradli gotówkę oraz sprzęt elektroniczny. Policja aresztowała już podejrzanych: to dwóch mężczyzn i kobieta. Grozi im 12 lat więzienia.

Do rozboju, którego ofiarą padł ksiądz, doszło 19 marca na terenie parafii w Brennej (woj. śląskie). – Z relacji duchownego wynikało, że został on zaatakowany w swoim mieszkaniu przez nieznane mu osoby. Zamaskowani napastnicy podstępem zmusili duchownego do otworzenia drzwi, a następnie go pobili i związali, po czym ukradli gotówkę oraz sprzęt elektroniczny. Pokrzywdzony nie był w stanie opisać przestępców, ponieważ mieli założone kominiarki – opisują zajście cieszyńscy policjanci.

Dzięki wysiłkom mundurowych, udało się wpaść na trop kobiety i dwóch mężczyzn. Cała trójka została szybko zatrzymana – przy młodszym z mężczyzn znaleziono narkotyki. Przestępcy usłyszeli już zarzuty popełnienia rozboju, a sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu ich na okres trzech miesięcy. Za popełnione przestępstwo grozi im nawet 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

20 Ukraińców zatrzymanych. Chcieli nielegalnie przekroczyć granicę Polski

Grupa 20 obywateli Ukrainy chciała nielegalnie dostać się do Polski w woj. opolskim – poformowała w poniedziałek policja. Zostali zatrzymani, grozi im więzienie.

Policjanci z Paczkowa (woj. opolskie) dowiedzieli się, że w miejscowości Kamienica 20 obywateli Ukrainy próbuje nielegalnie przekroczyć granicę polsko – czeską. Funkcjonariusze powiadomili o tym Straż Graniczną. Informacje potwierdziły się i mężczyźni, którzy w nocy pieszo usiłowali przekroczyć granicę, zostali zatrzymani. Ujętych zostało też 4 Polaków, który po naszej stronie granicy czekali na Ukraińców żeby rozwieźć ich po Polsce.

15 marca br. weszło w życie rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o czasowym przywróceniu kontroli granicznej w strefie Schengen w związku z walką z epidemią koronawirusa w Polsce. Dwa dni później Unia Europejska podjęła decyzję o tymczasowym zamknięciu granic zewnętrznych Wspólnoty na 30 dni, dla obywali państw spoza Unii. Okres ten może jednak zostać przedłużony.
Źródło info i foto: wp.pl

Groził, że ma broń biologiczną. Został zatrzymany

Młody mężczyzna opublikował w Internecie nieprawdziwą wiadomość, w której poinformował, że przekroczył nielegalnie granicę i posiada broń biologiczną w postaci koronawirusa. Szybkie i skuteczne działania policjantów kryminalnych z wałbrzyskiej komendy oraz zaangażowanych w sprawę funkcjonariuszy ABW doprowadziły do zatrzymania wałbrzyszanina. 24-latek oświadczył, że chciał jedynie zrobić głupi żart. Teraz jednak za popełniony czyn odpowie przed sądem. Grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Pomimo że wiadomość o tym, że mężczyzna posiada broń biologiczną w postaci koronawirusa i zamierza zainfekować nim obywateli Polski, bardzo szybko zniknęła z Internetu, nie umknęła ona uwadze funkcjonariuszy. Bezpośrednio po uzyskaniu takiej informacji rozpoczęli ustalanie, kto jest odpowiedzialnym za jej umieszczenie w sieci. Policjanci przy wsparciu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego szybko i trafnie wytypowali mieszkanie, z którego wiadomość została wysłana. Oczywiście w związku z charakterem interwencji mundurowi z wałbrzyskiej komendy musieli zachować maksymalne środki bezpieczeństwa. Ubrani w kombinezony ochronne udali się pod wyznaczony adres i zatrzymali zaskoczonego 24-latka. Na miejscu zdarzenia policjanci zabezpieczyli laptopa, telefon komórkowy oraz tablet, które mogły posłużyć do umieszczenie informacji w sieci.

Funkcjonariusze w trakcie wykonywania dalszych czynności procesowych ustalili, że wiadomość umieszczona przez zatrzymanego w Internecie była tylko głupim żartem. Mieszkaniec Wałbrzycha odpowie teraz za stworzenie sytuacji mającej wywołać przekonanie o istnieniu zagrożenia i doprowadzenie do niepotrzebnej interwencji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa, wiedząc, że zagrożenie nie istnieje. 24-latek stanie przed sądem. Za popełniony czyn może trafić do więzienia na 8 lat. Ponadto pobrano od niego próbki do badań, których wynik potwierdził, że nie jest on zarażony koronawirusem.
Źródło info i foto: Policja.pl

Nowe obostrzenia. Egzekwowanie obecnych przepisów będzie wzmocnione

Rzeszów, 28.03.2020. Koronawirus w Polsce. Policyjny patrol na bulwarach w Rzeszowie, 28 bm. Ograniczenie swobody przemieszczania siê, z wyj¹tkiem dojazdu do pracy, za³atwiania niezbêdnych ¿yciowych spraw, wolontariatu i ca³kowity zakaz zgromadzeñ, imprez, spotkañ, chyba ¿e z najbli¿szymi – s¹ wœród nowych obostrzeñ wprowadzanych przez rz¹d w zwi¹zku z epidemi¹ koronawirusa. Wprowadzone 25 bm. ograniczenia obowi¹zuj¹ do 11 kwietnia br. (sko) PAP/Darek Delmanowicz

Rząd wprowadzi dziś nowe obostrzenia mające usprawnić przeciwdziałanie epidemii koronawirusa. Rzecznik rządu Piotr Mueller potwierdził, że nowe przepisy oznaczają zwiększenie dyscypliny i ukrócenie przemieszczania się. Rządowy zespół zarządzania kryzysowego rozpocznie spotkanie o godz. 9.30. Zapewne po nim ogłoszone zostaną nowe obostrzenia. 

„Potrzeba jeszcze większej dyscypliny. Egzekwowanie obecnych przepisów będzie wzmocnione” – zapowiedział w radiowej
Trójce rzecznik rządu Piotr Mueller.

Mueller mówił też, że nowe restrykcje mają ukrócić największy problem w czasie epidemii – czyli częste kontakty międzyludzkie w miejscach publicznych. Do tego dochodzi niestosowanie bezpiecznego dystansu i gromadzenie się w grupach.

„To jest wyzwanie, które jest przed nami i dotyczy takich miejsc jak parki czy inne miejsca zgromadzeń” – powiedział.

Limity osób w sklepach? „Rozważamy ten wariant”

Pytany o ograniczenia dotyczące sklepów Mueller stwierdził, że „będzie to przedmiot dzisiejszych analiz”. Wspomniał o limicie osób przebywających o tej samej porze w sklepach.

„To jest wariant, który jest rozważany podczas dzisiejszego zespołu zarządzania kryzysowego. Bardziej chodzi o kwestie związane z limitami osób, które przebywają w tych sklepach, bo różnie dostosowują się podmioty, które prowadzą działalność gospodarczą” – powiedział rzecznik rządu.

Sobolewski: Nie ma podstaw do stanu wprowadzenia nadzwyczajnego

Z kolei Krzysztof Sobolewski, szef komitetu wykonawczego PiS, komentował dziś w Polskim Radiu sprawę wyborów. Zastrzegł, że w tej chwili wysiłki skupiają się na pandemii koronawirusa, a nie na terminie wyborów. Mimo kolejnych restrykcji, nie widzi podstaw do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego.

„My ciągle powtarzamy, że w tej chwili termin wyborów oczywiście jest znany, nie ma podstaw ani planów by je przekładać. Nie ma przesłanek, żeby wprowadzać któryś ze stanów nadzwyczajnych, co wiązałoby się – przypominam – z ograniczeniem swobód obywatelskich. Pociągałoby to różne inne ograniczenia związane z codziennym życiem Polaków” – mówił polityk PiS.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kłobuck: Po pijanemu groził klientom sklepu, że zarazi ich koronawirusem

Mieszkaniec Kłobucka (woj. śląskie), który po pijanemu straszył w sklepie innych klientów, że jest zakażony koronawirusem, może odpowiadać za fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu lub bezprawne wywołanie alarmu. Policja zapowiada, że tego typu nieodpowiedzialne żarty nie będą bagatelizowane. O incydencie sprzed kilku dni, który niepotrzebnie zaangażował kłobuckich policjantów na ponad 10 godzin i naraził ich na kwarantannę, poinformowała w niedzielę śląska policja.

O swoim rzekomym zarażeniu koronawirusem mężczyzna rozpowiadał w sklepie samoobsługowym. Wezwanym na miejsce policjantom powiedział, że „ma misję, która nakazuje mu zakazić jak największą liczbę ludzi”. Było widać, że jest nietrzeźwy.

Ponad 10-godzinna interwencja

W asyście funkcjonariuszy mężczyznę przewieziono karetką do szpitala w Częstochowie. Badania potwierdziły, że nie ma żadnych objawów zakażenia, skierowano go natomiast do psychiatry. Ten nie widział przeciwwskazań, by rzekomego chorego umieścić do wytrzeźwienia w policyjnym areszcie.

Następnego dnia zatrzymany został zwolniony, jednak – decyzją sanepidu – do czasu otrzymania wyniku testu miał przebywać w izolacji, podobnie jak biorący udział w interwencji policjanci i ratownicy medyczni. W piątek kłobucka komenda otrzymała informację o negatywnym wyniku testu.

Swoim zachowaniem mężczyzna wywołał niepotrzebną czynność zarówno policji, jak i ratowników medycznych. Interweniujący stróże prawa wykonali bardzo dużo niezbędnych w takiej sytuacji czynności służbowych, a ich interwencja trwała ponad 10 godzin – poinformowała kłobucka policja.

Do 1,5 tys. złotych grzywny

O karze, jaką poniesie mężczyzna, zadecyduje sąd. Może odpowiadać za bezprawne wywołanie alarmu, za co kodeks wykroczeń przewiduje karę do 1,5 tys. zł grzywny, areszt lub ograniczenie wolności, a także możliwość zasądzenia nawiązki do 1 tys. zł, jeżeli wykroczenie spowodowało niepotrzebne czynności służb.

Wykroczenie takie popełnia osoba, która „chcąc wywołać niepotrzebną czynność, fałszywą informacją lub w inny sposób wprowadza w błąd instytucję użyteczności publicznej albo organ ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia”.

Mężczyzna może też odpowiadać za fałszywe zawiadomienie o zagrożeniu, za co kodeks karny przewiduje karę od 6 miesięcy do nawet 8 lat więzienia.

„Kto wiedząc, że zagrożenie nie istnieje, zawiadamia o zdarzeniu, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób lub mieniu w znacznych rozmiarach lub stwarza sytuację, mającą wywołać przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia, czym wywołuje czynność instytucji użyteczności publicznej lub organu ochrony bezpieczeństwa, porządku publicznego lub zdrowia mającą na celu uchylenie zagrożenia, podlega karze” – stanowi Kodeks karny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Leśniczy znalazł ludzkie szczątki. Na miejscu pracuje policja

W głębi lasu w sąsiedztwie wielkopolskiej wsi Góra znaleziono szczątki ludzkie. Taką informację przekazała rzeczniczka prasowa jarocińskiej policji asp. Agnieszka Zaworska. Policję w Jarocinie zawiadomił leśniczy, który podczas pracy w głębi lasu natknął się na zwłoki ludzkie. Były one w znacznym stanie rozkładu.

Policja i prokurator będą ustalać, do kogo należy ciało, co było przyczyną śmierci i jak długo zwłoki znajdowały się w tym miejscu – powiedziała asp. Agnieszka Zaworska z jarocińskiej policji. Jak dodała, ciało mogło znajdować się w lesie nawet ok. roku.

Na razie nie wiadomo, czy ciało należy do kogoś z listy osób poszukiwanych, czy też zmarła osoba to ofiara przestępstwa. W ciągu ostatnich dwóch lat mieliśmy na naszym terenie kilka osób zaginionych i nie odnalezionych do dzisiaj. Dlatego podczas śledztwa zostaną też pobrane próbki DNA w celu porównania materiału genetycznego rodzin, które zgłosiły zaginięcie bliskich – wyjaśniła asp. Zaworska.

Szczątki znalezione w lesie mają zostać przebadane przez biegłych z zakresu medycyny sądowej z Poznania.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policyjny pościg za dwoma 14-latkami. Chłopcy zabrali samochód babci

W weekend poznańscy policjanci odbyli niecodzienny pościg. W samochodzie, który wymusił pierwszeństwo na innym pojeździe, siedziało dwóch 14-latków. Widząc radiowóz, młodzi ludzie zaczęli uciekać – najpierw samochodem, a potem pieszo.

Do zdarzenia doszło w nocy z 21 na 22 marca. Poznańscy policjanci patrolowali ulice miasta, gdy na skrzyżowaniu ul. Królowej Jadwigi zobaczyli samochód, w którym siedziało dwóch nieletnich chłopców. Kierowca samochodu marki Opel Corsa jechał w stronę centrum miasta, wymuszając przy tym pierwszeństwo na innym uczestniku ruchu drogowego.

Poznań. Jeden z zatrzymanych 14-latków był poszukiwany przez sąd

Widząc dwóch nastolatków w samochodzie, funkcjonariusze drogówki włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe, wzywając chłopców do tego, aby się zatrzymali. Ci jednak zaczęli uciekać. Dojechali do kasyna na placu Andersa i wysiedli z samochodu, aby kontynuować ucieczkę na piechotę. Policjanci byli jednak szybsi.

Funkcjonariusze poznańskiej policji ustalili, że 14-latkowie zabrali samochód babci jednego z nich. Co więcej, jeden z zatrzymanych nastolatków był poszukiwany przez sąd. Miał trafić do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl