Szczęśliwy finał poszukiwań 73-latka

Szczęśliwie zakończyły się poszukiwania 73-latka, który dzisiaj wybrał się na grzyby. Powiadomieni o zdarzeniu szydłowieccy policjanci wspólnie z dzielnicowymi z Mirca natychmiast rozpoczęli poszukiwania. Po niespełna dwóch godzinach od zgłoszenia zaginiony mężczyzna został odnaleziony. Mężczyzna nie potrzebowała pomocy medycznej.

Dzisiaj, 30.09. 2022 roku, rano, dyżurny szydłowieckiej komendy został powiadomiony o zaginięciu 73-letniego mieszkańca Radomia. Jak ustalono, mężczyzna wspólnie ze znajomym wybrał się na grzyby w okolice miejscowości Zbijów. Po grzybobraniu mieli spotkać się w umówionym miejscu, jednak 73-latek nie pojawił się. Gdy dłuższy czas nie wracał, zaniepokojony kolega zadzwonił na numer alarmowy. Po otrzymaniu zawiadomienia o zaginięciu policjanci zaczęli szukać mężczyzny. Ze wzglądu na to, że teren znajduje się na pograniczu powiatu szydłowieckiego i starachowickiego, w akcję włączyli również policjanci z posterunku w Mircu. Po niespełna dwóch godzinach od zgłoszenia mężczyzna został odnaleziony. Przemoknięty, zmarznięty ale nie wymagający pomocy medycznej.

Pamiętajmy!

Wychodząc do lasu na grzyby, czy wycieczki pamiętajmy o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Osoby starsze, schorowane nie powinny wychodzić do lasu samotnie. Podczas zbierania grzybów łatwo stracić orientację w terenie i zgubić się. Starsze osoby mogą zasłabnąć i potrzebować pomocy. Dbając o ich bezpieczeństwo opiekunowie powinni pamiętać o tych zagrożeniach. Wychodząc do lasu warto zabrać ze sobą towarzysza, który nam wspomoże. Obowiązkowo weźmy ze sobą telefon komórkowy z naładowaną w pełni baterią.
Źródło info i foto: Policja.pl

Gdańsk: Policjant winny nocnej kolizji

Zderzenie radiowozu z autem osobowym w Gdańsku. W nocy z piątku na sobotę policjanci jadący do interwencji zderzyli się z autem osobowym. Nikomu nic się nie stało. Winnym okazał się jednak policjant. Do zderzenia doszło na Przymorzu, na skrzyżowaniu ulic Chłopskiej i Kołobrzeskiej. Tuż przed północą jadący do interwencji radiowóz z ogniwa patrolowo-interwencyjnego, z włączonymi syrenami i kogutami wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle i zderzył się tam z jadącym z lewej strony autem osobowym.

Funkcjonariusze z Wydziału Ruchu Drogowego, którzy przyjechali na miejsce, po rozmowach z kierowcami i ocenie uszkodzeń pojazdów uznali, że to ich kolega – mimo tego, że radiowóz miał włączoną sygnalizację i dźwiękowa i świetlną – jest sprawcą kolizji. Podczas zdarzenia nikomu nic się nie stało. Policjant kierujący radiowozem został ukarany mandatem – mówi podinsp. Magdalena Ciska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Funkcjonariusz dostał mandat w wysokości 1020 złotych oraz 6 punktów karnych. Policja przypomina, że kierowcy pojazdów uprzywilejowanych też muszą zachowywać szczególną ostrożność, zwłaszcza, gdy wjeżdżają na skrzyżowanie na czerwonym świetle.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rośnie liczba oszustw na „pracownika banku”

Oszustwa „na pracownika banku” w ostatnim czasie stały się bardzo popularne. Na terenie całego kraju policjanci odnotowują liczne zgłoszenia od osób, które straciły swoje oszczędności właśnie w ten sposób. W każdym przypadku na telefonie osób pokrzywdzonych wyświetlał się numer infolinii banku, dlatego połączenia nie wzbudziły żadnych podejrzeń. Policjanci po raz kolejny apelują o ostrożność i rozwagę.

Schemat oszustwa „na pracownika banku” wielokrotnie bywa niemalże identyczny. Zazwyczaj w słuchawce odzywa się męski głos, podający się za pracownika banku, w którym rozmówca ma konto. Na telefonie wyświetla się numer infolinii banku, dlatego połączenie nie wzbudza żadnych podejrzeń. Rzekomy pracownik banku pyta, czy rozmówca złożył wniosek kredytowy. Po zaprzeczeniu oszust podaje, że w takim razie zrobiła to osoba trzecia w jego imieniu, dlatego też rozmowa zostanie przełączona do działu technicznego, w celu zabezpieczenia środków pieniężnych i konta. Po przełączeniu rozmowę z osobą pokrzywdzoną prowadzi już kolejny oszust, zazwyczaj jest to kobieta, która podaje nowy numer konta, które po zakończeniu procedury ma być własnością pokrzywdzonego. Zgodnie z podaną procedurą, oszukana osoba przelewa wszystkie swoje oszczędności na podane konto. Dodatkowo zaciąga jeszcze jeden lub kilka kredytów, gdzie wszystkie środki zostają przekazane na konto techniczne oszustów. Cała procedura, w tym rozmowy telefoniczne, mogą trwać nawet kilka dni. Następnego dnia rozmowę prowadzi kolejny oszust, który informuje pokrzywdzonego, by przez 24 godziny nie logował się na swoje nowe konto bankowe, ponieważ będzie pod obserwacją Policji. Natomiast trzeciego dnia dzwoni już prawdziwy pracownik banku, oferując kartę kredytową do zaciągniętych kredytów. Wówczas osoba pokrzywdzona orientuje się, że padła ofiarą oszustwa i zgłasza sprawę na Policji.

Policjanci apelują o ostrożność i rozwagę podczas telefonicznych rozmów z nieznajomymi osobami. Pamiętajmy, że oszuści umiejętnie manipulują rozmową tak, by uzyskać jak najwięcej informacji. Dlatego w kontaktach z nieznajomymi kierujmy się zawsze zasadą ograniczonego zaufania. Rozłączmy się i skontaktujmy z konsultantem swojego banku, aby zweryfikować, czy nasz rozmówca faktycznie jest tym, za kogo się podaje.
Źródło info i foto: Policja.pl

Iran: Starcia po śmierci zatrzymanej kobiety. Są ofiary

Pięć osób zginęło w poniedziałek w kurdyjskim regionie Iranu w trakcie protestów w związku ze śmiercią młodej Iranki, która zmarła po zatrzymaniu jej przez policję ds. moralności, egzekwującej surowe przepisy dotyczące nakrycia głowy – poinformowały kurdyjskie grupy prawnicze.

Mahsa Amini, 22-latka z kurdyjskiej prowincji w Iranie, zapadła w śpiączkę i zmarła po aresztowaniu w Teheranie w zeszłym tygodniu. Wydarzenie to wywołało falę protestów, które trwają od trzech dni. Według lokalnych organizacji praw człowieka dwie osoby zginęły, gdy siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do protestujących w kurdyjskim mieście Sakez, rodzinnym mieście Amini.

Bezpośredni ostrzał

Dwie inne osoby zostały zabite w mieście Divandarreh w „bezpośrednim ostrzale” sił bezpieczeństwa, a jedna zginęła w Dehgolan, również w regionie kurdyjskim. Teheran nie potwierdził tych danych. Oficjalna agencja informacyjna Irna poinformowała, że w wielu miastach w siedmiu prowincjach odbyły się „ograniczone” protesty, które zostały rozpędzone przez policję. Telewizja państwowa podała, że aresztowano wielu protestujących, ale zaprzeczyła „niektórym twierdzeniom o śmierci w mediach społecznościowych”.

Władze rozpoczęły dochodzenie w sprawie śmierci Mahsy Amini po tym, jak zażądał tego prezydent Iranu Ebrahim Raisi. Policja twierdzi, że 22-latka zachorowała, gdy czekała wraz z innymi zatrzymanymi kobietami na posterunku policji ds. moralności. Zgodnie z irańskim (islamskim) prawem Szariatu, narzuconym po rewolucji w 1979 r., kobiety są zobowiązane do zakrywania włosów i noszenia długich, luźnych ubrań, aby ukryć swoją sylwetkę. Łamiącym prawo grozi publiczne upomnienie, grzywna lub areszt.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano sprawcę rozboju

Dziś po godzinie 06:00 na terenie Letnicy kryminalni z komendy miejskiej zatrzymali 26-latka z Gdańska, który w nocy dokonał rozboju na obywatelu Białorusi i ukradł mu samochód, a następnie podczas próby zatrzymania go przez policjantów, chciał potrącić jednego z funkcjonariuszy i zaczął uciekać. Podczas tej interwencji policjanci podjęli decyzję o oddaniu kilku strzałów z broni służbowej w kierunku samochodu, którym odjechał sprawca i ruszyli za nim. Zatrzymany do tej sprawy gdańszczanin przebywa w policyjnym areszcie i czeka na zarzuty. Za popełnione przestępstwa grozi mu teraz do kilkunastu lat więzienia.

Dziś, 19.09.2022 roku, po 03.30 policjanci otrzymali zgłoszenie o rozboju, podczas którego sprawca zabrany przez pokrzywdzonego na tzw. stopa, zaczął grozić mu nożem i kazał wysiąść z samochodu. Ostatecznie sprawca przesiadł się na fotel kierowcy i odjechał autem pokrzywdzonego.

Komunikat o tym zdarzeniu został przekazany wszystkim patrolom, podjęto decyzję o utworzeniu punktów blokadowych. Po godzinie 04.00 jeden z patroli policyjnych zauważył skradziony pojazd na ul. Droga Zielona. Funkcjonariusze, włączając w radiowozie sygnały świetlne i dźwiękowe, zajechali sprawcy drogę i kazali mu wysiąść z pojazdu. Mężczyzna nie dostosował się do poleceń, gwałtownie ruszył samochodem w kierunku policjanta, chcąc go potrącić. Funkcjonariusz, aby uniknąć potrącenia, odskoczył na bok, a sprawca zaczął uciekać. Podczas interwencji policjanci oddali kilka strzałów w kierunku samochodu, którym odjechał sprawca. Następnie funkcjonariusze ruszyli za kierowcą subaru, dając mu polecenia do zatrzymania, przy pomocy sygnałów świetlnych i dźwiękowych, informując o sytuacji dyżurnego. Na ul. Bitwy Oliwskiej mężczyzna uderzył samochodem w barierki, porzucił pojazd i uciekł.

Podczas czynności w tej sprawie nieopodal ukradzionego subaru na al. Grunwaldzkiej policjanci wylegitymowali kobietę, która jak się okazało podróżowała ze sprawcą. Z uwagi na fakt, że była ona ranna w nogę, trafiła do szpitala, w którym jest pilnowana przez policjantów. Jej życiu nic nie zagraża.

Dzięki ustaleniom policjantów, dziś o godzinie 06.00 na terenie Letnicy kryminalni z komendy miejskiej zatrzymali 26-letniego podejrzewanego o to przestępstwo. Po sprawdzeniu jego danych okazało się, że jest poszukiwany przez policjantów do sprawy kradzieży z włamaniem.

Za przestępstwo rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi kara pozbawiania wolności na czas nie krótszy niż 3 lata. Niezatrzymanie się do kontroli to przestępstwo zagrożone karą do 5 lat więzienia. Natomiast za czynną napaść na funkcjonariusza grozi nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

45-letni Polak zatrzymani w Holandii. Zatrzymano mały arsenał broni

45-letni Polaka został zatrzymany w Woensdrecht w holenderskiej prowincji Brabancja Północna. W jego samochodzie policjanci odkryli kilka sztuk broni palnej. Do zatrzymania Polaka doszło w piątek około godz. 16:30. To miała być  rutynowa kontrola drogowa, ale w jej trakcie funkcjonariusze zauważyli w aucie mężczyzny broń i łuskę. Wprawdzie po sprawdzeniu okazało się, że to pistolet alarmowy, ale dokładne oględziny auta były dla Polaka już bardzo niekorzystne. Funkcjonariusze w bagażniku natrafili na kolejne sztuki broni – tym razem już palnej – oraz kasetkę z nabojami i paralizator.

Mężczyzna spędził noc w areszcie, czeka na przesłuchanie. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Staszów: Ciało kobiety znaleziono w samochodzie. Mąż leżał nieopodal

Do tragicznego wydarzenia doszło w piątek w Staszowie (woj. świętokrzyskie). Małżeństwo, które wybrało się na grzyby, zostało znalezione martwe w lesie. Policja prowadzi śledztwo, które ma na celu ustalić okoliczności i przyczynę śmierci grzybiarzy. W piątek ok. godz. 22 na komendę policji w Staszowie zgłosiła się zaniepokojona 33-letnia kobieta, mieszkanka Staszowa. Wyjaśniła, że kilka godzin wcześniej jej rodzice wybrali się na grzyby około godz. 14, ale nie wrócili z lasu.

– Przyjęte zostało zawiadomienie o zaginięciu małżeństwa. Poszukiwania trwały całą noc, a około godziny 9 rano w sobotę, jeden ze staszowskich policjantów w kompleksie leśnym, znalazł zaparkowany pojazd, którym para udała się na grzyby – informuje oficer prasowa staszowskiej policji, mł. asp. Joanna Szczepaniak, w rozmowie z Interią.

Jak przekazuje policja, ciało 55-letniej kobiety znaleziono w samochodzie. – Półtorej godziny później w odległości około 50 metrów od pozostawionego auta, w zaroślach, odnaleziony został 60-letni mężczyzna, który również nie dawał oznak życia – wyjaśnia rzecznik prasowy staszowskiej policji w rozmowie lokalnym serwisem tyna.info.pl. Na miejsce tragedii przyjechała grupa dochodzeniowo-śledcza, która pracowała pod nadzorem prokuratora. Policjanci zabezpieczyli wszelkie ślady.

Mundurowi będą teraz próbowali ustalić przebieg i okoliczności śmierci grzybiarzy. Jak podaje serwis tyna.info.pl, który jest w kontakcie z lokalną policją, wstępnie wykluczono, aby mogły się do niej przyczynić osoby trzecie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Atak z nożem na policjantów w centrum Londynu

Dwóch policjantów trafiło do szpitala po tym, jak zostali dźgnięci nożem w pobliżu Leicester Square w centrum Londynu – poinformowały brytyjskie służby. Ranni przebywają w szpitalu. Stan nie zagraża ich życiu. Do zdarzenia doszło ok. godz. 6 rano w piątek (16 września) w pobliżu Leicester Square w centrum Londynu, gdy policjanci dostrzegli mężczyznę z nożem. Sprawca ataku został zatrzymany przy użyciu paralizatora i aresztowany pod zarzutem spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała i napaści na funkcjonariusza publicznego. Ich życie nie jest zagrożone – poinformowała stacja BBC News.

Jak podała stacja BBC News, uważa się, że zdarzenie nie ma podłoża terrorystycznego. Burmistrz Londynu Sadiq Khan nazwał je „całkowicie przerażającym”.

– Ci dzielni funkcjonariusze wypełniali swój obowiązek i pomagali społeczeństwu w tym doniosłym dla naszego kraju czasie – powiedział. – Moje myśli i modlitwy są z nimi, ich bliskimi i kolegami z policji – dodał Sadiq Khan.

Przypomnijmy, trumna z ciałem królowej Elżbiety II została ustawiona na katafalku w Pałacu Westminsterskim, który jest otwarty przez całą dobę. Zostanie tam do 19 września, czyli dnia pogrzebu monarchini. Londyńska policja metropolitalna spodziewa się, że na ulicach brytyjskiej stolicy zgromadzi się około 2 mln ludzi.

Ludzie ustawiają się w kolejce, by oddać hołd zmarłej monarchini. W czwartek rano (15 września) łańcuch poddanych i turystów ciągnął się 5,6 km aż do Tower Bridge – rozpoczynał się nie bezpośrednio pod Westminster Hall, a po drugiej stronie Tamizy, kilkaset metrów od siedziby brytyjskiego parlamentu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zatrzymano podejrzanego o serię podpaleń

Ponad 140 tys. złotych wynoszą straty spowodowane przez 32-letniego mężczyznę, który aż cztery razy podpalił domki letniskowe i pustostany na terenie gminy Somianka. Na trop podpalacza wpadli funkcjonariusze z miejscowego posterunku. Teraz o jego losie zdecyduje sąd. Grozi mu do 5 lat więzienia. Mieszkaniec stolicy będzie musiał również naprawić wyrządzone szkody.

Do serii podpaleń domków letniskowych i pustostanów doszło w miniony weekend we wsi Popowo Parcele. Jednej nocy strażacy interweniowali aż trzy razy. Kiedy zdążyli wrócić do koszar wybuchał kolejny pożar. W jednym przypadku nawet nie zdążyli dokończyć akcji gaśniczej, a już wydobywał się dym z kolejnego budynku kilkadziesiąt metrów dalej. Kiedy tylko okazało się , że to nie może być przypadek, do akcji przystąpili policjanci z Wyszkowa oraz lokalnego posterunku.

Ostatnie czwarte podpalenie miało miejsce w nocy z niedzieli na poniedziałek, z 11 na 12.09.2022 roku. W każdym przypadku na miejscu zdarzenia śledczy przeprowadzili dokładne oględziny i zabezpieczyli ślady, które jednoznacznie wskazywały, że są to umyślne podpalenia. Od samego początku policjanci wiązali ze sobą wszystkie pożary, podejrzewając, że stoi za nimi ten sam sprawca. Funkcjonariusze wykonali szereg czynności, koncentrując się m.in. na obserwacji okolicy, w których wystąpiły podpalenia, przesłuchując pokrzywdzonych i świadków.

Po dokładnej analizie zebranych dowodów i intensywnej pracy policjantów jeszcze w poniedziałek wytypowano sprawcę tych podpaleń. Okazał się nim 32-letni mieszkaniec Warszawy. Mężczyzna został zatrzymany w swoim domku letniskowym w tej samej wsi, gdzie dochodziło do pożarów.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego 32-latek usłyszał zarzuty uszkodzenia mienia poprzez umyślne podłożenie ognia. Mieszkaniec Warszawy przyznał się do podpaleń, lecz nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć swojego skrajnie nieodpowiedzialnego zachowania. Teraz o jego losie zdecyduje sąd. Za te przestępstwa grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

49-latek przemycał towar o wartości 2 mln złotych

Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej na warszawskim lotnisku dokonali zaskakującego odkrycia w bagażu podróżnego z Tanzanii. Jego walizka miała podwójne dno, w którym 49-latek ukrył… 4 kg heroiny. Taka ilość narkotyku jest warta na czarnym rynku ok. 2 mln zł. Do sieci trafiło nagranie z brawurowej akcji.

Funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej pełniący dyżur na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie zwrócili uwagę na pasażera, który przyleciał do Polski z Republiki Południowej Afryki. Ich podejrzenia wzbudziło nerwowe zachowanie mężczyzny przy taśmie bagażowej oraz trasa jego podróży.

Strażnicy postanowili skontrolować podróżnego, którym okazał się 49-letni obywatel Tanzanii. Mężczyzna przekonywał, że do Warszawy przyleciał wyłącznie w celach turystycznych. Funkcjonariusze jednak nie dali się zwieść.

Wkrótce wyszło na jaw, że intuicja ich nie myliła. Podczas przeszukiwania bagażu obcokrajowca funkcjonariusze odkryli, że jego torba ma podwójne dno. W środku ukryta była zaskakująca zawartość.

Po oderwaniu dodatkowej ścianki bagażu znaleźli 3 pakiety beżowej substancji o konsystencji proszku – czytamy w oficjalnym komuniakcie Krajowej Administracji Skarbowej.

Podejrzany proszek został poddany narkotestom. Okazało się, że była to heroina. W bagażu Tanzańczyka znajdowało się aż 4,25 kg tego narkotyku. Jego wartość na czarnym rynku może wynosić nawet ponad 1,9 mln zł. 49-latek został zatrzymany. Jego sprawą zajął się Komisariat Policji Warszawa Ursynów pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota. Sąd Rejonowy m.st. Warszawy w Warszawie zdecydował o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na 3 miesiące. Za przemyt tak dużej ilości niedozwolonych substancji Tanzańczykowi grozi od 3 do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: o2.pl