Policjanci zabezpieczyli nielegalne papierosy o wartości 300 tys. złotych

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Praca kryminalnych z Sulęcina doprowadziła do zatrzymania 41-latka, który przewoził w pojeździe ponad 15 tysięcy paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy. Jak wyliczyli policjanci, gdyby podejrzanemu udało się wprowadzić papierosy na nielegalny rynek, naraziłby on Skarb Państwa na straty rzędu niemal 300 tysięcy złotych.

Zeszły tydzień okazał się wyjątkowo pechowy dla jednego z mieszkańców powiatu Sulęcińskiego, który miał w planach zarobić sporo gotówki – jedyny „szkopuł” polegał na tym, że chciał wzbogacić się w nielegalny sposób. W środę (3 marca) 41-latek został zatrzymany przez kryminalnych, gdy w kierowanym przez niego pojeździe przewoził ponad 15 tysięcy paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy. Mężczyzna był bardzo zaskoczony kontrolą. Początkowo utrzymywał, że przedział ładunkowy samochodu jest pusty, a on sam nie wie jak go otworzyć. Oczywiście przyjęta przez niego taktyka na nic się zdała. Policjanci przejęli od kierowcy kluczyki, a następnie bez żadnego problemu odblokowali tyle drzwi auta. Szybko okazało się, że 41-latek dość mocno mijał się z prawdą. Przedział ładunkowy po brzegi wypełniony był kartonami, a te z kolei zawierały ponad 15 tysięcy paczek papierosów bez polskich znaków akcyzy. Mężczyzna został zatrzymany, a pojazd wraz z kontrabandą zabezpieczone.

Jak wyliczyli policjanci, gdyby podejrzanemu udało się wprowadzić papierosy na nielegalny rynek, naraził by on Skarb Państwa na straty rzędu niemal 300 tysięcy złotych wynikających z uszczuplenia podatku akcyzowego. Za popełnione przestępstwo karno-skarbowe mężczyźnie grozi wysoka grzywna. Stając przed wymiarem sprawiedliwości musi on także liczyć się z karą pozbawienia wolności do 3 lat.
Źródło info i foto: Policja.pl

Nowy Sącz: Ojciec miał zabić syna

Do rodzinnej tragedii miało dojść w niedzielę wieczorem w Nowym Sączu. Policja otrzymała zgłoszenie, że ojciec miał zabić syna. Na miejscu funkcjonariusze znaleźli zwłoki 39-letniego mężczyzny. Ok. godz. 20:30 w niedzielę policjanci z Nowego Sącza otrzymali informację, że w jednym z domów ojciec miał zabić syna. Funkcjonariusze udali się na miejsce. – Tam znaleźli ciało 39-latka – powiedział sierż. sztab. Bartosz Izdebski z KWP w Krakowie

Na miejscu policjanci nie zastali ojca mężczyzny. Funkcjonariusze znaleźli go ok. 20 minut później na terenie miasta. Obecnie 64-latek przebywa w areszcie i czeka na dalsze czynności. – W momencie zatrzymania mężczyzna był nietrzeźwy – dodał policjant. 

Pod okiem prokuratora rejonowego w Nowym Sączu zostały przeprowadzone czynności w domu, gdzie znaleziono ciało. Obecnie trwa ustalenie okoliczności zdarzenia. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczecin: Zadzwoniła na policję i poinformowała, że jej dziecko nie żyje. Jest śledztwo prokuratury

Do tragicznego zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem na ulicy Emilii Plater w Szczecinie. Policjanci otrzymali zgłoszenie od kobiety, która poinformowała o śmierci swojego dziecka. Sprawę bada prokuratura. W niedzielę, 7 marca, około godz. 19:00 pod numer alarmowy zadzwoniła kobieta, która poinformowała, że jej dziecko nie żyje. Na miejsce zgłoszenia przyjechało pogotowie i policja. Niestety na miejscu potwierdziła się tragiczna informacja. Dziecko nie żyło.

Na razie nie są znane okoliczności tragedii. Nie wiadomo, co mogło być przyczyną zgonu. Sprawą zajęła się prokuratura.
Źródło info i foto: se.pl

Nie żyje 3-letnia Hania z Kłodzka. Śledczy sprawdzają, jak wyglądał nadzór nad rodziną

Zaniepokojona płaczem sąsiadka zawiadomiła wcześniej policję, jednak funkcjonariuszy płacz nie zaniepokoił, bo dziecko już spało. Kurator sądowa o śladzie klapsa na pośladku dziewczynki informowała sąd, ale ten nie znalazł podstaw, by dziecko umieścić w opiece zastępczej. Prokuratura bada nie tylko sprawę zabójstwa trzyletniej Hani, ale też to, czy nadzór nad rodziną był właściwie sprawowany.

Hania zmarła w nocy z 19 na 20 lutego w szpitalu w Kłodzku. Początkowo zakładano, że powodem było to, iż matka przez kilka minut polewała ją zimną wodą. Prysznic miał być karą za to, że trzylatka zmoczyła łóżko. Gdy dziewczynka zaczęła wymiotować, słabnąć i tracić przytomność, wezwano pogotowie. I choć akcja reanimacyjna trwała kilkadziesiąt minut, Hani nie udało się uratować.

„Dla mnie to było nienormalne, że to dziecko ciągle płacze”

Początkowo śledczy postawili 30-letniej matce Lucynie K. i Łukaszowi B., jej 25-letniemu partnerowi zarzuty znęcania się nad dziewczynką. Jednak wszystko zmieniły wstępne wyniki sekcji zmarłej trzylatki. Te – jak informowała prokuratura – wykazały, że przyczyną śmierci trzylatki były obrażenia wielonarządowe. Śledczy zmienili więc zarzuty. Kobieta i jej partner są podejrzani o znęcanie się, ze szczególnym okrucieństwem, nad dziewczynką i jej zabójstwo. Zdaniem prowadzących sprawę, nad Hanią znęcano się od 2018 roku aż do dnia jej śmierci. Rodzina była objęta opieką pomocy społecznej, miała też przydzielonego asystenta rodziny.

Reporterzy „Uwagi” TVN dotarli do sąsiadki rodziny. Kobieta o płaczu dziecka poinformowała policję. – Dla mnie to było nienormalne, że to dziecko ciągle płacze. Zadzwoniłam na policję. Funkcjonariusze poszli do nich, a potem zadzwonili do mnie. Spytali, czy mam dzieci, bo jak tak, to powinnam wiedzieć, że dzieci płaczą i nie należy wzywać od razu policji – opowiada kobieta, która od policjanta miała też usłyszeć radę, jak zachować się w podobnej sytuacji. – Usłyszałam, że dobra sąsiadka powinna zejść do nich i spytać, czy potrzebują pomocy, bo to młodzi rodzice. Policjanci zapewnili mnie, że wszystko jest tam w porządku – relacjonuje sąsiadka rodziny Hani, w rozmowie z reporterami „Uwagi” TVN.

Policji nic nie zaniepokoiło, sąd nie znalazł przesłanek

Co na to policja? Kamil Rynkiewicz, rzecznik dolnośląskiej policji, podkreśla, że zgłoszenie i interwencja dotyczyła płaczu małego dziecka. A gdy funkcjonariusze pojawili się na miejsce dziecko nie płakało i spało w łóżeczku. – Nic nie wzbudziło podejrzeń policjantów – stwierdza Rynkiewicz.

Gdy Hania miała kilkanaście miesięcy urzędnicy zainteresowali się jej losem. Wszystko dlatego, że dziewczynka miała zasinione oczy. Poza tym kurator rodziny miała też otrzymać informacje o „niewłaściwych metodach wychowawczych”, między innymi izolowaniu i częstych klapsach. Jak – wyjaśnia w rozmowie z reporterami „Uwagi” TVN – Marzena Rusin-Gielniewska z Sądu Okręgowego w Świdnicy kurator stwierdziła wówczas ślad po klapsie na pośladku dziewczynki. O sprawie powiadomiono sąd opiekuńczy, a ten przeprowadził postępowanie. – Nie wykazało ono jednak przesłanek do ustanowienia pieczy zastępczej – przekazuje Rusin-Gielniewska.

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, która prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa dziewczynki, zbada też czy pomoc społeczna i kurator sądowy właściwie zajmowali się rodziną trzyletniej Hani. Kontrolę zapowiedział także burmistrz Kłodzka, który czeka teraz na wyjaśnienia dyrekcji ośrodka pomocy społecznej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szwecja: Policjanci szukali narkotyków. Odkryli dzieła Picassa i Warhola

Szwedzka policja przeprowadziła nalot na mieszkanie mężczyzny podejrzanego o przemyt narkotyków. Podczas przeszukania znaleziono duże ilości gotówki, zegarki, biżuterię i dzieła sztuki. Wśród nich m.in. obrazy Picassa, Andy’ego Warhola i Chagalla.

Krajowy wydział operacyjny policji wraz z hiszpańskimi służbami od dwóch lat badali siatkę przestępczą podejrzaną o przemycanie dużych ilości narkotyków z Hiszpanii do Szwecji. W grudniu 2020 roku policja przeprowadziła operację przeciwko mężczyźnie z Helsingborga, który był podejrzany o kierowanie największą organizacją przestępczą w południowej Hiszpanii. Podczas ostatniej akcji policja zajęła duże ilości gotówki, zegarki, biżuterię, meble i dzieła sztuki. Wśród nich m.in. obrazy Picassa, Andy’ego Warhola i Marca Chagalla.

Osoba o „strategicznym znaczeniu”

Szwedzkie organy ścigania od kilku lat postrzegały zatrzymanego jako osobę o strategicznym znaczeniu w świecie przestępczym. Zatrzymanie przeprowadzono przed domem podejrzanego. – Skonfiskowaliśmy wiele cennych dóbr. Współpraca hiszpańskimi służbami była kluczowa – przyznaje Christer Nilsson, szef wydziału śledczego.

Mężczyzna jest podejrzewany o przemyt narkotyków i pranie brudnych pieniędzy. Został poddany ekstradycji do Hiszpanii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nocna interwencja policji w jednym z warszawskich klubów

Policja interweniowała w nocy z czwartku na piątek w znanym stołecznym lokalu przy ul. Parkingowej. O działaniach mundurowych poinformował na swoim profilu na Facebooku klub. Według relacji zamieszczonej na Facebooku lokalu, który reklamuje się, jako Warszawskie Muzeum Kapsli, funkcjonariusze mieli zająć znajdujący się tam towar.

Z informacji przekazanych przez rzecznika śródmiejskiej policji podinsp. Roberta Szumiatę wynika, że podczas czwartkowej akcji swoje czynności w klubie przy Parkingowej prowadziły początkowo KAS i sanepid.

– Asystowaliśmy przy czynnościach tych służb, ale jednocześnie podjęliśmy interwencję we własnym zakresie, gdyż podejrzewaliśmy, że w lokalu sprzedawany jest alkohol bez wymaganych koncesji i faktycznie okazało się, że właściciel sprzedawał alkohol niezgodnie z warunkami zezwolenia – przekazał Szumiata.

Wylegitymowano 53 osoby

Policjant dodał, że właściciel lokalu na sprzedaż alkoholi wysokoprocentowych w ogóle nie posiadał zezwolenia, zaś koncesja na piwo nie była opłacona.

– Na potrzeby postępowania zabezpieczyliśmy cały alkohol, który był w lokalu. O tym co dalej stanie się z tym alkoholem zdecyduje sąd. Będziemy prowadzić czynności w kierunku art. 43 ust. 1 Ustawy o wychowaniu w trzeźwości – powiedział.

Rzecznik śródmiejskiej komendy dodał, że policjanci wylegitymowali wszystkie osoby przebywające w lokalu włącznie z obsługą – razem 53 osoby. Akcja służb w lokalu przy parkingowej trwała od godz. 18 do 21.

Zgodnie z aktualnymi zarządzeniami epidemiologicznymi w całej Polsce obowiązuje zakaz działalności stacjonarnej gastronomii – możliwe jest oferowanie posiłków na wynos oraz w dowozie.
Źródło info i foto: interia.pl

Sosnowiec: 12-latka uciekała przed ojcem. 35-latek bił ją i dusił

35-latek z Sosnowca przez blisko trzy lata znęcał się nad swoją rodziną. Sprawa wyszła na jaw dopiero w ostatnich dniach, gdy zaatakowana przez niego 12-letnia córka uciekła na ulicę, wzywając pomocy. Po zatrzymaniu mężczyzny żona opowiedziała policjantom o kilkuletniej gehennie. Teraz domowy oprawca usłyszał zarzuty i musiał opuścić mieszkanie.

Do domowej awantury doszło w jednym z mieszkań dzielnicy Pogoń. Pijany 35-latek wszczął ją, kiedy jego żona była w pracy. Jak opisują policjanci, mężczyzna kopnął swojego psa i wyrzucił go z domu, po czym zaatakował swoją 12-letnią córkę. – Wyciągnął ją z łóżka, zaczął bić i dusić – powiedziała cytowana przez tvn24.pl Sonia Kepper, rzeczniczka sosnowieckiej KMP. 

„Przerażona dziewczynka, której w pewnej chwili udało się wyrwać swemu oprawcy, uciekła na ulicę. Stamtąd zadzwoniła do matki i poinformowała ją o całym zajściu. Powiadomiono policję. Agresor został obezwładniony i zatrzymany” – KMP SOSNOWIEC

„Podczas czynności, kiedy policjanci pouczyli kobietę o tym, jakie jej przysługują prawa i jakie są możliwości ochrony przed sprawcą znęcania, ofiara zdecydowała się opowiedzieć o koszmarze, jaki jest udziałem jej rodziny już od 2018 roku” – podała sosnowiecka komenda

Zatrzymany, kiedy tylko wytrzeźwiał, usłyszał zarzuty. Odpowie za znęcanie się nad rodziną i psem. Prokurator wydał mu nakaz natychmiastowego opuszczenia zajmowanego wspólnie z ofiarami mieszkania oraz zakazał mu zbliżania się do pokrzywdzonych. 35-latkowi może grozić do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

„Łowcy cieni” CBŚP zatrzymali na Wyspach poszukiwanego Polaka

„Łowcy cieni” CBŚP namierzyli w Wielkiej Brytanii Polaka poszukiwanego Europejskim Nakazem Aresztowania. Jerzy J. unikał spotkania z organami ścigania od blisko 4 lat, ponieważ został skazany na karę ponad 10 lat więzienia za liczne przestępstwa, w tym także przeciwko życiu i zdrowiu. Mężczyzna został zatrzymany przez National Extradition Unit, dzięki informacjom przesłanym przez CBŚP i współpracy z oficerem łącznikowym Polskiej Policji w Wielkiej Brytanii.

Jerzy J. był poszukiwany od 2017 roku w celu odbycia kary ponad 10 lat pozbawienia wolności za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, uprowadzenie osoby, wymuszenie rozbójnicze, oszustwo czy przestępstwa narkotykowe. Wszystko wskazywało na to, że mężczyzna chcąc uniknąć odpowiedzialności za popełnione przestępstwa wyjechał z Polski i ukrywał się poza granicami kraju, dlatego też Sąd Okręgowy w Warszawie wydał za Jerzym J. Europejski Nakaz Aresztowania.

W minionym roku do poszukiwań włączyli się policjanci z grupy „łowców cieni” Centralnego Biura Śledczego Policji. Ci funkcjonariusze ustalili, że ścigany najprawdopodobniej ukrywa się na terenie Wielkiej Brytanii. Aby ustalić precyzyjnie miejsce pobytu poszukiwanego policjanci CBŚP, poprzez oficera łącznikowego Polskiej Policji w Wielkiej Brytanii, współpracowali z miejscową Policją, korzystając także z wymiany informacji w ramach Systemu Informacyjnego Schengen tzw. SIS. Efektem tej współpracy było zatrzymanie mężczyzny w Andover (hrabstwo Hampshire) przez funkcjonariuszy National Extradition Unit.

Obecnie rozpoczęto czynności zmierzające do uruchomienia procedury ekstradycji poszukiwanego do Polski, gdzie ma on do odbycia wieloletni wyrok pozbawienia wolności za przestępstwa m.in. przeciwko życiu i zdrowiu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kolejny zamach w Szwecji. Nożownik zaatakował w pobliżu dworca kolejowego

Atak terrorystyczny w Szwecji. Osiem osób zostało rannych, w tym kilka ciężko, w wyniku ataku nożownika w miejscowości Vetlanda w południowej Szwecji – podała lokalna policja. Wszczęto śledztwo w sprawie ataku terrorystycznego. Nożownik był wcześniej znany policji. Uważa ona, że prawdopodobnie działał w pojedynkę. Domniemany sprawca to 20-letni mężczyzna, który w czasie zatrzymywania został postrzelony przez policję. Według gazety „Expressen” przebywa obecnie w szpitalu; nie wiadomo, jaki jest jego stan zdrowia.

Do ataku doszło po południu w centrum 20-tysięcznej Vetlandy w pobliżu dworca kolejowego. Ruch pociągów został wstrzymany, a obszar, na którym miał miejsce atak – zamknięty. Początkowo policja prowadziła śledztwo pod kątem usiłowania zabójstwa kilku osób, następnie podwyższono rangę sprawy.

Prowadzący śledztwo zdecydował, że zdarzenie powinno zostać uznane za przestępstwo terrorystyczne – oświadczył rzecznik szwedzkiej policji Thomas Agnevik.

W związku z wydarzeniami w miejscowości Vetlanda z policją współpracują szwedzkie służby specjalne SAPO. Szwedzki minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg oświadczył, że „są to przerażające wydarzenia”. Myślami jestem z ofiarami i ich bliskimi. W tej chwili nie jest jasne, co się stało i jaki był powód – powiedział Damberg.

Premier Szwecji Stefan Loefven napisał w oświadczeniu, że „potępia tę straszną przemoc”. Na te haniebne akty odpowiemy zbiorową siłą społeczeństwa – oznajmił szef rządu.

Szwedzki minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg oświadczył, że „są to przerażające wydarzenia”. Myślami jestem z ofiarami i ich bliskimi. W tej chwili nie jest jasne, co się stało i jaki był powód – powiedział.

Ekspert ds. terroryzmu Magnus Ranstorp ze Szwedzkiej Akademii Obrony uważa, że zdarzenie przypomina ataki terrorystyczne, jakie miały miejsce wcześniej w innych krajach Europy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Białystok: Kradli akumulatory z aut na parkingach

Do pięciu wzrosła liczba osób podejrzanych o kradzieże samochodowych akumulatorów w Białymstoku i okolicach. Sprawcy włamywali się do aut i kradli akumulatory na terenie miasta i powiatu białostockiego. Łączne straty właścicieli aut szacowane są na kilkadziesiąt tys. zł. Do przestępstw dochodziło przez trzy ostatnie miesiące ubiegłego roku; złodzieje wyszukiwali auta na parkingach, włamywali się do nich i zabierali akumulatory.

Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Przeciwko Mieniu białostockiej komendy ustalili kolejną osobę odpowiedzialną za kradzieże akumulatorów. Okazał się nim 27-letni mieszkaniec Białegostoku. Śledczy ustalili, że mężczyzna odbywa karę za posiadanie narkotyków i przebywa obecnie w Zakładzie Karnym.
Źródło info i foto: se.pl