Roman K. skazany za zlecenie zabójstwa żony

Roman K., były poseł Ruchu Palikota i redaktor naczelny tygodnika „Fakty i Mity” został skazany na 10 lat więzienia. Sąd uznał, że K. nakłaniał do zabójstwa swojej żony. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Wyrok usłyszały też cztery inne osoby. Sąd uznał, że Roman K. namawiał do zabicia Ewy K., swojej byłej żony. Został skazany na 10 lat pozbawienia wolności (od trzech przebywa w areszcie śledczym).

Były poseł został też uznany za winnego wyrządzenia szkody finansowej spółce, która wydawała „Fakty i Mity”. Chodzi m.in. o 900 tysięcy złotych, które były poseł miał zarobić przy sprzedaży kamienicy należącej do spółki oraz ponad 300 tysięcy przy okazji kupna działki w Zgierzu. Roman K. ma też siedmioletni zakaz obejmowania wyższych stanowisk kierowniczych. Ma też wypłacić 200 tysięcy złotych grzywny na rzecz spółki oraz 167 tysięcy na rzecz towarzystwa ubezpieczeniowego Warta. Grzywnę ma wpłacić z inną skazaną w tym procesie osobą – Karoliną W.

Były poseł ma też zapłacić 20 tysięcy złotych na rzecz byłej żony. Wyrok usłyszały też cztery inne osoby. One odpowiadały przed sądem za działanie na szkodę spółki wydającej „Fakty i Mity”. Karolina W. skazana została na dwa lata i cztery miesiące więzienia, Waldemar R. i Adrian S. na rok pozbawienia wolności, a Jarosław G. na rok więzienia w zawieszeniu. Wyrok nie jest prawomocny. Jego uzasadnienie było niejawne. Z wyroku zadowolona była prokuratura, chociaż w czasie procesu żądała dla Romana K. surowszej kary – 15 lat pozbawienia wolności. Odwołać się do sądu drugiej instancji chce obrońca byłego posła Agnieszka Łupińska-Mędrzycka, która po wyroku stwierdziła, że kara „jest zbyt surowa”. – Wystąpimy o pisemne uzasadnienie wyroku. Sąd bardzo ogólnie odniósł się do zgłaszanych przez nas wątpliwości i z pewnością nie czujemy się usatysfakcjonowani tą argumentacją – mówiła po odczytaniu wyroku obrońca Romana K.

Zlecenie zabójstwa

Śledztwo w sprawie polityka Romana K. było prowadzone od 2013 roku przez Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi (w 2016 roku prokuratury apelacyjne zostały zastąpione przez prokuratury regionalne). Służby zaczęły wtedy gromadzić dowody na to, że Roman K. zlecił zabójstwo własnej żony.

„Podejrzanemu zarzucono wielokrotne nakłanianie, w kraju i za granicą, dwóch osób do dokonania zabójstwa jego żony” – informowała trzy lata później, w 2016 roku Prokuratura Apelacyjna w Łodzi. Komunikat pojawił się na stronie internetowej niedługo po tym, jak funkcjonariusze CBŚP zatrzymali byłego posła Ruchu Palikota. Prokuratura twierdziła wtedy, że K. za zabójstwo oferował „znaczną sumę pieniędzy”.

– Wskazywał przy tym, że oczekiwany przez niego sposób popełnienia zabójstwa mający na celu upozorowanie śmierci z przyczyn naturalnych lub w następstwie nieszczęśliwego wypadku – wyjaśniał w 2016 roku Jarosław Szubert z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi. Reporterom „Superwizjera TVN” udało się dotrzeć do mężczyzny, którego K. miał prosić o znalezienie zabójców byłej żony.

– Do tego miało dojść w Toronto, gdzie mieszkała kobieta. Wskazywał przy tym, że krzywda ma nie stać się ich dzieciom – mówił rozmówca „Superwizjera”.

Był księdzem i politykiem

Roman K. ma 52 lata. Przez trzy lata pełnił posługę jako ksiądz. Stan kapłański porzucił, żeby wziąć ślub. Potem – pod pseudonimem – wydał głośną książkę pod tytułem „Byłem księdzem”. Przez kilkanaście lat był szefem „Faktów i Mitów”. Pismo otwarcie krytykowało Kościół katolicki. W 2011 roku K. skutecznie ubiegał się o mandat posła z listy Ruchu Palikota. W kolejnych wyborach nie ubiegał się o reelekcję.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo polityka w Niemczech. Ciało znalezione w ogrodzie

​Polityk niemieckiej partii rządzącej CDU, szef rady miasta Kassel Walter Luebcke został zastrzelony. Jego ciało znaleziono w ogrodzie w ostatnią niedzielę – podaje RMF24.

Jak podała policja, Luebcke został zastrzelony z bliskiej odległości. Służby medyczne, które przyjechały na miejsce, próbowały przeprowadzić reanimację, jednak bezskutecznie. Policja poszukuje teraz sprawcy lub sprawców. Na razie funkcjonariusze nie podają informacji o możliwych motywach zbrodni. Na miejscu nie znaleziono broni, z której padł strzał.

Funkcjonariusze przeczesują okoliczny teren, do akcji zaangażowane zostały helikoptery, drony oraz psy poszukiwawcze.

65-letni Luebcke był członkiem chadeckiej CDU, do niedawna prowadzonej przez kanclerz Angelę Merkel. Był uważany za osobę „budującą mosty”, która „nigdy nie bała się mówić tego, co myśli”. W Kassel działał od 10 lat – w 2009 roku został szefem rejencji.

W 2015 roku Luebcke wypowiadał się w obronie polityki imigranckiej Niemiec, co rozzłościło przedstawicieli skrajnej prawicy. Otrzymywał w związku z tym listy z pogróżkami. Policja na razie nie wiąże jednak tej sprawy z morderstwem polityka.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemiecki polityk Walter Luebcke został zastrzelony wracając do domu

Lokalny polityk z niemieckiego Kassel został zastrzelony na tarasie swojego domu. Walter Luebcke, działacz chadeckiej CDU, wcześniej otrzymywał listy z pogróżkami. 65-letni Walter Lubcke był szefem rejencji Kassel, organu administracyjnego pośredniczącego między władzami Landu Hesja, a poszczególnymi gminami. 

Polityk został zastrzelony strzałem w głowę na tarasie swojego domu. Strzał padł z bliskiej odległości, ale policja twierdzi, że to nie było samobójstwo.

Listy z pogróżkami jakie otrzymywał polityk dotyczyły kryzysu migracyjnego, kiedy to w 2015 roku fala uchodźców zalała państwa zachodniej Europy. Wtedy to Luebcke apelował o wsparcie dla uchodźców i przypominał o chrześcijańskiej miłości bliźniego. Prokuratura na razie nie wiąże śmierci polityka z tymi listami i twierdzi, że bada wszelkie możliwe wątki.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Auto, którym Włodzimierz Cimoszewicz potrącił rowerzystkę nie miało aktualnych badań technicznych?

Samochód, którym były premier potrącił rowerzystkę na pasach, miał nie mieć aktualnych badań technicznych – twierdzi Piotr Nisztor. Włodzimierz Cimoszewicz tuż po wypadku tłumaczył się, że sprawa może mieć związek z jego chorobą nowotworową.

Jak poinformował Piotr Nisztor auto, którym Włodzimierz Cimoszewicz potrącił 70-latkę, nie miało aktualnych badań technicznych. Dziennikarz śledczy współpracuje z „Gazetą Polską Codziennie” i portalem niezależna.pl. Były premier w sobotę potrącił w Hajnówce (woj. podlaskie) na przejściu dla pieszych rowerzystkę.

Kobieta została ranna i trafiła do szpitala. Doznała obrażeń nogi. Zarówno poszkodowana jak i były premier w momencie zdarzenia byli trzeźwi. Policjanci ustalają dokładne przyczyny i okoliczności wypadku. Polityk tuż po potrąceniu wydał oświadczenie, w którym opowiedział o szczegółach kolizji.

Jak przekonuje jechał z niewielką prędkością i udzielił rowerzystce natychmiastowej pomocy. Przyznaje, że przyczyną zdarzania mogło być rozkojarzenie z powodu otrzymania informacji o wykryciu u niego choroby nowotworowej. Dodatkowo miał jechać pod słońce. Cimoszewicz wyraził również ubolewanie z powodu kolizji i przekazał rowerzystce wyrazy współczucia.
Źródło info i foto: wp.pl

Włodzimierz Cimoszewicz wydał oświadczenie w sprawie potrącenia rowerzystki

Włodzimierz Cimoszewicz potrącił rowerzystkę w Hajnówce. Policja bada przebieg wypadku. Polityk wydał oświadczenie, które przesłał portalowi Onet. Cimoszewicz przeprasza i przyznaje, że niedawno wykryto u niego nowotwór.

Włodzimierz Cimoszewicz w oświadczeniu po wypadku w Hajnówce wyraża ubolewanie „z powodu tego zdarzenia i szczególne współczucie poszkodowanej”. Jak dodaje, jechał wolno – około 30 km/h. Rowerzystkę potrącił, jak opisuje, gdy przejeżdżała przez przejście dla pieszych. Według niego obrażenia kobiety są „niegroźne”.

Jak już wcześniej pisaliśmy, Włodzimierz Cimoszewicz udzielił rowerzystce pomocy po wypadku. Włodzimierz Cimoszewicz potrącił rowerzystkę w Hajnówce. Sam odwiózł ją do szpitala.

Policja podała, że zarówno on, jak i potrącona 70-letnia kobieta byli trzeźwi.

„Nie wykluczam, że bolesna dla mnie informacja sprzed dwóch dni o wykryciu u mnie choroby nowotworowej mogła mieć wpływ na moje samopoczucie” – napisał Włodzimierz Cimoszewicz w oświadczeniu przesłanym portalowi Onet.

Cimoszewicz jest jedynką na warszawskiej liście Koalicji Europejskiej w wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura bada okoliczności zdarzeń w Sylwestra w domu posła PiS. Uczestnik imprezy zraniony nożem

Prokuratura wyjaśnia okoliczności wydarzeń z udziałem posła Prawa i Sprawiedliwości Przemysława Czarneckiego podczas imprezy sylwestrowej w jego domu niedaleko Warszawy. W trakcie zabawy jeden z jej uczestników został zraniony nożem. Jak ustalili dziennikarze śledczy RMF FM, to mogła być scena zazdrości.

Po imprezie z raną ciętą ręki trafił do szpitala jeden z uczestników spotkania sylwestrowego w domu Przemysława Czarneckiego.

Jak ustalili reporterzy śledczy RMF FM, to mogła być scena zazdrości. Z relacji rozmówców RMF FM znających okoliczności zdarzenia wynika, że w domu posła bawili się on, jego żona i przyjaciel rodziny. Polityk położył się wcześniej spać, nad ranem obudził się jednak, zszedł na parter domu i zastał tam żonę oraz roznegliżowanego pijanego mężczyznę, z którym wcześniej razem biesiadowali. Poseł zaczął krzyczeć i szarpać znajomego, w pewnym momencie chwycił jakiś przedmiot i wymachiwał nim w kierunku mężczyzny. Najpewniej wtedy ten uczestnik imprezy został zraniony w dłoń. Policję wezwała żona Czarneckiego.

Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, śledczy prowadzą już „postępowanie w kierunku artykułu mówiącego o ‘naruszeniu czynności ciała’”. Mężczyzna ma nacięty palec. Teraz śledczy będą sprawdzać, jak doszło do zranienia – czy mężczyzna okaleczył się sam, czy może zrobił to ktoś ze współbiesiadników.

Jeśli będzie wszczęte śledztwo, powołani zostaną biegli medycy, którzy ocenią rodzaj zranienia, a także to, w jaki sposób powstało. Od ich opinii zależy, czy ktoś usłyszy zarzuty w tej sprawie. Jeśli miałby to być poseł, najpierw prokuratura będzie się musiała zwrócić do Sejmu o uchylenie mu immunitetu.

Poseł Przemysław Czarnecki – jak dowiedział się nasz dziennikarz Patryk Michalski – został wezwany przez prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego do złożenia wyjaśnień na piśmie.

Dodajmy, że do tej pory w sprawie sylwestrowej zabawy w domu Czarneckiego jeszcze nikogo nie przesłuchano.

W rozmowie z Onetem poseł opisał, jak z jego perspektywy wyglądał tamten wieczór. Potwierdzam, że w moim domu interweniowała policja, którą sam wezwałem. W sylwestrowy wieczór byliśmy we trójkę. Ja, moja żona i nasz znajomy, chrzestny córki – mówił Przemysław Czarnecki.

Mężczyzna według mojej wiedzy rozciął sobie dłoń – dodał. Podobno mnie za to obwinia, ale to nieprawda, gdyż nawet nie byłem bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Był pijany, gdy przyjechała policja, miał bodajże 2,3 promila. A ja byłem całkowicie trzeźwy. Nie chcę opowiadać, jak wyglądała ta sytuacja, gdyż jestem świadkiem w tej sprawie. Zresztą to dotyczy moich osobistych rodzinnych spraw, więc nie chcę się na ten temat wypowiadać publicznie – powiedział Czarnecki. Onet.pl jako pierwszy poinformował o sprawie.

Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Przemysław Czarnecki jest synem europosła PiS Ryszarda Czarneckiego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Dr Richard Strauss przez lata molestował młodych studentów. Policja ma zeznania ponad 100 osób

Dr Richard Strauss, nieżyjący już lekarz i opiekun sportowców z Uniwersytetu Stanowego w Ohio według zeznań ponad setki osób molestował studentów. Świadkowie twierdzą, że o sprawie mógł wiedzieć prominenty polityk Republikanów.

Dr Richard Strauss był lekarzem, opiekującym się drużynami sportowymi w Uniwersytetu Stanowego w Ohio. W 2005 r., po odejściu z uniwersytetu popełnił samobójstwo. Teraz amerykańskie media informują, że przez wiele lat mógł molestować sportowców 14 różnych dyscyplin.
USA. Lekarz molestował sportowców. Ponad 100 relacji

CBS News, powołując się na komunikat uniwersytetu, informuje że śledczy zajmujący się sprawą przesłuchali 200 osób. Ponad setka przekazała im obciążające lekarza relacje z pierwszej ręki. – Jesteśmy wdzięczni tym, którzy się zgłosili i pozostajemy głęboko zaniepokojeni tymi, którzy mogli zostać dotknięci działaniami dr. Straussa – powiedział cytowany przez stację Michale Drake z uniwersytetu w Ohio. – Będziemy wytrwale ujawniać prawdę – dodał.
Skargi zgłaszano trenerowi. Teraz jest kongresmenem

Władze uniwersytetu wzywają każdego, kto może posiadać jakiekolwiek informacje, na temat działań Straussa, by kontaktował się ze śledczymi. Liczba osób oskarżających lekarza o molestowanie może wzrosnąć, ponieważ obecnie w planach jest przeprowadzenie kolejnych 100 rozmów ze świadkami. Uczelnia ma udokumentowany na piśmie dowód przynajmniej jednej skargi, którą złożono w latach 90. przeciwko Straussowi. W 1995 r. dyrektor uniwersyteckiego centrum zdrowia dostał od jednego ze studentów informację, że lekarz „niewłaściwie go dotykał” podczas badań. Dyrektor odpowiedział na tę skargę wysyłając list.

W relacjach, do których śledczy dotarli pojawia się również Jim Jordan, republikanin, kongresmen Izby Reprezentantów. Według relacji co najmniej dwóch sportowców, Jim Jordan, który w latach 1987-1995 był trenerem zapaśników na uniwersytecie w Ohio, wiedział o tym, co robi ze sportowcami Strauss. Zapaśnicy mieli sygnalizować to kongresmenowi, ten jednak ignorował ich skargi. Polityk zaprzecza tym doniesieniom. – Kongresmen Jordan nigdy nie widział, nigdy nie słyszał i nigdy nikt mu nie donosił o molestowaniu podczas jego pracy jako trenera – informuje rzecznik Jima Jordana.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zbigniew Stonoga nadaje zza krat. Zna nazwisko zabójcy Andrzeja Leppera

Mimo że od śmierci Andrzeja Leppera minęło już ponad sześć lat, w sprawie wciąż pojawiają się nowe wątki. Osoby związane z byłym liderem Samoobrony nie wierzą w jego samobójczą śmierć. Tym razem na Facebooku Zbigniewa Stonogi pojawił się tajemniczy wpis. Świadczy on o tym, że do śmierci Leppera przyczyniły się ”osoby trzecie”.

5 sierpnia br. minie siedem lat od tajemniczej śmierci Andrzeja Leppera. Jego zwłoki znaleziono w siedzibie Samoobrony w centrum Warszawy. Prokuratura zajmująca się sprawą śmierci polityka ustaliła, że były wicepremier popełnił samobójstwo przez powieszenie.

Śmierć Leppera. Wznowienie śledztwa

W maju 2017 roku do prokuratury wpłynął wniosek o wznowienie śledztwa w sprawie śmierci Andrzeja Leppera. Złożył go były współpracownik lidera Samoobrony, Sławomir Izdebski, który twierdzi, że Lepper został zamordowany na zlecenie.

Prokuratorzy prowadzili czynności mające na celu „zweryfikowanie okoliczności przemawiających za koniecznością” podjęcia na nowo śledztwa ws. śmierci Andrzeja Leppera. W siedzibie Samoobrony, gdzie znaleziono ciało Andrzeja Leppera, odkryto niezidentyfikowane odciski butów. Według prokuratury nie można było ustalić, czy ślady obuwia pochodzą z dnia śmierci byłego wicepremiera. Prokuratorzy zdecydowali, że śledztwo ws. śmierci byłego wicepremiera nie zostanie wznowione.

Stonoga: Giertych zna nazwisko zabójcy

Zbigniew Stonoga, który odbywa karę pozbawienia wolności twierdzi, że Roman Giertych zna nazwisko zabójcy Leppera. Swojej tezy nie popiera jednak żadnymi dowodami.

”Zabójca Andrzeja Leppera na 8 godzin przed jego zamordowaniem zjadł z nim kolacje. Świadkiem tego zdarzenia i uczestnikiem kolacji był mecenas Roman Giertych. Giertych opowiedział mi o tym w 2015 – zapytajcie go” – napisał w mediach społecznościowych Stonoga.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rumunia: Liviu Dragnea, najbardziej wpływowy polityk w Rumunii, skazany na 3,5 roku więzienia

Liviu Dragnea, najbardziej wpływowy polityk w Rumunii, szef rządzącej Partii Socjaldemokratycznej (PSD), został w czwartek skazany przez sąd pierwszej instancji na karę trzech i pół roku więzienia za podżeganie urzędników państwowych do nadużycia stanowiska.

Wysoki Trybunał Kasacyjny i Sprawiedliwości odroczył dwukrotnie – w maju i na początku czerwca – ogłoszenie wyroku na Dragneę. W maju Narodowa Dyrekcja Antykorupcyjna (DNA) w Rumunii zażądała dla Dragnei kary 7,5 roku więzienia. Chodzi o lata 2006-2012, gdy Dragnea był przewodniczącym lokalnych władz w będącym jego bastionem okręgu Teleorman na południu kraju i liderem miejscowego oddziału PSD. Był oskarżony o to, że wymusił na szefowej urzędu opieki społecznej w tym okręgu, by wbrew swym obowiązkom przekazywała wynagrodzenie dwóm kobietom rzekomo zatrudnionym w jej instytucji. W rzeczywistości pracowały one dla lokalnego oddziału PSD. Według prokuratury skarb państwa stracił na tym 24 tysiące euro.

„Zwykłe deklaracje i plotki”

Dragnea „kategorycznie odrzucił” te oskarżenia, twierdząc, że jest sądzony „na podstawie zwykłych deklaracji i plotek”. Obie kobiety przyznały się do winy. Powiedziały, że pracowały dla partii, chociaż otrzymywały wynagrodzenie z urzędu opieki społecznej. Szef PSD nie pójdzie na razie do więzienia, gdyż wyrok Wysokiego Trybunału Kasacyjnego i Sprawiedliwości jest nieprawomocny i ma być zaskarżony.

Skazany za oszustwo wyborcze

Dragnea, który jest obecnie także przewodniczącym Izby Deputowanych, był już skazany w innym procesie w 2016 roku na karę dwóch lat więzienia w zawieszeniu za oszustwo wyborcze. W związku z tym nie mógł kandydować na stanowisko premiera po powrocie jego partii do władzy. Sędziów oskarża o bycie częścią „państwa równoległego” działającego przeciwko rządowi. Przeciwko Dragnei toczy się też inne śledztwo, w którym jest podejrzewany o sprzeniewierzenie funduszy unijnych. W listopadzie ubiegłego roku prokuratura zajęła jego majątek.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Żona posła Stanisława Gawłowskiego też usłyszy zarzuty

Jak dowiedział się Onet, Renata Listowska-Gawłowska została wezwana do prokuratury w charakterze podejrzanego. A to oznacza, że śledczy zamierzają postawić żonie aresztowanego posła PO Stanisława Gawłowskiego zarzuty. Polityk jest podejrzany o korupcję.

Informację potwierdza nam sama Listowska-Gawłowska: – To prawda. Zostałam wezwana jako podejrzana na najbliższy poniedziałek – mówi Onetowi. Wezwanie zostało podpisane przez prokuratora Witolda Grdenia ze szczecińskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej. To właśnie prokurator Grdeń jest głównym śledczym prowadzącym postępowanie ws. Stanisława Gawłowskiego. W wezwaniu dla żony polityka prokurator wymienił artykuł 299 kodeksu karnego. Chodzi o pranie brudnych pieniędzy.

Listowska-Gawłowska uważa, że prokuratura chce, by o sprawie cały czas było głośno medialnie: – Chcą pokazać, że mają rzekome nowe dowody w sprawie przeciw mężowi, że sprawa się rozwija, bo i ja w to jestem zamieszana. Chcą przedłużyć areszt męża, o co na pewno wystąpią, a nie mają argumentów, by to uzasadnić. Liczą, że dzięki mojej sprawie, którą prawicowe media z pewnością nagłośnią, liczą iż sąd wyda decyzję po ich myśli – przekonuje. Kobieta twierdzi, że postawienie jej zarzutów będzie miało jeszcze jeden efekt: – Przez to, że w sprawę Staszka zostanę wciągnięta także ja, prokuratora zapewne zabroni nam widywania się w jakikolwiek sposób. Mogą też zabronić nam pisać do siebie. Wszystko to ma jeden cel: znęcanie się nad moim mężem, na którego nic nie mają. Czytaj więcej: „Spotykałam się z mężczyznami na sponsoring, Gawłowscy nic nie wiedzieli”

O komentarz poprosiliśmy również mecenasa Romana Giertycha, który jest jednym z obrońców Stanisława Gawłowskiego. Adwokat mówi, że według niego decyzja prokuratury o zarzutach dla żony posła Platformy jest całkowicie niezrozumiała: – Jest to tak samo absurdalne, jak postawienie zarzutów innym członkom rodziny pana Gawłowskiego. Ilość nie przekłada się jednak na jakość – podkreśla. Prokuratura podejrzewa o pranie brudnych pieniędzy także teściów pasierba Stanisława Gawłowskiego. Chodzi o kwotę 403 tysięcy złotych. Ma to związek z zakupem apartamentu na wyspie Brać w Chorwacji. Śledczy twierdzą, że teściowie Michała Listowskiego jedynie firmowali kupno, a w rzeczywistości mieszkanie należało do Gawłowskiego. Świadczyć o tym ma znaleziony w koszalińskim domu polityka akt własności. Aresztowany polityk ma w tej sprawie usłyszeć zarzut. Prokuratura niedługo ma w tej sprawie wysłać do Sejmu kolejny wniosek o uchylenie immunitetu. – Mam wrażenie, że prokuratura działaniami wobec kolejnych członków rodziny posła Gawłowskiego, próbuje przykryć fakt, iż nie ma dowodów przeciwko mojemu klientowi. To czysta szykana – mówi Onetowi Giertych.

Sam Gawłowski od połowy kwietnia przebywa w tymczasowym areszcie. Do 30 czerwca prokuratura musi przesłać do sądu wniosek o przedłużenie aresztu, jeżeli chce, by polityk nie wyszedł na wolność. Wiadomo, że śledczy wykonali w areszcie szereg czynności z udziałem podejrzanego m.in. o przyjmowanie łapówek posła. Gawłowski został skonfrontowany m.in. z tzw. małym świadkiem koronnym Krzysztofem B., który twierdzi, że wręczył posłowi 200 tysięcy złotych w gotówce.

We wtorek z kolei ujawniliśmy, że jedna z prokurator pracujących przy tej sprawie zrezygnowała. Katarzyna Pokorska, która była delegowana do szczecińskiej Prokuratury Krajowej, poprosiła o cofnięcie delegacji i zgodę na powrót do macierzystej jednostki, czyli Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. Oficjalnie chodzi o względy osobiste.
Źródło info i foto: onet.pl