Epidemia koronawirusa. Polskie sądy odwołują rozprawy

Do końca marca większość sądów powszechnych odwołuje rozprawy jawne, a także ogranicza możliwość przebywania osób postronnych w ich siedzibach. O podjęcie działań w celu zapewnienia pracownikom sądów bezpieczeństwa apelowało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. W środę większość sądów okręgowych i rejonowych zadecydowała o odwołaniu rozpraw jawnych do 31 marca. Ograniczono również wstęp do ich budynków: strony nie mogą kontaktować się z ich władzami, a Biura Obsługi Interesantów pracują w trybie zdalnym. Takie decyzje zostały podjęte po wideokonferencji z wiceminister sprawiedliwości Anną Dalkowską.

„Ministerstwo wczoraj przekazało rekomendacje w kwestii bezpieczeństwa na piśmie do prezesów sądów apelacyjnych, z którymi jestem w stałym kontakcie” – powiedziała w rozmowie z Onetem Anna Dalkowska, wiceminister sprawiedliwości.

Jak dodała, codziennie prowadzi z prezesami sądów apelacyjnych wideokonferencje. Podkreśliła, że resort zaleca prezesom sądów podjęcie czynności, które zapewnią sędziom bezpieczeństwo, w tym ograniczenia rozpraw jawnych, z wyłączeniem jedynie spraw pilnych.

„Działamy wspólnie i jednolicie z prezesami sądów” – zaznacza Dalkowska.

Apel do Zbigniewa Ziobry

Wcześniej, w związku z rozprzestrzeniającym się w Polsce koronawirusem, o zapewnienie bezpieczeństwa m.in. sędziom apelowało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”.

„Apelujemy do Ministra Sprawiedliwości o podjęcie natychmiastowych działań zmierzających do zapewnienia bezpieczeństwa obywateli, w tym osób pracujących w sądach” – zwracało się do Zbigniewa Ziobry.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Fałszywy ksiądz legalizuje pobyt imigrantów w Polsce, kierując ich do nieistniejącego zakonu

Fałszywy ksiądz bierze półtora tysiąca euro od obcokrajowców za legalizację ich pobytu w Polsce, a z Białorusinów i Ukrainek robi braci i siostry w zakonie, który nie istnieje – pisze „Wprost”. Ojciec Leonard ma się przy tym powoływać na wpływy w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim.

Tygodnik ujawnia, że były duchowny przedstawiał się imigrantom jako ojciec Leonard Kokosa i podawał się za prowincjała Zakonu św. Jana Jerozolimskiego (Joannici). Obcokrajowcy mieli płacić mu pieniądze nie tylko dlatego, że „odgrywał przed nimi rolę księdza zatroskanego o ich los”, ale także dlatego, że „powoływał się na wpływy wśród wysoko postawionych urzędników wydających decyzje co do pobytu obcokrajowców w Polsce” – czytamy.

Zdaniem „Wprost” o. Leonard to tak naprawdę Lech Zbigniew Kokosa. Ma 72 lata, jest byłym księdzem Kościoła Polskokatolickiego, został wyświęcony w 1971 r. Służył m.in. w Berlinie, pracował też Polskim Narodowym Kościele Katolickim w Nowym Jorku. Ks. Jerzy Bajorek, rzecznik prasowy Kościoła Polskokatolickiego mówi jednak, że tuż po powrocie ze Stanów został zawieszony. „Teczka z dokumentami Kokosy zaginęła, wyparowała. Nie mam gdzie tego sprawdzić” – mówi o powodach, choć dodaje: „Za to, co Kokosa robił już po tym, jak usunięto go z Kościoła Polskokatolickiego nikt z nas nie bierze odpowiedzialności”.

Głośno o Kokosie było już w 2005 roku, gdy Kuria Metropolitalna we Wrocławiu wystosowała komunikat ostrzegający wiernych przed działalnością fałszywego księdza, który posługiwał się imionami Mateusz oraz Lech.
Źródło info i foto: interia.pl

Szwedzki ksiądz zaginął bez śladu w Polsce

Szwedzki ksiądz sześćdziesiątce zaginął tydzień temu we Wrocławiau bez śladu. Ostatni ślad po zaginionym to SMS-y, które wysłał krewnym w zeszły piątek wieczorem. Od tego czasu mężczyzna w wieku 60 lat zniknął bez śladu. Zgromadzone informacje wskazują na to, że ksiądz był na wakacyjnej wycieczce we Wrocławiu, gdzie w zeszły piątek zameldował się w hotelu The Granary La Suite Hotel. – „Wcześniej był w Polsce i zna ten kraj” – mówi szwedzka policja.

Zaginięcia księdza ze Szwecji zostało zgłoszone przez krewnych w poniedziałek wieczorem, kiedy to duchowny nie wylądował w Östersund w Szwecji. Teraz sprawa jest badana przez policję w Polsce i Szwecji. W Östersund sprawę prowadzi wydział przestępstw:

– „Według informacji nie powinien przebywać w Szwecji. Działamy szeroko i nie możemy niczego wykluczyć” – komentuje szwedzka policja

Źródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało 9 osób podejrzewanych o zmowy przetargowe w kilku gminach

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dziewięć osób podejrzewanych o zmowy przetargowe. Mieli doprowadzać do niekorzystnego rozporządzenia finansami kilku gmin w Polsce. Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził we wtorek w rozmowie z PAP, że funkcjonariusze katowickiej delegatury CBA dokonali zatrzymań dziewięciu osób.

– Zorganizowana grupa przestępcza składająca się z szefów kilku firm oferowała gminom uzyskanie pomocy unijnej w zamian za wygranie przetargu – powiedział Brodowski. – Oferowali szkolenia dla szkół i przedszkoli, m.in. gminom Panki i Herby (Śląskie) oraz Opatów (Świętokrzyskie) i narazili je na straty do 3 mln zł – dodał.

– Agenci CBA przeszukali mieszkania zatrzymanych, zabezpieczyli też dokumentację, nośniki danych i kopie elektroniczne materiałów – podkreślił Brodowski.

Brodowski zaznaczył, że śledztwo CBA prowadzone jest wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Katowicach i tam trafią osoby zatrzymane. Mają one usłyszeć zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa, fałszowania dokumentów i działania na szkodę jednostek samorządowych.

– Sprawa ma wiele wątków i rozwija się. Nie wykluczamy kolejnych zatrzymań – zapowiedział Brodowski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mikołaj B. groził zamachem na niewiernych w Polsce, może być niepoczytalny

Mikołaj B., zatrzymany w maju przez ABW za groźby przeprowadzenia w Polsce zamachu terrorystycznego, najprawdopodobniej jest niepoczytalny – dowiedział się portal tvp.info. Mężczyzna przechodzi teraz badania niezbędne do wydania ostatecznej opinii przez biegłych. Zdaniem śledczych B. mógł stanowić realne zagrożenie dla społeczeństwa. Po przejściu na islam bardzo się zradykalizował.

Portal tvp.info dotarł ustaleń śledztwa przeciwko Mikołajowi B., który miał publicznie deklarować chęć dokonania w Polsce zamachu terrorystycznego. Miałby on być zemstą „na niewiernych”. Ten mieszkaniec Warszawy, przeszedł na islam i przyjął przydomek Mohammed Ali. Zdaniem ABW, mężczyzna bardzo się zradykalizował. Odciął się od rodziny i znajomych. Stał się zwolennikiem „islamu wojującego”.

Przy meczecie, w którym się modlił, opowiadał współwyznawcom, że chce dokonać zamachu na chrześcijan. Snuł plany ataku m.in. przy pomocy samolotu lub śmigłowca.

Jego determinacja zwróciła uwagę ABW. Funkcjonariusze przez jakiś czas inwigilowali konwertytę. Szybko ustalili, że leczył się on psychiatrycznie. Według nieoficjalnych informacji, miał cierpieć m.in. na urojenia.

Nadgorliwość religijna w połączeniu z zaburzeniami psychicznymi, powodowały, że mężczyzna może stanowić realne zagrożenie. Po zgromadzeniu wystarczających dowodów funkcjonariusze ABW zdecydowali o zatrzymaniu Mikołaja B.

Śledztwo w sprawie konwertyty wszczął Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Mikołaj B. usłyszał zarzut „stosowania groźby bezprawnej wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości”.

Grozi za to do pięciu lat więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Decyzją sądu trafił do aresztu na trzy miesiące.

Po analizie dokumentacji medycznej niedoszłego dżihadysty, śledczy uznali, że musi on zostać zbadany przez biegłych z dziedziny psychiatrii i psychologii. Wiele wskazuje, że mężczyzna może być niepoczytalny.

Mikołaj B. przechodzi właśnie specjalistyczne badania na oddziale psychiatrii sądowej jednego z łódzkich aresztów. Po ich zakończeniu, biegli mają wydać opinię o stanie zdrowia podejrzanego. Po jej uzyskaniu śledczy podejmą decyzję co do ewentualnej internacji, czyli skierowania na leczenie w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym.
Źródło info i foto: TVP.info

Gang przemycił ponad 500 kg narkotyków

Co najmniej 500 kg narkotyków o wartości przeszło 10 mln zł przemycił i sprzedał rodzinny gang rozbity w ostatnich dniach przez CBŚP. Funkcjonariusze zatrzymali siedmioro podejrzanych. Większość z nich jest członkami jednej rodziny. Jak ustalili śledczy, członkowie gangu sprzedawali narkotyki w Polsce, Niemczech i Holandii. Jeden z podejrzanych odpowie dodatkowo za podżeganie do zabójstwa jednego z konkurentów.

Członkowie rodzinnego gangu mieli działać co najmniej od 2005 r. głównie na terenie województwa kujawsko–pomorskiego oraz Niemiec. Przestępcy przemycali narkotyki z Polski i Holandii. Ich klientami były zorganizowane grupy przestępcze z tych krajów.

– Policjanci z bydgoskiego zarządu CBŚP zatrzymali podczas akcji dwie kobiety i siedmiu mężczyzn. Większość podejrzanych jest powiązana ze sobą rodzinnie. Z zebranego materiału wynika, że wówczas wprowadzono do obrotu około 250 kg amfetaminy i 250 kg marihuany. Śledczy oszacowali czarnorynkową wartość tych narkotyków na blisko 10 mln zł – powiedziała kom. Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

W Prokuraturze Okręgowej w Bydgoszczy całej siódemce przedstawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym oraz przemytu i obrotu znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych.

Ponadto jeden z mężczyzn odpowie także za podżeganie do zabójstwa dwóch osób, które miały przeszkadzać handlarzom w prowadzeniu ich działalności. Jeden z mężczyzn usłyszał także zarzut podżegania do popełnianie zbrodni zabójstwa dwóch osób.

Cała siódemka została aresztowana przez sąd. Policjanci zapowiadają kolejne zatrzymania, w tym kurierów i odbiorców narkotyków.
Źródło info i foto: TVP.info

Sekret domu mordercy 10-letniej Kristiny z Mrowin

Zabójstwo Kristiny z Mrowin wstrząsnęło niemal wszystkich w Polsce. Roznegliżowane zwłoki dziewczynki znaleziono w lesie kilka godzin po jej zaginięciu. Do zabicia 10-latki z Mrowin przyznał się Jakub A. 22-letniego studenta z Wrocławia zatrzymano w domu dziadków. Sąsiedzi rodziny są przerażeni ostatnimi wydarzeniami. Mieli nadzieję, że Jakub odmieni to grzeszne miejsca i w reszcie zaznają trochę spokoju.

Kristina dobrze znała swojego zabójcę. Jakub A. miał być szaleńczo zakochany w matce 10-latki, która po rozwodzie z mężem wróciła z Irlandii z dziećmi do Mrowin na Dolnym Śląsku. Możliwe, że gdy Kristina zobaczyła kolegę mamy 13 czerwca, nie przeczuwała niczego złego. Tymczasem w głowie Jakuba A. zakiełkował plan pozbycia się niechętnej mu dziewczynki. Kristina nie chciała bowiem, by matka wiązała się ze studentem.

Zaginięcie Kristiny jako pierwsza zauważyła koleżanka 10-latki. Wspólnie chodziły na zajęcia śpiewu do pobliskiego Żarowa. Kiedy Kristina nie zjawiła się na lekcji, ta zadzwoniła do jej matki, by zapytać, co się stało. Chwilę potem na bramie miejscowego boiska znaleziono różową kurtkę dziewczynki. Wieczorem tego samego dnia spacerowicze natknęli się w pobliskim lesie na ciało Kristiny.

Zabójstwo Kristiny miało wyglądać na zbrodnię popełnioną przez pedofila

Początkowo wszystko wskazywało na to, że 10-latkę z Mrowin zabił pedofil. Zwłoki Kristny były bowiem częściowo rozebrane. Sprawca chciał w ten sposób jedynie zmylić policję i odciągnąć od siebie podejrzenia. Kristina nie została zgwałcona. Obrażenia wskazują jednak na to, że morderca wyładował na Kristinie całą swoją wściekłość. Dziewczynka zmarła na skutek kilkudziesięciu ciosów zadanych w klatkę piersiową i szyję.

Jakuba A. zatrzymano dopiero po kilku dniach. Stróże prawa twierdzą, że od początku był głównym podejrzanym w sprawie zabójstwa 10-latki z Mrowin. Policja zaskoczyła studenta we Wrocławiu gdzie mieszkał i studiował. 22-latek ukrył się w domu, który niegdyś należał do jego dziadków od strony ojca. Kilka miesięcy temu matka rozpoczęła remont budynku.

Wreszcie miało być normalnie

Dziadkowie Jakuba A. byli lekarzami i często wyjeżdżali na misje. Dziadek 22-latka zmarł w 2018 roku, a babcia mieszka poza Wrocławiem. Rodzina przez długi czas wynajmowała wybudowany jeszcze w latach 60 budynek. Mieszkali tam różni ludzie.

Jak dowiedział się Fakt24 przez jakiś czas mieściła się tam m.in. agencja towarzyska. Także inni lokatorzy pozostawiali dużo do życzenia i byli zmorą dla sąsiadów. Dwa tygodnie temu mieszkańcy dowiedzieli się, że do domu wprowadzi się rodzina Jakuba A. „No w końcu będzie normalnie!” – pomyśleli.

16 czerwca przed południem sąsiedzi usłyszeli huk. Zaniepokojeni wyjrzeli przez okno i zobaczyli funkcjonariuszy w kominiarkach oraz wycelowaną bronią. Jeden kazał im odejść od okna. Po zabraniu Jakuba A. policja przez kilka godzin przeszukiwała dom, z podjazdu zabrano dwa auta.

Tego samego dnia student został przewieziony do prokuratury w Świdnicy, gdzie odbyło się jego przesłuchanie. Jakub A. usłyszał zarzut zabójstwa Kristiny ze szczególnym okrucieństwem i przyznał się do winy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gruzin podejrzewany o zabójstwo Pauliny D. już w Polsce

Gruzin Mamuka K., podejrzewany o zabójstwo w Łodzi Pauliny D., został wydany Polsce. Po południu dotarł na pokładzie wojskowego samolotu do Warszawy. Wcześniej mężczyzna miał próbować popełnić samobójstwo. – Bandyta, który bestialsko zamordował 28-letnią Paulinę stanie przed polskim sądem i usłyszy wyrok za to, co zrobił tej młodej dziewczynie – powiedział minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

„3 czerwca Kijowski Sąd Apelacyjny przychylił się do skargi apelacyjnej w sprawie kasacji decyzji sądu rejonowego (o wstrzymaniu procedury przekazania Mamuki K. stronie polskiej)” – podała prokuratura Kijowa w poniedziałek na Facebooku.

Postanowienie o wydaniu Mamuki K. do Polski wydał prokurator generalny Ukrainy, uwzględniając złożony przez stronę polską wniosek o ekstradycję. Jak podało RMF FM, podczas rozprawy sądowej w Kijowie, na której zapadła decyzja o ekstradycji, Gruzin próbował odebrać sobie życie. Miał ranić się ostrym przedmiotem w brzuch. Medykom udało się go uratować.

Mamukę K. polscy policjanci przetransportowali we wtorek z Ukrainy w specjalnym konwoju. Wojskowa CASA, dotarła do Polski około godz. 16. Jak podała policja na Twitterze, Gruzina z lotniska przewieziono do aresztu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Paweł M. ps. „Misiek” już w Polsce. Planował ucieczkę

Paweł M. ps. „Misiek” jest już w Polsce. Jak ustaliła PAP, samolot z podejrzanym na pokładzie wylądował na warszawskim lotnisku w czwartek tuż przed godz. 22. Mężczyzna zostanie osadzony w najbliższym areszcie śledczym. KGP informuje, że „Misiek” planował ucieczkę.

„Poszukiwany Paweł M. ps. Misiek został w czwartek zatrzymany dzięki wzorowej współpracy polskich i włoskich policjantów. Natychmiast po zatrzymaniu został przewieziony na lotnisko i przekonwojowany do Polski. Zostanie przewieziony do aresztu śledczego i będzie pozostawał do dyspozycji prokuratury” – powiedział PAP w czwartek wieczorem mł. insp. Mariusz Ciarka z Komendy Głównej Policji.

Paweł M. przyleciał w asyście polskich policjantów z Mediolanu na lotnisko w Warszawie.

Ciarka dodał, że odszukanie „Miśka”, zatrzymanie oraz sprowadzenie go do kraju, to sukces polskiej policji. „Istnieją uzasadnione podejrzenia, że w najbliższym czasie Paweł M. mógł opuścić Włochy” – powiedział.

Paweł M. uważany jest za groźnego przestępcę – lidera gangu niebezpiecznych pseudokibiców z Krakowa. Zatrzymano go pod koniec września we Włoszech na podstawie Europejskiego Nakazu Aresztowania wystawionego przez polskie organy ścigania. zatrzymaniu M. oczekiwał w areszcie na ekstradycję. Decyzją tamtejszego sądu po kilkunastu dniach wyszedł na wolność i w ramach dozoru miał obowiązek codziennie zgłaszać się na policję.

„Msiek” ma w Polsce odpowiedzieć za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, handel narkotykami i usiłowanie zabójstwa. Śledztwo prowadzą prokuratorzy z Katowic i Krakowa wraz z policjantami Centralnego Biura Śledczego Policji.

Zastępca Prokuratora Generalnego Beata Marczak informowała PAP we wrześniu, że Paweł M. miał znajdować się w grupie przestępców, wśród której przeprowadzono zatrzymania przed kilkoma miesiącami, ale jak się okazało, wyjechał za granicę. Europejski Nakaz Aresztowania wydano za nim w maju. Prokuratura planowała jak najszybciej sprowadzić „Miśka” do kraju i umieścić go w areszcie śledczym.

Paweł M. był wcześniej karany m.in. za to, że w 1998 roku, w czasie meczu Wisły Kraków z włoskim klubem AC Parma, rzucił nożem w piłkarza Dino Baggio, raniąc go. W 2001 roku Sąd Najwyższy utrzymał za ten czyn wyrok 6,5 roku więzienia, orzeczony wobec M. w 2000 roku. Wniosek o kasację został wtedy odrzucony.

Przed tą sprawą Paweł M. był dwukrotnie karany przez krakowskie sądy: w maju 1997 roku na półtora roku więzienia w zawieszeniu na 3 lata za pobicie mieszkańca Krakowa (karę później odwieszono), a w marcu 2000 roku na rok więzienia za pobicie policjanta.
Źródło info i foto: interia.pl

Włochy: Lider krakowskich kiboli „Misiek” zostanie dziś przekazany Polsce

Włoscy policjanci zatrzymali lidera pseudokibiców Wisły Kraków Pawła M., pseudonim Misiek, po kolejnym stawieniu się przez niego w komisariacie. Poszukiwany listem gończym i zatrzymany pod koniec września we Włoszech Paweł M. zostanie teraz przekazany polskim funkcjonariuszom, którzy polecieli po niego wczoraj.

Zatrzymany uważany jest za groźnego przestępcę – lidera gangu niebezpiecznych pseudokibiców z Krakowa.

Wcześniej polska prokuratura poinformowała, że sąd we Włoszech zwolnił z aresztu „Miśka”, zatrzymanego 27 września w Cassino z fałszywymi dokumentami. Zatrzymania dokonano dzięki współpracy ze stroną polską. To od niej włoskie służby dowiedziały się, że jest on poszukiwany listem gończym i uważany za niebezpiecznego przestępcę.

Po zatrzymaniu M. oczekiwał w areszcie na ekstradycję do Polski na mocy Europejskiego Nakazu Aresztowania. Po kilkunastu dniach wyszedł na wolność i w ramach dozoru miał obowiązek regularnie zgłaszać się na policję.

Dziś Paweł M. ma za zostać przekazany Polsce.

W Polsce M. ma odpowiedzieć za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, handel narkotykami i usiłowanie zabójstwa. Śledztwo prowadzą prokuratorzy z Katowic i Krakowa wraz z policjantami Centralnego Biura Śledczego Policji.

„Misiek” był wcześniej karany m.in. za to, że w 1998 roku w czasie meczu Wisły Kraków z włoskim klubem AC Parma rzucił nożem w piłkarza Dino Baggio, raniąc go. W 2001 roku Sąd Najwyższy utrzymał za ten czyn wyrok 6,5 roku więzienia, orzeczony wobec M. w 2000 roku. Wniosek o kasację został wtedy odrzucony. Przed tą sprawą Paweł M. był dwukrotnie karany przez krakowskie sądy za pobicie, w jednym przypadku pobicie policjanta.
Źródło info i foto: RMF24.pl