Mandat i kwarantanna dla 4 osób za przekroczenie granicy

Cztery osoby, które w Lipnicy Wielkiej (Małopolskie) przejechały samochodami terenowymi przez granicę państwową ze Słowacją, zostały ukarane 500 zł mandatami i zostały poddane kwarantannie domowej – poinformowała PAP w piątek mjr Dorota Kądziołka, rzecznik prasowy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej.

„Należy pamiętać, że przekroczenie tzw. zielonej granicy w obecnym czasie pociąga za sobą konsekwencje prawne. Jest to traktowane jako nielegalne przekroczenie granicy” – wyjaśniła rzecznik.

Do incydentu doszło w czwartek po południu. Wtedy funkcjonariusze zakopiańskiego oddziału straży granicznej wraz żołnierzami 6. Brygady Powietrzno-Desantowej z Krakowa ujawnili cztery osoby, które wybrały się na przejażdżkę samochodami terenowymi i przekroczyły granicę państwową wbrew przepisom. Trzech mężczyzn i jedna kobieta przejechali na teren Słowacji i zawrócili z powrotem.

Każda z osób została ukarana mandatem karnym w wysokości 500 zł. Dodatkowo, w związku z obowiązującym stanem epidemii, osoby te zostały poddane obowiązkowej 14-dniowej kwarantannie domowej.

Granicę z Republiką Słowacji można przekraczać jedynie na dwóch przejściach granicznych: w Chyżnem w Małopolsce oraz w Barwinku na Podkarpaciu.
Źródło info i foto: interia.pl

Trwają kontrole policji. Polacy nagminnie łamią zasady kwarantanny

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali 115 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie. W ponad 400 przypadkach stwierdzono uchybienia kwalifikujące się do ukarania – poinformował rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka. Dodał, że na chwilę obecną policja sporadycznie ujawnia przypadki gromadzenia się osób w większych grupach.

„Ostatniej doby policjanci sprawdzili ponad 115 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie. W ponad 400 przypadkach, stwierdziliśmy uchybienia w naszej ocenie kwalifikujące się na wdrożenie czynności mających na celu pociągnięcie do odpowiedzialności prawnej w związku z niestosowaniem się do obostrzeń określonych w kwarantannie” – poinformował w czwartek rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka.

Jak dodał, policjanci otrzymali również około 200 próśb o pomoc w sprawie zakupu żywności, wyniesienia śmieci z domu, czy wysłaniu przesyłek.

„W naszej ocenie nadal wyjątkowo odpowiedzialnie i zdyscyplinowanie, poddani kwarantannie podchodzą do obecnej sytuacji. Przypominamy, że te osoby, które naruszają prawo i unikają kwarantanny muszą liczyć się z surowymi konsekwencjami” – ostrzegł policjant.

Poinformował też, że zauważalne jest również duże zdyscyplinowanie związane z nowymi obostrzeniami dotyczącymi gromadzenia się. „Sporadycznie ujawniamy sytuacje grupowania się osób w większej liczbie” – przekazał insp. Mariusz Ciarka.

Kwarantanna nakładana jest na osoby zdrowe, które miały styczność z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Trwa 14 dni. W jej czasie nie wolno opuszczać miejsca zamieszkania.

W piątek (20 marca) rząd w związku z wprowadzeniem stanu epidemii podwyższył kary za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny z 5 do 30 tys. zł. Wprowadzono również mechanizm śledzenia, czy dana osoba przebywa w domu.
Źródło info i foto: interia.pl

Ministerstwo Sprawiedliwości chce podwoić liczbę więźniów, którzy będą odbywać karę w systemie dozoru elektronicznego

Ministerstwo Sprawiedliwości chce niemal podwoić liczbę więźniów, którzy będą odbywać karę w systemie dozoru elektronicznego: z pięciu tysięcy teraz do dziewięciu tysięcy. Resort także zmienia przepisy tak, by sądy i więzienia mogły znacznie swobodniej działać za pomocą telekonferencji i poczty elektronicznej.

Rozwiązania mają być częścią pakietu zmian w ustawach związanych z epidemią choroby COVID-19, spowodowaną koronawirusem.

„Więźniowie, mający łączną sumę kar nieprzekraczających 18 miesięcy, będą mogli się ubiegać o odbywanie kar w systemie dozoru elektronicznego” – brzmi komunikat resortu.

Decyzja sądu

To spora zmiana, gdyż teraz taką możliwość mają skazani na maksymalnie rok więzienia. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że korzysta z niej pięć tysięcy osób, a dziewięć tysięcy spełnia wymagania.

– Każdy przypadek skazanego ocenia sąd penitencjarny, stąd nie wszyscy mają „obrączki”. To się nie zmieni, zostawiamy również decyzję sądowi penitencjarnemu – usłyszeliśmy od jednego z urzędników ministerstwa.

„Obrączki” dla 6 tysięcy

Jeszcze według niedawno przekazywanych oficjalnych informacji wydolność systemu dozoru wynosiła 6 tysięcy osób.

– Chodzi o tych osadzonych, którzy jednocześnie mają aktywną bransoletkę. Bo oczywiście w ciągu roku, gdy kolejni kończyli kary, nawet 12 tysięcy mogło przewinąć się przez system – mówi nam doświadczony funkcjonariusz Służby Więziennej.

Przerwa w karze

Projekt zakłada również specjalną „przerwę” w wykonywaniu kary więzienia, która będzie dotyczyć skazanych do maksymalnie trzy lata więzienia.

„Przepis taki miałby zastosowanie wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach, gdy jest to niezbędne do ograniczenia ryzyka epidemii w zakładzie karnym. Wniosek taki nie mógłby dotyczyć skazanego za przestępstwo umyśle zagrożone surowszą karą niż 3 lata więzienia ani skazanego za przestępstwa popełnione w ramach recydywy czy zorganizowanej przestępczości” – brzmi komunikat ministerstwa.

„Awaryjne” funkcjonowanie sądów

Opracowany w resorcie projekt zmian przyznaje również specjalne uprawnienia prezesom sądów apelacyjnych w związku ze stanem epidemii. Będą oni mogli organizować pracę sądów „w przypadku całkowitego zaprzestania czynności przez sąd powszechny lub wojskowy z powodu COVID-19”.

Prezes sądu apelacyjnego w takiej sytuacji będzie miał obowiązek zorganizować „awaryjne” funkcjonowanie sądów – np. posługując się sędziami z działających jeszcze okręgów, aby zapewnić działanie każdego sądu w najbardziej niezbędnych sytuacjach, takich jak np. rozpatrywanie wniosków o areszty tymczasowe.

Podobnie będzie w przypadku, gdy wszystkie sądy powszechne na terenie całej apelacji będą wyłączone. Wtedy Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego będzie miał taki obowiązek – wyznaczyć sądy z innych rejonów, by zastąpiły działanie wyłączonych.

Łącza zamiast rozpraw

Kierownictwo resortu sprawiedliwości chce również, aby jak najwięcej czynności mogło się odtąd odbywać za pomocą łącz, a nie osobiście. Pojawiły się więc przepisy, by np. posiedzenia sądu, na których zapadają decyzje o przedłużeniu aresztu, odbywały się właśnie w taki sposób – osadzony byłby obecny tylko za pomocą telekonferencji ze swojego zakładu karnego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

W Polsce w przeciągu doby zanotowano 318 przypadków naruszenia zasad kwarantanny

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali 79196 osób poddanych przymusowej kwarantannie. W 318 przypadkach stwierdzono uchybienia kwalifikujące się do ukarania – poinformował w poniedziałek rzecznik Komendanta Głównego Policji insp. Mariusz Ciarka.

Policjanci sprawdzili 79196 osób poddanych przymusowej kwarantannie. W 318 przypadkach, a więc nieco mniej, niż dzień wcześniej, stwierdziliśmy uchybienia, w naszej ocenie kwalifikujące się na wdrożenie czynności mających na celu pociągnięcie do odpowiedzialności prawnej, w związku z niestosowaniem się do obostrzeń określonych w kwarantannie – poinformował rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka.

Dodał, że policjanci otrzymali również ponad 180 próśb o pomoc w zakupie żywności, wyniesieniu śmieci z domu, czy wysłaniu przesyłki. W naszej ocenie wyjątkowo odpowiedzialnie i zdyscyplinowanie, poddani kwarantannie podchodzą do obecnej sytuacji, jednak te osoby, które naruszają prawo i unikają kwarantanny muszą liczyć się z surowymi konsekwencjami – ostrzegł policjant.

Kwarantanna nakładana jest na osoby zdrowe, które miały styczność z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Trwa 14 dni. W jej czasie nie wolno opuszczać miejsca zamieszkania.

W piątek rząd w związku z wprowadzeniem stanu epidemii podwyższył kary za nieprzestrzeganie zasad kwarantanny z 5 do 30 tys. zł. Wprowadzono również mechanizm śledzenia, czy dana osoba przebywa w domu.

Aplikacja dla osób odbywających kwarantannę

W czwartek wieczorem Ministerstwo Cyfryzacji rozpoczęło proces udostępniania aplikacji „Kwarantanna domowa”. Można ją pobrać z App Store lub Google Play. SMS zachęcający do pobrania aplikacji do osób objętych kwarantanną wysyła resort cyfryzacji. Otrzymanie wiadomości oznacza, że dane osoby objęte kwarantanną są w bazie MC i że mogą rozpocząć korzystanie z aplikacji.

Aplikacja umożliwia potwierdzenie miejsca, w którym przebywa osoba objęta kwarantanną oraz podstawową ocenę stanu zdrowia. Daje również możliwość zgłoszenia się do lokalnych ośrodków pomocy społecznej, które w uzasadnionych sytuacjach, mogą dostarczać leki czy artykuły spożywcze.

Koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Objawia się ona najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Podejrzewa się, że do zarażenia koronawirusem, który może wywoływać groźne dla życia zapalenie płuc, doszło w Chinach pod koniec 2019 r.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Małopolska: 60-letnia kobieta uciekła z kwarantanny. Udała się na dworzec

Do zdarzenia doszło w Małopolsce. Kobieta, która była objęta kwarantanną, opuściła mieszkanie i udała się na dworze. Koronawirus w Polsce wymusił na władzach niecodziennie rozwiązania. Kwarantanna ma nas uchronić przed zarażaniem kolejnych osób. Jednak nie wszyscy stosują się do zaleceń. Policjanci z Krakowa na tamtejszym dworcu zatrzymali kobietę, która wsiadała do autokaru.

60-latka z krakowskiego Ruczaju chciała jechać do Niemiec. Zostanie wobec niej skierowany wniosek o ukaranie do sądu. W sobotę informowaliśmy, że policjanci z komisariatu w Makowie Podhalańskim (woj. małopolskie) zatrzymali 24-latka, który uciekł ze szpitala w Gdańsku. Mężczyzna miał przy sobie maczetę i przedmiot przypominający broń. Zatrzymany mieszkaniec Rumii (woj. pomorskie) uciekł ze szpitala po tym, jak lekarze szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku przebadali go na obecność koronawirusa. Mężczyzna postanowił nie czekać na wyniki testów i zbiegł z placówki.

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali prawie 56 tys. osób poddanych kwarantannie. Jak podają służby, ukarano 328 osób. Funkcjonariusze przynajmniej raz na dobę sprawdzają, czy osoby objęte kwarantanną znajdują się we wskazanym miejscu oraz, czy nie potrzebują pomocy.

– Społeczna izolacja potrwa co najmniej do końca świąt wielkanocnych – zapowiedział w ostatnich dniach premier Mateusz Morawiecki. Jak dodał, kwarantanna będzie bardziej surowo traktowana. Kary zostaną podwyższone z 5 do 30 tys. zł oraz pojawią się „mechanizmy śledzenia”.
Źródło info i foto: wp.pl

Ukrainiec próbował wwieźć do Polski 50 tys. maseczek ochronnych objętych zakazem eksportu

Obywatel Ukrainy próbował wwieźć do Polski 50 tys. maseczek ochronnych, objętych zakazem eksportu – poinformowała w sobotę ukraińska straż graniczna. Ukraińca zatrzymano na przejściu granicznym Jahodyn-Dorohusk. To kolejna próba przemytu maseczek w ostatnim czasie. Straż graniczna przekazała, że kierowca zmierzał do jednego z krajów Unii Europejskiej z ładunkiem, którego wartość oszacowano na 50 tysięcy dolarów.

Mężczyzna przewoził maseczki klasy FFP2, które razem między innymi z maseczkami chirurgicznymi, rękawiczkami i odzieżą ochronną znajdują się na liście towarów objętych zakazem eksportu z Ukrainy do 1 czerwca.

W sobotę również udaremniono próbę przemytu 21 tysięcy maseczek w Chersoniu na południu kraju. Ich wartość oszacowano na ponad 40 tysięcy dolarów. Policja ustaliła, że pewna firma planowała przemycić maseczki lotem pasażerskim z międzynarodowego lotniska w tym mieście. Towar skonfiskowano.

W piątek portal RBK poinformował, powołując się na szefa MSW Arsena Awakowa, że na lotnisku Boryspil pod Kijowem próbowano przemycić 1,5 tony maseczek medycznych. Miały one trafić do Włoch i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Władze stworzyły listę towarów objętych zakazem eksportu w ramach środków bezpieczeństwa w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.
Źródło info i foto: TVP.info

Epidemia koronawirusa. Polskie sądy odwołują rozprawy

Do końca marca większość sądów powszechnych odwołuje rozprawy jawne, a także ogranicza możliwość przebywania osób postronnych w ich siedzibach. O podjęcie działań w celu zapewnienia pracownikom sądów bezpieczeństwa apelowało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. W środę większość sądów okręgowych i rejonowych zadecydowała o odwołaniu rozpraw jawnych do 31 marca. Ograniczono również wstęp do ich budynków: strony nie mogą kontaktować się z ich władzami, a Biura Obsługi Interesantów pracują w trybie zdalnym. Takie decyzje zostały podjęte po wideokonferencji z wiceminister sprawiedliwości Anną Dalkowską.

„Ministerstwo wczoraj przekazało rekomendacje w kwestii bezpieczeństwa na piśmie do prezesów sądów apelacyjnych, z którymi jestem w stałym kontakcie” – powiedziała w rozmowie z Onetem Anna Dalkowska, wiceminister sprawiedliwości.

Jak dodała, codziennie prowadzi z prezesami sądów apelacyjnych wideokonferencje. Podkreśliła, że resort zaleca prezesom sądów podjęcie czynności, które zapewnią sędziom bezpieczeństwo, w tym ograniczenia rozpraw jawnych, z wyłączeniem jedynie spraw pilnych.

„Działamy wspólnie i jednolicie z prezesami sądów” – zaznacza Dalkowska.

Apel do Zbigniewa Ziobry

Wcześniej, w związku z rozprzestrzeniającym się w Polsce koronawirusem, o zapewnienie bezpieczeństwa m.in. sędziom apelowało Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”.

„Apelujemy do Ministra Sprawiedliwości o podjęcie natychmiastowych działań zmierzających do zapewnienia bezpieczeństwa obywateli, w tym osób pracujących w sądach” – zwracało się do Zbigniewa Ziobry.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Fałszywy ksiądz legalizuje pobyt imigrantów w Polsce, kierując ich do nieistniejącego zakonu

Fałszywy ksiądz bierze półtora tysiąca euro od obcokrajowców za legalizację ich pobytu w Polsce, a z Białorusinów i Ukrainek robi braci i siostry w zakonie, który nie istnieje – pisze „Wprost”. Ojciec Leonard ma się przy tym powoływać na wpływy w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim.

Tygodnik ujawnia, że były duchowny przedstawiał się imigrantom jako ojciec Leonard Kokosa i podawał się za prowincjała Zakonu św. Jana Jerozolimskiego (Joannici). Obcokrajowcy mieli płacić mu pieniądze nie tylko dlatego, że „odgrywał przed nimi rolę księdza zatroskanego o ich los”, ale także dlatego, że „powoływał się na wpływy wśród wysoko postawionych urzędników wydających decyzje co do pobytu obcokrajowców w Polsce” – czytamy.

Zdaniem „Wprost” o. Leonard to tak naprawdę Lech Zbigniew Kokosa. Ma 72 lata, jest byłym księdzem Kościoła Polskokatolickiego, został wyświęcony w 1971 r. Służył m.in. w Berlinie, pracował też Polskim Narodowym Kościele Katolickim w Nowym Jorku. Ks. Jerzy Bajorek, rzecznik prasowy Kościoła Polskokatolickiego mówi jednak, że tuż po powrocie ze Stanów został zawieszony. „Teczka z dokumentami Kokosy zaginęła, wyparowała. Nie mam gdzie tego sprawdzić” – mówi o powodach, choć dodaje: „Za to, co Kokosa robił już po tym, jak usunięto go z Kościoła Polskokatolickiego nikt z nas nie bierze odpowiedzialności”.

Głośno o Kokosie było już w 2005 roku, gdy Kuria Metropolitalna we Wrocławiu wystosowała komunikat ostrzegający wiernych przed działalnością fałszywego księdza, który posługiwał się imionami Mateusz oraz Lech.
Źródło info i foto: interia.pl

Porwanie 10-latka w Gdyni. Belgijski sąd rodzinny wydał wyrok, że Ibrahim ma zostać w Belgii z ojcem

Prokuratura w Antwerpii informuje, że belgijski sąd rodzinny w październiku 2018 roku wydał wyrok, na mocy którego 10-letni Ibrahim miał zostać w Belgii z ojcem, a nie z matką, która wyjechała z nim do Polski. Taką informację przekazał korespondentce RMF FM Katarzynie Szymańskiej-Borginion rzecznik prokuratury Kristof Aerts. Pani Karolina, matka uprowadzonego chłopca, twierdzi jednak coś innego. „On (ojciec – red.) nie ma żadnych praw, ma wyrok sądu z 2017 roku, gdzie zostały mu wszelkie prawa odebrane. Ja jestem jedyną osobą, która ma prawo opieki nad dzieckiem” – mówiła wcześniej dziennikarzom. 10-letni Ibrahim miał zostać uprowadzony przez ojca, Marokańczyka Azeddine’a Oudrissa w niedzielę wieczorem w Gdyni. W związku z porwaniem dziecka w poniedziałek rano ogłoszono Child Alert.

„Decyzją sądu rodzinnego w Antwerpii z 15 października 2018 roku Ibrahim miał zostać z ojcem w Belgii, a nie z matką, która wyjechała z dzieckiem do Polski. Informacja, jakby ojciec został pozbawiony praw rodzicielskich na tę chwilę nie jest prawdziwa. Więcej informacji w tej sprawie nie mogę podać” – to komunikat rzecznika prokuratury w Antwerpii Kristofa Aertsa, nadesłany do biura brukselskiej korespondentki RMF FM Katarzyny Szymańskiej-Borginion.

„Jedyny wyrok, jaki znam, to wyrok z 2017 roku przyznający mi pełnię praw. O żadnym innym wyroku nic nie wiem, dowiaduję się teraz” – mówi z kolei pani Karolina, matka 10-latka.

Z mediów społecznościowych i od Polaków z Belgii wiemy, że wnuczek był widziany na spacerze w Antwerpii. Z tego wynika, że ojciec nie specjalnie się ukrywa – powiedział z kolei dziadek chłopca pan Kazimierz.

We wtorek polskie Ministerstwo Sprawiedliwości zwróci się do resortu sprawiedliwości Belgii z prośbą o dokumentację, dotyczącą wszystkich orzeczeń i postanowień sądowych związanych z zaginionym 10-letnim Ibrahimem. Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik przyznaje w rozmowie z reporterem RMF FM Michałem Dobrołowiczem, że w tej sprawie powstało wiele różnych wersji dotyczących między innymi władzy rodzicielskiej.

Tymczasem pani Karolina, mama uprowadzonego 10-latka twierdzi, że ma pełnię praw do opieki nad synem. Mam wyrok belgijskiego sądu, który przyznaje mi pełnię praw do opieki nad dzieckiem – powiedziała dziennikarzom.

Zdaniem kobiety, jej były partner uciekł z synem do Belgii, gdzie jako obywatel Maroka mieszkał od dziecka. Jak podkreśliła, próbowała bronić syna, ale została pobita, a mężczyzna odebrał jej dziecko siłą.

O decyzji belgijskiego sądu rodzinnego z października 2018 roku jako pierwszy informował portal Polsat News.

Kobieta twierdzi, że została pobita, a dziecko uprowadzone przez ojca

Do tego zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem w Gdyni przed blokiem przy ul. Ledóchowskiego. Zaparkowałam auto, wyszłam z synem. Jak staliśmy pod klatką, to ten człowiek zaczął mnie bić, wyrwał mojego syna, który bardzo płakał, krzyczał: „Mamo, pomóż mi”. Podbiegłam do tego samochodu, on się ze mną zaczął szarpać – opisała zdarzenia kobieta.

Opowiedziała też dziennikarzom o rozmowie ze swoim synem. Zadzwonił do mnie mój były partner, rozmawiałam z synem, jest on bardzo spokojny, prawdopodobnie został mu podany jakiś środek uspokajający – przekazała. Musieliśmy ze sobą rozmawiać w języku niderlandzkim, bo on nie miał żadnego tłumacza. Moje dziecko powiedziało, że jest wszystko dobrze i że tata miał mu dać jeść i pytał się, czy po niego przyjadę – opisała.

Child Alert po raz czwarty w Polsce

W związku z uprowadzeniem 10-letniego Ibrahima w poniedziałek rano ogłoszono Child Alert – system wsparcia poszukiwań, umożliwiający rozpowszechnienie wizerunku chłopca w mediach.

Matka Ibrahima skrytykowała polskie służby za zbyt opieszałe działanie. Tak jak zostałam potraktowana przez funkcjonariuszy, tego się po prostu nie da odpisać. Wiedziałam, że mój były partner chce go wywieźć z Polski. Policjanci powiedzieli mi, że Child Alert był trzy razy zrobiony w Polsce i to się nie kwalifikuje, nie ma na to szansy. Ja o to zabiegałam od samego początku. Wiedziałam, że on się kieruje do granicy polsko-niemieckiej, żeby ją przekroczyć i żeby dostać się do Belgii – powiedziała.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Porwanie 10-latka w Gdyni. To matka dziecka złamała prawo i wywiozła Ibrahima do Polski?

Do szokujących informacji z prokuratury w Antwerpii dotarła Dorota Bawołek, korespondentka telewizji Polsat News w Brukseli. Według jej relacji, to matka Ibrahima złamała prawo, wywożąc go do Polski. Belgijski sąd rodzinny w październiku 2018 r. wydał wyrok, na mocy którego dziecko miało zostać w Belgii z ojcem, a nie z matką w Polsce. Taką informację podano w serwisie polsatnews.pl.

Według prokuratury w Antwerpii, informacja o tym, że ojciec dziecka jest pozbawiony władzy rodzicielskiej „nie jest prawdziwa”.

– W świetle przekazanych przez Polsat News informacji, jestem gotowy wystąpić do belgijskiego ministra sprawiedliwości o informację, co w tej sprawie działo się w tym kraju – powiedział na antenie Polsat News Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości.

Matka chłopca twierdzi z kolei, że nic nie wie o wyroku sądu z 2018 roku.

Przypomnijmy, 10-letni Ibrahim został uprowadzony w niedzielę w godzinach wieczornych. Procedura Child Alert została uruchomiona w poniedziałek około godziny 7 rano. Ibrahim ma ok. 150 cm wzrostu, włosy koloru ciemny brąz czesane do góry, oczy brązowe. W chwili porwania chłopiec ubrany był w kurtkę ortalionową koloru pomarańczowego, białą bluzę z wizerunkiem Kaczora Donalda, jasne jeansy ze ściągaczami przy nogawkach oraz czarne buty z odblaskowymi elementami.

Osoby posiadające jakiekolwiek informacje mogące przyczynić się do odnalezienia dziecka i zatrzymania sprawcy porwania, proszone są o kontakt telefoniczny na specjalnie uruchomioną bezpłatną infolinię alarmową 995 lub z najbliższą jednostką Policji.
Źródło info i foto: se.pl