34-letni Wietnamczyk wyprowadził z naszego kraju 116 mln złotych

„Wielki transfer lewych zysków z Wólki Kosowskiej” – tak „Rzeczpospolita” zatytułowała artykuł o wyprowadzeniu z Polski ponad stu milionów złotych. Mieszkający w Polsce 34-letni Wietnamczyk z polskim obywatelstwem wytransferował głównie do Azji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich 116 mln zł – donosi „Rzeczpospolita”. Według informacji dziennika, były to brudne pieniądze z handlu w podwarszawskim centrum w Wólce Kosowskiej. Do wyprowadzania milionów wykorzystał założoną specjalnie w tym celu firmę.

„Rzeczpospolita” poznała kulisy procederu, który odkryła warszawska prokuratura i CBA.

34-latek odpowiadał za dystrybucję środków, jakie przekazywali mu właściciele trzech wietnamskich spółek. Gotówkę (dolary, euro) partiami transferował z Polski, wykorzystując swoje Biuro Usług Płatniczych. Robił to tak, by ukryć prawdziwego zleceniodawcę i odbiorcę środków.

Wietnamczyk transferował lewe 116 mln zł zaledwie przez kilka miesięcy – gdyby nie wpadł, zapewne robiłby to dalej. Kto za nim stał – o tym powiedzieć śledczym nie chce.
Źródło info i foto: interia.pl

Kandydat na prezydenta Paweł Tanajno zatrzymany przez policję

Duże siły policyjne w centrum Warszawy. To reakcja na protest przedsiębiorców. – Państwo PiS się wali na naszych oczach – wykrzykiwał Paweł Tanajno, rozpoczynając strajk. W trakcie marszu w kierunku pałacu prezydenckiego został zatrzymany pod zarzutem naruszenia nietykalności cielesnej policjanta.

– Nadchodzi zmierzch reżimu kaczora. Ten bój nie odbędzie się na ulicach. Nie będzie tu czołgów. Ten bój o wolną Polskę odbędzie się w naszych sercach – nawoływał Paweł Tanajno, a więc jeden z organizatorów strajku, rozpoczynając protest.

– Wiemy, że państwo PiS zbankrutowało. Tracimy pracę, firmy. Pomoc jest pozorna. Mamy szansę walczyć o coś więcej. Domagajmy się wolności, ochrony własności – wskazywał. – Nie możemy być ciągle na kolanach przed politykami.

Strajk przedsiębiorców wystartował po godzinie 14:00. Zebrało się stosunkowo niedużo ludzi. Z obrazków przekazywanych przez media wynikało, że mogło ich być około stu. W tle można było usłyszeć lecącą z głośników najnowszą piosenkę Kazika pt. „Twój ból jest mniejszy niż mój”.

– Zgromadzenie mamy legalne, a w świetle rozporządzeń sanitarnych będziemy również działać zgodnie z prawem – zapewniał Paweł Tanajno. – Policja kłamie. Łamie prawo – podkreślał.

Czego chcą demonstrujący?

Przedsiębiorcy na strajk zabrali ze sobą kwiaty i znicze. Ułożyli z nich krzyż. Miało to być symbolizować bezradność rządu. To wyraz sprzeciwu wobec działania władzy, który ich zdaniem popełniła błąd dokonując tak drastycznego zamrożenia gospodarki. Wskazują też, że odmrażanie idzie zbyt wolno.

– W wypadkach umiera więcej osób niż na koronawirusa. To samo z rakiem. Postulat gospodarczy zamyka się w czymś co jest fundamentem. Chcemy ochrony własności. Rząd już zamierza wprowadzać ustawy, które pozwolą zajmować majątki przedsiębiorców – mówił Paweł Tanajno.

Podkreślał, że tak jak wczasach PRL-u, rząd ściga przedsiębiorców i nakłada tak dużo regulacji, że nie da się normalnie prowadzić działalności.

Zebrani przedsiębiorcy podkreślali też, że kierowana do nich pomoc jest niewystarczająca. Jedna z uczestniczek w rozmowie z dziennikarzem WP wskazała, że rząd chwali się dużą liczbą składanych wniosków, ale pomija fakt, że mało z nich jest rozpatrywanych, urzędnicy bawią się w biurokrację, a ostateczne dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników czy kilka tysięcy złotych wsparcia to za mało.

– W wypadkach umiera więcej osób niż na koronawirusa. To samo z rakiem. Postulat gospodarczy zamyka się w czymś co jest fundamentem. Chcemy ochrony własności. Rząd już zamierza wprowadzać ustawy, które pozwolą zajmować majątki przedsiębiorców – mówił Paweł Tanajno.

Podkreślał, że tak jak wczasach PRL-u, rząd ściga przedsiębiorców i nakłada tak dużo regulacji, że nie da się normalnie prowadzić działalności.

Zebrani przedsiębiorcy podkreślali też, że kierowana do nich pomoc jest niewystarczająca. Jedna z uczestniczek w rozmowie z dziennikarzem WP wskazała, że rząd chwali się dużą liczbą składanych wniosków, ale pomija fakt, że mało z nich jest rozpatrywanych, urzędnicy bawią się w biurokrację, a ostateczne dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników czy kilka tysięcy złotych wsparcia to za mało.

Z megafonów policyjnych dochodziły nawoływania do stosowania się do zasad związanych ze stanem epidemii. Chodzi o niegromadzenie się i noszenie maseczek. Na miejscu był „zespół antykonfliktowy policji”. Mieli niebieskie kamizelki i zadanie by dbać o to, żeby nie doszło do podobnych scen jak sprzed tygodnia.

Przedsiębiorcy dosyć szybko zebrali się i ruszyli w stronę pałacu prezydenckiego. Policja starała się wstrzymywać ruch, legitymując osoby, które były na proteście.

Cały plac Defilad był szczelnie obstawiony przez policję. Służby początkowo były nieco zaskoczone wymarszem, ale blokowane były kolejne większe grupy protestujących.

Policja interweniuje

Z czasem rosło napięcie. Policjanci w pewnym momencie otoczyli m.in. Pawła Tanajno i doszło do interwencji. Po chwili został wypuszczony, po czym wszedł do jednej z pobliskich restauracji i chwilowo marsz został zatrzymany. Wokół restauracji zebrało się sporo policjantów, którzy pilnowali wejścia.

– Kilku oficerów mnie napadło – skomentował zajście Paweł Tanajno. Tłumaczy, że szedł po prostu chodnikiem w związku z rozejściem się po zgromadzeniu na placu Defilad. Sugerował, że idzie do domu, kierując się w stronę pałacu prezydenckiego.

Ze słów organizatora strajku wynikało, że formalnie demonstracja już się zakończyła. Tym samym wskazywał, że interwencje policji są nieuzasadnione.

Policja starała się otoczyć większe grupy demonstrantów. Jednak nie do końca sobie z tym radziła, bo protestujący tłumaczyli się, że po prostu spacerują, niezależnie od strajku. W pewnym momencie okazało się, że grupka otoczonych osób była mniejsza niż liczba otaczających ich policjantów.

Funkcjonariuszy było tak wielu, że starali się odcinać kolejne drogi prowadzące w kierunku pałacu prezydenckiego. Policja w pewnym momencie informowała przez megafon, że może użyć środki przymusu bezpośredniego, jeśli nie dojdzie do rozejścia się zgromadzenia. Jednocześnie Paweł Tanajno podkreślał cały czas, że nie ma już formalnie żadnego strajku, a on tylko wraca do domu.

Zatrzymanie Pawła Tanajno

Po kilkudziesięciu minutach funkcjonariusze wyprowadzili Pawła Tanajno poza kordon, wsadzili do samochodu i wywieźli.

„Nie będzie przyzwolenia na atakowanie policjantów. Jeżeli ktoś wyciąga rękę na funkcjonariusza, zmusza nas do zdecydowanej reakcji. Potwierdzamy, że w związku z naruszeniem nietykalności cielesnej policjanta zatrzymany został Paweł Tanajno” – czytamy w komunikacie policji.

Razem z organizatorem szło wielu dziennikarzy. Wszyscy na długi czas zostali razem z garstką protestujących otoczeni przez policję, bez możliwości opuszczenia tego miejsca. Co na to wszystko policja? „Zawsze reagujemy na naruszenie prawa. Gdy prawo nie jest łamane skupiamy się na bezpieczeństwie uczestników” – czytamy w komunikacie KSP.
Źródło info i foto: Money.pl

Poćwiartowana w Piotrowie kobieta to zaginiona Paulina. Są wyniki badań DNA

Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polską i zapisze się w historii jako jeden z najokrutniejszych mordów w historii naszego kraju. Na początku maja w Piotrowie na Pomorzu znaleziono poćwiartowane zwłoki młodej dziewczyny. Śledczy od początku podejrzewali, że to zaginiona Paulina (†23 l.). Prokuratura ma już wyniki badań DNA, które potwierdziły tożsamość ofiary.

– Potwierdzam, że badania DNA wykazały, iż ofiarą morderstwa padła 23-latka, która była wcześniej poszukiwana – mówi prok. Grażyna Wawryniuk z prokuratury okręgowej w Gdańsku.

To Paulina spod Łomży, która zaginęła 8 marca. Dziewczyna przyjechała na Pomorze, by spotkać się ze swoim byłym chłopakiem, Patrykiem D. (20 l.). W jego ramionach nie znalazła jednak ukojenia. Morderca zgotował jej straszliwy koniec…

Patryk D. z zimną krwią zabił Paulinę, potem obdarł ją ze skóry i poćwiartował, a szczątki poukrywał na przestrzeni ponad kilometra. Śledczy kompletowali je przez dwie doby. Mężczyzna został zatrzymany i przyznał się do winy. Grozi mu nawet dożywotnie więzienie.

Od dziecka fascynował się śmiercią

Fakt dotarł do znajomych okrutnego mordercy. Ci nie mają wątpliwości, że chłopak od dziecka fascynował się złem. – Był dziwny, stronił od towarzystwa, zerknijcie na jego konto w internecie, na którym gromadził zdjęcia i rysunki. Są potworne, niemal wszystkie dotyczą śmierci. Pierwsze wrzucił, mając 9 lat – opowiada znajoma Patryka, która prosi o anonimowość.

Nie tylko ona to zaobserwowała. – Chodziłem z nim do szkoły, ubierał się na czarno, nocą szlajał się po lasach. Słyszałem, że ćwiartowanie zwłok ćwiczył na zwierzętach – mówi wstrząśnięty kolega chłopaka. – Widziałem te rysunki i zdjęcia. To makabra. Jak można fascynować się obrazkiem przedstawiającym obdartą ze skóry kobietę?

Ich miłość karmiła się mrokiem

Okazuje się, że oboje – i Paulina, i jej zabójca – fascynowali się horrorami, śmiercią, okultyzmem, czarownicami. Takie zdjęcia znaleźliśmy na ich profilach w internecie. Oprócz zakrwawionych ludzkich ciał były tam też obrazy związane z kanibalizmem.

– Na jednym z kont obserwowanych przez Paulinę można znaleźć zdjęcia przedstawiające jedzenie ludzkiego mięsa – mówi jeden ze znajomych dziewczyny.

Ale to nie wszystko. Sama Paulina umieściła w internecie obrazek przedstawiający ciało człowieka podzielone na różne części, a każda z nich jest opisana pod kątem… walorów smakowych…
Źródło info i foto: Fakt.pl

71,4% Polaków krytykuje działania rządu ws. pedofilii w Kościele

71,4 proc. Polaków uważa, że działania rządu ws. pedofilii w Kościele są niewystarczające. Jak wynika z najnowszego sondażu IBRiS, najmniej krytyczni są wyborcy Prawa i Sprawiedliwości oraz osoby wierzące i regularnie praktykujące. W sobotę swoją premierę miała „Zabawa w chowanego”, drugi film braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Wywołał on ponowną dyskusję na ten temat.

Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Onetu wynika, że 71,4 proc. badanych uważa, że działania rządu w kwestii pedofilii wśród księży są niewystarczające. Pozytywnie działania władz oceniło 11,1 proc. uczestników badania. 17,5 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.

Sondaż wskazał również, że ocena działań rządu ws. pedofilii w Kościele ma związek z poparciem danej partii politycznej. I tak 90 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-u i Konfederacji ocenia negatywnie pracę rządu w tym temacie. Wśród głosujących na Prawo i Sprawiedliwość 40 proc. twierdzi, że działania władz są niewystarczające, 24 proc. uważa je za wystarczające, a 36 proc. nie chce odpowiadać.

Niewierzący najbardziej krytyczni wobec działań rządu

Z badania wynika, że najmniej krytyczni wobec aktywności rządu dot. pedofilii wśród księży są osoby, które oglądają „Wiadomości” TVP, TVP Info, „Wydarzenia” Polsatu i słuchają radia. Najbardziej krytyczni są natomiast widzowie „Faktów” TVN, TVN24 i Polsat News.

Wśród osób wierzących i regularnie praktykujących 50 proc. uważa, że podejmowane działania są niewystraszające, a 23 proc., że są wystarczające. Najbardziej krytyczne są osoby niewierzące. Aż 96 proc. negatywnie ocenia działania rządu.

Badanie zostało zrealizowane w sobotę 16 maja 2020 roku metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na ogólnopolskiej próbie 1100 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policja zatrzymała 24-latka. Stworzył grę zachęcającą nastolatków do samobójstw

Policjanci z wydziału do walki z cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu (woj. wielkopolskie) zatrzymali autora internetowej gry, która miała nakłaniać nastolatków do samobójstw. Jak dowiedział się reporter RMF FM, Mateusz Chłystun, 24-latek wpadł na terenie woj. łódzkiego. Pochodzący z Ukrainy 24-latek założył internetową grupę, do której zapraszał mieszkające w Polsce, ale pochodzące z Europy Wschodniej nieletnie osoby. Wyznaczał im zadania polegające m.in. na okaleczaniu się, ale końcowy etap tej „gry” polegał na targnięciu się na swoje życie.

Policjanci z Poznania trafili na jego trop po sygnale swoich kolegów z Sankt Petersburga. Według ustaleń rosyjskich śledczych, mężczyzna działał właśnie w stolicy Wielkopolski. Ustalenie jego miejsca pobytu trwało niespełna cztery tygodnie.

Mundurowi namierzyli też dwie poszkodowane w tym procederze osoby: 14- i 15-latkę. Starsza z dziewcząt ma na ciele setki śladów po samookaleczeniu. 24-latek w czwartek wieczorem, 14 maja, został przewieziony do Poznania. Zostanie w piątek przesłuchany i najprawdopodobniej usłyszy zarzuty. Śledczy zamierzają też wnioskować o jego tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: interia.pl

Kontrole na granicach przedłużone do 13 maja

Minister Mariusz Kamiński poinformował o przedłużeniu kontroli na granicach do 13 maja. Ma to związek z epidemią koronawirusa. Resort spraw wewnętrznych i administracji poinformował w opublikowanym w środę komunikacie, o tym, że kontrola graniczna na granicy wewnętrznej z Niemcami, Litwą, Czechami i Słowacją zostaje przedłużona o kolejne 10 dni – od 4 do 13 maja br.

„Tak jak dotychczas granicę będzie można przekroczyć tylko w wyznaczonych miejscach. Kontrole będą też nadal prowadzone w portach morskich i na lotniskach” – czytamy w komunikacie MSWiA.

MSWiA przedłuża kontrole na granicy wewnętrznej.

Przypomnijmy, że rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 13 marca 2020 r. przywróciło tymczasowo kontrolę graniczną na okres od 15 do 24 marca. Nowelizacja przedłużała ten czas o kolejne 20 dni – od 25 marca do 13 kwietnia. Następna zmiana ponownie przedłużyła kontrolę o 20 dni – od 14 kwietnia br. do 3 maja br.

W środę minister Mariusz Kamiński podpisał kolejną nowelizację, na mocy której kontrola zostaje przedłużona na okres od 4 maja do 13 maja, czyli o 10 dni. Tak jak dotychczas kontrola graniczna będzie prowadzona przez Straż Graniczą, a jej działania wspierają policjanci, strażacy i żołnierze.

Jak tłumaczy resort, granicę wewnętrzną można przekraczać w 42 wyznaczonych miejscach na granicy lądowej: na granicy z Czechami – 18, ze Słowacją – 5, z Niemcami – 16, z Litwą – 3. Kontrola graniczna jest też prowadzona w 4 portach morskich oraz na 17 lotniskach.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Próba przemytu w Korczowej. Papierosy ukryte w zupkach błyskawicznych

Podczas kontroli na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Korczowej podkarpacka KAS ujawniła przemyt ponad 1,1 miliona szt. papierosów wartych ok. 800 tys. zł ukrytych w transporcie zupek błyskawicznych – poinformowała w sobotę Krajowa Administracja Skarbowa. Zgodnie z dokumentami, kierowca ciężarówki przewoził przez polsko-ukraińską granicę ładunek z zupkami błyskawicznymi, który miał trafić do odbiorcy w jednym z krajów UE – ujawniła KAS.

Zgodnie z dokumentami, kierowca ciężarówki przewoził przez polsko-ukraińską granicę ładunek z zupkami błyskawicznymi, który miał trafić do odbiorcy w jednym z krajów UE – ujawniła KAS.

„Podczas kontroli pojazdu okazało się, że w ciężarówce oprócz 11 ton zupek, znajdują się też nielegalne papierosy. Były one ukryte w kartonowych pudłach. Podkarpacka KAS zatrzymała ponad 1,1 mln szt. papierosów, czyli ponad 56 tys. paczek, których rynkowa wartość szacowana jest na blisko 800 tys. złotych” – podała.

Dalsze postępowanie w tej sprawie prowadzi Podkarpacki Urząd Celno-Skarbowy w Przemyślu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Akcja CBŚP. Przemycali 95 kg marihuany w ładunku mandarynek

Podlaskie „pezety” Prokuratury Krajowej oskarżyły trzech mężczyzn o przestępstwa narkotykowe, w tym współudział w próbie przemytu do Polski z Hiszpanii ponad 95 kg marihuany. Towar o wartości ponad 3,8 mln zł ukryty był w ładunku mandarynek. Od kilku lat Hiszpania jest głównym źródłem zaopatrzenia polskich grup przestępczych w marihuanę. Szlakiem przez Francję i Niemcy, do naszego kraju przerzucane są tony tego narkotyku. Najczęściej kontrabanda ukryta jest w ciężarówkach przewożących oficjalnie owoce lub warzywa z Hiszpanii.

Jedną z grup parających się takim przemytem rozpracowali funkcjonariusze białostockiego CBŚP. Jesienią 2018 r. policjanci ustalili, że gang będzie wysłał do Polski większą partię marihuany.

Pod koniec listopada 2018 r., na parkingu przy drodze krajowej S8 w okolicach Zduńskiej Woli „cebesie” skontrolowali wytypowaną wcześniej ciężarówkę. W znalezieniu narkotyków, funkcjonariuszom pomogli koledzy z KAS, a przede wszystkim ich pies, wyszkolony w wykrywaniu substancji psychoaktywnych.

W lukach technicznych naczepy ciężarówki ukryto 32 czarne, plastikowe worki, wypełnione suszem roślinnym. Okazało się, że zawierają ponad 95 kg marihuany o wartości ponad 3,8 mln zł. Na parkingu narkotyki miały być przepakowane do dwóch innych: osobówki i samochodu dostawczego. A potem sprzedane hurtownikom.

Stracili milion i wolność

Kierowca ciężarówki wziął na siebie całą winę. Było jednak jasne, że takie organizowane są przez gangi dysponujące odpowiednim zapleczem finansowym.

Śledczy z Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej ustalili, że w przemyt zamieszkany jest gang działający w Polsce oraz Europie Zachodniej. Grupa ta kupowała marihuanę od hiszpańskich producentów, po czym pakowała do skrytek w ciężarówkach, które wysyłano do kraju.

W czasie śledztwa zatrzymano trzech mężczyzn należących do wspomnianego gangu. Prokurator podlaskich „pezetów” oskarżył ich właśnie o „udział w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej przemytu narkotyków oraz wprowadzenia ich do obrotu”, a także „wewnątrzwspólnotowe nabycia znacznych ilości marihuany”. Grozi za to do 15 lat więzienia.

Prokuraturze udało się zabezpieczyć majątek podejrzanych: nieruchomości, samochody oraz pieniądze, o łącznej wartości ponad miliona złotych.

Na iberyjskim szlaku

W lutym policjanci olsztyńskiego CBŚP i Europolu, pod nadzorem podlaskich „pezetów” i Eurojustu, zlikwidowali w Hiszpanii 18 plantacji konopi, gdzie rosło ponad 14,5 tys. krzewów, z których można uzyskać ok. 1,5 tony marihuany o wartości ok. 45 mln zł. Jednocześnie – w ramach operacji „Przebudzenie mocy” – przejęli 270 kg marihuany i 25 kg haszyszu. Zatrzymano wówczas 63 osoby: Polaków, Hiszpanów, Marokańczyków i Litwinów.

Z ustaleń prokuratury wynika, że rozbita grupa działała od czerwca 2018 roku do listopada 2019 r. na terenie Hiszpanii, Niemiec, Francji, Polski i innych krajów Unii Europejskiej.

Gang zajmował się tzw. wewnątrzwspólnotowym przemytem oraz wprowadzał do obrotu hurtowe ilości marihuany i haszyszu z Hiszpanii do innych krajów Unii Europejskiej. Narkotyki ukryte byłe w ciężarówkach przewożących z Hiszpanii legalne towary, w tym owoce.
Źródło info i foto: TVP.info

Słowacy zatrzymani za nielegalne przekroczenie granicy z Polską

Dwóch Słowaków wbrew przepisom przekroczyło polsko-słowacką granicę. Mężczyźni otrzymali karę grzywny, a po przekazaniu stronie słowackiej zostali objęci dwutygodniową kwarantanną. Słowaków ujawnili w niedzielę wielkanocną funkcjonariusze straży granicznej z Tarnowa podczas wspólnego patrolu z żołnierzami 16. Batalionu Powietrznodesantowego z Krakowa.

Cudzoziemcy zostali zauważeni w miejscowości Konieczna (rejon znaku granicznego I/214/7) w powiecie gorlickim. Mężczyźni w wieku 37 i 48 lat przeszli lasem z Republiki Słowacji do Polski. Jak wyjaśnili, granicę przekroczyli poza wyznaczonym przejściem granicznym, ponieważ wybrali się na wycieczkę krajoznawczą – chcieli zobaczyć przygraniczny cmentarz wojskowy.

Grzywna i kwarantanna

Wezwana na miejsce straż pożarna z Gorlic przeprowadziła kontrolę sanitarną mężczyzn. Za nielegalne przekroczenie granicy mężczyźni otrzymali grzywnę (z art. 49a kodeksu wykroczeń), zostali też pouczeni o zasadach przekraczania granicy RP.

Następnie mężczyzn przekazano – w rejonie przejścia granicznego Barwinek-Vysny Komarnik – stronie słowackiej. W swojej ojczyźnie mężczyźni zostali objęci dwutygodniową kwarantanną.

Kontrola graniczna

Karpacki oddział straży granicznej przypomina, że w związku z przywróconą tymczasowo kontrolą graniczną, przekraczanie granicy z Republiką Słowacji możliwe jest wyłącznie w dwóch wyznaczonych do tego miejscach. W województwie małopolskim jest to przejście drogowe Chyżne-Trstena, a w województwie podkarpackim – Barwinek-Vysny Komarnik.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci sprawdzili ponad 130 tys. osób przebywających na kwarantannie. Prawie połowa złamała zasady

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali ponad 130 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie; w ok. 600 przypadkach stwierdzono uchybienia kwalifikujące się do ukarania – poinformował w piątek rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka. Z informacji przekazanej przez KGP wynika, że ostatniej doby policjanci sprawdzili ponad 130 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie. Ciarka zaznaczył, że podczas kontroli, w około 600 przypadkach policjanci stwierdzili uchybienia, które w ocenie funkcjonariuszy kwalifikują się do ukarania.

Przypomniał, że obecnie funkcjonariusze nie prowadzą już kontroli polegających na codziennym sprawdzaniu osób objętych kwarantanną, a tzw. kontrole wyrywkowe, co oznacza, że w niektórych przypadkach mogą sprawdzić te same osoby nawet kilka razy dziennie.

– Osoby poddane kwarantannie będziemy kontrolować w wybranych przez nas porach, bez zapowiedzi, nie tyle już codziennie każdą osobę, co wyrywkowo, ale nawet kilka razy dziennie te same rodziny”- zaznaczył insp. Mariusz Ciarka

Ona otworzyła salon fryzjerski, on chciał odwiedzić kolegę

Kilkaset złotych mandatu musiała zapłacić właścicielka otwartego wbrew nowym obostrzeniom zakładu fryzjerskiego. Podobne kary dostali mężczyźni, którzy zebrali się w kilkuosobowej grupie w centrum Gdańska i nie reagowali na prośby policjantów, by się rozejść. Gdańscy policjanci otrzymali m.in. sygnał o otwartym salonie fryzjerskim. Kobietę ukarano mandatem w wysokości 500 zł. Mandatem karnym w wysokości 500 zł został również ukarany mężczyzna, który mimo wydanej wobec niego decyzji o objęciu go kwarantanną, wyszedł ze swojego mieszkania po to, aby odwiedzić kolegę.

W ciągu 14 dni złamał kwarantannę 3 razy

Jak powiedział sierż. Andrzej Jurkun z policji w Olsztynie, dwa przypadki złamania przez 51-latka obowiązującej go kwarantanny ujawniono w trakcie policyjnej kontroli, a o kolejnym takim zdarzeniu funkcjonariusze „zostali poinformowani”.

– Za pierwszym razem podczas kontroli okazało się, że mężczyzna opuścił miejsce izolacji i wyszedł na spacer. Kilka dni później był widziany w pobliżu swojego bloku. Trzeci raz opuścił mieszkanie ostatniego dnia kwarantanny domowej, tym razem wyszedł do pobliskiego sklepu po papierosy – wyjaśnił. We wszystkich tych przypadkach policja sporządziła stosowną dokumentację i skierowała trzy wnioski do sądu o ukaranie 51-latka za nieprzestrzeganie obowiązujących przepisów.

Ukarani za siedzenie na parapecie

Pomimo obowiązującego ograniczenia wychodzenia z domu, trzech mężczyzna z Opola Lubelskiego urządziło sobie w środę spotkanie towarzyskie. Policjanci patrolujący ulice miasta wypatrzyli ich w momencie, kiedy siedzieli na parapecie jednego z budynków w centrum.

60-latek i dwóch 56-latków przekonywali funkcjonariuszy, że ich przepisy o konieczności zachowania zasad bezpieczeństwa w stanie epidemii nie dotyczą. Twierdzili, że mają prawo się spotykać. Po niespełna godzinie okazało się, że jeden z mężczyzn nadal nie opuścił miejsca, w którym spotkał mundurowych. Dopiero kolejny wniosek o ukaranie skłonił 60–latka do tego, by przestrzegać przepisów.

Ma zapłacić ponad 5 tys. zł za to, że chciała posprzątać klatkę schodową

Kobieta będzie musiała zapłacić ponad 5 tys. zł grzywny.- To pierwszy tego typu wyrok nie tylko w Chełmie, ale w całym powiecie – mówiła w rozmowie z „Radiem Lublin” oficer prasowy chełmskiej policji Ewa Czyż.

– 51-letnia chełmianka, zobowiązana decyzją służb sanitarnych do pozostania w domu, z uwagi na kwarantannę, która została na nią nałożona, wyszła z mieszkania. W budynku wielorodzinnym myła klatkę schodową – dodała. Zaobserwowały to osoby postronne i powiadomiły dyżurnego. Sytuacja zakończyła się wszczęciem czynności wyjaśniającej, a także skierowaniem wniosku o ukaranie. Kobieta została również obciążona kosztami postępowania sądowego.

Muszą się liczyć z surowymi konsekwencjami

Policja ostrzega, że osoby, które naruszają prawo i unikają kwarantanny muszą liczyć się z surowymi konsekwencjami, podobnie jak osoby gromadzące się w większej liczbie niż dwie, czy naruszające nakazy i zakazy w zakresie przemieszczania się. Rzecznik policji dodał, że na ulicach można zobaczyć więcej policjantów pełniących służbę z funkcjonariuszami innych służb, „którzy bezwzględnie egzekwują przepisy dotyczące ograniczenia w przemieszczaniu się”.

Grzywna od 5 do 30 tys. zł

– W rażących sytuacjach informujemy inspekcję sanitarną, której inspektorzy w trybie decyzji administracyjnej z rygorem natychmiastowej wykonalności nakładają grzywny od 5 do 30 tys. zł – podkreślił insp. Mariusz Ciarka.

Kwarantanna nakładana jest na osoby zdrowe, które miały styczność z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Trwa 14 dni. W jej czasie nie wolno opuszczać miejsca zamieszkania. Policjanci ostatniej doby otrzymali również ponad 70 próśb o pomoc w sprawie zakupu żywności, wyniesienia śmieci z domu, czy wysłania przesyłki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl