Handlowali półproduktami do produkcji metamfetaminy. Adwokat i były policjant wśród zatrzymanych

Przez pięć lat mieli wytwarzać półprodukty potrzebne do produkcji metamfetaminy i wywozić je do Czech. Za zarobione w ten sposób pieniądze kupowali nieruchomości, luksusowe auta i motocykle. W sprawie zatrzymano dziewięć osób, w tym mającego kierować zorganizowaną grupą przestępczą adwokata oraz byłego policjanta. Przy zatrzymanych zabezpieczono 13 milionów złotych w gotówce.

W trakcie działań przeprowadzonych na terenie województwa dolnośląskiego przeszukano kilkanaście miejsc zamieszkanych i użytkowanych przez podejrzanych. Wówczas znaleziono i zabezpieczono ponad 13 milionów złotych w gotówce, które ukryte były w jednym z mieszkań w walizkach, torbach podróżnych i pudełkach. Na poczet przyszłych kar i grzywien zabezpieczono także mienie ruchome należące do podejrzanych warte ponad 300 tys. zł.

Zatrzymani mają usłyszeć zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej dokonującej przestępstw określonych w Ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii, wewnątrzwspólnotowego obrotu prekursorami służącymi do produkcji metamfetaminy oraz tzw. prania brudnych pieniędzy.

Mieli wykorzystywać hurtownię farmaceutyczną

Rozpracowywana przez policjantów CBŚP grupa działała głównie w województwie dolnośląskim. Jak podała Prokuratura Krajowa, członkowie grupy, wykorzystując hurtownię farmaceutyczną, kupowali w innej, legalnie działającej hurtowni farmaceutycznej ogromne ilości produktów leczniczych zawierających substancje pozwalające na wytwarzanie metamfetaminy.

– Następnie członkowie grupy wyłuskiwali tabletki z blistrów i sprzedawali je jako prekursory grupom przestępczym działającym w Polsce i w Czechach. Nielegalny towar trafiał na teren niemal całego kraju oraz do Czech, gdzie była produkowana matamfetamina – informuje Iwona Jurkiewicz z CBŚP.

Według prokuratury grupa działała w latach 2014-2018. Pieniądze uzyskane z procederu jej członkowie inwestowali m.in. w zakup nieruchomości, luksusowych samochodów i motocykli. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu wspólnie z poznańskim zarządem CBŚP.

Po przedstawieniu zarzutów śledczy zdecydują o zastosowaniu wobec zatrzymanych środków zapobiegawczych. „Podejrzanym, którzy usłyszą zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą grożą kary do 10 lat pozbawienia wolności. Pozostałym kary do 5 lat pozbawienia wolności” – podała Prokuratura Krajowa.

Policjanci nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Narkotyki przewożone w luksusowych samochodach. Boss grupy przestępczej stanie przed sądem

Ukrainiec Sergiy G. odpowie za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się przemytem narkotyków z UE na Ukrainę oraz za próbę przemytu z Polski na Ukrainę prawie ćwierci tony narkotyków o wartości około 12 mln zł. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do Sądu Okręgowego w Przemyślu.

Jak poinformował prokurator Rafał Teluk, szef Podkarpackiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Rzeszowie, który prowadził śledztwo w tej sprawie, oskarżonym jest 48-leni obywatel Ukrainy Sergiy G. zatrzymany w styczniu w Hiszpanii, na podstawie ENA.

W myśl aktu oskarżenia Sergiy G. kierował na terenie Unii Europejskiej oraz Ukrainy i Rosji zorganizowaną grupą przestępczą, zajmującą się wywozem z terenu Unii Europejskiej na Ukrainę znacznych ilości narkotyków.

Mężczyzna odpowie też za usiłowanie wywozu z Polski na Ukrainę, przez przejście graniczne w Korczowej, prawie ćwierci tony żywicy konopi, której wartość wyceniono na około 12 mln zł. Prok. Teluk podał, że narkotyki były ukryte w skrytkach konstrukcyjnych dwóch luksusowych samochodów marki BMW. Według ustaleń, skrytki wykonano na Litwie. Ich koszt to 2 tys. euro każda. Przemyt udaremnili funkcjonariusze Straży Granicznej w Korczowej i Terespolu w lutym 2017 roku.

„Narkotyki przewożone były z Hiszpanii do Rosji przez kurierów, skazanych już prawomocnymi wyrokami. Narkotyki ukryte były w specjalnie skonstruowanych skrytkach w progach samochodów osobowych marki BMW X6 oraz BMW X5 na ukraińskich tablicach rejestracyjnych” – zaznaczył prok. Teluk.

Dodał, że kurierzy: Viktor K., Yevgen S. i Olha P. (konkubina Sergiya G.) zostali już skazani prawomocnymi wyrokami. Wszyscy są obywatelami Ukrainy.

Viktor K. został skazany na łączną karę 8 lat, a Yevgen S. – 7 lat pozbawienia wolności. Obaj zostali ukarani także grzywną po 100 tys. zł oraz nakazem zapłaty 25 tys. zł nawiązki na rzecz Ośrodka Osób Uzależnionych Samodzielnego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Nowym Dworku, na cele zapobiegania i zwalczania narkomanii.

Natomiast Olha P. została skazana na łączną karę 3,5 roku więzienia i 50 tys. zł grzywny.

Zatrzymany po 3 latach poszukiwań

Prok. Teluk przypomniał, że Sergiy G. był poszukiwany od 16 marca 2017 roku na podstawie listu gończego, europejskiego nakazu aresztowania. Wystawiona za nim została także czerwona nota Interpolu.

„22 stycznia 2020 r. Sergiy G. został zatrzymany na terytorium Hiszpanii, na lotnisku w Barcelonie, na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. 14 lutego został przekazany stronie polskiej, a następnie osadzony w Zakładzie Karnym w Rzeszowie” – przypomniał Teluk.

Dodał, że w czasie śledztwa oskarżony nie odniósł się do postawionych mu zarzutów i odmówił składania wyjaśnień. Za zarzucane mu czyny grozi kara łączna 20 lat pozbawienia wolności oraz grzywna w wysokości ponad 1 miliona złotych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Europejski Trybunał Praw Człowieka uwzględnił skargi uchodźców z Czeczeni. Polska zapłaci odszkodowania

Europejski Trybunał Praw Człowieka potępił Polskę za odrzucenie na granicy polsko-białoruskiej ubiegających się o azyl uchodźców z Czeczenii.

Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) uwzględnił trzy skargi dwóch rodzin z nieletnimi dziećmi i jednego mężczyzny z Czeczenii i przyznał im po 34 tys. euro odszkodowania. W swojej decyzji opublikowanej w czwartek (23.07.2020) w Strasburgu ETPC stwierdził, że w przypadku osób ubiegających się o azyl na granicy Polski z Białorusią dochodzi do systematycznych nadużyć i naruszania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W ten sposób Polska złamała zakaz nieludzkiego traktowania oraz zakaz zbiorowego odrzucania uchodźców na granicach. Ponadto kraj nie wywiązał się z obowiązku stosowania się do poleceń ETPC.

Według ETPC w latach 2016-2017 osoby te kilkakrotnie bezskutecznie próbowały przedostać się z Białorusi do Polski w celu złożenia tam wniosków o azyl. Podkreślali, że są prześladowani w Czeczenii i obawiają się o swoje życie. W kilkudziesięciu próbach przekroczenia granicy polska straż graniczna odmówiła im wjazdu. Nie mogli oni ubiegać się o azyl w Polsce, bo jak uzasadniano, chcieli oni wjechać do kraju wyłącznie z powodów ekonomicznych. Nawet gdy ETPC uzyskał informacje o tym i zwrócił się do Polski o indywidualne rozpatrzenie wniosków o nadanie statusu uchodźcy, osoby te zostały ponownie odrzucone.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rodzice chorego na autyzm 7-latka, którzy uciekli z Holandii do Polski poszukiwani ENA

Adwokat Bartosz Lewandowski powiedział w rozmowie z PAP, że obecnie polska policja aktywnie poszukuje rodziców i domaga się od pełnomocników informacji o miejscu ich pobytu.

– Za rodzicami chorego na autyzm 7-letniego Martina Holandia wystawiła już europejski nakaz aresztowania. Rodzice deklarują, że dobrowolnie stawią się w prokuraturze – poinformował Lewandowski.

O sprawie 7-letniego cierpiącego na autyzm Martina świat usłyszał w lutym 2018 r., kiedy w środku nocy chłopiec został odebrany rodzicom przez holenderską opiekę społeczną.

– Powodem były zarzuty rzekomych zaniedbań ze strony rodziców formułowane przez sąsiadów – przekazywał wcześniej PAP mec. Bartosz Lewandowski, jeden z pełnomocników rodziny.

Chłopiec przyszedł na świat w australijsko-rosyjskiej rodzinie, która od kilkunastu lat mieszkała w Holandii. Ojciec Martina – Conrad jest informatykiem, a mama chłopca – Katya z wykształcenia prawniczką.

Martin dorastał w Holandii, gdzie wskutek starań rodziców, zdiagnozowano u niego ciężką postać autyzmu.

– Władze holenderskie, które zainteresowały się rodziną z uwagi na sygnały od sąsiadów, zlekceważyły rozpoznane u Martina zaburzenie rozwojowe polegające m.in. na braku komunikacji z rówieśnikami adekwatnego do wieku czy niekontrolowane wybuchy złości, przypisując ich przyczynę zaniedbaniom rodzicielskim i rzekomej przemocy ze strony rodziców – wyjaśniał mec. Bartosz Lewandowski.

Przez pierwsze 13 miesięcy po odebraniu chłopca rodzicom Conrad i Katya mieli ograniczone możliwości widzeń z synkiem.

– Wskutek walki o dziecko umożliwiono rodzicom widzenia z Martinem kilka godzin w tygodniu. Podczas spotkań z mamą i tatą, chłopiec wykazywał ogromną radość oraz nawiązywał z nimi kontakt, co nie miało miejsca w odniesieniu do innych osób. U Martina z uwagi na rozłąkę nastąpił znaczny regres rozwojowy. Chłopiec w trakcie spotkań zakomunikował rodzicom chęć ucieczki – powiedział mec. Lewandowski.

Wówczas Conrad i Katya podjęli decyzję o zostawieniu całego majątku w Holandii, zabraniu synka bez powiadamiania władz i ucieczki do Polski w celu zapewnienia mu rehabilitacji i terapii, która nie była zapewniana ze strony holenderskich organów.

– Jest to kolejna sprawa, w której polskie organy są proszone o udzielenie ochrony niesłusznie i bezprawnie rozbitym rodzinom, pochodzącym z wysoko rozwiniętych krajów – powiedział mec. Lewandowski.

W zeszły czwartek mec. Lewandowski poinformował też, że został złożony formalny wniosek o azyl dla rodziny den Hertog na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Dodał, że liczy na wsparcie Ministerstwa Sprawiedliwości, ponieważ ta sprawa „powinna być bezwzględnie rozstrzygnięta na korzyść rodziców”.
Źródło info i foto: onet.pl

Sprawa Sławomira N. Trwają przeszukania w Polsce i na Ukrainie

Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy poinformowało o przeszukaniach w Kijowie, Lwowie i w Polsce w ramach śledztwa dotyczącego działalności organizacji przestępczej ze sfery zarządzania drogami. Rewizje trwają m.in. w biurach Ukrawtodoru, czyli Państwowej Służby Dróg Samochodowych. Są one związane z zatrzymaniem Sławomira N., byłego szefa Ukrawtodoru, a wcześniej ministra w rządzie Donalda Tuska.

Przeszukania w obu krajach przeprowadzają ukraińska Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP), polskie Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuratura okręgowa w ramach wspólnego śledztwa.

Międzynarodowa grupa śledcza prowadzi działania w biurach państwowej agencji drogowej Ukrainy (Ukrawtodor), firm biorących udział w przetargach tej instytucji oraz w miejscach zamieszkania byłych urzędników agencji i u obywateli Polski, „prawdopodobnych uczestników organizacji przestępczej”.

Służby mają łącznie przeszukać około 30 miejsc – podała nieoficjalnie PAP.

Sławomir N. w rękach CBA

W poniedziałek rano CBA zatrzymało byłego ministra transportu i budownictwa Sławomira N. Pełnił tę funkcję w latach 2011-2013 w rządzie Donalda Tuska. W późniejszych latach (2016-2019) szefował Ukrawtodorem. Zwolnienie N. z tej funkcji zapowiedział ukraiński minister infrastruktury Władysław Kryklij. Szef ukraińskiego resortu w rozmowie z tygodnikiem „Fokus” mówił wtedy, że N. „sam zamierza odejść”.

– Rozumie, że zmienił się krajobraz polityczny – tłumaczył Kryklij. Dodał, że N. „jest najpewniej najmniej problematycznym członkiem ekipy, która zajmowała się gospodarką drogową”.

Pod koniec września N. złożył dymisję z tego stanowiska, dodając, iż otrzymał nową propozycję pracy na Ukrainie. Nie poinformował o jej szczegółach.

Zatrzymano także dwie inne osoby

Wraz ze Sławomirem N., który ma usłyszeć zarzuty korupcji, prania brudnych pieniędzy i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, zatrzymano Dariusza Z., byłego dowódcę JW „GROM” oraz gdańskiego biznesmena Jacka P.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polska: Wykryto nowy, bardzo niebezpieczny narkotyk

Pierwszy raz w Polsce wykryto bardzo niebezpieczny narkotyk pod nazwą etazen, należący do grupy opioidów. Jest 60 razy mocniejszy niż morfina. Zażycie może prowadzić do śmierci – ostrzega główny inspektor sanitarny. Sanepid podał, że w ostatnim czasie pierwszy raz wykryty został w Polsce etazen, nowy, bardzo niebezpieczny narkotyk z grupy opioidów. Był on oferowany w Łodzi jako dopalacz, jako szary proszek o wysokim stężeniu (czysta substancja).

Narkotyk ten jest szczególnie niebezpieczny ze względu na jego właściwości toksyczne i dużą siłę działania.

„Przyjmuje się, że jest 60 razy mocniejszy niż morfina” – zaznacza GIS.

Opisuje dalej reakcję po zażyciu tego dopalacza. Osoba pod wpływem opioidów jest zwykle „splątana” i podsypiająca, ma zaburzenia świadomości, wąskie szpilkowate źrenice, zwolnioną czynność serca (bradykardię), niskie ciśnienie tętnicze, groźne dla życia zaburzenia oddechowe. Może też dojść u niej do całkowitego zatrzymania oddechu i w rezultacie do śmierci.

GIS instruuje, że takiej osobie w ramach pomocy przedlekarskiej należy udrożnić drogi oddechowe, ułożyć w pozycji bezpiecznej i wezwać pogotowie (tel. 112). Ratownicy medyczni powinni zabezpieczyć funkcję oddechową i bezzwłocznego podać specyficzną odtrutkę (nalokson), a potem przewieźć do najbliższego szpitala.

GIS informuje także, że narkotyk sprzedawany jest jako tabletki, proszki, ziołowe lub plastyczne mieszanki, jak również liquidy do palenia czy areozole do nosa. Często zmienia skład i stężenie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Agenci ABW zatrzymali 4 osoby. Chodzi o milionowe wyłudzenia podatku VAT

ABW zatrzymało cztery osoby, których działania mogły doprowadzić do uszczuplenia Skarbu Państwa o blisko 26 milionów złotych. Wszystko przez wyłudzanie podatku VAT. Trzy z czterech zatrzymanych osób zajmowało się organizowaniem fikcyjnego transportu towarów z Polski do innych krajów Unii Europejskiej. Zatrzymani mieli tworzyć fikcyjną dokumentację transportową, na podstawie której dokonywane były zwroty podatku VAT na rzecz firm objętych śledztwem.

ABW zatrzymała rodzinę. Wyłudzali VAT

W toku śledztwa ABW ustaliła, że trzy wspomniane osoby to jedna rodzina. Według informacji Polsat News, czwarta zatrzymana osoba odpowiadała za pozyskiwanie ludzi, na których zakładane były firmy „słupy”.

Według informacji Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, zatrzymanym postawiono już zarzuty. Te dotyczą m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i udzielenia pomocy w oszustwie o wartości ponad 3,5 miliona złotych, a także przestępstw skarbowych, związanych z narażeniem na uszczuplenie podatku VAT. Za te przestępstwa grozi kara 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

Christian Brückner, podejrzany o zabicie Madeleine McCann powiązany z zaginięciami dzieci w Polsce?

Niemieccy śledczy są niemal w stu procentach przekonani, że 43-letni Christian Brückner porwał, a potem zabił Madeleine McCann. Jego nazwisko pojawia się także w kontekście kilku spraw, gdzie ofiarami były inne dzieci, m.in. zaginięcia 16-latki z Belgii. Ponieważ podejrzany prowadził koczowniczy tryb życia i mieszkał w kilku krajach, wiele osób zaczęło zastanawiać się, czy mógł grasować także w Polsce. O to, czy badane są ewentualne związki Brücknera z zaginięciami dzieci na terenie naszego kraju, zapytaliśmy Komendę Główną Policji.

Informacja o zidentyfikowaniu podejrzanego ws. zaginięcia Madeleine McCann wstrząsnęła opinią publiczną na całym świecie. Na początku czerwca prokuratura z Brunszwiku poinformowała, że o winie Christiana Brücknera świadczy wiele dowodów, nadal jednak poszukują tych „ostatecznych”, które pozwoliłby na oskarżenie 43-latka nie tylko o porwanie, ale także zabicie dziewczynki. W tej chwili śledczy zajmują się analizowaniem setek informacji, które do nich napłynęły po ujawnieniu, że Brückner mógł skrzywdzić 3-latkę.

Zniknięcie Maddie to jedna z najgłośniejszych zagadek kryminalnych ostatnich lat. Koszmar rozegrał się wieczorem 3 maja 2007 roku w portugalskim kurorcie Praia da Luz, gdzie rodzina McCannów spędzała wakacje. Kiedy rodzice dziewczynki jedli kolację z przyjaciółmi w restauracji na terenie ośrodku wakacyjnego, Madeleine i jej rodzeństwo spali w pokoju wynajętego apartamentu. Około godziny 22.00 Kate McCann poszła sprawdzić, czy z dziećmi wszystko w porządku i odkryła, że Maddie nie ma.

Policja obwiniała rodziców Madeleine

Zaalarmowano policję i rozpoczęto poszukiwania, które nie przyniosły żadnego skutku. Prowadzący śledztwo Paulo Pereira Cristovao i jego szef Gonçalo Amaral bardzo szybko przyjęli, że dziecko zabili rodzice i skupił się na tej hipotezie. To z kolei – zdaniem ekspertów z Wielkiej Brytanii – sprawiło, że wiele dowodów, śladów i tropów, które należało zebrać, zbadać czy zweryfikować, przepadło bezpowrotnie. Zarówno Amaral, jak i jego podwładny, zostali potem zmuszeni do odejścia z policji. Stało się to po ujawnieniu licznych skandali z ich udziałem. Jeden dotyczył zaginięcia innego dziecka.

W 2004 roku Leonora Cipriano zostaje oskarżono o zamordowanie córki Joany i ukrycie ciała dziecka. Policja twierdziła, że Leonora i jej brat João postanowili zabić Joanę po tym, jak 8-latka przyłapała ich na kazirodczym seksie. Oboje przyznali się do winy podczas przesłuchania na komisariacie. Problem w tym, że po „rozmowie” z policjantami Leonora miała zmasakrowaną twarz. Przed sądem twierdziła, że jest niewinna, a zeznania wymuszono na niej bicie. Od momentu wyjaśnia na wolność w 2019 roku, prowadzi kampanię na rzecz odnalezienia Joany.

Podejrzewają go o zabicie Maddie, skrzywdził też Joanę?

Teraz rodzina dziewczynki naciska, by portugalska policja sprawdziła, czy w sprawę mógł być zamieszany Brückner. Wiele ekspertów uważa, że osoba, która porwała Maddie, zabiła też Joanę. Takiego zdania jest dziennikarz śledczy i były policjant Mark Williams-Thomas, który już wiele lat temu stwierdził, że zaginięcie dwóch dziewczynek, które mieszkały tak blisko siebie i to w przeciągu kilku lat „byłoby ogromnym zbiegiem okoliczności”. Wioska Figueira w pobliżu Portimão, gdzie mieszkała 8-latka, znajduje się zaledwie 30 km od Praia da Luz.

Christian Brückner urodził się w Wurzburgu w Niemczech. Do Portugalii przeprowadził się w 1995 roku. Zamieszkał w regionie Algarve i zaczął pracować w gastronomii. 43-latek ma pokaźną kartotekę. Był skazywany zarówno w Portugalii, jak i Niemczech. Wyroki dotyczyły m.in. molestowania dzieci i handlu narkotykami. Obecnie Brückner odsiaduje wyrok za zgwałcenie 73-letniej turystki z USA.

Carola, Inga i Peggy

Nazwisko Brücknera pojawia się teraz w kontekście kilku innych nierozwiązanych spraw. Prokura z Belgii sprawdza, czy zabił 16-letnią Carolę Titze. Młoda Niemka została zamordowana w belgijskim De Haan w 1996 roku. Policja ustaliła wówczas, że sprawcą był „młody mężczyzna z Niemiec”, którego Titze poznała kilka dni wcześniej. Wspólnie bawili się na dyskotece, a nowy znajomy miał się przechwalać swoją „bogatą przeszłością kryminalną”. Zdaniem śledczych opis pasuje do Brücknera.

Niemiec mógł być też zamieszany w zaginięcie Ingi Gehricke. Dziewczynka zniknęła 2 maja 2015 r. niedaleko Stendal. Ustalono, że Brückner mieszkał w tym czasie około 90 km od miejsca, w którym zniknęło dziecko, a dwa dni wcześniej miał wypadek w okolicy. Kolejną sprawą, w którą mógł być zamieszany, jest zaginięcie 9-letniej Peggy Knobloch z Lichtenbergu w Niemczech, do którego doszło w 2007 roku.

Portugalia, Niemcy, Holandia, Włochy. Czy Christian Brückner polował na dzieci w Polsce?

Śledczy ustalili, że Brückner prowadził koczowniczy styl życia, często się przemieszczał i podróżował. Po zaginięciu Maddie wyjechał z Portugalii do Niemiec. Potem był w Holandii i przez jakiś czas mieszkał we Włoszech. W międzyczasie wielokrotnie trafiał do więzienia. Z relacji jego sąsiadów w Portugalii wynika, że zajmował się m.in. handlem używanych samochodów. Bez przeszkód mógł je więc zmieniać, a później pozbywać się ich, wraz z dowodami np. w postaci śladów DNA ewentualnych ofiar.

Doniesienia o tym, że Brückner od lat polował na dzieci, często podróżował i zmieniał miejsca zamieszkania, zrodziły pytania, czy mógł pojawiać się także w Polsce. O to czy badane są jego ewentualne powiązania z zaginięciami dzieci na terenie naszego kraju, zapytaliśmy Komendę Główną Policji.

– W przypadku poszukiwań osób zaginionych Policja podejmuje szereg czynności operacyjno-rozpoznawczych, w tym często związanych ze współpracą międzynarodową – jednakże nie możemy informować o ich szczegółach – poinformował Fakt24 insp. Mariusz Ciarka rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji. – W przedmiotowej sprawie Wydział Poszukiwań i Identyfikacji Osób KGP nie prowadzi i nie zlecał podległym jednostkom prowadzenia żadnych dodatkowych czynności – dodał.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Agenci CBA zlikwidowali największy gang wyłudzający podatek VAT w obrocie elektroniką

Zlikwidowana międzynarodowa zorganizowana grupa przestępcza miała prać brudne pieniądze i wyłudzać podatek VAT na gigantyczną skalę. Skarb Państwa mógł stracić nawet 1,3 miliarda złotych. W sprawie zatrzymano osiem osób. Wśród nich są obywatele Polski i Ukrainy.

Do zatrzymań doszło na terenie województw lubuskiego oraz mazowieckiego. W czynnościach brało udział ponad 120 funkcjonariuszy CBA, którzy jednocześnie przeszukali ponad 40 lokalizacji, m. in. w Wielkopolsce i na Pomorzu.

– Zatrzymani w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie usłyszeli zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz fałszowania lub używaniem faktur wystawionych na kwoty wielkich rozmiarów – poinformował w czwartek 25 czerwca Wydział Komunikacji Społecznej Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Zarzuty obejmują lata 2012-2018. W tym czasie gang miał doprowadzić do wyłudzenia w podatku VAT 1,3 miliarda złotych. W skład grupy przestępczej wchodzili zarówno obywatele Polski, jak i obcokrajowcy, m.in. obywatele Danii, Rumunii, Ukrainy, Białorusi, Bułgarii, Rosji, Wielkiej Brytanii, Łotwy, Chin, Malezji.

Ustalenia śledczych wskazują, że grupa działając w ramach tzw. „schematów karuzelowych” popełniała przestępstwa skarbowe ukierunkowane w szczególności na wyłudzenie nienależnego zwrotu podatku VAT z tytułu fikcyjnego obrotu sprzętem elektronicznym lub też zaniżenie wysokości należności podatkowych. Grupa prowadziła także proceder prania brudnych pieniędzy.

Obecnie w zainteresowaniu zespołu śledczego znajduje się ponad 1000 firm zarówno polskich i zagranicznych, zaś akta prowadzonego postępowania przygotowawczego liczą już ponad 1 700 tomów. Dotychczas we wszystkich wątkach przedstawiono zarzuty 26 podejrzanym, zabezpieczono mienie o wartości blisko 150 mln zł.

Z uwagi na wielowątkowość sprawy i jej obszerność, śledztwo prowadzone jest wspólnie przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie oraz funkcjonariuszy białostockiej delegatury CBA, stołecznego CBŚP, a także Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie.

– Każda ze służb prowadzi wątki śledztwa w ramach ujawnionych ,,łańcuchów” podatkowych, aby skutecznie doprowadzić do rozliczenia procesowego wszystkich osób zaangażowanych w ten proceder – czytamy w komunikacie CBA.
Źródło info i foto: wspolczesna.pl

Nie będzie postępowania ws. koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie

Nie będzie postępowania w sprawie koncertu Kasi Kowalskiej w Ciechanowie w czasie epidemii koronawirusa. Prokuratura Okręgowa w Płocku odmówiła jego wszczęcia – dowiedział się Onet. – Nie zostały spełnione przesłanki do uznania, iż doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne – mówi nam jej rzeczniczka.

Przypomnijmy, w sobotę, 2 maja, a więc już podczas stanu epidemii koronawirusa w Polsce, na ciechanowskim osiedlu „Aleksandrówka II” odbył się koncert Kasi Kowalskiej. Wydarzenie zostało zorganizowane w ramach projektu „Koncertowanie pod blokiem” i była to piąta impreza z tej serii. Założenie było takie, że mieszkańcy mają słuchać koncertów z okien lub balkonów. Organizatorzy apelowali o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa.

Na imprezie pojawiły się tłumy, mimo obowiązujących obostrzeń i wbrew zakazowi gromadzenia się. Nie wszyscy zachowywali zasady bezpieczeństwa, w tym 1,5-metrowe odstępy między osobami. Wywołało to falę oburzenia w sieci, a niektórzy zarzucili prezydentowi Ciechanowa hipokryzję, w związku z tym, że zezwolił na taki koncert, a nie zgadzał się na organizację 10 maja wyborów na prezydenta RP w Ciechanowie.

– Być może społeczeństwo dało się przekonać narracji, że walka z koronawirusem jest już wygrana, skoro rząd otwiera galerie handlowe i namawia do otwierania żłobków oraz przedszkoli. Ludzie najwyraźniej mają też już serdecznie dość tej nakazowo-zakazowej polityki – mówił wówczas Onetowi Krzysztof Kosiński, prezydent Ciechanowa.

– Wydarzenie trwało 40 minut. Przed nim kilkukrotnie mówiono o zachowaniu odległości. Co ważne, przez większość koncertu ludzie się do tego dostosowali. Jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli podczas ostatniego utworu, kiedy wokalistka poprosiła, żeby rozproszone po całym terenie osoby podeszły pod scenę i wspólnie zaśpiewały sto lat dla jej córki, która tego dnia obchodziła urodziny. To był błąd – dodawał prezydent.

Prokuratura: nie zostały spełnione przesłanki

Sprawą zajęła się policja i prokuratura, a także sanepid. Prokuratura Okręgowa w Płocku, do której trafiła sprawa, przez kilka tygodni prowadziła czynności sprawdzające w celu ustalenia, czy podczas koncertu doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne. tj. czy wypełnione zostały znamiona przestępstwa z art. 165 par. 1, pkt 1 kodeksu karnego. Śledczy analizowali nagrania z kamer policjantów z Ciechanowa i dokumentację związaną z organizacją cyklu „Koncertów pod balkonem”.

Jak dowiedział się Onet, postępowania jednak nie będzie. – Zapadła decyzja o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie, ponieważ nie stwierdzono znamion przestępstwa. Prokurator uznał, że nie zostały spełnione przesłanki do uznania, iż doszło do sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób, powodującego zagrożenie epidemiologiczne – mówi Onetowi prok. Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Płocku.

– W tym przypadku do wszczęcia postępowania konieczne byłoby faktyczne zaistnienie przestępstwa. Tymczasem prokuratur ustalił, że sanepid nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić i nie ma na to żadnego dowodu, że w tych koncertach uczestniczyła osoba lub osoby zarażone COVID-19. W związku z tym do faktycznego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób nie było. Stąd taka decyzja prokuratora – tłumaczy rzeczniczka.

30 tys. zł kary od sanepidu

– Inna sprawa, że z zebranych materiałów wynika, że podczas dwóch z cyklu koncertów uczestniczyło w nich około 100 osób, podczas gdy przepisy dopuszczały wówczas organizowanie imprez do 50 osób. Poza tym nie wszyscy uczestnicy tych imprez zachowywali odpowiednią odległość i zakrywali usta i nos. Wyciąganie konsekwencji w związku z tymi wykroczeniami to już jednak zadanie dla innych służb – podkreśla Iwona Śmigielska-Kowalska.

Powiatowy Inspektor Sanitarny w Ciechanowie już 5 maja nałożył na Urząd Miasta karę administracyjną w wysokości 30 tys. zł, za nieprzestrzegania zakazu organizowania zgromadzeń w czasie epidemii koronawirusa. Miasto odwołało się od tej decyzji. Na razie nie zostało to uwzględnione.

– Postępowanie w tej sprawie wciąż trwa. Zgodnie z procedurami, odwołanie przekazaliśmy do Mazowieckiego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego w Warszawie. Decyzja w tej sprawie jeszcze nie zapadła – powiedziała dziś Onetowi Wiesława Krawczyk, szefowa sanepidu w Ciechanowie.

Policja: 16 wniosków do sądu o ukaranie

Natomiast postępowanie w sprawie koncertów w Ciechanowie prowadzi wciąż prowadzi policja. – Do sądu skierowanych zostało 16 wniosków o ukaranie. Siedem z nich dotyczy wykonawców i muzyków, sześć dotyczy prezydenta Ciechanowa – chodzi o sześć imprez zorganizowanych w ramach cyklu koncertów, dwa wnioski są skierowane przeciwko osobom z publiczności, a jeden dotyczy menedżera – wylicza podinsp. Katarzyna Kucharska, rzeczniczka Komendy Wojewódzkiej Policji z siedzibą w Radomiu.

– Chodzi o łamanie art. 54. kodeksu wykroczeń, czyli naruszanie przepisów o zachowywaniu się w miejscach publicznych, a w tym przypadku łamania zasad bezpieczeństwa oraz o łamanie zakazu organizowania działalności twórczej, czyli z paragrafu 8., ust. 1, rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Postępowanie nie zostało jeszcze zakończone. Możliwe jest skierowanie kolejnych wniosków do sądu – dodaje Katarzyna Kucharska.
Źródło info i foto: onet.pl