Agenci CBA zatrzymali byłego prezesa reaktywowanej warszawskiej spółki

Agenci CBA po raz drugi zatrzymali byłego prezesa reaktywowanej warszawskiej spółki. Sprawa dotyczy nieprawidłowości przy reprywatyzacji w Warszawie. Jak powiedział portalowi tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski, zatrzymania dokonali agenci z warszawskiej delegatury Biura.

Ten sam mężczyzna został już przez CBA zatrzymany w maju tego roku w związku z nieprawidłowościami przy warszawskiej reprywatyzacji. Jednak po pierwszym zatrzymaniu sąd postanowił o niearesztowaniu mężczyzny i zastosował wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze.

Brodowski poinformował, że mężczyzna mimo takiej decyzji sądu nie wpłacił poręczenia majątkowego i nie stawiał się na wezwania prokuratury.

Teraz agenci, którzy prowadzą śledztwo, ustalili, że zatrzymany biznesmen ma związek z usiłowaniem wyłudzenia wielomilionowego odszkodowania od miasta Warszawy w związku z realizacją roszczeń do nieruchomości przysługujących spółce.

– W toku śledztwa ustalono, iż firma sprzedała na rzecz dwóch osób roszczenia do nieruchomości znajdującej się u zbiegu ulic Książęcej, Smolnej i Herberta. Sprzedaż ta była wynikiem oszustwa, gdyż uprzednio roszczenia zostały przeniesione na inny podmiot kontrolowany przez podejrzanego, o czym nabywcy nie byli informowani – informuje nas rzecznik.

W ten sposób zainkasowano 175 tys. zł. Następnie prezes podjął działania w celu ukrycia przestępczego pochodzenia tych środków, które polecił wypłacić dla siebie – dodaje rzecznik CBA. Po zakończeniu czynności mężczyzna został przewieziony do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, gdzie usłyszał zarzuty. Brodowski przypomina, że funkcjonariusze warszawskiej delegatury CBA prowadzą pod nadzorem prokuratury około 70 śledztw dotyczących przestępstw związanych z reprywatyzacją w Warszawie, które dotyczą blisko 200 nieruchomości, a zarzuty w sprawie usłyszało już około 40 osób.

Wartość szkód z tego tytułu została oszacowana na ponad 3 mld zł. We wrześniu tego roku Prokuratura Regionalna we Wrocławiu skierowała szósty akt oskarżenia w związku z tym wielowątkowym postępowaniem.
Źródło info i foto: TVP.info

Stany Zjednoczone po 16 latach wznawiają wykonywanie federalnej kary śmierci

Kara śmierci w wymiarze federalnym, po 16 latach, ponownie będzie wykonywana w Stanach Zjednoczonych. Prokurator Generalny zażądał wykonania pierwszych pięciu egzekucji. „Jesteśmy to winni ofiarom i ich rodzinom” – mówi William Barr. William Barr, amerykański Prokurator Generalny, poinformował w czwartek o wznowieniu wykonywania federalnej kary śmierci w Stanach Zjednoczonych – informuje The Guardian.

W USA wznawiają wykonywanie kar śmierci

Kara śmierci jest przewidziana w amerykańskim prawie federalnym (mimo że 12 stanów jej nie stosuje), ale takich egzekucji nie wykonywano od 2003 roku. Od 1976 roku wykonano w USA jedynie trzy federalne wyroki śmierci. Obecnie w amerykańskich więzieniach znajduje się jednak aż 63 więźniów w takimi wyrokami – 62 mężczyzn i jedna kobieta.

William Barr zażądał od dyrektorów więzień, aby przeprowadzili pięć takich egzekucji do grudnia 2019 i stycznia 2020. Chodzi o stracenie więźniów federalnych: Daniela Lewisa Lee za zamordowanie trzyosobowej rodziny, w tym ośmioletniej dziewczynki; Lezmonda Mitchella za zamordowanie 63-letniej kobiety i jej dziewięcioletniej wnuczki; Wesleya Ira Purkey’a za zgwałcenie i zamordowanie 16-letniej dziewczynki; Alfreda Bourgeois za torturowanie i zabicie własnej dwuletniej córki oraz Dustina Lee Honkena za strzelanie i zabicie pięciu osób, w tym dwóch młodych dziewcząt.

„Jesteśmy winni ofiarom i ich rodzinom wykonanie wyroków, które nałożył na sprawców nasz system sprawiedliwości” – tłumaczył Barr swoją decyzję.

Kary śmierci, na które skazywał sąd federalny, zostały wstrzymane, ponieważ amerykańscy politycy nie wiedzieli, w jaki sposób je wykonywać. Do tej pory zgodnie z prawem można było wykonać ją jedynie przez podanie śmiertelnego zastrzyku, który będzie możliwie najmniej bolesny. Śmiertelny zastrzyk był jednak robiony z trzech substancji, które często były podawane w nieprawidłowych dawkach i powodowały u skazanych ogromny ból. Według poprawki wprowadzonej przez Departament Sprawiedliwości od teraz zastrzyk będzie zawierał tylko jedną substancję, co wyeliminuje problem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Akt oskarżenia przeciwko Kajetanowi P. ponownie w sądzie

Kajetan P. miał w momencie dokonania zbrodni ograniczoną poczytalność, ale może odpowiadać przed sądem za swoje przestępstwa – uznali śledczy z Prokuratury Okręgowej w Warszawie po konfrontacji biegłych, którzy badali „Hannibala z Żoliborza”. I skierowali do Sądu Okręgowego akt oskarżenia przeciwko P.

Kajetan P. został oskarżony o zamordowanie 3 lutego 2016 r. Katarzyny J., lektorki języka włoskiego, której ciało później rozczłonkował. Odpowie także za uderzenie łokciem w głowę policjanta, który eskortował P. w drodze do Polski. Z ustaleń śledczych wynika, że 28-letni bibliotekarz miał w „znacznym stopniu ograniczoną zdolność do rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem”.

To już druga próba postawienia Kajetana P. przed sądem przez warszawskich śledczych. W połowie lipca 2017 r. prokuratura skierowała przeciwko P. akt oskarżenia o brutalne zabójstwo w 2016 r. Katarzyny J. i napaść na policjanta. Trzy miesiące później Sąd Okręgowy zwrócił śledczym sprawę Kajetana P. i nakazał uzupełnić postępowanie. Za najważniejsze uchybienie sąd uznał brak konfrontacji biegłych psychiatrów i psychologów z obu zespołów biegłych wypowiadających się w zakresie poczytalności oskarżonego. Ponadto nakazano doręczenie oskarżonemu i jego obrońcy kopii opinii psychiatrycznej oraz sporządzenie czytelnych odpisów protokołów zeznań świadków oraz jednego protokołu przesłuchania podejrzanego.

Dali wiarę drugiemu zespołowi

Prokuratura przekonuje, że przed ponownym skierowaniem aktu oskarżenia przeciwko „Hannibalowi z Żoliborza”, wykonała wszystkie zalecenia Sądu. Do konfrontacji dwóch zespołów biegłych, którzy badali Kajetana P. doszło 17 stycznia 2018 r. – Przed konfrontacją biegłych zapoznano ich aktualnymi informacjami na temat stanu zdrowia podejrzanego oraz materiałem dowodowym uzyskanym już po wydaniu przez nich opinii. Podczas konfrontacji każdy z biegłych podtrzymał swoje dotychczasowe stanowisko oraz potwierdził wnioski zawarte w sporządzonych opiniach. Ponadto wszyscy biegli zgodnie uznali, iż materiał dowodowy zgromadzony w toku śledztwa był wystarczający do wydania opinii – wyjaśnia tvp.info prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik stołecznej Prokuratury Okręgowej.

Prok. Łapczyński podkreślił, że po analizie całego materiału dowodowego prokuratura podzieliła wnioski drugiego zespołu biegłych, wskazujące na działanie sprawcy w warunkach tzw. ograniczonej poczytalności.

Opinia pierwszego zespołu biegłych psychiatrów i psychologów, budziła wątpliwości śledczych od samego początku. Eksperci skłaniali się bowiem ku niepoczytalności Kajetana P., choć nie byli całkowicie zgodni co do tego. Drugi zespół biegłych uznał, że P. cierpi na pewne zaburzenia, ale nie miał zniesionej poczytalności, a „tylko” ograniczoną, co pozwala postawić go przed sądem.

Makabryczne odkrycie

3 lutego 2016 r. strażacy otrzymali wezwanie do budynku przy ul. Potockiej na warszawskim Żoliborzu. Zaniepokojeni sąsiedzi zaalarmowali, że z lokalu na pierwszym piętrze wydobywa się dym. Po wejściu do środka strażacy odkryli, że pali się duży worek. Okazało się, że w środku znajduje się ciało młodej kobiety bez głowy. Głowę znaleziono w innym pomieszczeniu, ukrytą w plecaku. Następnego dnia śledczy potwierdzili, że zamordowaną jest Katarzyna J., mieszkanka Radomia, która jakiś czas temu zamieszkała w stolicy.

Kajetan P. uciekł z Polski, najpierw do Niemiec, a później do Włoch, skąd dotarł na Maltę. Tam właśnie został zatrzymany 17 lutego. Planował wyjazd do Tunezji.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła mu 27 lutego zarzut zabójstwa Katarzyny J. Kajetan P. przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia, które są zbieżne z materiałem dowodowym. Zrezygnował z renomowanego prawnika, którego wynajęła mu rodzina. Stwierdził, że chce sam bronić się przed sądem. Mimo to prokuratura przyznała mu obrońcę z urzędu.

Przypadkowa ofiara

Decyzję o morderstwie P. miał podjąć „miesiąc lub dwa przed samym zdarzeniem”. Podczas przesłuchania tłumaczył, że morderstwo miało na celu – jak sam powiedział – „pozbycie się słabości, jaką jest przekonanie, iż życie ludzkie jest warte więcej od świni lub komara”.

– Poszukiwał ofiary. Uznał, że powinna to być osoba obca, lektor języka, ponieważ z taką osobą miałby – z uwagi na wykonywane obowiązki – pewną nić porozumienia i wzbudzałby zaufanie. Całkowity przypadek zadecydował, że ofiarą została Katarzyna J. Telefon do niej znalazł na stronie internetowej z ogłoszeniami o korepetycjach językowych – tłumaczył prok. Przemysław Nowak, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Źródło info i foto: TVP.info

Sopot: Nauczyciel z Wenezueli podejrzany o pedofilię ponownie zatrzymany

Pochodzący z Wenezueli Alvaro F. ponownie został zatrzymany przez sopocką policję. Nauczyciel hiszpańskiego od roku podejrzany jest o czyny pedofilskie. Służby zabezpieczyły też materiały pornograficzne, które znaleziono w jego mieszkaniu.

Nie wszyscy uwierzyli od razu

60-letni Alvaro F. pochodzi z Wenezueli. W Polsce mieszka od 20 lat, zarabia jako nauczyciel hiszpańskiego (o statusie tzw. native speakera). Dwa lata temu został zatrudniony w prestiżowej Prywatnej Sopockiej Szkole Montessori, gdzie uczył dzieci z zerówki i wczesnych klas podstawówki.

Wiosną 2016 roku jedna z uczennic powiedziała swoim rodzicom, że „pan Alvaro kładzie jej rękę na pupie”. Mama dziewczynki zaalarmowała grupę rodziców, którzy potwierdzili, że ich dzieci również padły ofiarą molestowania. Wenezuelczyk miał je obmacywać, całować i brać na kolana.

O całej sytuacji powiadomiono również prokuraturę, a także dyrekcję placówki, która jednak broniła mężczyzny, podobnie jak niektórzy rodzice.

Petycja w obronie

W grudniu ubiegłego roku Alvaro F. został po raz pierwszy zatrzymany przez policję. Przeszukano wówczas jego mieszkanie, gdzie znaleziono 162 płyty CD, 17 pendrive’ów oraz laptopa. Nośniki te miały zawierać treści pornograficzne.

Nauczyciel trafił do aresztu. Petycję w jego obronie podpisało jednak 26 osób. W końcu zamiast trzech miesięcy spędził w areszcie 46 dni. W tym czasie nadal przesłuchiwano jego kolejnych uczniów.

Obszerny materiał pornograficzny

W poniedziałek doszło do ponownego zatrzymania. Jak podaje „GW”, sopocka prokuratura, dysponując opinią biegłego seksuologa w sprawie znalezionych filmów i zdjęć, złożyła do sądu wniosek o areszt i postawiła mu zarzuty „przechowywania i posiadania treści pornograficznych z udziałem małoletniego” (czyli poniżej 15. roku życia) oraz „posiadania i przechowywania treści pornograficznych przedstawiających wizerunek małoletniego uczestniczącego w stosunku płciowym z osobą dorosłą”.

Jak przyznają w rozmowie z gazetą przedstawiciele prokuratury, działania trwały tak długo, ponieważ materiał, na podstawie którego ostatecznie postawiono Alvaro F. zarzuty, był bardzo obszerny – w postępowanie zaangażowani byli zarówno informatycy, jak i biegły seksuolog.

60-latek znów trafił do aresztu i tym razem rzeczywiście ma w nim spędzić trzy miesiące. Grozi mu do 12 lat więzienia. On sam odmówił składania wyjaśnień i nie przyznaje się do winy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zbigniew Ziobro zapewnia: Sprawa gwałtu na 12-latce spod Warszawy zostanie ponownie zbadana

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiedział, że gdy tylko zostaną spełnione przesłanki formalne, ponownie rozpoznana zostanie sprawa gwałtu na 12-latce spod Warszawy. Za kompromitującą uznał decyzję prokuratury w Wołominie o umorzeniu wcześniejszego postępowania w tej sprawie. Sprawę nagłośnili w zeszłym tygodniu dziennikarze programu „Interwencja” w Polsat News. 13-letnia obecnie Karina w ubiegłym roku miała zostać zgwałcona przez 30-letniego Pawła R. Wołomińska prokuratura postępowanie w sprawie gwałtu umorzyła. Biegli potwierdzili, że R. współżył z Kariną, co ścigane jest z urzędu, ale nawet za to mężczyzna nie został ukarany – informowali autorzy programu.

O umorzenie postępowania przez wołomińskich śledczych Ziobro był pytany na wtorkowej konferencji prasowej. Jak ocenił, ich decyzja jest kompromitująca. – I dlatego też, jak tylko spełnione będą przesłanki formalne, na moje polecenie sprawa będzie ponownie prowadzona. Skorzystam tutaj ze swoich uprawnień jako prokurator generalny – zaznaczył minister sprawiedliwości.

– Uważam, że doszło do rażących błędów po stronie prokuratora referenta prowadzącego to postępowanie, dlatego też wydałem polecenie wszczęcia wobec niego postępowania dyscyplinarnego – dodał Ziobro.

Nie chciał przesądzać, czy postępowanie obejmie również innych prokuratorów. – To zależy od ustaleń postępowania, a mianowicie, czy w decyzji tego prokuratora (referenta) uczestniczyli również inni pracownicy prokuratury. Natomiast nie ulega wątpliwości, że takie sytuacje powinny spotykać się z bardzo stanowczą reakcją – podkreślił szef MS.

Ocenił przy tym, że pierwsze czynności podjęte przez prokuratora referenta w sprawie gwałtu na 12-latce „wydawały się być trafne i prawidłowe”.

– Złożył on wniosek o tymczasowe aresztowanie. Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie sprawcy, więc wydawało się, że sprawa pójdzie właściwą ścieżką. Niestety, potem zaszły zdarzenia, których nie jestem sobie w stanie w żaden sposób wytłumaczyć i zakończyły się one – w mojej ocenie – skandaliczną decyzją o umorzeniu tego postępowania – dodał minister sprawiedliwości.

Dopytywany przypomniał, że konsekwencją postępowania dyscyplinarnego dla prokuratora, jeśli potwierdzone zostanie „naruszenie przez niego obowiązków służbowych”, może być nawet usunięcie z zawodu.
Źródło info i foto: TVP.info

Jacek Wach skazany na dożywocie jutro ponownie przed sądem

Jutro przed Sądem Okręgowym w Olsztynie ma rozpocząć się ponowny proces Jacka Wacha, który przed laty mylnie został skazany na dożywocie za udział w porwaniu i zabójstwo Tomasza S. z Suwałk. Oskarżony będzie odpowiadał z wolnej stopy.

Chociaż Sąd Najwyższy anulował Wachowi (zgadza się na ujawnianie personaliów – PAP) dożywocie, to ponownie staje on przed sądem oskarżony o zabójstwo, do którego przyznał się ktoś inny. Według obrońcy oskarżonego mec. Jakuba Orłowskiego nie doszłoby do tego, gdyby SN – uchylając wyrok – umorzył sprawę, zamiast nakazywać ponowny proces.

Jak poinformował rzecznik Sądu Okręgowego w Olsztynie, Olgierd Dąbrowski-Żegalski w tej sprawie wyznaczono cztery terminy rozpraw w dniach 24-27 lipca, podczas których zaplanowano przesłuchanie oskarżonego i świadków. Z powodu dużego zainteresowania procesem sąd wprowadził karty wstępu dla dziennikarzy i publiczności.

Precedensowa sprawa

Sprawa Wacha jest precedensowa w polskim sądownictwie. Przed laty został on prawomocnie skazany przez Sąd Okręgowy w Suwałkach na karę dożywotniego pozbawienia wolności za udział w porwaniu i zabójstwo w 1999 r. suwalskiego gangstera Tomasza S. Rozkawałkowane zwłoki oskarżony miał ukryć w różnych miejscach m.in. zatopić w jeziorze Pluszne pod Olsztynkiem.

W 2014 r. ktoś inny przyznał się jednak do tej zbrodni i wskazał miejsce ukrycia zwłok. Badania DNA potwierdziły, że są to rzeczywiście szczątki Tomasza S., a zwłoki, które rzekomo poćwiartował Wach, miały należeć do kogoś innego.

Z tego powodu Sąd Najwyższy wznowił postępowanie ws. porwania i zabójstwa, uchylił Wachowi wyrok dożywocia i przekazał sprawę oskarżonego do ponownego rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Olsztynie.

Wach: wrobili mnie policjanci i prokuratorzy

Wach wkrótce po decyzji SN wyszedł na wolność. Od początku oskarżania go o zabójstwo nie przyznawał się do winy i przekonywał, że w sprawę został „wrobiony” przez policjantów i prokuratorów. W rozpoczynającym się w poniedziałek w Olsztynie procesie będzie odpowiadał z wolnej stopy.

Rozpoczęcie ponownego procesu Wacha był pierwotnie planowane na maj 2016 r, ale sprawa została zdjęta w wokandy, bo sędziowie złożyli wniosek o wyłączenie ich z rozpoznania. Jednak SN nie uwzględnił tego wniosku i zdecydował, że proces ma toczyć się w Olsztynie.

Potem początek procesu wyznaczono na luty 2017 r. Jednak Sąd Okręgowy w Olsztynie zdecydował wówczas, żeby akta sprawy zwrócić prokuraturze do uzupełnienia. W ocenie sądu, braki były na tyle istotne, że powodowałyby potrzebę odraczania rozpraw, co uniemożliwiłoby wydanie wyroku „w rozsądnym czasie”.
Źródło info i foto: onet.pl

Testowano szczepionki na bezdomnych. Sprawa ponownie trafiła do sądu

W jednej z klinik bezdomni byli poddawani eksperymentalnym szczepieniom. Nie wiedzieli jednak, że biorą udział w testach doświadczalnych. Skazano pracowników przychodni, teraz proces został wytoczony koncernowi farmaceutycznemu.

W roku 2007 firmy farmaceutyczne gorączkowo szukały skutecznej ochrony przed wirusem ptasiej grypy. W jednej z polskich klinik swego czasu bezdomni mogli za niewielką gratyfikacją poddać się eksperymentalnym szczepieniom. W ten sposób stali się uczestnikami szeroko zakrojonych doświadczalnych testów ze szczepionką koncernu farmaceutycznego Novartis. Odbyło się to bez ich wiedzy i bez dostatecznej opieki lekarskiej.

„Królik doświadczalny”

Jak pisze niemiecki portal Deutschlandfunk.de, podczas gdy dyrektor kliniki i siedmiu pracowników w międzyczasie zostało już skazanych, nie padły żadne zarzuty pod adresem koncernu Novartis.

„Trudno to zrozumieć – uważa adwokat z Zurychu Philip Stolkin – ponieważ sposób postępowania był zawsze taki sam. Wyszukiwano biedne kraje, by móc tam szybko przeprowadzić tanie testy. Testy te robi się zawsze pod wielką presją czasu i to właśnie powoduje, że odstępuje się od przyjętych przy testach standardów. Moim zdaniem naruszona została godność człowieka”.

Jak wyjaśnia autor relacji Dietrich Karl Maeurer, na zlecenie antyglobalizacyjnej organizacji „Public Eye” mecenas Stolkien domaga się obecnie od koncernu Novartis dla jednego z bezdomnych, który był uczestnikiem testu, finansowego zadośćuczynienia i udziału w zyskach. W przeliczeniu chodzi o sumę 92 tys. euro. Jak wyjaśnia adwokat, bezdomny mężczyzna nie wiedział, że były to testy, dopóki nie zgłosiła się do niego organizacja „Public Eye”. Był bardzo zaskoczony, że zrobiono z niego królika doświadczalnego.

Novartis był zleceniodawcą i sponsorem

Dla mecenasa Stolkina przypadek ten jest jasny: Novartis był zleceniodawcą i sponsorem klinicznych testów. Sam koncern nie poczuwa się do odpowiedzialności. Pisemnie koncern poinformował: „chcemy w tym miejscu wyraźnie podkreślić, że nigdy nie prowadzone było śledztwo przeciwko koncernowi Novartis w związku z tym przypadkiem. Novartis zobowiązał się zawsze przestrzegać najwyższych standardów i oczekuje tego także od swoich zewnętrznych partnerów biznesowych”.

Nawiązując do procesu w Polsce Novartis twierdzi: „z ulgą przyjęliśmy do wiadomości, że osoby, które dopuściły się oszukańczych praktyk, zostały pociągnięte do odpowiedzialności”. Koncern nie pisze jednak nic o zadośćuczynieniu, wskazując, że nigdy nie ustosunkowuje się do spraw będących jeszcze na wokandzie sądowej. Jak informuje niemiecki portal, na początku lipca odbędzie się najpierw rozprawa mediacyjna. Jeżeli nie zakończy się ona ugodą, mecenas Stolkin chce wnieść sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. „Liczę się z tym, że sprawa będzie przegrana w pierwszej i drugiej instancji, ale jesteśmy zdecydowani iść do Strasburga”.

Przed sądem przede wszystkim rozważana będzie kwestia, komu może zostać udowodniona bezpośrednia odpowiedzialność: szwajcarskiej centrali Novartis, niemieckiej córce koncernu w Marburgu, gdzie wynaleziono szczepionkę, czy polskiej klinice, która przeprowadziła wtedy testy. Niezależnie od tego, szwajcarski adwokat podkreśla moralny wymiar całej sprawy. „Chodzi też o to, żeby chociaż tu, w Szwajcarii stwierdzone zostało, że koncern który swoim postępowaniem zagraża ludziom, musi za to odpowiadać”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Funkcjonariusze BOR będą ponownie przesłuchani ws. wypadku limuzyny Beaty Szydło

​Funkcjonariusze BOR-u, biorący udział w wypadku kolumny rządowej w Oświęcimiu, zostaną ponownie przesłuchani – dowiedział się reporter RMF FM. Chodzi o tzw. przesłuchania uzupełniające. Jak informuje dziennikarz RMF FM Paweł Pawłowski, prokuratorzy planują wyjazdowe przesłuchanie w Warszawie, gdzie uzupełniające zeznania złożą nie tylko przesłuchiwani już wcześniej funkcjonariusze, ale także przebywający wciąż w szpitalu najbardziej poszkodowany BOR-owiec.

Termin wyjazdu zostanie wyznaczony wtedy, kiedy na przesłuchanie pozwoli stan zdrowia wspomnianego funkcjonariusza. W tym tygodniu śledczy będą przesłuchiwać cywilnych świadków z Oświęcimia. Prokuratura czeka też na ekspertyzy biegłych dotyczące czarnej skrzynki z rządowej limuzyny.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Groźny przestępca ponownie trafi za kratki

Kryminalni z Aleksandrowa zatrzymali groźnego przestępcę poszukiwanego przez Prokuraturę Okręgową w Opolu. Mężczyzna został skazany za zabójstwo i odbywał karę w więzieniu, ale gdy w ubiegłym roku wyszedł na przepustkę, już tam nie wrócił. Teraz ponownie ogląda świat zza krat. Kryminalni z Aleksandrowa ustalili, że na terenie Ciechocinka może przebywać groźny przestępca. 43-latek został w 1995 roku skazany za zabójstwo kobiety, u której wynajmował pokój. Dostał wtedy 25 lat więzienia. W 2015 roku, pomimo tego, iż do końca odsiadki zostało mu niespełna 5 lat, postanowił sam „zwolnić się” z więzienia. Mężczyzna wyszedł na 3-godzinną przepustkę i już z niej nie wrócił.

Od tej pory szukała go Prokuratura Rejonowa w Opolu. Informacja o poszukiwanym trafiła również do aleksandrowskich kryminalnych. Okazało się, że poszukiwany wynajmuje pokój w jednym z domów w Ciechocinku. W miniony piątek (4.11.16) wpadł w zasadzkę na ulicy Bema w Ciechocinku. Dzięki aleksandrowskim policjantom poszukiwany trafił za kraty.
Żródło info i foto: Policja.pl

Znany złodziej samochodów znowu wpadł. Kilka dni temu prokurator wypuścił go na wolność

Trudno precyzyjnie określić, co takiego stało się w ostatnich dniach, że śledczy nagle sami zlecili zatrzymanie 37-latka. W prokuraturze okręgowej tłumaczą to bardzo lakonicznie. Zarazem tajemniczo.

Po ujawnieniu nowych faktów i nowych dowodów na polecenie Prokuratury Rejonowej w Gdańsku zatrzymano podejrzanego. Zostaną mu uzupełnione zarzuty o dwa kolejne czyny. Jeden to kradzież z włamaniem. Drugi to zniszczenie mienia. Decyzje co do środka zapobiegawczego zostanie podjęta po wykonaniu czynności z podejrzanym – mówi Tatiana Paszkiewicz z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Według naszych informacji, w jednym z przypadków chodzi oczywiście o kradzież auta. W drugim o jego podpalenie. O tym że policja chce przedstawić Bartoszowi L. kolejne zarzuty, informowaliśmy w zeszłym tygodniu. Policja zresztą – po zatrzymaniu Bartosza L. – sama to zapowiadała i mówiła wprost o dużym sukcesie. Tego samego dnia jednak śledczy z Prokuratury Rejonowej w Pruszczu Gdańskim nie poprali policyjnego wniosku o aresztowanie przestępcy i pozwolili wyjść mu na wolność.

Po naszych publikacjach sprawą zainteresowano się w Ministerstwie Sprawiedliwości. Po poleceniach „z góry” kontrolę w tej sprawie wszczęła też później gdańska prokuratura okręgowa. Jej wyniki nie są jeszcze znane. Bartosz L. został zatrzymany przez przypadek, zauważył go i rozpoznał policjant z gdańskiej komendy miejskiej – L. jechał akurat drogim samochodem, który – jak się później okazało – właśnie ukradł.

Złodziej rzucił się do ucieczki, od granicy Gdańska pędził w kierunku autostrady A1. Przed jedną z policyjnych blokad zatrzymał się i uciekł do lasu. Policjanci kontynuowali akcję, na miejsce sprowadzono psa tropiącego. Pies podjął trop i doprowadził funkcjonariuszy do uciekiniera, który ukrył się przed policją… w bagnie.

Z informacji naszego reportera wynika, że złodziej cały zanurzył się w błocie. Kiedy go zatrzymano, był tak brudny, że – aby przewieźć go w radiowozie – trzeba było rozłożyć na siedzeniach specjalną folię.
Żródło info i foto: RMF24.pl