Sprawcy porwania i pobicia zostali zatrzymani po 17 latach

17 lat po porwaniu mężczyzny policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji i prokuratorzy z Prokuratury Krajowej wytypowali 6 sprawców tego przestępstwa. Jak poinformowała w poniedziałek rzeczniczka CBŚP komisarz Iwona Jurkiewicz, postawiono im już zarzuty i zostali aresztowani.

W 2002 r. sprawcy podając się za funkcjonariuszy policji uprowadzili poszkodowanego. Motywem ich działania miały być porachunki konkurencyjnych grup przestępczych i ich walka o wpływy na terenie Śląska. Mężczyzna przez kilka dni był przetrzymywany i bity m.in. metalowymi przedmiotami. Dodatkowo zażądano 80 tys. zł okupu za jego uwolnienie.

Porywacze pieniędzy nie dostali, ale uprowadzony w ciężkim stanie został porzucony w Gliwicach.

Usłyszeli zarzuty

Przed laty, mimo przeprowadzenia wielu działań, nie znaleziono sprawców.

– Dopiero niedawno do śledczych dotarła informacja o możliwości rozwikłania tej zagadki – wyjaśniła kom. Jurkiewicz.

Policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie ze śląskimi prokuratorami wyjaśniali okoliczności i zbierali materiał dowodowy. W minionym tygodniu funkcjonariusze CBŚP wsparci przez policjantów ze śląskiego Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji zatrzymali 4 osoby, a kolejne 2 zostały dowiezione m.in. z zakładu karnego.

W śląskim wydziale zamiejscowym Prokuratury Krajowej przedstawiono zatrzymanym zarzuty m.in.: rozboju, uprowadzenia osoby podając się za funkcjonariusza publicznego i przetrzymywania jej. Na podstawie zebranego materiału dowodowego sąd zastosował wobec sześciu podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sprawa uprowadzenia Polki w Niemczech. Porywaczem ma być jej były partner. Jest bardzo niebezpieczny

47-letnia Polka uprowadzona w Niemczech. Jolanta Szewczyk jest poszukiwana w trzech krajach, w Niemczech, Francji i w Polsce. Kobietę w okolicach Stuttgartu mieli porwać dwaj inni Polacy, były partner oraz jego kolega. Niemiecka policja jest przekonana, że Polkę porwał jej były partner – 51-letni Polak. Pomagać mu miał 23-letni kolega.

– Wszystko wskazuje na to, że porywacze i ich ofiara znajdują się w tej chwili we Francji – powiedział korespondent Polsat News z Berlina Tomasz Lejman.

Właśnie we Francji znaleziono kampera, którym poruszali się. Na auto w lesie w pobliżu Strasburga natknęła się francuska policja.

„Porywacze zastosowali wobec ofiary przemoc”

– Po zabezpieczeniu śladów w samochodzie wiadomo, że porywacze zastosowali wobec ofiary przemoc. Szczegółów śledczy nie chcą podać – relacjonuje Tomasz Lejman.

Były partner porwanej Polki ma problemy psychiczne. Może zachowywać się niebezpiecznie. Policja apeluje do osób, które zauważyłyby poszukiwanych, by nie podejmowały działań na własną rękę. Na obu mężczyzn wydano Europejski Nakaz Aresztowania. Policja opublikowała również wizerunki obu domniemanych porywaczy.

Nie zgodziła się na ostatnie spotkanie

Jolanta Szewczyk pracowała w Niemczech jako pielęgniarka. Niedawno rozstała się z partnerem i nie zgodziła się na ostatnie spotkanie z nim, na które specjalnie przyjechał do Niemiec z Polski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratura i policjanci CBŚP badają sprawę uprowadzenia i śmierci 71-letniego biznesmena z Kobyłki

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga potwierdziła, że od ponad miesiąca wspólnie z Centralnym Biurem Śledczym Policji prowadzi śledztwo ws. porwania i śmierci 71-letniego mieszkańca Kobyłki. Według ustaleń Polskiej Agencji Prasowej, biznesmen mógł zostać zamordowany.

Do porwania 71-latka doszło 19 grudnia: wszystko wskazywało na to, że mężczyznę uprowadzono dla okupu. W sprawę zostali zaangażowani funkcjonariusze Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji, CBŚP i Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

71-latek nie wrócił do domu: jego ciało zostało odnalezione pod koniec grudnia.

Wtedy też odbyła się sekcja zwłok. Śledczy nie informują, jaka była przyczyna zgonu uprowadzonego, ale według nieoficjalnych doniesień, na które powołuje się PAP, śmierć 71-latka nie była wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Miał zostać zamordowany.

Prok. Marcin Saduś potwierdził jedynie, że z ustaleń śledztwa wynika, że „71-latek zmarł bezpośrednio po uprowadzeniu”.

Jak dodał, „trwają intensywne czynności operacyjne i procesowe”.

Do sprawy krótko po zdarzeniu zatrzymano kilka osób, które usłyszały zarzuty. Jedna z nich przebywa obecnie w areszcie śledczym, ale prokuratura nie informuje, jakiej treści zarzuty przedstawiono mężczyźnie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śląsk: Gang porywał przypadkowych ludzi i przetrzymywali dla okupu

Czterej bandyci ze Środy Śląskiej porywali przypadkowych ludzi i przetrzymywali ich dla okupu. „Zarobili” w ten sposób 2500 zł – informuje „Gazeta Wrocławska”. Bandyci brutalne traktowali swoje ofiary. Bili je, grozili nożem, strzelali z broni pneumatycznej z bliskiej odległości. Jednego z porwanych zmusili siłą do zażycia narkotyków.

Ofiarami były przypadkowe osoby, m.in. ochroniarz w jednym ze sklepów znanej sieci. Mężczyzna został napadnięty na drodze. Porywacze zmusili go do zjechania na parking i odebrali mu kluczyki. Bandyci zabrali ofiarę do jednego z kantorów gdzie kazali mu zostawić telefon. W ten sposób „zarobili” 300 zł. Następnie wymusili na mężczyźnie podpisanie fikcyjnej umowy pożyczki na 2800 zł, po czym wywieźli go do lasu, gdzie został brutalnie pobity.

„Przez kolejnych dziewięć dni bandyci pilnowali, by spłacał „pożyczkę” w ratach” – relacjonuje „Gazeta Wrocławska”.

Porywaczom grozi od 5,5 do 7 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

WB: 36-letni pedofil uciekł z więzienia, następnie próbował porwać uczennicę ze szkoły

Skazany za pedofilię 36-letni John Harris uciekł z więzienia Leyhill, położonego w brytyjskim hrabstwie Gloucestershire. Następnie poszedł do pobliskiej szkoły i próbował porwać uczennicę. Nauczycielowi udało się jednak obezwładnić napastnika i wezwać policję – informuje portal Bristol Post.

Harris był skazany na osiem lat więzienia, m.in. za próbę porwania dzieci ze szpitala – raz w 2005 i drugi raz w 2008 roku. Niedawno mężczyzna uciekł z więzienia, po czym udał się do pobliskiej szkoły podstawowej i zapukał do losowo wybranej sali. Jedna z uczennic wstała, aby otworzyć drzwi. Wtedy Harris wszedł do pomieszczenia i zapytał czy trafił do recepcji. Gdy dziewczynka zaprzeczyła, mężczyzna zaczął wychodzić, po czym złapał uczennicę za szyję, mówiąc do nauczyciela: „po prostu wezmę to dziecko, dobrze?”. Opiekun szybko jednak zareagował, obezwładnił napastnika i wezwał policję. Harris przyznał się funkcjonariuszom, że uciekł z więzienia i że chciał zabrać dziecko.

Przesłuchiwani świadkowie zauważyli, że Harris poruszał się po terenie szkoły, zaglądając przez okna i dwa razy próbując otworzyć drzwi do klasy. Kiedy wezwani na miejsce policjanci zbliżali się do Harrisa, nie sprzeciwiał się aresztowaniu – czytamy na portalu Bristol Post.

„To było bolesne, kiedy zadzwoniłem do rodziców dziecka i próbowałem wytłumaczyć tę sytuację i pocieszyć ich. Oddali swoje cenne dziecko pod naszą opiekę, a tymczasem system ich zawiódł” – napisał w oświadczeniu dyrektor.

Podczas rozprawy, która odbyła się w piątek 23 listopada, sędzia Michael Cullum stwierdził, że Harris jest „przerażającym i niebezpiecznym człowiekiem, koszmarem każdego rodzica”. Harris powiedział na rozprawie, że „jest tym, kim jest, ale nie jest tym, kim chce być”. – Wszystko to dzieje się w mojej głowie, jestem głęboko zaniepokojony, byłem przez całe życie – powiedział Harris w sądzie.

Sędzie skazał Harrisa na kolejny pobyt w więzieniu. Jego całkowity wyrok wynosi teraz 11 lat i sześć miesięcy. W ubiegłym roku z zakładu Leyhill uciekło aż dziewięciu więźniów.
Źródło info i foto: onet.pl

Widlino: Zatrzymano 31-letniego mężczyznę podejrzanego o próbę porwania 15-latki

Zarzut dotyczący zmuszania przemocą do określonego zachowania postawiła kartuska policja 31-latkowi, który w piątek rano w Widlinie (Pomorskie) próbował wciągnąć do auta 15-latkę czekającą na przystanku na autobus. Grozi mu do 3 lat więzienia.

O postawieniu mężczyźnie zarzutu poinformowała w środę po południu Daria Olchowik, oficer prasowa kartuskiej Komendy Powiatowej Policji. Wyjaśniła, że za popełnienie przestępstwa z art. 191 § 1 kodeksu karnego grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat.

Policja nie poinformowała, czy mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzuconego mu czynu ani czy złożył zeznania, a jeśli tak, to jakiej były one treści.

Podjechał pod przystanek, próbował wciągnąć do samochodu

W piątek po południu do jednej z jednostek podległych komendzie policji w Kartuzach zgłosiła się kobieta z 15-letnią córką. Dziewczyna poinformowała, że tego dnia około godz. 6.50, gdy czekała na autobus, przy przystanku w Widlinie, zatrzymało się auto, którego kierowca zagadywał do niej, a następnie wyszedł z auta, chwycił ją za rękę i siłą chciał wciągnąć do samochodu.

– Dziewczyna wyjęła telefon i prawdopodobnie to speszyło mężczyznę – poinformowała Olchowik. Wyjaśniła, że po przyjęciu zgłoszenia policjanci z wydziału kryminalnego kartuskiej komendy przesłuchali wielu świadków, w tym osoby mieszkające w pobliżu przystanku w Widlinie, sprawdzili też monitoring w okolicach zdarzenia. Z kolei funkcjonariusze z Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku sporządzili z pomocą pokrzywdzonej portret pamięciowy mężczyzny.

Olchowik dodała, że działania funkcjonariuszy pozwoliły ustalić tożsamość mężczyzny – 31-letniego mieszkańca powiatu gdańskiego. Zatrzymano go we wtorek.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Widlino: Próba porwania 15-latki. Policja szuka sprawcy i świadków

Kartuscy policjanci pracują nad zgłoszeniem dotyczącym próby porwania 15-latki. Miało do niej dojść w piątek rano w miejscowości Widlino (Pomorskie). Kilka godzin później dziewczynka razem z matką zgłosiły sprawę na policję.

16 listopada przed godziną 7 rano 15-latka czekała na przystanku na autobus, kiedy zatrzymał się przy niej samochód. Kierowca miał próbować wciągnąć ją do auta, na szczęście bezskutecznie. Kilka godzin później dziewczynka razem z matką zgłosiły się do komisariatu w Żukowie i złożyły zawiadomienie w tej sprawie.

– Policjanci, którzy otrzymali zgłoszenie, natychmiast udali się na miejsce w celu zabezpieczenia ewentualnych śladów, monitoringu, rozpytania pobliskich mieszkańców oraz ustalenia świadków tego zdarzenia – mówi st. sierż. Daria Olchowik, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach. Z uwagi na dobro śledztwa policjantka nie ujawnia szczegółów sprawy. Olchowik apeluje także o pomoc do ewentualnych świadków.

– Prosimy, aby każdy, kto w tym dniu w tych godzinach znajdował się w okolicy miejsca zdarzenia i dostrzegł coś niepokojącego, poinformował o tym najbliższą jednostkę policji – mówi rzeczniczka komendy w Kartuzach. Z funkcjonariuszami można kontaktować się, dzwoniąc pod numer 112 lub nr (58) 685 22 22.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kraków: Siedmiu mężczyzn odpowie za porwanie dla okupu

Nawet do 25 lat więzienia grozi osobom, które w grudniu zeszłego roku w Krakowie dla okupu uprowadziły mężczyznę. Bili go, nożem nacięli mu ucho i palce dłoni. Grozili, że skrzywdzą także członków jego rodziny. Prokurator Mirosława Kalinowska-Zajdak z Prokuratury Okręgowej w Krakowie poinformowała w środę, że oskarżonych o ten czyn zostało siedmiu mężczyzn.

Sześciu z nich brało czynny udział w przestępstwie, siódmy zaś udostępnił posesję, na której przetrzymywano pokrzywdzonego. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu. Do uprowadzenia doszło z powodu konfliktu na tle działalności przestępczej, którą prowadzili wcześniej pokrzywdzony i sprawcy.

Pokrzywdzonego sprawcy zwabili 4 grudnia 2017 r. pod jedną z krakowskich siłowni. Tam go obezwładnili, skrępowali, wrzucili do bagażnika samochodu i przewieźli do miejsca przetrzymywania, gdzie go pobili, a także m.in. nacięli nożem ucho i palce dłoni. Grozili mu też, że skrzywdzą członków jego rodziny.

Porywacze nawiązali kontakt z rodziną porwanego i zażądali za jego uwolnienie okupu. W międzyczasie część sprawców splądrowała mieszkanie mężczyzny. Uwolnili go po przekazaniu im przez krewnych porwanego 120 tys. zł. Sprawcami są mężczyźni w wieku od 22 do 35 lat. Wobec podejrzanych był stosowany areszt tymczasowy, nadal pozostają za kratkami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Mamy nowe informacje dotyczące porwania statku z Polakami na pokładzie

„Dziewięciu marynarzy, którzy pozostali na statku, jest bezpiecznych” – zapewnia rzecznik armatora kontenerowca Pomerenia Sky, z którego w weekend, u wybrzeży Nigerii, piraci porwali 11 marynarzy. Wśród uprowadzonych jest 8 Polaków, Ukrainiec i 2 Filipińczyków. Ekspert, z którym rozmawialiśmy, podał, że statystycznie rozwiązanie podobnych spraw trwa około miesiąca. Nie chciał natomiast ujawnić, jaka jest praktyka w kwestii płacenia piratom okupu.

W rozmowie z korespondentem RMF FM Bogdanem Frymorgenem Dustin Eno, rzecznik armatora Pomerenia Sky, zapewnił, że firma jest w stałym kontakcie z władzami Nigerii i organizacjami, które pomagają w sytuacjach kryzysowych.

Dla dobra sprawy nie chciał udzielać szczegółowych informacji – przekazał jednak naszemu dziennikarzowi jedną optymistyczną wiadomość.

Zamierzamy wymienić załogę, która pozostała na statku – podał Dustin Eno.

Nie ujawnił konkretnego terminu – zapewnił natomiast, że dziewięciu marynarzom, którzy pozostali na pokładzie, nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Statek znajduje się na bezpiecznym akwenie, poza zasięgiem porywaczy.

„Statystycznie takie sytuacje rozwiązywane są średnio w ciągu miesiąca”
O schemat działań w sytuacji porwania statku czy samych marynarzy Bogdan Frymorgen pytał Jake’a Longwortha – analityka z londyńskiej firmy konsultingowej, która zajmuje się analizą ryzyka porwań przez piratów i często pomaga armatorom w tego typu sytuacjach.

Wbrew powszechnemu przekonaniu lokalne władze najczęściej nie uczestniczą w negocjacjach z porywaczami. Armator powierza te sprawy firmom konsultingowym, które mają w takich sytuacjach doświadczenie – powiedział naszemu korespondentowi Longworth.

Na pytanie, czy sukces takich negocjacji zależy od wypłacenia piratom okupu, odpowiedział jednak wymijająco.

Na ten temat nie mogę się wypowiadać. Ale wiadomo, że porywaczom chodzi o pieniądze – stwierdził.

Mogę natomiast powiedzieć, że statystycznie takie sytuacje rozwiązywane są średnio w ciągu miesiąca – ujawnił.

Analityk podał również, że „do dnia dzisiejszego nigeryjscy piraci porwali w tym roku 68 marynarzy: 15 jest przetrzymywanych, reszta została zwolniona”.

Do porwania z pokładu Pomerenia Sky 11 marynarzy doszło w sobotę około godz. 4 nad ranem. Statek płynął z Angoli do nigeryjskiego portu Omme. Gdy znajdował się około 60 mil morskich od wybrzeża, podpłynęły do niego dwie motorówki. Porywacze wdarli się na pokład i sterroryzowali załogę, która zdążyła jednak nadać przez radio komunikat o problemach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Piraci porwali 12 członków załogi szwajcarskiego statku handlowego

Piraci porywali 12 z 19 członków załogi szwajcarskiego statku handlowego Glarus. Do ataku na jednostkę przewożącą pszenicę doszło na wodach nigeryjskich – podało przedsiębiorstwo żeglugowe Massoel Shipping. Do porwania 12 członków załogi doszło w sobotę, około 45 mil na południowy zachód od Bonny Island.

Agencja Reutersa przypomina, że porwania dla okupu są częstym zjawiskiem w niektórych częściach Nigerii. Wielu obcokrajowców zostało porwanych w ciągu ostatnich kilku lat w regionie południowej delty Nigru, gdzie wydobywa się większości ropy naftowej, która jest ostoją największej gospodarki zachodniej Afryki.

Massoel Shipping, armator jednostki MV Glarus podał w komunikacie, że statek przewożący pszenicę płyną z Lagos do Port Harcourt, kiedy doszło do ataku piratów. Kierownictwo Massoel Shipping zapewniło, że współpracują z władzami i specjalistami, aby jak najszybciej uwolnić 12 porwanych członków załogi.

W oświadczeniu nie podano narodowości uprowadzonych. Według szwajcarskiego MSZ, żaden z członków załogi nie pochodzi ze Szwajcarii.
Źródło info i foto: Gazeta.pl