CBŚP zatrzymało 23-latka. Planował porwanie dziecka dla okupu

Policjanci CBŚP przy wsparciu funkcjonariuszy z Białegostoku wyjaśnili sprawę przygotowania do uprowadzenia dziecka dla okupu. Z ustaleń śledczych wynika, że do pokrzywdzonego wysłano żądanie okupu, zakupiono także akcesoria, które miały być użyte do popełnienia przestępstwa. Do sprawy zatrzymano 23-latka, który usłyszał zarzut przygotowania do uprowadzenia.

Wszystko zaczęło się, gdy pokrzywdzony otrzymał SMS-a z mrożącą krew w żyłach informacją: „Jeśli w ciągu 48 godzin nie przygotuje 2 milionów, jego małoletnie dziecko zostanie porwane”. O tym, że autor wiadomości nie żartuje, świadczył fakt, że wiedział m.in. jak ma na imię dziecko pokrzywdzonego.

Zaalarmowani o zdarzeniu policjanci z białostockiego Zarządu CBŚP i Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku natychmiast zaczęli działać. Rzecz nie była łatwa, gdyż sprawca posiadał wiedzę, jak skutecznie zakamuflować swoją tożsamość.

Trzy tygodnie żmudnej pracy

Czas mijał. Jednakże dla białostockich policjantów CBŚP i KWP, nie był to czas zwykłej, codziennej pracy. Trwające blisko trzy tygodnie żmudne ustalenia doprowadziły do finału. Ustalono, nie tylko w jaki sposób i gdzie doszło do zakupu i rejestracji karty SIM oraz telefonu, ale również tego, kto tego mógł dokonać.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Talibowie porwali dziesiątki cywilów w Afganistanie

Talibowie porwali około 60 cywilów w środkowym Afganistanie. Władze kraju podkreślają, że bojownicy nie przestrzegają warunków rozejmu i w ubiegłym tygodniu zabili 40 cywilów. Z wioski kontrolowanej przez Talibów uciekła niesprecyzowana grupa kobiet. To wywołało wściekłość bojowników, którzy w zemście najechali na miejscowość w prowincji Daikundi w środkowym Afganistanie.

Do tej pory władze doprowadziły do uwolnienia 26 zakładników, w tym kobiet i dzieci. Pozostali porwani wciąż są w niewoli, a w negocjacjach mających na celu ich uwolnienie uczestniczy starszyzna wioski.

„Talibowie nie dotrzymali obietnic ograniczenia przemocy wobec narodu afgańskiego i pracy na rzecz pokoju” – powiedział rzecznik rady bezpieczeństwa narodowego Javid Faisal.

W ubiegłym tygodniu bojownicy mieli zabić 40 cywilów. Uczestnicy misji ONZ w Afganistanie opublikowali w niedzielę raport na temat 15 ataków na pracowników i placówki służby zdrowia podczas pandemii koronawirusa. Nie w każdym przypadku udało się ustalić odpowiedzialnych, ale za większość ataków mają odpowiadać Talibowie – informuje Reuters.

Bojownicy odrzucili zarzuty ONZ i rządu Afganistanu. Twierdzą, że to władze kraju odpowiadają za śmierć cywilów. W lutym Amerykanie podpisali porozumienie z Talibami, na mocy którego wojska USA stopniowo wycofują się z Afganistanu. To miał być początek końca 18-letniej wojny w Afganistanie, jednak od lutego nie widać większych postępów w negocjacjach.
Źródło info i foto: o2.pl

Pakistan: Policja zatrzymał mężczyzn podejrzanych o terroryzm. To oni mieli zabić Piotra Stańczaka w 2009 roku

Pakistańska policja zatrzymała dwóch mężczyzn podejrzanych o zamordowanie polskiego inżyniera Piotra Stańczaka – podają media w Pakistanie. Mężczyzna zginął w 2009 r.

Jak podaje pakistański portal dawn.com powiązani z ugrupowaniem mężczyźni Tehreek-i-Taliban Pakistan zostali zatrzymani w Rawalpindi na północy kraju. Do ujęcia podejrzanych m.in. o zabójstwo doszło po tym, jak służby pakistańskie otrzymały raport wywiadowczy, z którego wynikało, że planują dokonać w Rawalpindi zamachu terrorystycznego. Według portalu mężczyźni są podejrzani o zabicie 12 lat temu Piotra Stańczaka.

Zabójstwo Piotra Stańczaka

Stańczak był pracownikiem Geofizyki Kraków. 28 września 2008 roku został porwany przez terrorystów w Pakistanie. 7 lutego 2009 roku został zamordowany. Porywacze twierdzili, że powodem było niespełnienie ich żądań ws. zwolnienia z więzień terrorystów oraz odmowa przejścia na islam przez uprowadzonego. Ciało Piotra Stańczaka kilka tygodni później zostało sprowadzone do Polski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawę porwania sprzed 26 lat wyjaśnią badania DNA

Czy zagadka tajemniczego zniknięcia dziecka sprzed 26 lat w końcu zostanie rozwiązana? Wiele na to wskazuje! Za oceanem odnalazła się 27-letnia Amerykanka, która twierdzi, że może być zaginioną w latach 90. Moniką Bielawską z Legnicy (woj. dolnośląskie). Dziewczynka zniknęła wraz z wózkiem spod apteki, a za winnego uprowadzenia i sprzedaży dziecka uznano jej ojca. Robert B. (46 l.) odbywa karę 15 lat więzienia.

Kolejne lata życie mamy i babci Moniki przepełniała rozdzierająca serce tęsknota. I nadzieja, że Monika się znajdzie. Teraz okazuje się, że nigdy nie można jej tracić! Możliwe, że niebawem mama i babcia ucałują swoją Monisię!

Po raz ostatni widziały ją 16 lipca 1994 roku. Dziś to już dorosła kobieta, a w dodatku Amerykanka, która nie mówi po polsku. Kelly, bo takie imię otrzymała w drugim życiu, gdy tylko dowiedziała się, że jest adoptowana, postanowiła poznać swoją historię. Za pośrednictwem portali o osobach zaginionych, a potem dzięki międzynarodowej współpracy policji, trop doprowadził ją do Legnicy. Kelly mogła też porównać swoją twarz z portretem Moniki, wykonanym przez policyjnych ekspertów. W 2010 roku odtworzyli wygląd twarzy – wtedy 17-letniej zaginionej dziewczynki.

– Na razie ja, podobnie jak Magdalena (mama Moniki Bielawskiej – przyp. red.) chcemy zatrzymać szczegóły dla siebie – powiedziała Faktowi Kelly. Więcej będzie mogła wyjawić z pewnością dopiero po wynikach testów DNA, które napiszą zakończenie tej sensacyjnej historii. A ta nawet w części nie rozwinęłaby się do tego etapu, gdyby nie internet i wsparcie ludzi, zaangażowanych w poszukiwanie osób zaginionych.

Nieoceniona moc internetu

Jedną ze stron, która udostępniła historię zaginionej Moniki Bielawskiej był facebookowy fanepage „Zaginieni przed laty”. W zeszłym miesiącu do administratorów strony odezwała się Kelly, która prawdopodobnie jest porwaną dziewczynką. – Stare sprawy staramy się przypominać jak najczęściej. Dzięki internautom, którzy udostępniają takie wiadomości, może stać się cud. Te zdjęcia zaginionych trafiają do odbiorców na całym świecie – mówi Faktowi Iwona Modliborska, administratorka strony. – Właśnie w ten sposób Monika poznała siebie na fotografiach i ruszyła dalej sprawę przez międzynarodową organizację policjantów Interpol – dodaje pani Iwona.

Obecnie w kontakcie z Kelly są administratorzy profilu „Zaginęła/Zaginął Cała Polska”, których wsparcie okazało się nieocenione w poszukiwaniach. To właśnie za ich pośrednictwem Kelly teraz kontaktuje się z mediami.

Ojciec Moniki nadal jest w więzieniu

Monikę (1,5 r.) ostatnio widziano 16 lipca 1994 roku. Tego dnia ojciec dziewczynki, Robert B. (46 l.), poszedł do legnickiej apteki wspólnie z córeczką i teściami. W pewnym momencie mężczyzna i wnuczka zniknęli dziadkom z oczu. Robert B. przepadł jak kamień w wodę.

Wrócił po kilku dniach, ale bez Moniki. Później uciekł za granicę. W 1997 roku odbyła się jego ekstradycja do Polski z Wiednia. Podczas przesłuchań często zmieniał wersję wydarzeń. Mówił, że sprzedał córkę na targowisku, że zginęła w wypadku samochodowym, wreszcie – że wypadła mu z wózka i zmarła. W 1998 roku wyszedł z aresztu i miał odpowiadać z wolnej stopy, ale znów uciekł.

W 2008 roku skontaktował się z wymiarem sprawiedliwości przez swojego adwokata, chcąc wyjaśnić sprawę. Sąd Okręgowy w Legnicy nie dał wiary jego tłumaczeniom i uznał, że jest winny uprowadzenia i sprzedania Moniki. Roberta B. skazano na 15 lat więzienia. Zanim wyrok się uprawomocnił, znów uciekł z kraju. 12 września 2013 roku został wreszcie schwytany przez policję w Austrii. Siedzi w więzieniu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policjanci zatrzymali 58-latka poszukiwanego listem gończym

Policjanci z Sekcji Poszukiwań i Identyfikacji Osób Wydziału Kryminalnego KWP zs. w Radomiu zatrzymali 58-latka poszukiwanego listem gończym przez Sąd Okręgowy w Radomiu. Mężczyzna miał na swoim koncie nielegalne posiadanie broni, rozboje i porwania, a do odsiedzenia 8 lat więzienia.

Ostatnie tygodnie to czas wytężonej pracy dla „poszukiwaczy”. Na swoim koncie mają kolejne zatrzymania osób, które były do tej porty nieuchwytne dla wymiaru sprawiedliwości. Wielu z nich zatrzymali w bardzo nietypowych okolicznościach. „Poszukiwacze” należą do elity policjantów wydziałów kryminalnych. W sekcji nie ma przypadkowych osób. Policjanci spędzają ze sobą dużo czasu, co przynosi efekty. Zdarza się, że muszą wyjechać na kilka dni, więc najważniejsze jest doświadczenie, zgranie i zaufanie. Muszą myśleć nieszablonowo. Często, by wpaść na trop ukrywających się przestępców „wcielają” się w różne role. W czasie częstych „burz mózgów” analizują zachowania podejrzanych, rozkładają na czynniki pierwsze ich wcześniejsze postępowanie.

Tak było i tym razem. Radomianin już na początku wieku miał na koncie nielegalne posiadanie broni, rozboje i porwania. Jak wynikało z ustaleń policjantów, poszukiwany 58-latek mógł teraz przemieszczać się pociągami, by nie zwracać na siebie uwagi. Kilka dni temu „poszukiwacze” ustali, że może przebywać na terenie powiatu kozienickiego. I tam postanowili go zatrzymać. Mężczyzna był bardzo „elektryczny” i często zmieniał wygląd. Został ujęty po krótkim pościgu.

Przy zatrzymanym policjanci odnaleźli kilka dokumentów tożsamości, w tym zagraniczne, a także kilka telefonów komórkowych i narkotyki. Jednak co najciekawsze, miał także przy sobie maszynkę do włosów oraz farby, by bardzo szybko zmienić swój wygląd, nawet będąc w podróży. Jak ustalono, by nie pokazywać twarzy, w maseczce chodził jeszcze przed wprowadzeniem przepisów epidemiologicznych. Mężczyzna już trafił do zakładu karnego, gdzie spędzi najbliższe 8 lat za popełnione przestępstwa.

Sekcja Poszukiwań i Identyfikacji Osób istnieje od jesieni 2016 r. Swoją podległością należy do struktury Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu.
Źródło info i foto: Policja.pl

47-latek upozorował swoje porwanie. W rzeczywistości okradał swojego pracodawcę

Śląscy kryminalni zatrzymali 47-latka, który upozorował swoje porwanie. Mężczyzna sfingował napad na salon z automatami do nielegalnych gier hazardowych, w którym pracował. W rzeczywistości okradał swojego pracodawcę i wymyślił uprowadzenie, by odsunąć od siebie podejrzenia. W tym samym czasie był poszukiwany, gdyż nie wrócił z przepustki do zakładu karnego.

Dyspozytor wojewódzkiego centrum powiadamiania ratunkowego przyjął zgłoszenie o napadzie na lokal i uprowadzeniu pracującego tam mężczyzny. Jak się później okazało, zgłaszającym był rzekomy poszkodowany.

Policjantom sprawa od początku wydała się podejrzana. Nie dość, że rzekomo porwany 47-latek był poszukiwany w związku z tym, że nie wrócił z przepustki do zakładu karnego, gdzie odbywał karę, to jeszcze wyszło na jaw, że okradł swojego pracodawcę. Już w środę kryminalni wpadli na trop „uprowadzonego”.

Po wytypowaniu adresu, pod którym mężczyzna miał się ukrywać, wkroczyli do akcji wspólnie z policjantami z katowickiego oddziału centralnego biura śledczego oraz będzińskiej komendy powiatowej. Po siłowym wejściu do jednego z sosnowieckich mieszkań, w środku zastali 47-latka. Mężczyzna został zatrzymany i trafił już do zakładu karnego, gdzie odbędzie resztę swojej kary.

Policyjne ustalenia wykazały, że aby uwiarygodnić swoje porwanie, przed wybraniem numeru alarmowego mężczyzna sfingował napad na lokal, w którym pracował. Zdemolował pomieszczenie i zniszczył jeden z automatów do gier. Policjanci, mając podejrzenie, że maszyny mogą być nielegalne, o wszystkim powiadomili funkcjonariuszy izby celno-skarbowej, którzy przejęli sprzęt.

Materiały w tej sprawie zostały już przesłane do prokuratury, gdzie zapadnie decyzja o zarzutach, jakie usłyszy zatrzymany.
Źródło info i foto: TVP.info

Porwał własne dziecko, by szantażować partnerkę. Jest wyrok

Sąd Rejonowy Gdańsk – Południe wydał wyrok w szokującej sprawie z sierpnia ubiegłego roku. Ojciec porwał swojego syna, zabierając chłopca do lasu bez wiedzy i zgody matki dziecka. Jak ustalili śledczy, chciał w ten sposób „zmusić ją do określonego zachowania”. W chwili zatrzymania przez policję był pod wpływem amfetaminy. Funkcjonariusze uwolnili 5-latka po trudnej i skomplikowanej akcji. Sprawca został w minionym tygodniu skazany na dwa lata więzienia.

Przerażona matka chłopca próbowała dodzwonić się do byłego partnera, jednak ten nie odbierał od niej telefonu. Przesłał jedynie wiadomość SMS, w której nie wyraził woli oddania dziecka. Jak się okazało, mężczyzna wywiózł 5-latka do lasu i zamknął się z nim w samochodzie.

– Pomimo wezwań funkcjonariuszy, nie chciał uwolnić syna. Dopiero gdy sprawca zasnął, mundurowi otworzyli auto. Mężczyzna został zatrzymany. Ujawniono przy nim amfetaminę, a przeprowadzone badanie wykazało, że znajdował się pod jej wpływem – mówi Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

W minionym tygodniu sąd wydał wyrok, uznając oskarżonego winnym zmuszania kobiety do określonego zachowania, znęcania się nad nią, grożenia jej pozbawieniem życia oraz posiadania narkotyków. Sprawca dobrowolnie poddał się karze dwóch lat pozbawienia wolności. Co więcej, przez rok obowiązywać go będzie zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 metrów, za wyjątkiem sytuacji realizowania kontaktów z dziećmi (w przypadku takiego orzeczenia przez sąd rodzinny). Mężczyzna musi też wypłacić matce uprowadzonego dziecka 2000 złotych zadośćuczynienia.
Źródło info i foto: se.pl

Zlecił porwanie zza więziennych murów

Do Sądu Okręgowego we Wrocławiu trafił akt oskarżenia w sprawie usiłowania porwania dla okupu – poinformowała we wtorek Prokuratura Krajowa. Uprowadzenie dwóch zakładników zlecić miał przebywający w więzieniu Marcin M. Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu skierował do Sądu Okręgowego we Wrocławiu akt oskarżenia przeciwko Marcinowi M., Ryszardowi Ł., Andrzejowi W. i Stanisławowi W.

Prokurator zarzucił im popełnienie dwóch zbrodni polegających na usiłowaniu wymuszeń rozbójniczych oraz usiłowaniu wzięcia i przetrzymywania dwojga zakładników, w celu zmuszenia ich do zapłaty okupu w zamian za uwolnienie. Podstawą wszczęcia śledztwa były uzyskane przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji Zarządu w Wrocławiu informacje o planowanym uprowadzeniu mieszkanki Wrocławia. Pomysł miał się zrodzić w jednym z Zakładów Karnych.

Wszyscy oskarżeni byli wielokrotnie karani

– Przesłuchania świadków, liczne przeszukania, zatrzymania rzeczy oraz kontrole operacyjne polegające na utrwalaniu treści rozmów telefonicznych prowadzonych przez osoby planujące porwania, pozwoliły na ustalenie zarówno zleceniodawcy, jak i sprawcy kierowniczego planowanych uprowadzeń. Był nim przebywający w jednym z wrocławskich zakładów karnych 39-letni Marcin M. Trzej pozostali sprawcy przez niego zwerbowani mieli bezpośrednio zająć się porwaniami oraz stosowaniem przemocy wobec zakładników – przekazała we wtorek rzeczniczka prasowa Prokuratury Krajowej Ewa Bialik.

Jak podała, Marcinowi M. przypisano działanie w ramach tzw. sprawstwa kierowniczego. – Wszyscy oskarżeni byli dotychczas wielokrotnie karani sądownie, a Marcin M. i Ryszard Ł. będą odpowiadać w tej sprawie w warunkach recydywy – poinformowała Ewa Bialik.

„Mieli zastosować wobec ofiar drastyczną przemoc”

Według śledczych, oskarżeni przygotowując się do uprowadzenia pozyskali m.in. lornetki, paralizator, pałkę teleskopową, taśmy, kastet i sekator. – Zgodnie z ustalonym podziałem ról i zadań sprawcy mieli zastosować wobec ofiar drastyczną przemoc polegającą m.in. na przetrzymywaniu, związywaniu i skrępowaniu ofiar, pobiciu ich, spowodowaniu poważnych obrażeń ciała, w tym także poprzez obcięcie im palców przy pomocy sekatora – poinformowała Ewa Bialik.

Dodała, że w ten sposób chcieli zmusić pokrzywdzonych do wydania luksusowych samochodów osobowych, a także pieniędzy, kart płatniczych i złota.

Mężczyźni zostali zatrzymani zanim dokonali przestępstwa. – Ryszard Ł., Andrzej W. i Stanisław W. 1 września 2019 roku przystąpili do realizacji uzgodnionych planów, jednakże działania podjęte przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji skutecznie zapobiegły wymuszeniom rozbójniczym i wzięciu zakładników – przekazała Ewa Bialik.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe informacje ws. zaginięcia Maddie McCann

Były już policjant Pereira Cristovao badał głośną sprawę zaginięcia Maddie McCann. Teraz sam usłyszał zarzuty za napady, kierowanie grupą przestępczą i porwania.

Wszystko zaczęło się od tego, że w 2007 r. Maddie McCann zniknęła z pokoju hotelowego w portugalskim Praia da Luz. Jej rodzice – Kate i Gerry – początkowo szukali jej na własną rękę, potem wezwali policję. Pod uwagę brano różne motywy: porwanie dla okupu lub w celach pedofilskich.

W pewnym momencie śledztwa pojawiła się nawet hipoteza, że to rodzice stoją za zaginięciem 3-latki. Policjant Paulo Pereira Cristovao i jego szef Gonçalo Amaral sugerowali, że McCannowie mogli ją przypadkowo zabić i próbować tuszować śmierć dziecka. Nikt im nigdy tego nie udowodnił, a Cristovao odszedł z policji w 2008 roku, po tym jak wraz z Amaralem i trzema innymi policjantami został oskarżony o wymuszanie zeznań torturami oraz fałszowanie dokumentów.

Wspomniane zarzuty dotyczą sprawy zaginięcia 8-letniej Joany Cipriano, a okoliczności zdarzenia przypominały zniknięcie Maddie. Ciała dziecka nigdy nie znaleziono, ale śledczy stwierdzili, że Joanę zabiła matka i wuj. Oboje mieli przyznać się do czynu, ale później zmienili zdanie. Stwierdzili, że zeznania wymuszono na nich przemocą, na przykład matka Joany miała po przesłuchaniu zmasakrowaną twarz i siniaki na całym ciele. Według policjantów kobieta rzuciła się ze schodów, bo chciała popełnić samobójstwo. Wypuszczono ją na wolność dopiero w 2019 roku.

Później były policjant Pereira Cristovao był oskarżany o zgwałcenie nieletniej, ale ostatecznie ofiara wycofała skargę. Cristovao zarzucano także przywłaszczenie skonfiskowanych przez policję 800 euro.

To jednak nie wszystko. Jak podaje gazeta „Diário de Notícias”, teraz mężczyzna został skazany na siedem i pół roku więzienia za kierowanie grupą przestępczą oraz opracowanie dwóch planów napadów. W tej sprawie na ławie oskarżonych zasiadło 16 osób. Sprawcy byli brutalni, terroryzowali właścicieli mieszkań bronią, kradli pieniądze i kosztowności. W jednym z przypadków ich łupem padło 145 tys. euro., a właściciele i ich córka zostali porwani.

Pereira Cristovao częściowo przyznał się do winy, zaprzeczył jednak temu, że kierował grupą oraz porwaniu. Po wyroku zapowiedział, że odwoła się od decyzji sądu.
Źródło info i foto: wp.pl

27-latek porwał ojca. Trwają poszukiwania mężczyzn

Świętokrzyscy policjanci poszukują ojca i syna z powiatu staszowskiego. W akcji biorą udział funkcjonariusze i psy tropiące. 27-latek miał uciec ze szpitala psychiatrycznego, a następnie pobić ojca i uciec z nim samochodem w nieznanym kierunku.

Policyjne działania prowadzone są od sobotniego popołudnia. Funkcjonariusze poszukują 27-letniego mieszkańca gminy Łubnice w powiecie staszowskim i jego 51-letniego ojca. – Mężczyźni po awanturze domowej odjechali z domu białym fordem focusem w nieznanym kierunku. Samochód był widziany na terenie powiatu staszowskiego, a ostatnio w powiecie buskim – powiedział nadkom. Kamil Tokarski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach.

Obaj mężczyźni do tej pory nie skontaktowali się z rodziną. – Nie znamy zamiarów mężczyzn, stąd nasze duże zaangażowanie i determinacja, aby ich odnaleźć. W poszukiwaniach biorą udział policjanci z oddziału prewencji KWP w Kielcach i przewodnicy z psami tropiącymi – mówił o szczegółach akcji Tokarski.

Policjant dodał, że jak na razie poszukiwania nie przyniosły rezultatów. Akcja będzie kontynuowana w poniedziałek

27-latek tego samego dnia, którego zaginął, miał uciec ze szpitala psychiatrycznego w Morawicy – informuje portal Interia.pl. Mężczyzna miał zaatakować swoją babcię, którą zastał w domu. Gdy pojawił się jego ojciec, 27-latek pobił go i zaciągnął do samochodu i odjechał z nim w nieznanym kierunku.
Źródło info i foto: onet.pl