Ciąg dalszy sprawy Ukraińca porzuconego w lesie. Mężczyzna zmarł

Właścicielka firmy z Jastrzębska Starego k. Nowego Tomyśla miała porzucić w lesie swojego pracownika, który zasłabł w trakcie pracy. Mężczyzna, obywatel Ukrainy, zmarł. Teraz w sprawę zaangażował się Adam Bodnar. RPO domaga się informacji od Inspekcji Pracy na temat wcześniejszych kontroli.

Bulwersującą sprawę opisuje „Gazeta Wyborcza”. 36-letni Wasyl Czornej mieszkał w Polsce od czterech miesięcy. Mężczyzna pracował na budowie, jednocześnie dorabiając w zakładzie stolarskim w Jastrzębsku Starym nieopodal Nowego Tomyśla. Jak wynika z zeznań kolegów z pracy 38-latka, mężczyzna 12 czerwca zasłabł. 53-letnia Grażyna F., właścicielka zakładu, nie wezwała jednak pogotowia. Zamiast tego miała porzucić go w lesie 125 km dalej, tam 36-latek zmarł. Kobieta zatrudniała pracowników nielegalnie i prawdopodobnie bała się konsekwencji, teraz grozi jej pięć lat więzienia. Oprócz niej zatrzymany został jeden z Ukraińców pracujących w zakładzie, któremu zarzuca się utrudnianie śledztwa.

Porzuciła Ukraińca w lesie. Bodnar domaga się informacji

Do sprawy odniósł się Adam Bodnar, który zamieścił oświadczenie. RPO powiadamia w nim, że zwrócił się do Głównego Inspektora Pracy o informacje dotyczące „czynności kontrolnych wobec pracodawcy zmarłego”. Jak czytamy w oświadczeniu, chodzi o ustalenie okoliczności zdarzenia. Rzecznik wymienia pięć zagadnień, które jego zdaniem powinny być zbadane. Chodzi o: legalność zatrudnienia cudzoziemców, obowiązek opłacania składek na ubezpieczenia społeczne, obowiązek opłacania składek na Fundusz Pracy, przygotowanie pracowników do prac i przestrzeganie przepisów dotyczących technicznego bezpieczeństwa pracy.

RPO przypomina przy okazji tego zdarzenia o niepokojących statystykach z raportu „Mniejszość ukraińska i migranci z Ukrainy w Polsce. Analiza dyskursu”. Wynika z niego, że aż 41 proc. wypowiedzi w polskim internecie na temat Ukraińców miało wydźwięk negatywny. 42 proc. było neutralnych, a tylko 17 proc. – pozytywnych.

Konsul uruchomił zbiórkę dla bliskich zmarłego Ukraińca

Do sprawy odniósł się też Witold Horowski, konsul honorowy Ukrainy w Wielkopolsce. Horowski uruchomił zbiórkę na rzecz rodziny zmarłego 36-latka – żona, trójka dzieci oraz rodzice w podeszłym wieku. „Wiemy jednak, że to ubodzy ludzie, dla których śmierć bliskiego wkrótce będzie miało też wymiar materialnej katastrofy. Piszą do nas w tej sprawie ci, którzy mają potrzebę wsparcia materialnego tej rodziny” – pisze konsul. Pieniądze można wpłacać na numer konta 37 1090 1854 0000 0001 1451 2044 z dopiskiem „Dla dzieci Wasyla”
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Lubelszczyzna: Zgwałcili w lesie mężczyznę. Później mu grozili

Mrożąca krew w żyłach napaść na Lubelszczyźnie. Policja zatrzymała już sprawców, którzy w niewielkiej miejscowości w okolicach Włodawy brutalnie skatowali swoją ofiarę. Śledczy nie ujawniają zbyt wielu szczegółów ze względu na wyjątkową brutalność napastników. Trzech młodych mężczyzn odpowie przed sądem za napad na młodym mężczyźnie, którego wyciągnęli z samochodu i brutalnie pobili. Później wywieźli do lasu.

Tam oprawcy ponownie zaczęli się nad nim znęcać. Obezwładnili swoją ofiarę, przyciskali go nogami do ziemi, po czym zgwałcili kijem baseballowym i kluczem do kół – informuje „Dziennik Wschodni”.

Wszyscy oprawcy to młodzi ludzie. Wśród zatrzymanych jest 19-letni Damian O., który zdaniem prokuratury użył klucza.
Śledczy ustalili też, że wspólnie z kolegami bił ofiarę. Nastolatek odpowie m.in. za pozbawienie wolności ze szczególnym udręczeniem oraz zmuszenie do tzw. innej czynności seksualnej.

Podejrzani grozili ofierze. Zastraszali mężczyznę, by ten nie zgłaszał sprawy na policję. Wszyscy odpowiedzą za wywieranie wpływu na świadka. Zatrzymani zostali także 20-letni Rafał K. i Mateusz J., którzy odpowiedzą za uprowadzenie i brutalny gwałt. Zarzuty w tej sprawie usłyszała również 18-letnia Greta P., która odpowie za pomocnictwo w pozbawieniu wolności, pobiciu i zmuszaniu do innej czynności seksualnej.

Prokurator wystąpił o tymczasowe aresztowanie wszystkich podejrzanych na trzy miesiące. Sąd przychylił się do tego wniosku – informuje Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Podejrzanym grozi do 12 lat więzienia. Na razie śledczy nie zdradzają motywów ich napadu. Nieoficjalnie mówi się, że w dniu napadu wszyscy młodzi ludzie razem bawili się nad jeziorem. Tam mieli się pokłócić.
Źródło info i foto: o2.pl

Nowe informacje dotyczące zabójstwa Polaka w Irlandii

Na jaw wychodzą kolejne szczegóły brutalnego zabójstwa 35-letniego Polaka w miejscowości Ballincollig w hrabstwie Cork na południu Irlandii. Jak podała irlandzka policja, do domu Mikołaja W., który mieszkał wraz z żoną Elżbietą i dwójką małych dzieci, wtargnęła czwórka napastników uzbrojonych między innymi w maczety. Zdarzenie miało miejsce w niedzielę o godzinie czwartej nad ranem.

W wyniku napaści Mikołaj W. został poważnie poraniony i zmarł w szpitalu. Jego małżonka Elżbieta również doznała obrażeń, na szczęcie nie zagrażają one życiu kobiety. Według policji napastnicy zbiegli z miejsca zdarzenia samochodem marki BMW. Pojazd został później porzucony i podpalony. O sprawie poinformowała gazeta „Irish Examiner”, która ujawnia kolejne szczegóły zdarzenia. 35-latek został zaatakowany, gdy spał. Ciosy spadły na niego, gdy leżał w łóżku.

W wyniku napaści, próbująca się bronić żona Mikołaja W. straciła co najmniej jeden palec. Na szczęście nie ucierpiały ich małoletnie dzieci. W związku z tym, że Elżbieta W. wciąż przebywa w szpitalu, dziećmi zajęła się opieka społeczna. Policja szuka sprawców, których było trzech albo czterech. Jak ustalił „Express Bydgoski”, Mikołaj i Elżbieta W. pochodzili z powiatu mogileńskiego w województwie kujawsko-pomorskim. TVP Bydgoszcz precyzuje, że Mikołaj W. był mieszkańcem Wszednia.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejne zatrzymanie w sprawie chłopca porzuconego w Katowicach

Policja zatrzymała 21-letniego partnera kobiety, która w sobotę pozostawiła trzyletniego syna bez opieki na klatce schodowej bloku w Katowicach – podaje Radio ZET. Z informacji do których dotarła rozgłośnia wynika, że zatrzymany mężczyzna nie jest ojcem chłopca

Według policji, zatrzymany dziś 21-latek miał być z matką chłopca, kiedy ta pozostawiała go bez opieki na klatce schodowej w bloku przy ul. Łącznej 5 w Katowicach. Jak z kolei informuje radio RMF FM, które powołuje się na policję, mężczyzna najprawdopodobniej także usłyszy zarzut narażenia dziecka na niebezpieczeństwo.

Przypomnijmy, że wczoraj zatrzymana została matka chłopczyka. To 27-latka, która nie posiada stałego miejsca zamieszkania.

Przesłuchanie obojga przez prokuratora ma się odbyć jutro rano.

Dziecko znaleziono w sobotę wieczorem – około godziny 20 – w bloku przy ul. Łącznej 5 w Katowicach. Jedna z mieszkanek budynku zadzwoniła po patrol, ponieważ na klatce schodowej spotkała kilkuletniego chłopca bez opieki. Policja apelowała o pomoc w ustaleniu prawnych opiekunów chłopca.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Jutro prokuratura przesłucha matkę porzuconego 3-latka

Zmiana decyzji w sprawie przesłuchania matki 3-letniego chłopca znalezionego w sobotę na klatce schodowej jednego z bloków w Katowicach. W poniedziałek kobieta została zatrzymana na skwerze w Katowicach-Szopienicach, w pobliżu policyjnego komisariatu. Początkowo planowano przesłuchanie matki dziecka na poświąteczny wtorek. Dziś zapadła jednak decyzja, że kobieta stanie przed prokuratorem w środę.

Decyzja o zmianie terminu przesłuchania, zapadła po rozmowach policjantów z prokuratorem zajmującym się sprawą. Policja ma jeszcze uzupełnić zebrane dowody. Chodzi m.in. o dokładne ustalenie jak to się stało, że chłopiec był bez opieki na klatce schodowej, jak tam trafił i jak długo przebywał. Trzeba też przesłuchać świadków.

Wstępnie policja mówi o zarzucie narażenia dziecka na niebezpieczeństwo. Po analizie dowodów ostateczną decyzję ws. zarzutów podejmie już prokurator.

3-latek znaleziony na klatce trafił do placówki opiekuńczej w Katowicach. Dziecko jest zdrowe. O tym, co się z nim stanie, zdecyduje sąd.

Trzylatek na klatce

Dziecko zauważyła w sobotni wieczór mieszkanka bloku przy ul. Łącznej w Katowicach-Zawodziu. Chłopiec miał na sobie niebieską puchową kurtkę, granatowe spodnie dresowe z wizerunkiem myszki Miki, brązowo-czarne zimowe buty zapinane na rzepy, a na głowie czapkę w czarno-szare paski. Kontakt z chłopczykiem był utrudniony.

Przez prawie dobę policjantom nie udało się ustalić tożsamości dziecka ani odnaleźć jego rodziców. W niedzielę wieczorem funkcjonariusze zdecydowali o opublikowaniu na policyjnej stronie internetowej zdjęcia chłopca oraz informacji o okolicznościach jego odnalezienia. W poniedziałek jego matka została zatrzymana na skwerze w Katowicach-Szopienicach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Porzuciła 3-latka na klatce schodowej. 27-letnia Marlena L. trafi do aresztu?c

W Katowicach w Wielką Sobotę na klatce bloku przy ul. Łącznej w Katowicach znaleziono 3-letniego chłopca. – Tego maluszka porzucono, biegał , płakał i bił głową o posadzkę – mówi Ewa Kowalska (40 l.), która zaopiekowała się dzieckiem. W Poniedziałek Wielkanocny w południe zatrzymano jego matkę. To 27-letnia Marlena L., pochodząca ze Starachowic.

Nieodpowiedzialna matka porzuciła Dominika w sobotę późnym wieczorem. – Wracałam ze sklepu, było kilka minut po g. 19.00. Na klatce schodowej zauważyłam płaczące dziecko. Nie było z nim kontaktu, pytałam jak się nazywa, gdzie jest jego mama, tata, ale on tylko krzyczał wydając z siebie dziwne dźwięki – opowiada Ewa Kowalska. – Chłopczyk był roztrzęsiony, w pewnym momencie klęknął, uderzył głową o ziemię, potem wstał i bił rączkami po głowie. Na przemian krzyczał, śmiał się i płakał. Jego zachowanie było bardzo dziwne. Miał takiego zielonego balonika, którego ssał, i wyrzucał. Potem go szukał, gdy znalazł na chwilkę się uspokajał.

Córka pani Ewy próbowała go zająć, przyniosła mu maskotkę. – Jak mnie zobaczył uśmiechnął się, chciał mi wejść na ręce, przyniosłam z domu pluszaka truskawkę i to go zainteresowało – mówi Oliwia Kowalska (10 l.).

– Daliśmy mu pić i jeść. On wszystko wąchał nim skosztował. Mąż mu przyniósł kanapkę z szynką, chleb rzucił na ziemię, a szynkę zjadł – dodaje pani Ewa.

Mały chłopczyk był roztrzęsiony. Wyraźnie szukał bliskich. Po publikacjach jego wizerunku policjanci dotarli do jego babci, która mieszka w Starachowicach. Ta rozpoznała swego wnuka i stwierdziła, że jej córka z dzieckiem od dłuższego czasu przebywa na Śląsku, a mały Dominik jest chory na autyzm. Kilka godzin później policjanci zatrzymali kobietę w Katowicach.

Dlaczego Marlena L. zostawiła synka na pastwę losu? Najprawdopodobniej pokłóciła się ze swoim partnerem. Była w trudnej sytuacji materialnej. Jak udało nam się ustalić nosiła się też z zamiarem oddania chorego synka do ośrodka opiekuńczego. W efekcie zostawiła go w przypadkowym bloku.

Teraz jej los w rękach prokuratora. Najpewniej usłyszy zarzut porzucenia dziecka, nad którym miała obowiązek sprawowania opieki. Grozi jej do 3 lat więzienia. O tym czy trafi do aresztu zdecyduje sąd. O losie Dominika również zdecyduje sąd rodzinny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Katowice: Zatrzymano matkę chłopca porzuconego na klatce schodowej

Najprawdopodobniej we wtorek stanie przed prokuratorem matka 3-letniego chłopca, który został odnaleziony w sobotę w bloku w Katowicach. Kobieta została zatrzymana w poniedziałek po południu na skwerze w Katowicach-Szopienicach, niedaleko policyjnego komisariatu. Została już przesłuchana.

Kobieta ma 27 lat. Pochodzi z województwa świętokrzyskiego, ale od pewnego czasu przebywa w Katowicach. Zatrzymano ją dzięki informacjom, jakie policja dostała po opublikowaniu zdjęcia chłopca. Policjanci w poniedziałek ustalili tożsamość dziecka. Potem dostali wiarygodną informację o tym, kto jest matką dziecka.

Nie ukrywała się, myślę, że nie spodziewała się, że już może być poszukiwana, że już znamy jej personalia – mówi w rozmowie z RMF FM Paweł Warchoł z katowickiej policji. Na razie nie wiadomo jeszcze, dlaczego chłopiec znalazł się sam na klatce schodowej jednego z bloków. Czy można mówić, że zatrzymana kobieta porzuciła dziecko? To była jedna z hipotez, którą zakładaliśmy i nadal jej nie wykluczamy – dodaje Paweł Warchoł.

Kobieta spędzi noc w areszcie.

„Miał skrajne zachowania, raz się śmiał, raz zaczynał płakać”

Wyszłam z klatki, wsiadłam do auta, widziałam kątem oka, ze ktoś wybiega z klatki. Patrzyłam co się dzieje – mówi pani Ewa kobieta, która znalazła chłopca. Relacjonuje, że tuż przed tym, jak zauważyła chłopca, widziała dziwne zachowanie pary na klatce schodowej. To było dziwne zachowanie. Mężczyzna stał przy schodach i kogoś pospieszał. Następnie z klatki wybiegła dziewczyna, około 25-letnia i uciekali. Wchodząc do klatki zauważyłam biegającego chłopczyka – mówi mieszkanka jednego z bloków przy ulicy Łącznej.

Chłopiec biegał w tę i z powrotem tuż przy drzwiach. Córka próbowała się z nim bawić, nie było z nim w ogóle kontaktu. Pytaliśmy się go jak ma na imię, gdzie jest mamusia, gdzie jest tatuś. Nie odpowiadał, nie było z nim w ogóle kontaktu. Bił głową o posadzkę na dywaniku, bił rączkami o głowę. Miał skrajne zachowania, raz się śmiał, raz zaczynał bardzo płakać, nie wydawał z siebie innych dźwięków jak krzyk – mówi kobieta.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Alarm bombowy na lotnisku w Modlinie

Na lotnisku w Modlinie ogłoszono alarm bombowy. Wszystko z powodu tajemniczego bagażu. Podczas alarmu ewakuowano ok. 250 osób, które znajdowały się na podwarszawskim lotnisku. Według wstępnych informacji problemy spowodował bagaż porzucony pod terminalem. Na miejscu pracuje straż pożarna, policja i ratownicy. Pojawili się także funkcjonariusze Grupy Interwencji Specjalnych Straży Granicznej z placówki Warszawa-Modlin.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymani za kradzież bankomatu

Policjanci z Biłgoraja i KWP w Lublinie ustalili i zatrzymali sprawców włamania i kradzieży bankomatu. Zatrzymani to mieszkańcy woj. mazowieckiego i śląskiego w wieku 36,44 i 47-lat. Łączna wartość strat oszacowana została na kwotę ponad 360 tys. zł. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Zamościu.

Podejrzani odpowiadać będą za przestępstwa, do których doszło w nocy z 20 na 21 maja br. Wówczas to sprawcy włamali się do jednego ze sklepów na ul. Kościuszki w Biłgoraju. Ze środka skradli ….bankomat. Spłoszeni przez alarm nie zdołali wynieść drugiego z urządzeń. Łączna wartość strat oszacowana została na kwotę ponad 360 tys. zł. Przez wiele godzin na miejscu zdarzenia pracowali technicy policyjni, zabezpieczano ślady, monitoringi, weryfikowano i sprawdzano każdą informację. Policjanci odnaleźli porzucony i „wyczyszczony” z pieniędzy sejf w Sanie, w okolicach Leżajska. Ważący ponad pół tony sejf wydobywany był z rzeki przez lubelskich antyterrorystów i miejscowych strażaków. Od samego początku biłgorajscy policjanci wspierani byli przez funkcjonariuszy z Wydziału Kryminalnego KWP w Lublinie, a śledztwo w sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu.

Efekt pracy śledczych to zatrzymanie przestępców. Pierwszy w ręce policjantów wpadł 36-letni mieszkaniec Tarnowskich Gór. Został zatrzymany na ulicy, w okolicach miejsca zamieszkania. Jeszcze 10 listopada br. Sąd Okręgowy w Zamościu zdecydował o zastosowaniu wobec 36-latka środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Kolejny sprawca, 44-latek z Warszawy, w międzyczasie trafił za kratki za inne przestępstwa popełnione w stolicy. Przebywając w areszcie śledczym usłyszał kolejne zarzuty. Wczoraj został zatrzymany trzeci sprawca, to 47-latek z Żyrardowa. Zatrzymanie mieszkańca woj. mazowieckiego było bardzo dynamiczne. Przestępca siedząc za kierownicą osobowego renaulta podjął próbę ucieczki, szybko jednak został zatrzymany.

Wszyscy trzej mężczyźni wcześniej już wchodzili w konflikt z prawem. Na swoim koncie mają głównie przestępstwa przeciwko mieniu. W tym przypadku odpowiadać będą za kradzież z włamaniem, usiłowanie kradzieży i zniszczenia mienia. Podejrzanym grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Podczas realizacji policjanci z Biłgoraja i Lublina wspierani byli także przez funkcjonariuszy z Katowic i Żyrardowa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zamknięto główną ulicę Madrytu w obawie przed zamachem

Główna ulica Madrytu Gran Via została zamknięta. Policja obawia się, że w porzuconym na ulicy samochodzie może być ukryta bomba. Jak informują hiszpańskie media, w samochodzie nie znaleziono ładunków wybuchowych. Pojazd został odholowany. Auto porzucono na środku czteropasmowej jezdni. Świadkowie zdarzenia donosili, że kierowca niespodziewanie zahamował i uciekł. Policja zamknęła arterię i wstrzymała ruch pieszy. Do mieszkań nie mogli wrócić mieszkańcy okolicznych kamienic.

W pobliżu porzuconego samochodu znajdowało się kilkanaście wozów policyjnych. Wyspecjalizowane służby i wytresowane psy badały, czy w aucie nie ukryto bomby. Z powodu akcji w centrum Madrytu utworzył się kilkukilometrowy korek, który obecnie jest rozładowywany.
Źródło info i foto: onet.pl