Roman K. skazany za zlecenie zabójstwa żony

Roman K., były poseł Ruchu Palikota i redaktor naczelny tygodnika „Fakty i Mity” został skazany na 10 lat więzienia. Sąd uznał, że K. nakłaniał do zabójstwa swojej żony. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Wyrok usłyszały też cztery inne osoby. Sąd uznał, że Roman K. namawiał do zabicia Ewy K., swojej byłej żony. Został skazany na 10 lat pozbawienia wolności (od trzech przebywa w areszcie śledczym).

Były poseł został też uznany za winnego wyrządzenia szkody finansowej spółce, która wydawała „Fakty i Mity”. Chodzi m.in. o 900 tysięcy złotych, które były poseł miał zarobić przy sprzedaży kamienicy należącej do spółki oraz ponad 300 tysięcy przy okazji kupna działki w Zgierzu. Roman K. ma też siedmioletni zakaz obejmowania wyższych stanowisk kierowniczych. Ma też wypłacić 200 tysięcy złotych grzywny na rzecz spółki oraz 167 tysięcy na rzecz towarzystwa ubezpieczeniowego Warta. Grzywnę ma wpłacić z inną skazaną w tym procesie osobą – Karoliną W.

Były poseł ma też zapłacić 20 tysięcy złotych na rzecz byłej żony. Wyrok usłyszały też cztery inne osoby. One odpowiadały przed sądem za działanie na szkodę spółki wydającej „Fakty i Mity”. Karolina W. skazana została na dwa lata i cztery miesiące więzienia, Waldemar R. i Adrian S. na rok pozbawienia wolności, a Jarosław G. na rok więzienia w zawieszeniu. Wyrok nie jest prawomocny. Jego uzasadnienie było niejawne. Z wyroku zadowolona była prokuratura, chociaż w czasie procesu żądała dla Romana K. surowszej kary – 15 lat pozbawienia wolności. Odwołać się do sądu drugiej instancji chce obrońca byłego posła Agnieszka Łupińska-Mędrzycka, która po wyroku stwierdziła, że kara „jest zbyt surowa”. – Wystąpimy o pisemne uzasadnienie wyroku. Sąd bardzo ogólnie odniósł się do zgłaszanych przez nas wątpliwości i z pewnością nie czujemy się usatysfakcjonowani tą argumentacją – mówiła po odczytaniu wyroku obrońca Romana K.

Zlecenie zabójstwa

Śledztwo w sprawie polityka Romana K. było prowadzone od 2013 roku przez Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi (w 2016 roku prokuratury apelacyjne zostały zastąpione przez prokuratury regionalne). Służby zaczęły wtedy gromadzić dowody na to, że Roman K. zlecił zabójstwo własnej żony.

„Podejrzanemu zarzucono wielokrotne nakłanianie, w kraju i za granicą, dwóch osób do dokonania zabójstwa jego żony” – informowała trzy lata później, w 2016 roku Prokuratura Apelacyjna w Łodzi. Komunikat pojawił się na stronie internetowej niedługo po tym, jak funkcjonariusze CBŚP zatrzymali byłego posła Ruchu Palikota. Prokuratura twierdziła wtedy, że K. za zabójstwo oferował „znaczną sumę pieniędzy”.

– Wskazywał przy tym, że oczekiwany przez niego sposób popełnienia zabójstwa mający na celu upozorowanie śmierci z przyczyn naturalnych lub w następstwie nieszczęśliwego wypadku – wyjaśniał w 2016 roku Jarosław Szubert z Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi. Reporterom „Superwizjera TVN” udało się dotrzeć do mężczyzny, którego K. miał prosić o znalezienie zabójców byłej żony.

– Do tego miało dojść w Toronto, gdzie mieszkała kobieta. Wskazywał przy tym, że krzywda ma nie stać się ich dzieciom – mówił rozmówca „Superwizjera”.

Był księdzem i politykiem

Roman K. ma 52 lata. Przez trzy lata pełnił posługę jako ksiądz. Stan kapłański porzucił, żeby wziąć ślub. Potem – pod pseudonimem – wydał głośną książkę pod tytułem „Byłem księdzem”. Przez kilkanaście lat był szefem „Faktów i Mitów”. Pismo otwarcie krytykowało Kościół katolicki. W 2011 roku K. skutecznie ubiegał się o mandat posła z listy Ruchu Palikota. W kolejnych wyborach nie ubiegał się o reelekcję.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest akt oskarżenia wobec Stanisława G. Chodzi o łapówki

Stanisław G. jako wiceminister środowiska w zamian za przychylność i pomoc przyjął pieniądze, drogie zegarki i nieruchomości w Chorwacji – wynika z informacji przekazanych PAP przez Prokuraturę Krajową. Śledczy oskarżyli go też o plagiat pracy doktorskiej i nakłanianie do wręczenia łapówki.

Jak podała prokuratura, obszernym aktem oskarżenia – liczącym ponad 1100 stron – objęto 32 osoby, które zostały oskarżone łącznie o 94 czyny. Wobec dziewięciu oskarżonych skierowano wnioski o dobrowolne poddanie się karze. Z informacji przekazanych przez PK wynika, że akt oskarżenia dotyczy nieprawidłowości przy 26 inwestycjach realizowanych przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie.

„Prokurator Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Szczecinie akt oskarżenia przeciwko posłowi na Sejm RP Stanisławowi G., jego żonie Renacie L.–G., członkom jego rodziny oraz innym osobom. Materiały w tym zakresie zostały wyłączone z postępowania dotyczącego tzw. afery melioracyjnej, które jest nadal prowadzone, aktualnie pozostaje w nim 42 podejrzanych” – podała prokuratura.

Jak dodała PK, „zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na to, że w związku z pełnioną w rządach PO-PSL funkcją sekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska poseł Stanisław G. przyjął jako łapówki co najmniej 733 tys. zł w gotówce, a także dwa zegarki o łącznej wartości prawie 26 tys. zł oraz nieruchomości w Chorwacji”. „Ponadto zarzuty dotyczą nakłaniania do wręczenia łapówki w wysokości co najmniej 200 tys. zł oraz ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej. Prokuratura oskarżyła posła również o pranie brudnych pieniędzy” – przekazała PAP prokuratura.

Za przyjęcie łapówek Stanisławowi G. grozi do 12 lat więzienia.

Z informacji przekazanych PAP przez prokuraturę wynika, że Stanisław G. w okresie od stycznia 2011 roku do końca czerwca 2013 roku jako wiceminister środowiska w rządzie PO-PSL przyjął co najmniej 405 tys. zł łapówki w gotówce od przedsiębiorcy Krzysztofa B. „W zamian, wykorzystując swoją pozycję wiceministra, oferował przedsiębiorcy przychylność, poparcie oraz pomoc w zdobywaniu wielomilionowych kontraktów od Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie” – podała PK.

Jak podali śledczy, wiceminister miał nakłaniać także przedsiębiorcę do wręczenia dyrektorowi Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji co najmniej 200 tys. zł łapówki. „Argumentował, że to warunek, aby firma przedsiębiorcy funkcjonowała i utrzymała się na rynku. Pieniądze zostały przekazane, a dyrektor Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji Tomasz P. jest obecnie jednym z głównych podejrzanych w śledztwie dotyczącym tzw. afery melioracyjnej” – zaznaczyła prokuratura.

Śledczy przekazali także, że w 2011 r. Stanisław G. przyjął od Bogdana K. jako łapówkę 100 tys. zł oraz apartament w Chorwacji o wartości 48 tys 432 euro. „W zamian oferował on Bogdanowi K. przychylność, poparcie i pomoc w kontaktach w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, w tym w kontaktach z przedstawicielami Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie organizujących przetargi opiewające niejednokrotnie na dziesiątki milionów złotych” – podkreśliła PK.

Stanisław G. oskarżony jest też łapówki w postaci dwóch zegarków Tag Heuer wartych łącznie prawie 26 tys. zł. G. jako wiceminister środowiska otrzymał zegarki od zastępcy dyrektora do spraw Administracji, Informatyki, Marketingu i Współpracy z Zagranicą w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej Łukasza L. W zamian miał zadeklarować utrzymanie przez Łukasza L. stanowiska zastępcy dyrektora. Jak przekazała prokuratura, Łukasz L. miał otrzymać maila z konkretnymi modelami zegarków przeznaczonych na łapówkę.

W akcie oskarżenia poseł PO został oskarżony także o popełnienie plagiatu w pracy doktorskiej, którą obronił w 2011 r. w Społecznej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi. W konsekwencji G. uzyskał tytuł doktora nauk ekonomicznych. „Z zeznań świadków, a także z opinii biegłych wynika, że przygotowując pracę doktorską, przywłaszczył sobie autorstwo cudzych utworów” – wskazała prokuratura.

W sprawie oskarżona została również żona posła Renata G. Renata L. Prokuratura zarzuciła jej pranie brudnych pieniędzy, które miało polegać na działaniach zmierzających do utrudnienia stwierdzenia pochodzenia przyjętej wcześniej jako łapówki nieruchomości w Chorwacji.

Wśród oskarżonych w tej sprawie są również: były starosta koszaliński Roman Sz., były dyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie Mieczysław O., byli pracownicy Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, przedstawiciele i właściciele firm realizujących inwestycje melioracyjne

Wobec oskarżonego posła PO zastosowano poręczenie majątkowe w kwocie 500 tys. zł dozór policji oraz zakazem kontaktowania się z innymi podejrzanymi w tej sprawie. „Wobec pozostałych oskarżonych stosowane są środki zapobiegawcze w postaci poręczeń majątkowych, zakazów opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu oraz dozorów Policji” – podała PK. Prokuratura dokonała też zabezpieczenia majątkowego na mieniu wszystkich oskarżonych na łączną kwotę blisko 2,6 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Świdnica: Atak na biuro poselskie Nowoczesnej

Wybito szybę w biurze posła Nowoczesnej Krzysztofa Mieszkowskiego w Świdnicy (woj. dolnośląskie). Policja poszukuje sprawców. W rozmowie z PAP Monika Kaleta z biura prasowego dolnośląskiej policji informuje, że do incydentu doszło w nocy z piątek na sobotę. Straty oszacowano na 600 złotych.

Poseł Nowoczesnej Krzysztof Mieszkowski podkreśla, że jest zaniepokojony sytuacją i liczy na szybkie ustalenie sprawcy.

„22.06.2019 r. doszło do incydentu w moim biurze poselskim w Świdnicy. Sprawą zajmuje się policja – na miejscu zdarzenia zabezpieczyła ślady. Dziękuję za szybką reakcję. Chciałbym wyrazić zaniepokojenie w związku z zaistniałą sytuacją. Wierzę, że był to jedynie chuligański wybryk” – czytamy na Twitterze polityka.
Źródło info i foto: wp.pl

Szwecja: Peter Lundgren oskarżony o molestowanie seksualne partyjnej koleżanki

W końcówce kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego lider listy nacjonalistycznej partii Szwedzcy Demokraci (SD) Peter Lundgren został oskarżony o molestowanie seksualne partyjnej koleżanki. Według mediów sprawa może zaszkodzić wizerunkowi SD w UE.

Partia SD opublikowała we wtorek film wideo, na którym Lundgren oraz kobieta wspólnie opowiadają o zajściu, jakie miało miejsce w zeszłym roku podczas prywatnej imprezy. Spokojnie tłumaczą, że już dawno wyjaśnili tę sprawę między sobą i nadal pozostają bliskimi przyjaciółmi.

Skandal wybuchł w poniedziałek, gdy tabloid „Expressen” opublikował zapis nagrania dźwiękowego świadczącego o niewłaściwym zachowaniu Lundgrena wobec koleżanki; miał on położyć dłonie na jej piersiach. Rozmowę zarejestrowała eurodeputowana SD Kristina Winberg.

W niedzielę, czyli przed publikacją w gazecie, Winberg została wykreślona z listy kandydatów SD do europarlamentu, ma też opuścić partię. Jako oficjalne powody podano „działalność na szkodę partii” oraz „konspirację”. Winberg tłumaczyła w mediach, że to nie ona jest źródłem przecieku, a telefon, którym zarejestrowała zwierzenia koleżanki, został skradziony.

Sprawa molestowania seksualnego nie została zgłoszona policji. W związku z jej ujawnieniem w mediach, mimo braku doniesienia ze strony poszkodowanej, postępowanie może zostać wszczęte z urzędu przez prokuratora.

We wtorek Lundgren, który zanim został politykiem, przez 30 lat był zawodowym kierowcą, wycofał się z debat politycznych w mediach. Wcześniej w swoich wypowiedziach wielokrotnie wspierał stanowisko rządu Polski wobec Brukseli. W ostatnim wywiadzie dla agencji prasowej TT ocenił m.in., że z praworządnością w Szwecji jest gorzej niż w Polsce, gdyż 16 sędziów Sądu Najwyższego jest wskazywanych przez szwedzki rząd.

Według komentarza gazety „Svenska Dagbladet” informacje o skandalu w szeregach Szwedzkich Demokratów mogą zaszkodzić wizerunkowi tego ugrupowania w UE.

Szwedzcy Demokraci mają obecnie w PE dwóch eurodeputowanych, którymi są Lundgren oraz Winberg, należący do frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Według sondaży w najbliższych wyborach europejskich, które w Szwecji odbędą się 26 maja, partia może liczyć w kraju na dwukrotny wzrost poparcia (16-18 proc.), co może przełożyć się na cztery lub pięć miejsc.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Agenci CBA zatrzymali biznesmenów, którzy wręczali łapówkę posłowi

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego z delegatury w Łodzi zatrzymali trzech biznesmenów, którzy w zamian za intratne kontrakty w spółkach Skarbu Państwa wręczali korzyść majątkową posłowi na Sejm RP. Do zatrzymań doszło w Łodzi i Konstantynowie Łódzkim – poinformował rzecznik Biura Temistokles Brodowski.

Bogdan W., Wojciech K. i Krzysztof K. w zamian za łapówki dla posła mieli otrzymać korzystne kontrakty i decyzje administracyjne w samorządzie łódzkim i innych instytucjach publicznych.

Jak ujawnił Brodowski, funkcjonariusze przeszukali mieszkania przedsiębiorców i skonfiskowali materiały, które będą dowodem w sprawie.

Trójka skorumpowanych biznesmenów trafi teraz do prokuratury krajowej w Łodzi, gdzie usłyszy zarzuty. W najbliższym czasie planowane są kolejne czynności procesowe. Sprawa ma charakter wielowątkowy i jest rozwojowa – podaje Brodowski.
Źródło info i foto: TVP.info

Były rzecznik MON Bartłomiej M. zatrzymany przez CBA. Wśród zatrzymanych jest były poseł PiS Mariusz K.

Funkcjonariusze CBA zatrzymali Bartłomieja M., byłego rzecznika Ministerstwa Obrony Narodowej i faworyta Antoniego Macierewicza – donosi TVP.Info. Razem z nim zatrzymano pięć innych osób, w tym byłego posła PiS – Mariusza K. Wszyscy są podejrzani o powoływanie się na wpływy i czerpanie z tego korzyści materialnych, czyli o korupcję.

Wśród zatrzymanych jest były poseł PiS Mariusz K., który w poprzedniej kadencji zasiadał w sejmowej komisji obrony.

Spawa dotyczy okresu, kiedy ministrem obrony był Antoni Macierewicz.

Jak podaje TVP.Info oprócz byłego posła i ulubieńca Macierewicza zatrzymano cztery inne osoby – byłą urzędniczkę w MON, a także ludzi związanych z Polską Grupą Zbrojeniową. Chodzi o przyjaciela Bartłomieja M. – Radosława O. – który był członkiem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej, a także dwóch byłych dyrektorów z tej firmy.

Według śledczych, Bartłomiej M. podczas swojej pracy w MON był tak pewny siebie, że miał posunąć się do złamania prawa. Miał powoływać się na swoje wpływy w ministerstwie, by czerpać z tego osobiste korzyści. Podobne zarzuty wysuwane są pod adresem byłego posła Mariusza Antoniego K. TVP.Info podaje, że „prowadząc swoją firmę, wykorzystywał fakt, że był kiedyś członkiem PiS i zasiadał w sejmowej komisji obrony”.

Jak podaje TVP.Info delegatury CBA we Wrocławiu i w Warszawie zgromadziły obszerny materiał dowodowy. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu, która w tej sprawie wystawiła nakazy zatrzymania i przeszukań.

Jak mówi się nieoficjalnie śledztwo dotyczy kilku równoległych spraw. Jedną z nich opisał w maju 2018 tygodnik „Sieci”. Chodzi o szereg umów zawartych przez Polską Grupę Zbrojeniową ze Stowarzyszenie dla Dobra Rzeczpospolitej, w tym organizację koncertu w Warszawie z okazji 40-lecia KOR-u. Maczać w tym palce miał właśnie Bartłomiej M., szef gabinetu politycznego Macierewicza.

Według CBA, wniosek o wsparcie koncertu został zaakceptowany przez PZG… dwa tygodnie po tym, jak impreza się odbyła. Rada PZG zgodziła się na sfinansowanie koncertu, który już się odbył dopiero, gdy przez krótki okres jej członkiem był Bartłomiej M.

Ale podejrzenia śledczych wykraczają poza organizację koncertu i dotyczą szeregu spraw. Jak informuje CBA śledztwo dotyczy niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ S.A. W ocenie śledczych doszło do niekorzystnego rozporządzenia mieniem znacznej wartości i sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody majątkowej. Agenci prowadzą przeszukania w 30 lokalizacjach.

W przypadku byłego posła PiS Mariusza Antoniego K. ma chodzić o działania jego firmy o nazwie Warszawskie Centrum Legislacyjne. Śledczy podejrzewają, że firma zarabiała na nielegalnej działalności lobbingowej. Jak podaje radio RMF za zorganizowanie spotkania z osobami decyzyjnymi K. miał żądać od 5 do 30 tys. złotych.

Przypomnijmy: zatrudnienie Bartłomieja M. w PGZ wywołało powszechne oburzenie. Okazało się, że faworyt Macierewicza nie ma kompetencji do pełnienia tej funkcji. To była ostatnia kropla, która przelała czarę – na rozkaz Jarosława Kaczyńskiego M. został wykluczony z PiS. Wcześniej był bohaterem wielu skandali. Bartłomiej M. – wcześniej pomocnik aptekarza – znany był m.in. z suto zakrapianych imprez, na których chwalił się swoimi politycznymi wpływami. Skandal wywołała też pogłoska, że Macierewicz rozkazał oficerom Wojska Polskiego salutować swojemu faworytowi.

Mariusz Antoni K. okrył się niesławą po tzw. aferze madryckiej. Razem z posłami Adamem Hofmanem i Adamem Rogackim w 2014 r. podróżował za pieniądze podatników. Politycy PiS wzięli z kasy Sejmu kilkanaście tysięcy złotych na podróż samochodami do Hiszpanii, a faktycznie polecieli tam tanimi liniami lotniczymi. Mariusz Antoni K. został za to wykluczony z PiS. Był też bohaterem skandalu obyczajowego po tym, jak rozwiódł się z żoną i związał się z kobietą występującą w mediach, jako „aniołek PiS”.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Umorzono sprawę podpalenia kamienicy, w której mieszka poseł Krzysztof Brejza

Prokuratura Rejonowa w Inowrocławiu z powodu niewykrycia sprawcy umorzyła śledztwo w sprawie podpalenia pod koniec maja zeszłego roku kamienicy, w której mieszka poseł Krzysztof Brejza z rodziną – poinformował w środę jej szef Robert Szelągowski. Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej wyrażał wcześniej nadzieję, że „sytuacja zostanie gruntownie wyjaśniona przez organy ścigania”. Pożar przy remontowanej kamienicy w Inowrocławiu, w której mieszka poseł Brejza wraz z rodziną, wybuchł pod koniec maja ubiegłego roku. Paliły się materiały budowlane składowane na podwórzu budynku. Ogień miał objąć płomieniami instalację gazową budynku, co, zdaniem posła, groziło wybuchem i zawaleniem kamienicy. Poseł PO oceniał wówczas, że „z pewnością jest to kolejny epizod wymierzony w jego rodzinę”.

– Już wcześniej wielokrotnie dochodziło do niszczenia szyldu w kancelarii mojej żony, wielokrotnie niszczone były skrzynki pocztowe. Zgłaszaliśmy to również organom ścigania. Ta sytuacja jest jednak wyjątkowa – mówił Brejza. Wyrażał nadzieję, że „sytuacja zostanie gruntownie wyjaśniona przez organy ścigania”.

Umorzenie postępowania

– Prokuratura Rejonowa w Inowrocławiu z powodu niewykrycia sprawcy umorzyła śledztwo w sprawie podpalenia pod koniec maja zeszłego roku kamienicy, w której mieszka poseł Krzysztof Brejza z rodziną – poinformował w środę jej szef, Robert Szelągowski.

– Prokurator umorzył postępowanie przeciwko podejrzanemu Sławomirowi M. wobec stwierdzenia, iż nie popełnił zarzucanego mu czynu, a w sprawie samego zniszczenia mienia przez podpalenie przenośnej toalety wobec niewykrycia sprawcy przestępstwa – powiedział PAP prokurator rejonowy.

Zarzut nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa

Sławomir M. kilka dni po zdarzeniu usłyszał zarzut nieumyślnego sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia oraz mienia wielkich rozmiarów przez wywołanie pożaru przy kamienicy w Inowrocławiu. Przez nieostrożność miał wrzucić niedopałek papierosa do przenośnej toalety, która stała przy kamienicy w związku z toczącym się remontem, a przez to spowodować pożar, który przeniósł się na elewację budynku.

Szelągowski zaznaczył, że zarzut przedstawiony Sławomirowi M. nie zmienił się w toku postępowania. Jednak zebrany materiał dowodowy, w tym opinie dwóch biegłych z zakresu badań fizykochemicznych i pożarnictwa, doprowadziły do wniosku, że podejrzany nie popełnił przestępstwa. Z kolei sprawców nie udało się ustalić.

Prokurator rejonowy zaznaczył, że stronom postępowania przysługuje prawo złożenia zażalenia, a w tym gronie są osoby, które podniosły straty wskutek pożaru, m.in. dotyczące elewacji kamienicy.

– Sprawa jest umorzona wskutek niewykrycia sprawcy, a więc w przypadku pojawienia się jakiegoś materiału dowodowego zawsze jest możliwość podjęcia postępowania w tym zakresie – dodał Szelągowski.

Decyzję prokuratury skomentował sam Krzysztof Brejza. Jak zaznaczył, opinia pożarnicza wskazała, że „było to celowe podpalenie”.

„Opinia fizykochemiczna stwierdza, iż całość materiału do badań została źle zabezpieczona, co uniemożliwia przeprowadzenie badania fizykochemicznego i podjęcie dalszych działań celem wyjaśnienia sprawy” – napisał poseł PO, odnosząc się do opinii biegłych w tej sprawie.

Dodał, że jego zdaniem zarzut „z powodów politycznych został postawiony pochopnie niewinnemu człowiekowi”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

CBA odpiera zarzuty o nielegalnym przesłuchaniu Gawłowskiego

Stwierdzenia o nielegalnym przesłuchaniu posła PO Stanisława Gawłowskiego i usiłowaniu nakłaniania go przez funkcjonariuszy CBA, by obciążał polityków PO to próba pomówienia. CBA rozważa kroki prawne – oświadczyło dziś CBA.

Wczoraj adwokat Gawłowskiego mec. Roman Giertych opublikował list do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, w którym pyta o nielegalne – jak pisze – przesłuchanie Gawłowskiego, podczas którego aresztowanemu posłowi miano proponować odstąpienie od przedłużania aresztu w zamian za obciążanie polityków Platformy.

– Jest to próba świadomego pomówienia Centralnego Biura Antykorupcyjnego. CBA rozważa stosowne kroki prawne w związku z publicznym pomówieniem służby. Podejrzany o poważne przestępstwa korupcyjne poseł Stanisław G. i jego pełnomocnik formułują fikcyjne oskarżenia, niepoparte żadnymi dowodami – oświadczył Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej CBA.

W liście do prezesa PiS Giertych pyta, czy Kaczyński wiedział, że 19 czerwca w areszcie dwójka oficerów CBA „pod pozorem kontroli oświadczeń majątkowych dokonała nielegalnego przesłuchania posła”. Według Giertycha oficerowie CBA „przedstawili de facto ofertę Stanisławowi Gawłowskiemu, aby obciążył główną partię polityczną opozycji – Platformę Obywatelską, jej liderów obecnych i byłych jakimikolwiek zarzutami w zamian za odstąpienie od przedłużania aresztu”.

– W Polsce została przekroczona granica. Można bezkarnie wsadzić każdego do więzienia na podstawie woli politycznej i „pisowskich pomówień”, bo nic tu więcej nie ma – mówił niedawno w wywiadzie dla Onetu Gawłowski w rozmowie z Kamilem Dziubką. – Cela w areszcie dla mnie była gotowa na kilka dni przed decyzją w mojej sprawie Sejmu – mówił dalej Gawłowski. – Wszystko sprawiało wrażenie, że to jest dobrze zorganizowana akcja – podkreślał.
Źródło info i foto: onet.pl

Krakowska prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące agencji towarzyskiej w mieszkaniu posła

​Krakowska Prokuratura Regionalna umorzyła śledztwo w sprawie rzekomego czerpania korzyści z prostytucji w mieszkaniu wynajmowanym od posła PO Roberta Kropiwnickiego – ustaliła w sobotę PAP w Prokuraturze Regionalnej w Krakowie.

Według informacji uzyskanych przez PAP, w toku śledztwa prokuratura stwierdziła, że w mieszkaniu wynajmowanym od posła były świadczone usługi seksualne, ale nie ma żadnych podstaw do uznania, że poseł był w jakikolwiek sposób uwikłany w proceder lub posiadał wiedzę na temat tego, co działo się w mieszkaniu.

Z ustaleń prokuratury wynika, że poseł został powiadomiony przez inne osoby o sposobie wykorzystywania jego mieszkania, ale początkowo zbagatelizował to zgłoszenie. Dopiero po paru tygodniach podjął działania w tej sprawie – poinformowano PAP w prokuraturze.

Kobieta, która wynajmowała mieszkanie od posła zeznała, że świadczyła usługi seksualne, ale nikt inny nie czerpał z tego korzyści.

Śledztwo w tej sprawie prowadziła początkowo prokuratura w Legnicy, następnie zostało ono przeniesione do Prokuratury Regionalnej w Krakowie.

Postanowienie o umorzeniu jest już prawomocne, nikt nie składał zażalenia. W osobnym wątku, wyłączonym ze sprawy, prokuratura bada oświadczenie majątkowe posła.

O umorzeniu śledztwa napisała w sobotę „Gazeta w Krakowie”.

Sprawa dotyczy wydarzeń ze stycznia 2016 r. Wówczas w Sejmie – podczas dyskusji na temat zmian w prokuraturze prowadzonej w trakcie głosowań – liczne pytania zadawał Robert Kropiwnicki. W końcu głosowań głos zabrał wiceminister sprawiedliwości, poseł Patryk Jaki. „Sytuacja jest trudna, bo poseł Kropiwnicki wychodzi na mównicę i mówi wielokrotnie o standardach. Problem polega na tym, że mieszkańcy okręgu pana posła Kropiwnickiego skarżą się, że pan poseł Kropiwnicki w swoim mieszkaniu prowadzi agencję towarzyską” – oświadczył Jaki.

W związku z tą wypowiedzią Kropiwnicki pozwał Jakiego o ochronę dóbr osobistych domagając się przeprosin i zapłaty 20 tys. zł na rzecz szpitala w Legnicy.

Podawał, że nie ma wpływu na zachowanie osoby, której wynajmuje mieszkanie. Umowę o wynajem rozwiązał.

W czerwcu Sąd Najwyższy uchylił postanowienie sądu o odrzuceniu pozwu Kropiwnickiego wobec Jakiego o ochronę dóbr osobistych; sąd będzie musiał zająć się merytorycznie sprawą. Wcześniej sąd apelacyjny odrzucając pozew uznał, że Jakiego chroni immunitet.
Źródło info i foto: interia.pl