Zarzuty po strzelaninie w Piastowie

Stołeczna policja zatrzymała trzech mężczyzn i kobietę w związku ze strzelaniną, do której doszło w połowie września pod Warszawą. Służby nie wykluczają, że mogło chodzić o porachunki. Niektórzy z uczestników zdarzenia mogą usłyszeć wyrok dożywocia. Do zdarzenia doszło w nocy z 12 na 13 września na terenie Piastowa (woj. mazowieckie). Na jednej z posesji doszło do strzelaniny, w której ucierpiał mężczyzna. Do domu mieszkającej tam kobiety wdarł się jej były partner. Miał wybić młotkiem szybę, a następnie oddać kilka strzałów w kierunku osób znajdujących się w pomieszczeniu.

Strzelanina w Piastowie

W odpowiedzi jeden z domowników również chwycił za broń i zaczął strzelać w kierunku napastników. Na posesji przebywał jeszcze jeden mężczyzna, który został postrzelony. Ranny trafił do szpitala, a policja rozpoczęła poszukiwania jego kompana. Przeprowadzono oględziny miejsca zdarzenia, zabezpieczono ślady oraz przesłuchano pokrzywdzoną i świadków.

Okazało się, że 30-latek, w kierunku którego padły strzały, sam otworzył ogień do napastników, raniąc jednego z nich. Mężczyzna został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie usłyszał zarzuty. Odpowie za usiłowanie zabójstwa oraz posiadanie bez wymaganego zezwolenia broni palnej.
Źródło info i foto: wp.pl

W Mrowinach doszło do próby samosądu. Mężczyzna rzucił na posesję koktajl Mołotowa

Dwa dni po zabójstwie 10-letniej Kristiny mieszkaniec Mrowin rzucił koktajl Mołotowa na jedną z posesji, na której pojawiła się policja. Sądził bowiem, że wizyta funkcjonariuszy mogła mieć związek ze zbrodnią. Okazało się jednak, że powód wizyty policjantów był zupełnie inny. Za próbę samosądu mężczyźnie może grozić do 8 lat więzienia.

Pomimo początkowych zaprzeczeń policji, podpalenie na jednej z posesji w Mrowinach, do którego doszło 15 czerwca, dwa dni po zabójstwie 10-letniej Kristiny, miało związek ze śmiercią dziewczynki. Mieszkaniec Mrowin widząc, że na jednej z posesji w jego okolicy pojawiła się policja wysnuł wniosek, że dotyczy to sprawy zabójstwa dziecka, co okazało się pomyłką. Policja ujawniła tam narkotyki i zatrzymała mieszkańca posesji za ich posiadanie.

Mężczyzna ma córkę w wieku Kristiny

– Prokurator postawił 49-letniemu mężczyźnie zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa pożaru, czyli zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu osób oraz mieniu wielkich rozmiarów – powiedział w rozmowie z polsatnews.pl Marek Rusin, prokurator rejonowy w Świdnicy.

Podejrzany tłumaczył, że dał się ponieść emocjom, które towarzyszyły mieszkańcom Mrowin i rzucił koktajl Mołotowa. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, ma również córkę w wieku Kristiny.

Mężczyzna otrzymał zakaz zbliżania się do osób zamieszkujących na posesji.

Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin

10-letnia Kristina zaginęła 13 czerwca w drodze ze szkoły do domu. Jej ciało zostało znalezione tego samego dnia w lesie 6 km od Mrowin. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci dziewczynki były rany kłute klatki piersiowej i szyi.

W niedzielę 16 czerwca zatrzymany został podejrzany o zabójstwo Jakub A., związany z rodziną dziewczynki. Miał być zakochany w jej matce, a zbrodnię miał popełnić z zazdrości. Z ustaleń śledczych wynika, że planował ją od dłuższego czasu. Postawiono mu zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz podżegania innej osoby do udziału w zbrodni. Mężczyzna przyznał się do obu zarzutów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

38-latek chciał obrabować dom, którego właścicielem okazał się policjant CBŚP

38-letni mężczyzna próbował okraść dom metodą „na śpiocha”. Wpadł w ręce właściciela posesji, którym okazał się policjant Centralnego Biura Śledczego. Złodziejowi grozi nawet 5 lat więzienia – poinformowała mł. asp. Izabela Malinowska z mońkowskiej policji.

Do zdarzenia doszło w niedzielę ok. godz. 4.30 w Mońkach pod Białymstokiem. Mężczyzna sądził, że domownicy śpią i rozpoczął plądrowanie domu, jednak zauważył go właściciel domu, który – jak się okazało – jest funkcjonariuszem CBŚP w Białymstoku. Jak powiedziała Malinowska, intruz próbował uciec, zachowywał się agresywnie.

Policjant CBŚP zawiadomił funkcjonariuszy policji, którzy przyjechali na miejsce. W chwili zatrzymania mężczyzna znajdował się pod wpływem alkoholu. Wstępne badanie alkomatem wykazało, że miał 1,3 promila alkoholu w organizmie.

Policjanci ustalili, że mężczyzna podejrzany jest również o dokonanie kradzieży na sąsiedniej posesji. 38-latek usłyszał w poniedziałek zarzuty usiłowania kradzieży, kradzieży oraz naruszenia czynności ciała. Grozi mu od 3 mies. do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: onet.pl

Pabianice: Ciało noworodka w przydomowej toalecie

Policjanci pod nadzorem prokuratury wyjaśniają okoliczności śmierci noworodka odnalezionego w przydomowej toalecie na jednej z posesji w Pabianicach (woj. łódzkie). Przesłuchano matkę dziecka. Nikt w tej sprawie nie został zatrzymany i nie ma postawionych zarzutów.

„Okoliczności śmierci dziecka wyjaśni sekcja zwłok zlecona przez prokuraturę. Jej wyniki będą kluczowe do wyjaśniania tej sprawy” – powiedział jedynie PAP asp. sztab. Radosław Gwis z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Do zdarzenia doszło w środę po południu. Przeszukania podwórka w centrum Pabianic dokonali policjanci po wpłynięciu zawiadomienia od lekarzy z miejskiego szpitala. Miała do nich zgłosić się kobieta, która twierdziła, że podczas załatwiania potrzeby fizjologicznej dokonała „spontanicznego” porodu. Zwłoki dziecka udało się wyłowić dopiero po kilku godzinach, kiedy opróżniono i odfiltrowano zbiornik na nieczystości.

Okoliczności śmierci nowo narodzonego dziecka wyjaśnia Prokuratura Rejonowa w Pabianicach i policja. Śledczy muszą ustalić, czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy celowe działanie matki. Prokurator przesłuchał matkę w charakterze świadka, nie przedstawiono jej zarzutów.

Okoliczności śmierci dziecka mogą wyjaśnić wyniki sekcji zwłok. Termin przeprowadzenia badania nie jest jeszcze znany.
Źródło info i foto: interia.pl

Kraków: Siedmiu mężczyzn odpowie za porwanie dla okupu

Nawet do 25 lat więzienia grozi osobom, które w grudniu zeszłego roku w Krakowie dla okupu uprowadziły mężczyznę. Bili go, nożem nacięli mu ucho i palce dłoni. Grozili, że skrzywdzą także członków jego rodziny. Prokurator Mirosława Kalinowska-Zajdak z Prokuratury Okręgowej w Krakowie poinformowała w środę, że oskarżonych o ten czyn zostało siedmiu mężczyzn.

Sześciu z nich brało czynny udział w przestępstwie, siódmy zaś udostępnił posesję, na której przetrzymywano pokrzywdzonego. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu. Do uprowadzenia doszło z powodu konfliktu na tle działalności przestępczej, którą prowadzili wcześniej pokrzywdzony i sprawcy.

Pokrzywdzonego sprawcy zwabili 4 grudnia 2017 r. pod jedną z krakowskich siłowni. Tam go obezwładnili, skrępowali, wrzucili do bagażnika samochodu i przewieźli do miejsca przetrzymywania, gdzie go pobili, a także m.in. nacięli nożem ucho i palce dłoni. Grozili mu też, że skrzywdzą członków jego rodziny.

Porywacze nawiązali kontakt z rodziną porwanego i zażądali za jego uwolnienie okupu. W międzyczasie część sprawców splądrowała mieszkanie mężczyzny. Uwolnili go po przekazaniu im przez krewnych porwanego 120 tys. zł. Sprawcami są mężczyźni w wieku od 22 do 35 lat. Wobec podejrzanych był stosowany areszt tymczasowy, nadal pozostają za kratkami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Porwanie dziecka w Sokołowie Podlaskim. Trwają poszukiwania

Sokołowska policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej prowadzi postępowanie w sprawie uprowadzenia dziecka i narażenia matki na utratę życia. To efekt poniedziałkowego postanowienia sądu. Ojciec dziecka wraz z jego dziadkiem uprowadzili dziecko w sobotę.

Dziecko zostało uprowadzone z prywatnej posesji, gdzie mieszkało z matką. Jeszcze w poniedziałek nie było mowy o porwaniu. Pisaliśmy o tym TU. Jak poinformował nas dziś oficer prasowy KPP w Sokołowie Podlaskim mł. aps. Jakub Więsak po poniedziałkowym wyroku sądu, sytuacja się zmieniła. Teraz postępowanie dotyczy uprowadzenia dziecka (art 211 kk) i narażenia matki na utratę życia (art 160 kk).

– W dalszym ciągu prowadzone są czynności wyjaśniające okoliczności tego zdarzenia oraz ustalanie miejsca pobytu dziecka – informuje sokołowska policja.

Matka chcąc zapobiec zabraniu syna przez ojca rzuciła się na maskę samochodu, którym ojciec i dziadek odjeżdżali z dzieckiem. Jechała na masce 2 km. Spadła, znalazł ją ojciec, trafiła do szpitala. Od tej pory nikt nie wie gdzie jest dziecko.
Źródło info i foto: tygodniksiedlecki.com

40-latek aresztowany za uprawę marihuany

Najbliższe 2 miesiące spędzi w areszcie 40-letni mieszkaniec Białej Podlaskiej. Tak zadecydował wczoraj bialski sąd, na wniosek policji i prokuratury. Mężczyzna podejrzany jest o uprawę konopi indyjskich. W trakcie prowadzonych czynności policjanci zabezpieczyli sprzęt służący do uprawy oraz marihuanę, z której można byłoby uzyskać ponad 2500 porcji dilerskich.

W czwartek kryminalni z Komisariatu Policji w Terespolu weszli na teren jednej z posesji w gminie Piszczac. Z posiadanych przez nich informacji wynikało, że w niezamieszkałym budynku na terenie siedliska, znajduje się nielegalna uprawa konopi.

W trakcie przeszukania posesji policjanci potwierdzili tę informację. Funkcjonariusze ujawnili specjalistyczny sprzęt służący do hodowli konopi indyjskich m.in. lampy zapewniające odpowiednie oświetlanie uprawy, transformatory oraz odpowietrzniki. Zabezpieczyli również marihuanę, z której można byłoby uzyskać ponad 2500 porcji dilerskich tego narkotyku. Do sprawy zatrzymany został właściciel posesji, 40-letni mieszkaniec Białej Podlaskiej.

Wczoraj Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej, na wniosek policji i prokuratury, zastosował wobec mężczyzny środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu. Za posiadanie marihuany i uprawę mogącą dostarczyć znacznych ilości środków odurzających grozi mu kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA: Stewart Weldon porwał, torturował i wielokrotnie zgwałcił kobietę. 3 ciała na jego posesji

Policjanci odkryli trzy ciała na posesji Stewarta Weldona w Springfield w stanie Massachusetts (USA). Mężczyzna kilka dni wcześniej został aresztowany za porwanie kobiety, torturowanie jej i wielokrotne zgwałcenie. Zwłoki znajdowały się w budynku oraz na terenie działki, na której znajduje się budynek. Policja nie ujawnia płci, wieku ani innych szczegółów dotyczących odnalezionych ciał. Służby podkreślają, że prowadzone jest intensywne śledztwo, które wymaga zachowania tajemnicy, dlatego nie udzielają wielu informacji.

Policjanci weszli do domu, w którym mieszkał mężczyzna po „uzyskaniu wiarygodnych informacji” na temat tego, co może się w nim znajdować. Na początku policja informowała o dwóch odnalezionych na posesji ciałach.

„On chciał mnie zabić”

Stewart Weldon wpadł w ręce policji w niedzielę. Funkcjonariusze chcieli zatrzymać do kontroli pojazd, którym kierował mężczyzna, ze względu na stłuczone tylne światło. Weldon zaczął uciekać. Kiedy policjanci złapali go, doszło do szarpaniny. W kieszeniach miał dwa noże.

W samochodzie siedziała kobieta, która powiedziała, że została porwania i była przetrzymywana przez mężczyznę przez blisko miesiąc. Dziękowała policjantom, że uratowali jej życie mówiąc: „On chciał mnie zabić”.

W szpitalu stwierdzono wiele urazów na ciele kobiety – pękniętą szczękę, rany kłute i ślady po uderzeniu tępym przedmiotem. Kobieta zeznała, że mężczyzna uderzał ją młotkiem, kiedy się denerwował. Prokurator podał, że napastnik i jego ofiara znali się, nie ujawnił jednak charakteru tej znajomości.

Usłyszał zarzuty

Weldon został postawiony we wtorek przed Sądem Rejonowym w Springfield pod zarzutem porwania i wielokrotnego zgwałcenia kobiety, noszenia niebezpiecznej broni i stawiania oporu podczas aresztowania.

Weldon nie przyznał się do stawianych zarzutów. Sąd początkowo wyznaczył kaucję w wysokości miliona dolarów, ale później zmienił swoją decyzję. Mężczyzna nadal przebywa w więzieniu. Mężczyzna nie został jeszcze oskarżony w związku z odkryciem ciał na posesji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Włochy: Polscy robotnicy zamordowali współpracownika. Motywem zabójstwa był bunt

Włoscy śledczy rozwiązują sprawę zabójstwa Artura P. O zabicie 34-latka podejrzewani są jego dwaj współpracownicy z Polski. Niedawno zeznali, że zamordowali go w ramach buntu. W nocy z 6 na 7 marca właściciel farmy, na której pracowali wyłącznie polscy pracownicy, w San Giovanii Rotondo (w południowym regionie Włoch – Apulii) wezwał karabinierów na swoją posesję, ponieważ w baraku znaleziono jednego z zatrudnionych tam mężczyzn. Tam natrafili na zwłoki 34-letniego Polaka Artura P., który pracował u Włocha. P., jak się okazało, był wcześniej karany za różne przestępstwa.

Na samym początku śledztwa wykluczono, że Polak mógł zginąć w wypadku lub z przyczyn naturalnych. Po trzech dniach przesłuchań, przeprowadzonych przez karabinierów i prokuratorów, udało się ustalić sprawców zbrodni i ich motywy. Włoscy funkcjonariusze w toku śledztwa wykazali, że za zabójstwo 34-latka mogą odpowiadać jego dwaj współpracownicy, także Polacy: Damian W. i Dariusz H.

Mężczyźni, tak jak ofiara w przeszłości notowani przez policję, przyparci do muru wyjawili, że zdecydowali się na zamordowanie 34-latka w ramach buntu, ze względu na jego „despotyczne zapędy” i próby podporządkowania sobie wszystkich pracowników. Zeznali, że najpierw ogłuszyli mężczyznę tłuczkiem do mięsa, a potem udusili go kablem.

Następnie sprawcy przenieśli jego ciało do szopy, w której mieszkali robotnicy, i tam go zostawili. Dowody zbrodni karabinierzy znaleźli w baraku (tłuczek), a także w jeziorze niedaleko farmy (kabel, którym najprawdopodobniej uduszono 34-latka). Zostały one teraz przesłane do analizy. Damian W. i Dariusz H. zostali już oskarżeni o zabójstwo.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zlikwidowano kolejną nielegalną fabrykę papierosów. Produkowali 2 tysiące papierosów na minutę

Sześciu mężczyzn w wieku 35-51 lat usłyszało prokuratorskie zarzuty nielegalnej produkcji papierosów. Fabryka istniała na terenie posesji w powiecie kołobrzeskim. Wartość zarekwirowanej linii technologicznej i tytoniu to ok. 1,2 mln zł.

Za nielegalną produkcję wyrobów tytoniowych grozi kara pozbawienia wolności do 2 lat, a taki zarzut Prokuratura Rejonowa w Kołobrzegu postawiła sześciu podejrzanym, którzy w jednej z podkołobrzeskich miejscowości prowadzili fabrykę papierosów. Dodatkowo jeden z nich, u którego znaleziono rewolwer, będzie odpowiadał za posiadanie broni palnej bez pozwolenia, za co grozi do 8 lat więzienia.

Cała szóstka została zatrzymana przez funkcjonariuszy kołobrzeskiej straży granicznej w nielegalnie prowadzonej wytwórni papierosów. To mieszkańcy województw: zachodniopomorskiego, wielkopolskiego, świętokrzyskiego i łódzkiego.

2 tysiące papierosów na minutę
Budynek gospodarczy, w którym pracowały maszyny, był od wewnątrz specjalnie wygłuszony watą dociepleniową, dodatkowo w części przebudowany na pomieszczenia mieszkalne wykorzystywane przez pracowników. Strażnicy graniczni zabezpieczyli tam kompletną linię do produkcji wyrobów tytoniowych, a także agregat, krajankę i opakowania do papierosów. Według opinii sprowadzonego na miejsce biegłego, urządzenia o wartości około 900 tys. zł były w stanie produkować do 2 tysięcy papierosów na minutę – poinformował PAP rzecznik prasowy komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku kpt. Andrzej Juźwiak.

Juźwiak dodał, że – jak ustaliła Straż Graniczna – wytworzony w ten sposób towar trafiał na rynki państw Europy Zachodniej.

Straż graniczna zabezpieczyła linię technologiczną do produkcji papierosów, ponad 360 kg krajanki tytoniowej, rewolwer, broń hukową i kilkadziesiąt telefonów komórkowych o łącznej wartości szacowanej na ponad 1,2 mln zł.

Podejrzani, po usłyszeniu zarzutów, nie zostali tymczasowo aresztowani. Śledztwo prowadzą funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Kołobrzegu pod nadzorem tutejszej prokuratury.
Źródło info i foto: RMF24.pl