Odnaleziono ciało zaginionego 20-latka

Tragiczny finał poszukiwań 20-letniego rudzianina. Ciało mężczyzny zostało odnalezione w lesie. Mężczyzna był poszukiwany od wtorku po tym, jak nie wrócił do domu po wyjściu do pracy. Policjanci ustalają przyczynę jego śmierci.

Do zaginięcia 20-letniego mieszkańca Rudy Śląskiej doszło we wtorek 13 października. Jak relacjonują policjanci mężczyzna dzień wcześniej wyszedł do pracy. Od tamtego czasu nie nawiązał kontaktu z rodziną, nie wrócił również do swojego mieszkania. Policjanci ruszyli na poszukiwania. W akcji brało udział aż 100 funkcjonariuszy. – Byli to policjanci z Rudy Śląskiej i katowickiego Oddziału Prewencji Policji. Z uwagi na trudne deszczowe warunki i porę nocną poszukiwania na terenie kompleksu leśnego przerwano – dodają mundurowi. W środę wznowiono poszukiwania. Niestety, ich finał był tragiczny. W lesie znaleziono zwłoki 20-latka. Obecnie trwa postępowanie, którego celem jest ustalenie przyczyny śmierci mężczyzny.
Źródło info i foto: se.pl

Sąd w Lublinie oddalił wniosek o aresztowanie Zbigniewa Stonogi

Sąd w Lublinie oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa Stonogi, któremu śledczy zarzucili przywłaszczenie 253 tys. zł na szkodę prowadzonej przez niego fundacji. Nakazał natychmiastowe zwolnienie podejrzanego. Zbigniew Stonoga, zatrzymany dziś przez śledczych, nie został aresztowany. Sąd Okręgowy w Lublinie poinformował PAP w postanowieniu o nieuwzględnieniu wniosku prokuratury.

Sąd postanowił wniosku prokuratury nie uwzględnić i zarządzić natychmiastowe zwolnienie Zbigniewa S. – powiedziała Barbara Markowska, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie.

Zbigniew Stonoga bez aresztu. Sąd: Nie utrudnia postępowania

W ocenie sądu „co do niektórych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. brak jest dużego prawdopodobieństwa ich popełnienia, a w przypadku pozostałych nie występuje zagrożenie surową karą” – wyjaśniała Markowska. Sąd odniósł się też do przesłanki matactwa. Zdaniem śledczych komunikując się przez media społecznościowe Stonoga utrudnia prowadzenie postępowania. W ocenie sądu jest to jednak za mało, by uznać że utrudnia sprawę.

– Prokuratura podnosiła też przesłankę matactwa ze strony podejrzanego, wskazując na posiadanie (przez Stonogę, przyp.) telefonu komórkowego, który wykorzystuje do kontaktu z innymi ludźmi i swojej działalności w mediach społecznościowych. Fakt samego korzystania z telefonu przez podejrzanego nie pozwala zdaniem sądu przyjąć, iż przez to utrudnia postępowanie – tłumaczyła rzeczniczka lubelskiego sądu.

W kolejnej ze spraw Stonogi chodzi o przywłaszczenie 253 tys. zł pochodzących z wpłat darczyńców na konta fundacji, w okresie od października do grudnia 2019 r. Śledczy zarzucają mu działanie na szkodę fundacji swojego imienia oraz uczynienie sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także pranie pieniędzy.

W warunkach recydywy grozi za nie do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Koniec postępowania dotyczącego biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka

Zakończyło się postępowanie dotyczące biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka – dowiaduje się Interia. Efekty dochodzenia prowadzonego przez abpa Stanisława Gądeckiego, metropolitę poznańskiego, zostały już przekazane do Watykanu.

Biskup Edward Janiak znalazł się pod lupą Watykanu w związku z oskarżeniami o tuszowanie przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich przez podległego mu księdza.

Sprawę ujawnili bracia Tomasz i Marek Sekielscy w połowie maja 2020 r. filmie „Zabawa w chowanego”. Przedstawiono w nim historię Jakuba i Bartłomieja Pankowiaków oraz Andrzeja Hurnego, którzy w dzieciństwie byli wykorzystywani seksualnie przez księdza Arkadiusza H. Z filmu wynika, że przełożony księdza H. – biskup kaliski Edward Janiak – ignorował zgłoszenia dotyczące przestępstw seksualnych swojego podwładnego, który był przenoszony z parafii do parafii.

Na film braci Sekielskich zareagował prymas Polski abp Wojciech Polak, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, zawiadamiając Stolicę Apostolską – zgodnie z papieskimi wytycznymi – o zaniedbaniach, których miał się dopuszczać bp Janiak.

Abp Polak: Postępowanie w Polsce zostało zakończone

26 maja watykańska kongregacja do spraw biskupów upoważniła przewodniczącego episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego „do przeprowadzenia dochodzenia wstępnego w sprawie zasygnalizowanych zaniedbań biskupa kaliskiego w prowadzeniu spraw o nadużycia seksualne na szkodę osób małoletnich ze strony niektórych duchownych”.

Pod koniec czerwca zaś bp Janiak został decyzją Stolicy Apostolskiej odsunięty od kierowania diecezją kaliską. Papież mianował administratorem apostolskim sede plena tej diecezji, metropolitę łódzkiego abpa Grzegorza Rysia.

– O ile mi wiadomo postępowanie prowadzone w Polsce zostało już zakończone, a sprawa przekazana do Stolicy Apostolskiej. Czekamy na jej decyzje – przekazał wywiadzie dla Interii prymas abp Wojciech Polak.
Źródło info i foto: interia.pl

Ojciec odnalezionej 14-letniej Roksany: „To było osaczanie”

Ojciec odnalezionej w piątek w nocy 14-letniej Roksany nie ma wątpliwości, że jego córka padła ofiarą przestępców. – To było osaczanie i psychologiczne rozgrywanie – mówi Wirtualnej Polsce Dariusz, ojciec dziewczyny. 14-letnia Roksana – odnaleziona w nocy z piątku na sobotę – przez pięć godzin w niedzielę składała zeznania w prokuraturze. Po niej śledczy przesłuchują 30-letniego mężczyznę, który ma mieć związek z zaginięciem nastolatki. Prokuratura zapowiada przedstawienie mu zarzutów.

Prokuratorzy nie ujawniają tego, co powiedziała nastolatka, ale postępowanie prowadzą pod kątem przestępstwa handlu ludźmi. O szczegółach zeznań córki nie mówi również ojciec nastolatki. Jest jednak pewny, że córka nie uciekła po prostu z domu.

– Ten handel ludźmi wygląda inaczej teraz. Nikt nie podjeżdża już autem i nie porywa nikogo na ulicy.

Psychologicznie rozgrywają to – mówi nam Dariusz, wyjaśniając, że prawdopodobnie chodzi o rozmowy przez komunikatory internetowe.

– I tak to było robione. To było wszystko zainscenizowane – stwierdza ojciec Roksany. – To może być przestrogą dla innych – dodaje.

Mężczyzna wyjaśnia również, że córka pojechała pociągiem z Białegostoku na Dolny Śląsk do nowej koleżanki.

Odnaleziona 14-latka. „Wymyślona koleżanka Patrycja”

– Córka uciekła, żeby spotkać się z Patrycją, która prawdopodobnie była wymyślona. Nie mogę mówić więcej na ten temat… To już prokuratura zdecyduje najlepiej. Chcemy mieć teraz przede wszystkim spokój – mówi pan Dariusz.

Dziękuje też policji, mediom i wszystkich zaangażowanym w poszukiwania. – Wydawało mi się, że to trwało długo, ale wbrew pozorom wcale nie… Szczęście w nieszczęściu, że się odnalazła.

Odnaleziona Roksana. 700 km od domu

Roksana zaginęła 7 września. Rano wyszła do szkoły i rodzice stracili z nią wszelki kontakt. Ojciec 14-latki od początku miał podejrzenia, że Roksana została podstępem uprowadzona. Nastolatkę znaleziono w piwnicy zburzonego domu w zalesionym terenie w okolicach Lwówka Śląskiego. W pomieszczeniu leżała karimata i opakowania po jedzeniu. Były tam też ślady ogniska.
Źródło info i foto: wp.pl

Bydgoszcz: Opublikowano zdjęcia poszukiwanego złodzieja

Policjanci z Komisariatu Policji Bydgoszcz-Śródmieście zwracają się z prośbą o pomoc w identyfikacji osoby przedstawionej na zdjęciach. Wszyscy, którzy rozpoznają mężczyznę, bądź posiadają jakiekolwiek informacje o osobie mogącej mieć związek z przestępstwem, proszeni są o kontakt osobisty lub telefoniczny z policjantami.

Kryminalni z bydgoskiego Śródmieścia prowadzą postępowanie w sprawie kradzieży perfum. Zdarzenie miało miejsce 07 sierpnia 2020 r. w jednej z drogerii na terenie Centrum Handlowego przy ul. Jagiellońskiej w Bydgoszczy.

Policjanci zbierają informacje mogące przyczynić się do identyfikacji osoby przedstawionej na zdjęciach. Informacje można przekazać pod numerem telefonu 47 751 11 30, a także całodobowo pod numerami 47 751 11 59 lub 112 powołując się na znak sprawy L.dz. I-Krm 3101/20.
Źródło info i foto: se.pl

Zatrzymano 23-latka podejrzanego o kradzież rozbójniczą

Patrol z bydgoskich Wyżyn zatrzymał 23-latka podejrzanego o kradzież rozbójniczą. Mężczyzna ukradł w sklepie dwa damskie perfumy. Policjanci zauważyli jak ochroniarz szarpie się z mężczyzną. Po krótkim pościgu bydgoszczanin został zatrzymany. Teraz za swoje postępowanie będzie odpowiadać przed sądem.

Do zdarzenia doszło w środę (2.09.2020) późnym popołudniem, wówczas patrol z bydgoskich Wyżyn przejeżdżając ulica Szpitalną w Bydgoszczy zauważył niepokojącą sytuację przed jednym z sieciowych sklepów. Policjanci zauważyli jak dwie osoby szarpią się. Szybko dostrzegli też, że jeden z nich miał ubrany uniform pracownika ochrony. Funkcjonariusze natychmiast zatrzymali się.

W tym momencie młody mężczyzna, używając siły, wyrwał się ochroniarzowi i wybiegł ze sklepu. Zaczął uciekać pomiędzy blokami przy ulicy Szpitalnej. Mundurowi natychmiast ruszyli za nim. Po krótkim pościgu mężczyzna wpadł w ich ręce. Okazało się, że 23-latek ukradł ze sklepu dwa perfumy. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu.

Śledczy z bydgoskich Wyżyn na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego przedstawili mu zarzut kradzieży rozbójniczej. W piątek (4.09.2020) został doprowadzony do prokuratury. Tam oskarżyciel po jego przesłuchaniu postanowił zastosować wobec 23-latka policyjny dozór. Teraz dwa razy w tygodniu będzie „odwiedzać” komisariat. Za to przestępstwo grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Przemycili 160 tysięcy paczek papierosów pontonami

Co najmniej 160 tysięcy paczek papierosów przemyciła z Ukrainy do Polski grupa kierowana przez Grzegorza K. z Chełma. Kontrabandę przewożono pontonami przez Bug, ładowano do samochodów terenowych i wywożono w głąb kraju. Lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej skierowały właśnie do sądu akt oskarżenia przeciwko bossowi i czterem jego współpracownikom.

Kolejny akt oskarżenia przeciwko przemytnikom papierosów ze Wschodu jest pokłosiem innego dużego śledztwa w sprawie gangów zajmujących się tego typu działalnością. Tym razem postępowanie dotyczyło kilku miesięcy z roku 2014, gdy od czerwca do października grupa kierowana przez Grzegorza K. miała brać udział w przerzuceniu do Polski z Ukrainy co najmniej 160 tys. paczek papierosów. Ustalono, że w proceder są zamieszani mieszkańcy powiatów chełmskiego i hrubieszowskiego.

Kontrabandę przemycano do naszego kraju przez Bug na pontonach. Na polskim brzegu na pakunki z kartonami papierosów czekali członkowie grupy. Pakowali je do samochodów terenowych i wywozili w głąb kraju. Najczęściej od razu do klientów czekających na dostawę. Auta miały mieć podrasowane silniki, a ich członkowie grupy często korzystali z noktowizorów, żeby uniknąć wpadki.

Według prokuratury, na działalności gangu Skarb Państwa stracił ponad trzy miliony złotych.

Skorumpowany pogranicznik

Śledczy z lubelskich „pezetów” i CBŚP ustalili, że grupa opłacała minimum jednego funkcjonariusza Straży Granicznej. Co najmniej czterokrotnie przyjął on łapówki w wysokości od 6 do 12 tysięcy złotych. Miał za te pieniądze przekazywać przemytnikom informacje o rozmieszczeniu patroli pograniczników.

Prokurator Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie akt oskarżenia przeciwko Grzegorzowi K. i czterem innym osobom. Podejrzanym zarzucono między innymi kierowanie i udział w zorganizowanej grupie przestępczej, udzielanie korzyści majątkowych oraz popełnienie przestępstw skarbowych. Przemytnikom grozi do 10 lat więzienia.

W czasie śledztwa udało się zabezpieczyć mienie oskarżonych o łącznej wartości blisko 2,5 miliona złotych. To głównie nieruchomości zakupione między innymi z zysków z przemytu papierosów.
Źródło info i foto: TVP.info

Kierowca seicento winny nieumyślnego spowodowania wypadku z udziałem Beaty Szydło

Sąd uznał, że Sebastian Kościelnik jest winny nieumyślnego spowodowania wypadku z udziałem premier Szydło. Umorzył jednak postępowanie i zawiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez BOR-owców. “To oni spowodowali wypadek” – mówi OKO.press obrońca Sebastiana

Sąd Rejonowy w Oświęcimiu orzekł dziś, że Sebastian Kościelnik kierowca seicento, był winny nieumyślnego spowodowania wypadku samochodu BOR.

Sąd warunkowo umorzył postępowanie i nakazał Kościelnikowi zapłacić tysiąc złotych nawiązki byłej premier Beacie Szydło i wiozącemu ją kierowcy. Zwolnił go jednak z opłacenia kosztów procesu, które mogły wynosić ok. 200 tys. zł.

Wypadek miał miejsce 10 lutego 2017 roku około godziny 18:30 w Oświęcimiu u zbiegu ulic Powstańców Śląskich i Orzeszkowej. Złożona z trzech samochodów kolumna rządowa, w której jechało auto wiozące Beatę Szydło, wyprzedzała fiata seicento. Kiedy pierwszy rządowy samochód minął seicento, fiat skręcił w lewo w ulicę podporządkowaną (Orzeszkową).

Wtedy doszło do wypadku: limuzyna, w której jechała premier Szydło, odbiła w lewo, by uniknąć bezpośredniego zderzenia z seicento. Otarła się o nie i uderzyła w drzewo stojące przy drodze. Obrażeń doznali premier, jej kierowca i szef ochrony.

Tyle wiadomo na pewno. Wokół śledztwa narosło jednak wiele wątpliwości. O nieprawidłowościach w pracy prokuratury rozmawiamy z mec. Władysławem Pociejem, obrońcą Sebastiana Kościelnika.
Źródło info i foto: oko.press

Po premierze filmu braci Sekielskich biskup Edward Janiak zostanie usunięty z urzędu?

„Zabawa w chowanego” – nowy film braci Sekielskich wywołał reakcję prymasa Polski, który zwrócił się do Watykanu o wszczęcie postępowania ws. „zaniechania działania”. W dokumencie pokazany jest m.in. Edward Janiak, ordynariusz diecezji kaliskiej. Grozić mu może usunięcie z urzędu.

„Zabawa w chowanego” – nowy film braci Sekielskich, podobnie „Jak nie mów nikomu”, wywołał dyskusję o problemie pedofilii wśród duchownych. Prymas polski abp Wojciech Polaki ocenił, że dokument pokazuje łamanie standardów wobec dzieci w Kościele, dlatego postanowił zwrócić się do Stolicy Apostolskiej o wszczęcie postępowania dotyczącego zaniechania działania.

Hierarchą, którego pokazano w filmie Tomasza i Marka Sekielskich jest Edward Janiak, ordynariusz diecezji kaliskiej, a przedstawione relacje wskazują na tuszowanie i ukrywanie przypadków molestowania seksualnego dzieci przez księdza.

„Zabawa w chowanego” – nowy film braci Sekielskich. Możliwe usunięcie z urzędu

W prawie kościelnym nie ma dokładnie przewidzianej kary, jaka może grozić biskupowi, który ukrywał przypadki pedofilii innych osób duchownych – zauważa RMF FM, analizując możliwe decyzje Watykanu po emisji filmu „Zabawa w chowanego” i dotyczące dochodzenia wobec bp Edwarda Janiaka. Stacja przypomina jednak, że o takich karach wspominał papież Franciszek w – szeroko komentowanym – liście apostolskim z 2016 roku.

Franciszek wskazał wówczas, że na skutek zaniedbania wobec wyjaśniania przypadków pedofilii w Kościele hierarcha może zostać usunięty z urzędu. Papież zastrzegał też, że nie chodzi tylko o „poważną winę moralną”, ale również brak sumienności.

W swoim oświadczeniu po emisji filmu braci Sekielskich abp Polak zaznaczył również, że w wyjaśnianiu przypadków molestowania nieletnich konieczna jest współpraca Kościoła i prokuratury. Zaapelował do tych, którzy wiedzą o przypadkach molestowania nieletnich, by złożyli zawiadomienie.

O działaniach prokuratury w oświadczeniu wydanym w sobotę po południu odniosła się Kuria Diecezjalna w Kaliszu. Wyjaśniono, że o wszczęciu postępowania przez prokuraturę w sprawie ks. Arkadiusza H. kurię zawiadomiono w grudniu 2018 roku.

„Od samego początku – mając na uwadze dobro pokrzywdzonych, którzy nie zgłosili się do kurii oraz widząc konieczność wyjaśnienia sprawy – podjęta została współpraca z prokuraturą zgodnie z przepisami prawa karnego – zaznaczono, podkreślając, że ksiądz został został suspendowany i zawieszony w pełnieniu posługi kapłańskiej.

„Zabawa w chowanego” – nowy film braci Sekielskich

Reporter WP Piotr Barejka rozmawiał z twórcami filmu. – Teraz tylko ktoś, kto chce być ślepy i głuchy, pozostanie ślepy i głuchy – powiedział Tomasz Sekielski. Dokument „Zabawa w chowanego” miał premierę w sobotę (16 maja) w internecie i jest kontynuacją filmu „Tylko nie mów nikomu”. Tym razem bracia Tomasz i Marek Sekielscy przedstawiają trzy ofiary tego samego księdza z Wielkopolski.

Dwaj bohaterowie to bracia, którzy oskarżają o molestowanie seksualne księdza, który w latach 90. był wikariuszem w ich parafii pw. Ścięcia Świętego Jana Chrzciciela w Pleszewie. Trzeci z bohaterów opowiedział, że był molestowany przez tego samego księdza, ale już po zmianie parafii w innej miejscowości.
Źródło info i foto: wp.pl

Zbigniew Stonoga w areszcie

Po zażaleniu prokuratora warszawski sąd okręgowy orzekł warunkowy areszt wobec Zbigniewa Stonogi. „W związku z tym podejrzany został zatrzymany i w tej chwili jest wobec niego stosowany areszt” – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Marcin Saduś.

Postępowanie, którego dotyczył wniosek o areszt jest fragmentem sprawy, w której główny proces toczy się przed krakowskim sądem. Chodzi m.in. o zarzut prania brudnych pieniędzy. 28 lutego Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ nie uwzględnił wniosku o areszt. Sąd uznał, że nie ma żadnych przesłanek do zastosowania aresztu, sąd nie zastosował także innych środków zapobiegawczych – mówili wtedy obrońcy Zbigniewa Stonogi.

Na tamto postanowienie prokuratura złożyła zażalenie, którym w środę zajmował się Sąd Okręgowy Warszawa-Praga.

Potwierdzam warunkowe aresztowanie Zbigniewa Stonogi w związku z uwzględnieniem zażalenia prokuratury na postanowienie z 28 lutego. Rodzina nie ma takich pieniędzy. Do zatrzymania doszło pięć godzin po wydaniu postanowienia, celowo, aby pozbawić mojego klienta zorganizowania zbiórki na kaucję w kwocie 200 tys. zł lub uzyskania pomocy od osób trzecich. Stonoga miał wyznaczony termin 14-dniowy na jej wpłacenie – powiedział obrońca Stonogi mec. Michał Wąż.

Jak dodał adwokat, „zgodnie z oświadczeniem sądu, nakaz zatrzymania Stonogi miał zostać wydany dopiero 22 maja, czyli po upływie terminu wpłacenia poręczenia majątkowego”.

Rok temu przed sądem w Krakowie rozpoczął się proces dziewięciu osób, w tym Zbigniewa Stonogi, odpowiadających za wyrządzenie szkody znacznej wartości w majątku krakowskiej spółki motoryzacyjnej Viamot. Według prokuratury, spółka miała stracić ponad 42 mln zł.

Sprawy Zbigniewa Stonogi

Zbigniew Stonoga jest znany organom ścigania od ponad 20 lat. Przeciwko niemu toczyły się postępowania dotyczące m.in. przestępstw gospodarczych, fałszowania dokumentów, oszustw, składania fałszywych zeznań i znieważania (w tym Prezydenta RP). Orzekające w jego sprawach sądy skazały go na kary w sumie kilkuletniego pozbawienia wolności.

Ostatnio – w połowie marca – Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał w mocy postanowienie sądu rejonowego, który oddalił ponowny wniosek prokuratury o aresztowanie Stonogi w innej sprawie, w której jest podejrzany o oszustwa.

W tamtej sprawie wpłacił jedynie 53,9 tys. zł zamiast zasądzonych 500 tys. poręczenia majątkowego.

„Nawet mimo niewpłacenia tego poręczenia sąd uznał, że areszt nie jest konieczny. Podejrzany regularnie stawia się na dozór, stosuje się do zakazu opuszczania kraju, ma stałe miejsce zamieszkania w kraju, nie podejmuje zachowań mających wpływ na treść zeznań i wyjaśnień przesłuchanych w sprawie osób” – uznał wtedy sąd.

Zbigniew Stonoga zgadza się na podawanie pełnego nazwiska, bo – jak przekazywali jego obrońcy – „uważa, że jest niewinny”.
Źródło info i foto: RMF24.pl