Fotoreporter zraniony przez policję podczas Marszu Niepodległości wystąpi o ogromne odszkodowanie

Będę żądał od policji wysokiego odszkodowania, może to być kwota nawet z sześcioma zerami – powiedział fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry, który został postrzelony przez policję podczas Marszu Niepodległości 11 listopada.

11 listopada ulicami Warszawy przeszedł Marsz Niepodległości. Mimo że – zgodnie z zapowiedziami organizatorów – miał być zmotoryzowany, wielu uczestników brało w nim udział pieszo. Podczas marszu doszło do starć z policją, które miały miejsce między innymi w rejonie ronda de Gaulle’a. Komenda Stołeczna Policji przekazywała, że „grupy chuliganów zaatakowały policjantów chroniących bezpieczeństwo innych ludzi”. Do działań ruszyły pododdziały zwarte, które użyły środków przymusu bezpośredniego – gazu łzawiącego i broni gładkolufowej.

Podczas tych zamieszek fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry został trafiony przez policję z takiej broni i gumowy pocisk utkwił mu w twarzy. Trafił do szpitala, który już opuścił. Teraz będzie domagał się do policji odszkodowania. – Moi koledzy sugerują wysoką sumę. Nie będę podawał jaką – powiedział Gutry, pytany, jakiej kwoty odszkodowania będzie domagać się od policji. Jednak dopytany, o jaką mniej więcej chodzi kwotę, stwierdził, że „dużą, może to być nawet sześć zer”.

„Poczułem, że coś boli”

Pytany, czy był jeszcze raz przesłuchiwany przez policję, powiedział, że nie. Podkreślił przy tym, że jeśli nie dostanie formalnego pisma, to będzie odmawiał. Wcześniej fotoreporter mówił, że został przesłuchany przez policję jeszcze w szpitalu. – Funkcjonariusz pytał mnie m.in. jak byłem ubrany. Policja poprosiła mnie też o zdjęcia” – mówił wtedy Gutry.

Fotoreporter opowiedział również o tym, że dopiero w domu zdał sobie sprawę, że w wyniku tego zdarzenia został zraniony też w okolicach kolana. – Okazało się, że trzeciego dnia w domu byłem w kuchni i założyłem prawą nogę na lewe kolano. Poczułem, że coś boli. (…) Był tam duży siniak po postrzale – opowiedział. – Według moich kolegów, którzy oglądali różne materiały wideo w moim kierunku poleciało co najmniej pięć pocisków. Dwa, które mnie trafiły i trzy, które się odbiły, zostawiając ślady kurzu – dodał.

Fotoreporter w wyniku postrzału w twarz doznał złamania kości policzkowych. Podczas operacji założono mu płytkę tytanową. Pocisk, który go ranił miał długość 7 centymetrów, został zabrany przez policję.

Postrzelony został nie tylko fotoreporter…

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji, którzy podczas zabezpieczania Marszu Niepodległości użyli broni gładkolufowej. Z informacji PAP wynika, że postrzelony został nie tylko fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry, ale jeszcze jedna osoba.

„Wykonywane są czynności dowodowe, w tym nagrania. Zostanie uzyskana również dokumentacja medyczna, planowane są również czynności z zasięgnięciem opinii biegłych” – przekazała prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie w związku z tą sprawą.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Śmierć podczas policyjnej interwencji

35-latek śmiertelnie postrzelony przez funkcjonariuszy podczas policyjnej interwencji w Warninie. Nad ranem funkcjonariuszy wezwali na pomoc rodzice mężczyzny. Był wobec nich agresywny i miał w obu rękach noże. Zaatakował nimi policjantów – powiedziała oficer prasowa koszalińskiej policji. Do zdarzenia doszło ok. godz. 4 rano w Warninie w woj. zachodniopomorskim.

Policjanci zostali wezwani na interwencję przez rodziców 35-latka, który miał być wobec nich agresywny, biegać po posesji z nożami w obu rękach. Rodzice zabarykadowali się przed synem w pokoju. On miał się do nich dobijać. Gdy na miejsce przyjechali funkcjonariusze, zobaczyli mężczyznę trzymającego w rękach noże.

Pomimo wezwania do odrzucenia niebezpiecznych przedmiotów, mężczyzna zaatakował nimi funkcjonariuszy. W związku z tym policjanci oddali strzały ostrzegawcze, a następnie użyli broni w stosunku do napastnika. Jeden z oddanych strzałów ranił 35-latka – mówi Monika Kosiec, oficer prasowa koszalińskiej policji. Kula trafiła mężczyznę w okolicę szyi.

Na miejscu była już wezwana wcześniej karetka pogotowia. Natychmiast załoga karetki i policjanci przystąpili do udzielenia pomocy medycznej mężczyźnie, jednak nie udało się przywrócić mu funkcji życiowych. 35-latek zmarł – powiedziała Kosiec.

35-latek miał mieć problemy psychiczne.

Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Koszalinie, wszczęte zostało również wewnętrzne postępowanie przez Wydział Kontroli KWP w Szczecinie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Fotoreporter postrzelony na Marszu Niepodległości: „Zażądam takiego odszkodowania, żeby policja oduczyła się takich działań”

Robiłem zdjęcia. Tłum daleko już uciekł. Za mną 10 metrów, albo więcej nie było już ludzi – relacjonował w czwartek zraniony przez policjantów podczas Marszu Niepodległości fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry. Pytany o to, jak w takim razie doszło do tej sytuacji, powiedział: „No strzelił do mnie”.

Portal tysol.pl poinformował w środę po Marszu Niepodległości, że fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry „został postrzelony” podczas marszu. „Według relacji Tomasza Gutrego (…) miał do niego strzelić z kilku metrów policjant. Gumowy pocisk utkwił w twarzy (…) fotoreportera” – napisał portal.

Poszkodowany trafił do szpitala. Pytany w czwartek na antenie Polsat News o tę sytuację i jak się czuje powiedział, że „w miarę dobrze”. – Jestem po operacji, która zakończyła się po godz. 23, a o godz. 2 w nocy przyszła policja i zabrała ten nabój, który był wbity w policzek – mówił Gutry. Dodał, że prawdopodobnie pozostanie w szpitalu do piątku.

Według jego relacji, gdy został zraniony, robił zdjęcia w rejonie Ronda de Gaulle’a. – Ja byłem w odległości około 10 metrów. Stałem i robiłem kilka zdjęć, więc powinni zauważyć – wyjaśniał fotoreporter.

Pytany, czy słyszał jakieś policyjne wezwanie, by opuścić to miejsce odpowiedział, że „nic nie słyszał”. – Leciały petardy (..) Tłum szedł do przodu. Później wyskoczyli od Nowego Światu policjanci. Tłum uciekł. Ja jeszcze zrobiłem parę zdjęć policjantów z różnych stron. Tłum daleko już uciekł. Za mną dziesięć albo więcej metrów już nie było ludzi – relacjonował w Polsat News Gutry.

Dopytywany, jak więc doszło do tej sytuacji stwierdził: No, strzelił do mnie. Zapytany z kolei, czy miał jakieś emblematy, albo mówił funkcjonariuszom, że jest fotoreporterem, wytłumaczył, że panował duży hałas, a on miał aparat fotograficzny, dużego Nikona na szyi.

Tomasz Gutry był także pytany, czy policjanci rozmawiali z nim po całym zdarzeniu. – Jeszcze nie rozmawiali, bo jak przyjdą do szpitala, to ich wyrzucę (…). Oni w ogóle nie zareagowali. Jakaś dziewczyna zaprowadziła mnie do pogotowia, a pogotowie zawiozło mnie do szpitala na Szaserów – powiedział Gutry.

Dodał też, że oczekuje przeprosin od policji. – Wszyscy żądają, żebym wystąpił o odszkodowanie. Zrobię to – zapowiedział Gutry.

– Bardzo często tam, gdzie są używane środki przymusu bezpośredniego pojawiają się takie sytuacje, między linią policjantów, a osób protestujących pojawiają się dziennikarze, fotoreporterzy (…), ale niestety mogą się zdarzyć takie sytuacje, że część osób może odnieść obrażenia – powiedział z kolei podczas konferencji prasowej rzecznik Komendy stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak, odnosząc się do tej sprawy.

Wyraził też współczucie dla poszkodowanego reportera. – Szczególnie przykro jest nam z powodu wczorajszego wydarzenia związanego z jednym fotoreporterów, który doznał obrażeń, dlatego od wczoraj ta sprawa jest wyjaśniana z polecenia komendanta stołecznego policji – powiedział.

Zapewnił, że od środy wydział kontroli policji prowadzi działania mające wyjaśnić przyczyny zdarzenia. – Wyjaśnimy wątpliwości, które pojawiły się wczoraj w przypadku działań policjantów. Ale jeszcze raz podkreślam jedno, policjanci działają na linii frontu – oznajmił.

W Warszawie w środę odbył się Marsz Niepodległości. W tym roku – ze względu na sytuację epidemiczną – miał się on odbyć w formie „rajdu samochodowego”, jednak wiele osób zdecydowało się przejść pieszo przez stolicę. Doszło do zamieszek na niektórych skrzyżowaniach i błoniach wokół Stadionu Narodowego.

Gutry: Podobno w szpitalu jest jeszcze inny postrzelony przez policję

Pocisk, który mnie ranił, miał długość 7 centymetrów. Wszedł na taką głębokość, że mam złamane kości i założono mi płytkę tytanową – powiedział w czwartek raniony przez policjantów podczas środowego Marszu Niepodległości fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry. Jak przekazał PAP będzie walczył o taką sumę odszkodowania, „żeby policja oduczyła się takich działań”.

W rozmowie z PAP Tomasz Gutry mówi, że sytuacja wyglądała w ten sposób, że doszło do ataku na policję na rondzie de Gaulle’a. – Kiedy policja wkroczyła to ludzie, jak zwykle w panice, uciekli. Ja jeszcze trochę stałem, 10 metrów od policjantów i w pewnym momencie nikogo już nie było. Jeden z policjantów strzelił do mnie. On stał w szeregu z innymi – opisuje PAP przebieg zdarzenia Tomasz Gutry.

Jednocześnie podkreśla, że wcześniej nie słyszał żadnych ostrzeżeń. – Był taki rumor (…) Policja się tłumaczy, policja przeprasza, a ja słyszałem, że w szpitalu przy ul. Szaserów jest mężczyzna, który jest trzecią godzinę operowany i też dostał pociskiem. Został trafiony prawdopodobnie gdzieś w okolice nosa – relacjonuje Gutry.

Mówi też, że nabój, który go trafił, miał długość 7 centymetrów. – Wszedł na taką głębokość, że mam złamane kości i założono mi płytkę tytanową – mówi PAP raniony fotoreporter.

Dodaje, że jego operacja trwała ponad dwie godziny, a on będzie przebywał w szpitalu prawdopodobnie do jutra. – Po godz. 2 w nocy policja przyjechała zabrać ten pocisk. Nie widziałem tego(…) Zabrali go od lekarzy – twierdzi Gutry.

Jak zaznacza funkcjonariusze przyszli do szpitala z pismem nakazującym wydanie pocisku. – Nikt do mnie wtedy nie podchodził, bo była godz. 2 w nocy. Funkcjonariusze chcieli mnie wcześniej przesłuchiwać, ale lekarz nie wyraził zgody – mówi Gutry.

Zapytany, czy po zranieniu na ulicy ktoś z funkcjonariuszy do niego podszedł, odpowiedział, że nikt. – Podobno jakaś dziewczyna mnie prowadziła. Natomiast mniej więcej na środku ronda było pogotowie. Dotarłem do pogotowia, zadzwonili i natychmiast zawieźli mnie do szpitala przy ul. Szaserów – relacjonuje Gutry.

Zapewnia też, że będzie walczył o odszkodowanie. – Będziemy żądali takiej sumy, żeby policja oduczyła się takich działań – powiedział PAP Tomasz Gutry.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Fotoreporter postrzelony na Marszu. Policja mówi o „nieszczęśliwym wypadku”

Wydałem polecenie, by wydział kontroli zajął się sprawą zranienia fotoreportera na Marszu Niepodległości – napisał w oświadczeniu Komendant Stołeczny Policji nadinsp. Paweł Dobrodziej. Dodał, że broni gładkolufowej użyto wobec chuliganów, w przypadku fotoreportera był to „nieszczęśliwy wypadek”. Portal tysol.pl. poinformował w środę po Marszu Niepodległości, że fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry, „został postrzelony” podczas marszu.

„Według relacji Tomasza Gutrego (…) miał do niego strzelić z kilku metrów policjant. Gumowy pocisk utkwił w twarzy (…) fotoreportera” – pisał portal.

„Po ludzku jest mi bardzo przykro”

W nocy ze środy na czwartek Komendant Stołeczny Policji nadinspektor Paweł Dobrodziej wydał oświadczenie dotyczące użycia broni gładkolufowej wobec chuliganów w trakcie Marszu Niepodległości.

„Niestety bardzo poważnie wyglądają obrażenia, których doznał jeden z fotoreporterów. Po ludzku jest mi bardzo przykro. Liczę na szybki powrót do zdrowia Pana Tomasza. Wyjaśnimy dokładnie okoliczności tej sytuacji. Tak samo, jak wyjaśnimy każdą inną wątpliwość. Dlatego już wydałem polecanie, by sprawą tą zajął się Wydział Kontroli. Już teraz mogę jednak zapewnić, że broń gładkolufowa była użyta wobec chuliganów, a tu mieliśmy do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem” – napisał w oświadczeniu Komendant Stołeczny Policji.

Dobrodziej podkreśla w nim, że Święto Niepodległości jest wyjątkowym dniem dla każdego z nas.

„Dlatego też od wczesnych godzin porannych na ulicach Warszawy dbaliśmy o bezpieczeństwo każdej z osób, które chciały świętować. Świętowanie to było jednak utrudnione z powodu pandemii. Mieliśmy świadomość, że wszelkie wydarzenia będą wyglądać inaczej niż dotychczas. Chodzi zarówno o ich wielkość, jak i charakter. Niestety wśród osób, które wyszły na ulicę, znaleźli się także chuligani, którzy to świętowanie zniszczyli” – tłumaczy nadinspektor.

Brutalna agresja 

Jak wskazał, najbardziej dramatyczne były wydarzenia w okolicach Ronda de Gaulle’a.

„W tym przypadku mieliśmy do czynienia z brutalną agresją, która była ukierunkowana zarówno na mienie, jak i na policjantów. Przy tego typu działaniu niezbędne jest zdecydowanie. Stąd działania pododdziałów zwartych, ale i policjantów nieumundurowanych” – napisał.

Jak dodał, „wydarzenia te należy określić jako realne zagrożenie dla życia i zdrowia policjantów”.

„Obrażeń twarzoczaszki, pęknięcia oczodołu oraz urazu mięśnia lewego oka doznał w okolicach ronda jeden z interweniujący policjantów, który nadal przebywa w szpitalu. Nie może zatem dziwić, że w indywidualnych przypadkach policjanci użyli także broni gładkolufowej” – przekazał Dobrodziej.

Komendant Stołeczny Policji podkreślił, że „celem działań policjantów w pododdziałach zwartych jest przywrócenie ładu i porządku”.

„W centrum wydarzeń oprócz nas zawsze są dziennikarze, z którymi współpracujemy zapewniając im również bezpieczeństwo. W trakcie działań dynamicznych, gdy mamy liczne akty chuligańskie niestety może dojść do sytuacji, w której obrażeń doznają także osoby postronne. Nawet po użyciu środków przymusu bezpośredniego. Dlatego tak ważne jest, by miejsce naszych działań opuścić, z uwagi na swoje własne bezpieczeństwo” – napisał Dobrodziej w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej Komendy Stołecznej Policji.

Poboży: zapewniamy o dogłębnym wyjaśnieniu całej sytuacji

Wiceszef MSWiA Błażej Poboży napisał na Twitterze, że „przy rondzie de Gaulle’a w miejscu największych zajść podczas „marszu” rannych zostało dwóch policjantów”. „Jeden ciężko uderzony kamieniem ma pękniętą twarzoczaszkę i był operowany” – napisał. Wcześniej, w środę, Poboży przekazał, że ws. rannego fotoreportera szef MSWiA Mariusz Kamiński rozmawiał z przewodniczącym „Solidarności” Piotrem Dudą, a wiceszef MSWiA Maciej Wąsik z red. nacz. „Tygodnika Solidarność”.

Jak dodał Poboży, „deklarujemy wszelką pomoc dla Pana Redaktora Gutrego i zapewniamy o dogłębnym wyjaśnieniu całej sytuacji, która nie powinna się wydarzyć”. Poboży, powołując się na szefa MSWiA, przekazał także, że w sprawie Gutrego wszczęte jest już postępowanie wyjaśniające przez policję. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lyon: Duchowny postrzelony przed cerkwią. Jedna osoba w rękach policji

52-letni duchowny greckiego pochodzenia jest w ciężkim stanie po tym, jak został postrzelony przed cerkwią w Lyonie. Policja zatrzymała jedną osobę, nie wiadomo jednak jeszcze, czy jest to sprawca. W Lyonie na południu Francji aresztowano potencjalnego podejrzanego o postrzelenie prawosławnego duchownego. „Le Figaro’ podaje, że prokuratura potwierdziła zatrzymanie jednej osoby, która „pasuje do rysopisu sprawcy” przedstawionego przez świadków. Trwa sprawdzanie, czy rzeczywiście jest to podejrzany ws. postrzelenia. W momencie zatrzymania nie miał przy sobie broni.

52-letni duchowny narodowości greckiej jest w ciężkim stanie. Został postrzelony, gdy zamykał cerkiew w Lyonie. Motywy sprawcy nie są znane. Policja zablokowała dostęp do miejsca ataku. Serwis france24.com podaje, że napastnik był uzbrojony w strzelbę ze skróconą lufą. Trafił duchownego w wątrobę z bliskiej odległości. Po tym uciekł z miejsca zdarzenia.

Napięcie między władzami Francji a światem muzułmańskim

Do zdarzenia doszło trzy dni po ataku w Nicei. Tam w pobliżu kościoła mężczyzna zaatakował nożem i zabił trzy osoby. Sprawą zajmuje się prokuratura ds. terroryzmu. Al Dżazira opisuje, że atak został potępiony przez wielu francuskich muzułmanów.

W odpowiedzi na atak w Nicei, premier Francji Jean Castex wprowadził stan zagrożenia terrorystycznego. Przekazał również, że ryzyko wystąpienia nowych ataków terrorystycznych jest wysokie. Rząd dodatkowo przygotowuje projekt ustawy o „walce z separatyzmem”, który ma zostać przedstawiony na początku grudnia. Jej celem jest wzmocnienie świeckości we Francji. Ustawa przewiduje m.in. wzmożone kontrole finansowania meczetów czy zakaz szkolenia imamów za granicą.

Napięcie we Francji rośnie po tym, jak w połowie października na przedmieściach Paryża 47-letni nauczyciel Samuel Paty został brutalnie zamordowany przez 18-letka pochodzenia czeczeńskiego. Wcześniej przez kilka dni nauczyciel otrzymywał groźby i był nękany po tym, jak pokazał na lekcji karykatury proroka Mahometa, publikowane przez satyryczny tygodnik „Charlie Hebdo”. Macron bronił wolności słowa, w tym karykatur Mahometa, co spotkało się z ostrą reakcją niektórych krajów muzułmańskich, a także wezwaniami bo bojkotu francuskich produktów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nożownik z Nicei przypłynął do Europy miesiąc wcześniej, do miasta przyjechał pociągiem

Zatrzymany po ataku w Nicei to urodzony w 1999 roku Tunezyjczyk, który przybył do Europy 20 września przez włoską wyspę Lampedusa – przekazał francuski prokurator ds. terroryzmu Jean Francois-Ricard. Jak dodał, do Nicei dotarł w czwartek rano pociągiem.

W czwartek w Nicei trzy osoby zginęły, a kilka zostało rannych w ataku nożownika w bazylice Notre Dame. Śledztwo wszczęła krajowa prokuratura antyterrorystyczna (PNAT). Jej prokurator, Jean Francois-Ricard, przekazał szczegóły kilkanaście godzin po zamachu.

Zamachowiec przyjechał do Nicei pociągiem w czwartek rano i udał się do kościoła. Tam dźgnął nożem i zabił 55-letniego zakrystiana, a 60-letniej kobiecie odciął głowę. Zranił też nożem 44-letnią kobietę, która uciekła do pobliskiej kawiarni, gdzie przed śmiercią zdążyła wezwać pomoc.

Napastnik został postrzelony podczas zatrzymania przez policję. W stanie krytycznym przebywa w szpitalu. Znaleziono przy nim Koran i dwa telefony, a także trzydziestocentymetrowy nóż, narzędzie zbrodni. – Znaleźliśmy też torbę pozostawioną przez napastnika. Obok tej torby były dwa noże, których nie użył w napadzie – dodał.

Śledczy ustalili jego tożsamość i drogę do Nicei. Jak ustalili Francuzi, Tunezyjczyk Brahim Aouissaoui do Europy przybył 20 września na włoską wyspę Lampedusa, główne miejsce przybywania imigrantów z Afryki. Rzecznik tunezyjskiego sądu ds. kontrwywiadu Mohsen Dali powiedział agencji Reutera, że urodzony w 1999 roku Aouissaoui nie był w kraju uznawany przez policję za podejrzanego. Według Tunezyjczyków Aouissaoui opuścił kraj 14 września łodzią.

Tymczasowo aresztowany 47-latek

W piątek źródła sądowe, na które powołuje się agencja AFP, poinformowały o tymczasowym aresztowaniu we Francji 47-latka, który jest podejrzany o kontakt z 21-letnim Tunezyjczykiem. Aresztowany mężczyzna jest podejrzany o kontakt z nim dzień przed atakiem w bazylice Notre Dame w Nicei – podało źródło sądowe, potwierdzając informacje dziennika „Nice-Matin”.

„Jeśli jesteśmy atakowani, to ze względu na nasze wartości”

Prezydent Emmanuel Macron, który przemawiał w czwartek na miejscu ataku, potępił zamachy terrorystyczne i oznajmił, że „jeśli jesteśmy atakowani, to ze względu na nasze wartości (…) i nasze pragnienie, by nie ugiąć się przed terrorem”. – Nasz kraj stał się po raz kolejny celem islamistycznego ataku terrorystycznego, zginęło troje naszych rodaków (…). Konsulat francuski został zaatakowany w Arabii Saudyjskiej w Dżuddzie, a w tym samym czasie na naszym terytorium dokonano kolejnego zatrzymania – mówił.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Konin: Policjant oddał śmiertelny strzał. Nie został jeszcze przesłuchany, ale wraca do służby

Prokuratorzy wciąż badają sprawę śmierci 21-letniego Adama z Konina (woj. wielkopolskie). Próbują między innymi ustalić, czy strzał został oddany, kiedy 21-latek stał, czy kiedy przewrócił się na ziemię; czy został postrzelony w pierś czy w plecy. Policjant, który w listopadzie zeszłego roku pociągnął za spust nie został jeszcze przesłuchany, ale właśnie wrócił do służby.

Do zdarzenia doszło w listopadzie ubiegłego roku. 21-letni Adam został trafiony pociskiem z policyjnego pistoletu. Stało się to na jednym z osiedli w Koninie, podczas próby wylegitymowania przez policjanta 21-latka i dwóch 15-latków najstarszy zaczął uciekać. Goniący go funkcjonariusz postrzelił 21-letniego mężczyznę, który zmarł.

Według informacji policji, uciekający nie reagował na wezwania, ale wiadomo też, że policjant miał nie oddać strzału ostrzegawczego, wzywającego do zatrzymania.

Przeprowadzona sekcja zwłok wykazała na ciele mężczyzny ranę postrzałową na wysokości serca.

Prokuratura Okręgowa w Koninie wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza i nieumyślnego spowodowania śmierci. Sprawę przejęła Prokuratura Regionalna w Łodzi. Zleciła wykonanie licznych ekspertyz. Mowa m.in. o badaniach daktyloskopijnych, biologicznych, fizykochemicznych, mechanoskopijnych oraz badaniach śladów prochu.

Celem jest m.in. ustalenie, czy strzał został oddany, kiedy 21-latek stał, czy kiedy przewrócił się na ziemię; czy został postrzelony w pierś czy w plecy. W związku z tą ostatnią kwestią dwie opinie twierdzą, że strzał padł w pierś, według jednej, że w plecy.

– Wnioski z tych opinii nie są jednoznaczne. Dlatego prokurator przesłuchuje uzupełniająco biegłych i zapoznaje ich w części z opiniami biegłych innych specjalności. Jeżeli prokurator nie ustali na tej podstawie, jaki był rzeczywisty przebieg zdarzenia, to będzie rozważał powołanie niezależnego zespołu biegłych różnych specjalności, żeby opinia była jednolita – powiedział rzecznik prasowy łódzkiej prokuratury Krzysztof Bukowiecki.

Odtwarzając okoliczności śmierci 21-latka śledczy muszą rekonstruować moment zdarzenia, bazując na zebranej wiedzy i ekspertyzach, bo żadna z trzech kamer zainstalowanych w pobliżu nie nagrała kluczowego momentu – w którym policjant pociąga za spust. O tym też informowaliśmy jako pierwsi.

Wrócił do służby

Sprawę śmiertelnego postrzelenia 21-latka badała też policja, w swoim wewnętrznym postępowaniu. Zakończyło się ono wnioskiem, że policjant miał prawo użyć broni w samoobronie. Za funkcjonariuszem murem stanęły związki zawodowe oraz szefostwo policji.

– Na całym świecie policjanci szkoleni są tak, żeby użyć broni w ostateczności. Nie wyobrażamy sobie, żeby w Koninie było inaczej, żeby to było działanie umyślne. W świetle prawa policjant jest niewinny, dopóki nie zapadnie prawomocny wyrok sądu. Na razie, w ocenie kierownictwa, ten policjant jest niewinny – mówił tuż po zdarzeniu Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji.

Policjant był w złym stanie psychicznym: najpierw trafił do szpitala, a potem przez wiele miesięcy przebywał na zwolnieniu lekarskim. Teraz – jak informuje rzecznik prasowy konińskiej policji mł. asp. Sebastian Wiśniewski – wrócił do służby.

Na razie ma pracować w innej jednostce, niż dotąd.

– Nie możemy podać w której, ponieważ pod jego adresem były kierowane groźby karalne i chodzi o jego bezpieczeństwo w pracy – zaznacza rzecznik komendy w Koninie.

Wracający do pracy funkcjonariusz ma podlegać bezpośrednio komendzie wojewódzkiej w Poznaniu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Filipiny: Dziennikarz zastrzelony przed domem

Filipiński dziennikarz Jobert Bercasio został zastrzelony przez nieznanych sprawców. To drugie w tym roku zabójstwo reportera na Filipinach. Zdaniem Reporterów Bez Granic (RSF) Bercasio mógł zginąć z powodu materiałów o przemyśle górniczym, które publikował. Swoimi najnowszymi ustaleniami podzielił się na Facebooku zaledwie kilka godzin przed atakiem.

Bercasio zginął w poniedziałek wieczorem; został pięciokrotnie postrzelony w pobliżu swojego domu w 170-tysięcznym mieście Sorsogon na wschodzie Filipin. Według relacji świadków strzelało dwóch mężczyzn, którzy następnie uciekli motocyklem. Policja przekazała, że strzały oddano z amerykańskiego karabinu M16, i zapewniła, że stara się ustalić tożsamość napastników.

Dziennikarz pracował w przeszłości dla stacji radiowej i miejscowego portalu Bicol Today, a ostatnio założył własną telewizję internetową. W programach często poruszał temat wylesiania i działalności nielegalnych kopalni.

W ostatnim poście na Facebooku – opublikowanym zaledwie kilka godzin przed zabójstwem – pisał, że w pobliżu miejscowego kamieniołomu były ciężarówki bez wymaganych zezwoleń, które miały fałszywe tablice rejestracyjne.

„Wszystko wskazuje na to, że ludzie, którzy zastrzelili Joberta Bercasio, działali na polecenie kogoś, kogo zirytowała jego praca reporterska” – ocenił dyrektor RSF na region Azji i Pacyfiku Daniel Bastard.

Organizacja wezwała do przeprowadzenia niezależnego śledztwa w tej sprawie i zakończenia bezkarności sprawców przestępstw wobec pracowników filipińskich mediów.

Zabójstwa dziennikarzy zdarzają się na Filipinach niemal co roku. W tym roku to co najmniej drugi taki przypadek. W maju w środkowej części kraju zastrzelony został dziennikarz Cornelio Pepino, który zajmował się korupcją związaną z nielegalnym przemysłem wydobywczym.

W tegorocznym Światowym Rankingu Wolności Prasy, w którym RSF ocenia m.in. poziom cenzury i niezależności mediów, a także ich pluralizm i bezpieczeństwo reporterów, Filipiny znalazły się na 136. ze 180 miejsc.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Protesty po interwencji policji wobec 29-letniego Afroamerykanina

W amerykańskim stanie Wisconsin w niedzielę wieczorem wybuchły protesty po tym, jak policjanci postrzelili 29-letniego Afroamerykanina. Jak tłumaczyły służby, funkcjonariusze interweniowali w związku z zakłóceniem porządku domowego. Według prawnika rodziny postrzelonego, podczas zdarzenia w jego samochodzie znajdowali się jego trzej synowie. Do miasta skierowana została Gwardia Narodowa.

W mieście Kenosha w amerykańskim stanie Wisconsin w niedzielę policjant kilkukrotnie postrzelił 29-letniego Afroamerykanina. Nagranie ze zdarzenia, wykonane przez przypadkowego przechodnia, opublikowane zostało w mediach społecznościowych. BBC News opisuje, że mężczyzna zidentyfikowany jako Jacob Blake, został kilkukrotnie postrzelony w plecy, gdy próbował wsiąść do samochodu. CNN pisze, że „na nagraniu słychać siedem strzałów”.

Lokalny serwis informacyjny Kenosha News, powołując się na świadków zdarzenia, informuje, że Blake próbował rozdzielić dwie bijące się kobiety. Interweniujący policjanci najpierw próbowali użyć paralizatora. Z relacji wynika, że Blake obszedł swój zaparkowany samochód, a gdy otworzył drzwi od strony kierowcy, jeden z policjantów złapał go za koszulkę. Jak informują świadkowie, potem rozległy się strzały.

Rodzina Blake’a zwróciła się z prośbą o pomoc do znanego obrońcy praw człowieka i praw obywatelskich prawnika Benjamina Crumpa. Adwokat w rozmowie z CNN powiedział, że w samochodzie w trakcie postrzelenia Blake’a znajdowała się trójka jego synów.

„Widzieli, jak policjanci strzelają do ich ojca. Na zawsze pozostaną z tą traumą. Nie możemy pozwolić funkcjonariuszom na łamanie swojego obowiązku, polegającego na ochronie nas. Nasze dzieci zasługują na coś lepszego” – napisał Crump na swoim profilu na Twitterze.

Oświadczenie gubernatora

Krótko po zdarzeniu Tony Evers, gubernator stanu Wisconsin opublikował oświadczenie, w którym podał nazwisko postrzelonego oraz stwierdził, że Blake w stanie krytycznym trafił do szpitala.

„Dzisiaj Jacob Blake został postrzelony kilkukrotnie w plecy w świetle dnia w Kenosha, Winsconsin. Kathy (żona gubernatora – red.) i ja łączymy się z rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami w nadziei, że nie podda się zadanym ranom. Podczas gdy nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów zajścia, to to, co wiemy, to że nie jest to pierwszy czarnoskóry mężczyzna bądź osoba, która została postrzelona, raniona bądź bezlitośnie zabita z rąk przedstawicieli służb porządkowych w naszym stanie lub naszym kraju” – napisał Evers.

Miejscowy departament policji oświadczył, że policjant, który strzelał, był jednym z wezwanych do zakłócenia porządku domowego o godzinie 17.11. Poinformowano, że policjanci od razu po postrzeleniu udzielili mężczyźnie pomocy. Ostatecznie, w poważnym stanie, został przetransportowany śmigłowcem medycznym do szpitala w Milwaukee. Sprawę – na wniosek miejscowej policji – wyjaśnią w ciągu 30 dni śledczy stanowi.

„Te strzały wbiły się w duszę naszego narodu”

Do sprawy odniósł się kandydat Partii Demokratycznej na prezydenta Joe Biden. W poniedziałkowym oświadczeniu wezwał do wyciągnięcia konsekwencji wobec funkcjonariuszy i do likwidacji systemowego rasizmu.

„Tego ranka naród budzi się ponowanie z żalem i oburzenie, że kolejny Afroamerykanin stał się ofiarą nadmiernej siły” – stwierdził Biden, zwracając uwagę, że Blake został postrzelony w plecy.

„Te strzały wbiły się w duszę naszego narodu” – ocenił.

„Nie poddamy się”

W niedzielny wieczór setki ludzi zgromadziły się przed siedzibą policji w Kenosha. Podpalone zostały samochody, a w stronę budynków publicznych poleciał bruk i koktajle Mołotowa. Demonstranci krzyczeli: „Nie poddamy się”.

Funkcjonariusze – jak relacjonuje BBC News – użyli gazu łzawiącego wobec protestujących, którzy złamali trwającą do godziny 7 rano miejscowego czasu godzinę policyjną. Na terenie hrabstwa wprowadzono stan zagrożenia.

Jak przekazała agencja Reutera powołując się na źródła we władzach stanowych, do miasta skierowanych zostało około 200 żołnierzy Gwardii Narodowej stanu Wisconsin, którzy mają wesprzeć lokalne siły policyjne. Wydano ostrzeżenie dla osób prowadzących całodobowe interesy, aby rozważyli ich czasowe zamknięcie w związku z „licznymi” doniesieniami o rozbojach z bronią w ręku.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sochaczew: Mężczyzna śmiertelnie postrzelony w czasie grilla

W Sochaczewie podczas spotkania przy grillu doszło do śmiertelnego postrzelenia 37-letniego mężczyzny. Zatrzymano trzy osoby, które również uczestniczyły w spotkaniu. W poniedziałek mają zostać doprowadzone do prokuratury. 37-letni mężczyzna został śmiertelnie postrzelony na imprezie w Sochaczewie. Do zdarzenia doszło 8 sierpnia podczas imprezy przy grillu. Mężczyzna został przewieziony do szpitala. Niestety po kilku godzinach zmarł.

Jak przekazała oficer prasowa KPP w Sochaczewie mł. asp. Agnieszka Dzik, zgłoszenie o zajściu wpłynęło do policji w sobotę ok. 22.

– „Mężczyzna został postrzelony na grillu, na miejscu czynności wykonywali policjanci pod nadzorem prokuratora” – powiedziała.

Jak dodała, do sprawy zatrzymano trzy osoby, które w poniedziałek zostaną doprowadzone do Prokuratury Rejonowej w Sochaczewie. Informację o tym, że mężczyzna zmarł, przekazano policji w niedzielę rano.
Źródło info i foto: Fakt.pl