Posts Tagged “Poszukiwani”

Policjanci z Będzina apelują do ewentualnych świadków wczorajszego napadu na placówkę bankową w Grodźcu. Proszą oni o kontakt wszystkich, którzy wczoraj rano w pobliżu placówki widzieli zamaskowanego mężczyznę. Poszukiwany jest także samochód (czarne mitsubishi), którym po napadzie uciekał złodziej.

Ten samochód został już wprowadzony w nasze systemy i ościenne jednostki zostały poinformowane, że takim pojazdem może poruszać się sprawca – mówi Piotr Kuśka z będzińskiej policji. Pracownicy okradzionej placówki nie ujawniają, jaka kwota padła łupem złodzieja.

W czasie napadu złodziej miał zasłoniętą twarz, a w rękach trzymał przedmiot przypominający broń. Tuż przed otwarciem albo w trakcie otwierania – to policja jeszcze ustala – niewielkiej placówki bankowej dostał się do środka i zastraszył dwie pracujące tam kobiety. Jak tylko dostał pieniądze, uciekł. Wejście i wyjście bandyty zarejestrowały kamery z pobliskiej apteki. Zaczęło się mniej więcej koło 7:30, kiedy sprawca wszedł do SKOK-u i wyszedł po mniej więcej pół godziny. Wsiadł do auta i odjechał – powiedział kierownik apteki, która sąsiaduje z okradzioną placówką bankową.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Pod eskortą polskich policjantów na pokładzie samolotu wojskowego typu Herkules powróciło do kraju 33 poszukiwanych, którzy za granicą ukrywali się przed organami ścigania. To pierwszy konwój zbiorczy w tym roku zrealizowany przy wykorzystaniu tego typu samolotu. W ciągu czterech miesięcy 2015 roku, od stycznia do końca kwietnia, w 140 konwojach sprowadzono już do Polski 363 osoby zatrzymane za granicą.

Wczoraj (14 maja br.) na warszawskim Okęciu wylądował wojskowy samolot transportowy typu Hercules. Na jego pokładzie, pod specjalną eskortą, przekonwojowano z terytorium Wielkiej Brytanii do Polski 33 osoby pozbawione wolności, które mają na koncie różne przestępstwa, m.in.: kradzieże, włamania, rozboje, bójki, pobicia, oszustwa czy prowadzenie pojazdu pod wpływem narkotyków lub alkoholu.

Powody ucieczki z kraju są zazwyczaj takie same. Osoby, które popełniły przestępstwa na terenie Polski, liczą na to, że za granicą będą bezpieczne – np. wtopią się w tłum w wielkich metropoliach lub znajdą schronienie w niewielkich miejscowościach, a polscy funkcjonariusze o nich zapomną. Nic bardziej mylnego. Śledztwa prowadzone są cały czas, często we współpracy z policjantami z innych krajów. Dzięki niej funkcjonariusze namierzają osoby podejrzane, ukrywające się setki kilometrów od naszych granic i zatrzymują je.

To pierwszy lotniczy konwój zbiorczy w tym roku, do którego użyto wojskowego Herculesa. Wcześniejsze loty były realizowane samolotami CASA czy też osoby pozbawione wolności sprowadzane były do kraju drogą lotniczą za pośrednictwem samolotów rejsowych. Hercules używany jest przez siły zbrojne ponad 50 krajów świata i jest w stanie zabrać na swój pokład nawet 92 osoby. Jak dotąd, jest to najefektywniejszy i najbardziej ekonomiczny sposób sprowadzenia polskich zatrzymanych do kraju.

Od stycznia do końca kwietnia 2015 r. Wydział Konwojowy Biura Prewencji i Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji zorganizował oraz uczestniczył w przekonwojowaniu do kraju 363 osób zatrzymanych za granicą, które przetransportowano w 140 konwojach. Łącznie w ramach tzw. konwojów zbiorczych w tym okresie w 11 konwojach do Polski sprowadzono 191 osób, w tym: z Wielkiej Brytanii w ramach 10 konwojów zrealizowanych drogą lotniczą 186 osób, z Holandii w ramach jednego konwoju realizowanego drogą lądową 5 osób.

Ponadto w 129 konwojach indywidualnych do kraju przetransportowano 172 osoby, w tym: samolotami rejsowymi w 128 konwojach 171 osób zatrzymanych oraz z Francji sprowadzono drogą lądową do Polski jedną osobę zatrzymaną. Realizacja konwojów przez policjantów z Komendy Głównej Policji nie byłaby możliwa bez pomocy Sił Powietrznych, jak również wsparcia funkcjonariuszy z Komendy Stołecznej Policji.
Żródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Goncalo Amaral, były inspektor policji, który prowadził w Portugalii śledztwo w sprawie zaginięcia w 2007 r. czteroletniej Madeleine McCann, został skazany przez sąd w Lizbonie na karę 500 tys. euro wraz z odsetkami za pomówienia wobec rodziców dziewczynki. W uzasadnieniu wyroku sąd wyjaśnił, że zawarta w książce Amarala pt. “Maddie: Prawda kłamstwa” teza, jakoby zaginięcie dziewczynki zostało spowodowane zaniedbaniami ze strony rodziców, które doprowadziły do jej zgonu, a także podejrzenie, iż to oni ukryli jej ciało, sprawiły, że brytyjskie małżeństwo doznało strat moralnych.

“Każdemu z rodziców Madeleine zostało zasądzone odszkodowanie w wysokości 250 tys. euro wraz z odsetkami liczonymi od dnia 5 stycznia 2010 r. Te wynoszą obecnie 106 tys. euro” – ujawniła adwokat małżeństwa McCann, Isabel Duarte. W czasie zamkniętej dla mediów rozprawy sąd nakazał również wprowadzenie zakazu sprzedaży wydanej w 2010 r. książki Amarala oraz jej wznowień wraz z załączoną do niej płytą dvd z filmem dokumentalnym. Zakazano też sprzedaży praw autorskich do obu tych publikacji.

W trakcie trwającego od 2010 r. procesu o zniesławienie adwokat Kate i Geralda McCannów wnosiła też o ukaranie Goncalo Amarala za zaprezentowanie w jego książce dokumentów ze śledztwa, które nie miały autoryzacji portugalskiego wymiaru sprawiedliwości do upubliczniania.

Niewyjaśnione zaginięcie

W maju 2007 r. Maddie McCann zaginęła z turystycznego apartamentu przy portugalskiej Praia da Luz koło Portimao. Jej rodzice informując policję o zaginięciu dziewczynki wyznali, że w chwili zniknięcia córki nie było ich w domku wypoczynkowym, gdzie brytyjska rodzina spędzała urlop. Według ich wersji mała Brytyjka została porwana. Tymczasem we wrześniu 2007 r. prowadzący śledztwo Goncalo Amaral poinformował, że według jego ekipy dochodzeniowej czterolatka zmarła w niejasnych okolicznościach w apartamencie wypoczynkowym, a jej rodzice zatuszowali zdarzenie, ukryli ciało, a następnie zgłosili policji zaginięcie dziecka. Prowadzone śledztwo w sprawie zaginięcia Maddie McCann zostało umorzone przez portugalski wymiar sprawiedliwości w lipcu 2008 r.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

14-letnia Magdalena Brzana z Nowej Huty w Krakowie ostatni raz była widziana 17 kwietnia ok. godziny 6.45. Od tamtej pory nie nawiązała kontaktu z rodziną. Magda ma ok. 160 cm wzrostu, jej waga to ok. 50 kg. Jest szczupła, ma proste, czarne, sięgające ramion włosy, nos prosty, uzębienie pełne. W dniu zaginięcia ubrana była w czarną kurtkę, jeansowe spodnie koloru pomarańczowego, granatową bluzę marki “Reebok”, czarne obuwie sportowe z jaskrawymi sznurówkami. Miała przy sobie różowy plecak szkolny.
Żródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

W niedzielę rano, 19 kwietnia 2015 roku, 32-letnia instruktorka fitness, Aurélie Châtelain została znaleziona martwa w płonącym samochodzie niedaleko Paryża Tajemnicze morderstwo w pobliżu Paryża. W niedzielę rano w płonącym samochodzie znaleziono 32-letnią instruktorkę fitness z ranami postrzałowymi głowy. Śledczy ustalili, że kobieta nie miała wrogów, dlatego odnalezienie sprawcy, może okazać się wyjątkowo trudne.

– Jak wyjaśnić tę straszną śmierć 5-letniej córeczce, która ubóstwiała matkę najbardziej na świecie? – pyta na łamach dziennika Le Figaro ojciec zamordowanej brutalnie Aurélie Chatelain, 32-letniej tancerki i instruktorki fitness. – Moja córka wyjechała w sobotę wieczorem na tygodniowy kurs do Villejuif i już nie wróciła – dodaje zdruzgotany mężczyzna.

Śledczy sugerują, że wykrycie zabójjcy instruktorki będzie piekielnie trudne. Ta spokojna 32-latka, zaraz po przybyciu do hotelu w Clamart w sobotę wieczorem 18 kwietnia 2015 roku, umieściła entuzjastyczną wiadomość na Facebooku, w której radośnie poinformowała najbliższych, że znalazła odpowiedni hotel i jest bardzo zadowolona. Na drugi dzień rano została znaleziona martwa z trzema ranami postrzałowymi głowy. Jej auto stało w ogniu.

Według Le Figaro, płonący samochód Aurélie, Renault Scenic, stał na zakręcie tuż przed innym pojazdem w bardzo spokojnej dzielnicy domków jednorodzinnych w miejscowości Villejuif, niedaleko Paryża. Le Parisien donosi, że ciało kobiety zostało przemieszczone. Wskazują na to ślady krwi ofiary, która prawdopodobnie początkowo była w innej części pojazdu. Kto mógł się dopuścić tak brutalnego zabójstwa na młodej matce, która miała przed sobą jeszcze tyle planów?

– Całkowicie oddała się swojej pasji. Kochała sport i taniec. Chciała zrobić jeszcze wiele kursów – opowiada dziennikowi La Voix du Nord, Martine Duchet, prezes Stowarzyszenia Fitness GEA we Francji.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Policja szuka sprawców, którzy ostrzelali powiatową stację sanitarno-epidemiologiczną w Szczecinku. Na szybach i elewacji znaleziono 22 ślady po strzałach z broni śrutowej. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Do zajścia doszło w nocy w poniedziałek w Szczecinku. W stronę budynku oddano 22 strzały. Zniszczono elewację i okna. – Ktoś urządził sobie istną kanonadę – relacjonował reporter TVP Info, który był na miejscu zdarzenia.

Do ostrzału doszło po godzinach pracy urzędników, być może tylko dlatego nikt nie ucierpiał. Policja szuka sprawców. Uważa się, że mógł to być chuligański wybryk, bądź próba zastraszenia pracowników. – Nie sądzę, by ktoś miał powód do zemsty. Nie było takiej sytuacji by wyszedł z naszej instytucji niezadowolony interesant – powiedziała TVP Info Barbara Szysz dyrektorka Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Szczecińskiego. Wiadomo, że napastnicy strzelali z broni śrutowej, na którą nie trzeba mieć pozwolenia. Grozi im do 5 lat więzienia za zniszczenie mienia.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

W ataku terrorystycznym na Muzeum Narodowe Bardo w Tunisie zginęło 17 zagranicznych turystów. Wśród ofiar na pewno są Polacy. Najpierw mówiono o kilku, premier Tunezji w nocy powiedział, że zginął jeden nasz rodak. Jak mówił na antenie TVN 24 świadek wydarzeń, przewodnik polskich turystów Abdelwaheb Khedimi, “dwóch młodych ludzi w wieku 19-20 lat wtargnęło na teren muzeum Bardo. Byli ubrani po cywilnemu, jeden miał ciemną kurtkę”. – Przed wejściem do budynku z dużej torby wyjęli kałasznikowy i zaczęli strzelać do bezbronnych ludzi. Strzelali na oślep, nie potrafili opanować broni. W muzeum było około dwustu osób, część z nich zaczęła uciekać, gdyż zamachowcy nie mieli kontroli nad całym terenem – dodał.

Muzeum, jedna z największych atrakcji turystycznych stolicy Tunezji mieszcząca zbiory rzymskich mozaik, znajduje się tuż obok parlamentu. W środku przebywała m.in. 36-osobowa grupa z Polski. – Do Tunezji przyjechała 12 marca. Jej powrót do Warszawy planowany był na czwartek – mówił “Wyborczej” Piotr Henicz, wiceprezes biura podróży Itaka.

Telewizja CNN pokazała, jak ludzie będący na zewnątrz budynku na odgłos strzałów wbiegają do muzeum, myśląc, że tam będą bezpieczniejsi. Większość zdołano ewakuować tylnymi drzwiami. Na miejscu szybko pojawiły się siły specjalne. Nie minęły dwie godziny, gdy władze podały, że zamachowcy zginęli. Premier Habib Essid oznajmił, że trwa poszukiwanie dwóch–trzech wspólników.

Według premiera zginęło 19 osób, w tym 17 cudzoziemców – wśród nich Polacy, Włosi, Niemcy i Hiszpanie. Wieczorem tunezyjska telewizja podała, że liczba ofiar wzrosła do 22 (wliczając zamachowców). Tunezyjskie MSW twierdzi, że osiem osób zginęło przed budynkiem muzeum. Kolejne ofiary to zakładnicy rozstrzelani przez zamachowców w środku.

Rzecznik polskiego MSZ Marcin Wojciechowski początkowo mówił, że wśród zabitych mogło być czterech Polaków, ale potem nie chciał potwierdzić ostatecznej liczby. Wieczorem marszałek Sejmu Radosław Sikorski stwierdził, że zginęło siedmiu Polaków, choć też zastrzegał, iż to informacja nieoficjalna. Powiedział, że zostanie ogłoszona żałoba narodowa. Około północy premier Tunezji mówił o jednym zabitym Polaku. Tożsamość ostatniej z ofiar, w tym czasie, nie była jeszcze znana.

Rannych jest 11 Polaków. – Wszyscy przebywają w dwóch szpitalach. Trzy osoby przeszły operację. Mają rany postrzałowe i ortopedyczne – mówił rzecznik MSZ. Jak poinformował nas Henicz, ocalałe z zamachu osoby zabierze dziś samolot. Firma zawiesiła sprzedaż wycieczek do Tunezji.

Premier Ewa Kopacz zadeklarowała, że rząd pomoże w powrocie do kraju wszystkich chętnych. Wieczorem do Tunisu miał wylecieć zespół do pomocy polskim obywatelom: dwóch lekarzy, pięciu pracowników służby konsularnej, jedna osoba z centrum operacyjnego MSZ.

Niektórzy świadkowie twierdzą, że pierwotnym celem terrorystów był ulokowany po sąsiedzku parlament. Gdy nie udało im się tam dostać, zaczęli strzelać do turystów. Wczoraj posłowie mieli głosować nad nowym prawem ułatwiającym walkę z terroryzmem, co mogło sprowokować terrorystów do ataku właśnie w tym czasie. Budynek parlamentu ewakuowano.

Nie jest jasne, kto stał za zamachem, choć raczej nie ma wątpliwości, że byli to dżihadyści. Państwo Islamskie, najgroźniejsza grupa działająca w regionie, zapowiadało wcześniej ataki w Tunezji, a jeden z jego zwolenników napisał wczoraj na Twitterze, że to “dopiero początek” – choć nie musi to oznaczać, że to właśnie Państwo Islamskie jest za ten zamach odpowiedzialne. “Udany” zamach często miewa wielu ojców.

Jak cały region, Tunezja nie jest wolna od ekstremizmu islamskiego, ale od dawna nie urządzono tak krwawego ataku na turystów. W 2002 r. w zamachu bombowym na synagogę na Dżerbie zginęło 19 osób, w tym 11 Niemców. Do ataku przyznała się Al-Kaida. Dziś najwięcej zagranicznych bojowników w szeregach Państwa Islamskiego pochodzi właśnie z Tunezji. Polski MSZ przypomniał, że od dawna nie rekomenduje Polakom wyjazdów do Tunezji. Wczoraj premier Kopacz zobowiązała szefa dyplomacji do powtórzenia tej negatywnej rekomendacji, która dotyczy też Egiptu. Wieczorem w centrum Tunisu zgromadziły się tysiące ludzi, by zaprotestować przeciwko terroryzmowi.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Comments Brak komentarzy »

Podali się za policjantów, wsadzili go do samochodu i wywieźli za miasto. Tam, grożąc nu bronią, okradli go. Poszkodowany oszacował wartość straconego mienia na 70 tysięcy złotych. Policja poszukuje sprawców. Publikuje ich portrety pamięciowe. Jeżeli ktokolwiek rozpoznaje tych mężczyzn, proszony jest o kontakt z mundurowymi. Do tego nietypowego rozboju doszło 23 lutego w Warszawie. Do idącego chodnikiem w centrum stolicy 24-latka podeszło dwóch mężczyzn. Przedstawili się jako policjanci. Stwierdzili, że muszą go dowieźć na przesłuchanie, ponieważ może być powiązany z przestępstwem narkotykowym i musi złożyć wyjaśnienia. Po czym wsadzili go do samochodu i… wywieźli poza miasto.

- Z relacji pokrzywdzonego wynika, że na miejscu mężczyźni, grożąc mu przedmiotem przypominającym pistolet, zmusili go do oddania złotej biżuterii: łańcuszka, bransolety i zegarka, o łącznej wartości około 70 tysięcy złotych – mówi Onetowi komisarz Robert Szumiata ze śródmiejskiej komendy policji w Warszawie.

Potem przerażonego 24-latka odwieźli z powrotem do miasta. Na koniec grozili mu, ostrzegając, by nikomu o tym zdarzeniu nie mówił. Mimo to, po opuszczeniu ich auta, poszkodowany powiadomił o wszystkim policję. Na podstawie zeznań mężczyzny, sporządzone zostały portrety pamięciowe przestępców. Pokrzywdzony zapamiętał też, że sprawcy wywieźli go za miasto samochodem typu kombi, marki Daewoo, koloru ciemnego, o początkowych numerach rejestracyjnych WE.

Trzeba przyznać, że cała sprawa wygląda dość dziwnie. Wszystko wskazuje jednak na to, że poszkodowany nie został wytypowany przez bandytów przypadkowo. Jak ustalił Onet, 24-latek niedawno otrzymał dość duży spadek rodzinny. Przestępcy prawdopodobnie o tym wiedzieli.

Poza tym policjanci kilkakrotnie przesłuchiwali pokrzywdzonego, by wykluczyć tzw. zgłoszeniówkę, czyli przestępstwo, do którego w rzeczywistości nie doszło. W tego typu przypadkach zgłaszający powiadamiają zazwyczaj policjantów o rzekomej kradzieży, by wyłudzić odszkodowanie. Tu ten warunek nie został jednak spełniony – 24-latek nie ubezpieczył przedmiotów, które stracił. Śledztwo w tej sprawie trwa.

Policja poszukuje też przede wszystkim sprawców tego rozboju (za jego dokonanie przestępcom grozi nawet kilkanaście lat więzienia). Każdy, kto rozpoznaje mężczyzn z portretów pamięciowych lub ma informacje dotyczące wspomnianego zdarzenia, proszony jest o kontakt telefoniczny na numer 22 60 312 93 bądź osobisty z policjantami z wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu w siedzibie komendy przy ulicy Wilczej 21 w Warszawie. Informacje można przekazać także drogą elektroniczną, pisząc na adres: krp1warszawa@policja.waw.pl.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Setki skazanych za przestępstwa seksualne po wyjściu z więzienia znikają z policyjnych radarów – donosi BBC News, powołując się na policyjne statystyki. Brytyjska policja obecnie poszukuje niemal 400 takich przestępców, ponieważ ich miejsce pobytu nie jest znane. Nie publikuje jednak ich nazwisk z powodu ochrony danych osobowych i obawy o lincz.

Brytyjskie prawo nakłada na przestępców seksualnych obowiązek informowania władz o swoim miejscu zamieszkania, by można ich było monitorować. W Wielkiej Brytanii prowadzony jest rejestr skazanych za takie przestępstwa, m.in. gwałty czy pedofilię.

Poszukiwani od lat

W Wielkiej Brytanii poszukiwanych jest 396 przestępców seksualnych, którzy zniknęli z radarów policji. Wśród nich są poszukiwani m.in. od ponad dekady. W hrabstwie Gloucestershire jeden z poszukiwanych zniknął z policyjnych radarów w 2000 roku, inny w Nortumbrii zaginął w maju 2002 roku.

Zgodnie z policyjnymi statystykami, najwięcej poszukiwanych jest w Londynie, bo aż 167. Policja West Midlands i Greater Manchester poszukują odpowiednio 39 i 25 osób. Rzeczniczka Scotland Yard powiedziała, że ze względu na “zróżnicowaną kulturowo populację” stolicy “wiadomo lub podejrzewa się”, że duży odsetek przestępców seksualnych “żyje za granicą, wracając do kraju swojego pochodzenia”. Policja w Irlandii Północnej poszukuje obecnie trzech przestępców seksualnych. Z kolei w bazie szkockiej policji jest z kolei 4,775 tys. zarejestrowanych skazanych i – jak twierdzą służby – wszyscy meldują swoje miejsce pobytu.

Gwałciciele i pedofile

Sara Payne, której córka Sarah w 2000 roku została napadnięta i zabita przez skazanego wcześniej pedofila Roya Whitinga, powiedziała BBC News, że takie statystyki są nie do zaakceptowania. – Najwyższy czas powziąć poważne działania, aby przestępcy z powrotem wrócili na policyjny radar – oświadczyła. Walcząca z przestępstwami seksualnymi wobec dzieci organizacja charytatywna NSPCC stwierdziła, że liczby są “alarmujące”. Z jej własnych badań wynika, że jeden policjant odpowiedzialny jest za ponad 50 zarejestrowanych w bazie przestępców, w tym groźnych pedofilów i gwałcicieli.

Jon Brown z tej organizacji zwraca uwagę, że ponad połowa z zarejestrowanych to przestępcy skazani za gwałt popełniony na dzieciach, molestowanie seksualne nieletnich lub dziecięcą pornografię. – Większości z nich policja musi jedynie raz w roku złożyć wizytę po ich wyjściu z więzienia – wyjaśnił. BBC News pytał wszystkie z regionalnych policji w Wielkiej Brytanii. Żadna ze względu na ochronę danych osobowych i w obawie o lincz nie chce podać nazwisk poszukiwanych przestępców.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Policjanci z Jeleniej Góry szukają sprawców napadu na sklep spożywczy w Karpaczu. Jeśli rozpoznajecie osoby przedstawione na zdjęciach lub macie informację mogącą pomóc w ich zatrzymaniu, skontaktujcie się z funkcjonariuszami. Do napadu doszło 14 lutego, około godziny 23.55 w Karpaczu, przy ul. Nad Łomnicą. O napadzie oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze powiadomiła właścicielka sklepu. Z jej relacji wynikało, że tuż przed zamknięciem, do środka weszło trzech zamaskowanych mężczyzn. Jeden z nich rozbił szybę, natomiast drugi za pomocą przedmiotu przypominającego broń palną, sterroryzował kobietę.

Złodzieje ukradli szufladę z kasy fiskalnej razem z pieniędzmi. Trzeci ze sprawców z lodówki ukradł kilka butelek piwa. Jak ustalili funkcjonariusze, po napadzie mężczyźni uciekli w stronę stadionu w Karpaczu.

Rysopisy sprawców:

·Jeden z mężczyzn ubrany był w bluzę czarno – bordową z bordowym kapturem z charakterystycznym nadrukiem z przodu. W chwili napadu sprawca miał kaptur na głowie, twarz miał zasłoniętą chustką lub apaszką w kolorze zielonym. Miał ciemne spodnie. W ręku trzymał pałkę o długości około 40 cm.

·Drugi z napastników ubrany był w oliwkową kurtkę, na głowie miał jasny kaptur, wystający spod kurtki lub bluzy, ciemne spodnie. Miał on około 180 cm wzrostu, był wyższy i szczuplejszy od swoich kolegów. W ręku miał przedmiot przypominający broń. Miał włosy krótkie, jasne blond.

·Trzeci z mężczyzn ubrany był w ciemną kurtkę z kapturem, ciemne spodnie, miał krótkie włosy. W chwili napadu kaptur miał założony na głowę.

Napastnicy mogli być w wieku około 14 – 20 lat.

Wszystkie osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje na temat napadu proszone są o kontakt bezpośrednio z Wydziałem Kryminalnym Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze pod nr tel. 75/75 -20-274, 75/75-20-203 bądź na numer alarmowy policji 997.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »