Policjanci zatrzymali poszukiwanych. Jeden z nich ukrywał się 17 lat

Policjanci z Sekcji Poszukiwań i Identyfikacji Osób KWP zs. w Radomiu zatrzymali czterech poszukiwanych przez lata mężczyzn. Wszyscy podejrzani są o poważne przestępstwa. Ukrywali się za granicą. Jeden z nich od 17 lat. Wszyscy trafili już do więzienia. To kolejny sukces na koncie policjantów z Sekcji Poszukiwań i Identyfikacji Osób Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu. To oni ścigają najgroźniejszych przestępców z województwa mazowieckiego, zwłaszcza tych, którzy od lat wydają się być nieuchwytni. Nie ma dnia, by policjanci nie wykreślili z swojej listy kolejnych poszukiwanych osób, tym razem za zniszczenie mienia, przywłaszczenie mienia czy też wymuszenia rozbójnicze.

Tak było w ostatnich tygodniach, kiedy to policjanci zatrzymali czterech poszukiwanych. Mężczyźni ukrywali się za granicami Polski, m.in. we Francji i Niemczech, gdzie pracowali.

Pierwszym z zatrzymanych był 43-latek z Ostrołęki, który był poszukiwany listem gończym wydanym przez prokuraturę w Mińsku Mazowieckim. Mężczyzna ukrywał się od 6 lat. Został zatrzymany na terenie Pruszkowa, gdy wychodził z wynajmowanego domu. Był kompletnie zaskoczony zatrzymaniem. Do więzienia trafił także drugi ostrołęczanin (42 lata), który od roku poszukiwany był przez sąd w Ostrowi Mazowieckiej. Mężczyzna został zatrzymany na terenie Ostrowi.

Od czterech lat przez sąd w Wadowicach poszukiwany był 41-letni radomianin. Został zatrzymany kilka dni temu w Poznaniu. Aż 17 lat ukrywał się natomiast 57-latek z Radomia. Poszukiwany był przez prokuraturę w Radomiu. Został zatrzymany przez „poszukiwaczy” w minioną środę w Zgorzelcu. Mężczyzna wrócił do Polski z Francji, gdzie, jak sam mówił policjantom m.in. służył w Legii Cudzoziemskiej.

Sekcja Poszukiwań i Identyfikacji Osób istnieje już 4 lata. Swoją podległością należy do struktury Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Lublin: Trwają poszukiwania sprawcy, który powiesił psa na drzewie

W Lublinie nieznany sprawca powiesił na drzewie psa. Policjanci poszukują osoby odpowiedzialnej za bestialski czyn. Obrońcy zwierząt zbierają pieniądze na nagrodę za pomoc w ujęciu oprawcy – donosi „Dziennik Wschodni”. Zwłoki psa znajdowały się w zagajniku u zbiegu ulic Świętochowskiego, Żeglarskiej i Powojowej. Jak pisze „Dziennik Wschodni”, widok był makabryczny.

„Pies został uduszony za pomocą dwóch opasek uciskowych. Sprawca zawiesił zwierzę na drzewie za pomocą przytwierdzonego do opasek odblaskowego cienkiego sznurka” – czytamy.

Sprawą zajmuje się policja, przeprowadzono oględziny i zabezpieczono ślady. Zostanie przeprowadzona sekcja zwłok psa. Nie wiadomo bowiem, czy pies jeszcze żył, kiedy oprawca wieszał go na drzewie, czy też zabił zwierzę wcześniej.

Policja apeluje o pomoc w wykryciu sprawcy. Informatorom zapewnia się anonimowość.

W ustaleniu i zatrzymaniu sprawcy stara się pomóc Fundacja EX LEGE, która zbiera pieniądze na nagrodę za wskazanie sprawcy. Zbiórka 10 tysięcy zł jest prowadzona poprzez internetowy portal ratujemyzwierzaki.pl (pod tytułem „Egzekucja”).

Za zabicie psa grozi kara do 3 lat więzienia, a w przypadku dokonania tego czynu ze szczególnym okrucieństwem – do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest wniosek o areszt poszukiwawczy dla podejrzanego o śmiertelne pobicie zapaśnika Dominika Sikory

Policjanci z Poznania wciąż poszukują Olgierda Michalskiego (42 l.) podejrzanego o pobicie zapaśnika Dominika Sikory († 29 l.) ze skutkiem śmiertelnym. Cały czas trwa procedura uzyskania listu gończego za mężczyzną. Jednym z jej etapów jest wniosek o areszt poszukiwawczy, który właśnie został złożony w poznańskim sądzie.

Wniosek o areszt poszukiwawczy 42-letniego Olgierda Michalskiego trafił w środę 12 lutego do Sądu Rejonowego Poznań-Stare Miasto – informuje portal TVN24. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w czwartek i jest niezbędna do wydania listu gończego. Ten jest w tym przypadku niezbędny. Z informacji śledczych wynika, że Olgierd Michalski może przebywać w Szwajcarii, gdzie mieszka jego dziewczyna. Wydanie listu gończego za mężczyzną umożliwi poznańskim policjantom poszukiwania 42-latka za granicą.

– Podstawą wniosku są zarzuty spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego następstwem jest śmierć Dominika Sikory. Za ten czyn może mu grozić nawet dożywocie – przekazuje tvn24.pl.

Przypomnijmy, że Olgierd Michalski jest podejrzewany o pobicie zapaśnika Dominika Sikory ze skutkiem śmiertelnym. Do tych tragicznych wydarzeń doszło w nocy z 25 na 26 stycznia. 29-latek bawił się wówczas w jednym z klubów na Starym Rynku w Poznaniu. Gdy wyszedł z lokalu, został zaatakowany i nieprzytomny trafił do szpitala z ciężkimi obrażeniami głowy. Zmarł 31 stycznia.

Zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu. Na nagrani widać, jak Sikora stoi przed klubem z grupką ludzi. W pewnym momencie większy od niego mężczyzna zadaje mu jeden cios w twarz. Dominik upadł na ziemię, uderzając głową w brukowany chodnik. Nikt nie udzielił mu pomocy, gdy leżał nieprzytomny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Znaleziono ciało zaginionego 33-latka

Tragedia w Małym Płocku (woj. podlaskie). W nocy z 1 na 2 lutego w jednej ze studni znaleziono ciało 33-latka. Mężczyzna był najprawdopodobniej mieszkańcem Kolna. Jak nieoficjalnie dowiedział się Polsat News, mężczyzna był wcześniej poszukiwany przez policję w związku ze zgłoszeniem o zaginięciu. Sprawę bada prokuratura. Do zdarzenia doszło w Małym Płocku, w powiecie kolnieńskim. O wypadku policjanci zostali zaalarmowani po 23:00. – Strażacy po wypompowaniu wody ze studni na jednej z posesji wydobyli ciało mężczyzny w wieku 33 lat – informuje Marcin Gawryluk z zespołu prasowego podlaskiej policji.

Jak nieoficjalnie dowiedziało się Polskie Radio Białystok, 33-latek był poszukiwany po tym, kiedy jego rodzina zgłosiła zaginięcie. Mężczyzna miał być także poszukiwany przez funkcjonariuszy w celu odbycia kary. Oprócz tego miał także poważne problemy ze wzrokiem. W czasie kiedy wpadł do studni, mógł być pod wpływem alkoholu.

Śledztwo w sprawie śmierci mężczyzny prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kolnie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Warszawa: Biały proszek w kopercie. Alarm i ewakuacja Urzędu Dzielnicy Bielany

Kilkadziesiąt osób zostało ewakuowanych, a jedna trafiła do szpitala po tym, jak z jednej z kopert, które przyszły do Urzędu Dzielnicy Bielany w Warszawie, wysypał się biały proszek. Jednocześnie pojawiło się ostrzeżenie o podłożonym ładunku wybuchowym. Na szczęście alarm okazał się fałszywy. Policja szuka „dowcipnisia”. Grozi mu nawet osiem lat więzienia.

Wszystko wydarzyło się dziś tuż przed południem w siedzibie Urzędu Dzielnicy Bielany przy ul. Żeromskiego 29 w Warszawie. – Podczas otwierania jednej z kopert, która przyszła do kancelarii urzędu, wysypał się z niej biały proszek. W związku z tym, że nie wiadomo było, co to za substancja, natychmiast wdrożyliśmy procedury bezpieczeństwa i wezwaliśmy straż pożarną, policję i sanepid – mówi Onetowi Magdalena Borek, pełniąca obowiązki rzecznika prasowego Urzędu Dzielnicy Bielany.

Służby szybko pojawiły się na miejscu. Na początku odizolowano tę część urzędu, w którym znajdowała się podejrzana przesyłka. Potem, w związku z tym, że w liście znajdowało się też ostrzeżenie o ładunku wybuchowym podłożonym w budynku, podjęto jednak decyzję o ewakuacji wszystkich pracowników i petentów. W sumie z budynku wyprowadzonych zostało kilkadziesiąt osób. Potem sprawdzono go pod kątem pirotechnicznym.

– Osoba, która miała styczność z proszkiem, została przewieziona do szpitala na badania. Służby natomiast sprawdziły, czy substancja z przesyłki jest niebezpieczna. Po wstępnych oględzinach nie stwierdzono, by była groźna dla życia lub zdrowia, ale zostanie ona jeszcze zbadana w laboratorium – mówi nam aspirant Kamila Szulc z bielańskiej policji.

Cała akcja zakończyła się ok. godz. 15.30. Otwarto zostało jeszcze biuro podawcze, by petenci mieli możliwość złożenia dokumentów i załatwienia innych spraw. Policja natomiast szuka „dowcipnisia”, który wysłał kopertę z białym proszkiem. Za wywołanie fałszywego alarmu może mu grozić nawet osiem lat więzienia.
Źródło info i foto: onet.pl

Bułgaria: Prokuratura zarzuciła trzem rosyjskim obywatelom próbę zabójstwa biznesmena. „Takie same objawy jak u Skripala”

Bułgarska prokuratura zarzuciła trzem rosyjskim obywatelom próbę zabójstwa biznesmena z branży zbrojeniowej Emiliana Gebrewa – poinformowała w czwartek służba prasowa tej instytucji. Wydano międzynarodowe nakazy aresztowania. Według komunikatu prokuratury w okresie od 28 kwietnia do 4 maja 2015 r. obywatele rosyjscy próbowali otruć za pomocą niezidentyfikowanych środków fosforoorganicznych Gebrewa, jego syna oraz partnera biznesowego.

W komunikacie nie zostały podane nazwiska Rosjan. Poinformowano, że oprócz nakazów aresztowania złożono podania o międzynarodowy list gończy z ekstradycją. Informację podano w systemie Schengen. Są oni poszukiwani czerwoną notą w systemie Interpolu. Wcześniej prokuratura podała, że chodzi o osoby związane z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

Dwa dni temu prokuratura udostępniła zdjęcia z kamer w garażu Gebrewa, na których widać mężczyznę zbliżającego się do samochodu biznesmena.

W kwietniu 2015 roku Gebrew po oficjalnej kolacji źle się poczuł i stracił przytomność. Mniej więcej w tym samym czasie podobne objawy zaobserwowano u jego syna. Następnego dnia Gebrew został przyjęty do szpitala, gdzie spędził 20 dni.

Po pojawieniu się w mediach wiadomości o próbie otrucia byłego agenta GRU Siergieja Skripala w angielskim Salisbury w 2018 r., Gebrew twierdził, że miał takie same objawy. W maju 2015 roku wszczęto w Bułgarii dochodzenie w tej sprawie, przesłuchano świadków i przeprowadzono rewizje w domach ofiar i w odwiedzanych przez nie restauracjach.

Dochodzenie umorzono w kwietniu 2016 roku z powodu niewykrycia sprawców, jednak wznowiono je w październiku 2018 roku po otrzymaniu przez prokuraturę listu Gebrewa, w którym biznesmen utrzymywał, że „ma podstawy uważać, iż (w 2015 r.) został otruty środkiem z grupy Nowiczok”.

Jednocześnie jesienią 2019 r. brytyjski portal Bellingcat podał, że w próbę otrucia paralityczno-drgawkowym środkiem bułgarskiego biznesmena, jego syna i kolegi było zamieszane GRU. Zdaniem portalu w sprawę było zamieszanych trzech rosyjskich agentów, których tożsamość udało się ustalić. Bułgarska prokuratura potwierdziła terminy pobytu Rosjan w Bułgarii, które zbiegają się z próbą zamachu na biznesmena.

Według Gebrewa, który jest właścicielem dużych zakładów zbrojeniowych Emko i Dunarit, przyczyną próby jego otrucia przez GRU mógł być eksport broni dla Ukrainy.
Źródło info i foto: TVP.info

Berlin: Strzelanina w pobliżu Checkpoint Charlie. Trwają poszukiwania sprawcy

W środę 30 grudnia w Berlinie doszło do strzelaniny, poinformowała policja w Twitterze. Nieznany napastnik kilka razy wystrzelił w jednym ze sklepów, po czym uciekł. Trwa obława. Do strzelaniny doszło w pobliżu Checkpoint Charlie.

„Według najnowszych danych nieznany oddał kilka strzałów w jednym ze sklepów” – poinformowała policja w Twitterze. Nie sprecyzowano, czy ktoś ucierpiał w wyniku incydentu.

„Sytuacja jest pod kontrolą” – zaznaczono.

​Zamknięte dla ruchu skrzyżowanie ulic Friedrichstraße i Kochstraße. Trwa dochodzenie policji.
Źródło info i foto: pl.sputniknews.com

Policja szuka dwóch mężczyzn, którzy obrabowali bankomat na osiedlu Retkinia w Łodzi

Policja szuka dwóch mężczyzn, którzy wysadzili bankomat na osiedlu Retkinia w Łodzi i ukradli z niego kasetę z pieniędzmi. Sprawcy uciekli autem, które potem spalili w lesie za Pabianicami. Do zdarzenia doszło w sobotę o godz. 3.00 na osiedlu Retkinia. Nieznani sprawcy wysadzili bankomat przy ul. Armii Krajowej, zabrali z niego jedną z kilku kaset z pieniędzmi, a następnie uciekli samochodem marki Audi.

– Jak wynika z zapisów monitoringu, dwaj mężczyźni odjechali w kierunku Pabianic. Około godz. 6.00 straż pożarna poinformowała policję o wezwaniu do płonącego pojazdu w lesie w miejscowości Dłutówek. Wszystko wskazuje na to, że było to audi, którym uciekli sprawcy włamania do bankomatu – poinformował PAP asp. szt. Radosław Gwis z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Na miejscu pożaru przeprowadzono policyjne oględziny. Przypuszcza się, że po podpaleniu audi, najprawdopodobniej kradzionego, włamywacze oddalili się innym pojazdem.

Gwis podał, że sprawcom kradzieży z włamaniem grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Płock: Trwają poszukiwania sprawców, którzy wysadzili bankomat

Policja poszukuje sprawcy bądź sprawców, którzy w nocy z soboty na niedzielę wysadzili bankomat w sklepie jednej z sieci handlowych w Płocku (Mazowieckie). Z wysadzonego bankomatu skradziono znaczną część pieniędzy – podała policja.

Jak poinformował st. asp. Norbert Cibor z zespołu prasowego mazowieckiej policji, do zdarzenia doszło ok. godz. 3.35 w nocy z soboty na niedzielę w sklepie znajdującym się w kompleksie handlowym przy Trasie ks. Jerzego Popiełuszki w Płocku, prowadzącej na most im. Solidarności.

O zdarzeniu powiadomili policję pracownicy ochrony. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że po wysadzeniu bankomatu skradziona została znaczna część pieniędzy. Na miejscu zdarzenia cały czas pracują funkcjonariusze, którzy zabezpieczają ślady przestępstwa – powiedział Cibor. Jak zaznaczył, ustalane są szczegółowo okoliczności zdarzenia; „poszukiwani są sprawcy bądź sprawca tego przestępstwa”.

Na chwilę obecną nie wiemy jeszcze jaka kwota pieniędzy została skradziona. Pieniądze znajdowały się kasetach. Dokładna suma ustalana jest wraz z pracownikami banku – dodał Cibor.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Brutalne pobicie na Ursynowie. Pobili mężczyznę i ukradli 300 tys. złotych

Do ataku doszło na ul. Miklaszewskiego na Ursynowie. Trzej napastnicy napadli na mężczyznę przy klatce schodowej jednego z bloków. Nieoficjalnie wiadomo, że ukradli mu 300 tys. zł. Ofiara trafiła do szpitala. Nadal trwają poszukiwania sprawców.

Dramatyczne sceny rozegrały się w piątek przed godz. 20.00 na osiedlu Imielin. Mężczyzna jest przedsiębiorcą i wracał do domu. Miał przy sobie 300 tys. zł. – nieoficjalnie dowiedział się portal haloursynow.pl. Przed blokiem wysiadł z dostawczego Fiata Dobro. Wtedy napadło na niego trzech zamaskowanych mężczyzn. Na pomoc biznesmenowi ruszył syn, doszło do bójki. Napastnicy użyli gazu łzawiącego, wyrwali mężczyźnie pieniądze i uciekli. Ofiara z obrażeniami głowy trafiła do szpitala.

Sprawcy napadu uciekli prawdopodobnie srebrnym bmw. W nocy trwała policyjna obława za bandytami. Nadal nie odnaleziono sprawców napadu – dowiedzieliśmy się w sobotę rano.

– Czynności nadal trwają, na tym etapie postępowania nie udzielamy szczegółowych informacji – powiedział Wirtualnej Polsce asp.sztab. Tomasz Oleszczuk KSP.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl