Rumia: Zwłoki ciężarnej kobiety w jednym z mieszkań. Policja szuka podejrzanego

Fot. Damian Klamka/East News. n/z: policyjny radiowoz

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wyjaśnia okoliczności śmierci mieszkanki Rumi w województwie pomorskim. Zwłoki ciężarnej kobiety odnaleziono w jednym z mieszkań na terenie miasta. Zwłoki 37-latki w ciąży odnaleziono w Rumi we wtorek. Wyjaśnieniem okoliczności śmierci kobiety zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. 

Prokurator Mariusz Duszyński w rozmowie z ”Faktem” potwierdził, że postępowanie jest prowadzone w sprawie zabójstwa. – Mamy podejrzanego, które do tej pory nie został zatrzymany. Szuka go policja. Do sądu skierowany został wniosek o jego aresztowanie, a także wystawienie listu gończego – przekazał. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Pacjent z podejrzeniem koronawirusa zaatakował nożem załogę karetki. Trwają poszukiwania sprawcy

Osiem ciosów nożem w klatkę piersiową zadał ratownikowi z karetki pogotowia pacjent z podejrzeniem koronawirusa. Mężczyzna odbywał kwarantannę. Z powodu problemów psychicznych pogotowie wiozło go właśnie do szpitala. Zaatakował na podlegnickim odcinku autostrady A4.

W nocy z wtorku na środę ratownicy medyczni z Kłodzka transportowali pacjenta do oddziału psychiatrycznego zakaźnego.

– Około godz. 2 w karetce znajdującej się na 73. kilometrze autostrady A4 rozegrał się dramat. Ratownik medyczny został zaatakowany nożem przez pacjenta. Karetka zatrzymała się na zjeździe z autostrady. Pacjent po zadaniu około ośmiu ciosów w klatkę piersiową zbiegł z karetki o czym powiadomiono policję – informuje Zespół Ratownictwa Medycznego w Chojnowie.

Policja musiała zamknąć autostradę. Na miejsce został wysłany śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Ranny ratownik medyczny został przewieziony do szpitala w Bolesławcu, gdzie został operowany.
– Piotrek czuje się dobrze – dodają ratownicy.

Trwają poszukiwania pacjenta.
Źródło info i foto: gazetawroclawska.pl

Policjanci nie zastali w domu bossa „wnuczkowej mafii”. Będzie list gończy

Funkcjonariusze policji w środę (25 marca) rano przekazali do sądu materiały wskazujące na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” listem gończym. „Hoss” specjalizował się w przestępstwach metodą „na wnuczka”. Jak poinformował mł. insp. Andrzej Borowiak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, funkcjonariusze we wtorek, po otrzymaniu dokumentacji z sądu, podjęli próbę zatrzymania „Hossa”.

„Nakaz zatrzymania nie mógł zostać zrealizowany. Arkadiusz Ł. nie przebywał pod adresem wskazanym sądowi. Dlatego w środę rano funkcjonariusze pojechali do sądu, by dostarczyć dokumentację wskazującą na konieczność poszukiwania Arkadiusza Ł. listem gończym” – powiedział Borowiak.

Jak wyjaśniał we wtorek sędzia Aleksander Brzozowski z Sądu Okręgowego w Poznaniu, w przypadku braku możliwości zatrzymania „Hossa” w miejscu, w którym miał przebywać, zostanie za nim wydany list gończy.

Areszt międzyinstancyjny

Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił w poniedziałek wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie o zastosowanie wobec Arkadiusza Ł. ps. „Hoss” tymczasowego aresztu międzyinstancyjnego w związku z wyrokiem, który wobec „Hossa” został orzeczony we wrześniu ubiegłego roku.

„We wrześniu w sprawie ‚Hossa’ została orzeczona nieprawomocnie kara siedmiu lat pozbawienia wolności, czyli kara surowa. Obecnie jest rozpoznawana apelacja. Sposób jej rozpoznania będzie miał bezpośrednie przełożenie na postępowanie, które zostało umorzone w ubiegłym tygodniu” – wyjaśniła w poniedziałek prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

„Żeby zabezpieczyć wykonanie kary, prokurator wniósł o zastosowanie międzyinstancyjnego aresztu tymczasowego, uzasadniając wniosek wysokim prawdopodobieństwem prawomocnego orzeczenia kary siedmiu lat pozbawienia wolności, a także uzasadnioną obawą, że oskarżony będzie uciekał, ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości” – dodała prok. Chyr.

Prokurator przypominała, że „Hoss” zachowywał się w opisany sposób „na gruncie sprawy, która została właśnie umorzona”.

„Sąd Okręgowy w Poznaniu uwzględnił wniosek. Zgodził się, że to, jak się oskarżony zachowuje w kontaktach z organami ścigania, jest przesłanką do zastosowania tymczasowego aresztowania. Areszt został zastosowany na okres sześciu miesięcy” – dodała.

Ten okres aresztowania powinien wystarczyć do rozpoznania apelacji od wrześniowego wyroku, którą wniosły strony.

Zażalenie na decyzję z 18 marca

Prokuratura Okręgowa w Warszawie przygotowuje także zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu, podjętą 18 marca.

Jak wyjaśniał w minionym tygodniu sędzia Aleksander Brzozowski, „18 marca sąd umorzył wobec Arkadiusza Ł. postępowanie z uwagi na to, że czyny, które zostały zarzucone oskarżonemu w tym postępowaniu, zawierają się w okresie, który został osądzony przez Sąd Okręgowy w Poznaniu we wrześniu ubiegłego roku. Sąd wówczas przyjął koncepcję czynu ciągłego, czyli dane zachowania, w tym przypadku oszustwa, popełnione w jednym czasie, uznał za jeden czyn. Nowy akt oskarżenia obejmuje takie same zachowania, popełnione tą samą metodą, w tym samym czasie. Jest to okres zamknięty i wszystkie czyny z tego okresu uznaje się za osądzone, nawet jeżeli organy ścigania ujawniły je później. W związku z umorzeniem postępowania sąd podjął decyzję o zwolnieniu Arkadiusza Ł. z aresztu” – poinformował sędzia Brzozowski.

„Król wnuczkowej mafii”

„Hoss” został nieprawomocnie skazany we wrześniu ub.r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu na siedem lat więzienia za oszustwa dokonane metodą „na wnuczka”. Proces „króla wnuczkowej mafii” trwał ponad dwa lata. Śledczy zarzucali mu udział w grupie przestępczej i wyłudzenie lub próbę wyłudzenia w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu – w latach 2012-2014 – w sumie kilku milionów złotych w różnych walutach oraz kosztowności: biżuterii, złota i złotych monet.

Ofiarami były głównie osoby w podeszłym wieku, często samotne. Mężczyzna wprowadzał seniorów w błąd, pozorując bliskie pokrewieństwo lub znajomość z nimi. Miał też podawać się m.in. za funkcjonariusza policji.

Na ławie oskarżonych Hoss zasiadł razem ze swoim bratem. Adam P. został skazany na sześć lat pozbawienia wolności. Sąd nakazał im również naprawienie szkody oraz pokrycie kosztów sądowych. Żaden z mężczyzn nie był w tej sprawie pozbawiony wolności. Po zatrzymaniach w 2015 roku obaj poszli na współpracę z prokuraturą, przyznali się do przestępstw i zgodzili się dobrowolnie poddać karze, wpłacili także poręczenia majątkowe. Z ugody wycofali się dopiero na etapie postępowania sądowego.

Ponowne zatrzymanie

W lutym 2017 roku „Hoss” został ponownie zatrzymany na warszawskiej Woli przez Centralne Biuro Śledcze Policji na podstawie materiałów zebranych przez warszawską prokuraturę. Nowe zarzuty dotyczyły wyłudzeń na blisko 1,6 mln złotych w latach 2012-2014.

Sprawa nabrała rozgłosu, bo Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji połączony z poręczeniem majątkowym. Wkrótce po tej decyzji „Hoss” zniknął, a prokuratura wytknęła sądowi, że przekroczył czas 24 godzin, jaki miał na zbadanie wniosku i decyzję. Śledczy wnieśli też do sądu odwoławczego o zmianę decyzji i aresztowanie „Hossa”.

W sprawie głos zabrał także Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, podkreślając, że „przestępca, który grasuje ze swoją szajką w całej Europie, okradając starszych ludzi z oszczędności ich życia, nie powinien się dłużej cieszyć wolnością”.

Ukrywał się w wynajętym mieszkaniu

Arkadiusz Ł. został zatrzymany po miesiącu poszukiwań. Ukrywał się na stołecznym Żoliborzu w wynajętym mieszkaniu. Ujęli go funkcjonariusze z policyjnego Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania. „Hoss” był w tej sprawie aresztowany od 17 marca 2017 roku.

Jesienią ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie oskarżyła Arkadiusza Ł. Sprawa początkowo trafiła do Sądu Okręgowego w Warszawie, a następnie decyzją sądu apelacyjnego, przekazana do rozpoznania przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Jej finałem była decyzja z 18 marca o umorzeniu postępowania.
Źródło info i foto: interia.pl

Napad na księdza w Brennej. Trwają poszukiwania sprawców

Cieszyńska policja poszukuje sprawców napadu na proboszcza katolickiej parafii w Brennej. Rzecznik policji w Cieszynie asp. Krzysztof Pawlik poinformował w sobotę, że duchowny został obezwładniony i okradziony.

„Ksiądz został zaatakowany na terenie parafii. Doszło do tego w czwartek wieczorem. Napastnicy, po obezwładnieniu proboszcza, zabrali niewielką gotówkę i drobny sprzęt. Zdarzenie zostało zakwalifikowane jako rozbój” – powiedział asp. Pawlik.

Policja nie podała szczegółów zdarzenia. Rzecznik poinformował jedynie, że sprawców jeszcze nie zatrzymano.
Źródło info i foto: interia.pl

Mielec: Pacjentka z podejrzeniem zakażenia koronawirusem uciekła ze szpitala. Policja prowadzi poszukiwania

Mieszkanka Mielca (Podkarpacie) została przewieziona do szpitala z objawami choroby. Powiedziała, że miała kontakt z mieszkańcem kraju tzw. „strefy czerwonej”, więc skierowano ją na oddział zakaźny. Kobieta jednak wyszła z placówki. Na poszukiwania ruszyli policjanci.

Chora została przewieziona karetką na SOR w sobotę. – Miała kaszel i katar, ale bez gorączki. Powiedziała jednak, że miała kontakt z mieszkańcem kraju „strefy czerwonej”, chyba Tajlandii, więc skierowano ją na oddział zakaźny – tłumaczy Urszula Chmura, rzeczniczka prasowa mieleckiej policji.

Czerwona strefa oznacza, że w danym miejscu obowiązuje kwarantanna.

Kombinezony i specjalny radiowóz

Mieszkanka Mielca, jak relacjonuje policjantka, zamiast udać się na oddział zakaźny po prostu wyszła ze szpitala. Kiedy lekarze zorientowali się co się stało, wezwali policję. – Kobieta udała się do miasta. Została zatrzymana kilkanaście minut później na jednym z osiedli – przekazuje Chmura.

Rzeczniczka policji uspokaja, że policjanci biorący udział w akcji byli ubrani w kombinezony. W każdej jednostce policji jest też radiowóz przeznaczony specjalnie do zadań „koronawirusowych” i właśnie takim pojazdem pacjentka została odwieziona z powrotem do szpitala.

Mieszkanka Mielca została przebadana na obecność koronawirusa, zakażenia nie stwierdzono.

Jak tłumaczy Chmura, „uciekinierce” nic nie grozi za tę eskapadę. – Ta pani nie była oficjalnie osobą zakażoną, nie była objęta kwarantanną – wyjaśnia rzeczniczka. W przypadku złamania rygoru kwarantanny grozi do pięciu tysięcy złotych grzywny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Co odkryto w czasie przeszukań terenów działkowych w Sopocie

Ta sprawa od niemal 10 lat spędza sen z powiek śledczym. Od lipca 2010 roku nie udało im się ustalić, co stało się z Iwoną Wieczorek. Dziewczyna zniknęła po kłótni ze znajomymi, z którymi bawiła się w jednej z dyskotek w Sopocie. Nigdy nie znaleziono nawet śladu po niej. Teraz prokuratura postanowiła wznowić poszukiwania gdańszczanki. Kilkudziesięciu policjantów, ramię w ramię, już drugi dzień przeczesuje ogródki działkowe przy ul. Reja w Sopocie.

– Potwierdzam, że prowadzone jest przeszukiwanie terenu w Sopocie – przyznaje w rozmowie z Faktem Ewa Bialik z Prokuratury Krajowej. – Ze względu na dobro śledztwa nic więcej nie mogę w tej sprawie zdradzić.

Na miejscu jest kilkudziesięciu policjantów. Przy użyciu specjalnego sprzętu, dronów, georadarów i długich prętów do pobierania próbek z ziemi przeczesują teren. W czwartek skupiali się na jednej z działek. To ogródek dziadków kolegi, z którym feralnej nocy na imprezie bawiła się Iwona. Na działce byli tuż przed pójściem na dyskotekę.

– To miejsce już policja przeszukiwała – mówi nam sopocianin, który obok ma działkę. – Pamiętam to, wtedy nic nie znaleziono.

Nieoficjalnie: znaleziono fragment bielizny

Czy tym razem będzie inaczej? Od niedawna sprawą zajmuje się nowy prokurator, czy dopatrzył się czegoś nowego w aktach sprawy? Czy wówczas popełniono jakiś błąd? Od marca zeszłego roku sprawą zajmuje się Departament do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, czyli Archiwum X. Taka była decyzja śledczych z Prokuratury Krajowej. Czy coś znaleziono? Tego śledczy oficjalnie na razie nie chcą zdradzić. Przyznają, że to mogłoby sprawić, że sprawca będzie utrudniał śledztwo.

W piętek 6 marca policjanci znów pojawili się w Sopocie z samego rana. Tym razem przeszukują więcej ogródków, zaglądają też do oczek wodnych i studzienek kanalizacyjnych. Cały teren został odgrodzony. Obok postawiono specjalny namiot, a niektórzy z policjantów pracują w specjalnych kombinezonach. RMF FM podaje nieoficjalnie, że w jednym ze stawków znaleziono fragment bielizny. Ma on zostać poddany badaniom DNA. Po południu na miejsce przyjechali strażacy. Wszystko wskazuje na to, że specjalną pompą będą wypompowywać wodę z przeczesywanych miejsc.

Mama Iwony Wieczorek: wierzę w rozwiązanie zagadki

– Wierzę, że Archiwum X rozwiąże zagadkę zaginięcia mojej córki, kto jak nie oni? Przecież wyjaśnili już tyle spraw – mówi Faktowi Iwona Kinda, mama zaginionej, która o policyjnej akcji dowiedziała się od nas. – Odnalezienie Iwonki to sens mojego życia. Co prawda to miejsce było już przeszukiwane, ale być może znaleźli w aktach sprawy jakiś nowy trop – dodaje.

Poszukiwaniom sceptycznie przygląda się natomiast znany dziennikarz śledczy Janusz Szostak, który prowadzi własne śledztwo w tej sprawie. – Nie sądzę, by tam coś znaleźli – twierdzi. Zdaniem Janusza Szostaka, autora książki „Co się stało z Iwoną Wieczorek” są małe szanse na odnalezienie Iwony Wieczorek w tym miejscu.

– To miejsce było już przeszukiwane. To tam działkę mieli dziadkowie kolegi, z którym na imprezę w dniu zaginięcia poszła Iwona. Ale nie miał on motywu, by ją zamordować. Krótko się znali, byli sobie obojętni – mówi Faktowi dziennikarz. – Chyba że pojawiły się jakieś nowe okoliczności albo zeznania kogoś, kto chciał obciążyć tego chłopaka – zaznacza.

Chodzi o Pawła P., z którym Iwona poszła na imprezę. Podobno spotkała się z nim tylko po to, by wzbudzić zazdrość w chłopaku, z którym chwilę wcześniej się rozstała. To od niego mama Iwony dowiedziała się o zaginięciu córki, potem chłopak uczestniczył w poszukiwaniach dziewczyny. Nie wszyscy jednak wierzyli wtedy w jego niewinność, chociaż jego udział w zaginięciu Iwony nigdy nie został potwierdzony.

KALENDARIUM ZAGINIĘCIA IWONY WIECZOREK:

Noc z 16 na 17 lipca 2010 roku

To wtedy zaginęła Iwona Wieczorek. Po kłótni ze znajomymi postanowiła opuścić dyskotekę w Sopocie i na piechotę wrócić do domu w Gdańsku Jelitkowie. Kamery monitoringu po raz ostatni zarejestrowały ją w Gdańsku Jelitkowie tuz przy wejściu na plażę. Była godzina 4.12. Szedł wtedy za nią mężczyzna z ręcznikiem, którego nigdy nie odnaleziono. W poszukiwaniach 19 latki brali udział policjanci, a nawet jasnowidz i prywatni detektywi. Do tej pory nie natrafiono na żaden ślad. Nie pomogły nawet wysokie nagrody proponowane za informacje o zaginionej.

Styczeń 2012 roku

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zdecydowała o umorzeniu sprawy zaginięcia gdańszczanki. Jednocześnie śledczy zapewniali, że jeśli tylko pojawią się nowe okoliczności w tej sprawie to wznowią postępowanie.

Marzec 2019 roku

Akta sprawy trafiły do Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Krakowie, czyli Archiwum X. Taka była decyzja śledczych krajowych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Trzeci dzień pracy służb na ogródkach działkowych w Sopocie

To już trzeci dzień gdy policja przeszukuje ogródki działkowe w Sopocie. Chodzi o sprawę zaginionej przed laty Iwony Wieczorek. W piątek znaleziono kawałek materiału, mogący być fragmentem bielizny. Nie wiadomo jednak, czy ma on związek ze sprawą. Policyjni śledczy kontynuują przeszukiwanie ogródków działkowych położonych przy ulicy Reja w Sopocie.

Sopot. Poszukiwania Iwony Wieczorek trwają

Jak informuje Interia.pl, funkcjonariusze mają do dyspozycji najnowocześniejszy sprzęt. Korzystają z dronów i georadaru. Do akcji wkroczył też ciężki sprzęt w postaci koparki. Policja od trzech dni przeszukuje każdy centymetr działki, na której przed zaginięciem miała przebywać Iwona Wieczorek. Nastolatka 10 lat temu była tam na grillu wraz ze znajomymi. Działka należy do rodziny znajomego zaginionej. Tuż po grillu grupką mieli udać się do jednego z sopockich klubów.
Źródło info i foto: wp.pl

Sopot: Policjanci szukali ciała Iwony Wieczorek. Nastolatka zaginęła 10 lat temu

W czwartek policjanci przeszukiwali tereny sopockich ogródków działkowych. Na zlecenie prokuratury wznowili czynności w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek. 19-latka zaginęła w lipcu 2010 roku. Rzeczniczka Prokuratury Krajowej w Warszawie Ewa Bialik przekazała, że „sprawę analizował małopolski wydział Prokuratury Krajowej w Krakowie”.

– Po to, żeby dokonać weryfikacji materiału dowodowego prokuratura wykonuje pewne czynności procesowe. Te czynności zostały rozpoczęte i trwają – dodała prokurator.

Kilkudziesięciu policjantów z komendy wojewódzkiej w Gdańsku przeszukiwało od czwartku rano ogródki działkowe w Sopocie. W policyjnej akcji brały udział psy tropiące. Funkcjonariusze mieli też do dyspozycji drony i georadar. Poszukiwania zakończyli po zapadnięciu zmroku.

Policja i prokuratura nie zdradzają wyników czwartkowych przeszukań na sopockich działkach. – Dziś nie będziemy wydawać komunikatu na temat działań w Sopocie – powiedziała prokurator Ewa Bialik.

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek jest prowadzona w tzw. Archiwum X, działającym w Małopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie. Trafiła tam z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

– W sprawach kierowanych do Archiwum X wykorzystywanie są nowe technologie oraz wiedza najbardziej doświadczonych polskich i zagranicznych biegłych oraz różnych instytucji badawczych, niestandardowy sposób badania dowodów i nieszablonowy sposób podejścia do ich oceny – poinformowała prokurator Bialik.

Zaginęła 10 lat temu

Iwona Wieczorek zaginęła 17 lipca 2010 roku. Tego dnia bawiła się ze znajomymi w sopockim Dream Clubie. Po wyjściu z imprezy miała się z nimi pokłócić i odłączyć od towarzystwa. Przed godziną 4 dzwoniła do jednej z koleżanek, później rozładowała się jej komórka.

Wiadomo, że szła alejką wzdłuż plaży, w kierunku swojego domu. Mijała wejście nr 63 na plażę w Jelitkowie. Miejski monitoring zarejestrował Iwonę o godzinie 4.12 przy końcu ulicy Piastowskiej. Do domu miała stamtąd dwa kilometry. Musiała tylko przejść przez tereny leśno-parkowe. Tam ślad po niej się urywa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Za przystankiem w Garwolinie znaleziono martwy płód. Policjanci szukają matki

W miejscowości Sulbiny pod Garwolinem znaleziono martwy ludzki płód. Zwłoki leżały za przystankiem. Prokuratura szuka matki nienarodzonego dziecka.

– Rozwinęliśmy szeroki front czynności zmierzających do ustalenia okoliczności tego zdarzenia – powiedział w rozmowie z portalem egarwolin.pl zastępca prokuratora rejonowego w Garwolinie Marcin Ignasiak.

Zwłoki znaleziono w miejscowości Sulbiny pod Garwolinem. Leżały za przystankiem. Nie podano, jaki był wiek nienarodzonego dziecka. – To będziemy wiedzieli dopiero po dokonaniu oględzin i otwarciu płodu przez biegłego z zakresu medycyny sądowej – dodał Ignasiak.
Źródło info i foto: wp.pl

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek. Policjanci poszukują potencjalnego miejsca ukrycia zwłok nastolatki

Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter RMF FM na dziś i na jutro zaplanowano przeszukania z udziałem kilkudziesięciu policjantów i poszukiwania potencjalnego miejsca ukrycia zwłok zaginionej w 2010 roku nastolatki. Według nieoficjalnych informacji reportera RMF FM Kuby Kaługi, poszukiwania będą prowadzone w Sopocie, na terenie ogródków działkowych. Akcja była szykowana w Trójmieście od co najmniej kilku dni.

Zaplanowane wstępnie na dziś i jutro działania właśnie się zaczynają. Planowane jest użycie dronów, georadaru należącego do prywatnej firmy, psów szukających zwłok. W akcji mają uczestniczyć dziesiątki policjantów.

Policja nie chce sprawy komentować, odsyła do Prokuratury Krajowej. Według informacji reportera RMF FM to na jej zlecenie przygotowano prace, a ma to być efekt nadzoru nowego prokuratura, który zajął się sprawą.
Źródło info i foto: interia.pl