Jest list gończy za 27-letnim złodziejem

Rzeszowska prokuratura wydała list gończy za 27-letnim Pawłem Rybakiem. Mężczyzna dokonał kradzieży produktów w rzeszowskim hipermarkecie B1. Na swoim koncie miał już podobne przestępstwa, za które przebywał za kratkami. Według informacji Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów, 27-latek w okresie od 19 maja do 1 czerwca 2017 roku, będąc w rzeszowskim hipermarkecie B1 przy ul. Witosa 21, ukradł produkty o łącznej wartości około 1500 zł.

Wśród przywłaszczonych rzeczy znalazło się 12 butelek whiskey Jack Daniel’s, a także 12 szamponów marki Head & Shoulders. Jak podaje prokuratura, mężczyzna działał w krótkich odstępach czasu i wszystkie kradzieże dokładnie z góry zaplanował.

Ponadto 27-letni mieszkaniec Rzeszowa odpowiadał już wcześniej za podobne przestępstwa. W czerwcu 2013 roku został skazany prawomocnym wyrokiem Sądu Rejonowego w Rzeszowie za umyślną kradzież z włamaniem na 15 miesięcy pozbawienia wolności. W więzieniu przebywał od grudnia 2014 do marca 2016 roku.

Jego ostatnim miejscem zameldowania była ulica Podhalańska w Rzeszowie. Każdy kto wie cokolwiek o miejscu pobytu poszukiwanego jest proszony o kontakt z policją pod alarmowymi numerami telefony 112 lub 997.
Źródło info i foto: se.pl

Biłgoraj: Wciąż trwają poszukiwania chorego psychicznie 42-latka. Ma siekierę i agresywnego psa

Policja ostrzega przed niebezpiecznym mężczyzną w okolicach Biłgoraja. Jest chory psychicznie, uzbrojony i nikt nie wie, dokąd wyszedł z domu. Funkcjonariusze robią wszystko, by go zatrzymać, zanim zrobi komuś krzywdę. Policjanci przeczesują lasy w okolicach Biłgoraja. Chcą bowiem odnaleźć chorego psychicznie 42-latka, który w sobotę wyszedł z domu. Mężczyzna jest uzbrojony w siekierę i może mieć ze sobą agresywnego owczarka niemieckiego – informuje RMF FM.

Zdaniem rozgłośni, poszukiwany człowiek prawdopodobnie przestał przyjmować leki, przepisane przez psychiatrów. Policja ostrzega, by nie próbować go zatrzymać, tylko zadzwonić pod numer alarmowy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W Grecji odnaleziono ciało zaginionej Brytyjki

Po trzydniowych poszukiwaniach na greckiej wyspie Ikaria, na dnie głębokiego jaru odnaleziono ciało zaginionej 35-letniej brytyjskiej turystki. Według wstępnych ustaleń, Natalie Christopher została przygnieciona dużym odłamkiem skały. Natalie Christopher, astrofizyk i znana aktywistka społeczna, mieszkała na Cyprze, gdzie pracowała jako wykładowca na Uniwersytecie Europejskim. Uprawiała wiele sportów. Bieganie było jej pasją. Lokalne media społecznościowe obfitują w ostatnich dniach we wspomnienia na jej temat.

„Biegaczka trailowa, astrofizyk, triathlonistka, wspinacz, miłośniczka przyrody, działaczka na rzecz pokoju, feministka i obrończyni zwierząt. Natalie Christopher była tym wszystkim i kimś o wiele więcej. Była jedną z najbardziej inteligentnych osób, jakie kiedykolwiek spotkaliśmy. Kochała życie, czerpała z niego pełnymi garściami, z nieograniczoną radością” – tak opisała Christopher facebookowa grupa Cypryjscy Biegacze Terenowi, do której należała.

Christopher, która pojechała na Ikarię wraz ze swoim cypryjskim partnerem na długi weekend w zeszłą sobotę (3 sierpnia) zaginęła w poniedziałek. Jej 38-letni partner powiedział greckiej policji, że wyszła z ich wspólnego pokoju hotelowego wcześnie rano, aby właśnie pobiegać. Ponieważ nie wróciła na śniadanie, zadzwonił do niej i zapytał, co się dzieje. W odpowiedzi usłyszał, że powrót zajmie jej trochę czasu, ponieważ znajduje się na „trudnym terenie”.

Christopher zapewniła mężczyznę, że będzie ostrożna. Jednak na jego kolejne telefony już nie odpowiadała. Około południa jej zaginięcie zostało zgłoszone na policję, która niezwłocznie rozpoczęła przeczesywanie regionu wyspy, w którym miała się znajdować.

W poszukiwaniach brało udział wielu ochotników. To właśnie jeden z nich odnalazł ciało. Przyjaciele Brytyjki, której rodzice urodzili się na Cyprze, zorganizowali akcję crowdfundingową, podczas której zebrano cztery tysiące euro. Te pieniądze miały być użyte na opłacenie przelotu z Larnaki na Ikarię grupy cypryjskich biegaczy terenowych, którzy także chcieli przyłączyć się do akcji ratunkowej. Niestety, już nie zdążyli.

W świetle doniesień mediów brytyjskich, na Ikarię ma jutro przybyć lekarz medycyny sądowej, który ustali powody śmierci Christopher. Do czasu jego przybycia, jej ciało pozostanie w takiej samej pozycji, w jakiej je znaleziono.

Christopher była aktywną działaczką na rzecz pokoju na Cyprze. Z jej inicjatywy powstały dwa programy, mające na celu propagowanie zbliżenia między dwoma społecznościami, grecko-cypryjską i turecko-cypryjską.
Źródło info i foto: onet.pl

Zaginęła 17-letnia Natalia Fluder

Zaginęła 17-letnia krakowianka. Natalia Fluder 27 lipca opuściła miejsce zamieszkania i do tej pory nie powróciła – informuje Straż Miejska. Dziewczyna jest szczupłej budowy ciała i ma 155 cm wzrostu. Ma długie brązowe włosy do pasa.

W chwili zaginięcia miała przy sobie dużą kwadratową torebkę koloru łososiowego oraz telefon w czerwonej obudowie. Brak jest informacji na temat ubioru w chwili zaginięcia.

Policja prosi o pomoc w poszukiwaniach. Informacje na temat pobytu Natalii można przekazać telefonicznie pod nr 12/615-29-12, 615-70-23.
Źródło info i foto: interia.pl

Kulisy poszukiwań 5-letniego Dawida Ż.

Dawid Ż. nie żyje. Ciało 5-latka odnaleziono w sobotę po trwających 10 dni poszukiwaniach. Dowódca grupy operacyjnej zdradził kulisy największej akcji poszukiwawczej w historii polskiej policji. 

Poszukiwania 5-letniego Dawida Ż. z Grodziska Mazowieckiego rozpoczęły się o północy 10 lipca, kiedy utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina. Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska około godz. 17 w środę 10 lipca. Według ustaleń policji tego samego dnia przed godz. 21 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.

Krzysztof Smela — dowódca grupy operacyjnej ds. poszukiwań 5-letniego Dawida, w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” przyznaje, że na początku akcji wierzył w szczęśliwy finał poszukiwań. Wszystko zmieniło się w czwartek, 11 lipca, gdy w samochodzie Pawła Ż. odnaleziono ślady krwi chłopca.

„Wtedy byliśmy już przekonani, że najgorsza z hipotez staje się najbardziej prawdopodobna” – KRZYSZTOF SMELA

Przełom w poszukiwaniach nastąpił w sobotę 20 lipca, kiedy przy autostradzie A2 odnaleziono ciało chłopca. W poniedziałek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński potwierdził, że odnalezione zwłoki należały do 5-latka. Zgodnie z ustaleniami śledczych bardzo prawdopodobne jest, że do śmierci dziecka doszło w dniu zaginięcia między godz. 18 a 19. Oględziny i sekcja zwłok wykazały liczne rany kłute klatki piersiowej chłopca.

„Każda studzienka kanalizacyjna została sprawdzona, były poszukiwania z udziałem nurków. Policjanci wracali z urlopów do pracy, by uczestniczyć w akcji. Wierzyliśmy, że je znajdziemy. Powiedziałem: musimy to zrobić. Dla rodziny, matki. Żeby mogli pochować Dawida, postawić na grobie świeczkę” – DOWÓDCA GRUPY OPERACYJNEJ

Prokurator Łukasz Łapczyński powiedział w poniedziałek w rozmowie z dziennikarzami, że śledczy cały czas szukają narzędzia zbrodni. „Od biegłych wiemy, że było to narzędzie ostre. Warunki takiego narzędzia spełnia m.in. nóż” – zaznaczył.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Akcja poszukiwawcza 5-letniego Dawida obnażyła istotny problem. Sprawa dotyczy monitoringu

– Odzew społeczeństwa na apel policji ws. zaginionego Dawida był bardzo duży, a dostarczane nagrania były bardzo pomocne – podkreślił komendant główny policji gen. insp. dr Jarosław Szymczyk. Zaznaczył jednak, że istotnym problemem w Polsce jest brak systemu ewidencji monitoringów. – Dzisiaj, aby odnaleźć kamery, które mogłyby nam dać cenne nagrania, musimy chodzić i rozglądać się po budynkach i dopiero dochodzić jej właściciela – stwierdził.

5-letniego Dawida przez 10 dni szukało tysiące policjantów oraz funkcjonariuszy innych służb. Jego zwłoki znaleziono w sobotę przy węźle Pruszków na trasie A2 między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim.

10 lipca chłopiec został zabrany około godz. 17 z domu przez ojca, który po kilku godzinach – jak wynika z ustaleń policji – odebrał sobie życie na torach kolejowych. Policja w trakcie poszukiwań apelowała do obywateli o zgłaszanie informacji i uwag, które mogłyby pomóc przy śledztwie.

– Odzew był bardzo duży, a dostarczane nagrania były bardzo pomocne. Pojawiał się tam samochód ojca Dawida czy inne interesujące nas szczegóły – powiedział Szymczyk. Dodał, że cała operacja była trudna z uwagi na rozległy teren.

Gość TVP wskazał, że istotnym problemem w Polsce jest brak systemu ewidencji monitoringów.

– Dzisiaj, aby odnaleźć kamery, które mogłyby nam dać cenne nagrania w sprawie, musimy fizycznie chodzić i rozglądać się po budynkach, obiektach i infrastrukturze. Ustalać, gdzie taka kamera jest i dopiero dochodzić jej właściciela – stwierdził.

Generał powiedział, że ekipy poszukujące do ostatniej chwili wierzyły w możliwość odnalezienia chłopca żywego i „robiły wszystko, by tak się stało”.

– Ani przez chwilę nie było pomysłu, by przerwać poszukiwania. Wiedzieliśmy, że musimy je kontynuować, dopóki był cień szansy – powiedział.

Generał przyznał, że wielkie wrażenie na nim – jako komendancie głównym policji – wywarły tysiące policjantów, ale także funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej czy żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, „którzy przeszukali ten teren metr po metrze”. – Rezygnowali z czasu wolnego, wracali z urlopów i pracowali 24 godziny na dobę – podkreślił.

Gość TVP wskazał, że pomoc obywateli była bardzo istotna. – Tak to powinno wyglądać, bo nawet najlepiej wyposażona, wyszkolona i przygotowana policja nie spełni swojej podstawowej funkcji, jaką jest skuteczna praca i służba na rzecz mieszkańców, jeśli nie będzie współpracować z ludźmi – dodał Szymczyk.
Źródło info i foto: TVP.info

Krew 5-letniego Dawida Ż. na foteliku i tapicerce. Nowe ustalenia prokuratury

Fot. Piotr Molecki/East News. 20.07.2019. W okolicach autostrady A2 policja odnalazla cialo chlopca. Z prawdopodobienstwem graniczacym z pewnoscia – jest to 5-letni Dawid Zukowski, 20 bm. policjanci koncentrowali poszukiwania na jednym ze zbiornikow wodnych w okolicy wezla Pruszkow.

Dawid Ż., 5-letni chłopiec z Grodziska Mazowieckiego poszukiwany przez 10 dni, został najprawdopodobniej zamordowany w samochodzie. To tam śledczy znaleźli wiele śladów krwi dziecka. Wciąż jednak nie znaleziono narzędzia zbrodni.

Ciało Dawida Ż. odnaleziono w sobotę w okolicach węzła Pruszków przy autostradzie A2, między Warszawą a Grodziskiem Mazowieckim. To, że ciało to zwłoki pięcioletniego Dawida, poszukiwanego od nocy z 10 na 11 lipca, potwierdził w poniedziałek rzecznik Prokuratury Okręgowej.

Sekcja zwłok wykazała liczne rany kłute klatki piersiowej. „Zostały zadane narzędziem ostrym” – poinformował prok. Łapczyński. Narzędzia zbrodni nadal wciąż jednak nie odnaleziono. „Wiemy, że było to narządzie ostre, zakładamy, że nóż” – dodał prokurator.

Wstępnie zakłada się, że miejsce znalezienia ciała dziecka nie było miejscem zabójstwa. Dawidek został zamordowany najprawdopodobniej w samochodzie.

W oparciu o wstępne sprawozdania z badań DNA możemy powiedzieć, że w aucie ujawniono ślady krwi, m.in. na foteliku dziecięcym, osłonie przeciwsłonecznej oraz innych elementach tapicerki auta. Wstępne wyniki badań wskazują, iż była to krew Dawida – ZAZNACZYŁ W PONIEDZIAŁEK PROK. ŁAPCZYŃSKI

Rzecznik, odpowiadając na pytania dotyczące motywu działania ojca Dawida, zaznaczył, że będzie to przedmiotem ustaleń w toku dalszych czynności procesowych. „Wstępnie możemy powiedzieć, że był to motyw osobisty, rodzinny, natomiast ta informacja wymaga dalszej weryfikacji” – dodał.

W tym zakresie analizujemy zeznania świadków oraz czekamy na wyniki zleconych ekspertyz, m.in. informatycznych. Weryfikujemy również dokładnie sytuację życiową ojca, w tym informacje o jego problemach, relacje rodzinne, wszelkie tego typu okoliczności czy sytuacje, które mogą być pomocne przy ustalaniu motywu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Białystok: Trwają poszukiwania mężczyzn ze zdjęcia

Podlaska policja opublikowała wizerunki dwóch mężczyzn, którzy mieli przeszkadzać w przebiegu Marszu Równości w Białymstoku. Policjanci poszukują również mężczyzny podejrzewanego o udział w pobiciu 14-latka. Do przestępstwa doszło w sobotę przy Placu Uniwersyteckim w Białymstoku.

Podlaska policja na swojej stronie internetowej opublikowała wizerunki dwóch mężczyzn i liczy na pomoc w ustaleniu ich tożsamości. Mężczyźni mieli przeszkadzać w przebiegu Marszu Równości w Białymstoku poprzez blokowanie przejścia osobom uczestniczącym w zgromadzeniu na Alei Józefa Piłsudskiego. Policjanci ustalają również tożsamość mężczyzny, który podejrzewany jest o pobicie 14-latka przed rozpoczęciem zgromadzenia w centrum miasta około godziny 14.

Wszystkie osoby, mogące pomóc w identyfikacji mężczyzn, których wizerunki policja publikuje, proszone są o kontakt z Wydziałem Kryminalnym Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku pod numerem telefonu 85 670 34 20 lub numerem alarmowym 112.

Pierwszy Marsz Równości

W sobotę po południu ulicami Białegostoku przeszedł pierwszy Marsz Równości. Przemarsz kilkakrotnie próbowali zablokować kibice, policja musiała użyć gazu. W uczestników marszu rzucano kamieniami, jajkami i petardami. Policja poinformowała, że zatrzymano dwadzieścia pięć osób. Do najpoważniejszego – zdaniem policji – zdarzenia w czasie przemarszu doszło w pobliżu białostockiej katedry, gdzie kontrmanifestacji, próbując zablokować marsz, rzucali w stronę policji kamieniami, kostką brukową i butelkami. Funkcjonariusze musieli użyć środków przymusu. W ocenie policji w marszu wzięło udział około 800 osób. Służby porządkowe, a także władze Białegostoku informują, że uczestników było około tysiąca.

„Nie ma przyzwolenia na chuligańskie zachowania”

W tej sprawie głos zabrała szefowa MSWiA Elżbieta Witek. „Nie było i nie ma przyzwolenia na chuligańskie zachowania, godzące w prawa innych. Każda osoba, która dopuszcza się łamania prawa lub utrudnia policjantom wykonywanie zadań, musi liczyć się z konsekwencjami. Policja będzie zawsze stanowczo reagować na przejawy takich zachowań” – napisała na Twitterze. Dodała, że funkcjonariusze zapewniają bezpieczeństwo „bez względu na głoszone przez obywateli hasła, światopogląd oraz przekonania”. Zaznaczyła również, że funkcjonariusze „działają na podstawie i w granicach obowiązującego prawa”.

„Wczoraj w Białymstoku policja robiła wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom legalnych zgromadzeń i mieszkańcom miasta. 25 chuliganów zostało zatrzymanych i usłyszało zarzuty z Kodeku karnego i Kodeksu wykroczeń. Wszyscy, którzy złamali prawo zostaną zidentyfikowani i ukarani” – napisał z kolei na Twitterze wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński.

Wcześniej w tej kwestii wypowiadali się m.in. posłowie opozycji i rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Ciarka.

„Zapewniam, że nie ma na takie zachowania przyzwolenia i każdy, kto dopuścił się naruszenia prawa, musi liczyć się z konsekwencjami. Policja zawsze reaguje i zebrane dowody przekażemy prokuraturze. Nieważne są sympatie i głoszone hasła – ważne dla nas jest przestrzeganie prawa” – napisał na Twitterze. Odpowiedział w ten sposób m.in. posłowi PO-KO Michałowi Szczerbie, który w swoim wpisie na Twitterze domagał się dymisji szefowej resortu spraw wewnętrznych i administracji.

„Jestem wstrząśnięty atakami fizycznej agresji w Białymstoku. Państwo i podległe mu służby straciły kontrolę i nie zapewniły elementarnego bezpieczeństwa obywatelkom i obywatelom uczestniczącym w pokojowej manifestacji. Bandyci przejęli miasto. Czas na dymisję Elżbiety Witek” – napisał Szczerba.

Marsz, manifestacja, Piknik Rodzinny

W sobotę w Białymstoku, oprócz Marszu Równości, zaplanowano kilkadziesiąt innych zgromadzeń, w sumie – jak informuje miasto – odbyło się kilka. Największe oprócz marszu było zgromadzenie przy pomniku oraz manifestacja kibiców. Z informacji przekazanych przez miasto wynika, że we wszystkich tych zgromadzeniach wzięło udział około 5 tysięcy osób. Oprócz tych zgromadzeń, na dziedzińcu Pałacu Branickich odbył się też Piknik Rodzinny organizowany przez marszałka województwa podlaskiego, który – jak zapowiadano – miał być alternatywą dla Marszu Równości. Poprzedził go przemarsz rodzin przez centrum miasta.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nowe informacje dotyczące rodziców zamordowanego Dawida

Finał poszukiwań Dawida Żukowskiego okazał się tragiczny. Ciało chłopczyka znaleziono w zaroślach przy zbiorniku wodnym nieopodal zjazdu z autostrady A2 do Pruszkowa. W sprawie śmierci 5-latka z Grodziska Mazowieckiego pojawia się wiele pytań. Tłem tragicznych zdarzeń jest konflikt rodzinny. Czy opieka nad dzieckiem była kwestią sporną pomiędzy rodzicami malucha?

Poszukiwaniami Dawida Żukowskiego żyła cała Polska. Ich finał okazał się tragiczny. W sobotę ciało 5-letniego chłopczyka znaleziono w zaroślach przy zbiorniku wodnym nieopodal zjazdu z autostrady A2 do Pruszkowa. Z doniesień TVP Info wynika, że dziecko najprawdopodobniej miało rany kłute w okolicach serca. Prokuratura będzie prowadzić postępowanie przygotowawcze w kierunku zabójstwa.

Konflikt między rodzicami Dawidka

Tłem tragicznych zdarzeń jest konflikt rodzinny. Pod koniec czerwca (28 czerwca) do Prokuratury Rejonowej w Grodzisku Mazowieckim trafiło zawiadomienie od pełnomocnika 31-letniej matki Dawida. Z pisma wynika, że kobieta zarzucała mężowi psychiczne znęcanie się nad nią – podał TVN24. W dokumencie nie ma mowy o stosowaniu przemocy fizycznej wobec 31-latki ani stosowaniu jakiejkolwiek przemocy wobec samego chłopczyka. Sprawę zarejestrowano w prokuraturze 2 lipca, a potem przekazano lokalnej policji.

Czy Paweł Ż. wiedział o postępowaniu? 32-latek mógł tego nie wiedzieć, o ile nie dowiedział się tego od żony. Para bowiem nie została przesłuchana w sprawie zawiadomienia przed zaginięciem Dawidka. Matkę 5-latka przesłuchano już po zaginięciu dziecka.

Kobieta wraz z synkiem trzy tygodnie przed tragedią wyprowadziła się z Grodziska Mazowieckiego do Warszawy. Małżeństwo miało często się kłócić. Znajomi rodziny – jak donosi TVN24 – źródła konfliktu upatrywali w uzależnieniu Pawła Ż. od hazardu. 32-latek miał z tego powodu popaść w długi – poinformowała stacja. Matka Dawida rozważała złożenie pozwu rozwodowego, ale nie zdążyła tego zrobić.

Opieka nad 5-latkiem z Grodziska Mazowieckiego

Wiadomo, że oboje rodzice mieli prawa rodzicielskie. Matka miała też nie ograniczać ojcu możliwości kontaktu z dzieckiem. Mężczyzna często się opiekował Dawidkiem. Dziennikarzom „Gazety Wyborczej” udało się dowiedzieć w przedszkolu 5-latka, że wyglądało na to, że rodzice zgodnie opiekowali się synkiem. Oboje mieli go odbierać.

Co wiadomo o matce Dawidka Żukowskiego?

Matka 5-letniego Dawida jest Rosjanką. 31-latka poznała męża, który był przedstawicielem handlowym, podczas jego wyjazdu służbowego. Do Polski – jak wynika z informacji TVN24 – przyjechała z Pawłem Ż. około 6-7 lat temu. Para mieszkała z synkiem w Grodzisku Mazowieckim. Rodzina 32-latka to repatrianci z Kazachstanu. Kobieta pracowała w centrum kulturalnym w Warszawie, gdzie uczyła języka rosyjskiego.

Co zeznała matka Dawida Żukowskiego?

Portal TVP Info poinformował, że dotarł do zeznań matki Dawida Żukowskiego. Z ustaleń serwisu wynika, że kobieta po otrzymaniu dramatycznej wiadomości, że już więcej nie zobaczy syna, była przekonana, że może to być złośliwe działanie jej męża, a nie realne zagrożenie dla dziecka.

– Z relacji kobiety wynika, że SMS od męża potraktowała jako robienie jej na złość – zaznaczył w rozmowie z Fakt24 prok. Łapczyński. Kobieta dzwoniła do męża, lecz ten miał wyłączony telefon. Matka 5-latka zaczęła obdzwaniać rodzinę, by sprawdzić, czy nie przebywa tam mąż z synem. Kiedy się okazało, że ani partnera, ani dziecka tam nie ma, kobieta pojechała do mieszkania męża do Grodziska. Tam jednak nikogo nie zastała. Wówczas matka Dawidka zadzwoniła na numer alarmowy 112. Około godziny 23:20 złożyła zawiadomienie na komendzie w Grodzisku.

Historia Dawida Żukowskiego z Grodziska Mazowieckiego

Przypomnijmy, że Dawid Żukowski zaginął w środę, 10 lipca. Około godziny 17 ojciec chłopca, Paweł Ż. († 32 l.) zabrał go z domu w Grodzisku Mazowieckim. Miał zawieźć syna do matki w Warszawie. Małżonkowie nie mieszkali ze sobą od około miesiąca. Mężczyzna odjechał wraz z dzieckiem szarą skodą fabią. Mieli się udać w stronę Okęcia, by popatrzeć na lądujące i startujące samoloty.

Około godziny 20:52 funkcjonariusze dostali informację, że Paweł Ż. nie żyje. 32-latek zginął pod kołami pociągu relacji Skierniewice-Warszawa. Jego ciało odnaleziono na torach w Grodzisku Mazowieckim. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna odebrał sobie życie. Kilka godzin później, około północy, matka 5-latka zgłosiła zaginięcie dziecka. Samochód, którym podróżował ojciec Dawidka znaleziono na osiedlu Łąki w Grodzisku Mazowieckim, około trzech kilometrów od miejsca jego śmierci.

W sobotę smutną informację o odnalezieniu zwłok 5-latka z Grodziska Mazowieckiego przekazał asp. szt. Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji. Poszukiwania Dawida Żukowskiego były największymi w historii polskiej policji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policja zakończyła poszukiwania. Prawdopodobnie znaleziono ciało zaginionego Dawida

Niedawno policjanci prowadzący poszukiwania na trasie między Warszawą a Grodziskiem znaleźli ciało dziecka. Jesteśmy przekonani, że to 5-letni Dawid, którego poszukiwaliśmy od 10 lipca – poinformowała warszawska policja podczas briefingu prasowego.

– Wskazuje na to wiele cech m.in. ubrania. Na razie nie będziemy mówić o szczegółach, w jakich chłopiec zmarł. O tym będzie informować prokuratura – mówił przedstawiciel policji.

– Robiliśmy wszystko, aby dotrzeć do dziecka, lecz niestety się to nie udało. Były to największe poszukiwania w historii polskiej policji. (…) Poszukiwania cały czas trwały, także mieszkańcy Grodziska ze swojej inicjatywy pomagali nam – relacjonował policjant.

– Wielokrotnie powtarzaliśmy, że będziemy szukać do skutku. Tutaj nikt z góry nie mógł założyć, że chłopiec żyje, czy nie – podkreślił.

– Nie będziemy dziś ujawniać żadnych szczegółów. Prosimy o wyrozumiałość ze względu na rodzinę, która wczoraj pochowała ojca Dawida, a dziś straciła najmłodszego członka rodziny – dodał.

Czysto procesowe szczegóły przedstawić ma w późniejszym czasie rzecznik prokuratury. Policja podziękowała za wszystkie sygnały od mieszkańców Grodziska Mazowieckiego i okolic. Policja nie poinformowała, gdzie dokładnie znaleziono ciało dziecka. Policja czeka na potwierdzające badania DNA.

Wcześniejsze informacje

Policja stołeczna i komenda główna powołały do sprawy jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego, który w Człuchowie przekazał wczoraj informacje, iż według jego wizji chłopiec nie żyje i znajduje się w jednym z dwóch zbiorników wodnych w okolicach Grodziska Mazowieckiego. Nieoficjalnie wiemy, że jasnowidza wezwano dziś do Warszawy, ale nie przeprowadzał wizji na miejscu, gdyż do czasu jego przyjazdu zwłoki dziecka zostały znalezione. Policja poinformowała oficjalnie, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem są to zwłoki poszukiwanego Dawida.
Źródło info i foto: onet.pl