Gdańsk: Ksiądz oskarżony o gwałt na 17-latce. Trafi do aresztu

Duchowny z Gdańska został zatrzymany i trafił do aresztu. Oskarżenia pod jego adresem są bardzo poważne. Według śledczych, ksiądz kilka lat temu miał zgwałcić 17-letnią dziewczynę. Duchowny nie przyznaje się do winy. Do gwałtu miało dojść kilka lat temu, gdy ksiądz jeszcze jako wikariusz pełnił posługę w jednej z gdańskich parafii. Poszkodowana miała wówczas 17 lat – donosi portal Trójmiasto.pl.

W czwartek duchowny został zatrzymany i usłyszał zarzuty.

– Po zatrzymaniu mężczyzna został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał dwa zarzuty dotyczące doprowadzenia przemocą do obcowania płciowego pokrzywdzonej – powiedziała w rozmowie z portalem prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Ksiądz nie przyznał się do winy. Na wniosek prokuratury mężczyzna został tymczasowo aresztowany. Duchownemu grozi kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Chorwacja: Policjanci otworzyli ogień w kierunku furgonetki z migrantami

W wyniku nielegalnego przekroczenia chorwackiej granicy dwóch 12-letnich migrantów doznało poważnych obrażeń od kul policjantów; funkcjonariusze strzelali w kierunku furgonetki, którą jechało 29 migrantów – podał w czwartek rzecznik chorwackiej policji Elis Żodan. Jak wyjaśnił, jadący samochodem migranci z Afganistanu i Iraku nielegalnie przekroczyli chorwacką granicę. Dwukrotnie odmówili wykonania rozkazów policjantów, którzy nakazali zatrzymanie pojazdu.

– Kierowca pędził w kierunku policjantów i dwa razy usiłował sforsować blokadę – mówił Żodan. Potem zbiegł z miejsca zdarzenia do lasu; wciąż poszukuje go policja. W czasie akcji policjanci otworzyli ogień w kierunku furgonetki, w wyniku czego rannych zostało dwoje 12-latków.

Rzecznik poinformował, że „ciężko ranne” dzieci, Afgańczyk i Irakijczyk, zostały zabrane do szpitala w Zadarze (środkowa część Chorwacji). Dodał, że ich stan jest stabilny.

@ pojeździe było w sumie 15 dzieci.

Agencja AFP podkreśla, że Chorwacja jest pierwszym krajem unijnym na trasie migrantów, którzy zmierzają przez Bałkany w kierunku północnych krajów UE.

W 2015 roku trasą przez Bałkany przemierzały Europę setki tysięcy migrantów. Choć zawarte przez UE z Ankarą w marcu 2016 r. porozumienie ws. migracji powstrzymało masowy napływ migrantów przez Bałkany do centralnej Europy, wciąż każdego dnia setki migrantów usiłują nielegalnie przekroczyć unijne granice, często z narażeniem życia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Moskwa: Pijany mężczyzna rozbił szkło i uszkodził obraz Riepina

W Galerii Trietiakowskiej w Moskwie mężczyzna poważnie uszkodził obraz „Iwan Groźny i jego syn”, jedno z najbardziej znanych płócien o tematyce historycznej słynnego rosyjskiego malarza Ilji Riepina. Sprawca rozbił metalowym prętem szkło chroniące płótno i uszkodził obraz w kilku miejscach. Przyznał, że był pod wpływem alkoholu. O incydencie, do którego doszło w piątek wieczorem, tuż przed zamknięciem galerii, MSW Rosji poinformowało w sobotę

Mężczyzna, którym okazał się bezrobotny mieszkaniec obwodu woroneskiego, metalowym prętem kilkakrotnie uderzył w umieszczony za szkłem obraz. Rozbił szkło chroniące płótno przed szkodliwym oddziaływaniem temperatury i poważnie uszkodził obraz. Zniszczył też cenną ramę.

Sprawcę zatrzymano niemal od razu. Zeznał, że działał pod wpływem alkoholu. Grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności.

Jak przekazali przedstawiciele galerii, płótno zostało przerwane w trzech miejscach w centralnej części, gdzie znajduje się wizerunek carewicza Iwana. Nie ucierpiały fragmenty dzieła o najwyższej wartości artystycznej – twarze i ręce obu postaci, Iwana Groźnego i carewicza.

Zabójstwo carewicza

Obraz „Iwan Groźny i jego syn Iwan, 16 listopada 1581 roku”, znany także jako „Iwan Groźny zabija swego syna”, powstał latach 80. XIX wieku. W 1913 roku uszkodził go nożem staroobrzędowiec Abram Wałaszow. W 2013 roku aktywiści prawosławni zażądali usunięcia obrazu z ekspozycji, ponieważ ich zdaniem nie ma dowodów na to, iż Iwan Groźny zamordował swego syna.

Temat zabójstwa carewicza przez Iwana Groźnego wpisywał się w atmosferę po zabójstwie w 1881 roku Aleksandra II Romanowa przez spiskowców z organizacji Narodnaja Wola i w klimat represji, które nastąpiły po zamachu. Według polskiego historyka dziejów Rosji Ludwika Bazylowa, w realistyczne oddanie straszliwej sceny malarz włożył cały swój talent, przedstawiając cara tulącego do siebie zakrwawioną głowę swego pierworodnego syna.

Historia Rosji na obrazach

Wspaniała orkiestracja barw, czerwieni wschodnich dywanów zaściełających komnatę, krwi obficie spływającej po głowie carewicza, czerni sukni cara, towarzyszy wyszukanej kompozycji znakomicie oddającej dramatyzm i grozę całej sceny na miarę szekspirowskiej tragedii.

Obraz należy do wielkich osiągnięć Riepina, który zasłynął nie tylko jako realista i malarz scen historycznych i rodzajowych, ale także portretów, w których przedstawiał subtelne, wydawałoby się nieuchwytne stany wewnętrzne swoich modeli. Także w tej historycznej scenie malarz oddał przeżycia postaci: w oczach Iwana maluje się rozpacz; car, porywczy, bezlitosny i okrutny, właśnie zdał sobie sprawę z tego, co uczynił, podczas gdy ciało carewicza bezwładnie osuwa się na podłogę. W kilka lat później Iwan Groźny umrze i w Rosji nastanie tzw. wielka smuta – czasy zamętu.

Riepin wprowadził rosyjską tematykę historyczną do malarstwa europejskiego, a odrzucenie akademickiego formalizmu uczyniło z niego wybitnego twórcę, który realizm wzbogacił piękną grą światła i koloru, wzorem impresjonistów. Ale nie malował pośpiesznie jak oni, poprzedzał obraz licznymi szkicami i malował długo, nanosząc poprawki i dokonując przemalowań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wypływają kolejne błędy policji popełnione w sprawie Anisa Amriego

Niemiecka telewizja publiczna ZDF dotarła do dokumentów, które świadczą o poważnych błędach popełnionych przez policję w sprawie Anisa Amriego. Tunezyjski terrorysta rok temu dokonał zamachu w Berlinie; zabił 12 osób. Z analizy dokumentów wynika, że w lutym 2016 r. Amri kontaktował się za pośrednictwem internetu z bojownikiem dżihadystycznego Państwa Islamskiego (IS). Podczas rozmowy padło słowo „ślub”, będące w języku dżihadystów terminem oznaczającym zamach samobójczy.

Policjanci obserwujący Amriego zarekwirowali jego telefon komórkowy, nie przeanalizowali jednak zawartości pamięci telefonu, zawierającej m.in. zdjęcia islamistów z bronią. Nie zadali sobie także trudu zidentyfikowania rozmówcy Amriego.

Jak twierdzą dziennikarze, do danych rozmówcy Amriego można dotrzeć za pomocą „kilku kliknięć”. Był nim walczący w Libii po stronie IS jego rodak z Tunezji.

Redakcja audycji „Frontal21” przypomniała przy okazji o swoich ustaleniach sprzed dwóch miesięcy. Wynika z nich, że Syryjczyk Mohammed J., który mieszkał z Amrim w jednym pokoju w ośrodku dla uchodźców w Emmerich (Nadrenia Północna-Westfalia), już w październiku 2015 r. ostrzegał przed jego radykalnymi poglądami.

Syryjczyk poinformował kierownictwo ośrodka, że jego współmieszkaniec głosi salafickie poglądy i chwali się – demonstrując nagrania na YouTubie – znajomością z islamistami walczącymi w Syrii. Pracownicy ośrodka zawiadomili policję, ta nie przesłuchała jednak świadka.

Mohammed J. powtórnie ostrzegał przed Amrim w lecie 2016 r. podczas rozmowy z pracownikami Federalnego Urzędu Migracji i Ucieczek (BAMF), którzy decydowali o jego wniosku o azyl, jednak i wtedy przekazane przez niego informacje nie zostały wykorzystane.

Dopiero w kilka tygodni po zamachu, w styczniu 2017 r. policja przypomniała sobie o jego ostrzeżeniach. Mohammed J. został wezwany na przesłuchanie. Szefowa „Frontal21” Ilka Brecht powiedziała, że przedstawiciele niemieckich władz nie chcieli komentować podanych przez redakcję informacji. Zdaniem ZDF niemiecki aparat ścigania „zawiódł totalnie” w tej sprawie.

19 grudnia 2016 r. Amri porwał z parkingu, po zastrzeleniu polskiego kierowcy, ciężarówkę i wjechał nią w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina, zabijając kolejne 11 osób i raniąc blisko 100. Terrorysta uciekł z miejsca zamachu. Włoska policja zastrzeliła go cztery dni później w okolicach Mediolanu.
Źródło info i foto: TVP.info

Saudyjscy książęta są więzieni w… luksusowym hotelu

11 książąt aresztowanych w hotelu Ritz-Carlton może brzmieć jak egzotyczna historia. Jednak w ostatnich dniach w Arabii Saudyjskiej doszło do politycznego trzęsienia ziemi, a konsekwencje tych wydarzeń mogą być poważne – a nawet tragiczne.

– Królestwo znajduje się na rozdrożu. Jego ekonomia jest w zapaści przez niskie ceny ropy, wojna w Jemenie jest katastrofą, blokada Kataru była porażką, a irańskie wpływy rosną w Libanie, Syrii i Iraku. Sukcesja stoi więc pod znakiem zapytania. To najbardziej burzliwy okres w ostatnim półwieczu historii Arabii Saudyjskiej – komentuje na łamach al-monitor.com Bruce Riedel.

Taka opinia nie dziwi, jeśli spojrzymy na to, jak intensywne były ostatnie dni na szczytach władzy w Arabii Saudyjskiej.

Jeszcze w piątek premier Libanu Saad al-Hariri (wspierany przez Arabię Saudyjską) spotyka się w Bejrucie z wysłannikiem Iranu (który jest przez Saudów uznawany za największe zagrożenie). Być może to mogło być zapowiedzią (a także powodem) niektórych zdarzeń w kolejnych dniach.

W sobotę Hariri leci do Arabii i stamtąd… ogłasza swoją rezygnację ze stanowiska. Wieczorem tego dnia rebelianci Huthi (związani z Iranem) wystrzeliwują z sąsiedniego Jemenu rakietę balistyczną, która prawie dociera do lotniska w saudyjskiej stolicy, Rijadzie. Dzień zdaje się mieć ku końcowi, gdy nagle pojawiają się niepotwierdzone informacje o „puczu” i aresztowaniu dziesiątek saudyjskich książąt, urzędników i biznesmenów. Oficjalnym wyjaśnieniem jest „śledztwo korupcyjne”, nadzorowane przez 32-letniego następcę tronu, księcia Muhammada ibn Salmana – opisuje Al Dżazira.

Wśród aresztowanych są ministrowie, a także jeden z najbogatszych ludzi na świecie, biznesmen Al-Walid ibn Talal. Jak na książęta i miliarderów przystało, trafiają do przerobionego na areszt… superluksusowego hotelu Ritz-Carlton.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura w Polskim Związku Lekkiej Atletyki

Prokuratura Regionalna w Warszawie prowadzi śledztwo w sprawie korupcji w Polskim Związku Lekkiej Atletyki. Chodzi o wart kilkaset milionów złotych program budowy stadionów lekkoatletycznych w Polsce. Portal tvp.info dotarł do nieznanego nagrania rozmowy wiceprezesa PZLA z jednym z przedsiębiorców. Lekkoatletyczny działacz mówi na nim, że Związek może pomagać w wygrywaniu przetargów.

– Postępowanie prowadzone jest w sprawie wejścia w porozumienie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, w okresie lat 2011-2015 w Warszawie działaczy Polskiego Związku Lekkoatletyki, z przedstawicielami producentów nawierzchni lekkoatletycznych – mówi prokurator Agnieszka Zabłocka – Konopka, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Dwa sposoby

Chodzi o wymyślony za czasów rządów PO – PSL, wart kilkaset milionów złotych, program budowy stadionów lekkoatletycznych. Pieniądze na ten cel przyznawało Ministerstwo Sportu i Turystyki. O granty mogły ubiegać się samorządy czy szkoły wyższe. Ministerialne dotacje można było dostać w dwojaki sposób. Albo budując stadion treningowy – wtedy maksymalna subwencja wynosi 1,2 mln zł, albo stadion certyfikowany, na którym można rozgrywać różnego rodzaju zawody sportowe pod auspicjami PZLA, np. Mistrzostwa Polski czy Ogólnopolską Olimpiadę Młodzieży.

Ta druga dotacja była o wiele większa. Samorządy czy szkoły mogły bowiem dostać ponad 30 proc. wartości całej inwestycji. Ale z godnie z wytycznymi wymyślonymi za czasów rządów PO – PSL przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, projekt takiego obiektu musiał być konsultowany z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Bez tych uzgodnień nie można było dostać dotacji na budowę stadionu certyfikowanego.

I właśnie budowa tych boisk interesuje prokuraturę. Śledczy podejrzewają, że większość przetargów w latach 2009-2015 na budowę stadionów lekkoatletycznych mogła być ustawiana pod konkretnych producentów bieżni z Włoch i Szwajcarii. Prokuratorzy wyjaśniają teraz czy wpływ na to miał PZLA, z którym samorządy uzgadniały projekt stadionu. Samorządowcy, z którymi rozmawiał portal tvp.info mówią, że wpisywali do specyfikacji przetargowej to, co chciał Związek.

Postępowanie prowadzone jest w sprawie wejścia w porozumienie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej Zbigniew Polakowski, wiceprezes PZLA twierdzi, że Związek nie robił niczego złego. Nie wspierał żadnej konkretnej nawierzchni czy producenta. – Mamy prawo zawężać parametry – przekonuje.

Nagrany wiceprezes PZLA

Portal tvp.info dotarł do nagrania rozmowy wiceprezesa PZLA z przedsiębiorcą, który wygrał przetarg na budowę stadionu lekkoatletycznego w Rybniku w 2013 roku. Rozmowa nie jest znana prokuraturze.

Rybnik otrzymał 1 mln zł dotacji z Ministerstwa Sportu na budowę obiektu, który nie miał być certyfikowany. Dzięki temu urzędnicy nie musieli uzgadniać projektu z PZLA. Rozmowa, do której dotarł portal tvp.info została zarejestrowana kilkanaście dni po rozstrzygnięciu przetargu w Rybniku. W jednej z restauracji w Żywcu spotkali się Zbigniew Polakowski, wiceprezes PZLA i przedstawiciel zwycięskiej firmy ze Śląska. W spotkaniu wziął też udział Konrad S. z firmy instalującej nawierzchnie włoskiego producenta. Biznesmen jest znany organom ścigania.

W 2010 roku Konrad S. został oskarżony przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie o oferowanie korzyści majątkowej urzędnikom za wygranie przetargów, m.in. na modernizację stadionów lekkoatletycznych, należących do Centralnego Ośrodka Sportu, w Wałczu i Spale. W sumie śledczy postawili mu sześć zarzutów.

Poważne zarzuty

W jednym z nich czytamy: „Konrad S. obiecał udzielić Krzysztofowi S. – pełniącemu funkcję publiczną dyrektora naczelnego Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie oraz Tadeuszowi M. pełniącemu funkcję publiczną zastępcy dyrektora naczelnego Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie korzyść majątkową (…) w zamian za przekroczenie uprawnień w celu wyboru firmy na wykonanie projektu i modernizacji stadionu lekkoatletycznego w Wałczu”. W kolejnym zarzucie postawionym Konradowi S. prokurator pisze: „Obiecał udzielić Krzysztofowi S. – pełniącemu funkcję publiczną dyrektora naczelnego Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie korzyść majątkową w zamian za przekroczenie uprawnień w celu wyboru firmy na wykonanie projektu i modernizacji stadionu lekkoatletycznego w Spale”.

Zdaniem prokuratury Konrad S. nie tylko obiecywał, ale też wręczał urzędnikom łapówki. „W zamian za podjęcie się pośrednictwa w załatwieniu sprawy w Ośrodku Sportu i Rekreacji Targówek (…) udzielił Arkadiuszowi Ż. korzyść majątkową w postaci pieniędzy w kwocie co najmniej 60 tysięcy” – napisała w akcie oskarżenia Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

W 2009 roku o interesach Konrada S. pisał Cezary Gmyz w „Rzeczpospolitej”, w artykule „Kłopoty króla orlików”: „Sprawa korupcji przy budowie obiektów sportowych wyszła przy okazji afery byłego ministra sportu Tomasza Lipca”. Sprawa Konrada. S. jest obecnie w sądzie karnym. Wróćmy jednak do spotkania w Żywcu. Biorą w nim udział Polakowski, Konrad S. i przedsiębiorca ze Śląska.

Przedsiębiorca – No właśnie?

Polakowski: – Trzeba sprawę załatwić… Krótko, zwięźle powiem panu. Polski Związek Lekkiej Atletyki i Europejska Federacja Lekkiej Atletyki nie jest zainteresowana tym, żeby tutaj jakaś wykładzina chińska była kładziona. W ogóle do Polski no…

Wiceprezes PZLA wyjaśnia też, dlaczego na spotkanie zabrał Konrada S. Tłumaczy, że jest on przedstawicielem włoskiego producenta bieżni. – Ja bym chciał, żebyście się co do ceny dogadali. (…) A poza tym my też siedzimy w przetargach i my też możemy wam wspomóc – mówi Polakowski. Mimo nagabywań wiceprezesa PZLA, przedsiębiorca ze Śląska nie chce zgodzić się na włoską nawierzchnię. Tłumaczy, że ma już umowę w tej sprawie z inną firmą. Wtedy Polakowski zaczyna grozić: – My, Polski Związek Lekkiej Atletyki, będziemy robić problemy.

Ja bym chciał, żebyście się co do ceny dogadali. (…) A poza tym my też siedzimy w przetargach i my też możemy wam wspomóc

óźniej rozmowa przybiera inny ton. Wiceprezes PZLA próbuje przekonać przedsiębiorcę do instalacji nawierzchni M. w inny sposób.

Polakowski: – W tym roku będzie bardzo dużo obiektów w Polsce budowanych.

Przedsiębiorca: – No właśnie mówił pan, panie prezesie, przez telefon.

Polakowski: – I tak zrobimy, żebyście wy na przykład taki przetarg mogli wygrać!!

Konrad S.: – Nie byłoby problemu, żebyśmy te obiekty tutaj na pana terenie robili razem.

Przedsiębiorca: – Jestem za małą firmą, by konkurować z wami w Polsce. Polakowski: – Ale chodzi o ten teren. Będzie robiony na przykład stadion w Gliwicach.

Ale i ta propozycja nie przekonuje właściciela firmy ze Śląska. Po godzinie panowie opuszczają lokal w Żywcu. Niemal przed samym wyjściem wiceprezes PZLA pyta jeszcze przedsiębiorcę: – To jak, dogadacie się jakoś? . Ale i tym razem dostał odmowę.
Nie wiem, nie pamiętam

O rozmowę z Żywca zapytaliśmy Polakowskiego. – Nie wiem, nie mogę teraz panu powiedzieć, o co chodziło. To było tak dawno – odparł.

Podczas spotkania mówił pan, że pomożecie przedsiębiorcy wygrać przetarg.

– Nie rozumiem. Trudno mi się w tej chwili do tego odnosić, bo było to bardzo dawno temu. Rozmowę pamiętam, ale jej szczegółów nie – odpowiada Polakowski.

Konrad S: – Nie mam zamiaru rozmawiać z panem na ten temat.

Prok. Agnieszka Zabłocka – Konopka, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie: – Dotychczas nikomu nie przedstawiono zarzutów. Ze względu na obowiązującą tajemnicę śledztwa, bliższe dane dotyczące podejmowanych czynności procesowych nie mogą być obecnie przedmiotem informacji medialnych.
Żródło info i foto: TVP.info

Agenci ABW zatrzymali mężczyzn, którzy planowali zamach na terenie kraju

Wielka akcja Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na terenie całego kraju. Funkcjonariusze zatrzymali czterech mężczyzn, którzy planowali przeprowadzenie w Polsce zamachu. Dwóm z nich postawiono zarzuty o charakterze terrorystycznym. Zabezpieczono broń i materiały wybuchowe. Jak ustalił reporter RMF FM Piotr Bułakowski, głównym podejrzanym jest 57-letni Wojciech K. spod Olsztyna. Zabezpieczono u niego 5 kg materiałów wybuchowych i substancje do ich przygotowania. Zarzuty o charakterze terrorystycznym usłyszał również 45-letni Krzysztof G. – dla dobra śledztwa prokuratura nie podaje, skąd pochodzi. Mężczyzna miał w domu prawdziwy arsenał: broń maszynową i krótką, celowniki optyczne, kilka tysięcy sztuk amunicji.

Mężczyźni usłyszeli główny zarzut próby wywołania poważnych zakłóceń w ustroju Rzeczpospolitej Polskiej – powiedział naszemu reporterowi Zbigniew Czerwiński z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, która nadzoruje śledztwo. W tej sprawie na terenie kraju zatrzymano również dwóch innych mężczyzn, którym postawiono zarzuty za posiadanie broni. Obaj zostali już wypuszczeni, dostali policyjny dozór.

Jak poinformował Czerwiński, cała czwórka się znała, ale nie można mówić w tym przypadku o grupie przestępczej. Śledczy nie ujawniają na razie szczegółów dotyczących planów zamachu. Wiadomo jedynie, że taki miał nastąpić. W kilkunastu miejscach w Polsce nadal przeszukiwane są kryjówki zatrzymanych.
Żródło info i foto: RMF24.pl

16-latek, który groził wysadzeniem Sejmu ma poważne kłopoty

Internauta zapowiedział wysadzenie budynku Sejmu i namawiał innych użytkowników sieci do podkładania bomb. Funkcjonariuszom udało się dotrzeć do prawdopodobnego autora wpisów – okazał się nim być 16-letni mieszkaniec powiatu dzierżoniowskiego.

Nastolatek potwierdził, że to on utworzył wydarzenie, w którym nawoływał do wysadzenia Sejmu. – Nieletni dodał, że do podjęcia takich działań zainspirowała go piosenka jednego z zespołów hip-hopowych. Oświadczył, że traktował to jako żart i nie zdawał sobie sprawy, że za takie zachowanie może ponieść konsekwencje – tłumaczy w rozmowie z portalem asp. szt. Paweł Petrykowski z dolnośląskiej policji.

16-latek został już zatrzymany; teraz stanie przed sądem dla nieletnich. Grozi mu do 8 lat więzienia.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Terroryści z ISIS podrabiają syryjskie paszporty

Terroryści z Państwa Islamskiego posiadają maszyny drukarskie i puste książeczki paszportowe, dzięki czemu mogą tworzyć fałszywe dokumenty – informuje telewizja CNN, powołując się na informacje amerykańskiego wywiadu. Paszporty mogą być nie do odróżnienia od prawdziwych. Jak podaje CNN, terroryści zdobyli dostęp do rządowych budynków w Syrii, w których przechowywane były prawdziwe dane i odciski palców obywateli tego kraju. Dzięki temu mogą bez przeszkód „ukraść osobowość” zwykłych ludzi i stworzyć na jej podstawie fałszywy paszport. – Traktujemy to bardzo poważnie – przyznał John Kirby, rzecznik amerykańskiego departamentu stanu.

– Środowisko wywiadu jest zaniepokojone, że mają możliwości produkcji fałszywych paszportów – dodał szef FBI James Comey.

Telewizja ABC News kilka dni temu podała, że do USA przedostała się osoba posługująca się fałszywym paszportem. Według nieupublicznionego raportu amerykańskiego wywiadu fałszywe paszporty można kupić w Syrii za sumę od 200 do 400 dolarów, tyle samo kosztują stemple wizowe.
Żródło info i foto: TVP.info

Państwo Islamskie planowało sześć zamachów na Wyspach

W ubiegłym roku Państwo Islamskie podjęło próbę przeprowadzenia sześciu dużych zamachów terrorystycznych na terytorium Wielkiej Brytanii – twierdzi Andrew Parker, szef brytyjskiego wywiadu. Parker podczas wystąpienia w Londynie podkreślał, że brytyjski wywiad musi obecnie radzić sobie z zagrożeniem na trzech płaszczyznach – na terytorium Wielkiej Brytanii, za granicą i w internecie. – Takiej skali zagrożenia nie spotkałem nigdy w czasie swojej 32-letniej kariery – dodał. Podkreślił, że IS jest bardzo zdeterminowane, by przeprowadzić duży zamach terrorystyczny na Wyspach.

Parker poinformował też, że ponad 750 ekstremistów z Wielkiej Brytanii pojechało walczyć do Syrii. Szef Mi5 przypomniał też o zamachu terrorystycznym na brytyjskich turystów w Tunezji, który – jego zdaniem – powinien uświadomić wszystkim, że zagrożenie jest poważne. – Spiski przeciwko Wielkiej Brytanii są układane w Syrii – dodał.

Parker mówił też, że wciąż nie można ignorować zagrożenia ze strony Al-Kaidy.
Żródło info i foto: rp.pl