Samochód spłonął na węźle Konotopa. Z auta wyciągnięto ciało kobiety

We wtorek 28 lipca na węźle Konotopa w Warszawie zapalił się samochód. Na miejsce przyjechała straż pożarna, która ugasiła pojazd. W aucie nikogo nie było. Potem strażacy na jezdni estakady znajdującej się poniżej znaleźli ciało kobiety. Niestety, nie przeżyła – poinformował Kazimierz Jaworski ze straży pożarnej dla powiatu warszawskiego-zachodniego. Jak przekazał strażak, do wypadku doszło około godz. 4.10.

„Dyżurny stanowiska kierowania komendanta Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Błoniu otrzymał zgłoszenie o pożarze samochodu osobowego na węźle Konotopa” – powiedział Kazimierz Jaworski ze straży pożarnej dla powiatu warszawskiego-zachodniego.

Dodał, że po dojeździe na miejsce strażacy zastali palący się pojazd. W środku nie było kierowcy. „Przystąpiono do działań gaśniczych. W ich trakcie odnaleziono na jezdni estakady znajdującej się poniżej ciało. Okazało się, że jest to kobieta z tego samochodu. Była poparzona” – przekazał Jaworski.

Na miejsce przyjechało pogotowie ratunkowe. „Niestety, lekarz stwierdził zgon” – podał strażak.

Dodał, że zablokowany jest ruch z Bemowa w stronę lotniska, a jadąc od strony Łodzi w kierunku Bemowa odbywa się jednym pasem. Jak podała Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad utrudnienia mogą potrwać do godz. 9.
Źródło info i foto: raportdrogowy.interia.pl

Wypuszczono mężczyznę zatrzymanego w związku z pożarem katedry w Nantes

Francuscy prokuratorzy wypuścili mężczyznę, który został zatrzymany w sobotę w związku z pożarem katedry w Nantes – podaje agencja AFP. To 39-letni wolontariusz, który pracuje na terenie diecezji. Śledczy podkreślali wcześniej, że nie mieli dowodów na to, by ów mężczyzna rzeczywiście miał związek z pożarem. Prokuratura w Nantes wypowiadała się w tej sprawie wcześniej bardzo ostrożnie. Jak informowano, wolontariusz był „odpowiedzialny za zamknięcie świątyni” na kilkanaście godzin przed wybuchem pożaru.

Mężczyzna spędził noc z soboty na niedzielę w policyjnym areszcie. – Nie sądzę, żeby mógł podpalić katedrę. Uwielbia to miejsce – mówił w rozmowie z „Le Figaro” Jean-Charles Nowak, pracownik katedry. Dodał, że zatrzymany mężczyzna to „miła i uśmiechnięta, ale raczej milcząca osoba”. Wolontariusz regularnie służy również podczas mszy św. Również proboszcz ks. Hubert Champenois oświadczył, że ma do mężczyzny „całkowite zaufanie”.

W niedzielę wieczorem agencja AFP poinformowała o wypuszczeniu mężczyzny.

Ogień pojawił się w sobotę przed godz. 8, został opanowany około godz. 10. W akcji gaśniczej brało udział około stu strażaków. Ogień strawił barokowe organy z XVII wieku. Całkowitemu zniszczeniu uległ także zabytkowy, kilkusetletni witraż. Ocalały natomiast renesansowe nagrobki ostatniego króla Bretanii, Franciszka II i jego żony.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Francja: Zatrzymano wolontariusza w związku z pożarem katedry w Nantes

Wolontariusz z diecezji Nantes został zatrzymany przez policję w ramach śledztwa w sprawie pożaru w katedrze św. Piotra i Pawła w tym mieście – poinformował prokurator Nantes Pierre Sennes, potwierdzające informacje dziennika „Presse-Ocean”. Mężczyzna ten „był odpowiedzialny za zamknięcie katedry w piątek wieczorem i śledczy chcieli wyjaśnić pewne elementy harmonogramu (pracy) tej osoby” – powiedział agencji AFP prokurator Sennes.

Śledczy chcą także przesłuchać zatrzymanego w sprawie „warunków zamknięcia katedry” – dodał. Jak zaznaczył, „wszelka interpretacja, która mogłaby wiązać tę osobę z popełnieniem czynów, jest przedwczesna i pochopna”. Musimy zachować ostrożność co do interpretacji tego zatrzymania, to normalna procedura – podkreślił.

Spytany o pierwsze elementy śledztwa, prokurator potwierdził, że na miejsce wczoraj po południu przybyli eksperci przeciwpożarowi z policyjnego laboratorium. Wciąż czekali oni na zgodę od strażaków, żeby dostać się na emporę, na której znajdowały się zabytkowe organy – doszczętnie spalone w pożarze.

Pożar w katedrze wybuchł wczoraj, przed godz. 8 rano i został opanowany około godz. 10. W akcji gaśniczej brało udział ok. 100 strażaków.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest śledztwo ws. „podpalenia” katedry w Nantes

Prokuratura w Nantes na zachodzie Francji poinformowała, że wszczęła dochodzenie „w sprawie podpalenia” Katedry św. Piotra i Pawła, gdzie w sobotę rano wybuchł pożar, który udało się po ok. dwóch godzinach opanować. Do Nantes udaje się premier Francji Jean Castex i dwoje ministrów.

Na tym etapie wszczynamy dochodzenie w sprawie podpalenia – poinformował prokurator Nantes Pierre Sennes. Zastrzegł, że na razie nie można wyciągnąć żadnych wniosków, ale śledztwo może przynieść nowe elementy. Prokurator powiedział, że na razie odnotowano „trzy oddzielne punkty pożaru”.

Pożar, który zniszczył zabytkowe organy, wybuchł w sobotę przed godz. 8 rano i został opanowany ok. godz. 10. W akcji gaśniczej brało udział ok. 100 strażaków.

Strażacy, który przybyli na miejsce, odkryli „poważny pożar na poziomie organów znajdujących się za rozetą i na tym skupiła się akcja gaśnicza” – poinformował szef straży pożarnej w departamencie Loara Atlantycka, generał Laurent Ferlay. Służby dokonały również „rekonesansu budowli i ochroniły dzieła sztuki w porozumieniu z władzami katedry”.

Organy wydają się być całkowicie zniszczone. Platforma (empora), na której się znajdują, jest bardzo niestabilna i grozi zawaleniem – mówił wcześniej dziennikarzom gen. Ferlay. Wskazał jednak, że wyrządzonych szkód nie można porównać z pożarem tej katedry z 1972 r., katastrofalnym pożarem paryskiej Notre Dame z 2019 r., czy bazyliki Saint Donatien w Nantes z 2015 roku.

Burmistrz Nantes Johanna Rolland również oświadczyła, że szkody nie są tak poważne, jak w następstwie pożaru z 1972 roku.

Swój przyjazd do Nantes na sobotnie popołudnie zapowiedział premier Castex, a także minister spraw wewnętrznych Gerald Darmanin i minister kultury Roselyne Bachelot. Na Twitterze Castex podziękował strażakom, którzy „odważnie uczestniczyli w gaszeniu pożaru w katedrze” i wyraził solidarność z mieszkańcami Nantes.

O swoim „wsparciu dla strażaków, którzy podejmują ryzyko, aby ocalić ten gotycki klejnot miasta” zapewnił na swoim koncie na Twitterze także prezydent Francji Emmanuel Macron.

Gotycka katedra w Nantes to zabytek architektury. Budowla reprezentuje gotyk płomienisty. Jej budowa trwała ponad 400 lat – od 1434 r. do 1891 r. Mierzące 63 metry wieże zostały wzniesione w 1508 r.

To nie pierwszy raz, kiedy w katedrze w Nantes dochodzi do pożaru. 28 stycznia 1972 r. ogień strawił dach świątyni. Do wypadku doszło w wyniku prac dekarskich. Dopiero po ponad 13 latach prac rekonstrukcyjnych w maju 1985 r. katedra została ponownie otwarta.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura Okręgowa Białymstoku wszczęła śledztwo ws. pożaru w Biebrzańskim PN. Nagroda za „podpalacza”

Prokuratura Okręgowa Białymstoku będzie prowadzić śledztwo w sprawie pożaru w Biebrzańskim PN. Wpłynęły już do niej materiały od policji – poinformował zastępca szefa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku Paweł Sawoń. Straż pożarna poinformowała, że w niedzielę po południu formalnie zakończyła się akcja gaśnicza. Pożar trwał od prawie tygodnia. Spłonęło prawie 5,3 tys. ha bagiennych łąk i terenów leśnych w Biebrzańskim PN, który jest największym obszarem chronionym w Polsce.

Rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa poinformował w niedzielę, że zawiadomienie w Komendzie Powiatowej Policji w Mońkach złożyła dyrekcja Biebrzańskiego Parku Narodowego. Sprawę przejęła Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku i zebrane dotąd materiały przekazała prokuraturze. Dodał, że byli już przesłuchani pierwsi świadkowie.

– Nie tylko Biebrzański Park Narodowy jest tutaj poszkodowanym, ale też osoby prywatne, którym spłonęły łąki – dodał Tomasz Krupa. Zaznaczył, że kierunek w śledztwie określi prokuratura, gdy zdecyduje o wszczęciu postępowania.

Prokurator Paweł Sawoń powiedział, że szczegóły mają być znane w poniedziałek.

„Na pewno brał udział człowiek”

Tomasz Krupa mówi, że kluczowe dla sprawy będzie zasięgnięcie opinii przez biegłych m.in. z zakresu pożarnictwa o przyczynie pożaru. Były wypowiedzi w przestrzeni publicznej, że mogło dojść do podpalenia. – Ale ostatecznie musi się jak zawsze w takich sytuacjach wypowiedzieć biegły z zakresu pożarnictwa – powiedział Krupa. Dodał, że pewnie będzie również zasięgana opinia dotycząca strat przyrodniczych, które spowodował pożar, ale będzie o tym decydować prokuratura.

Marcin Janowski z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku powiedział, że o godz. 17:00 w niedzielę formalnie straż przekazała zarządzanie nad pożarzyskiem dyrekcji parku, akcja zakończyła się.

Pytany o ewentualne przyczyny pożaru Janowski mówi, że wiele wskazuje na działalnie człowieka. – W takiej sytuacji, przy tej skali pożaru, możemy tylko powiedzieć, że tutaj brał na pewno udział (w powstaniu pożaru) człowiek. Natomiast, czy to było umyślne, czy nieumyślne, czy przypadkowe, przez nieostrożność czy głupotę, to nie jesteśmy w stanie tego na chwilę obecną stwierdzić – powiedział Janowski.

Dodał, że na pewno przyczyną pożaru nie były np. wyładowania atmosferyczne czy awaria sieci energetycznej, zwarcie w instalacji elektrycznej, bo na terenie pożaru nie było burzy, nie ma też linii energetycznych.

„Innej możliwości nie ma”

Dyrektor Biebrzańskiego PN Andrzej Grygoruk potwierdził w niedzielę, że wyznaczył 10 tys. zł nagrody – jak to określił – „dla tego, kto podpalacza wskaże” i powtórzył, że przyczyną pożaru mogło być podpalenie.

– Innej możliwości tutaj nie ma. Ja nie widzę tutaj żadnej innej przyczyny pożaru – uważa dyrektor parku. Wcześniej była także mowa o tym, że pożar może być skutkiem wypalania traw.

Dyrektor poinformował także, że mieszkańcy wsi Kopytkowo w rejonie pożarzyska zgłosili, że na miejsce po pożarze przyjeżdża w niedzielę dużo ludzi, co jest, jak mówi, niebezpieczne ze względu na to, że należy zachować w tym miejscu szczególną ostrożność, jak również ze względu na epidemię koronawirusa. Dyrektor mówi, że poinformował o tym policję i podkreśla, że teren parku na północ od Kopytkowa w kierunku Grzęd jest zamknięty, a chodzi o to, by nie powodować w tym miejscu dodatkowego zagrożenia.

– Po tym pożarze nie chcemy, żeby tam się ktoś kręcił, bo ludzie szukają jakiejś sensacji, a tej sensacji po prostu tam nie ma – powiedział Grygoruk. Zapowiada patrole służb parku i karanie mandatami osób, które próbują wchodzić na teren po pożarze.

Dyrektor dodał, że jeżeli ludzie nie będą się do tego stosować, zastanowi się nad wprowadzeniem zakazu wstępu do parku „do odwołania”. – Do końca roku zamknę park, jeżeli będzie taka indolencja ludzi- dodał dyrektor Biebrzańskiego PN.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano seryjnego podpalacza. 37-latek nie ujawnił powodów wzniecania pożarów

Zatrzymano 37-latka podejrzanego o podpalenia lasów, nieużytków rolnych i traw na terenie powiatu mieleckiego. Mężczyznę przekazali policjantom leśnicy, którzy zauważyli go jadąc na miejsce pożaru w Rzemieniu (Podkarpacie). Podejrzany w ostatnich dniach kilkukrotnie wzniecał ogień na terenie Nadleśnictwa Tuszyma. Mieszkaniec Mielca usłyszał już dwa zarzuty.

Policjanci otrzymali zgłoszenie od leśników, że na terenie lasu w Rzemieniu został ujęty mężczyzna, który mógł podpalać nieużytki rolne i trawy w tej okolicy. Mężczyzna został zatrzymany. Zabezpieczono ślady oraz przesłuchano świadków, a zebrane dowody pozwoliły przedstawić 37-letniemu mieszkańcowi Mielca dwa zarzuty wzniecenia pożarów, w wyniku których zniszczeniu uległo poszycie lasu, na powierzchni bliskiej 1,5 ha.

Dwa pożary jednej doby w tym samym leśnictwie

– To był już drugi pożar w ciągu doby w tym samym leśnictwie, w poniedziałek spaliło się 60 arów poszycia w drzewostanie sosnowym, natomiast we wtorek rano wybuchł pożar, który do momentu ugaszenia objął około pół hektara poszycia – relacjonował Bogdan Tomaszewski, zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Tuszyma.

Od początku kwietnia policjanci odnotowali kilkanaście podpaleń na terenie gminy Przecław. Zgłoszenia pożarów dotyczyły głównie nieużytków rolnych oraz suchych traw w Tuszymie i Rzemieniu. Do zdarzeń dochodziło o różnych porach, zarówno w dzień jak i nocy. Strażacy wyjeżdżali do pożarów nawet kilka razy dziennie. Na obecną chwilę nie oszacowano strat powstałych w wyniku działania ognia. Nie ulega jednak wątpliwości, że te pożary mogły spowodować zagrożenie o wielkich rozmiarach.

Częściowo przyznał się do zarzutów

W rozmowie z policjantami 37-latek częściowo przyznał się do przedstawionych mu zarzutów. Nie potrafił jednak wytłumaczyć powodu swojego działania. Sprawa ma charakter rozwojowy. Funkcjonariusze sprawdzają, czy mężczyzna może mieć związek z innym podpaleniami na terenie gminy Przecław.

W lasach obowiązuje trzeci, najwyższy, stopień zagrożenia pożarowego. Ściółka w południe osiąga wilgotność poniżej 10 procent. Leśnicy apelują o ostrożność w trakcie wizyt na terenach leśnych.

Od niedzieli trwa walka z pożarem w Biebrzańskim Parku Narodowym. Powierzchnię pożaru oszacowano na ponad 6 tys. hektarów. Michał Woś, szef resortu środowiska, na konferencji prasowej w środę podał, że na 99 proc. przyczyną pożaru było wypalanie trawa. – To jest skrajnie nieodpowiedzialne. Niemądre, głupie, ale i nielegalne – podkreślał minister apelując o rozsądek.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Grudziądz: 63-latek oblał konkubinę denaturatem i podpalił

Bożena B., (53-l) ma poparzone 50 procent powierzchni ciała. Jest w stanie krytycznym. Wszystko przez swojego partnera Mirosława K. (63-l). Ten w sobotę (28 marca) został tymczasowo aresztowany. Trzy najbliższe miesiące spędzi w areszci.

W minioną środę (25 marca), około godziny 20 w kamienicy przy ulicy Wybickiego w Grudziądzu (województwo kujawsko-pomorskie) wybuchł pożar. Na miejscu zdarzenia szybko pojawiła się straż pożarna. Dzięki temu pożar został sprawnie ugaszony. Okazało się, że jedna z osób z płonącego mieszkania jest nieprzytomna.

Natychmiast po nim do specjalistycznego szpitala została przetransportowana Bożena B., Połowa ciała tej 53-letniej kobiety wyglądała jak zwęglony kawałek pochodni.

Policjanci po zdarzeniu zatrzymali jej partnera Mirosława K., Był pijany. To niepozorny mężczyzna chodzący o kuli. Biegły z zakresu pożarnictwa ustalił gdzie wybuchł ogień i w jakich okolicznościach. Akta sprawy trafiły do prokuratury.

Tam Mirosław K. usłyszał zarzut usiłowania morderstwa ze szczególnym okrucieństwem. Najpierw miał oblać Bożenę B. denaturatem, a potem rzucić w nią niedopałkiem od papierosa. W sobotę (28 marca) Sąd Rejonowy w Grudziądzu aresztował Mirosława K. na najbliższe trzy miesiące.

Mirosław K., nie przyznaje się do winy. Mówi, że to był wypadek.
Źródło info i foto: se.pl

Włochy: Bunty w więzieniach. Zdemolowane budynki, wzniecane pożary

W 27 więzieniach we Włoszech trwają bunty z powodu ograniczeń, wprowadzonych w ramach prewencji w związku z epidemią koronawirusa – podały w poniedziałek media. Z zakładu karnego w Foggii w Apulii uciekło 20 więźniów, w Rzymie osadzeni wzniecili pożar. Głównym powodem protestów jest zawieszenie odwiedzin w więzieniach. Bunty wybuchły m.in. w mediolańskim San Vittore, w Salerno, Neapolu, Frosinone, Vercelli, Alessandrii i Pawii.

Do najdramatyczniejszej sytuacji doszło w zakładzie w Modenie, gdzie więźniowie wdarli się podczas wywołanych przez siebie zamieszek do ambulatorium, z którego zabrali silne medyczne środki odurzające. Sześciu z nich zmarło z przedawkowania. Z więzienia w Foggii uciekło około 50 więźniów; 30 z nich zostało od razu zatrzymanych przez policję, która otoczyła cały rejon.

W rzymskiej Rebibbii więźniowie podpalili materace. W wielu zakładach karnych osadzeni weszli na dachy z transparentami z hasłem „Ułaskawienie”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Księgowa ukradła 5 mln złotych. Chcą to ukryć podpaliła ośrodek dla niepełnosprawnych dzieci w Katowicach

Zagadka podpalenia ośrodka dla niepełnosprawnych dzieci w Katowicach sprzed ponad półtora roku została rozwiązana. Jak ustalili policjanci, pożar wywołała ówczesna księgowa placówki. A wszystko z powodu przywłaszczenia przez kobietę ponad 4 i pół miliona złotych. Akt oskarżenia w tej sprawie został już wysłany do sądu.

Zaczęło się od kontroli miejskich urzędników, którzy postanowili sprawdzić finanse w ośrodku. Ale główna księgowa zwlekała z przekazaniem odpowiedniej dokumentacji. I nagle latem 2018 roku w ośrodku spłonęły pomieszczenia, gdzie znajdowały się dokumenty i komputery.

Strażacy od razu mówili, że możliwe było podpalenie. Straty po pożarze oszacowano na prawie 800 tysięcy złotych.

Policjanci drobiazgowo zaczęli sprawdzać dokumentacje bankowe i przelewy. Wówczas okazało się, że przez 5 lat księgowa systematycznie kradła pieniądze. W sumie było to ponad 4 i pół miliona złotych. Według ustaleń policji, kobieta w ciągu miesiąca potrafiła robić np. dla siebie po kilka przelewów, zaznaczając, że to wynagrodzenie.

Trudno w to uwierzyć, ale kobieta wszystko wydała na swoje bieżące potrzeby i zachcianki. Teraz grozi jej do 10 lat więzienia.

W lipcu 2018 roku ogień zniszczył również mnóstwo sprzętu rehabilitacyjnego, zabawek i komputerów. Giszowiecki OREW to wyjątkowy, najstarszy tego typu obiekt w Polsce. Prowadzone są tam różnego rodzaju zajęcia dla niepełnosprawnych. Działa również punkt wczesnej interwencji, prowadzone są warsztaty terapii zajęciowej. Dzięki nim niepełnosprawni uczą się życia w społeczeństwie oraz samodzielności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

36-letnia Marta K. oskarżona o zabójstwo nowo narodzonej córki. Podpaliła dom, w którym zginęło dziecko

Ta historia mrozi krew w żyłach. W pożarze, który wybuchł we wsi pod Łaskiem (woj. łódzkie), zginęła nowo narodzona dziewczynka (†25 dni). Śledczy podejrzewają, że to matka zabiła córeczkę, a potem podpaliła dom i stodołę. Czy próbowała upozorować wypadek? Kobieta usłyszała już zarzuty.

Dramat rozegrał się 26 lutego. Strażacy zostali wezwani do pożaru stodoły. Gdy przyjechali na miejsce, okazało się, że płonie także dom. Sprawa była o tyle tajemnicza, że obydwa budynki dzieliło 30–40 metrów. Gaszenie pożaru trwało prawie cały dzień. Gdy strażacy weszli do domu, dokonali przerażającego odkrycia – w jednym z pokojów znaleźli dziecięce łóżeczko, a w nim martwe niemowlę.

Sprawą zajęła się policja. Wszystko wskazywało na to, że doszło do podpalenia. Zarzewia ognia w dwóch miejscach nie były przypadkowe. Śledztwo doprowadziło jednak do szokujących ustaleń. Wynika z nich, że do śmierci dziewczynki mogła przyczynić się jej matka Marta K. (36 l.).

Jak informuje Jolanta Szkilnik, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Sieradzu, kobieta usłyszała już zarzut zabójstwa dziecka oraz wzniecenia pożaru. Została aresztowana na trzy miesiące. – Zostanie poddana badaniom przez biegłych psychiatrów, by ocenić jej poczytalność – dodaje prok. Szkilnik.

Sąsiedzi Marty K. są wstrząśnięci. Mówią, że kobieta nosiła ciążę dumna i zadowolona. Maleństwo było jej pierwszym dzieckiem. Nie mają pojęcia, dlaczego postanowiła pozbyć się córeczki. Nie wiedzą też, co się stało z ojcem dziewczynki.

Śledczy mają jeszcze wiele do ustalenia. Na razie nie udzielają informacji, tłumacząc się dobrem postępowania i jego wyjątkowo delikatnym charakterem.
Źródło info i foto: Fakt.pl