Koniec chłosty jako formy kary w Arabii Saudyjskiej

Arabia Saudyjska zdelegalizowała chłostę, jak formę kary – wynika z dokumentu, do którego dotarł Reuters. Ma to na celu „przestrzeganie międzynarodowych standardów praw człowieka (przeciwko) karom cielesnym”. O tej zmianie zadecydował tamtejszy Sąd Najwyższy. Dotychczas chłostą karano między innymi publiczne picie alkoholu i seks pozamałżeński.

Ultrakonserwatywne muzułmańskie Królestwo Arabii Saudyjskiej spotyka się z ostrą krytyką organizacji pozarządowych za łamanie praw człowieka, w szczególności za karę chłosty, stosowanej w przypadku zabójstwa, naruszenia „porządku publicznego”, jak na przykład picie alkoholu „pod chmurką”, czy relacji pozamałżeńskich – zwraca uwagę AFP.

Chłosta była dotąd stosowana jako kara w przypadku szerokiego wachlarza przestępstw – przypomina Reuters. Wobec braku jasno skodyfikowanego systemu prawa, towarzyszącego obowiązującemu w kraju szariatowi, poszczególni sędziowie mają swobodę interpretacji tekstów religijnych i wydawania na ich podstawie wyroków. Organizacje broniące praw człowieka odnotowywały nałożenie kary chłosty między innymi za nękanie, publiczne pijaństwo, zakłócanie spokoju, pozamałżeński seks, a nawet za posiadanie alkoholu.

Eliminacja kary chłosty
„Sąd Najwyższy postanowił w kwietniu znieść chłostę spośród kar, które mogą nakładać sędziowie” – czytamy w dokumencie, wydanym przez ten najwyższy organ sądowy w Arabii Saudyjskiej. Konkretnej daty tej decyzji nie podano.

Według SN sędziowie będą od teraz musieli decydować się na karę pozbawienia wolności i/lub grzywny, a także kary alternatywne, takie jak prace na cele społeczne, aby – jak to ujęto „przestrzegać międzynarodowych standardów praw człowieka (które zabraniają) kar cielesnych”.

Organizacja Amnesty International (AI) zwraca uwagę, że ogłoszenie decyzji w sprawie zniesienia chłosty nastąpiło w następstwie ostrej krytyki Rijadu ze strony organizacji pozarządowych po śmierci w więzieniu w wyniku udaru mózgu działacza praw człowieka Abdallaha al-Hamida. Odsiadywał on karę 11 lat pozbawienia wolności za „złamanie wierności” królowi saudyjskiemu, „podżeganie do zamieszek” i dążenie do destabilizacji bezpieczeństwa państwa. AI to międzynarodowa organizacja pozarządowa, której celem jest zapobieganie naruszeniom praw człowieka.

Batożenie za blogowanie

W ostatnich latach sztandarowym przypadkiem naruszeń międzynarodowych standardów był saudyjski obrońca praw człowieka i wolności słowa, bloger Raif Badawi – wskazuje AFP. W 2014 r. został skazany na 10 lat więzienia i 1000 batów za apostazję i obrazę islamu oraz stworzenie strony internetowej „Wolni saudyjscy liberałowie”. Strona stanowiła forum debaty społecznej, politycznej i religijnej; jej założenie uznano za obrazę islamu. Pierwsze 50 batów wymierzono mu w miejscu publicznym w styczniu 2015 roku. W tym samym roku Badawi został laureatem przyznawanej przez Parlament Europejski Nagrody im. Sacharowa za wolność myśli. PE wezwał wówczas do jego „natychmiastowego uwolnienia”.

Inne formy kar cielesnych, takie jak amputacja za kradzież lub ścięcie za morderstwa i terroryzm, nie zostały jeszcze zakazane – przypomina Reuters.
Źródło info i foto: interia.pl

Koalicja Obywatelska złożyła wniosek do NIK ws. przygotowań do wyborów prezydenckich

Koalicja Obywatelska chce, by NIK zbadała, czy rząd rozpoczął przygotowania do wyborów prezydenckich zgodnie z prawem. – Jest to afera o charakterze kryminalnym – twierdzi Kamila Gasiuk-Pihowicz.

– Składamy wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie legalności działań obciążających finanse publiczne, podjęte przez Kancelarię Premiera, Ministerstwo Aktywów Państwowych i konkretne spółki Skarbu Państwa – poinformowała na konferencji Kamila Gasiuk-Pihowicz.

Posłanka dodała, ze jej zdaniem mamy do czynienia z „aferą o charakterze kryminalnym”. Wtórował jej Robert Kropiwnicki. Polityk uważa, że premier Mateusz Morawiecki i wicepremier Jacek Sasin „uparcie dążą do likwidacji wolnych wyborów w Polsce z uporem godnym pionierów radzieckich, którzy utrwalali komunistyczną władz”.

– Ta władza robi wielką hucpę, likwidując wolne wybory, wprowadzając tryb kopertowy, z kopertami, które sami dostarczą, może część wypełnią i policzą. To wielkie oszustwo i z tego względu będziemy składać zawiadomienie do NIK w sprawie kontroli tego – zaznaczył.

Poseł Cezary Tomczyk podkreślił, że „każdy, kto bezprawnie będzie drukował karty do głosowania, będzie w Polsce przestępcą, tak mówi polskie prawo, tak mówi konstytucja”. – Dzisiaj chcemy powiedzieć jasno, że złożymy zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie w związku z przestępstwem wyborczym. To, co dzieje się na naszych oczach, to po prostu farsa – uznał.

Jacek Sasin w rozmowie z TVN24 powiedział, że „druk kart został podjęty”. – Dzieje się to przede wszystkim na podstawie decyzji marszałek Sejmu, która wyznaczyła wybory prezydenckie zgodnie z konstytucją na 10 maja i na podstawie decyzji premiera wydanej w oparciu o ustawę „antyCovidową”, która nakazała państwowym firmom takim jak Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych oraz Poczta Polska przygotowanie do tych wyborów, tak aby mogły się odbyć w trybie korespondencyjnym – stwierdził polityk.
Źródło info i foto: wp.pl

Jak w święta Polacy przestrzegali kwarantanny? Dane policji

Ostatniej doby sprawdziliśmy ponad 125 tys. osób na kwarantannie, w ok. 285 przypadkach stwierdziliśmy uchybienia kwalifikujące się do wymierzenia grzywny – poinformował w poniedziałek kom. Robert Opas z Komendy Głównej Policji. Jak dodał, w związku z naruszeniem obowiązujących ograniczeń wystawiono 1004 mandaty, a w 514 przypadkach skierowano wnioski do sądu.

Obecnie kwarantannie poddanych jest 1742 funkcjonariuszy. Łącznie było 6102 policjantów objętych izolacją. Zarażonych koronawirusem jest 79 funkcjonariuszy, zaś wyzdrowiało 87. W pierwszy dzień świąt było małe, miejscami średnie natężenie ruchu drogowego. Policja odnotowała 17 wypadków, w których zostało rannych 15 osób, zaś 2 zginęły.

KGP apeluje z okazji świąt wielkanocnych o rozsądek i zostawanie w domu. Kara, która może być nałożona na osobę łamiącą obejmującą ją kwarantannę, a także na osoby, które nie przestrzegają ograniczeń dotyczących przemieszczania się i zgromadzeń w miejscu publicznym, może wynosić nawet 30 tys. zł.

Osobom, które mając świadomość zakażenia koronawirusem, narażają na to zakażenie innych, grozi do 5 lat więzienia, a w przypadku narażenia wielu osób – do 10 lat.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wielka Brytania zaostrza kary za terroryzm

Rząd brytyjski opracował ustawę zapobiegającą przedwczesnemu wypuszczeniu na wolność przestępców odbywających kary za terroryzm. Jest to spowodowane zamachami, do których doszło w Londynie w ostatnich miesiącach. Jeśli Izba Lordów pozytywnie zaopiniuje nowe przepisy, to wejdą one w życie 27 lutego – w przeddzień ewentualnego zwolnienia Mohammeda Zahira Khana, skazanego za podżeganie do terroryzmu i który może opuścić więzienie w połowie wyroku.

Procedowana obecnie ustawa ma powstrzymać przedwczesne zwolnienie około 50 dżihadystów, będących zagrożeniem dla społeczeństwa, którzy jednak nie zasłużyli na dożywotnie więzienie. Zgodnie z propozycją rządu, będą oni mogli ubiegać się o warunkowe zwolnienie po odbyciu co najmniej dwóch trzecich kary, a nie – jak było do tej pory – w połowie wyroku. Obowiązujące prawo, uchwalone w 2008 r. pod rządami Partii Pracy, dotyczy skazanych w wieku 18-21 lat.

Terroryści, którzy w ostatnich miesiącach dokonali zamachów w Londynie, to osoby, które skorzystały ze zwolnień warunkowych. Przekonali oni władze, że nie stanowią już zagrożenia dla społeczeństwa. Są to: Amman, który zabił na początku lutego dwie osoby po 10 dniach przebywania na wolności i Usman Khan, który w listopadzie 2019 r. zabił dwie osoby i trzy ranił podczas konferencji dotyczącej resocjalizacji więźniów.

Chodziło o program „Uczymy się razem”, który polega na tym, iż student i więzień uczą się wspólnie. Odsiadując wyrok, zamachowiec był jednym z uczestników tego programu – zabił koordynatora tego projektu i studentkę, która brała w nim udział.

Obaj przestępcy byli monitorowani przez policję, przy czym kontrwywiad ocenił 20-letniego Ammana, na pięć dni przed zamachem, jako jednego z pięciu najgroźniejszych terrorystów w Wielkiej Brytanii. Resort Sprawiedliwości podał, że na wolności przebywa obecnie ponad 70 dżihadystów, którzy wyszli z więzień w połowie wyroku.
Źródło info i foto: TVP.info

Nuncjatura Apostolska komentuje zarzuty ws. biskupa Szkodonia o molestowanie seksualne

Zamiarem Nuncjatury nigdy nie było ograniczanie Pani Monice prawa do powiadomienia mediów, ani ukrywanie sprawy przed opinią publiczną – informuje Nuncjatura Apostolska w komunikacie przekazanym PAP. Zaznacza, że w sprawie nie zapadł do tej pory żaden wyrok sądu powszechnego.

W komunikacie przekazanym w środę PAP Nuncjatura Apostolska w Polsce odniosła się do doniesień medialnych w tej sprawie. Nuncjatura oświadcza, że „postępowanie kanoniczne w sprawie oskarżeń kierowanych przez Panią Monikę (imię zmienione) wobec jednego z polskich biskupów prowadzone jest przez Kongregację Nauki Wiary. Pierwszy list w tej sprawie nadszedł do Nuncjatury 27 maja 2019 r. i tego samego dnia został przekazany do Stolicy Apostolskiej”.

Pełnomocnik kobiety został o całym postępowaniu poinformowany przez Nuncjaturę Apostolska w Polsce pismem z dnia 30 maja 2019 r. Nuncjatura zaznacza też, że „nie jest stroną tego postępowania i podejmuje działania wyłącznie w ramach zaleceń przekazanych przez Stolicę Apostolską”. „W szczególności Nuncjusz Apostolski nie jest sędzią w tej sprawie ani organem upoważnionym do relacjonowania przebiegu postępowania” – podkreślono.

Nuncjatura wskazuje, że „mając na uwadze wagę opisanej sprawy oraz konieczność dochowania najwyższej staranności w dążeniu do wyjaśnienia prawdy” abp Salvatore Pennacchio 23 stycznia 2020 r. osobiście spotkał się z p. Moniką i jej pełnomocnikiem. Jak zaznaczono, wizyta była ściśle związana z prowadzonym postępowaniem, a obecność p. Moniki w Nuncjaturze Apostolskiej była obopólnie uzgodniona.

Nuncjatura zapewnia, że „zrobiła wszystko, co w jej mocy, aby zapewnić Pani Monice podczas składania świadectwa możliwie najdogodniejsze warunki, które w jak najmniejszym stopniu obciążałyby jej wrażliwość. Dołożono zatem wszelkich starań, aby Panią Monikę i jej pełnomocnika potraktować z należytą powagą i szacunkiem”.

„Zamiarem Nuncjatury nigdy nie było ograniczanie Pani Monice prawa do powiadomienia mediów, ani ukrywanie sprawy przed opinią publiczną. Należy jednak mieć na uwadze, iż doniesienia medialne w tego rodzaju wrażliwych sprawach wywołują ogromne emocje społeczne, które znacząco mogą utrudnić postępowanie mające na celu ustalenie prawdy. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, iż w tej sprawie nie zapadł do tej pory żaden wyrok sądu powszechnego” – podkreślono w komunikacie.

Bp Jan Szkodoń w oświadczeniu napisał, że przedstawione mu oskarżenia są nieprawdą i godzą w jego dobre imię, którego zamierza bronić. Zapewnił, że do czasu wyjaśnienia sprawy nie będzie podejmował żadnej pracy duszpasterskiej.

Jego oświadczenie zamieszczone wieczorem na stronie internetowej Archidiecezji Krakowskiej ma związek z publikacją, którą zapowiedziała „Gazeta Wyborcza”. W poniedziałkowym „Dużym Formacie” ukaże się reportaż Marcina Wójcika „Zły dotyk biskupa z Krakowa”. Jego autor opisuje relacje hierarchy z 15-letnią wówczas Moniką. Według kobiety, biskup podczas spotkań miał jej wsuwać ręce pod koszulę i bieliznę oraz między uda. Do molestowania nieletniej miało dochodzić w Krakowie ponad 20 lat temu.

„W obliczu zapowiadanych doniesień medialnych na temat mojej osoby pragnę przekazać, że zostałem przez Nuncjusza Apostolskiego w Polsce poinformowany o wszczęciu wobec mnie postępowania, które jest przewidziane prawem kanonicznym, oraz że zostały podjęte czynności i decyzje wynikające z norm wewnątrzkościelnych dotyczących biskupa” – napisał biskup Szkodoń.

Zaznaczył, że ponieważ przedmiotem postępowań ma być w pierwszej kolejności ustalenie prawdy i nie może udzielać żadnych informacji w tej sprawie.

„Stanowczo oświadczam, że przedstawione mi oskarżenia są nieprawdą, oraz że godzą w moje dobre imię, którego zamierzam bronić. Do czasu wyjaśnienia sprawy, nie będę podejmował żadnej pracy duszpasterskiej” – zapewnił bp Szkodoń. „Proszę o modlitwę w intencji Kościoła oraz o szybkie poznanie pełnej prawdy” – zaapelował.

Rzecznik krakowskiej kurii ks. Łukasz Michalczewski potwierdził wcześniej PAP, że biskup przebywa poza Archidiecezją Krakowską, a postępowanie wyjaśniające w tej sprawie prowadzi watykańska Kongregacja Nauki Wiary. „Ufamy w pełni podjętej przez Kongregację procedurze i oczekujemy szybkiego poznania prawdy w duchu nauczania papieża Franciszka” – mówił ks. Michalczewski.

72-letni bp Jan Szkodoń urodził się w Chyżnem. Po maturze, którą zdał w 1964 r., wstąpił do Krakowskiego Seminarium Duchownego. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk kard. Karola Wojtyły w 1970 r. Pracował w parafiach w Makowie Podhalańskim i w parafii Matki Bożej Zwycięskiej w Krakowie – Borku Fałęckim.

W latach 1973 – 1976 studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie otrzymał doktorat za pracę dotycząca nierozerwalności małżeństwa. Po powrocie z KUL pracował w kurii jako sekretarz Synodu Archidiecezji Krakowskiej. Prowadził wykłady na Papieskim Wydziale Teologicznym (później – Papieska Akademia Teologiczna) z teologii pastoralnej i z teologii życia wewnętrznego.

W 1979 r. został mianowany ojcem duchownym w Krakowskim Seminarium Duchownym. Posługę ojca duchownego łączył z prowadzeniem rekolekcji Ruchu Światło-Życie, Grup Apostolskich i rekolekcji parafialnych.

Sakrę biskupią otrzymał 4 czerwca 1988 r. Jest biskupem pomocniczym Archidiecezji Krakowskiej, autorem książek poświęconych rodzinie, kapłaństwu i życiu rodzinnemu. Jego pasją jest malowanie obrazów.

Bp Szkodoń przewodniczył Komisji Duszpastersko-Teologicznej „Pamięć i Troska”, powołanej przez ówczesnego metropolitę krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza w lutym 2006 r., by wypracować kryteria, według których należy oceniać postawy duchownych podejrzewanych o współpracę ze służbami bezpieczeństwa PRL. Komisja ta przygotowała „Memoriał w sprawie współpracy niektórych duchownych z organami bezpieczeństwa w Polsce w latach 1944-1989”, który 25 sierpnia 2006 r. na Jasnej Górze został przyjęty jako dokument Episkopatu Polski. Opracowała też zasady, według których powinny być oceniane publikacje dotyczące m.in. lustracji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zbigniew Ziobro o zatrzymaniu Jana S.

Każdy, kto występuje przeciwko walczącym z przestępczością, musi się liczyć z najsurowszymi konsekwencjami. Odpowiedź państwa będzie zawsze bezwzględna – powiedział minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro odnosząc się do zatrzymania Jana S.

Policjanci zatrzymali w Milanówku Jana S. podejrzanego m.in. o podżeganie do zabójstwa kilku osób, w tym ministra Ziobro. Informację o zatrzymaniu Jana S. potwierdziła rzeczniczka Prokuratury Krajowej prok. Ewa Bialik.

Minister Ziobro powiedział, że każdy, kto występuje przeciwko walczącym z przestępczością przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości, musi się liczyć z najsurowszymi konsekwencjami, a odpowiedź państwa i prawa będzie zawsze bezwzględna. Dodał, że to przestępcy muszą się bać, a prokuratorzy i funkcjonariusze, którzy narażają się w walce z przestępczością, muszą mieć pewność, że państwo zawsze stanie w ich obronie.

– Determinacja handlarza dopalaczami, który zlecił zabicie stawiającego mu zarzuty prokuratora i mnie, świadczy o tym, że państwo działa, a wprowadzone z mojej inicjatywy przepisy uderzające w handel „białą śmiercią” są skuteczne. Moim obowiązkiem jako prokuratora generalnego jest troska o sprawiedliwość, ale także o ludzi, którzy stoją po jej stronie – zapewnił Ziobro.

– Dlatego będę bezwzględnie reagował na wszelkie działania wymierzone w moich współpracowników, prokuratorów i wszystkich przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości, którzy ofiarnie i z zaangażowaniem walczą z przestępcami – wyjaśniał.

Minister pogratulował też prokuratorom i policjantom, którzy doprowadzili do zatrzymania Jana S. i rozbicia kierowanej przez niego prawie 100-osobowej grupy handlującej m.in. dopalaczami.

Minister sprawiedliwości podkreślił przy tym, że prokuratura będzie zabiegać przed sądem, aby zatrzymanych spotkała jak najsurowsza kara. – Zasłużyli na bezwzględne potraktowanie, mając – jak wynika z ustaleń śledztwa – na sumieniu nastolatków, którzy zmarli po zażyciu dopalaczy – stwierdził.

Jan S. został zatrzymany w związku z dwiema sprawami dotyczącymi: sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób oraz podżegania do zabójstwa. Za Janem S. wystawione były dwa listy gończe oraz dwa Europejskie Nakazy Aresztowania (ENA) i czerwoną notę Interpolu.

W końcu maja ub.r. dziennik „Rzeczpospolita” podał, że 28-letni handlarz dopalaczami Jan S. zlecił zabójstwo ministra Ziobro, ponieważ uznał go za zagrożenie dla swoich nielegalnych interesów. Za wykonanie zlecenia S. miał oferować 100 tys. zł. Śledztwo w tej sprawie prowadzi dolnośląski wydział Prokuratury Krajowej.

Minister Ziobro poinformował w czerwcu ub.r., że wobec Jana S. prowadzone jest też drugie śledztwo dotyczące „jego działalności w biznesie dopalaczowym”. Według ministra, Jan S. prowadził interesy na szeroką skalę, także w innych krajach UE, a jego obroty sięgały 1 mln zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Agenci CBA kontrolują Urząd Miejski w Ustrzykach Dolnych

Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzi kontrolę w Urzędzie Miejskim w Ustrzykach Dolnych (Podkarpackie) – dowiedziała się PAP w samorządzie. Kontrola dotyczy udzielania zamówień publicznych przez gminę w latach 2017–19. Sekretarz gminy Ustrzyki Dolne Janina Sokołowska potwierdziła informacje PAP, że CBA kontroluje ten urząd. Kontrola dotyczy przestrzegania określonych przepisami prawa wybranych procedur podejmowania i realizacji decyzji w przedmiocie udzielania zamówień publicznych przez Gminę Ustrzyki Dolne w latach 2017–2019 – powiedziała PAP sekretarz.

Zaznaczyła, że te działania Biura nie wynikają z inicjatywy samorządu, ale urząd współpracuje z kontrolującymi go agentami CBA.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski powiedział PAP, że ustrzycki urząd miejski kontrolują funkcjonariusze z wydziału postępowań kontrolnych rzeszowskiej delegatury Biura. Kontrola rozpoczęła się w połowie września, a naszych funkcjonariuszy najbardziej interesuje przebudowa dróg w gminie – powiedział Brodowski.

Analizie poddawane jest zamówienie publiczne i realizacja przebudowy niespełna czterech kilometrów gminnej drogi między Krościenkiem a Stebnikiem.

Kontrola powinna zakończyć się w połowie grudnia, ale szef CBA ma prawo przedłużyć ja maksymalnie o sześć miesięcy – zaznaczył naczelnik.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Uwaga na oszustów. Podają się za Urząd Patentowy

​Uważajcie na oszustów podszywających się pod Urząd Patentowy. Chodzi o fałszywe decyzje o udzieleniu prawa ochronnego na nowy wynalazek, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak oficjalne pisma urzędu. Jest w nich wezwanie do zapłaty tysiąca dwustu złotych. Polska Izba Rzeczników Patentowych złoży w tej sprawie wniosek do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa – dowiedział się dziennikarz RMF FM Michał Dobrołowicz.

Należy uważać na pisma, w których są godło i pełna nazwa Urzędu Patentowego. Nie zgadza się tylko jeden punkt: numer konta bankowego, którego dotyczy prośba o przelanie pieniędzy. Nie jest to numer konta Urzędu Patentowego. Pisma trafiają regularnie od ubiegłego tygodnia do osób, które czekają na decyzję o przyznaniu patentu albo prawa ochronnego do znaku towarowego. Jak ustalił dziennikarz RMF FM w Izbie Rzeczników Patentowych, jednego dnia takie wezwania do zapłaty otrzymuje średnio kilkadziesiąt osób.

Rzecznicy patentowi przypominają, że podmioty działające poprzez pełnomocników nie otrzymują bezpośrednio korespondencji z Urzędu Patentowego RP. Podpowiadają też, że w razie wątpliwości należy skontaktować się z Urzędem Patentowym RP albo rzecznikiem patentowym.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Korupcja w Parku Śląskim. Są zatrzymani

Policjanci z Wydział do Walki z Korupcją KWP w Katowicach zatrzymali byłego prezesa Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie w związku z przyjęciem 100 tys. złotych korzyści majątkowej. Decyzją sądu trafił do tymczasowego aresztu. Wcześniej stróże prawa zatrzymali jednego z managerów WPKiW S.A. Obu podejrzanym grozi 8 lat więzienia.

Zatrzymanie podejrzanych o korupcję to efekt wspólnych działań policjantów z Wydział do Walki z Korupcją KWP w Katowicach oraz Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Stróże prawa prowadzą śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę w sprawie przyjęcia korzyści majątkowej, w związku z pełnieniem funkcji publicznej w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie.

W maju br. policjanci zajmujący się zwalczaniem korupcji zatrzymali na gorącym uczynku jednego z managerów Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie kiedy przyjmował korzyść majątkową w kwocie 100 tys. złotych. Mężczyźnie zarzucono wówczas powoływanie się na wpływy w zarządzie spółki, w celu zawarcia korzystnej umowy dla jednego z przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą na terenie Parku Śląskiego.

Gromadzony następnie sukcesywnie materiał dowodowy, doprowadził do zatrzymania 17 października ówczesnego prezesa WPKiW S.A., któremu przedstawiono zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie 100 tys. złotych, tj. przestępstwa z art. 228 § 1 kk. Tożsamy zarzut przedstawiono ostatecznie również zatrzymanemu w maju 2019 r. managerowi. Z ustaleń śledczych wynika, że mężczyźni działali wspólnie i w porozumieniu.

Na wniosek Prokuratury Okręgowej w Katowicach, Sąd Rejonowy w Katowice-Wschód w Katowicach zastosował wobec byłego prezesa WPKiW S.A. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu na okres 2 miesięcy. Obu podejrzanym grozi kara 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Szczecin: Zarzuty dla mężczyzn, którzy zaatakował księdza na plebanii

Mężczyźni, którzy zaatakowali proboszcza bazyliki w Szczecinie, usłyszeli już zarzuty. Chodzi o aż cztery przestępstwa, za które może grozić nawet 10 lat więzienia. Policja informuje, że zatrzymani od dawna byli znani policji, bo miewali problemy z prawem.

Trzech mężczyzn w wieku od 27 do 53 lat, którzy zaatakowali w niedzielę proboszcza Bazyliki św. Jana Chrzciciela w Szczecinie oraz dwie inne osoby, usłyszeli już zarzuty. Chodzi o kilka przewinień. Skierowano również do sądu wniosek o trzymiesięczny areszt.

„Podstawowy zarzut dotyczy tzw. kradzieży rozbójniczej, przy czym – udało się ustalić, że sprawcy działali także z powodu przynależności wyznaniowej osób pokrzywdzonych do Kościoła katolickiego” – poinformowała we wtorek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Joanna Biranowska-Sochalska. Dodała, jednak, że to nie jedyny zarzut, który usłyszeli mężczyźni. Zostali również oskarżeni o naruszenie nietykalności cielesnej, naruszenie miru domowego oraz próbę oszustwa.

Z ustaleń policji wynika, że trzech mężczyzn weszło w niedzielę do zakrystii bazyliki i nie chciało jej opuścić, pomimo próśb. Gdy jeden z nich był wyprowadzany, uderzył w twarz proboszcza parafii. Zaatakował także kościelnego oraz zakrystiankę, którzy znajdowali się w środku. Podczas pobytu w zakrystii ukradli różaniec. Próbowali także zabrać ze sobą szaty liturgiczne. Właśnie wtedy miało dojść do próby oszustwa – mężczyźni próbowali wmówić osobie w zakrystii, że mają pozwolenie od proboszcza na zabranie szat. Nikt w to nie uwierzył i ubrania nie zostały wydane. Z informacji Radia Szczecin wynika, że mężczyźni domagali się wydania szat, ponieważ chcieli „odprawić mszę”.

Po wszystkim napastnicy uciekli, ale policji udało się ich zatrzymać półtorej godziny po całym zdarzeniu. Musieli na kilka godzin trafić do cel policyjnych, aby wytrzeźwieć – wszyscy byli pod wpływem alkoholu. Szczecińska policja informuje, że sprawcy napadu byli już wcześniej znani policji i karani za różne przestępstwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl