Premier powołał Elżbietę Malicką jako członka komisji ds. zwalczania pedofilii

„Nic się nie stało” zostało wyemitowane w środę. W czwartek premier powołał członka, który z jego ramienia znajdzie się w państwowej komisji ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii. To Elżbieta Malicka. Zespół ma liczyć 7 osób. Swojego przedstawiciela wskazali już prezydent i RPD.

„Nic się nie stało” swoją premierę miało w środę. Po raz kolejny poruszony został problem pedofilii. Kształtów nabiera Państwowa Komisja do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15. Ustawa określająca kompetencje komisji weszła w życie pod koniec września 2019 r. Pierwszy raport z prac ma być gotowy po roku od wprowadzenia przepisów. Dopiero w tym tygodniu zespół zaczął kompletować członków.

Premier Mateusz Morawiecki powołał ze swojego ramienia Elżbietę Malicką, która przez wiele lat zawodowo była związana ze służbą zdrowia. Pracowała w oświacie jako nauczycielka i wychowawczyni, była również dziennikarką m.in. „Tygodnika Solidarność”. 71-latka działała w opozycji demokratycznej. Była odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Medalem Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”.

W skład komisji ma wejść 7 członków. Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak wyznaczył dra Błażeja Kmieciaka. Z kolei Andrzej Duda powołał Justynę Kotowską. Swoich przedstawicieli nie wytypował jeszcze Senat oraz Sejm, który musi obsadzić trzy osoby. Komisja ma m.in. identyfikować zaniedbania i zaniechania w wyjaśnianiu przypadków nadużyć seksualnych czy zawiadamiać odpowiednie organy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa pedofilii.
Źródło info i foto: wp.pl

Premier Mateusz Morawiecki powoła nowego szefa CBA

Premier Mateusz Morawiecki powoła w środę Andrzeja Stróżnego na szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego. W tym dniu oficjalnie nastąpią również zmiany na stanowiskach wiceszefów służb – CBA i ABW. W ubiegły czwartek sejmowa komisja ds. służb specjalnych wydała pozytywne opinie dotyczące powołania Stróżnego na szefa CBA, odwołania z funkcji wiceszefa tej służby Grzegorza Ocieczka oraz powołania w jego miejsce nowego zastępcy szefa – Daniela Karpety. Jako pierwszy o tym, że Stróżny zostanie nowym pełnoprawnym następcą Ernesta Bejdy, pisał portal tvp.info.

Tego dnia zaopiniowano również jedyną zmianę w kierownictwie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego; pozytywnie komisja wypowiedziała się o kandydaturze płk. Bartosza Jarmuszkiewicza, byłego dyrektora Centralnego Ośrodka Szkolenia ABW, na stanowisko wiceszefa Agencji.

W środę nastąpi oficjalne powołanie wszystkich pozytywnie zaopiniowanych kandydatów. Stróżny otrzyma z rąk premiera Mateusza Morawieckiego nominację na kierowanie CBA.

Jak wynika z ustawy, szefów służb specjalnych powołuje premier po zaopiniowaniu ich przez: prezydenta, rządowe kolegium ds. służb specjalnych i sejmową komisję ds. służb specjalnych. Dla powołania lub odwołania zastępców szefów służb wystarczy opinia sejmowej komisji. Opinie nie są dla premiera wiążące. Szef CBA jest powoływany przez premiera na czteroletnią kadencję. Stróżny od końca kadencji Bejdy – 20 lutego 2020 r. pełni obowiązki szefa CBA, wcześniej był m.in. dyrektorem katowickiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Źródło info i foto: TVP.info

Afryka: Premier Lesotho oskarżany o udział w zabójstwie swojej byłej żony ustąpi ze stanowiska

Thomas Thabane, premier Lesotho oskarżany o udział w zabójstwie swojej byłej żony, zapowiedział, że ustąpi z funkcji. Nie sprecyzował, kiedy poda się do dymisji, ale jego partia przekazała, że nowy szef rządu zostanie powołany w środę.

Była pierwsza dama Lesotho Lipolelo Thabane została zamordowana 14 czerwca 2017 roku, dwa dni przed tym, jak jej mąż objął urząd szefa rządu. Sprawca postrzelił ją z bliskiej odległości na poboczu drogi w pobliżu jej domu w niewielkiej wiosce na przedmieściach stolicy kraju, Maseru. Miała 58 lat.

Lipolelo i Thomas Thabane byli wówczas w trakcie rozwodu. W tamtym czasie polityk mieszkał ze swoją 42-letnią partnerką i obecną żoną – Maesaiah Thabane, która na początku lutego usłyszała zarzuty zabójstwa poprzedniej partnerki premiera.

Oskarżany o zabójstwo żony ustąpi ze stanowiska

W poniedziałek Thomas Thabane poinformował, że ustąpi ze stanowiska. List w tej sprawie miał przekazać królowi Letsie III. Mimo że sam premier nie sprecyzował, kiedy ma podać się do dymisji, to jego partia zapowiedziała, że nowy szef rządu zostanie wyłoniony w środę.

– Zdecydowałem się osobiście tu przybyć i poinformować was, że ustępuję z funkcji premiera Lesotho – mówił 80-letni polityk cytowany przez agencję AFP w swoim okręgu wyborczym Abia, niedaleko stolicy kraju, Maseru.

Jak podało BBC, Thabane prawdopodobnie zostanie zastąpiony przez obecnego ministra finansów Moeketsi Majoro. Ma on zostać mianowany w środę w pałacu królewskim. W piątek zbierze się parlament, który zainauguruje nowy rząd.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Prokuratura umorzyła śledztwo ws. zbiórki na nowy samochód dla Sebastiana K.

Krakowska prokuratura ponownie umarza śledztwo w sprawie zbiórki pieniędzy na zakup seicento dla mężczyzny oskarżonego o spowodowanie wypadku, w którym ucierpiała była premier Beata Szydło – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Przypomnijmy – Rafał B., Polak mieszkający wtedy w Anglii, rozpoczął zbiórkę w internecie. Deklarował, że cała kwota zostanie przekazana poszkodowanemu. Udało się zebrać prawie 150 tysięcy, jednak pieniądze zniknęły. Okazało się, że organizator zbiórki przekazał je swojej byłej żonie. Ta przeznaczyła je m.in. na spłatę swoich długów.

Śledczy nie dopatrzyli się popełnienia przestępstwa, bo, ich zdaniem, każdy, kto brał udział w zbiórce i wpłacał pieniądze, dokonywał w ten sposób darowizny na rzecz jej organizatora, a nie na rzecz sprawcy wypadku w Oświęcimiu, Sebastiana K.

Z regulaminu serwisu, za pośrednictwem którego przeprowadzono zbiórkę, wynika, że pieniądze cały czas należą do organizatora akcji i on mógł z nimi zrobić, co chciał, mimo wcześniejszych deklaracji o przekazaniu pieniędzy na kupno nowego samochodu.

Prokuratorzy dodają, że kiedy Rafał B. ogłaszał zbiórkę, nie robił tego z zamiarem popełnienia przestępstwa. Oczywiście zachowanie jest naganne i wpłacający mogą dochodzić swoich praw na drodze cywilnej.

W zbiórce wzięło udział ponad osiem tysięcy osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Wypadek z udziałem byłej premier Beaty Szydło. Nie da się odzyskać nagrania z uszkodzonej płyty

Nie da się odzyskać danych z uszkodzonej płyty będącej dowodem w sprawie wypadku rządowej kolumny Beaty Szydło, do którego doszło w lutym 2017 roku w Oświęcimiu – poinformowali sąd eksperci z Biura Ekspertyz Sądowych z Lublina, którzy zbadali płytę. Znajdowały się na niej nagrania z monitoringu dokumentujące przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu. Jak dowiedziała się reporterka TVN24, Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina zbadało uszkodzoną płytę z nagraniem z monitoringu i przekazało wnioski do sądu w Oświęcimiu. Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Prokurator twierdzi, że „dowód nie ma żadnego znaczenia”

Prokurator okręgowy z Krakowa Rafał Babiński powiedział, że „od początku było wiadomo, że ten dowód nie ma żadnego znaczenia dla dalszego sprawy, bo to nagranie nie obejmuje miejsca zdarzenia przejazdu kolumny”.

– To jest nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy – stwierdził prokurator.

Obrońca tłumaczy, że „prawdopodobnie utraciliśmy możliwość ustalenia bezpośredniego świadka”

Władysław Pociej, obrońca Sebastiana Kościelnika, kierowcy seicento uczestniczącego w wypadku z limuzyną z kolumny rządowej ówczesnej premier ocenił, że „jest wysoce prawdopodobne, jeśli nie graniczące z pewnością, że na tym nagraniu musiał być zarejestrowany samochód, który zatrzymał się bezpośrednio za Sebastianem tuż przed wypadkiem, a później na polecenie funkcjonariuszy ówczesnego BOR został przekierowany do natychmiastowego odjazdu w ulicę Orzeszkowej”.

– Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia – tłumaczył mecenas.

PO-KO zapowiada zawiadomienie do prokuratury

Posłanka Agnieszka Pomaska z klubu Platformy Obywatelskiej – Koalicji Obywatelskiej, odnosząc się do informacji o bezpowrotnym, mechanicznym uszkodzeniu płyty z nagraniem z monitoringu, poinformowała w czwartek w Sejmie, że jej ugrupowanie złoży „zawiadomienie do prokuratury na działania prokuratury, na niedopełnienie obowiązków przez prokuraturę”.

– Doszło do rzeczy niebywałej, skandalicznej, brakuje słów – podkreślała Pomaska. Jak dodała, „tutaj chodzi o konkretną osobę, młodego człowieka, Sebastiana [Kościelnika, kierowcę seicento – przyp. red.], któremu chce się złamać życie”.

– Ale chcemy wyraźnie powiedzieć. W starciu z państwem PiS, każdy w Polsce może być na miejscu 21-letniego Sebastiana – zaznaczyła parlamentarzystka opozycji.

Uszkodzone dowody w sprawie wypadku

O uszkodzonych płytach z nagraniami wideo poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl. Na jednej z nich znajdował się zapis z kamer monitoringu dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu, a na drugiej materiał programu „Czarno na białym” TVN24 dotyczący wypadku. 14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że prokuratura przesłała do sądu „wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami, wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia”.

Dodano, że „prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”. Niespełna dwa tygodnie później – 26 czerwca – ta sama prokuratura w komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia jednej z płyt. „W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Wypadek Beaty Szydło w Oświęcimiu i proces

10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu doszło do wypadku samochodowego, na skutek którego ucierpiała premier Beata Szydło. Rządowy pojazd – pancerne audi A8 z 2016 roku – którym jechała ówczesna szefowa rządu, zderzył się z fiatem seicento kierowanym przez 21-letniego Sebastiana Kościelnika, po czym uderzył w drzewo.

Szydło oraz dwaj funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu – kierowca i szef ochrony szefowej rządu – zostali ranni. Premier została przebadana w szpitalu w Oświęcimiu, następnie przetransportowano ją do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Sebastian Kościelnik został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku. Nie przyznał się do winy. Śledczy powoływali się na opinie biegłych, według których – niezależnie od tego, czy pojazdy z kolumny uprzywilejowanej używały bądź nie sygnałów dźwiękowych – wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca fiata, który nie rozeznał się prawidłowo w sytuacji na jezdni. Jak informowaliśmy w tvn24.pl, z takim finałem śledztwa nie godził się zespół trzech prokuratorów, którzy sprawę prowadzili od początku. Złożyli oni wnioski o wyłączenie ich ze śledztwa i nie podpisali aktu oskarżenia. W procesie dotyczącym wypadku przesłuchano już wszystkich kilkudziesięciu świadków. Tylko jeden z nich zeznał, że rządowe samochody miały włączone światła i sygnały dźwiękowe. Pozostali utrzymywali, że sygnałów nie było.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Uszkodzone dowody ws. wypadku z udziałem Beaty Szydło

Prokuratorzy zajmujący się wypadkiem byłej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu dostarczyli do sądu dwie uszkodzone płyty, z czego jedna mogła być kluczowa dla finału sprawy. Jak się okazuje, postępowanie ws. uszkodzonych dowodów prowadzą prokuratorzy mający znajomości w PiS.

Portal TVN24.pl poinformował, powołując się na anonimowe źródła, że uszkodzony został zapis z monitoringu, który miał zarejestrować przejazd kolumny limuzyn rządowych z Beatą Szydło na pokładzie. Dziennikarze potwierdzili w prowadzącym sprawę Sądzie Okręgowym w Krakowie, że uszkodzeniu uległy dwie płyty CD.

„Na jednej z płyt, zgodnie z opisem znajdującym się na kopercie, znajdował się materiał stacji TVN24 programu „Czarno na Białym”. Na drugiej płycie znajdował się zapis monitoringu, z którego został sporządzony przez policję protokół oględzin i przekazany do dyspozycji sądu” – czytamy w oświadczeniu rzeczniczki sądu sędzi Beaty Górszczyk. Podkreśliła jednocześnie, że niemożliwe jest jednoznaczne stwierdzenie, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do ich uszkodzenia.

Dziennikarze TVN24 ustalili, że o zniszczeniu dowodów nie wiedział obrońca oskarżonego Sebastiana Kościelnika. – Jestem zaskoczony taką informacją, jest dla mnie oczywiste, że te dowody muszą być odzyskane i zregenerowane – powiedział mec. Władysław Pociej.

Początkowo nadzorująca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Krakowie twierdziła, że wszystkie dowody przekazane w sprawie wypadku Beaty Szydło były „nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia”, a do zniszczenia dowodów musiało dojść już w sądzie. Później jednak śledczy przyznali, że już wcześniej zauważono uszkodzenie jednej z płyt. Prokuratura podkreślała jednak, że nie ma na płycie przejazdu rządowej kolumny, a jedynie zapis materiału telewizyjnego i nagranie z monitoringu z terenu przedszkola, oddalonego o kilkaset metrów od miejsca wypadku.

Mimo to obrońca oskarżonego mec. Pociej złożył do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawą nie chciała się zająć prokuratura w Oświęcimiu, a decyzją krakowskiej prokuratury regionalnej przekazano ją Prokuraturze Okręgowej w Nowym Sączu.
Źródło info i foto: Newsweek.pl

Sprawą uszkodzenia dowodów dotyczących wypadku premier Beaty Szydło zajmie się inna prokuratura

Śledczy z Oświęcimia chcieli, by sprawą uszkodzenia dowodów w sprawie wypadku Beaty Szydło zajęła się inna prokuratura. Wystąpili do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, aby wyznaczyła taką jednostkę. Ostatecznie sprawą zajmie się Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu – dowiedziała się TVN24. O problemie z dowodami rzeczowymi poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl.

W połowie czerwca portal tvn24.pl poinformował o problemie z dowodami rzeczowymi – jeden z ważnych dowodów w procesie dotyczącym wypadku premier Beaty Szydło w Oświęcimiu z lutego 2017 roku został uszkodzony. Chodzi o płytę, na której znajdował się zapis z kamer monitoringu, dokumentujący przejazd kolumny ówczesnej szefowej rządu.

Obrońca Sebastiana K, mecenas Władysław Pociej powiedział, że o uszkodzeniu płyt z dowodami tak sąd, jak i prokuratura go nie poinformowały. Adwokat przekazał 14 czerwca, że w związku z tym podjął razem ze swoim klientem „decyzję o złożeniu do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa i wszczęcia stosowanego postępowania w celu ustalenia okoliczności uszkodzenia tego dysku oraz pociągnięcia do odpowiedzialności tego, kto ewentualnie się tego czynu dopuścił”.

Śledztwo wciąż nie ruszyło

Prokuratorskie śledztwo jednak wciąż nie ruszyło. Jak poinformowała reporterka TVN24 Marta Gordziewicz, Prokuratura Rejonowa w Oświęcimiu, do której zawiadomienie trafiło, nie chce prowadzić tego śledztwa. W związku z tym wystąpiła do Prokuratury Okręgowej w Krakowie, aby ta wyznaczyła inną prokuraturę do zajęcia się tym zawiadomieniem. Z kolei Prokuratura Okręgowa w Krakowie zwróciła się do Prokuratury Regionalnej w Krakowie, aby wyznaczyć jeszcze inną prokuraturę. Wreszcie w czwartek Prokuratura Regionalna w Krakowie wyznaczyła Prokuraturę Okręgową w Nowym Sączu, która zajmie się sprawą tego zawiadomienia – wyjaśniała reporterka TVN24.

Prokuratura zmienia zdanie w sprawie uszkodzenia dowodów

14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że „przesyłając do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko Sebastianowi K. prokuratura przesłała wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami. Wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia. Prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone”.

Jak stwierdziła wówczas prokuratura, „na uszkodzonych nagraniach nie został zarejestrowany przejazd kolumny. Na jednym z nich było nagranie programu telewizyjnego, na drugim monitoring terenu przedszkolnego oddalonego o kilkaset metrów od miejsca przejazdu kolumny”. Zapewniła również, że „wszystkie dowody w tym postępowaniu zostały już przeprowadzone”. „Wskazane nagrania nie mają żadnej wartości dowodowej dla odtworzenia przebiegu zdarzenia z dnia 10 lutego 2017 roku” – czytamy w komunikacie z 14 czerwca.

„Uszkodzenie w postaci pęknięcia w centralnej części”

26 czerwca ta sama prokuratura w wydanym komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia w postaci pęknięcia w centralnej części jednej z płyt.

„W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której – w części wstępnej – wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości” – czytamy w komunikacie.

Prokuratura utrzymała, że „oględziny zapisu z monitoringu z ulicy Prusa w Oświęcimiu wykonane w dniu 14 lutego 2017 roku wskazały jednoznacznie, iż materiał ten jest całkowicie nieprzydatny dla odtworzenia przejazdu kolumny rządowej w dniu 10 lutego 2017 roku przez ulicę Powstańców Śląskich i z tej też przyczyny nie podjęto dalszych działań nakierowanych bądź na ponowne zabezpieczenie nagrania bądź na próbę jego odtworzenia przez biegłych”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Premier zapowiada powołanie komisji do spraw pedofilii

Zdecydowaliśmy o powołaniu państwowej komisji ds. badania przypadków pedofilii – poinformował premier Mateusz Morawieckim po wtorkowym posiedzeniu rządu. Jak zaznaczył, będzie ona zajmowała się wszystkimi środowiskami, m.in. duchownymi, a także artystycznymi i nauczycielskimi.

Jak zapowiedział na konferencji prasowej Morawiecki, prace komisji obejmą „absolutnie wszystkich, oczywiście też nie wykluczając Kościoła, nie wykluczając duchownych, purpury, ale również i wszystkie środowiska artystyczne, nauczycielskie, tam, gdzie jest zwłaszcza styczność z dziećmi – opiekunów, trenerów”.

Szef rządu zaznaczył, że w takim określeniu zakresu zainteresowania komisji nie chodzi o „stygmatyzowanie kogokolwiek”. Po prostu to zjawisko – z ogromnym smutkiem muszę powiedzieć – niestety, statystycznie zdarza się w różnych środowiskach, i trzeba rzeczywiście wypalić je żelazem, wypalić je bardzo jednoznacznie i nie może być żadnej taryfy ulgowej dla kogokolwiek – dodał.

Kolejnym celem powołania państwowej komisji, o którym powiedział Morawiecki, jest uniknięcie „wszelkich przypadków tuszowania”.

„Nie ma osób, które unikną odpowiedzialności”

Zapraszam przedstawicieli opozycji do państwowej komisji do zbadania wszelkich przypadków pedofilii; chcemy, żeby komisja miała formułę społecznie jak najbardziej otwartą, żeby była praktyczna i nie rozmywała tego tematu – oświadczył we wtorek premier Mateusz Morawiecki.

Chcemy, żeby komisja miała formułę społecznie jak najbardziej otwartą ale jednocześnie praktyczną, tak żeby ona nie rozmywała tematu, żeby w rzeczywisty sposób pozwoliła zajmować się tym tematem. Aby pozwoliła w szybki sposób zidentyfikować jakieś słabe miejsca obecnego systemu, w którym rzeczywiście pedofilia występuje i prowadziła do wyeliminowania tych słabych miejsc, jak najszybciej – zapowiedział Morawiecki.

Ani mundur, ani koloratka, ani fartuch lekarski, ani waciak, ani Nagroda Nobla, ani żadne inne tytuły, czy stroje nie mogą służyć, jako zasłona dymna, jako unikanie odpowiedzialności – podkreślił szef rządu. Nie ma tutaj żadnych osób, które mogą unikać odpowiedzialności, jeżeli chodzi o pedofilię – to jest fundamentalnie ważne – dodał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Świadkowie wypadku z udziałem Beaty Szydło przed sądem

Trwa proces w sprawie wypadku byłej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu. Przed sądem zeznawało dziś sześciu świadków. Trzech z nich zgodziło się, aby dziennikarze wysłuchali ich odpowiedzi. Dwaj mężczyźni i kobieta stwierdzili zgodnie, że podczas przejazdu rządowej limuzyny nie słyszeli sygnałów dźwiękowych, a jedynie widzieli sygnały świetlne.

Posiedzenie sądu w sprawie wypadku z udziałem rządowej kolumny i fiata seicento odbyło się przed sądem w Oświęcimiu. Przed sądem zeznawało sześciu uczestników terapii uzależnień. Wcześniej sąd pytał każdego ze świadków, czy zgadzają się na składanie zeznań w obecności dziennikarzy i czy obecność mediów nie będzie dla nich problemem ze względu m.in. na poruszanie prywatnych problemów, takich jak problemy zdrowotne.

Trzy osoby zgodziły się odpowiadać w obecności dziennikarzy na pytania dotyczące wypadku z 10 lutego 2017 roku, w którym ranna została premier Beata Szydło i funkcjonariusz BOR. Każdy z tych świadków zeznał, że widział sygnały świetlne rządowej kolumny. Żadna z tych osób nie słyszała jednak sygnałów dźwiękowych.

– Widziałam niebieskie światła. Kilka sekund później usłyszałam huk. Sygnałów dźwiękowych nie słyszałam ani przed hukiem, ani po nim. Gdyby pojazdy miały włączone sygnały dźwiękowe, to bym je słyszała – zapewniła przed sądem Ewa S. cytowana przez portal „Fakty Oświęcim”.

Kobieta zeznała także, że niedługo po wypadku pojechała do domu, jednak jak tylko usłyszała w „Wiadomościach”, że rzekomo kolumna rządowa miała włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe, postanowiła zeznawać. Kolejny świadek – Waldemar H., podobnie jak poprzedniczka, widział sygnały świetlne, ale słyszał tylko huk wypadku. Trzeci świadek, Marek W. odpowiedział podobnie, jak poprzednicy.

Jak relacjonuje portal „Fakty Oświęcim”, prokurator Rafał Babiński wnioskował, aby świadkowie zostali poddani badaniom psychologicznym, psychiatrycznym i internistycznym. Na ten wniosek zareagował adwokat Władysław Pociej – pełnomocnik kierowcy seicento, który stwierdził, że byli oni już zbadani przez biegłych lekarzy.

Podobnie jak trzej świadkowie kierowca seicento – Sebastian Kościelnik, który jest oskarżony o spowodowanie wypadku, w wywiadach twierdził, że nie słyszał sygnałów dźwiękowych. Poruszana podczas rozprawy kwestia jest kluczowa do rozstrzygnięcia, ponieważ zdaniem obrońcy 22-latka, zgodnie z przepisami, aby pojazd był uznany za uprzywilejowany, musi mieć włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe. Kolejna rozprawa w sprawie wypadku z udziałem premier Beaty Szydło w Oświęcimiu odbędzie się w maju.
Źródło info i foto: Fakt.pl

O. Tadeusz Rydzyk idzie do sądu z byłym premierem

Na 4 marca Sąd Rejonowy w Toruniu wyznaczył termin rozpatrzenia zażalenia na decyzję prokuratury, która odmówiła ścigania byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza za krytyczne słowa na temat dotacji, jaką władze przyznały ojcu Rydzykowi.

Chodzi o muzeum dziejów chrześcijaństwa w Polsce. W czerwcu 2018 r. Ministerstwo Kultury na swojej stronie ogłosiło, że razem z założoną przez ojca Rydzyka fundacją Lux Veritatis poprowadzi muzeum.

Placówka zostanie zbudowana w Toruniu. Podatnicy w ciągu trzech najbliższych lat zapłacą za nią 70 mln zł. Placówka przedstawi m.in. bohaterstwo Polaków ratujących Żydów podczas II wojny światowej oraz życiorys Jana Pawła II.

O co poszło Cimoszewiczowi i Rydzykowi? O słowa byłego premiera z wywiadu, jakiego udzielił Wirtualnej Polsce. – Papież się w grobie przewraca, kiedy robią z niego złotego cielca. To jest skandal, żeby w takim sposób obchodzić się z człowiekiem, który miał zupełnie inne zasady i nigdy nie pogodziłby się z tym, żeby dla jego wizerunku wydawać takie pieniądze, zamiast przekazać je tym, którzy ich potrzebują – mówił Cimoszewicz.
Źródło info i foto: wp.pl