Po premierze filmu braci Sekielskich biskup Edward Janiak odsunięty od uroczystości

Film braci Sekielskich „Zabawa w chowanego” wywołał tysiące reakcji. Jednym z głównych bohaterów jest biskup Edward Janiak z Kalisza. Jeszcze wczoraj mówiło się o tym, że duchowny będzie dzisiaj (23 maja) udzielał święceń kapłańskich, co zbulwersowało między innymi mieszkańców Kalisza. Kuria najpierw nie miała nic przeciwko, by biskup Janiak udzielił święceń, wkrótce jednak biuro prasowe archidiecezji warszawskiej poinformowało o odsunięciu go od prowadzenia tej uroczystości.

W najbliższą sobotę (23 maja) o godz. 11:00 w katedrze w Kaliszu odbędą się święcenia kapłańskie. Udzielić ich miał biskup Edward Janiak, który jest jednym z bohaterów filmu „Zabawa w chowanego”.

Film braci Sekielskich pokazał, że biskup z Kalisza nie reagował na informacje o pedofilskich czynach księży. Sprawą zainteresował się abp Wojciech Polak, który zgłosił się z prośbą do Watykanu o wszczęcie postępowania dotyczącego zaniechania działania. Reporterowi „Super Expressu” udało się skontaktować z kurią w Kaliszu. Co usłyszeliśmy?

– Tak, biskup Edward Janiak będzie udzielał święceń kapłańskich w kaliskiej katedrze – powiedział lakonicznie Super Expressowi ks. kanonik mgr lic. Marcin Papuziński, rzecznik kaliskiej kurii.

Duchowny był wyraźnie niezadowolony z faktu, że informacja o obecności biskupa Janiaka przedostała się do mediów.

– Będzie to czynił jako biskup diecezjalny, który ma prawo do udzielania sakramentu święceń w stopniu prezbiteriatu diakonom należącym do diecezji kaliskiej – dodał ks. Papuziński

Mieszkańcy Kalisza są oburzeni sprawą biskupa Edwarda Janiaka. Już po premierze doszło do protestu i nie jest wykluczone, że będą się one powtarzać.

Tymczasem biuro prasowe archidiecezji warszawskiej poinformowało jedna, że biskup kaliski Edward Janiak nie będzie przewodniczył sobotnim uroczystościom święceń kapłańskich w katedrze w Kaliszu. Zastąpi go biskup senior tej diecezji, Stanisław Napierała.
Źródło info i foto: se.pl

„Lawendowa mafia” w Kościele. Burza po premierze filmu „Zabawa w chowanego”

Po premierze filmu Marka i Tomasza Sekielskich „Zabawa w chowanego” znów zrobiło się głośno o istnieniu wśród katolickich duchownych tzw. lawendowej mafii, którą tworzyć mają księża homoseksualiści. – W Kościele istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur – mówi Onetowi prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista.

W opublikowanym ostatnio filmie braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, na temat zjawiska pedofilii w Kościele, znalazł się również fragment poświęcony innemu zagadnieniu – istnieniu rzekomej „lawendowej mafii”, czyli nieformalnej, wspierającej się grupy księży homoseksualistów, odpowiedzialnej za tuszowanie różnego rodzaju niewygodnych tematów i skandali, jakie mają miejsce w kościelnych strukturach. W filmie Sekielskich o istnieniu „lawendowej mafii” mówili ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski oraz katolicki publicysta Tomasz Terlikowski.

– Jest to pojęcie, które pojawiło się na przełomie lat 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Oznacza środowisko homoseksualne w Kościele, szczególnie wśród duchownych, i wzajemne powiązania, które prowadzą do ukrywania pewnych rzeczy. W naszym, księżowskim środowisku nieraz te skłonności nazywa się „chorobą rzymską”. Dlatego że bardzo często dopiero tam ludzie stykają się z tą sprawą. Byłem krótko w Rzymie, parę miesięcy w Kolegium Ormiańskim. Pierwsza informacja, jaką przekazał mi jeden ze starszych księży, to żebym zdawał sobie sprawę, że Watykan i Rzym to siedlisko „mafii lawendowej” – mówił ks. Isakowicz-Zaleski w „Zabawie w chowanego”.

Terlikowski dodawał natomiast, że „nie można nie zauważyć tego wymiaru, o którym pisze choćby Martel w »Sodomie«, tego problemu związanego z pewnym układem, który funkcjonuje i ma tendencje do tuszowania pewnych rzeczy, tak żeby nie wyszły czyny, niekoniecznie przestępcze”. – Nie chodzi zawsze o przestępstwo, czasami chodzi po prostu o grzech, o coś co nie powinno wyjść, bo przeszkodzi w karierze – wyjaśnił publicysta.

Homoseksualiści w Watykanie

To nie pierwszy raz, gdy w przestrzeni publicznej pojawiają się twierdzenia o istnieniu i szerokich wpływach tego typu grupy w Kościele katolickim (często określanej też jako kościelne „homolobby”). Wspomniany przez Terlikowskiego Frédéric Martel to autor książki „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, poświęconej głównie zjawisku homoseksualizmu wśród księży. Martel pisze, że podczas dziennikarskiego śledztwa trwającego ponad cztery lata przeprowadził wywiady z ponad 1,5 tys. osób w Watykanie i w 30 krajach. Wśród nich było kilkudziesięciu kardynałów, biskupów i nuncjuszy apostolskich, a także ponad 200 księży i seminarzystów.

Zdaniem wielu rozmówców Martela, bardzo wielu duchownych w Watykanie to homoseksualiści. Według byłego księdza Francesca Lepore może być to nawet 80 proc. Jeden z ambasadorów w Stolicy Apostolskiej ocenił, że „w Watykanie jest dużo gejów: 50, 60, 70 proc. Ilu dokładnie, tego nikt nie wie”. Ma to dotyczyć także innych państw. Na przykład meksykański dziennikarz Emiliano Ruiz Parra powiedział nawet, że w jego kraju „minimum 50 proc. księży to geje, chociaż oceniając bardziej realistycznie, to 75 proc.”. Stwierdził też, że „seminaria są homoseksualne, a meksykańska hierarchia katolicka jest spektakularnie gejowska”.

W książce Martela znalazło się twierdzenie, że „homoseksualna wspólnota w Watykanie należy do największych na świecie”. W wywiadzie dla „Kultury Liberalnej” Martel tłumaczył, że ucieczka w kościelne struktury była wygodnym rozwiązaniem dla homoseksualistów. – Gej w burżuazyjnej włoskiej rodzinie w latach 50. XX wieku był czarną owcą. (…) Tysiące duchownych na całym świecie zdecydowały się na dołączenie do kleru nie tylko ze względu na swoją wiarę i powołanie, ale właśnie dlatego, że byli homoseksualistami – ocenił Martel.

„Państwo w państwie”

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski o „lawendowej mafii” mówił już przed laty w wywiadzie rzece pt. „Chodzi mi tylko o prawdę”, który przeprowadził z nim Tomasz Terlikowski. Duchowny oceniał, że „środowisko homoseksualne zawsze miało w Watykanie ogromne wpływy”, a o homoseksualnych księżach mówił, że w Kościele „tworzą państwo w państwie”.

Jego zdaniem, „lobby homoseksualne bardzo dobrze się maskuje, ukrywa i trzyma razem”. Isakowicz-Zaleski oceniał, że jest ono „niebezpieczne, dlatego że deformuje drogę awansu w Kościele. Nie może być tak, że ktoś otrzymuje ważne i odpowiedzialne stanowisko tylko z powodu swojego homoseksualizmu. A tak niestety bywa, co szczególnie widoczne jest w systemie feudalnym, jaki panuje w Kościele”.

Zdaniem ks. Isakowicza-Zaleskiego powiązania duchownych wytworzyły też swego rodzaju „solidarność zawodową”, która sprawia, że „wiernymi nikt się nie przejmuje”. – Tak jak lekarz nie wystąpi przeciw lekarzowi, tak ksiądz nie wystąpi przeciwko księdzu. Jak w każdej kaście, liczy się dobro duchownego, a nie dobro wiernych czy wspólnoty – mówił Terlikowskiemu.

Jak tłumaczył Isakowicz-Zaleski, „ksiądz nie jest osobą świecką i nie powinien być traktowany jak zwyczajny pracownik firmy. Nie wystarczy, że wypełnia on swoje obowiązki zawodowe, nie można powiedzieć, że nie ma dla nas znaczenia, czy on jest także moralny i pobożny w przestrzeni prywatnej. W ten sposób sprowadza się Kościół do roli zwyczajnej instytucji, a księdza do jej urzędnika. Takie podejście jest sprzeczne z teologią kapłaństwa”.

Arkadiusz Stempin: nieformalne grupy łączy nie tylko preferencja homoseksualna

Czy tzw. lawendowa mafia rzeczywiście istnieje w Kościele? Wyjaśnia to prof. Arkadiusz Stempin, historyk i watykanista, wykładowca Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. prof. Józefa Tischnera. – Clou sprawy polega nie na tym, czy istnieje lawendowa mafia, tylko czy faktycznie jest ona zewnętrzną strukturą, która niczym pajęczyna oplotła Kościół od środka – mówi w rozmowie z Onetem. I dodaje: „Takie tłumaczenie zjawiska pedofilii w Kościele katolickim przedkłada jego konserwatywny nurt”.

– W Kościele, w Watykanie istnieją nieformalne grupy, ale nie są one złączone tylko i wyłącznie preferencją homoseksualną. Proste wytłumaczenie: „ja mam na ciebie haka, ty masz na mnie haka, więc trzymamy się razem” nie wyjaśnia tych „półmafijnych”, przyjacielskich struktur. Nie da się ich wytłumaczyć wyłącznie solidarnością homoseksualną. Nieformalne grupy są połączone siecią zróżnicowanych interesów, wynikających np. ze wspólnoty geograficznej, zakonnej, aksjologicznej. W kościelnej centrali, w Watykanie, tak tworzą się pewne układy. Na szczycie piramidy takiego układu stoi prominentny kurialny kardynał, jego szeroką podstawę tworzą ok. 30-letni księża doktoranci ze wszystkich kontynentów, którzy przybyli do Rzymu na studia i przystąpili do „wyścigu szczurów” – wyjaśnia prof. Stempin.

Również Frederic Martel mówił „Kulturze Liberalnej”, że homoseksualiści w Kościele nie są grupą jednolitą. Autor „Sodomy” wskazywał jednak na inny podział: jego zdaniem część księży z tej grupy zachowuje celibat, inni mają sporadyczne kontakty seksualne, jeszcze inni mają stałych partnerów.

Prof. Stempin przyznaje, że w Kościele liczba homoseksualistów jest dosyć spora, choć na ten temat nie ma oczywiście szczegółowych badań. – Badania na ten temat są głównie szacunkowe, nie wiemy, na ile są wiarygodne. Jeżeli w społeczeństwie liczba homoseksualistów nie przekracza kilku proc., to w Kościele miałoby to być powyżej 20, a nawet powyżej 30 proc. To są oceny szacunkowe, które pochodzą od „insiderów” (od osób z wewnątrz Kościoła – red.).

„Mafia lawendowa” a ukrywanie pedofilii

W rozmowie z „Gazetą Wyborczą” autor „Sodomy” wskazywał: – Księża pedofile mogą szantażować przełożonych, którzy żyją w stałych, hetero- lub homoseksualnych związkach, ujawnieniem ich sekretów – ocenił. Na to, że „lawendowa mafia” jest jednym z elementów zmowy milczenia w Kościele, wskazywali też w filmie „Zabawa w chowanego” ks. Isakowicz-Zaleski i Tomasz Terlikowski. Tak tłumaczyli to również Marek i Tomasz Sekielscy.

Mówiąc o przypadkach tuszowania pedofilii w Kościele, prof. Stempin twierdzi, że „wyjaśnienie pedofilii w Kościele poprzez istnienie »lawendowej mafii« i nieformalnych powiązań homoseksualnych zakładałoby, że spora część biskupów ma skłonności homoseksualne i to ona kryje księży pedofilów. To jest statystycznie niemożliwe (według raportu John Jay College of Criminal Justice z 2012 r. 30 proc. wśród księży katolickich to homoseksualiści – red.), a pedofilię wśród podwładnych kryją biskupi niezależnie od tego, czy mają orientację homoseksualną, czy heteroseksualną”. – Biskupi kierują się dobrem korporacyjnym instytucji, w tym przypadku reprezentującej porządek prawdy objawionej, transcendentalny, i obawiają się jej desakralizacji – powiedział w rozmowie z Onetem.

– Widzimy teraz, na tle ujawnień kolejnych przypadków księży z deliktem pedofilskim, że biskupi, których absolutnie nie przypisalibyśmy do „lawendowej mafii” – i to nie tylko w Polsce – a którzy kierowali się dobrem korporacji, dopiero teraz, pod presją opinii publicznej mają odwagę walczyć z pedofilią we własnych szeregach, bo rozumieją, że mimo wszystko obrona za wszelką cenę bardziej szkodzi Kościołowi, niż przyznanie się do deliktu – dodał.

Prof. Stempin zastrzega też, że tuszowanie pedofilii nie może być wyjaśnione skłonnością homoseksualną duchownych, „tylko możliwościami, jakich nie posiada żadne inne środowisko”. – Kościół dysponuje dwoma fundamentalnymi kanałami umożliwiającymi krycie pedofilii duchownych – to własna jurysdykcja, niezależna od cywilnego wymiaru sprawiedliwości, a także sieć „bunkrów”, czyli parafii, rozsianych po całym świecie. Przerzut księdza pedofila jest możliwy nie tylko z parafii do parafii w obrębie jednego kraju, ale i z kontynentu na kontynent. Porównywanie pedofilii duchownych z jakimikolwiek innymi środowiskami jest więc ułomne – ocenia.

Prof. Stempin dodaje też, że „nie ma badań, na które rzekomo powołują się konserwatyści, a które dokumentowałyby związek przyczynowo-skutkowy między homoseksualizmem a pedofilią. Tak jak nie ma takiego związku między heteroseksualną orientacją a gwałtem seksualnym”. – Większy związek przyczynowy zachodzi między seksualnie niedojrzałym księdzem, który swoją seksualność, także homoseksualność, postrzega represyjnie – mówi.

Czy w Kościele istnieje „homolobby”?

Obok pojęcia „lawendowej mafii” często powtarzającym się określeniem w dyskusji o Kościele jest „homolobby”, które rzekomo ma istnieć wśród katolickich hierarchów. Frédéric Martel w swojej książce oceniał: „Na podstawie setek wywiadów zrealizowanych na potrzeby tej książki doszedłem do wniosku, że lobby w ścisłym znaczeniu tego słowa nie istnieje. Gdyby taka swoista masoneria rzeczywiście działała, musiałaby lobbować w jakimś konkretnym celu, w tym wypadku na rzecz promocji homoseksualistów. W Watykanie nic takiego się nie dzieje, a gdyby takie lobby istniało, to nie byłoby godne tego miana, ponieważ większość homoseksualnych kardynałów i duchownych w Stolicy Apostolskiej zasadniczo działa przeciwko interesom gejów”.

Podobnie wypowiadał się w książce Martela Francisco Lepore. – Sądzę, że mówienie o lobby gejowskim w Watykanie jest błędem. (…) Zakładałoby to istnienie jakiejś struktury władzy, która w tajemnicy działałaby w jakimś celu. To niemożliwe i absurdalne. Rzeczywistość jest taka, że w Watykanie większość osób to homoseksualiści i większość ma jakąś władzę. Ze wstydu, strachu, ale też z uwagi na własną karierę ci kardynałowie, arcybiskupi, księża chcą chronić swoją władzę i sekretne życie. Osoby te nie mają najmniejszego zamiaru robić czegokolwiek dla homoseksualistów. Okłamują innych, a czasem też siebie. Ale nie ma żadnego lobby – mówił.

Martel oceniał, że w Kościele „homoseksualizm z jego licznymi podziemnymi zażyłościami ma strukturę kłącza”. „Posiadający własną dynamikę homoseksualizm czerpiący energię z jednej strony z pożądania, a z drugiej z tajemnicy łączy między sobą setki księży i kardynałów w sposób wymykający się wszelkim hierarchiom i klasyfikacjom. Ta porozgałęziana, dynamiczna i przeobfita sieć stwarza okazję do niezliczonych, wielokierunkowych kontaktów (…) a wszystko to bez możliwości ustalenia ani rozszyfrowania z zewnątrz przyczyn, kierunków i powiązań”.

Benedykt XVI: taka zbiorowość została rozwiązana. Franciszek: nie znalazłem nikogo z identyfikatorem „gej”

Co o rzekomym homolobby w Kościele i jego wpływach mówili papieże? Benedykt XVI stwierdził, że istniała jedynie niewielka tego typu grupa hierarchów, która została rozbita w czasie jego pontyfikatu. – Doniesiono mi o takiej zbiorowości, która wkrótce została rozwiązana. Wspomniano o tym w raporcie komisji trójstronnej, która ustaliła istnienie jednej grupy liczącej cztery czy pięć osób. Czy coś znowu się tworzy, tego nie wiem. W każdym razie nie jest tak, że te sprawy się mnożą – powiedział papież emeryt w rozmowie z Peterem Seewaldem, która opublikowana została w książce „Ostatnie rozmowy”.

Franciszek do tej kwestii odniósł się natomiast w czasie jednej z rozmów z dziennikarzami, jakie odbywa, podróżując samolotem. – Jak dotąd nie znalazłem w Watykanie nikogo, kto by przedstawiał się z identyfikatorem „gej”. Mówią, że tacy są. Sądzę, że jeśli ktoś znajduje się w obliczu osoby o takiej orientacji, musi odróżnić fakt homoseksualizmu od uprawiania lobbingu, bo wszelkie lobbowanie nie jest dobre. Lobbowanie na rzecz homoseksualizmu jest złem. Jeśli ktoś jest homoseksualistą, poszukuje Pana Boga, ma dobrą wolę, kimże ja jestem, aby go osądzać? (…) Problemem nie jest posiadanie tej skłonności, nie – musimy być braćmi. To jedna kwestia, inną jest natomiast lobbing, zarówno lobbing biznesowy, polityczny czy lobbing masoński – ocenił.
Źródło info i foto: onet.pl

Po premierze filmu „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Powstanie specjalny zespół, który zajmie się pedofilią w sopockich klubach.

Wiceminister sprawiedliwości zapowiada powołanie specjalnego zespołu, który zajmie się analizą wydarzeń przedstawionych na filmie „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Obraz opowiada o licznych przypadkach pedofilskich, do których miało dochodzić w sopockich klubach. W środę wieczorem TVP wyemitowała film „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Według zapowiedzi, dokument miał obnażyć mechanizmy działania pedofilów związanych z polskim show-biznesem.

W rzeczywistości obraz Latkowskiego skupił się na sprawie samobójstwa 14-letniej Anaid z Gdańska, która w 2015 roku rzuciła się pod pociąg po tym, jak wyznała koleżance, że została zgwałcona. Miała wpaść w sidła stręczycieli z sopockiego klubu „Zatoka Sztuki”. W lokalu nastolatki miały być wykorzystywane seksualne, którym podawano narkotyki i zastraszano je.

To była przykrywka do działań pedofilskich, stręczycielskich czy produkcji prostytutek – wypowiadał się w filmie prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

Wśród oskarżonych w sprawie przestępstw w sopockich klubach jest Krystian W., ps. „Krystek”, medialnie nazywany „łowcą nastolatek”. Sąd skazał go do tej pory jedynie na trzy lata więzienia za brutalne zgwałcenie 16-latki. Oskarżony jest jednak także o szereg przestępstw na 33 młodych dziewczynach. Miało do nich dojść między 2006 a 2015 rokiem, m.in. w Trójmieście, Pucku, Wejherowie i Władysławowie. „Krystkowi” przedstawiono także zarzut w związku z samobójstwem Anaid.

Razem z „Krystkiem” oskarżonych jest także czterech mężczyzn w tym Marcin T., ps. „Turek”, zarządca m.in. „Zatoki Sztuki”. Prokuratura zarzuciła mu popełnienie przestępstw seksualnych wobec pięciu nieletnich dziewczyn. Nie wnioskowano jednak o jego areszt ani nie dostał zakazu opuszczania kraju.

W filmie pokazane jest, że do klubów „Turka” przychodziły znane gwiazdy. Wśród gości lokali wskazano m.in. Kubę Wojewódzkiego z ówczesną partnerką Renatą Kaczoruk, Adama „Nergala” Darskiego, Krzysztofa Skibę, Piotra „Liroya” Marca, Natalię Siwiec czy Blankę Lipińską. Marcin T. miał niektórych znać, a nawet być „przyjacielem”. Nie przedstawiono jednak żadnych dowodów, że którakolwiek z wymienionych osób wiedziała, co dzieje się w lokalu.

Sylwester Latkowski oskarża

Po emisji filmu podczas dyskusji z dziennikarzami TVP Sylwester Latkowski zwrócił się do Borysa Szyca, Kuby Wojewódzkiego i Jarosława Majdana z apelem, by opowiedzieli, co naprawdę działo się w sopockich klubach.

Borys, może czas nie tłumaczyć się tak, jak mi się tłumaczyłeś, że byłeś pijany, że ćpałeś. Chcę, żebyś powiedział, czego byłeś świadkiem? Co robiłeś? Czego nie? Jesteś dobrym aktorem. Czas żebyś powiedział prawdę. Ta sama prośba do Majdana, Wojewódzkiego, do tych dziewczyn i pań, które mignęły w filmie. Co tam się działo? – pytał Latkowski.

Dziennikarz śledczy wymienił także nazwisko reżysera tzw. kina moralnego niepokoju Krzysztofa Zanussiego.

To nie może być tak, jak udało się Krzysztofowi Zanussiemu w 2005 roku, który wybrnął ze sprawy Dworca Centralnego – mówił Latkowski.

Sprawą zajmie się specjalny zespół śledczy

Jak poinformował wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, po emisji filmu zadzwonił do niego minister sprawiedliwości-prokurator generalny Zbigniew Ziobro i polecił powołanie zespołu w Prokuraturze Krajowej, który zajmie się sprawą pedofilii w sopockich klubach.

Taki zespół powstanie w Prokuraturze Krajowej, który przeanalizuje to, co znalazło się w filmie, jak również to co mówił pan po filmie – powiedział Wójcik.

Zapewnił także, że w tej sprawie nie będzie „zamiatania pod dywan”.

Za tej władzy rozpoczęliśmy walkę z pedofilią i w tej konkretnej sprawie zostały postawione zarzuty, skierowane akty oskarżenia i trwają sprawy. Natomiast jeśli gdziekolwiek było jakieś zaniechanie, to obiecuję, że nikt niczego zamiatać pod dywan nie będzie – mówił.

Kuba Wojewódzki zapowiada pozew

Prezenter Kuba Wojewódzki zabrał głos w sprawie emisji filmu. W poście na Facebooku napisał, że Latkowski „w sposób haniebny i kłamliwy” wmieszał go w aferę „Zatoki Sztuki”.

Próba przekonania świata, że bywając tam stawałem się uczestnikiem tamtejszych patologii, tudzież ich cichym wspólnikiem, to absurd i zwykłe przestępstwo. Przez lata bywałem też w budynkach TVP1, co nie czyni ze mnie waszego wspólnika, kłamcy, lokaja władzy i aferzysty – napisał.

Celebryta nazwał Latkowskiego „płatnym medialnym zabójcą” i zarzucił TVP odciąganie uwagi od filmów braci Sekielskich dot. pedofilii w Kościele. Wojewódzki zapowiedział także pozew. Postaram się wyrwać z 2 miliardów złotych dotacji dla tak zwanej telewizji publicznej tyle ile się da – napisał.

Celebryci komentują

Również Natalia Siwiec wydała oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby miała związek z wydarzeniami przedstawianymi w filmie. Użycie naszego wizerunku i sugerowanie nieprawdziwych i kłamliwych informacji na nasz temat ma na celu wywołanie kontrowersji i sensacji, co w konsekwencji ma na celu promocję dokumentu „Nie się nie stało” – podkreślono.

Celebrytka tłumaczy, że w klubie „Zatoka Sztuki” organizowały eventy znane marki, które ich tam zapraszały i udział „miał charakter komercyjny”.

Do oskarżeń odniósł się także były piłkarz Radosław Majdan, który zaprzeczył kontaktom z właścicielami „Zatoki Sztuki” lub osobami oskarżanymi powiązanymi z klubem.

„Co więcej, nie byłem bywalcem tego miejsca. Pan Sylwester Latkowski w sposób kłamliwy i bez żadnych podstaw wplątał mnie w tak bulwersującą sprawę. Zakładam, że wymienienie mojego nazwiska w trakcie łączenia na żywo po emisji filmu wynikało z rozemocjonowania i stanowiło oczywistą pomyłkę” – napisał Majdan.

„Zaznaczył, że oczekuje sprostowania. W innym razie kieruję sprawę na drogę sądową” – napisał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Afryka: Premier Lesotho oskarżany o udział w zabójstwie swojej byłej żony ustąpi ze stanowiska

Thomas Thabane, premier Lesotho oskarżany o udział w zabójstwie swojej byłej żony, zapowiedział, że ustąpi z funkcji. Nie sprecyzował, kiedy poda się do dymisji, ale jego partia przekazała, że nowy szef rządu zostanie powołany w środę.

Była pierwsza dama Lesotho Lipolelo Thabane została zamordowana 14 czerwca 2017 roku, dwa dni przed tym, jak jej mąż objął urząd szefa rządu. Sprawca postrzelił ją z bliskiej odległości na poboczu drogi w pobliżu jej domu w niewielkiej wiosce na przedmieściach stolicy kraju, Maseru. Miała 58 lat.

Lipolelo i Thomas Thabane byli wówczas w trakcie rozwodu. W tamtym czasie polityk mieszkał ze swoją 42-letnią partnerką i obecną żoną – Maesaiah Thabane, która na początku lutego usłyszała zarzuty zabójstwa poprzedniej partnerki premiera.

Oskarżany o zabójstwo żony ustąpi ze stanowiska

W poniedziałek Thomas Thabane poinformował, że ustąpi ze stanowiska. List w tej sprawie miał przekazać królowi Letsie III. Mimo że sam premier nie sprecyzował, kiedy ma podać się do dymisji, to jego partia zapowiedziała, że nowy szef rządu zostanie wyłoniony w środę.

– Zdecydowałem się osobiście tu przybyć i poinformować was, że ustępuję z funkcji premiera Lesotho – mówił 80-letni polityk cytowany przez agencję AFP w swoim okręgu wyborczym Abia, niedaleko stolicy kraju, Maseru.

Jak podało BBC, Thabane prawdopodobnie zostanie zastąpiony przez obecnego ministra finansów Moeketsi Majoro. Ma on zostać mianowany w środę w pałacu królewskim. W piątek zbierze się parlament, który zainauguruje nowy rząd.
Źródło info i foto: tvn24.pl

71,4% Polaków krytykuje działania rządu ws. pedofilii w Kościele

71,4 proc. Polaków uważa, że działania rządu ws. pedofilii w Kościele są niewystarczające. Jak wynika z najnowszego sondażu IBRiS, najmniej krytyczni są wyborcy Prawa i Sprawiedliwości oraz osoby wierzące i regularnie praktykujące. W sobotę swoją premierę miała „Zabawa w chowanego”, drugi film braci Sekielskich o pedofilii w Kościele. Wywołał on ponowną dyskusję na ten temat.

Z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Onetu wynika, że 71,4 proc. badanych uważa, że działania rządu w kwestii pedofilii wśród księży są niewystarczające. Pozytywnie działania władz oceniło 11,1 proc. uczestników badania. 17,5 proc. respondentów nie ma zdania na ten temat.

Sondaż wskazał również, że ocena działań rządu ws. pedofilii w Kościele ma związek z poparciem danej partii politycznej. I tak 90 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, PSL-u i Konfederacji ocenia negatywnie pracę rządu w tym temacie. Wśród głosujących na Prawo i Sprawiedliwość 40 proc. twierdzi, że działania władz są niewystarczające, 24 proc. uważa je za wystarczające, a 36 proc. nie chce odpowiadać.

Niewierzący najbardziej krytyczni wobec działań rządu

Z badania wynika, że najmniej krytyczni wobec aktywności rządu dot. pedofilii wśród księży są osoby, które oglądają „Wiadomości” TVP, TVP Info, „Wydarzenia” Polsatu i słuchają radia. Najbardziej krytyczni są natomiast widzowie „Faktów” TVN, TVN24 i Polsat News.

Wśród osób wierzących i regularnie praktykujących 50 proc. uważa, że podejmowane działania są niewystraszające, a 23 proc., że są wystarczające. Najbardziej krytyczne są osoby niewierzące. Aż 96 proc. negatywnie ocenia działania rządu.

Badanie zostało zrealizowane w sobotę 16 maja 2020 roku metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI) na ogólnopolskiej próbie 1100 osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Reakcja prokuratury po emisji filmu „Zabawa w chowanego” braci Sekielskich

Przedstawionemu w filmie „Zabawa w chowanego” byłemu wikariuszowi parafii w Pleszewie Arkadiuszowi H. we wrześniu 2019 roku został postawiony zarzut dopuszczenia się wobec osoby małoletniej innych czynności seksualnych – oświadczyła w sobotnim komunikacie Prokuratura Krajowa. Głos w sprawie zabrała też kuria diecezji kaliskiej.

„Zabawa w chowanego” to tytuł drugiego filmu dokumentalnego Tomasza i Marka Sekielskich opisującego przypadki pedofilii wśród księży. W sobotę odbyła się jego premiera na kanale YouTube. Jak zapowiadali Sekielscy, skupia się na wątku, którego nie udało się zamknąć w pierwszym ich filmie „Tylko nie mów nikomu”. Film przedstawia historię trzech chłopców – braci Bartłomieja i Jakuba oraz Andrzeja, wykorzystywanych przez tego samego księdza z diecezji kaliskiej.

„Zarzut dopuszczenia się innych czynności seksualnych”

Prokuratura Krajowa w sobotnim komunikacie poinformowała, że przedstawionemu w filmie byłemu wikariuszowi parafii w Pleszewie Arkadiuszowi H. został we wrześniu 2019 roku postawiony zarzut dopuszczenia się wobec osoby małoletniej innych czynności seksualnych. „Jest to przestępstwo z artykułu 200 par. 1 kodeksu karnego, za które grozi do 12 lat pozbawienia wolności” – dodała prokuratura.

„Postępowanie w sprawie Arkadiusza H. zostało zainicjowane zawiadomieniem, które wpłynęło do prokuratury w grudniu 2018 roku. Dotyczyło przestępstwa, do którego miało dojść 20 lat wcześniej. Prokuratura niezwłocznie, już po dwóch dniach, zwróciła się do Kurii Diecezjalnej w Kaliszu o udostępnienie akt personalnych Arkadiusza H. wraz z dokumentacją przebiegu i miejsc świadczenia posługi kapłańskiej” – czytamy w komunikacie.

Prokuratura: ujawniono kolejne sześć pokrzywdzonych osób

Jak przekazała PK, w śledztwie przesłuchano 35 świadków, niektórych wielokrotnie, zgromadzono liczne opinie biegłych i materiał dowodowy w postaci nagrań obciążających duchownego. Efektem postępowania – podała prokuratura – jest również ujawnienie kolejnych sześciu osób, wobec których Arkadiusz H. miał się ponad 20 lat temu dopuścić przestępstw o charakterze seksualnym.

„Materiały sprawy, za pośrednictwem pełnomocnika biskupa kaliskiego, zostały przekazane do Kongregacji Nauki Wiary w Rzymie zajmującej się osądzaniem przestępstw wykorzystywania seksualnego nieletnich. Zostały udostępnione na podobnej zasadzie, jak wszystkim uczestnikom postępowania, którzy o to wystąpili. Rezultatem była podjęta w maju 2019 roku przez biskupa kaliskiego decyzja o zakazie wykonywania przez Arkadiusza H. czynności kapłańskich” – czytamy w komunikacie.

Jak dodała PK z uwagi na fakt, że do przestępstw seksualnych miało dojść ponad 20 lat temu, prokuratura nie mogła prowadzić czynności zmierzających do postawienia komukolwiek zarzutu niezawiadomienia organów ścigania o popełnieniu przestępstwa pedofilii. „Obowiązek zawiadomienia o tego rodzaju przestępstwa wprowadziła dopiero nowelizacja kodeksu karnego z 2019 roku” – zwróciła uwagę PK.

PK: dowodem na skuteczność jest postawienie Arkadiuszowi H. zarzutów

Prokuratura napisała w komunikacie, że „nieprawdą jest natomiast podana w filmie informacja jakoby jednostki prokuratury nie miały swobody w prowadzeniu postępowań dotyczących przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych”. „Jest wprost przeciwnie. Celem przywołanego w tym kontekście w filmie pisma, które Prokuratura Krajowa skierowała w styczniu 2019 roku do Prokuratorów Regionalnych, było skuteczne pozyskiwanie materiałów dowodowych z akt procesów kanonicznych” – tłumaczy PK.

„Prokuratura Krajowa w skierowanym do prokuratorów piśmie wskazała, by zwracali się do władz kościelnych o udostępnienie dokumentów w każdej sytuacji, gdy jest to niezbędne dla śledztwa, a w przypadku odmowy korzystali z uprawnień do zarządzania przeszukania i odbierania rzeczy (na podstawie artykułu 217 kodeksu postępowania karnego). Sposób, w jaki pismo zostało zrelacjonowane w filmie, jest więc kłamliwy i odwraca rzeczywistą istotę jego treści” – czytamy w komunikacie.

Wskazano, że Prokuratura Krajowa na mocy ustawy Prawo o prokuraturze jest zobowiązana do nadzorowania postępowań przygotowawczych. „Przedstawiciele polskiego parlamentu zwrócili się do prokuratury o nadzór nad postępowaniami dotyczącymi czynów pedofilskich popełnianych przez osoby duchowne. Uwzględniając ten głos Prokuratura Krajowa skierowała pismo dotyczące zabezpieczenia prawidłowego toku prowadzenia postepowań przygotowawczych zmierzających do ukarania winnych tego rodzaju przestępstw” – napisano w komunikacie.

„Dowodem na swobodę i skuteczność postępowań dotyczących przestępstw pedofilskich popełnianych przez osoby duchowne jest właśnie sprawne śledztwo w sprawie przedstawionego w filmie Arkadiusza H., skutkujące postawieniem mu zarzutów i ujawnieniem nowych pokrzywdzonych” – podkreśliła PK.

Kuria Diecezjalna w Kaliszu: od samego początku została podjęta współpraca z prokuraturą

Komunikat w związku z ukazaniem się filmu „Zabawa w chowanego” wydała także Kuria Diecezjalna w Kaliszu. Oświadczyła, że „została poinformowana o wszczęciu postępowania przez prokuraturę w sprawie ks. Arkadiusza H. w grudniu 2018 roku”.

„Od samego początku – mając na uwadze dobro pokrzywdzonych, którzy nie zgłosili się do kurii oraz widząc konieczność wyjaśnienia sprawy – podjęta została współpraca z prokuraturą zgodnie z przepisami prawa karnego. Jednocześnie wszczęto wstępne postępowanie kanoniczne, powiadomiono Kongregację Nauki Wiary, do której przekazano dokumenty śledztwa, udostępnione przez prokuraturę zgodnie z art. 156 § 5 k.p.k.” – czytamy w oświadczeniu.

Kuria przekazała w komunikacie, że „ks. Arkadiusz H. został suspendowany przez Biskupa Kaliskiego, zawieszony w pełnieniu posługi kapłańskiej (zakaz sprawowania sakramentów i noszenia stroju duchownego) za postępowanie, które miało mieć miejsce w latach 1994-2000”.

„Odnosząc się do przedstawionych w filmie wydarzeń związanych z wizytą rodziców jednego z pokrzywdzonych, należy podkreślić, że miało to miejsce w 2016 roku, kiedy obowiązywały inne uregulowania prawne. Rodzice pokrzywdzonego w czasie wizyty w Kurii usłyszeli, że powinien zgłosić się sam pokrzywdzony. Ukazane w filmie nagranie nie wyczerpuje całej rozmowy, brak jest stwierdzenia, że rodzice powinni jak najszybciej zgłosić sprawę do prokuratury” – oświadczyła Kuria.

Kuria: posiadamy pełną dokumentację

Kuria Diecezjalna w Kaliszu przekazała, że „dwóch pokrzywdzonych występujących w filmie zgłosiło się do Kurii w lutym 2020 roku i zgodnie z procedurami zostali skierowani do delegata ds. ochrony dzieci i młodzieży”. „Na spotkanie z delegatem przybył jeden z nich, został przyjęty i zaproponowana mu została pomoc psychologiczna i duszpasterska” – dodała.

Kuria poinformowała także, że”jest w posiadaniu pełnej dokumentacji potwierdzającej zgłoszenie do Kongregacji Nauki Wiary każdego przypadku pedofilii osób duchownych w latach 2012-2020″.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Premier zapowiada powołanie komisji do spraw pedofilii

Zdecydowaliśmy o powołaniu państwowej komisji ds. badania przypadków pedofilii – poinformował premier Mateusz Morawieckim po wtorkowym posiedzeniu rządu. Jak zaznaczył, będzie ona zajmowała się wszystkimi środowiskami, m.in. duchownymi, a także artystycznymi i nauczycielskimi.

Jak zapowiedział na konferencji prasowej Morawiecki, prace komisji obejmą „absolutnie wszystkich, oczywiście też nie wykluczając Kościoła, nie wykluczając duchownych, purpury, ale również i wszystkie środowiska artystyczne, nauczycielskie, tam, gdzie jest zwłaszcza styczność z dziećmi – opiekunów, trenerów”.

Szef rządu zaznaczył, że w takim określeniu zakresu zainteresowania komisji nie chodzi o „stygmatyzowanie kogokolwiek”. Po prostu to zjawisko – z ogromnym smutkiem muszę powiedzieć – niestety, statystycznie zdarza się w różnych środowiskach, i trzeba rzeczywiście wypalić je żelazem, wypalić je bardzo jednoznacznie i nie może być żadnej taryfy ulgowej dla kogokolwiek – dodał.

Kolejnym celem powołania państwowej komisji, o którym powiedział Morawiecki, jest uniknięcie „wszelkich przypadków tuszowania”.

„Nie ma osób, które unikną odpowiedzialności”

Zapraszam przedstawicieli opozycji do państwowej komisji do zbadania wszelkich przypadków pedofilii; chcemy, żeby komisja miała formułę społecznie jak najbardziej otwartą, żeby była praktyczna i nie rozmywała tego tematu – oświadczył we wtorek premier Mateusz Morawiecki.

Chcemy, żeby komisja miała formułę społecznie jak najbardziej otwartą ale jednocześnie praktyczną, tak żeby ona nie rozmywała tematu, żeby w rzeczywisty sposób pozwoliła zajmować się tym tematem. Aby pozwoliła w szybki sposób zidentyfikować jakieś słabe miejsca obecnego systemu, w którym rzeczywiście pedofilia występuje i prowadziła do wyeliminowania tych słabych miejsc, jak najszybciej – zapowiedział Morawiecki.

Ani mundur, ani koloratka, ani fartuch lekarski, ani waciak, ani Nagroda Nobla, ani żadne inne tytuły, czy stroje nie mogą służyć, jako zasłona dymna, jako unikanie odpowiedzialności – podkreślił szef rządu. Nie ma tutaj żadnych osób, które mogą unikać odpowiedzialności, jeżeli chodzi o pedofilię – to jest fundamentalnie ważne – dodał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Donald Tusk zeznaje przed komisją ds. Amber Gold

Przewodniczący Rady Europejskiej, były premier Donald Tusk przyjechał w poniedziałek rano do Sejmu na przesłuchanie przez sejmową komisją śledczą do spraw Amber Gold. Transmisja od godziny 10 w TVN24.

– Nie uczestniczę w quizie – powiedział Tusk, gdy Wassermann zapytała, kto nadzorował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Pytany o zamieszanie z terminem przesłuchania, Donald Tusk odpowiedział, że nie chce być złośliwy. – Ja byłem do dyspozycji, czekałem na terminy, komisja mi wyznaczyła trzy terminy, odpowiedziałem pozytywnie. Pierwszy odpadł, zaproponowałem drugi, nie było zgody. Zaproponowano bez żadnej konsultacji ze mną trzeci, czyli dzisiejszy. Nie było to dla mnie łatwe, ale też nie grymaszę i postanowiłem skorzystać także z tego zaproszenia, ale oczywiście nie ułatwia to życia – dodał.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Donald Tusk w drodze na przesłuchanie w sprawie organizacji wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu

Donald Tusk zmierza właśnie z Sopotu do Warszawy, gdzie sąd ma go przesłuchać w związku z organizacją wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. – Nie o nastrój chodzi, tylko ważne sprawy – rzucił do dziennikarzy w drodze do samochodu. O godzinie 10 ma rozpocząć się przesłuchanie premiera. Jak podaje RMF FM, Donald Tusk pytany o nastrój powiedział dziennikarzom:

– Nie o nastrój chodzi, tylko ważne sprawy. Wcześniej stwierdził, że stawienie się w sądzie to jego obowiązek.

Donald Tusk: To obowiązek

– Sąd wzywa mnie na świadka w sprawie, więc tak jak każdy obywatel i ja mam ten obowiązek. Żadnej sensacji – powiedział.

Donald Tusk będzie zeznawał jako świadek w procesie, który dotyczy niedopełnienia obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 roku. Oskarżonym w tej sprawie jest były szef kancelarii premiera Donalda Tuska, Tomasz Arabski. Oskarżonymi w tej sprawie są też czterej inni urzędnicy.

Tusk spokojny o swoją przyszłość

Donald Tusk pytany w ubiegłym tygodniu przez dziennikarzy w Brukseli o rozprawę powiedział, że zamierza stawić się na wezwanie sądu i nie ma zamiaru uchylać się od takiego obowiązku. Odniósł się też do informacji, jakoby obawiał się ewentualnego aresztowania i „zemsty” ze strony PiS, jak pisały niektóre media. Przewodniczący Rady Europejskiej powiedział, że „nie ma zwyczaju skarżyć się na swój los i jest spokojny o swoją przyszłość”.

Sprawa, w której będzie zeznawał były premier, to proces rozpoczęty prawie dwa lata temu z prywatnego oskarżenia części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

O przesłuchanie Donalda Tuska w tym procesie wnioskowali oskarżyciele prywatni, czyli pełnomocnicy rodzin kilkunastu ofiar. Wśród nich są krewni Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermana. Do ich wniosków przyłączyła się prokuratura.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Premier Morawiecki podjął decyzję w sprawie Tomasza Komendy

„Podjąłem decyzję o przyznaniu Panu Tomaszowi renty specjalnej, do czasu aż uzyska odszkodowanie w sądzie” – zdecydował Mateusz Morawiecki. „Nic nie wynagrodzi Panu Tomaszowi Komendzie cierpień, jakich doznał przez niesłuszne skazanie i pobyt w więzieniu” – napisał na swoim profilu Mateusz Morawiecki. Podjął decyzję o przyznaniu mu renty specjalnej, do czasu aż uzyska odszkodowanie w sądzie.

O pomoc ze strony państwa pytała już wcześnie Wirtualna Polska.

– 22 marca (czwartek) 2018 roku, Tomaszowi K. została udzielona decyzją zawodowego kuratora sądowego pomoc postpenitencjarna w formie bonów towarowo-żywnościowych – informował wówczas Wirtualną Polskę Joanna Podwin z biura rzecznika prasowego Sądu Okręgowego we Wrocławiu.

Jak dodawał, „dotychczas udzielona pomoc miała charakter doraźny”. – Ewentualne kolejne decyzje kuratora zawodowego, co do pomocy postpenitencjarnej, będą podejmowane sukcesywnie i we współpracy z dozorowanym. Na obecnym etapie postępowania karno-wykonawczego współpraca dozorowanego z kuratorem sądowym jest nienaganna – stwierdził. Teraz zareagował Mateusz Morawiecki.
Źródło info i foto: wp.pl