Komisja ds. pedofilii. Psycholog Justyna Kotowska powołana przez prezydenta

Prezydent Andrzej Duda powołał psycholog Justynę Kotowską z Instytutu Psychiatrii i Neurologii Kliniki Psychiatrii Sądowej do państwowej komisji do spraw wyjaśnienia przypadków pedofilii – poinformował rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Komisję powołano w poprzedniej kadencji parlamentu, za czym głosowali politycy koalicji rządzącej i opozycji.

Ustawa o państwowej komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15 weszła w życie 26 września 2019 r. Pierwszy raport powinien być opracowany w ciągu roku od tej daty.

Jak powiedział rzecznik Prezydenta, Justyna Kotowska ma „bardzo duże doświadczenie w pracy z osobami, które dopuściły się czynów zabronionych” i będzie świetnie uzupełniała przedstawicieli innych organów, którzy – jak spodziewa się Spychalski – będą powołani w najbliższym czasie.

– Stąd też apel pana prezydenta o to, żeby przedstawiciele Senatu, Sejmu, także przedstawiciel premiera Mateusza Morawieckiego byli powołani jak najszybciej. Tak, żeby komisja do spraw zbadania przypadków pedofilii mogła jak najszybciej rozpocząć prace – powiedział Błażej Spychalski.

Wcześniej w czwartek rzecznik rządu Piotr Müller dopytywany o to, kiedy komisja ta będzie mogła zacząć działać, odpowiedział, że informacja na ten temat „zostanie opublikowana jeszcze w tym tygodniu”. – I tutaj jest determinacja z naszej strony, aby już po tym okresie, kiedy w Polsce były bardzo trudne inne sytuacje, mówię tutaj o epidemii, żeby wreszcie ten organ mógł rozpocząć działalność i zmierzyć się z tym ogromnym problemem – podkreślił Müller.

– Dużym wyzwaniem jest znalezienie osób, które by podjęły się tego trudnego zadania, ponieważ narusza to ogromne interesy i porusza bardzo trudne sprawy, w związku z tym dobór tych osób jest bardzo istotny – mówił. Przypomniał też, że w komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii w Polsce będą przedstawiciele m.in. premiera, prezydenta, parlamentu.

Zgodnie z przepisami komisja ma być organem niezależnym od innych organów władzy państwowej. Ma się składać z siedmiu członków: trzech powołanych przez Sejm większością trzech piątych w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów; jednego powołanego przez Senat większością trzech piątych głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów, a także po jednym członku powołanym przez prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka.

W ostatnich dniach Rzecznik Praw Dziecka na stanowisko członka państwowej komisji ds. wyjaśniania przypadków pedofilii powołał dr. hab. Błażeja Kmieciaka.
Źródło info i foto: TVP.info

Austria: Ewakuowano siedzibę prezydenta po alarmie bombowym

Co najmniej część byłego pałacu cesarskiego Hofburg w centrum Wiednia, w którym mieści się biuro prezydenta Austrii Alexandra Van der Bellena, została ewakuowana po otrzymaniu informacji o podłożonej bombie – poinformował w środę rzecznik policji. Groźba została wysłana pocztą elektroniczną i dotyczyła rozległego kompleksu pałacowego, w którym mieści się również siedziba Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) oraz tymczasowo sala debat niższej izby parlamentu Austrii, Rady Narodowej (Nationalrat) – przekazał rzecznik.

– Przeprowadzono ewakuację i teren został opróżniony – dodał.

Policyjny kordon na placu

Van der Bellen, którego rola jest w dużej mierze ceremonialna, został ewakuowany – potwierdził rzecznik biura prezydenta, chociaż zastrzegł, że nie zna szczegółów dotyczących groźby ani jej celu. Rzecznik parlamentu powiedział z kolei, że część kompleksu zajmowanego tymczasowo przez Nationalrat podczas remontu jego głównego budynku nie została ewakuowana, prawdopodobnie ponieważ znajduje się na drugim końcu pałacu.

Biura szefa austriackiego rządu, kanclerza Sebastiana Kurza, znajdują się naprzeciwko biur Van der Bellena, ale nie są częścią Hofburga. Na materiale, który ukazał się w telewizji widać było, jak policja odcina kordonem plac znajdujący się pomiędzy tymi dwoma budynkami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ilu skazanych ułaskawił obecny prezydent?

Jeszcze żaden prezydent nie korzystał z prawa łaski tak ostrożnie, jak obecny. Zrobił to tylko 83 razy – pisze piątkowa „Rzeczpospolita”. Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, Aleksander Kwaśniewski w ciągu obu kadencji – 4288, Lech Kaczyński 201 osób, a Bronisław Komorowski 360 – podaje gazeta.

„Jan Śpiewak, który przyczynił się do ujawnienia afery reprywatyzacyjnej w stolicy, został skazany za zniesławienie jednej z jej rzekomych bohaterek. Stara się o ułaskawienie u Andrzeja Dudy, w Kancelarii Prezydenta trwają procedury w tej sprawie. Jeśli dojdzie do ułaskawienia, będzie to jeden z najgłośniejszych przypadków podczas prezydentury Dudy, jednak statystyk to znacząco nie zmieni. Kadencja Dudy powoli się skończy i już wiadomo, że będzie najmniej łaskawym z dotychczasowych prezydentów. Po prawo łaski sięgnął tylko 83 razy” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Jak pisze dziennik, takie wnioski płyną z przeprowadzonej przez „Rzeczpospolitą” analizy komunikatów w sprawie ułaskawień, które zamieszcza w sieci Kancelaria Prezydenta. „Obliczyliśmy nie tylko liczbę przypadków prawa łaski, ale również jego odmów. Było ich 482. To, jak surowym prezydentem jest Duda, widać, zestawiając go z poprzednikami. Lech Wałęsa ułaskawił 3454 osoby, a Aleksander Kwaśniewski w ciągu obu kadencji – 4288. O wiele wstrzemięźliwiej z prawa łaski korzystali kolejni prezydenci: Lech Kaczyński (201 przypadków) i Bronisław Komorowski (360)” – napisano.

„Rz” pisze, że z komunikatów na stronie prezydenta wynika, iż korzystając z prawa łaski, prezydent kieruje się najczęściej względami humanitarnymi, przykładowo pogorszeniem stanu zdrowia skazanego. „Nie zawsze ułaskawienie jest darowaniem kary w całości, lecz może przykładowo mieć postać jej warunkowego zawieszenia” – czytamy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Meksyk: Sprawca strzelaniny wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków. Gdy zwrócono mu uwagę, zaczął strzelać

W sobotę w pobliżu Pałacu Narodowego, siedziby prezydenta Meksyku, doszło do strzelaniny. Według wstępnych ustaleń policji, napastnik wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków. Gdy zwrócono mu uwagę, zaczął strzelać. Według wstępnych ustaleń policji uzbrojony mężczyzna wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków mieszkalnych w wąskiej uliczce prowadzącej do Pałacu Narodowego, siedziby prezydenta Meksyku. Gdy mieszkańcy domu zwrócili mu uwagę na niestosowne zachowanie, mężczyzna wyciągnął pistolet i otworzył ogień.

Napastnik strzelił do czterech osób. Trzy z nich zabił

Przybyli na miejsce policjanci znaleźli na dziedzińcu cztery osoby z ranami postrzałowymi. W wymianie ognia zastrzelili napastnika. Służby medyczne stwierdziły następnie śmierć dwóch z czterech postrzelonych osób. Trzecia z nich zmarła w drodze do szpitala. W czasie incydentu prezydenta Andresa Manuela Lopeza Obradora nie było w stolicy.

Prezydent powołał Gwardię Narodową, aby zwalczać przemoc

22 kwietnia tego roku, po masakrze 14 osób we wschodnim stanie Veracruz, Obrador obiecał, że w ciągu sześciu miesięcy doprowadzi do zmniejszenia przemocy w kraju dzięki skierowaniu do walki z przestępczością zorganizowaną nowo powołanej przez niego formacji militarnej – Gwardii Narodowej złożonej z wojskowych i członków policji. Pod koniec października Lopez Obrador przyznał, że ustanowiony przez niego półroczny termin upłynął bez uzyskania rezultatów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ostre starcia we Francji. Kolejna akcja „żółtych kamizelek”

„Żółte kamizelki” znów „doszły do głosu” we Francji. Podczas sobotnich demonstracji przeciwnicy prezydenta Emanuela Macrona zaatakowali policję, włamywali się do sklepów i restauracji. Co najmniej 21 osób zostało zatrzymanych po starciach, do jakich doszło na manifestacji „żółtych kamizelek” w Nantes na zachodzie kraju.

Demonstranci zaatakowali policję rzucając w funkcjonariuszy różnymi przedmiotami. Zdemolowali też kilka przystanków autobusowych. Policja odpowiedziała używając gazu łzawiącego. Na miejscu pojawiła się także armatka wodna. Na zdjęciach i nagraniach widać, że wielu manifestantów zostało rannych. Byli opatrywani przez współtowarzyszy. „W sobotę w Nantes protestowało około 1800 osób” – pisze agencja AFP.

Francuskie media dodają, że doszło do zatrzymań. Policja interweniowała również w innych miastach, ponieważ „żółte kamizelki” tradycyjnie protestowały także m.in. w Paryżu, Tuluzie, Marsylii i Montpellier.

„Żółte kamizelki” powstały jesienią 2018 roku jako spontaniczny, masowy i niesformalizowany ruch społeczny protestujący przeciwko rosnącym kosztom życia i zwiększaniu obciążeń podatkowych we Francji.

Ruch od miesięcy protestuje też przeciwko polityce prezydenta Francji Emanuela Macrona, domagając się jego dymisji. Przedstawiciele „żółtych kamizelek” twierdzą też, że sami zaczynają używać przemocy, bo siły porządkowe wykorzystywane przeciwko nim są zbyt brutalne. Podkreślają, że w starciach z funkcjonariuszami życie straciło już ponad 10 osób, a tysiące zostało rannych.
Źródło info i foto: wp.pl

Prezydent Poznania dostał list z pogróżkami. Autorem jest prawdopodobnie recydywista skazany za zabójstwo matki

Koperta zaadresowana do prezydenta Poznania miała trafić do Urzędu Miasta. Jej autorem jest prawdopodobnie recydywista skazany za zabójstwo matki byłego marszałka Senatu – Bogdana Borusewicza – informuje „Gazeta Wyborcza”. Według informacji podanych przez dziennik i portal epoznan.pl list do Jacka Jaśkowiaka miał zawierać wyzwiska i przekleństwa, skierowane pod jego adresem. Autor miał też napisać, że prezydent powinien uważać, by nie powtórzył się scenariusz z Gdańska ze stycznia tego roku. Zamordowano wówczas prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Grożby mają dotyczyć festynu, który w najbliższych dniach będzie odbywał się w Poznaniu i w którym weźmie udział prezydent Jacek Jaśkowiak.

Według ustaleń „GW” list napisał skazany za zabójstwo w latach 90-tych matki Bogdana Borusewicza recydywista. Mężczyzna jest w więzieniu, gdzie odbywa karę dożywocia. Miejscy prawnicy powiadomili o sprawie prokuraturę. Śledczy prowadzą sprawę, przesłuchali już m.in. prezydenta Poznania. To nie pierwsze pogróżki skierowane do Jacka Jaśkowiaka. Po zabójstwie Pawła Adamowicza, śmiercią grożono kilku samorządowcom w całej Polsce. „GW ” przypomina, że w marcu Jaśkowiak miał dostać ultimatum – 7 dni na dymisję. Inaczej zginie.

Jackowi Jaśkowiakowi proponowano ochronę po zabójstwie prezydenta Gdańska. Samorządowiec odmówił.
Źródło info i foto: wp.pl

Rośnie liczba osób rannych w zamieszkach w stolicy Gruzji

Prezydent Gruzji Salome Zurabiszwili skróci wizytę na Białorusi w związku z gwałtownymi starciami, które w nocy z czwartku na piątek wybuchły na ulicach Tbilisi – podała rosyjska agencja RIA Nowosti. Wizytę w Azerbejdżanie przerwie także szef parlamentu gruzińskiego. W zamieszkach zostało rannych 240 osób, w tym 80 policjantów. Demonstranci usiłowali wtargnąć do gmachu parlamentu, protestując przeciwko obecności rosyjskiego deputowanego.

Salome Zurabiszwili miała przebywać z wizytą na Białorusi do soboty. W jej planach były spotkania z prezydentem, premierem, a także udział w ceremonii otwarcia II Igrzysk Europejskich w Mińsku – podała agencja RIA Nowosti, powołując się na źródła w administracji białoruskiej. W piątek Zurabiszwili spotka się jedynie z prezydentem Alaksandrem Łukaszenką i wróci do Tbilisi.

Z kolei portal Radia Swoboda napisał, że wizytę w Azerbejdżanie ma przerwać także przewodniczący parlamentu Irakli Kobachidze. Miał przebywać w Baku do soboty.

Opozycja wznowi protesty

Po nocnych starciach główne ulice Tbilisi opustoszały. Część demonstrantów została zatrzymana przez policję, inni się rozeszli – informuje gruzińska agencja Interpressnews. Opozycja zapowiada, że wznowi protesty w piątek wieczorem. W gwałtownych starciach, które w nocy z czwartku na piątek wybuchły na ulicach Tbilisi, zostało rannych 240 osób, w tym 80 policjantów – poinformował w piątek zastępca ministra zdrowia Gruzji Zaza Bochua. W szpitalach pozostają 102 osoby.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Marek Falenta domaga się ułaskawienia

„Rzeczpospolita” opublikowała fragmenty wniosku o ułaskawienie, który biznesmen Marek Falenta skierował do prezydenta Andrzeja Dudy. Skazany za aferę podsłuchową Falenta twierdzi, że został „oszukany” przez Prawo i Sprawiedliwość, a działacze partii mieli obiecywać mu „wiele korzyści i łupy politycznych”.

Biznesmen Marek Falenta w kwietniu skierował trzeci wniosek do prezydenta Andrzeja Dudy o ułaskawienie. Dwa poprzednie zostały odrzucone. „Rzeczpospolita” poznała treść kwietniowego pisma. Wniosek powstał w momencie, gdy Falenta znajdował się w areszcie w Walencji w Hiszpanii. Trafił tam na początku kwietnia po tym, jak został zatrzymany przez polskich i hiszpańskich funkcjonariuszy. Na początku lutego nie stawił się w zakładzie karnym, aby odbyć karę pozbawienia wolności.

Marek Falenta do Andrzeja Dudy: Zostałem okrutnie oszukany

Za zlecenie nagrywania rozmów między innymi polityków Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w warszawskich restauracjach Marek Falenta został prawomocnie skazany w styczniu 2017 roku na 2,5 roku więzienia.

„W hiszpańskim więzieniu „gnije” człowiek, który wierzył w sprawę pt. Polska uczciwa i sprawiedliwa. Zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic i został okrutnie oszukany przez ludzi wywodzących się z Pana formacji. Obiecali wiele korzyści i łupów politycznych. Czekałem lata codziennie łudzony, że niebawem nadejdzie dzień, w którym zostanę przez Pana ułaskawiony. Nie widać nadziei na jego nadejście” – napisał Marek Falenta do Andrzeja Dudy. Jak informuje „Rzeczpospolita”, Falenta zapowiada, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, „ujawni zleceniodawców i wszystkie szczegóły”.

Marek Falenta został w piątek przetransportowany do Polski i trafił do jednego z warszawskich aresztów śledczych. Został umieszczony w celi przejściowej, gdzie w najbliższym czasie wykonane zostaną badania lekarskie. W tym tygodniu komisja penitencjarna ma zdecydować o tym, do jakiego zakładu karnego trafi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gruzja wciąż domaga się ekstradycji Micheila Saakaszwilego

Gruzińska prokuratura kontynuuje formalne zabiegi o doprowadzenie do ekstradycji z Ukrainy byłego prezydenta Micheila Saakaszwilego, skazanego przez gruziński sąd na sześć lat więzienia pod zarzutem nadużycia władzy i prześladowania opozycji. Rzecznik gruzińskiej prokuratury oświadczył w czwartek, że przywrócenie w tym tygodniu Saakaszwilemu przez nowego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego nabytego wcześniej ukraińskiego obywatelstwa „nie wpływa w żaden sposób na przebieg prowadzonego w Gruzji postępowania sądowego przeciwko niemu”.

Skazany przez gruziński sąd na sześć lat więzienia

Przedmiotem postępowania wobec Saakaszwilego są nadużycia władzy, których miał się dopuścić jako szef państwa (2004-2013). W czerwcu 2018 roku został skazany przez gruziński sąd na sześć lat więzienia na podstawie zarzutu, że na jego polecenie jako prezydenta Gruzji w 2005 r. zorganizowano atak na jego przeciwnika politycznego, opozycjonistę Walerego Gelaszwilego. Grupa osób brutalnie pobiła go w śródmieściu stolicy, Tbilisi. W styczniu 2018 roku gruziński sąd skazał Saakaszwilego na trzy lata więzienia pod zarzutem nielegalnego posłużenia się ustawą amnestyjną, na podstawie której – „kierując się motywacjami politycznymi” – miał zastosować amnestię wobec czterech funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa skazanych za zamordowanie urzędnika bankowego. Były prezydent Gruzji odrzuca te zarzuty i odpowiada, że oskarżyciele kierują się w jego przypadku motywami politycznymi.

Ukraińskie obywatelstwo

Saakaszwili, któremu we wtorek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przywrócił ukraińskie obywatelstwo, w środę przybył do Kijowa. Wielokrotnie wyrażał chęć powrotu po dwuletniej nieobecności na Ukrainę w celu podjęcia na nowo walki z korupcją w ukraińskiej administracji publicznej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Algieria: Aresztowano najmłodszego brata prezydenta kraju

Algierska policja aresztowała w sobotę Saida Buteflikę, najmłodszego brata byłego prezydenta Algierii Abdelaziza Butefliki, który na początku kwietnia podał się do dymisji – podały lokalne władze. Aresztowano także dwóch byłych szefów wywiadu. Said Bouteflika przez ponad dekadę pełnił funkcję głównego doradcy prezydenta. De facto jednak, jak pisze agencja Reuters, rządził krajem po tym, jak Abdelaziz Buteflika w 2013 roku doznał udaru i poruszał się na wózku inwalidzkim.

Kolejny etap demontażu systemu

„Aresztowanie Saida jest kolejnym etapem demontażu systemu Butefliki” – cytuje Reuters jednego z wysokich rangą polityków algierskich, który chce zachować anonimowość, ale jest bliskim współpracownikiem szefa sztabu armii Ahmeda Gaeda Salaha, który obiecał Algierczykom uwolnić kraj od skorumpowanych polityków, wojskowych urzędników i oligarchów. W areszcie znaleźli się również dwaj byli szefowie wywiadu – generałowie Baszir Atmane Tartag i Mohamad Mediene.

Trójka aresztowanych dołączyła do pięciu algierskich miliarderów, w tym zbliżonych do Abdelaziza Butefliki, którzy dwa tygodnie temu znaleźli się w rękach policji w ramach śledztwa korupcyjnego.

Chcą odsunięcia od władzy całej rządzącej elity

82-letni Buteflika podał się do dymisji 2 kwietnia pod presją organizowanych od końca lutego wielotysięcznych i w większości pokojowych protestów. Jego rezygnacja nie uspokoiła jednak nastrojów i protestujący nadal wychodzą na ulice, domagając się odsunięcia od władzy całej elity rządzącej krajem od uzyskania niepodległości w 1962 roku. Żądają także pociągnięcia do odpowiedzialności skorumpowanych polityków.

Buteflikę na czele państwa tymczasowo zastąpił Abdelkader Bensalah, przewodniczący wyższej izby parlamentu. Ma on sprawować ten urząd do wyborów prezydenckich zaplanowanych na 4 lipca. Bensalah nie ma jednak poparcia w społeczeństwie, które domaga się jego ustąpienia. Autorytetem wśród Algierczyków cieszy się natomiast Salah, który przez wielu uważany jest obecnie za faktycznego przywódcę kraju.
Źródło info i foto: tvn24.pl