Nowe problemy Kamila Durczoka. Może mu grozić 25 lat pozbawienia wolności

14.08.2019 PIOTRKOW TRYBUNALSKI SAD OKREGOWY ROZSTRZYGA CZY KAMIL DURCZOK ZOSTANIE ARESZTOWANY ZA KIEROWANIE AUTEM W STANIE NIETRZEZWOSCI KAMIL DURCZOK FOT. DARIUSZ SMIGIELSKI/DZIENNIK LODZKI

Kamil Durczok w 2009 roku miał złożyć w banku „weksel własny” na kwotę ponad 2 mln franków szwajcarskich jako poręczenie kredytu na zakup nieruchomości. Na papierze widniały podpisy Durczoka i jego żony Marianny — podał portal TVP Info. Podpis żony Durczoka miał być sfałszowany.

Jak podaje TVP Info, 10 lat później bank zwrócił się do byłej już żony dziennikarza (która zmieniła nazwisko) z wezwaniem do wykupu weksla z powodu nieuiszczenia należności przez kredytobiorcę. Była żona Durczoka zaprzeczyła wtedy, że złożyła swój podpis na wekslu.

Kwestionuje ona autentyczność podpisu, który widnieje na papierze. Oświadczyła ponadto, że podpis został podrobiony, a jej nie było przy sporządzeniu tego weksla ani nigdy go nie widziała.

Jak podaje TVP Info, jej adwokaci w lipcu 2019 r. złożyli do Prokuratury Regionalnej w Katowicach zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa podrobienia podpisu na wekslu. W sierpniu prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Zgodnie z Kodeksem karnym przestępstwo z artykułu 310 par. 1 „podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo karze 25 lat pozbawienia wolności”. W tej sprawie została już przesłuchana była żona Durczoka. Kamil Durczok nie złożył jeszcze wyjaśnień.

Kamil Durczok prowadził pod wpływem alkoholu

Pod koniec lipca na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim 51-letni Kamil Durczok uczestniczył w kolizji na remontowanym odcinku trasy. Jadąc samochodem BMW w kierunku Katowic, najechał na pachołki oddzielające pasy ruchu. Następnie jeden z pachołków uderzył w auto nadjeżdżające z przeciwka. Nikt z uczestników kolizji nie ucierpiał.

Dziennikarz miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury rejonowej, gdzie przedstawiono mu zarzuty. Grozi może mu do 12 lat więzienia. Przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Wiedza o CIA o rosyjskich hakerach

Donald Trump wciąż chce odwilży na linii Moskwa – Waszyngton. Nie przeszkadza mu to, że Władimir Putin – zdaniem CIA i FBI – osobiście zlecił rosyjskiemu wywiadowi ingerencję w amerykańskie wybory.

Ogromna determinacja Trumpa, żeby zaprzyjaźnić się z Putinem, znalazła szerokie ujście na Twitterze, gdzie prezydent elekt od zwycięskich wyborów 8 listopada ogłasza swoje plany, decyzje i bipolarne stany emocjonalne. Z serii sobotnich wpisów dowiadujemy się, że „dobre relacje z Rosją są dobrą rzeczą, a nie złą. Tylko głupi albo idioci myślą, że to jest złe”; „Mamy wystarczająco dużo problemów na świecie. Kiedy zostanę prezydentem, Rosja będzie nas szanować bardziej niż teraz”; „Być może będziemy współpracować, żeby rozwiązywać wiele ogromnych i palących problemów tego świata”.

Prorosyjska salwa jest tym bardziej godna uwagi, że dzień wcześniej Trump przyjął w swoim wieżowcu na Manhattanie, z którego za niespełna dwa tygodnie przeprowadza się do Białego Domu, trójkę szefów amerykańskiego wywiadu. Próbowali go przekonać, że Rosja jednak jest niedobra.

Delegacja w niezwykle silnym składzie – James Clapper (szef połączonych służb wywiadowczych USA), John Brennan (szef CIA) i James Comey (dyrektor FBI) – opowiadała prezydentowi elektowi, w jaki sposób i na jaką skalę rosyjskie służby specjalne mieszały się w wybory w Ameryce. Cele Rosji były dwojakie: po pierwsze, skompromitować amerykańską demokrację, po drugie, pomóc Trumpowi w pokonaniu kandydatki Demokratów Hillary Clinton.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Zaginęła Karolina Bylinowska

Rodzina i świętokrzyscy policjanci szukają 16-letniej Karoliny Bylinowskiej. Dziewczyna wyszła z domu ponad dwa tygodnie temu i od tej pory nie ma z nią kontaktu. Karolina Bylinowska pochodzi z miejscowości Stobiec w gminie Iwaniska. Wyszła z domu 6 czerwca około godziny 14.00 i do tej pory nie nawiązała kontaktu z bliskimi.

Policja apeluje do osób, które widziały bądź znają miejsce pobytu zaginionej 16-latki, by skontaktowały się z policją w Opatowie przy ul. Sienkiewicza 30 lub zadzwoniły na nr telefonu 15 8681 205, 15 8681 213 bądź 997. Policjanci przypominają, że wiosna i lato to czas, kiedy najczęściej dochodzi do zaginięć dzieci. Nastolatki uciekają z domu z powodu problemów w domu lub w szkole; młodsze dzieci gubią się np. podczas zabawy na dworze. Policjanci apelują, by szczególnie najmłodszych dzieci nie zostawiać bez opieki.
Żródło info i foto: wp.pl

Podlascy drogowcy oszukani przez nieuczciwego inwestora

Urzędnicy podlaskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich uwierzyli w mail, że jeden z inwestorów zmienił numer konta. Bez problemów przelali ponad cztery miliony złotych. Okazało się, że wiadomość była fałszywa, a pieniądze przelano na konto oszusta.

Podlascy urzędnicy z Zarządu Dróg Wojewódzkich dostali maila, w którym inwestor powiadamia drogowców o zmianie numeru konta, na który powinni przelać pieniądza należne za remont drogi – pisze gazeta.pl. Nikt nie sprawdził, czy to prawda, tylko mechanicznie przelano ponad cztery miliony złotych. Afera wybuchła, gdy prawdziwy inwestor upomniał się o swoje pieniądze. W urzędzie posypały się głowy. Potwierdzam, że takie zdarzenie miało miejsce, a pracownik zarządu odpowiedzialny za przelanie pieniędzy już został dyscyplinarnie zwolniony. Więcej informacji – ze względu na dobro śledztwa prowadzonego przez Komendę Wojewódzką Policji w Białymstoku udzielić nie mogę – tłumaczy gazecie.pl Urszula Arter, rzeczniczka marszałka województwa.

To nie pierwsze oszustwo tego typu w Polsce. Jesienią tego roku kilka gmin także dostało maile o nowym numerze konta firmy informatycznej, a pracownicy dali się nabrać przestępcom. Policjanci radzą więc urzędnikom by, zanim wpiszą nowy numer konta, najpierw zadzwonili do odbiorcy przekazu i sprawdzili, czy mail o zmianie rachunku nie jest oszustwem.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Jihadi John przeprasza matkę za kłopoty po ujawnieniu jego tożsamości

Przeprosiny za „problemy spowodowane przez ujawnienie jego tożsamości” wysłał do przebywającej w Anglii matki Mohammed Emwazi, czyli Jihadi John. Brutalny kat mordujący rzeczywistych i rzekomych przeciwników Państwa Islamskiego wyrzutów sumienia za popełnione zbrodnie nie okazał. Po tym jak służby ujawniły, że podrzynający gardła morderca to Emwazi, jego rodzina zaczęła otrzymywać pogróżki. Matka wraz z pięciorgiem rodzeństwa 26-latka musiała opuścić dom w Londynie. Obecnie azylanci z Kuwejtu przebywają w ukryciu pod ochroną policji. Brytyjskie media donoszą, że kosztuje to podatników około 5 tysięcy funtów dziennie.

Brytyjski dziennik „Daily Mail” skrzętnie wyliczył także inne koszty, jakie ponosi Wielka Brytania, od 20 lat utrzymująca Emwazich. Po przyznaniu azylu dostali oni dom socjalny w Londynie, jego obecna wartość to 600 tysięcy funtów. W dodatku państwo wciąż opłaca im czynsz, choć ta zapomoga powinna wygasnąć po 13 latach. Łącznie przez 20 lat rodzina otrzymała z publicznych pieniędzy około 400 tysięcy funtów.

Wystraszył się piekła?

Jihadi John przeprosił matkę za dyskomfort, jaki wywołało ujawnienie jego tożsamości. Ludzki odruch w jego przypadku ma przyczynę jedynie w tym, że w islamie za brak szacunku wobec rodziców można trafić do piekła. Wyrzutów sumienia za mordy na bezbronnych ludziach nie okazał. Trudno oszacować liczbę ofiar Emwaziego. Mogą być ich dziesiątki. Do internetu trafiły filmy, na których podrzynał gardła między innymi amerykańskim dziennikarzom czy brytyjskim pracownikom organizacji charytatywnych. Ojciec kata i jego najstarsza siostra mieszkają obecnie w Kuwejcie. Jasem publicznie odciął się od syna. Nazwał go „psem” i stwierdził, że ma nadzieję, że szybko zginie.
Żródło info i foto: TVP.info

Nowe problemy właścicieli Cocomo

Rozpoczęte właśnie dochodzenie prokuratury dotyczy doniesienia, jakie przeciwko pracodawcy złożyły byłe pracownice klubów Cocomo z całej Polski. Zarzucają właścicielom sieci klubów go-go niewypłacenie pensji na łączną sumę pół miliona zł.

Z roszczeniem wobec swojego byłego pracodawcy wystąpiło 56 kobiet: tancerek, koordynatorek i barmanek prowadzonych w całym kraju klubów go-go. Do niedawna działały one pod wspólną marką Cocomo. W piśmie, jakie miesiąc temu skierowały do prokuratury, twierdzą, że pracodawca: początkowo Agencja Reklamowo-Marketingowa „Event” z Krakowa, a następnie spółka KR3 z Hrubieszowa, która przejęła kluby od agencji Event, winne są im w sumie 500 tys. zł.

– Event przekazywał pracownikom wynagrodzenia na karty pre-paid BRE Banku w postaci zasileń – opowiada „Wyborczej” jedna z poszkodowanych. – Każdy z pracowników otrzymywał swój własny PIN umożliwiający mu korzystanie z karty do konta, na które przelewane było wynagrodzenie. Jednak pieniądze na kontach należących do Eventu zostały zajęte przez komornika na początek długu spółki z tytułu niezapłaconych podatków. Firma jednak zobowiązała się do zwrotu nam tych pieniędzy – opowiada.

Skrzyknęły się i pozywają

Każda z kobiet ma pisemne potwierdzenie, iż przejmująca od Eventu prowadzenie klubów spółka KR 3 zobowiązuje się do spłacenie długu wobec nich. Nigdy do tego jednak nie doszło, a z dziewczynami, które w większości nie pracują już w klubach, zerwano jakiekolwiek kontakty. Zorganizowały się więc w grupę i komunikując za pomocą mediów społecznościowych, wynajęły prawnika. Potem napisały zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, które 2 lutego złożono we wrocławskiej prokuraturze. Ta blisko miesiąc prowadziła czynności sprawdzające.

– Doszliśmy do wniosku, że w tej sprawie rzeczywiście zachodzi uprawdopodobnione podejrzenie, iż mogło dojść do złamania prawa – mówi „Wyborczej” prok. Małgorzata Siwek, wiceszefowa Prokuratury Rejonowej Wrocław Stare Miasto, która prowadzi dochodzenie w tej sprawie.

Dotyczy ono przestępstwa przeciwko art. 281 paragraf 1a Kodeksu karnego. Brzmi on: „Kto wykonując czynności w sprawach z zakresu prawa pracy i ubezpieczeń społecznych, złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Twórca Cocomo otworzy sieć w Barcelonie?

Prok. Siwek nie zdradza strategii, jaką przyjęła prokuratura i wspomagająca ją w dochodzeniu policja. Teraz przesłuchiwani są świadkowie, przede wszystkim poszkodowane byłe pracownice. O złożenie wyjaśnień zostanie poproszony również Jan Szybawski, twórca sieci Cocomo i właściciel agencji Event. Jak wynika z nieoficjalnych ustaleń „Wyborczej”, Szybawski kilka miesięcy temu opuścił Polskę i osiadł na stałe w Barcelonie. Podobno planuje otworzyć tam podobną sieć klubów go-go do tych, którymi zarządzał w Polsce.

Prokuratura prowadzi też śledztwo w sprawie klienta, który po wizycie w jednym z klubów Cocomo we Wrocławiu stracił z karty kredytowej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Kolejne postępowanie dotyczy sprzedaży w Cocomo alkoholu niewiadomego pochodzenia. Natomiast w sądzie toczy się proces przeciwko właścicielom klubów z powództwa gminy Wrocław. Urzędnicy domagają się wyprowadzki lokali należących do KR 3 z wrocławskiego Rynku.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

PCPR przyznaje, że z rodziną z Łęczycy wcześniej były problemy

„To była specyficzna rodzina” – mówi o rodzinie zastępczej z Łęczycy w woj. łódzkim kierownik Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Przyznaje, że od samego początku, gdy rodzina A. została zawodową rodziną zastępczą, były z nią problemy. Tym samym potwierdziły się nasze wcześniejsze informacje. Wczoraj okazało się, że w tej rodzinie dochodziło do bicia i molestowania seksualnego pięciorga dzieci. Kuratora sądowego i Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie powiadomiła babcia dzieci, którymi wcześniej zajmowała się rodzina. Kobieta twierdziła, że były tam bite, duszone i zmuszane do grzebania w śmieciach. Żródło info i foto: RMF24.pl

Były dwie próby lądowania według oczytu z czarnych skrzynek

Piloci nie zgłaszali żadnych problemów z samolotem, a komunikacja z wieżą kontrolną odbywała się w języku angielskim i rosyjskim – TVN24 dotarła do pierwszych, nieoficjalnych informacji ze śledztwa mającego wyjaśnić przyczynę katastrofy prezydenckiego samolotu TU-154. Według tych informacji śledczy odczytali z czarnych skrzynek zapisy rozmów pilotów z wieżą kontrolną. Wynika z nich, że piloci podjęli dwie próby lądowania. Zapisy wskazują też, że piloci nie zgłaszali żadnych problemów z samolotem. Żródło info i foto: tvn24.pl

Strzelanina na Uniwersytecie Georgia. Policja poszukuje George’a Zinkhana

W trakcie strzelaniny zginęły trzy osoby, trzy inne są ranne – podaje Dziennik.pl
Trzy osoby zginęły, a trzy zostały ranne w strzelaninie na amerykańskim Uniwersytecie Georgia w miejscowości Athens. Policja szuka tamtejszego wykładowcy marketingu. Prawdopodobnie to właśnie on strzelał. Mężczyzna może być uzbrojony.
Policja zarządziła poszukiwania 57-letniego George’a Zinkhana. Według lokalnej gazety policja podejrzewa, że profesor może być uzbrojony. „Są informacje, że ma przy sobie wiele sztuk broni palnej” – cytuje „Athens-Banner Herald” szefa policji. Mężczyzna wykłada na uniwersytecie od 1990 roku, nigdy nie miał żadnych problemów w pracy. Wykładowca cieszył się też szacunkiem studentów.
Żródło info: Dziennik.pl