Psycholog o zachowaniu matki 5-letniego Dawida

5-letni Dawid Żukowski najprawdopodobniej nie żyje. Śledczy twierdzą, że padł ofiarą swojego ojca. Założycielka Warszawskiej Grupy Psychologicznej Monika Dreger przypuszcza, że matkę dziecka czeka bardzo długa droga do powrotu do normalnego życia.

– Powrót do normalnego funkcjonowania nie będzie szybki i łatwy. Zdecydowanie trudniejszą kwestią w tym przypadku będzie strata dziecka, niż strata męża. Na pewno potrzebne będą działania terapeutyczne, być może również wsparcie farmakologiczne. Ważne jest też wsparcie rodziny i bliskich. To będzie bardzo długi proces – twierdzi psycholog w rozmowie z Wirtualną Polską.

Monika Dreger zaznacza również, że kobiecie będzie potrzebny spokój. Zwraca także uwagę na zachowanie matki Dawida podczas poszukiwań chłopca. – Rzuciło mi się w oczy, że ta pani nie uczestniczyła w jakichkolwiek doniesieniach medialnych i bardzo chroniła swoją prywatność – podkreśla.

Według medialnych spekulacji, przyczyną tragedii mogła być chęć zemsty Pawła Ż. na żonie, która zgłosiła na policji, że mężczyzna stosował wobec niej przemoc i chciała rozwodu. Niedługo przed samobójstwem ojca Dawida, para miała przeprowadzić burzliwą rozmowę telefoniczną. Monika Dreger twierdzi, że niełatwo jest ustalić prawdziwe motywy zbrodni.

– Trudno spekulować na temat stanu psychicznego sprawcy. Nie wiadomo również, jaki wpływ mogła mieć na niego ostatnia rozmowa z żoną. Jeśli zabójstwo było wcześniej zaplanowane, prawdopodobnie nie wpłynęła ona na decyzję mężczyzny. Nie wiemy, czy żona mogła w jakikolwiek sposób odwieść go od tego kroku – mówi założycielka Warszawskiej Grupy Psychologicznej.

Przypomnijmy, 20 lipca po godz. 16 Komenda Główna Policji ogłosiła, że odnaleziono zwłoki dziecka. Funkcjonariusze mają „przekonanie graniczące z pewnością”, że to ciało 5-letniego Dawda.
Źródło info i foto: wp.pl

Ruszył proces księdza, który podglądał dzieci w przebieralni

W Sądzie Rejonowym w Zamościu ruszył proces księdza Łukasza P. (30 l.), który podglądał dziewczynki w przebieralniach w galeriach handlowych. Robił to za pomocą kamerki szpiegowskiej przymocowanej do czubka buta. Wpadł podczas wakacji w Chorwacji, gdzie w jednym z centrów handlowych próbował nagrać przebierające się dzieci.

Ksiądz podglądał najczęściej małe dziewczynki. Udawał się do galerii handlowych, tam wchodził do przebieralni, obserwował, który boks zostanie zajęty przez dziewczynki i wchodził obok. Z torby wyjmował kamerkę i montował ją na czubku swojego buta, który potem wsuwał do pomieszczenia obok. Łukasz P. montował kamerki także w toaletach, szatniach czy pod prysznicami. Został złapany w Chorwacji. Jedno z podglądanych dzieci w galerii handlowej zauważyło but wystający spod drzwi i poinformowało po tym swoich rodziców. Księdza zatrzymała ochrona i przekazała policji.

Śledczy przeszukali mieszkanie księdza na plebanii w Wielączy, gdzie znaleźli filmy i zdjęcia dzieci o charakterze pornograficznym. Tłumaczył, że nie mógł znieść ciężkiej pracy z wymagającym proboszczem i w ten sposób starał się odstresować. Łukasz P. stawił się na wtorkowej rozprawie, ale sędzia postanowił wyłączyć jawność.

Po wybuchu afery ksiądz został odsunięty od posługi kapłańskiej i nauki religii w szkole. Grozi mu 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Niemcy: Ruszył proces ws. zbiorowego gwałtu. Na ławie oskarżonych 11 osób, w tym ośmiu Syryjczyków

Przed sądem we Fryburgu Bryzgowijskim ruszył proces w sprawie zbiorowego gwałtu, jaki miał mieć miejsce w październiku ubiegłego roku. Na ławie oskarżonych siądzie aż 11 osób, a niemieckie media informują, że wśród zeznających pojawi się 18-letnia ofiara.

Przypomnijmy, że do zdarzenia doszło 14 października we Fryburgu na południu Niemiec. 18-letnia studentka została zbiorowo zgwałcona po wyjściu z dyskoteki. Kobieta podejrzewa, że jeszcze w lokalu podano jej pigułkę gwałtu. Rzeczniczka lokalnej policji potwierdziła, że we krwi ofiary stwierdzono środki odurzające. Jak podaje Deutsche Welle, wśród 11 oskarżonych w wieku od 19 do 30 lat jest ośmiu Syryjczyków, Irakijczyk, Algierczyk oraz Niemiec.

Sama rozprawa ma trwać 27 dni, ale wyrok zapadnie dopiero w grudniu. Wcześniej podjęto decyzję o przebudowie sali sądowej tak, by znalazło się tam miejsce dla tłumaczy i ekspertów. Oskarżeni zostali osadzeni w osobnych celach, by uniemożliwić im nawiązywanie kontaktu. Ofiara, która występuje także w roli oskarżycielki posiłkowej, prawdopodobnie będzie zeznawała przy zamkniętych drzwiach.

Nakaz aresztowania Syryjczyka był już wydany

Głównym podejrzany jest 22-letni Syryjczyk, który już w przeszłości miał wejść w konflikt z prawem. Wraz z innym podejrzanym w sprawie 18-latki mieli przed rokiem zgwałcić kobietę w jego mieszkaniu. Bernd Belle z policji kryminalnej we Fryburgu przyznał, że nakaz zatrzymania 22-letniego Syryjczyka był już wydany, policja zamierzała go zrealizować pod koniec października. To właśnie ten mężczyzna miał dodać 18-latce narkotyki do drinka. Śledczy przeanalizowali także publikacje podejrzanych w mediach społecznościowych. Okazało się, że trzech z nich zamieszczało w sieci fotografie wskazujące na bliskie kontakty z kurdyjską milicją w północnej Syrii YPG lub Partią Pracujących Kurdystanu.

Przestępstwo, do którego doszło we Fryburgu poruszyło opinię publiczną. Skrajnie prawicowa partia AfD zorganizowała demonstracje przeciwko uchodźcom. W odpowiedzi na nie pojawiły się także kontrmanifestacje, których uczestnicy domagali się zaprzestania instrumentalnego wykorzystywania tragedii 18-latki do zbijania politycznego kapitału i szerzenia niechęci wobec migrantów.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Sąd skazał ojca, który brutalnie pobił dwumiesięcznego syna

Sąd skazał Arkadiusza B. na 12 lat więzienia. Prokuratura oskarżyła go o usiłowanie zabójstwa dziecka. Wyrok usłyszała również matka chłopca. Magdalena J. została skazana na 5 lat pozbawienia wolności.

Sprawa wyszła na jaw w kwietniu 2017 r. podczas kontroli pediatrycznej w szpitalu w Łodzi. Lekarze zauważyli, że niemowlę ma pękniętą czaszkę i krwiak. Rodzice mieli spowodować liczne obrażenia u dziecka, jednak ci bronili się, że powstały podczas snu. Chłopiec trafił do rodziców zastępczych, którzy w procesie występowali jako oskarżyciele posiłkowi – przypomina portal radiolodz.pl.

Ojciec został oskarżony o usiłowanie zabójstwa swojego dwumiesięcznego syna. Prokurator zarzucał mu znęcanie się i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Mężczyzna przyznał się do tego w procesie. Tłumaczył, że uderzał chłopca w głowę, kiedy płakał, bo chciał go uciszyć.

Z kolei matkę oskarżono o narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jej obrończyni twierdziła, że kobieta jest niewinna. Miała mieć depresję poporodową, a 27-latek bił ją i dziecko. Ostatecznie 22-latka przyznała się, że nie reagowała, kiedy jej partner stosował przemoc wobec ich syna. Informacje o tym miała ukrywać ze strachu.

Arkadiuszowi B. i Magdalenie J. groziło dożywocie. Sąd skazał jednak mężczyznę na 12 lat więzienia. Kobieta usłyszała wyrok 5 lat pozbawienia wolności. Proces toczył się z wyłączeniem jawności. Uzasadnienie wyroku również było niejawne.
Źródło info i foto: wp.pl

Gdańsk: Ruszył proces animatora kultury oskarżonego o pedofilię

Przed Sądem Rejonowym Gdańsk-Południe rozpoczął się proces 55-letniego Marka W., oskarżonego o popełnienie przestępstw pedofilskich wobec chłopca, który nie ukończył 15 lat. Z uwagi na ochronę interesu pokrzywdzonego sąd w całości wyłączył jawność procesu.

Obrońca oskarżonego Dariusz Strzelecki poinformował, że w procesie ma być przesłuchanych ponad 20 świadków. Marek W. został zatrzymany 9 sierpnia 2018 roku na Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku. Prokuratura oskarżyła mężczyznę o popełnienie trzech przestępstw o charakterze seksualnym wobec małoletniego pokrzywdzonego, który nie ukończył 15 lat.

Dwa czyny dotyczą doprowadzenia chłopca do poddania się innej czynności seksualnej. Pierwszy miał miejsce w lipcu 2018 roku w Olecku (Warmińsko-Mazurskie), w trakcie pobytu chłopca na obozie sportowym. Drugi czyn miał miejsce w sierpniu 2018 roku w Gdańsku. Trzeci z zarzuconych czynów dotyczy prezentowania małoletniemu w lipcu 2018 roku treści pornograficznych.

Przestępstwa te zagrożone są karą więzienia od 2 do 12 lat.

W trakcie śledztwa mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw, ale złożył wyjaśnienia. Jest w areszcie, do którego trafił w sierpniu ub. roku po zatrzymaniu i postawieniu przez śledczych zarzutów.

Marek W. jest animatorem kultury w Gdańsku, a do jego zatrzymania doszło dzięki inicjatywie matki pokrzywdzonego, która w porozumieniu z agencją detektywistyczną wyposażyła syna w sprzęt podsłuchowy przed spotkaniem z 55-latkiem w Gdańsku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Moskwa: Polakowi sądzonemu za szpiegostwo grozi 20 lat więzienia

Przed Moskiewskim Sądem Miejskim rozpoczęła się w poniedziałek rozprawa w sprawie karnej, w której oskarżony o szpiegostwo jest obywatel Polski – poinformowała agencja TASS. Grozi mu nawet 20 lat więzienia. Proces toczy się za zamkniętymi drzwiami, a sprawa karna ma status tajnej.

Rosyjska agencja, powołując się na oświadczenie sądu, przedstawiła oskarżonego jako Mariana Radzajewskiego. Artykuł kodeksu karnego, którego dotyczą zarzuty, przewiduje karę od 12 do 20 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

W Australii ruszył proces apelacyjny skazanego za pedofilię kardynała George’a Pella

Australijski kardynał George Pell trzy miesiące temu został skazany na sześć lat więzienia za czyny pedofilii wobec dwóch 13-letnich chłopców. Dziś w Melbourne rozpoczął się proces apelacyjny kardynała. Kardynał Pell wniósł apelację do Sądu Najwyższego w stanie Wiktoria, ponieważ utrzymuje, iż wyrok sądu pierwszej instancji jest „nieuzasadniony”, ponieważ został wydany na podstawie zeznań tylko jednej z ofiar duchownego. Druga pokrzywdzona osoba nie żyje od 2014 roku; mężczyzna zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków.

Adwokaci skazanego wskazują też na błędy proceduralne podczas rozprawy przed sądem pierwszej instancji. Podkreślają na przykład, że ława przysięgłych nie zadała pytania kardynałowi, czy przyznaje się on do winy. Według aktu oskarżenia kardynał Pell w 1996 roku dopuścił się czynów pedofilskich wobec dwóch chłopców z chóru w katedrze świętego Patryka w Melbourne po niedzielnej mszy. Jego proces w sądzie pierwszej instancji zakończył się w marcu br.

Emerytowany metropolita Melbourne i Sydney, George Pell, to do niedawna wpływowy dostojnik Watykanu, były prefekt Sekretariatu ds. Ekonomii i były doradca oraz bliski współpracownik papieża Franciszka, który pomagał mu w realizacji reformy finansów za Spiżową Bramą. Od początku procesu George Pell utrzymuje, że jest niewinny.

Gdy w czerwcu 2017 roku kardynał Pell został oskarżony o wielokrotne molestowanie seksualne nieletnich, papież udzielił mu urlopu na czas procesu. Od tamtego czasu wpływowy, były już watykański „minister finansów” nie wrócił do Rzymu. W grudniu 2018 roku dostojnik został usunięty przez Franciszka z Rady Kardynałów, pomagającej mu w zarządzaniu Kościołem i przygotowaniu reformy Kurii Rzymskiej.

W przypadku podtrzymania wyroku w procesie apelacyjnym w stanie Wiktoria duchownemu będzie przysługiwało odwołanie się do Sądu Najwyższego Australii.
Źródło info i foto: onet.pl

Była prezydent Argentyny Cristina Fernandez de Kirchner oskarżona o korupcję

Proces byłej prezydent Argentyny Cristiny Fernandez de Kirchner (2007-2015), oskarżonej o korupcję, rozpoczął się we wtorek w Buenos Aires. Akt oskarżenia zarzuca jej, że w okresie sprawowania najwyższego urzędu w państwie przyznała 51 publicznych kontraktów w prowincji Santa Cruz jednemu przedsiębiorcy i po zawyżonych cenach.

Oskarżonym w tym procesie jest też były minister planowania Julio De Vido oraz byli członkowie rządu Kirchner, od miesięcy przebywający w areszcie śledczym. Byłą prezydent, która jest obecnie senatorem, przed aresztowaniem chroni immunitet.

Była prezydent napisała we wtorek na Twitterze, że stawianie jej zarzutów korupcyjnych jest „politycznym prześladowaniem”.

Proces zbiegł się z początkiem kampanii wyborczej w Argentynie. Fernandez de Kirchner ogłosiła w sobotę, że zamierza ubiegać się o urząd wiceprezydenta u boku szefa centrolewicowej partii Front Jedności Obywatelskiej Alberto Fernandeza (zbieżność nazwisk przypadkowa), który w wyborach 23 października będzie walczył o urząd prezydenta. Konserwatywny prezydent Mauricio Macri chce w tych wyborach zapewnić sobie reelekcję.

Przeciwko Kirchner prowadzonych jest kilka dochodzeń, w większości dotyczących korupcji. Wyrok w rozpoczętym we wtorek procesie jest oczekiwany w 2020 r.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zapadł wyrok w sprawie Amber Gold. Ponad 18 tys. ludzi straciło w piramidzie 851 mln złotych

Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosi dziś wyrok w procesie ws. afery finansowej Amber Gold. W mowach końcowych prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcy i założycielowi Amber Gold Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. kar po 25 lat więzienia. Obrońcy obojga oskarżonych domagają się ich uniewinnienia.

Według prokuratury Marcin P. i Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. KNF złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Afera Amber Gold. Obrońca Katarzyny P. wniosła o uniewinnienie

W mowie końcowej wygłoszonej w poniedziałek w procesie Amber Gold przed Sądem Okręgowym w Gdańsku obrońca współoskarżonej Katarzyny P. wniosła o jej uniewinnienie. Kiedy ogłoszony zostanie wyrok końcowy?

Mowa końcowa obrońcy oskarżonej Anny Żurawskiej zakończyła proces, który toczył się przed gdańskim sądem od marca 2016 r. 18 kwietnia podczas pierwszych mów końcowych w procesie prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcom i założycielom Amber Gold – Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. – kar po 25 lat więzienia. Kilka dni później obrońca Marcina P. Michał Komorowski wniósł w mowie końcowej o uniewinnienie oskarżonego.

– Mam świadomość, że sprawa oskarżonych wzbudziła duże zainteresowanie opinii publicznej. Za sprawą mediów była przedstawiana jako jedna z największych afer ostatnich lat. Sąd również nadawał jej takie znaczenie wypowiadając się w kolejnych decyzjach w przedmiocie tymczasowego aresztowania. Media przed procesem i w trakcie procesu epatowały opinię publiczną informacjami na temat oskarżonych odzierając ich niejednokrotnie z prywatności, a nawet godności. Wielokrotnie przytaczały również nieprzychylne dla nich oceny i stawiały tezy związane z zarzutami – mówiła obrońca Katarzyny P.

Podkreśliła, że sam fakt postawienia komukolwiek jakiegoś zarzutu „niczego jeszcze nie przesądza”.

– Żyjemy w tej części Europy i świata, gdzie każdy ma prawo do rzetelnego procesu. Rzetelnego procesu rozumianego jako sprawiedliwe rozpoznanie sprawy w rozsądnym terminie przez niezawisły i bezstronny sąd. Prawo to zapewnia artykuł 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ratyfikowanej przez Polskę. Również konstytucja RP mówi, że każdy ma prawo do obrony i każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu – argumentowała.

Zaznaczyła, że prawo do rzetelnego procesu to nie jest „frazes” i „pustosłowie”.

– Rzetelny proces to jest przestrzeganie pewnych reguł związanych z prowadzeniem sprawy (…) O tym, do czego prowadzi jednostronność i tendencyjność prowadzonego postępowania przygotowawczego i brak pogłębionej refleksji i koniecznego obiektywizmu na etapie postępowania sądowego mogliśmy się przekonać niedawno na gruncie głośnej sprawy Tomasza Komendy, który spędził kilkanaście lat w więzieniu za czyn, którego nie popełnił – mówiła adwokatka.

Żurawska wyjaśniła, że oskarżona od początku procesu deklarowała gotowość bezpośredniego udziału w procesie. – Czy nie próbowano pozbawić jej tego prawa poprzez zaniechanie doprowadzania jej na rozprawę i organizowania tzw. wideokonferencji? (…) Czy na tym ma polegać prawo do rzetelnego procesu i prawo do obrony? – pytała adwokat.

W opinii adwokatki, „nieszczęściem” tej sprawy było także to, że równocześnie z procesem obradowała sejmowa komisja śledcza ds. Amber Gold. Żurawska oceniła, że przebieg obrad komisji, a zwłaszcza publiczne komentarze jej członków mogły wpływać na zeznania świadków przed sądem.

Obrońca przytoczyła zeznania kilkunastu świadków, według których wszystkie decyzje inwestycyjno-finansowe w Amber Gold podejmował Marcin P., a Katarzyna P. nie miała wiedzy merytorycznej nt. działalności spółki.

– Czym jako członek zarządu zajmowała się moja klientka? Zajmowała się wyposażeniem lokali, wystrojem wnętrz i ich umeblowaniem, strojami dla pracowników, umiejscowieniem ulotek i plakatów. Zwracała uwagę na czystość pomieszczeń biurowych i zajmowała się organizacją imprez dla pracowników (…) Można z sarkazmem powiedzieć, że obszar władzy i decyzyjności mojej klientki w spółce był faktycznie imponujący. Moja klientka ufała mężowi. Ufała, że stworzona przez niego spółka działa zgodnie z prawem i w granicach prawa – przekonywała obrońca.

Zaznaczyła jednocześnie, że nie jest jej „intencją przerzucanie odpowiedzialności na współoskarżonego Marcina P.”. – Bo podzielam w całości wszystkie tezy z wystąpienia mojego kolegi, obrońcy Marcina P. – nadmieniła.

Według prokuratury, Marcin P. i Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

Śledczy uznali, że Katarzyna i Marcin P. działali w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i uczynili z tej działalności stałe źródło dochodu.

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. KNF złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl