Posts Tagged “proces”

Trwa proces Piotra T. Były doradca polityków jest oskarżony o posiadanie “w celu udostępniania” pornografii z udziałem dzieci. Z USA przyjechała jego żona, by złożyć zeznania w sprawie męża. – Nigdy u niego takich plików nie znalazłam. Nie widziałam także, żeby takie oglądał – powiedziała Marzena T.

Mieszkająca na Florydzie Marzena T. pojawiła się w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ. 32-letnia żona Piotra T. miała być przesłuchana podczas tzw. wideokonferencji w USA, ale postanowiła osobiście bronić męża.

Kobieta potwierdziła to, co na wcześniejszych rozprawach zeznawali inni świadkowie. Ich dom na warszawskiej Białołęce był domem otwartym. – Piotr nie miał biura, więc spotykał się z tymi ludźmi u nas w domu. Nie tolerowałam tego, bardzo mnie to irytowało. To był powód naszych kłótni, bo mój dom, który zbudowałam, stał się hotelem, restauracją, biurem, siedzibą dla ludzi, którzy nie respektowali niczego. Czuli się jak u siebie w domu, Piotr ich do tego zachęcał – powiedziała Marzena T.

Świadek zeznała, że po domu kręcili się często ludzie obcy. Miało zdarzać się, że zostawali na noc. Korzystali także ze sprzętu komputerowego i sieci internetowej. – Hasło do Wi-Fi wisiało na lodówce – stwierdziła.

Marzena T. nie pamiętała, czy jej mąż korzystał z nośników pamięci pendrive, ale takie urządzenia były w ich domu. – Przynosił je z różnych szkoleń, tak samo jak kubki z logo firm czy inne rzeczy. Jak mi się jakiś pendrive podobał, to go sobie po prostu brałam – powiedziała T.

Poprzednie zatrzymanie
Marzena T. zeznała, że jej zdaniem nie bez znaczenia jest sytuacja związana z jej starszą córką, urodzoną w 2007 roku. Dziewczynka jest owocem romansu, jaki Marzena T. miała ze znanym prezenterem radiowym. Mimo to Piotr T. wziął ślub z Marzeną i uznał dziecko za swoje. Wtedy miały pojawić się problemy. Prezenter miał mówić “odbiorę ci dziecko”, “moje dziecko wychowuje pedofil”. – Wysyłał do wszystkich takie SMS-y, jeździł po całej rodzinie. Chciał nas skłócić, myślał, że będę chciała z nim być – powiedziała Marzena T.

W tym samym roku, w którym urodziła się dziewczynka, Piotr T. był zatrzymany w związku z podejrzeniem posiadania treści pedofilskich, ale został zwolniony. Wtedy też miała pojawić się strona internetowa szkalująca rodzinę T. – Pojawiały się tam wpisy, że Piotrek mnie kupił od rodziców, a mój tata mnie molestował. To były historie, które wcześniej opowiadał biologiczny ojciec mojej córki – wyjaśniła Marzena T.

Kobieta pamiętała, że o tym, że na Piotra szykuje się “coś grubego” ostrzegała go jedna z posłanek SLD. Zeznała także, że sąsiedzi skarżyli się, że po domach chodziła policja i pytała, czy to prawda, że u T. często pojawiają się znane osoby ze świata polityki. Rodzina Piotra miała podejrzewać, że jego kłopoty mogą wynikać także z poglądów politycznych, które otwarcie głosił.

“On jest osobą spokojną”

T. pytana, czy jej mąż w czasie 13 lat trwania związku przejawiał zainteresowanie pornografią dziecięcą bądź jakąkolwiek inną powiedziała: “Nie, nigdy u niego takich plików nie znalazłam. Nie widziałam także, żeby takie oglądał”. Według niej Piotr T. nie potrafiłby sam ściągnąć z internetu jakiegokolwiek filmu. – Mój mąż nie umiał takich rzeczy robić. Ja bym chyba też nie umiała – zeznała.

Kobieta negatywnie zareagowała również do pytania o przejawy agresji u T. – W tym związku to ja byłam bardziej wybuchowa, impulsywna. On jest osobą spokojną, nigdy się brzydko nie odezwał ani do mnie, ani do mojej mamy, z którą 10 lat mieszkał pod jednym dachem – zeznała.

Żona Piotra T. przyznała, że choć nie są formalnie rozwiedzeni, nie tworzą już związku. Ona mieszka w Stanach Zjednoczonych, a on prowadził szkolenia i podróżował po Azji. Według ustaleń śledczych Piotr T. miał wyprzedawać majątek, by na stałe osiąść w Kambodży. Dowodem na to miała być m.in. próba sprzedania domu. – My go chcieliśmy już dawno sprzedać i kupić mieszkanie bliżej centrum Warszawy – powiedziała T.

Kobieta zapamiętała także przeszukanie ich domu latem 2015 roku. Wtedy, podczas międzynarodowej akcji antypedofilskiej o kryptonimie RINA, w domu Piotra T. zostały zabezpieczone komputery i nośniki pamięci, z których biegli informatycy odzyskali skasowaną wcześniej pornografię dziecięcą – w sumie ponad 3,5 tys. plików. Konsekwencją tej akcji było aresztowanie T. w 2017 roku i skierowanie do sądu aktu oskarżenia.

Marzena T. twierdziła, że policjanci przyjechali z własnym komputerem i sprawdzali, co jest na poszczególnych nośnikach, zanim zostały one zabezpieczone.

“Mówił mi, że czuje się w Polsce zagrożony”

Jeden z policjantów, który uczestniczył w akcji i prowadził później sprawę przeciwko T., zeznał przed sądem, że “oględzinom poddawane były płyty DVD i kasety wideo”. – Ale to nie było nic, co było związane ze sprawą. Procedury nie przewidują, aby dokonywać oględzin jakichkolwiek nośników, na których można dokonywać zmian – powiedział Artur G. Policjant oświadczył, że sam także nie korzystał z tych nośników, tylko z kopii, które sporządzili biegli.

Według zeznań funkcjonariusza biegli odzyskali na nośnikach T. także plik, który był namierzany przez niemiecką policję w ramach akcji RINA. Artur G. powiedział jednak, że nie udało się ustalić, kto w momencie ściągania pliku mógł siedzieć przy komputerze T., bo “informacja z Niemiec przychodzi z opóźnieniem”.

Zeznania złożył dzisiaj także Piotr G., który wraz z T. prowadził różne szkolenia. Był z nim także 21 października ubiegłego roku w jednym z warszawskich hoteli. – Przyjechało po niego dwóch mężczyzn, jak się okazało, z policji. Piotr akurat prowadził szkolenie. Poprosiłem, żeby dali mu dokończyć, bo tam jest 140 osób. Bałem się o wizerunek firmy. Oni się zgodzili, by kontynuował przy otwartych drzwiach. W przerwie wyszli z nim na parking i go zabrali. Nie wyprowadzali go w kajdankach. Nie wiedziałem, o co chodzi. Poprosił, żebym zabrał rzeczy z jego pokoju hotelowego – powiedział Piotr G. Mężczyzna przyznał, że spakował T. i jego rzeczy przeniósł do swojego pokoju, a jeszcze tego samego wieczora zabrała je matka Piotra T.

- On mówił mi wielokrotnie, że czuje się w Polsce zagrożony – zeznał Piotr G. Potwierdził także, że w domu T. zawsze kręciło się mnóstwo ludzi, miał prowadzić dom otwarty.

Piotr T.: jeśli mnie można zniszczyć, to można zniszczyć każdego

Ekspert od wizerunku i były doradca polityków od początku nie przyznaje się do “posiadania w celu rozpowszechniania” filmów z treściami pedofilskimi, zoofilskimi i pornografii pełnej przemocy. W internecie opublikował emocjonalne oświadczenie. “Aresztowano mnie pod zarzutem posiadania obrzydliwych, pedofilskich treści. Moje nazwisko od razu stało się pożywką dla głodnego sensacji ludu. Zanim jeszcze sąd miał szansę zająć się sprawą, publicznie już wydano na mnie wyrok” – napisał T.

Przywołał także opinię biegłego informatyka, który na poprzedniej rozprawie zeznał, że pliki, które u niego znaleziono, ktoś mógł podrzucić albo zdalnie je pobierać. Odwołał się również do zeznań swojego przyjaciela Janusza S., który wycofał przed sądem obciążające T. zeznania.

Dzisiaj T. powiedział: “jeśli mnie można zniszczyć, to można zniszczyć każdego”. Pod koniec rozprawy obrońcy złożyli wniosek o zwolnienie oskarżonego z aresztu, w którym przebywa od 11 miesięcy. Sędzia Magdalena Garstka-Gliwa decyzję ma podjąć w piątek po południu.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Malezyjska policja poszukuje dwóch kobiet z Indonezji, by w charakterze świadków złożyły zeznania w procesie w sprawie zabójstwa Kim Dzong Nama. Przyrodni brat przywódcy Korei Północnej został zamordowany w Kuala Lumpur w lutym 2017 roku. Poszukiwane kobiety to 24-letnia Raisa Rinda Salma i 33-letnia Dessy Meyrisinta. Ponieważ służby nie mogą się z nimi skontaktować, zwróciły się do obywateli o pomoc w ustaleniu ich miejsca pobytu. Po raz ostatni widziane były w Flamingo Hotel w mieście Ampang na przedmieściach malezyjskiej stolicy Kuala Lumpu.

Wtarły w twarz gaz bojowy

Śledczy Fadzil Ahmat w rozmowie z CNN nie sprecyzował, czy 24-latka i 33-latka mają związek z dwiema kobietami oskarżonymi o zabójstwo Kim Dzong Nama – Siti Aisyah i Doan Thi Huong. Ich proces został wznowiony w Malezji w połowie sierpnia. Indonezyjce Siti Aisyah i Wietnamce Doan Thi Huong grozi kara śmierci, jeśli zostaną uznane za winne zabójstwa. Według nagrań z kamer przemysłowych z 13 lutego 2017 roku kobiety wtarły gaz bojowy VX w twarz Kim Dzong Nama na zatłoczonym lotnisku w stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Mężczyzna zmarł 20 minut później.

Oskarżone nie przyznają się do winy i utrzymują, że brały udział w sfingowanym skeczu na potrzeby telewizyjnego reality show. Indonezyjka i Wietnamka są jedynymi osobami podejrzanymi o zabójstwo Kim Dzong Nama, które udało się zatrzymać. Według południowokoreańskiego wywiadu zabójstwo zlecił przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un. Malezyjska policja twierdzi, że czterech obywateli Korei Północnej, którzy zaplanowali morderstwo, uciekło z kraju w dniu śmierci przyrodniego brata północnokoreańskiego przywódcy.

Opozycja wobec Kima?

Kim Dzong Nam od lat przebywał na wygnaniu poza Koreą Północną i mieszkał głównie w należącym do Chin Makau. Krytykował reżim północnokoreański i jego przywódcę. Według osób, które miały z nim styczność, Kim Dzong Nam nie ukrywał się i nie sprawiał wrażenia człowieka obawiającego się o swoje życie. Jego tajemnicze zabójstwo według obserwatorów stawia pytania o kwestie ewentualnej opozycji powstającej w Pjongjangu przeciwko rządzącemu Kim Dzong Unowi. Choć Kim Dzong Nam nie pretendował do władzy, jako najstarszy syn poprzedniego przywódcy kraju Kim Dzong Ila mógł być uznawany za potencjalne zagrożenie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

W Malezji wznowiony został proces dwóch kobiet oskarżonych o zabicie w ubiegłym roku Kim Dzong Nama, przyrodniego brata przywódcy Korei Płn. Sędzia nie wyklucza, że było to zabójstwo polityczne. Indonezyjce Siti Aisyah i Wietnamce Doan Thi Huong grozi kara śmierci, jeśli zostaną uznane za winne zabójstwa.

Jak wskazuje agencja Reutera, w obecnej fazie procesu głos zabierze obrona. W czerwcu swoje wystąpienie zakończyło oskarżenie; przesłuchano 34 świadków.

Sędzia Azmi Ariffin zgodził się z oskarżeniem, że kobiety wraz z czterema osobami wciąż przebywającymi na wolności “miały wspólny zamiar” spowodowania śmierci Kim Dzong Nama. Chociaż sędzia nie wykluczył, że mogło być to zabójstwo polityczne, to wskazał, iż nie ma na to wystarczających dowodów – pisze Reutera.

Zeznania oskarżonych kobiet zaplanowano od listopada do lutego przyszłego roku.
Oskarżone utrzymują, że to był skecz

Według nagrań z kamer przemysłowych z 13 lutego 2017 roku kobiety wtarły gaz bojowy VX w twarz Kim Dzong Nama na zatłoczonym lotnisku w stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Mężczyzna zmarł 20 minut później. Oskarżone nie przyznają się do winy i utrzymują, że brały udział w sfingowanym skeczu na potrzeby telewizyjnego reality show.

Sędzia zauważył jednak, że nie przekonał go argument obrony, iż mógł to być dowcip dla programu telewizyjnego, ponieważ nigdzie nie było ukrytej ekipy, a obiektowi żartu nic o tym nie powiedziano, jak to zwykle bywa w takich programach. “Jedynym celem takiego żartu jest zabawa bez zamiaru spowodowania jakiejkolwiek krzywdy (…) użycie tego słowa sugeruje, że działanie ma na końcu wszystkich rozśmieszyć, w tym obiekt dowcipu” – oświadczył sędzia.

Czterech podejrzanych uciekło

Adwokat Indonezyjki określił dowody przeciwko swojej klientce jako “słabe i poszlakowe”, ponieważ opierają się tylko na nagraniach z kamer i śladach VX na ciele kobiety. Adwokat Wietnamki powiedział, że po incydencie jego klientka zachowywała się jak niewinna osoba.

Indonezyjka i Wietnamka są jedynymi osobami podejrzanymi o zabójstwo Kim Dzong Nama, które udało się zatrzymać. Według południowokoreańskiego wywiadu zabójstwo zlecił przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un. Malezyjska policja twierdzi, że czterech obywateli Korei Północnej, którzy zaplanowali morderstwo, uciekło z kraju w dniu śmierci przyrodniego brata północnokoreańskiego przywódcy.

Był potencjalnym zagrożeniem?

Kim Dzong Nam od lat przebywał na wygnaniu poza Koreą Północną i mieszkał głównie w należącym do Chin Makau; krytykował reżim północnokoreański i jego przywódcę. Według osób, które miały z nim styczność, Kim Dzong Nam nie ukrywał się i nie sprawiał wrażenia człowieka obawiającego się o swoje życie. Jego tajemnicze zabójstwo według obserwatorów stawia pytania o kwestie ewentualnej opozycji powstającej w Pjongjangu przeciwko rządzącemu Kim Dzong Unowi. Choć Kim Dzong Nam nie pretendował do władzy, jako najstarszy syn poprzedniego przywódcy kraju Kim Dzong Ila mógł być uznawany za potencjalne zagrożenie.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

– Ty bandyto! Ty morderco! Odebrałeś matkę dzieciom! – krzyczała w sądzie do Pawła M. (40 l.) jego teściowa. Ale jej słowa, ani wielkie zdjęcie ofiary, które starsza kobieta cały czas miała powieszone na piersiach, nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Mężczyzna, oskarżony o okrutne zabójstwo żony Agaty (†35 l.), nie wyraził nawet odrobiny skruchy.

Proces Pawła M. rozpoczął się we wtorek przed Sądem Okręgowym w Tarnobrzegu. Mężczyzna został oskarżony o zabójstwo żony oraz znęcanie się nad rodziną. Do żadnego z zarzutów nie przyznał się.

Krwawy dramat rozegrał się rok temu w Mielcu na Podkarpaciu. Mąż dopadł 35-latkę na chodniku i zaczął masakrować ją nożem. Wbijał ostrze w twarz, ręce i serce. Ofiara zginęła na miejscu. – Właśnie tego dnia Agata pojechała na policję, aby złożyć dodatkowe zeznania na męża. Już wcześniej zgłosiła, że jej grozi – opowiada siostra zamordowanej.

Agata M. marzyła o szczęśliwej rodzinie. Wierzyła, że stworzy ją z Pawłem M., którego poznała zaledwie dwa lata wcześniej na portalu randkowym. Oboje mieli za sobą nieudane związki. Ona z pierwszego małżeństwa wychowywała córkę (10 l.) i syna (13 l.). On posiadał trójkę dzieci, które zostały z jego pierwszą żoną. Wkrótce oboje wzięli ślub i urodziła się im wspólna córeczka – Patrycja.

Sielanka trwała krótko. Mężczyzna na początku udawał zakochanego męża i troskliwego ojca, ale szybko pokazał prawdziwe oblicze. Całymi dniami nie było go w domu, a kiedy do niego wracał urządzał piekło. Wyzywał żonę i dzieci, stosował przemoc. Chłopca karcił pasem, raz wybił mu nawet trzy zęby.

– Córka nie miała w nim żadnego oparcia. Nie dość, że ją krzywdził, to jeszcze zdradzał. Znikał na całe noce. Agata nie mogła tego dłużej znieść – opowiada pani Wiesława, matka zabitej.

Dwa tygodnie przed zbrodnią Agata wyprowadziła się od męża i wróciła do rodzinnego domu w Rzędzianowicach. Wystąpiła o rozwód. Paweł M. postanowi jej tego nie darować. W internecie szukał porad jak zabić partnera. Zaczął śledzić żonę, aż w końcu ją dopadł i zabił.

W sądzie z feralnego dnia pamięta tylko spotkanie z Agatą i kłótnię na ulicy. – Nagle film mi się urwał. Świadomość wróciła mi kiedy zobaczyłem, że mam pokrwawione spodnie. Zgłosiłem się na policję, by zapytać, czy coś stało się mojej żonie – mówił na rozprawie w sądzie.

– To wielki dramat dla nas i dzieci. Dwoje starszych wnuczków zostało ze mną. Kiedy jechałam dziś do sądu 10-letnia Monika była cała roztrzęsiona. Błagała, abym została w domu, bo on mnie też zamorduje jak jej mamę. Kilka razy dopytywała “babciu na pewno wrócisz…” – mówi przecierając łzy pani Wiesława.

Pawłowi M. grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Raperzy, którzy cztery dni temu wywołali starcia na podparyskim lotnisku Orly, biją się w piersi. Nadsekwańska prasa ujawnia zeznania dwóch piosenkarzy, którzy doprowadzili do wielkiej bijatyki z udziałem około 20 osób. Obaj pozostaną w areszcie śledczym do wrześniowego procesu.

Wielu paryskich komentatorów sugeruje, że zeznania dwóch znanych francuskich raperów z afrykańskimi korzeniami – Booby i Kaarisa, z których każdy ma około 40 lat – przypominają trochę tłumaczenia kilkunastoletnich uczniów, którzy doprowadzili do bójki w czasie szkolnej przerwy.

Kaaris, który pochodzi z Wybrzeża Kości Słoniowej poskarżył się policjantom, że Booba, którego ojciec jest Senegalczykiem, brzydko wyraził się o nim i o jego matce. Booba z kolei utrzymuje, że został uderzony w głowę flakonikiem perfum z lotniskowego sklepu. Lokal ten został w czasie bijatyki zdemolowany, interweniować musiały szturmowe oddziały policji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Brytyjski prawicowy aktywista i dziennikarz Tommy Robinson został zwolniony za kaucją z więzienia po tym jak jego apelacja od wyroku za obrazę sądu została częściowo uznana. 35-latek został aresztowany w maju po wyjściu z sądu w Leeds w północnej Anglii po nagrywaniu wideo o muzułmańskim gangu gwałcicieli dzieci. Skazany na 13 miesięcy pozbawienia wolności.

Robinson jest prawicowym dziennikarzem i aktywistą oraz byłym liderem English Defence League (dosł. Angielska Liga Obrony). Przed zatrzymaniem w Leeds, został skazany w zawieszeniu za próbę sfilmowania procesu innego gangu gwałcicieli w sądzie w Canterbury.

W Wielkiej Brytanii odbyło się wiele manifestacji i protestów przeciwko uwięzieniu publicysty. Petycję o jego uwolnienie podpisało 300 tys. osób. Co więcej, początkowo sąd zabronił brytyjskim mediom relacjonowania zatrzymania. O sprawie pisały media na całym świecie. Protestujący podkreślali, że skazanie Robinsona może być dla niego de facto wyrokiem śmierci, gdyż w zakładzie, w którym przebywał, uwięzionych było wielu nieprzychylnych mu muzułmanów.

Ponadto, wedle źródeł, osoba z administracji Donalda Trumpa podniosła tę sprawę podczas spotkania z brytyjskim ambasadorem.
Sprawa miała swój oddźwięk także w Polsce. Nagłaśniał ją m.in. bloger Dariusz. O reakcję apelowali także politycy i dziennikarze.

Tommy Robinnson był w Polsce w listopadzie 2017 roku, uczestniczył w Marszu Niepodległości w Warszawie o czym później opowiadał na swoim kanale w serwisie YouTube.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

“Wyp*** z Polski, Ukraińcu jeb***!” – miał krzyczeć 32-latek, który uderzył obcokrajowca na Nadodrzu. – Nabluzgałem i poszedłem dalej – zeznał w poniedziałek w sądzie.

We Wrocławiu rozpoczął się proces Mariusza G., 32-letniego wrocławianina, który na co dzień pracuje w Holandii. Prokuratura twierdzi, że to on w nocy z 3 na 4 marca tego roku zaatakował obywatela Ukrainy ze względu na jego przynależność narodową.

Siergiej K. ma 34 lata. Do Wrocławia przyjechał przed czterema laty na studia. Został zaatakowany na Nadodrzu, gdzie mieszka od dwóch lat. Opowiada, że feralnego dnia zwrócił uwagę wandalom dewastującym drzwi do klatki schodowej. – Przypinałem swój rower. Nagle usłyszałem uderzenie w drzwi. Jedno, drugie, trzecie.
Źródło info i foto: wyborcza.pl

Comments Brak komentarzy »

Sąd w Egipcie skazał 75 osób, w tym członków Bractwa Muzułmańskiego, na karę śmierci za przestępstwa w czasie protestów na placu Rabaa w 2013 roku. Demonstranci sprzeciwiali się wówczas odsunięciu od władzy związanego z Bractwem Muzułmańskim prezydenta Mohammeda Mursiego. Wyrok zapadł w ramach zbiorowego procesu, w którym oskarżonych jest ponad 700 osób. Kara śmierci wobec większości skazanych ma zostać wykonana przez powieszenie.

Islamiści z wyrokiem śmierci

Wśród skazanych są niektórzy przywódcy Bractwa Islamskiego, m.in. Essam el-Arian, Mohammed el-Beltagi i Safwat Hegazi. Trybunał nie wydał dotąd wyroku na głównego lidera Bractwa Muzułmańskiego Mohameda Badię, również oskarżonego w tym procesie.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Zgodnie z egipskim prawodawstwem jego wykonanie może nastąpić dopiero po wyrażeniu opinii w tej sprawie przez muftiego, ten jednak zazwyczaj potwierdza wyroki trybunału.

- Na ogół wyrok nie zmienia się, ale można się od niego odwoływać – powiedział dziennikarzom jeden z adwokatów. W uzasadnieniach wyroków zarzuca się skazanym m.in. udział w zbrojnym wystąpieniu, okupowanie siedzib urzędów państwowych oraz budynków publicznych i prywatnych w celach terrorystycznych, umyślne zabójstwa osób cywilnych i policjantów bądź usiłowania zabójstwa – podaje egipska agencja prasowa MENA.

Adwokat Mohamed Asziri Mohamed, obrońca jednego z 664 oskarżonych, którzy jeszcze nie usłyszeli wyroków, poinformował dziennikarzy, że “prawdopodobnie 8 września nastąpi potwierdzenie wyroków na 75 skazanych na śmierć oraz ogłoszenie wymiaru kary wobec pozostałych oskarżonych, która nie będzie karą śmierci”.

“Parodia sprawiedliwości”

Wyrok egipskiego sądu ostro skrytykowała organizacja Amnesty International, zajmująca się obroną praw człowieka. Według jej przedstawicieli cały proces jest “rażąco niesprawiedliwy” i sprzeczny z egipską konstytucją.

- Można to jedynie opisać jako parodię sprawiedliwości – stwierdziła przedstawicielka AI, Najia Bounaim.

Wśród skazanych na karę śmierci jest fotoreporter Mahmoud Abu Zeid, znany jako Shawn. W maju otrzymał od UNESCO Nagrodę Wolności Prasy. Sąd skazał go za fotografowanie wojskowych represji w trakcie protestów w Kairze 14 sierpnia 2013 roku. W wyniku działań egipskich sił bezpieczeństwa zginęło wówczas 900 osób, jak podkreśla organizacja – w przeważającej większości nieuzbrojonych. Żaden funkcjonariusz ani wojskowy nie został pociągnięty do odpowiedzialności w tej sprawie – zaznacza Amnesty International.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Kolejni świadkowie w procesie Cezarego P. zwanego “dilerem gwiazd” przyznali, że kupowali u niego narkotyki. Nie dzwoniłem do niego w innym celu niż zakup kokainy” – padło z ust jednego z nich w czwartek przed sądem. Oskarżony twierdzi jednak, że niczego nie sprzedawał.

Proces Cezarego P. toczy się przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ. “Diler gwiazd” oskarżony jest o sprzedaż kokainy wartej ponad milion złotych. Przesłuchano kolejnych świadków – osoby, które dzwoniły do “dilera gwiazd”, gdy ten miał już założony podsłuch na telefonie. Byli pytani o znajomość z Cezarym P. Jeden z nich, 30-letni przedsiębiorca z Warszawy, powiedział sądowi, że wie kim jest P.

- Na imprezach słyszałem, że to jest osoba, która może przywieźć różne rzeczy jak trzeba, w tym narkotyki – zeznał Bartosz W. Rozpoznał swój głos na nagraniu. Potwierdził, że z oskarżonym miał kontakt raz, dzwonił do niego w nocy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

“Wyje…em na niego całą baterię” – miał usłyszeć jeden ze świadków, którzy przebywali w sali przesłuchań komisariatu przy ul. Trzemeskiej, na którym zginął Igor Stachowiak. Trwa proces policjantów ws. śmierci Igora Stachowiaka. We wtorek w sądzie zeznawać ma dwóch mężczyzn, którzy nagrywali telefonem interwencję funkcjonariuszy na wrocławskim Rynku.

Grzegorz D. i Patryk H. staną przed sądem we Wrocławiu w charakterze świadków w sprawie byłych funkcjonariuszy komisariatu Wrocław Stare Miasto. Łukasz r., Paweł G., Paweł P. i Adam W. są oskarżeni o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad 25-letnim Igorem Stachowiakiem, który zmarł na komisariacie przy ul. Trzemeskiej w maju 2016 r.

To m.in. filmy Grzegorza D. i Patryka H. z wrocławskiego Rynku trafiły do mediów po interwencji związanej z Igorem Stachowiakiem, w której brali udział policjanci z Trzemeskiej. Mężczyźni nagrywali telefonami komórkowymi, jak czterech funkcjonariuszy szarpie się z ubranym w dżinsy, pomarańczowy sweter i jasne buty chłopakiem. Nie ukrywali, że filmują. Komentowali też nieporadne działania policjantów. „Ja to nagrywam, spoko” – mówi jeden z nich, gdy widzi, jak policjanci próbują obezwładnić Igora Stachowiaka i wsadzić go do radiowozu.
Źródło info i foto: wroclaw.wyborcza.pl

Comments Brak komentarzy »