Słynny wójt Żelazkowa skazany

Wójt Żelazkowa (woj. wielkopolskie) Sylwiusz J. usłyszał kolejny sądowy wyrok. Tym razem proces 61-latka dotyczył znęcania się nad rodziną oraz znieważenia strażaków interweniujących w jego domu. Sąd uniewinnił J. ws. znęcania się nad rodziną, natomiast w związku z drugim zarzutem wójt Żelazkowa został ukarany grzywną.

Wójt Żelazkowa Sylwiusz J. to chyba najbardziej rozpoznawalny wójt w Polsce. Niestety, nie dzięki jego zasługom dla mieszkańców, ale problemom, których przysparza.

O wójcie stało się głośno w 2016 r., gdy pod wpływem alkoholu udzielał ślubu. Sylwiusz J. mylił wówczas imiona, zapomniał obrączek, bełkotał i zataczał się. Najpiękniejszy dzień w życiu nowożeńców zamienił w koszmar. Wyrok skazujący został wydany w tej sprawie w październiku 2017 r.

W środę 8 lipca w kaliskim sądzie zakończył się kolejny proces wójta Żelazkowa Sylwiusza J. Mężczyzna odpowiadał za fizyczne i psychiczne znęcanie się nad żoną i synem oraz za znieważenie strażaków. 61-letni Sylwiusz J. nie przyznał się do znęcania i odmówił składania wyjaśnień. Także jego rodzina odmówiła składania zeznań, dlatego sąd uniewinnił go od tego zarzutu.

W kwestii znieważenia strażaków sąd uznał winę oskarżonego i nałożył grzywnę w wysokości 9 600 złotych. Jak usłyszał sąd, Sylwiusz J. wezwał strażaków do zdarzenia, którego nie było. Twierdził, że w ogrodzenie jego domu wjechał samochód, a kiedy strażacy dotarli pod wskazany adres, Sylwiusz J. kazał im naprawić rozwalony płot

– Chcieliśmy go uspokoić i rozwiesiliśmy taśmę ostrzegawczą. I nasze zachowanie rozwścieczyło oskarżonego, zaczął nas wyzywać. Pamiętam debile – najczęściej było używane właśnie to słowo – mówił w sądzie jeden ze strażaków.

To jednak nie koniec procesów sądowych wójta gminy Żelazków. Sylwiusz J. odpowie także za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta i rażącego lekceważenia porządku prawnego podczas I Kaliskiego Marszu Równości, który odbył się 22 września 2019 r.

Włodarz Żelazkowa używał wówczas wulgaryzmów i wymachiwał rękami, co wzbudziło w patrolującym policjancie podejrzenie, że mężczyzna może być pod wpływem alkoholu i stanowić zagrożenie dla pozostałych uczestników zabawy. Gdy funkcjonariusz zwrócił mu uwagę, Sylwiusz J. uderzył go w ramię. Miał dwa promile alkoholu.

Natomiast pod koniec czerwca tego roku wójt Żelazkowa dachował pożyczonym samochodem w rowie i uciekł z miejsca zdarzenia. Zniknął na tydzień, po czym pojawił się na komendzie policji i przyznał do winy. Sprawa została skierowana do sądu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wrocław: Ruszył proces zwyrodniałych opiekunek z przedszkola. Wiązały maluchy i kazały im jeść wymiociny

Przedszkolanki grozy 8 lat temu stworzyły we Wrocławiu istny obóz tortur. Krępowały maluszki pieluchami, a nawet wpychały im do buzi wymiociny. Ale za kratki nie trafią! Sąd apelacyjny podtrzymał szokująco niskie wyroki – po 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat.

Zaczarowana Kraina Puchatka we Wrocławiu była prywatnym przedszkolem i żłobkiem, w którym dzieci miały mieć zapewnioną lepszą opiekę niż w placówce publicznej. W rzeczywistości za zamkniętymi drzwiami rozgrywał się horror. Siostry Sylwia Ł. (41 l.) i Magdalena Ł. (37 l.) wiązały dzieciaczki, straszyły upiornymi maskami, chowały przed nimi smoczki i domowe zabawki.

Jakby tego było mało, bestie w okrutny sposób zmuszały dzieci do jedzenia. Przytrzymywały im rączki, zatykały nos i siłą wpychały do ust posiłki. Jeśli dziecko coś wypluło lub zwymiotowało, musiało to ponownie zjeść.

Dręczycielki stosowały też inne wymyślne tortury – kładły maluchy do łóżeczek na gołe deski, przywiązywały do krzeseł, polewały prysznicem i wkładały im kilka par majtek zamiast pieluchy.

Placówka została zamknięta w październiku 2012 r., gdy makabryczny proceder sióstr nagrały inne pracownice. Sąd pierwszej instancji uznał siostry za winne znęcania się nad dziećmi, ale wymierzył im łagodną karę – po 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Kobiety dostały też 10-letni zakaz sprawowania opieki nad dziećmi.

Wczoraj sąd apelacyjny podtrzymał ten wyrok. Jak go uzasadnił? – Kara na pewno nie jest rażąco niewspółmierna do czynu. Oskarżone dotychczas nie były karane. Sąd uznał, że brakuje podstaw do bezwzględnego pozbawienia wolności – powiedział sędzia Marek Poteralski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ginekolog skazany za gwałty i molestowanie 26 pacjentek. Usłyszał wyrok 15 lat pozbawienia wolności

Monzer M., ginekolog, który miał molestować 26 ze swoich pacjentek, usłyszał wyrok 15 lat więzienia – donosi „Super Express”. Lekarz ma wypłacić także zadośćuczynienie pokrzywdzonym. Wyrok nie jest prawomocny.

O sprawie Monzera M. stało się głośno latem 2018 roku. Wówczas do policjantów zgłosiła się kobieta, która opisała, że jej wizyta u ginekologa w Zabrzu odbiegała od standardowego badania. Później pojawiały się kolejne kobiety, które oskarżały mężczyznę m.in. o gwałt i inne czynności seksualne.

W sierpniu 2018 Monzer M. został tymczasowo zatrzymany. Ustalono, że do przestępstw miało dochodzić w latach 2016-2018. Także w sierpniu usłyszał zarzuty. Łącznie oskarżano go o 26 przestępstw na tle seksualnym. Mężczyzna nie przyznawał się jednak do winy.

W czerwcu 2020 roku zakończył się proces Monzera M. – informuje „Super Express”. Ginekolog ma spędzić 15 lat w więzieniu. Przez taki sam okres obowiązuje go zakaz wykonywania zawodu. Ma również wypłacić poszkodowanym zadośćuczynienie w łącznej kwocie 345 tys. złotych.

Według ustaleń śledczych Monzer M. przez 14 lat (w toku śledztwa okazało się bowiem, że jego przestępstwa przypadały na lata 2004-2018) skrzywdził 26 kobiet na tle seksualnym, gwałcąc je lub doprowadzając do „innych czynności seksualnych”. Do molestowania dochodziło w jego prywatnych gabinetach m.in. w Zabrzu.

Wyrok sądu jest nieprawomocny, strony mogą się od niego odwołać.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Były policjant seryjnym mordercą i gwałcicielem. Ruszył proces Josepha DeAngelo

„Zrobiłem to. Nie byłem w stanie pozbyć się go ze swojej głowy. Był moją częścią, zmusił mnie do tego” – takie słowa szeptał Joseph DeAngelo w pokoju przesłuchań po tym, jak został aresztowany w 2018 roku w związku z zamordowaniem 13 osób. Wczoraj w sądzie w Sacramento ruszył proces 74-letniego byłego policjanta. Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. ubiegłego wieku.

Policja, zanim po wielu latach poszukiwań schwytała, Josepha DeAngelo, nazwała go Zabójcą z Golden State. 74-latek jest oskarżony o 13 zabójstw. Zdaniem policji dopuścił się też kilkudziesięciu gwałtów. Nie usłyszał jednak w związku z tym zarzutów – z powodu przedawnienia.

Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. XX wieku w Kalifornii. Początkowo policja nie łączyła ich z jedną osobą, później jednak nabrała pewności, że wszystkich dokonał jeden seryjny zabójca. Ofiary, które przeżyły atak mordercy, opowiadały, że wkradał się on nocą do mieszkań przez okno. Mężczyzn krępował i groził, że ich zastrzeli, jeśli wydadzą choćby dźwięk w czasie, gdy gwałcił kobiety. Według aktu oskarżenia zabił 13 osób – w tym ojca, który próbował ochronić swoją 16-letnią córkę przed uprowadzeniem.

Morderca przez lata pozostawał nieuchwytny. Policja wpadła na jego trop dopiero w 2018 roku. Funkcjonariusze wykorzystali do tego celu stronę z drzewami genealogicznymi, w której były zapisane kody DNA.

74-letni Joseph DeAngelo nigdy wcześniej nie był brany pod uwagę w śledztwie jako podejrzany. Okazało się, że w momencie zbrodni pracował w Kalifornii jako policjant. Doskonale znał teren, w którym dopuszczał się przestępstw.

DeAngelo był wcześniej mechanikiem, jest też weteranem wojny w Wietnamie. Do momentu złapania prowadził spokojne życie dziadka.

Wczoraj w sądzie w Sacramento DeAngelo przyznał się do zarzutu 13 zabójstw. „Winny”, „Zrobiłem to” – tylko takie słowa padły z ust starszego, ubranego w pomarańczowy więzienny kombinezon mężczyzny. Jego twarz, w związku z przepisami sanitarnymi w czasie epidemii koronawirusa, zakrywała przyłbica. Dzięki temu, że się przyznał, nie grozi mu kara śmierci lecz dożywocie. Wyrok ma zostać wydany w sierpniu.

W 2018 roku, tuż po aresztowaniu, DeAngelo został na chwilę sam w pokoju przesłuchań. Jak ujawnił prokurator, mężczyzna zaczął wtedy mówić sam do siebie. Sprawiał wrażenie, jakby rozmawiał z kimś. Zrobiłem to. Nie miałem siły, by go odepchnąć. To on mnie zmusił. Wszedł we mnie, był w mojej głowie, był częścią mnie – mówił DeAngelo. Nie chciałem tego robić. Pozbyłem się Jerry’ego i wiodłem szczęśliwe życie. Zrobiłem to wszystko, zniszczyłem ich życie. Teraz więc muszę za to zapłacić – stwierdził DeAngelo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

„Masa” zwolniony z aresztu po 3 latach

Jarosław Ł. ps. Masa odzyskał wolność po trzech latach za kratami – dowiedział się portal tvp.info. Decyzję o uchyleniu tymczasowego aresztowania wobec świadka koronnego, podjął 13 maja br. Sąd Okręgowy w Łodzi. Wkrótce ruszy proces „Masy” oskarżonego przez lubelskie „pezety” o 17 przestępstw m.in. oszustwa znacznej wartości, wręczanie łapówek, a także paserstwo towarów.

Informację o wypuszczenia Jarosława Ł. ps. „Masa” z aresztu, potwierdziliśmy w Sądzie Okręgowym w Łodzi. – Nieprawomocnym postanowieniem z 13 maja 2020 roku (…) Sąd uchylił wobec oskarżonego Jarosława Ł. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Jednocześnie zastosowano wobec oskarżonego środki zapobiegawcze w postaci: zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu; dozoru policji z obowiązkiem stawiennictwa właściwiej jednostce trzy razy w tygodniu połączonego z zakazem opuszczania miejsca pobytu oraz zakazem kontaktowania się z osobami występującymi w charakterze oskarżonych i pokrzywdzonych – poinformował portal tvp.info sędzia Damian Krakowiak, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi.

Sąd uznał, że „wolnościowe środki zapobiegawcze skutecznie zabezpieczą prawidłowy tok procesu, a w szczególności powstrzymają oskarżonego od podejmowania działań destabilizujących tok procesu”. Nie bez znaczenia było także to, że „Masa” przebywał w areszcie ponad trzy lata, a w czasie śledztwa współpracował z lubelskimi „pezetami” Prokuratury Krajowej, składając m.in. obszerne wyjaśnienia.

Proces, najbardziej znanego świadka koronnego rozpocznie się prawdopodobnie na przełomie czerwca i lipca, o ile pandemia nie pokrzyżuje planów Temidy.

Licytacja

Sprawy uchylenia aresztu Jarosławowi Ł. nie komentują śledczy Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. To właśnie lubelskie „pezety” oskarżyły w styczniu tego roku „Masę” o popełnienie 17 przestępstw.

Świadek koronny, który pogrążył mafię pruszkowską, odpowie m.in. za oszustwa co do mienia znacznej wartości, korupcję, składanie fałszywych zeznań, przywłaszczenie powierzonego mienia, wyłudzenia odszkodowań komunikacyjnych z tytułu sfingowanych kolizji drogowych, zawiadomienia o przestępstwach niepopełnionych i paserstwo. „Masie” grozi do 10 lat więzienia.

Oskarżeniem objęto jeszcze 21 osób, w tym Zbigniewa G., byłego naczelnika wydziału wywiadu kryminalnego łódzkiej policji i przyjaciela byłego gangstera.

Co ciekawe, Jarosław Ł. po zatrzymaniu poszedł na współpracę ze śledczymi i składał obszerne wyjaśnienia. Prawdopodobnie liczył, że dzięki takiej postawie szybko odzyska wolność. Prokuratura nie chciała jednak zwolnić go z aresztu. Śledczy uważali, że „Masa” umniejsza swój udział w niektórych przestępstwach. Nie zgodzili się także na zaproponowany przez koronnego wyrok w ramach dobrowolnego poddania się karze.

Według źródeł portalu tvp.info, Jarosław Ł. był gotów zgodzić się na karę trzech lat więzienia. Teoretycznie gdyby prokuratura, a potem sąd zgodziły się na to, byłby wolny, zanim ruszyłby proces jego współoskarżonych. Prokuratura chciała jednak surowszego wyroku, prawdopodobnie od pięciu do siedmiu lat odsiadki. Pobyt w areszcie miał „przekonać” Ł. do zweryfikowania swojej propozycji.

Teraz „Masa” ma lepszą pozycję przetargową. Tym bardziej, że jego proces może ciągnąć się nawet latami.

Jarosław Ł. nie stracił statusu świadka koronnego. Wciąż przysługuje mu ochrona, a wszystko co dotyczy jego samego jest utajnione. Żadne z przestępstw, o które jest obecnie oskarżony, nie ma także związku z byciem świadkiem koronnym.

Wyłudzenia, łapówki i śledzie w oleju

Jarosław Ł. jest podejrzany o to, że między sierpniem a wrześniem 2012 r. wyłudził w ośmiu bankach kwotę 668 515 zł. Miał także – od 3 czerwca 2014 r. do 1 lipca 2015 r. – wielokrotnie wręczyć korzyści majątkowe Zbigniewowi G., naczelnikowi Wydziału Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi.

Ponadto „Masa” razem ze swoim synem i pewnym przedsiębiorcą mieli wręczyć 2 tys. zł łapówki Grzegorzowi S., urzędnikowi II Urzędu Celnego w Łodzi. W zamian za pieniądze S. miał załatwić sprawę niezapłaconego podatku w związku ze sprowadzeniem Audi Q5. Jarosławowi Ł. zarzucono również, że dwukrotnie złożył fałszywe zeznania w sprawie o wykroczenie drogowe. Były gangster odpowie też za oszustwo na szkodę właściciela firmy budowlanej, który nie otrzymał 160 tys. zł wynagrodzenia za położenie kostki brukowej na terenie posesji świadka koronnego.

„Masa” miał także w latach 2008-14 zlecać łódzkiemu złodziejaszkowi kradzieże potrzebnych mu artykułów. „Zaopatrzeniowiec” ukradł dla zleceniodawcy m.in. artykuły spożywcze np. konserwy rybne, maszynki do golenia, szampony, dezodoranty oraz 149 butelek wódki i whisky. Towary nie pochodziły z luksusowych delikatesów, ale z Biedronki, Lidla czy Rossmanna.
„Masa” pogrąży byłego senatora? Show skruszonego gangstera przed sądem

– Uciszyłem dziennikarza – tak według Jarosława Sokołowskiego ps. Masa, Aleksander Gawronik miał się przechwalać pod koniec lat 90. Dla krakowskiej…

Przyjaciel z policji

Dla lubelskich „pezetów” równie ważnym oskarżonym co „Masa” jest wspomniany już Zbigniew G. Mężczyzna ten był świadkiem na ślubie byłego gangstera i ponoć obaj się przyjaźnili. Prokuratura oskarżyła go o popełnienie 10 czynów. Były naczelnik usłyszał zarzuty ujawnienia Ł. informacji z prowadzonych postępowań. Policjant miał przyjąć od „Masy” lub za jego pośrednictwem m.in. sterydy anaboliczne o wartości co najmniej 13 tys. zł, alufelgi za 1,5 tys. zł, portfel skórzany znanej firmy, pióro marki Montblanc czy nalewki cytrynowe.

Prokuratura wyliczyła wartość wszystkich łapówek na ok. 68 tys. za pomoc w różnych drobniejszych sprawach. Obaj zainteresowani przekonywali, że nie były to łapówki, ale prezenty, bo są przyjaciółmi.

Były naczelnik jest też podejrzany o przyjęcie od „Masy” oraz Marka K. i Daniela M. „110 tys. zł w zamian za zapewnienie ww. pomocy i przychylności przy podejmowaniu czynności służbowych w stosunku do osoby podejrzewanej o paserstwo”. Oficerowi także grozi 10 lat więzienia.

Pozostali oskarżeni są podejrzani m.in. o oszustwa oraz korupcję.

Wpadli w sidła BSW

Śledztwo, w którym pojawiło się nazwisko Jarosława Ł. ps. „Masa”, wszczął we wrześniu 2015 r. lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. To wielowątkowe postępowanie, dotyczące szeregu przestępstw, w tym „wymuszeń rozbójniczych i oszustw popełnianych na terenie całego kraju przez osoby biorące udział w zorganizowanej grupie przestępczej”.

Z postępowania tego w listopadzie 2017 r. wyłączone zostały materiały dotyczące „oszustw dokonanych przez ustalonych sprawców, wręczenia i przyjmowania korzyści majątkowych, powoływania się na wpływy”. Jeden z wątków śledztwa dotyczy załatwiania pracy w policji w zamian za łapówki.

W maju 2018 r. funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymali „Masę” i pięć innych osób, w tym Zbigniewa G. oraz urzędnika łódzkiej delegatury Urzędu Celno-Skarbowego. Funkcjonariusze przeszukali kilkanaście domów, mieszkań i biur na terenie województw: mazowieckiego, łódzkiego i opolskiego. Z informacji portalu tvp.info wynika, że w śledztwie zgromadzono ogromną ilość podsłuchów oraz zdjęć i materiałów wideo z inwigilacji figurantów.

Jarosław Ł. to bardzo kontrowersyjny świadek koronny. Nie ma wątpliwości, że to za jego sprawą udało się zlikwidować mafię pruszkowską. „Zdrada” tak wysoko postawionego w hierarchii „Pruszkowiaka” przyczyniła się do przerwania zmowy milczenia przez gangsterów niższego szczebla.

Przed kilku laty, razem z dziennikarzem Arturem Górskim wydali serię książek o mafii „Masa o…”, które stały się bestsellerami. Jako pierwszy „koronny” zaczął się udzielać w mediach społecznościowych. Krytykowano go za zarabianie na gangsterskiej przeszłości.
Źródło info i foto: TVP.info

Ciała 39 wietnamskich migrantów w ciężarówce. Aresztowano 26 osób

Francuska prokuratura poinformowała w środę (27 maja) o aresztowaniu we Francji 13 osób i kolejnych 13 w Belgii w związku ze śmiercią 39 wietnamskich migrantów, których ciała znaleziono w październiku ubiegłego roku w ciężarówce pod Londynem. W ramach śledztwa w sprawie tej tragedii, prowadzonego wspólnie przez Wielką Brytanię, Irlandię, Francję i Belgię, dokonano we wtorek 16 przeszukań głównie w Brukseli i aresztowano 13 osób – 11 Wietnamczyków i dwóch Marokańczyków. 13 osób zatrzymano w rejonie Paryża.

Osoby aresztowane przez policję są również podejrzane o udział w ogromnym handlu ludźmi między Francją, Belgią i Zjednoczonym Królestwem. Francuska prokuratura nie sprecyzowała narodowości osób zatrzymanych, lecz źródło zbliżone do śledztwa twierdzi, że są to głównie Wietnamczycy.

„Podejrzewa się, że sieć utworzona przez handlarzy ludźmi prawdopodobnie transportowała do kilkudziesięciu osób dziennie przez kilka miesięcy” – podkreśla belgijska prokuratura.

„Organizacja skupiła się na transporcie imigrantów z Azji, głównie z Wietnamu” – dodała belgijska prokuratura, podkreślając, że „podejrzewa się, że to ta siatka umożliwiła” przemyt 39 nielegalnych migrantów, którzy zostali znalezieni martwi 23 października w dzielnicy przemysłowej w Grays w Wielkiej Brytanii.

Rozprawa

Maurice Robinson, pochodzący z Irlandii Północnej kierowca ciężarówki, w której znaleziono ciała, przyznał się w kwietniu w Londynie podczas rozprawy wstępnej do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa. Drugi oskarżony w tej sprawie, Gheorge Nica, który ma podwójne obywatelstwo rumuńskie i brytyjskie, nie przyznał się ani do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa, ani do pomocy w nielegalnej imigracji.

W rozprawie uczestniczyło jeszcze trzech innych oskarżonych – jeden mieszkaniec Irlandii Północnej oraz dwóch mieszkających w Wielkiej Brytanii Rumunów. Wszystkim trzem poprzednio postawiono zarzuty udziału w spisku w celu pomocy w nielegalnej imigracji.

Właściwy proces oskarżonych rozpocznie się 5 października.

Tragiczne zdarzenie

W nocy z 22 na 23 października zeszłego roku na terenie parku przemysłowego w Grays w hrabstwie Essex w kontenerze-chłodni na naczepie ciężarówki prowadzonej przez Robinsona odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców. Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii. W marcu poinformowano, że wszyscy zmarli w wyniku niedoboru tlenu lub wychłodzenia, bądź połączenia tych czynników.
Źródło info i foto: interia.pl

Odłożono proces korupcyjny Benjamina Netanjahu

Proces premiera Izraela Benjamina Netanjahu, oskarżonego o korupcję, defraudację i nadużycie zaufania, został odłożony po godzinnym przesłuchaniu w niedzielę przed sądem w Jerozolimie – poinformowała agencja AFP. Szef izraelskiego rządu zaprzecza wszystkim zarzutom i deklaruje niewinność. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Benjamin Netanjahu jest oskarżony o korupcję, nadużycie zaufania i defraudację. Zarzuty postawiono mu w listopadzie. Jest pierwszym izraelskim premierem postawionym w stan oskarżenia w czasie pełnienia urzędu. Grozi mu do 10 lat więzienia.

W sądzie premier Netanjahu stawił się wraz z grupą ministrów z partii Likud, której jest liderem. Przybycie polityka do sądu transmitowała na żywo izraelska telewizja. Netanjahu nazwał proces polowaniem na czarownice, wspieranym przez lewicowe media i przeciwników politycznych. Zapewnił, że udowodni swoją niewinność i nadal będzie przewodził Izraelowi jako szef rządu.

Adwokaci Netanjahu zażądali kilku miesięcy na przestudiowanie materiałów zebranych przez oskarżycieli. Prokuratorzy domagają się natomiast szybkiego przesłuchania świadków w tej sprawie. Sąd oznajmił, że analizuje wnioski obu stron i zapowiedział odłożenie procesu, nie podając terminu kolejnej rozprawy.

Tydzień temu w Izraelu zaprzysiężono nowy rząd jedności, na którego czele stanął Benjamin Netanjahu. Inauguracja gabinetu zakończyła trwający ponad rok impas polityczny w Izraelu, w czasie którego przeprowadzono kolejno trzy nierozstrzygnięte wybory parlamentarne.
Źródło info i foto: TVP.info

Zbigniew Stonoga w areszcie

Po zażaleniu prokuratora warszawski sąd okręgowy orzekł warunkowy areszt wobec Zbigniewa Stonogi. „W związku z tym podejrzany został zatrzymany i w tej chwili jest wobec niego stosowany areszt” – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prok. Marcin Saduś.

Postępowanie, którego dotyczył wniosek o areszt jest fragmentem sprawy, w której główny proces toczy się przed krakowskim sądem. Chodzi m.in. o zarzut prania brudnych pieniędzy. 28 lutego Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ nie uwzględnił wniosku o areszt. Sąd uznał, że nie ma żadnych przesłanek do zastosowania aresztu, sąd nie zastosował także innych środków zapobiegawczych – mówili wtedy obrońcy Zbigniewa Stonogi.

Na tamto postanowienie prokuratura złożyła zażalenie, którym w środę zajmował się Sąd Okręgowy Warszawa-Praga.

Potwierdzam warunkowe aresztowanie Zbigniewa Stonogi w związku z uwzględnieniem zażalenia prokuratury na postanowienie z 28 lutego. Rodzina nie ma takich pieniędzy. Do zatrzymania doszło pięć godzin po wydaniu postanowienia, celowo, aby pozbawić mojego klienta zorganizowania zbiórki na kaucję w kwocie 200 tys. zł lub uzyskania pomocy od osób trzecich. Stonoga miał wyznaczony termin 14-dniowy na jej wpłacenie – powiedział obrońca Stonogi mec. Michał Wąż.

Jak dodał adwokat, „zgodnie z oświadczeniem sądu, nakaz zatrzymania Stonogi miał zostać wydany dopiero 22 maja, czyli po upływie terminu wpłacenia poręczenia majątkowego”.

Rok temu przed sądem w Krakowie rozpoczął się proces dziewięciu osób, w tym Zbigniewa Stonogi, odpowiadających za wyrządzenie szkody znacznej wartości w majątku krakowskiej spółki motoryzacyjnej Viamot. Według prokuratury, spółka miała stracić ponad 42 mln zł.

Sprawy Zbigniewa Stonogi

Zbigniew Stonoga jest znany organom ścigania od ponad 20 lat. Przeciwko niemu toczyły się postępowania dotyczące m.in. przestępstw gospodarczych, fałszowania dokumentów, oszustw, składania fałszywych zeznań i znieważania (w tym Prezydenta RP). Orzekające w jego sprawach sądy skazały go na kary w sumie kilkuletniego pozbawienia wolności.

Ostatnio – w połowie marca – Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał w mocy postanowienie sądu rejonowego, który oddalił ponowny wniosek prokuratury o aresztowanie Stonogi w innej sprawie, w której jest podejrzany o oszustwa.

W tamtej sprawie wpłacił jedynie 53,9 tys. zł zamiast zasądzonych 500 tys. poręczenia majątkowego.

„Nawet mimo niewpłacenia tego poręczenia sąd uznał, że areszt nie jest konieczny. Podejrzany regularnie stawia się na dozór, stosuje się do zakazu opuszczania kraju, ma stałe miejsce zamieszkania w kraju, nie podejmuje zachowań mających wpływ na treść zeznań i wyjaśnień przesłuchanych w sprawie osób” – uznał wtedy sąd.

Zbigniew Stonoga zgadza się na podawanie pełnego nazwiska, bo – jak przekazywali jego obrońcy – „uważa, że jest niewinny”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko rodzicom 4-tygodniowej dziewczynki. Są oskarżeni o usiłowanie pozbawienia życia dziecka

Jest akt oskarżenia przeciwko rodzicom 4-tygodniowej Luizy, która w lutym w bardzo ciężkim stanie trafiła do szpitala w Malborku. Prokuratura Rejonowa w Malborku oskarżyła parę o usiłowanie pozbawienia życia dziecka. Akt oskarżenia przeciwko Klaudii F. oraz Marcinowi G. trafił do Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Prokurator zarzucił oskarżonym popełnienie wspólnie i w porozumieniu przestępstwa znęcania się fizycznego nad dziewczynką oraz spowodowanie u niej ciężkich obrażeń ciała, przez co usiłowali pozbawić ją życia, przy czym celu tego nie osiągnęli z uwagi na udzielenie pokrzywdzonej pomocy medycznej – mówi Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku

Jak ustalili śledczy, dziewczynka była szarpana i bita. Miała uraz głowy – złamaną kość ciemieniową i obrzęk mózgu, które spowodowały chorobę realnie zagrażającą życiu.

Luiza miała też złamane: trzon kości ramiennej, obojczyk, kość udową oraz liczne powierzchowne urazów głowy. Zimą 2020 r. przez półtora miesiąca była hospitalizowana – najpierw w szpitalu w Malborku, później w Gdańsku. Przez 11 dni przebywała na oddziale intensywnej terapii dziecięcej.

Za usiłowanie pozbawienia życia rodzicom grozi dożywocie. Para nie przyznała się do zarzutów. Czeka na proces w areszcie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Hamburg: Proces 93-letniego esesmana

Przed Sądem Krajowym w Hamburgu toczy się dalej proces przeciwko 93-letniemu wartownikowi z byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof. Bruno D. oskarżony jest o pomocnictwo w morderstwie w 5230 przypadkach. Zdaniem oskarżyciela jego zadaniem było „udaremnianie ucieczek, buntu czy oswobodzenia więźniów”, tak wiec musiał on dokładnie wiedzieć o egzekucjach dokonywanych w obozie.

Proces toczy sie przed Wydziałem Karnym Sądu dla Nieletnich, ponieważ oskarżony dokonywał domniemanych czynów przed osiągnięciem pełnoletności.

Jak dotąd, od 17 października, odbyły się już 23 dni rozpraw. Obrońca oskarżonego Stefan Waterkant chciał przerwać tok rozpraw sądu składając 13 marca br. wniosek, aby proces odroczono ze względu na „istniejące zagrożenie dla życia” swojego klienta. Bruno D. obstawał, aby przez cały czas trwania procesu towarzyszyło mu troje członków jego rodziny. Hamburski sąd zareagował natychmiast na wniosek i już w przypadku ostatniego terminu, 20 marca, wdrożył znaczne przedsięwzięcia ochronne, ograniczające liczbę osób na sali rozpraw. Przewodnicząca składu sędziowskiego Anne Meier-Göring odmówiła przerwania rozprawy, argumentując, że wyjaśnieniem sprawy wartownika ze Stutthofu zainteresowany jest ogół społeczeństwa.

Poza tym przewodnicząca obawia się „utraty materiałów dowodowych”, bowiem przy późniejszym wznowieniu procesu niewykluczone byłoby, że naoczni świadkowie nie byliby już do dyspozycji sądu. Poza tym jest wysoce wątpliwe, czy drugi taki proces byłyby w ogóle możliwy do przeprowadzenia ze względu na jego rozmiary. Z tego względu we wtorek, 14 kwietnia proces toczy się dalej. Oskarżony musi jednak nosić w tym przypadku maseczkę ochronną.
Źródło info i foto: dw.com/pl