Ukraina: Ruszył pierwszy proces o zbrodnie wojenne

W Kijowie ruszył proces rosyjskiego żołnierza. Mężczyzna oskarżony jest o zbrodnie wojenne. To pierwszy tego rodzaju proces od początku wojny – podkreśla agencja informacyjna AP. 21-letni sierżant jednostki pancernej, Wadim Szyszymarin, zastrzelił w pierwszym tygodniu wojny 62-letniego cywila, mieszkańca wsi Czupachiwka w obwodzie sumskim. Po tym, jak trafił do niewoli, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) opublikowała nagranie, w którym rosyjski wojskowy przyznaje się do winy.

„Kazano mi strzelać. Strzeliłem raz. On upadł. My szliśmy dalej” – powiedział Szyszymarin.

Rosyjskiemu sierżantowi za popełniony czyn grozi dożywocie. Mamy 41 podejrzanych w sprawach, z którymi będziemy gotowi wystąpić do sądu – oznajmiła w piątek ukraińska prokurator generalna Iryna Wenediktowa w telewizji. Dodała, że wszystkie te sprawy dotyczą przestępstw, choć różnego rodzaju: bombardowań cywilnej infrastruktury, zabójstwa cywilów, gwałtów oraz szabrownictwa.

Według prokurator generalnej w następnym tygodniu odbędą się wstępne przesłuchania dwóch innych Rosjan, którzy znajdują się na Ukrainie – w sprawie bombardowań cywilnej infrastruktury i budynków mieszkalnych.

Jeszcze w kwietniu ukraińskie władze uruchomiły cyfrowe archiwum rosyjskich zbrodni wojennych. Zebrane dowody na okrucieństwa popełnione przez armię rosyjską na Ukrainie zapewnią, że ci zbrodniarze wojenni nie będą mogli uciec przed wymiarem sprawiedliwości – poinformował szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba.

UE powołała natomiast wspólny zespół dochodzeniowo-śledczy z Ukrainą w celu gromadzenia dowodów i prowadzenia dochodzeń w sprawie zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. Komisja zapewni wszelkie niezbędne wsparcie techniczne i finansowe we wszystkich dochodzeniach prowadzonych przez UE – zapewniła szefowa KE Ursula von der Leyen.

Na wciąż ogarniętych wojną terenach starają się już działać ukraińscy prokuratorzy. Przesłuchują jeńców i świadków wydarzeń, zbierają materiały filmowe i zdjęcia, szczegółowo dokumentują zbrodnie wojenne popełniane przez Rosjan.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ruszył proces ws. wódki „Misiewiczówki”. Były rzecznik MON nie pojawił się w sądzie

Przed warszawskim sądem rejonowym rozpoczął się w piątek proces byłego rzecznika MON Bartłomieja Misiewicza. Mężczyzna odpowie za reklamę i sprzedaż wódki „Misiewiczówka” bez wymaganego zezwolenia. Bliski współpracownik Antoniego Macierewicza nie stawił się jednak w piątek w sądzie. Były rzecznik resortu obrony i bliski współpracownik Antoniego Macierewicza nie stawił się jednak w piątek w Sądzie Rejonowym dla m. st. Warszawy. Jak mówił jego adwokat Maciej Marczak, oskarżony pracuje za granicą w słowackiej firmie aktywnie działającej w sprawie Ukrainy.

– Z żadnego z dowodów, które zdobyła prokuratura, nie wynika, że oskarżony dokonał sprzedaży – mówił mec. Marczak.

Wskazał przy tym, że w akcie oskarżenia nie określono – jego zdaniem – precyzyjnie czynu, miejsca i czasu, w którym miało zostać popełnione przestępstwo. Sąd nie uwzględnił jednak tych wniosków i postanowił prowadzić proces pod nieobecność Misiewicza.

Przed stołecznym sądem zeznawało w piątek dwóch świadków. Jednym z nich był manager ds. sprzedaży, który przez miesiąc pełnił funkcję prezesa zarządu spółki należącej do Misiewicza. 

– Za mojej kadencji spółka nic nie wyprodukowała i nie sprzedała. Jedyną moją czynnością wykonaną w roli prezesa było założenie rachunku bankowego – mówił. Dodał, że wódkę „Misiewiczówka” zna jedynie z mediów społecznościowych.

Zeznania składał też w piątek prawnik, prokurent spółki Misiewicza. – Jako prokurent spółki składałem w jej imieniu wniosek do ministra rozwoju o wydanie zezwolenia na obrót hurtowy alkoholem. Takie zezwolenie zostało udzielone spółce. Wiem też, że zostało udzielone zezwolenie na obrót detaliczny – mówił prawnik.

Jak zeznał, Misiewicz miał znaczny pakiet udziałów.

– Natomiast działalnością spółki kierował w tamtym czasie zarząd, w którym Misiewicza nie było – dodał.

Proces będzie kontynuowany w maju. Na rozprawie wyznaczonej na 16 maja sąd ma przesłuchać kolejnych świadków.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sołtyska ciągnęła psa na haku za samochodem. Proces wciąż nie rozpoczęty

Sprawa sołtyski wsi Wirki Teresy M., która w kwietniu ubiegłego roku przywiązała psa do haka holowniczego i ciągnęła go za samochodem, wciąż nie może się rozpocząć. Sąd Okręgowy w Świdnicy nie może uruchomić procesu ze względu na stan zdrowia kobiety.

Tuż po ubiegłorocznej Wielkanocy pracownicy Fundacji Mam pomysł otrzymali telefon od policji z prośbą o zabezpieczenie psa z wypadku. Interweniujący tłumaczyli później, że „nie byli w stanie zrozumieć, jak ktoś mógł się dopuścić takiego okrucieństwa wobec zwierzęcia, które niesamowicie cierpiało”. dodali, że z takim przypadkiem spotkali się pierwszy raz. Zdjęcia rannego czworonoga pojawiły się na profilu fundacji na Facebooku.

Wirki. Sołtyska ciągnęła psa za samochodem

Niedługo później pracownicy fundacji dowiedzieli się, że pies był ciągnięty za samochodem. W efekcie doszło u niego do rozdarcia mięśni, zdarcia pazurów i zwęglonej w wyniku tarcia o asfalt skóry. W asyście policji zwierzę zostało zabrane do przychodni weterynaryjnej, a następnie do prowadzonego przez fundację schroniska.

Następnie ustalono, że okrucieństwem wobec psa wykazała się 59-letnia Teresa M., sołtyska miejscowości Wirki nieopodal Świdnicy. Śledczy dowiedli, że kobieta przywiązała czworonoga do haka holowniczego i przy prędkości 50 km/h chciała go „odprowadzić” do domu. Początkowo pies biegł po asfalcie, ale kiedy opadł z sił, przewrócił się i był ciągnięty za autem. Świadek zdarzenia poinformował policję, a sołtyska została zatrzymana.

Szef świdnickiej prokuratury Marek Rusin wyznał następnie, że zdarzenie to zostało zakwalifikowane jako „znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem” i „działanie świadomie okrutne”.

Proces Teresy M. wciąż nie ruszył

Prokuratura Rejonowa w Świdnicy w czerwcu 2021 roku skierowała akt oskarżenia przeciwko Teresie M. Kobieta częściowo przyznała się do winy – stwierdziła, że pies jej uciekł, a gdy już zdołała go złapać, podjęła decyzję o przywiązaniu go do haka holowniczego, aby w ten sposób odprowadzić go do domu. – Jak wyjaśniała, psa obserwowała w lusterku wstecznym, jednak w pewnym momencie straciła z nim kontakt wzrokowy. W momencie gdy się zatrzymała, zakrwawiony pies leżał na ziemi – charczał, miał widoczne obrażenia ciała – opisywał Rusin. Po 10 miesiącach od zdarzenia miał się rozpocząć proces w sprawie Teresy M. Sprawa jednak nie ruszyła. – Termin pierwszej rozprawy został odwołany z uwagi na stan zdrowia oskarżonej. Był wniosek strony o odroczenie i sąd do wniosku się przychylił. Daty kolejnej rozprawy jeszcze nie wyznaczono – przekazała w rozmowie z Interią sędzia Marzena Rusin-Gielniewska z Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Adrianna Kaszuba, prezes Fundacji Mam Pomysł, która prowadzi schronisko będące tymczasowym domem dla poszkodowanego psa, stwierdziła, że przedłużający się proces nie jest dobrą wiadomością dla czworonoga. – Odwlekanie procesu to skazywanie psa na dalszy pobyt w schronisku. Pobyt, za który nikt nie płaci – powiedziała.

Teresa M. nigdy wcześniej nie była karana za żadne przestępstwo. Za okrucieństwo wobec psa grozi jej do pięciu lat więzienia, odebranie zwierzęcia i orzeczenie świadczenia na rzecz podmiotu zajmującego się ochroną zwierząt.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Alec Baldwin pozwany do sądu. Chodzi o śmierć Halyny Hutchins

​Rodzina operatorki filmowej Halyny Hutchins pozwała do sądu aktora i producenta filmu „Rust” Aleca Baldwina w związku z wypadkiem, w rezultacie którego Hutchins zginęła na planie filmowym. Rodzina Hutchins przygotowała symulację mającą ilustrować, w jakich okolicznościach to nastąpiło. Oprócz Baldwina zarzutami w pozwie cywilnym objęto także innych producentów oraz członków ekipy filmowej. Pozew, twierdzi, że produkcja Baldwina nie spełniała co najmniej 15 wymogów branżowych dotyczących bezpiecznego obchodzenia się z bronią. Operatorka zginęła 21 października ub. r. podczas kręcenia westernu „Rust” w okolicach Santa Fe od kuli wystrzelonej z rewolweru trzymanego przez Baldwina. Ranny został również reżyser Joel Souza.

Jak podała wczoraj telewizja Fox News wygenerowane cyfrowo wideo ma prawie 10 minut. Przytacza serię zarzutów ujętych w pozwie, w tym zawierający twierdzenie, że realizatorzy nie traktowali broni przez cały czas tak, jakby była załadowana.

„Adwokaci męża Hutchins Matthew Hutchinsa i syna Androsa, argumentowali, że nie było potrzeby, aby Baldwin trzymał rekwizytową broń w czasie, kiedy kamery nie były uruchomione. Film pokazuje również graficzną rekonstrukcję momentu, kiedy Baldwin nieumyślnie wystrzelił pocisk, który śmiertelnie ugodził Hutchins” – relacjonuje Fox News.

Według pozwu, Baldwin był zaledwie nieco ponad metr od Hutchins, reżysera Joela Souzy i dwóch innych osób. Wyciągnął rewolwer, który miał być załadowany bezpiecznymi atrapami naboi. Jednakże prawdziwy pocisk przebił ciało Hutchins i trafił Souzę w ramię. Myślę, że jest jasne, co się stało. (…) Alec miał broń w ręku. Strzelił z niej. Halyna została zabita – podsumował główny adwokat męża i syna Hutchins Brian Panish.

Zgodnie z pozwem, kiedy operatorka wiła się z bólu, dwaj członkowie ekipy pospieszyli jej z pomocą. Baldwin miał tego nie zrobić. Odmówił też szkolenia w zakresie użycia broni. Fox News zwraca uwagę, że wideo stanowi rekonstrukcję wydarzeń przygotowaną przez rodzinę. „Nie wiemy, czy jest to rzeczywiste odtworzenie wydarzeń. To jest ich rekonstrukcja, która jest częścią pozwu sądowego” – podkreśla Fox News.

We wcześniejszym wywiadzie Alec Baldwin twierdził, że ktoś załadował ostrą amunicję do rewolweru, której nie powinno tam być. Ktoś jest odpowiedzialny za to, co się stało, i nie wiem, kto to jest, ale wiem, że nie ja – przekonywał aktor.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ruszył proces Aleksieja Nawalnego

We wtorek ruszył kolejny proces rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Odbywa się on w kolonii karnej, dlatego na sali nie ma typowej dla sądów w Rosji klatki dla oskarżonego. – Cały sąd jest w klatce. I tylko Nawalny jest wolnym człowiekiem – komentuje Leonid Wołkow, bliski współpracownik Nawalnego.

Piętnastego lutego w kolonii karnej w mieście Pokrow w rosyjskim obwodzie włodzimierskim rozpoczął się kolejny proces opozycyjnego polityka Aleksieja Nawalnego. Jest oskarżony o oszustwo i obrazę sądu. Jego wcześniejszy proces dotyczył rzekomego narażania na straty jednej ze spółek, którymi zarządzał.

Proces odbywa się nie w sali sądowej, a w jednym z pomieszczeń w kolonii karnej. W związku z tym nie ma tradycyjnych dla sądów w Rosji klatek dla oskarżonych. Media społecznościowe obiegło zdjęcie, na którym widać Nawalnego w otoczeniu prawników i żony z podniesionymi do góry rękami.

Symboliczne zdjęcie. W sądzie nie ma tradycyjnej klatki dla osadzonego. Cały sąd jest w klatce. Sędzia jest w klatce. Prokurator jest w klatce. I tylko Aleksiej Nawalny jest wolnym człowiekiem — skomentował członek partii Nawalnego Leonid Wołkow.

Na proces w Pokrowie przyjechało kilkudziesięciu dziennikarzy. Kierownictwo kolonii pozwoliło im na przyjazd, ale mogą przebywać tylko w budynku administracyjnym, w którym transmitowany jest proces — donosi korespondent rosyjskiego oddziału BBC.

Na zdjęciach nagraniach widać, że żona opozycjonisty Julia Nawalnaja usiadła obok męża na sali, w której odbywa się proces. Kiedy sąd ogłosił przerwę techniczną, mogli się nawet przytulić.

Proces Nawalnego trwa od 2013 roku. Politykowi zarzucano oszustwo podczas zbiórki funduszy na konto jednej z założonych przez Nawalnego organizacji pozarządowych, które z datków społecznych realizowały np. projekty piętnujące w Rosji korupcję.
Źródło info i foto: o2.pl

Proces ws. zabójstwa Pawła Adamowicza ruszy od nowa?

„Dopiero niedawno został w sądzie złożony akt oskarżenia przeciwko zabójcy Pawła Adamowicza; ta sprawa może ciągnąć się latami, ponieważ będzie możliwość, by ten proces został po latach wszczęty od początku z powodu wadliwego obsadzenia składu sędziowskiego” – uważa szef klubu KO Borys Budka.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz 13 stycznia 2019 r. został raniony nożem przez Stefana W. podczas miejskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Samorządowiec w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala, gdzie zmarł następnego dnia. W grudniu ub. roku prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego w Gdańsku akt oskarżenia przeciwko Stefanowi W.

Spotykamy się dziś z państwem w trzecią rocznicę zamachu na prezydenta Gdańska śp. Pawła Adamowicza. To bardzo smutna rocznica. Rocznica wydarzenia, które wpisało się na zawsze w naszą pamięć. Dobry gospodarz, dobry człowiek został zamordowany z nienawiści. Został zamordowany dlatego, że wszczęto przeciwko niemu cały proces szkalowania, opluwania, który skończył się tragicznie – podkreślił Budka w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie.

Jak zaznaczył, „po tych trzech latach nadal ta sprawa nie została do końca wyjaśniona”. – Dopiero teraz został w sądzie złożony akt oskarżenia przeciwko zabójcy śp. Pawła Adamowicza. Trzy lata cierpienia rodziny, trzy lata znaków zapytania i finał sprawy, która jeszcze może ciągnąć się latami – powiedział Budka.

Dlaczego? Bo niestety w składzie orzekającym znalazła się osoba, która w świetle orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie powinna tam się znaleźć. Nie kwestionując kwalifikacji zawodowych pani sędzi, niestety będzie możliwość, żeby ten proces został po wielu, wielu latach po prostu wszczęty od samego początku, a Polska płaciła odszkodowania – podkreślił szef klubu KO.

Obecny na konferencji poseł KO, brat Pawła Adamowicza, Piotr Adamowicz przypomniał, że akt oskarżenia przeciwko zabójcy prezydenta Gdańska został skierowany w połowie grudnia ub. roku do Sądu Okręgowego w Gdańsku. – Natomiast między innymi z doniesień medialnych dowiedzieliśmy się o tym, iż w składzie orzekającym znalazła się pani sędzia obsadzona w wyniku decyzji „neo-KRS” – podkreślił Adamowicz.

Ja chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że broń Boże, nie mam żadnych uwag co do kwalifikacji zawodowych, co do wiedzy prawnej, co do profesjonalizmu pani sędzi. Niemniej jednak w wyniku orzeczeń trybunałów europejskich mamy niestety problem – zaznaczył poseł KO.

Rozwijając myśl przewodniczącego Budki, może dojść do paradoksalnej sytuacji. Materiał dowodowy jest bardzo obszerny, liczy niemal 50 tomów. Ten proces, jeżeli wejdzie na wokandę, nie będzie trwał rok, nie będzie trwał dwa lata, będzie trwał znacznie dłużej. I po kilku latach może zostać unieważniony z powodu wadliwego obsadzenia składu sędziowskiego. Paradoksalnie możemy sobie wyobrazić taką sytuację, że pełnomocnik mordercy Stefana W. występuje o odszkodowanie za przewlekłość postępowania sądowego i może mieć rację – powiedział Adamowicz.

I – jak dodał – „na przykład jeden z trybunałów europejskich zasądza mu 2 tys. odszkodowania”. – Zabójca dostaje jednocześnie od państwa polskiego, czyli od nas podatników, odszkodowanie – podkreślił poseł KO.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

RPA: Oscar Pistorius może opuścić więzienie

(FILES) This file photo taken on July 06, 2016 shows Paralympian athlete Oscar Pistorius accused of the murder of his girlfriend Reeva Steenkamp three years ago, looks on during the hearing in his murder trail at the High Court in Pretoria. Convicted murderer Oscar Pistorius has returned to his prison cell in South Africa’s capital after being treated at hospital for injuries sustained in a fall, prison officials told AFP on August 7, 2016. / AFP PHOTO / POOL / MARCO LONGARI

Oscar Pistorius, multimedalista paraolimpijski, który odsiaduje wyrok za zamordowanie swojej partnerki Reevy Steenkamp, może ubiegać się o warunkowe zwolnienie z więzienia. Wcześniej musi jednak pojednać się z rodziną byłej dziewczyny.

Jego kariera całkowicie się załamała w 2013 roku, a sportowiec na długie lata trafił do więzienia. W nocy z 13 na 14 lutego południowoafrykański zawodnik – jak tłumaczył – pomylił swoją partnerkę Reevę Steenkamp z włamywaczem i przez drzwi w toalecie oddał w jej kierunku cztery strzały. Początkowo został skazany na 5 lat pozbawienia wolności, jednak sąd wyższej instancji zmienił kwalifikację czynu na zabójstwo i wymierzył mu karę 6 lat więzienia. Finalnie Pistorius odsiaduje wyrok 13 lat i 5 miesięcy pozbawienia wolności.

W RPA o przedterminowe zwolnienie z więzienia mogą ubiegać się osoby, które odsiedziały połowę wyroku. W przypadku sportowca ten termin upłynął w lipcu. Wyjście zza krat nie będzie jednak możliwe bez „pojednania i przeproszenia” rodziny zamordowanej – poinformowały władze więzienne. W oświadczeniu podkreślono, że „sprawca musi wziąć odpowiedzialność za swoje czyny”.

Rodzice kobiety June i Barry Steenkamp wyrazili chęć wzięcia udziału w procesie dialogu między sprawcą i ofiarami.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Książę Andrzej oskarżony o napaść seksualną. Proces odbędzie się w 2022 roku

Nowojorski sędzia prowadzący sprawę cywilną, którą brytyjskiemu księciu Andrzejowi wytoczyła oskarżająca go o napaść seksualną Virginia Giuffre, poinformował w środę, że jego celem jest, by proces odbył się między wrześniem a grudniem 2022 roku. Sędzia Lewis Kaplan zaznaczył, że w normalnej sytuacji pewnie wyznaczyłby dokładne daty już teraz, ale ma świadomość potencjalnych trudności związanych z pandemią COVID -19, co może wpłynąć na przebieg procesu.

Podczas przeprowadzonego w środę przesłuchania przedprocesowego, w którym uczestniczyli prawnicy obu stron, Kaplan poinformował także, iż prawnicy Giuffre muszą odpowiedzieć do 29 listopada na wniosek księcia oddalenia jej pozwu, a jego prawnicy będą musieli odpowiedzieć im do 13 grudnia. Wstępne ujawnienie informacji w sprawie ma nastąpić do 12 listopada. Obie strony potwierdziły, że przewidują, iż będą domagać się zeznań lub dowodów od ośmiu do 12 osób.

„Bezpodstawny pozew”

W zeszłym tygodniu prawnicy księcia Andrzeja argumentowali, że „bezpodstawny pozew” powinien zostać odrzucony, ponieważ Giuffre nie zdołała wystarczająco szczegółowo przedstawić swoich roszczeń wobec księcia. Zarzucili jej, że oskarżenie, które wysunęła, jest motywowane chęcią zysku, a wykorzystywanie jej przez Jeffeya Epsteina nie usprawiedliwia jej publicznej kampanii przeciwko księciu Andrzejowi.

Virginia Giuffre twierdzi, że w 2001 r., gdy miała 17 lat, została przez księcia Andrzeja wykorzystana seksualnie. Giuffre – wówczas nosząca nazwisko Roberts – była jedną z licznej grupy dziewcząt, które zostały zwabione przez nieżyjącego już amerykańskiego miliardera i finansistę Jeffreya Epsteina obietnicami pracy, a następnie były oferowane jego wpływowym przyjaciołom. Jednym z nich miał być książę Andrzej, który konsekwentnie temu zaprzecza.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

W poniedziałek rusza proces Eryka S. 23-latek wielokrotnie ugodził nożem swoją ofiarę

Proces 23-letniego Eryka S., oskarżonego o zabójstwo 16-letniej mieszkanki Dzierzgowa (Łódzkie) rozpoczyna się w poniedziałek przed Sądem Okręgowym w Łodzi. Mężczyźnie, który wielokrotnie ugodził swoją ofiarę nożem, grozi dożywocie. Rozprawa ma odbywać się przy drzwiach zamkniętych. Jak poinformowała rzeczniczka prasowa ds. karnych Sądu Okręgowego sędzia Iwona Konopka, postanowienie o wyłączeniu jawności zapadło na posiedzeniu wstępnym, które odbyło się bez udziału publiczności.

– Sąd Okręgowy w Łodzi (…) wyłączył jawność rozprawy, mając na uwadze, iż okoliczności, które będą ewentualnie ujawniane w trakcie rozprawy, mogłyby naruszyć ważny interes prywatny pokrzywdzonej i obrażać dobre obyczaje – podkreśliła sędzia Konopka.

Do zabójstwa 16-latki doszło w lipcu ubiegłego roku na terenie posesji w Dzierzgowie w pow. łowickim. Dziewczyna kosiła trawę, kiedy niespodziewanie podszedł do niej mężczyzna i wielokrotnie ugodził ją nożem. Świadkami zbrodni byli brat ofiary, ojciec i babcia. Mimo natychmiastowego wezwania pomocy, nastolatki nie udało się uratować.

„Przez krótki czas byli parą”

Napastnik uciekł w stronę pobliskiego lasu. Został zatrzymany ok. kilometra od miejsca zbrodni przez policjanta po służbie. Jak ustalono, 22-letni wówczas zabójca i jego ofiara znali się – przez krótki czas byli parą. Mężczyzna kontaktował się wcześniej z dziewczyną i próbował umówić się z nią na spotkanie, jednak ona nie wyraziła takiej chęci. W chwili zatrzymania mężczyzna był trzeźwy, jednak z uwagi na stan zdrowia został przewieziony do szpitala, gdzie go przesłuchano i przedstawiono mu zarzut zabójstwa. Jak zrelacjonował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania, mężczyzna odmówił wówczas złożenia wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytanie, czy przyznaje się do zarzucanego mu czynu.

Ze szpitala – decyzją sądu – Eryk S. trafił do aresztu. Biegli psychiatrzy ustalili, że jest w pełni poczytalny i może odpowiadać za zarzucone mu czyny. Za zabójstwo grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ponownie odroczono proces Zbigniewa S.

Sąd w Łodzi odroczył zaplanowany na poniedziałek proces Zbigniewa S. „Wyznaczony na poniedziałek początek procesu w Sądzie Okręgowym w Łodzi wielokrotnie skazywanego za liczne przestępstwa Zbigniewa S. został ponownie odroczony” – poinformowała Polska Agencja Prasowa na Twitterze.

W lipcu portal wPolityce.pl poinformował o kolejnym akcie oskarżenia ws. Zbigniewa S. Dotyczy on działania na szkodę fundacji charytatywnej, którą prowadził, a sprawę prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. W akcie oskarżenia figurują także jego bliscy: Iwona S., Przemysław S. oraz dwie inne osoby.

„Akt oskarżenia zakończył śledztwo, w którym połączono dwie sprawy prowadzone przeciwko Zbigniewowi S. Jedna z nich dotyczyła przywłaszczenia pieniędzy fundacji i prania brudnych pieniędzy, druga zaś przywłaszczenia środków podczas pobytu Zbigniewa S. w kasynie” – czytamy na w Polityce.pl.

Za zarzucone przestępstwa Zbigniewowi S. oraz Iwonie S. grożą kary łączne do 20 lat pozbawienia wolności.

Sprawa Stonogi

Przypomnijmy, że w październiku 2020 roku policja zatrzymała Zbigniewa Stonogę w związku ze śledztwem w sprawie przywłaszczenia w okresie od października do grudnia 2019 roku pieniędzy w kwocie 253 tys. zł – informowała Prokuratura Krajowa. Stonoga „usłyszał zarzuty działania na szkodę Fundacji swojego imienia, przywłaszczenia pieniędzy pochodzących z wpłat od darczyńców, uczynienia sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także prania pieniędzy”. Grozi mu za to kara nawet 15 lat więzienia. Łącznie ciąży na nim niemal 200 zarzutów. Sąd w Lublinie oddalił wniosek prokuratury o areszt dla Zbigniewa Stonogi.

Śledczy ustalili, że Zbigniew S. przeznaczył przywłaszczone środki w kwocie 217 tysięcy złotych na zakup żetonów do gry w jednym z warszawskich kasyn. Pozostałe pieniądze rozdysponował poprzez udzielenie nieoprocentowanej pożyczki Edwardowi S. w kwocie 11 tysięcy złotych oraz zapłatę honorarium adwokackiego i zwrotu kosztów procesowych w prywatnej sprawie w wysokości 25 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: doRzeczy.pl