Mienie zabezpieczone od karteli to 1.5 mld złotych

Mienie zabezpieczone od karteli narkotykowych to 1,5 mld zł. To wystarczy na wyprawkę dla dzieci – powiedział w programie „#Jedziemy” wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. Polityk zwrócił uwagę, że kiedy mówił w Sejmie o aferach za rządów PO, to pani marszałek Kidawa-Błońska opuściła salę. – Może dlatego, że nie chce słuchać o tych aferach – stwierdził.

Wiceminister sprawiedliwości został zapytany w programie „#Jedziemy”, dlaczego jego zdaniem opozycja złożyła wniosek o wotum nieufności dla Zbigniewa Ziobry.

– Dlatego, że chcą zagłuszyć sumienie, ja to wczoraj mówiłem z mównicy – stwierdził Wójcik i dodał: „przez wiele lat nie zrobili tego, co my zrobiliśmy przez cztery lata”.

– Wymieniałem wszystkie sukcesy Ministerstwa Sprawiedliwości, m.in. kwestia dopięcia luki VAT-owskiej, to są gigantyczne pieniądze, które zaczęły wpływać do budżetu dzięki temu, że jest ustawa o wyłudzeniach, gdzie jest najwyższa kara w Europie: 25 lat pozbawienia wolności – powiedział.

Wiceminister sprawiedliwości przypomniał również „ostatnią sprawę”, kiedy „zostało zabezpieczone mienie od karteli narkotykowych, to jest półtora miliarda złotych”. – To jest tyle, ile wystarczy na wyprawkę dla dzieci – zauważył.

Dziennikarz zapytał Wójcika, jak to jest możliwe, że w małym banku deponowane są tak gigantyczne pieniądze. – Szef tego banku się nie orientuje, nikt nic nie wie? – zastanawiał się.

– Panie redaktorze, pytanie jak to jest możliwe, że w ogóle coś takiego było możliwe – odparł polityk.

– Wczoraj, kiedy wymieniałem różnego rodzaju afery dotyczące PO, pani marszałek Kidawa-Błońska opuściła salę. Powiem szczerze, że tego nie rozumiem, bo kreuje się na taką niezwykle elegancką osobę, a tutaj w momencie, kiedy dyskutujemy merytorycznie o tym, co działo się za ich czasów i co jest za naszych czasów, to ona wstaje i opuszcza salę. Może dlatego, że nie chce słuchać o tych aferach – stwierdził.

Wiceminister sprawiedliwości przypomniał również aferę, w którą zamieszani byli „najbliżsi współpracownicy Grzegorza Schetyny”.

– To podobno największa afera w historii funkcjonowania CBA? – wtrącił dziennikarz.

– Informatyczna, tak. Nagle się okazuje, że zarzuty zostają postawione wielu osobom, także najbliżsi współpracownicy Grzegorza Schetyny, który wówczas był ministrem spraw wewnętrznych, są zamieszani, a przynajmniej tak wstępnie prokuratura przyjmowała. Co robi Grzegorz Schetyna? Nic nie robi. A co dostaje w zamian? Awans, zostaje marszałkiem sejmu – powiedział Wójcik i dodał, że „takie były standardy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Co zabójca prezydenta Gdańska oglądał w zakładzie karnym? Głos zabiera Służba Więzienna

Służba Więzienna poinformowała, że Stefan W. – jak każdy osadzony w zakładzie karnym w Malborku – miał dostęp do wielu programów informacyjnych, a nie tylko do TVP Info jak sugerowali niektórzy. Wcześniej pojawiły się sugestie (mówił o tym m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich), że brak możliwości oglądania różnych przekazów medialnych to kwestia, którą być może należy w tej sprawie wyjaśnić.

Służba Więzienna zamieściła serię wpisów na Twitterze, w których wylicza, jakie programy mogą oglądać osadzeni w zakładzie karnym w Malborku. To właśnie tam sporą część swojej kary odsiadywał Stefan W., który śmiertelnie zranił nożem prezydenta Adamowicza. Stefan W., który został skazany za napady na banki, wyszedł na wolność 8 grudnia zeszłego roku. Nieco ponad miesiąc później, podczas finału WOŚP w Gdańsku dokonał swojego tragicznego w skutkach ataku.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w programie Onet Opinie mówił, że nadawane w ostatnich miesiącach przez publiczną telewizję programy o prezydencie Adamowiczu mogą być uznane za mowę nienawiści. – Nie podoba mi się tego typu przekaz. Obowiązkiem telewizji publicznej jest rzetelne informowanie o sprawach publicznych, a nie używanie jej do mechanizmów propagandy politycznej – stwierdził.

Bodnar nie wykluczał też, że Stefan W. będąc w więzieniu mógł mieć dostęp wyłącznie do telewizji naziemnej, w której jedynym kanałem informacyjnym jest TVP Info. – Jedną z kwestii, którą należałoby w tej sprawie wyjaśnić jest to, jakie mogą być konsekwencje braku dostępu do pluralizmu poglądów i czy mogło to mieć wpływ na zachowanie tego człowieka – dodał.

Temat podchwyciły inne redakcje i stąd wspomniane wyżej wpisy Służby Więziennej. Według zapewnień rzecznik SW, osadzeni w zakładzie karnym w Malborku mają dostęp m.in. do kanałów: TV Trwam, Superstacja, TVN24 i Polsat.

„Dla wyjaśnienia 2-ch poprzednich twettów. SW w żaden sposób nie ogranicza skazanym dostępu do informacji i nie wskazuje jakie programy mają oglądać w telewizji, jak sugerują niektórzy dziennikarze” – czytamy na profilu Służby Więziennej.

– Telewizory są w celach i na świetlicy. To więźniowie decydują, co chcą oglądać. To oni mają dostęp do pilota i sami wybierają kanały – mówi Onetowi rzecznik Służby Więziennej ppłk Elżbieta Krakowska.
Źródło info i foto: onet.pl

Śledztwo ws. zabójstwa saudyjskiego dziennikarza oczyści z podejrzeń następcę tronu

Saudyjski książę, miliarder i biznesmen Al-Walid ibn Talal powiedział w wyemitowanym w niedzielę programie amerykańskiej stacji Fox News, że śledztwo w sprawie śmierci dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego oczyści z podejrzeń następcę saudyjskiego tronu.

W programie „Sunday Morning Futures” zaapelował do władz Arabii Saudyjskiej o jak najszybsze upublicznienie wyników dochodzenia. Wyraził opinię, że śledztwo wykaże, iż następca saudyjskiego tronu i de facto władca królestwa Muhammad ibn Salman nie był zamieszany w śmierć krytycznego wobec władz w Rijadzie dziennikarza.

– Dajmy śledczym czas na doprowadzenie dochodzenia do końca. Uważam, że książę Muhammad ibn Salman zostanie w 100 proc. oczyszczony i uniewinniony – podkreślił.

Współpracujący m.in. z dziennikiem „Washington Post” Chaszodżdżi zaginął 2 października po wejściu do saudyjskiego konsulatu w Stambule, do którego udał się, by załatwić formalności związane z planowanym ślubem.

Arabia Saudyjska przez długi czas zaprzeczała, że dziennikarz mógł zostać zabity, i dopiero po ponad dwóch tygodniach przyznała, że tak się stało, a później – że został on zabity umyślnie. Tureckie władze, które prowadzą śledztwo w sprawie zabójstwa, twierdzą, że Chaszodżdżi został „zgodnie z wcześniej przygotowanym planem” uduszony zaraz po wejściu do konsulatu.

W piątek prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział, że zabójstwo Chaszodżdżiego zostało zlecone „na najwyższych szczeblach” rządu Arabii Saudyjskiej. Ostrzegł, że za podobne działania na terytorium Turcji, która należy do NATO, grożą poważne konsekwencje.

W opublikowanym również w piątek liście otwartym ponad 100 artystów, dziennikarzy i innych osobistości – w tym Margaret Atwood, J.K. Rowling, Meryl Streep i Bob Woodward – zaapelowało do sekretarza generalnego ONZ Antonio Guterresa o niezależne śledztwo, które ustaliłoby okoliczności zabójstwa dziennikarza i doprowadziło do ukarania winnych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szwecja: Rośnie liczba gwałtów dokonywanych przez cudzoziemców

Popularny program szwedzkiej telewizji publicznej „Uppdrag granskning” zajął się sprawcami gwałtów. Większość, bo aż 58 proc., to sprawka cudzoziemców – informuje „Rzeczpospolita”. Dziennikarze programu „Uppdrag granskning” zajęli się 843 sprawcami, którzy zostali skazani przez sąd rejonowy za gwałt lub jego próbę przez ostatnie pięć lat. 58 proc. to osoby urodzone poza granicami Szwecji.

Kiedy przeanalizowano kategorię gwałtów, w których sprawca nie znał ofiary, to parametry okazują się jeszcze wyższe – ponad osiem z dziesięciu to cudzoziemcy. Wielu z nich przebywa w Szwecji niedługo, od roku lub krócej – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Z programu wynika, że ponad połowa sprawców nie pochodzi z Europy, a w przypadkach gwałtów z napaścią aż 97 z 129 sprawców to migranci spoza naszego kontynentu.

Opinia prof. Jerzego Sarneckiego

Jerzy Sarnecki, urodzony w Warszawie profesor kryminologii na Uniwersytecie Sztokholmskim, ostro skrytykował telewizyjny reportaż, choć sam w nim wystąpił. Powiedział telewizji publicznej, że program nie powinien być emitowany.

– Opiera się na starej teorii spiskowej, według której do Szwecji przybywają obcy mężczyźni i gwałcą Szwedki, i że establishment, elita poprawności politycznej, usiłuje to ukryć – stwierdził prof. Sarnecki, zarzucając dziennikarzom skoncentrowanie się na ograniczonym materiale, z którego nie powinno się wyciągać konkluzji. Jego zdaniem jedynie ok. 13 procent ofiar gwałtu zgłasza to policji i tylko 15 proc. ze zgłoszonych napaści kończy się wyrokiem.

Polecamy: Szwecja wprowadziła nowe prawo. Seks bez jednoznacznej zgody będzie traktowany jako gwałt
Rośnie liczba zgłaszanych gwałtów

Z programu telewidzowie dowiadują się, że mimo wcześniejszych zapewnień minister integracji Ylvy Johansson o malejącej liczbie gwałtów jest wręcz przeciwnie. Przez ostatnią dekadę liczba zgłoszonych na policję gwałtów wzrosła o 35 procent. W ubiegłym roku – o prawie 10 proc..

W badaniu Szwedzkiej Rady Zapobiegania Przestępstwom liczba kobiet, które przyznały, że zostały narażone na poważne seksualne przestępstwa w latach 2006–2016 wzrosła sześciokrotnie, do 190 tys. osób.

Co do interpretacji tej statystyki panują jednak – jak informują dziennikarze w programie – różne opinie: czy zależy to od zwiększonej skłonności meldowania krzywd na tle seksualnym, zmienionej legislacji czy też faktycznego stanu rzeczy.

Inaczej na telewizyjny reportaż, który dotyka tematu tabu w tym kraju zareagował lider Umiarkowanej Partii Koalicyjnej Ulf Kristersson. Stwierdził on, że za długo źle rozumiany niepokój „stał na drodze do prowadzenia uczciwej debaty o tym, jak można zmniejszyć przestępczość seksualną.”
Źródło info i foto: onet.pl

118 więźniów uciekło z pracy w ostatnich miesiącach

118 więźniów w ciągu pół roku – tylu skazanych uciekło z pracy w ostatnich miesiącach. To między innymi efekt programu resortu sprawiedliwości, który wysyła odsiadujących kary przestępców na dodatkowe zajęcia. Liczba „zrywających się z pracy” może podskoczyć. Część udało się złapać, część nie.

Skazani za lekkie przestępstwa pracują, podatnicy oszczędzają. Taki plan miał resort sprawiedliwości wprowadzając do życia program „Praca dla więźniów”. Statystyki zatrudnienia istotnie wzrosły. Ale odsiadujący wyroki mają czasami inny pomysł na spędzenie tego czasu. Po prostu uciekają z miejsca zatrudnienia. Część uda się złapać, część jest nadal poszukiwana.

„118 chłopa poszło w Polskę” – można zacytować klasyka z filmu Juliusza Machulskiego „Kiler”. Realia filmu są jednak bliskie rzeczywistości. Opublikował właśnie fragment odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Pytał SW, ile przestępstw na wolności popełnili skazani i ilu z nich nie wróciło z pracy do więzienia.

Dane w rozmowie z money.pl potwierdza mjr Elżbieta Krakowska, rzecznik prasowy Służby Więziennej.

Tłumaczy, że w ramach tzw. „oddaleń” są i tacy skazani, którzy zniknęli tylko na chwilę i tacy, którzy już do więzienia postanowili nie wracać. Ci drudzy są w tej chwili oczywiście poszukiwani. Ilu udało się złapać i doprowadzić siłą do aresztu? Takich danych już nie ma.

Money.pl skontaktował się z wiceministrem Patrykiem Jakim. To on odpowiada w resorcie sprawiedliwości za program zatrudniania więźniów.

– Gdy przychodziłem do Ministerstwa Sprawiedliwości, pracowało około 20 tys. więźniów. Dziś pracuje 36 tys. skazanych. Nigdy w historii III RP tylu więźniów nie pracowało. To oczywiście obniża koszt dla obywatela i poprawia resocjalizację. Z drugiej strony, skoro o tyle więcej osób pracuje, to liczba oddaleń też rośnie. Realnie jednak spada stosunek oddaleń do ogółu pracujących – odpowiedział money.pl wiceminister.
Źródło info i foto: Money.pl

Elżbieta Rafalska ostrzega beneficjentów programu „500 Plus” przed oszustami

Nie trzeba płacić za wniosek o przyznanie środków z programu „Rodzina 500 plus”, nie trzeba też płacić za jego wypełnienie – przestrzega przed oszustami minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. Od 1 sierpnia należy składać wnioski o przyznanie środków z programu „Rodzina 500 plus” na kolejny okres zasiłkowy. Od początku sierpnia można ubiegać się także o świadczenia rodzinne i świadczenia z funduszu alimentacyjnego.

Elżbieta Rafalska przestrzega, że propozycje m.in. odpłatnego wypełniania wniosków są próbą wyłudzenia i oszustwem. – Cała obsługa, wypełnianie wniosków, dostępność wniosków jest nieodpłatna. Pojawiały się próby wykorzystywania naiwności osób, którym zależy na świadczeniu, a które nie były pewne, czy dobrze wypełnią wniosek, czy mogą skorzystać z innej oferty – mówiła.

– Przestrzegamy, nie trzeba płacić za wniosek, nie trzeba płacić za jego wypełnienie. Nie korzystajmy z niepewnych źródeł – dodała Rafalska.

Zachęcała do skorzystania m.in ze specjalnych infolinii, które pomogą rozwiać wątpliwość ws. wniosków o 500 plus. – Wystarczy wejść na stronę internetową urzędu wojewódzkiego, na pewno wszystkie samorządy udostępniają własne numery telefoniczne, mają własne informacje na swoich urzędowych stronach. Wystarczy zainteresować się, skorzystać z informacji telefonicznej i internetowej, bądź osobiście znaleźć chwilę czasu i pójść i otrzymać wtedy najlepszą kompetentną informację – podkreśliła.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rosja udzieli azylu byłemu szefowi FBI, jeśli będzie prześladowany

Moskwa jest zainteresowana współpracą z Waszyngtonem – powiedział Władimir Putin w programie „Linia specjalna”. Jednocześnie podkreślił, że były szef FBI może liczyć na azyl w jego kraju. Prezydent Rosji odpowiadał dziś na pytania Rosjan w programie „Bezpośrednia linia z Władimirem Putinem”. Każdy mógł zadzwonić do studia i zapytać Putina o cokolwiek.

Jedno z pytań dotyczyło Jamesa Comey, byłego szefa FBI, który został zwolniony przez Donalda Trumpa w atmosferze skandalu. Prezydent USA swoją decyzję uzasadnił „koniecznością przywrócenia zaufania do FBI”. Zdaniem opozycji do dymisji doszło, z powodu domniemanych powiązań między otoczeniem Trumpa a przedstawicielami Kremla.

Wniosek o azyl

Putin oświadczył, że może zapewnić byłemu szefowi FBI azyl w Rosji.

„Jeśli Comey zacznie być prześladowany w USA, jesteśmy gotowi udzielić mu azylu” – powiedział.

„Nie uważamy Ameryki za wroga”

Putin przypomniał także historię pierwszej i drugiej wojny światowej, zaznaczając, że Rosja i Stany Zjednoczone jako sojusznicy walczyli wtedy przeciwko wspólnemu wrogowi.

„Nie uważamy Ameryki za wroga. Dostrzegamy rozwijającą się w Stanach Zjednoczonych rusofobię i oceniamy, że jest to rezultat zaostrzającej się wewnętrznej walki politycznej” – stwierdził.

Oświadczył także, że Rosja jest zainteresowana ociepleniem stosunków rosyjsko – amerykańskich, a Moskwie zależy na dobrej współpracy z Waszyngtonem.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dzielnicowy przechwycił 1700 porcji narkotyków

Dzielnicowy z powiatu lwóweckiego zatrzymał mężczyznę podejrzanego o posiadanie znacznej ilości narkotyków. Podjęte przez niego działania, to efekt bardzo dobrej współpracy ze społeczeństwem, która jest celem programu „Dzielnicowy bliżej nas”. U podejrzanego zabezpieczono marihuanę, z której można było uzyskać ponad 1700 porcji tego narkotyku. Zatrzymany mężczyzna odpowie teraz przed sądem.

Program „Dzielnicowi bliżej nas”, realizowany przez polską Policję, w znacznym stopniu zmienił formułę pracy dzielnicowego, zwiększając jego aktywność w terenie.

Dzielnicowy podczas obchodu w miejscowości Rębiszów zatrzymał 34-letniego mieszkańca powiatu lubańskiego, który posiadał przy sobie marihuanę. Policjant informację o podejrzanym mężczyźnie uzyskał od mieszkańców. Świadczy to m.in. o bardzo dobrej współpracy dzielnicowego z obywatelami.

Wspólnie z funkcjonariuszami z Posterunku Policji w Mirsku i funkcjonariuszami Izby Celnej ze specjalnie wyszkolonym psem, sprawdzono miejsce zamieszkania zatrzymanego. Tam ujawniono kolejną, znacznie większą ilość tego narkotyku. Łącznie zabezpieczono narkotyki, z których można uzyskać ponad 1700 porcji. Zatrzymany trafił już do policyjnego aresztu.

Jak widać współpraca dzielnicowych ze społeczeństwem przynosi wymierne korzyści. Dzięki takim narzędziom jak aplikacje „Moja komenda” oraz „Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa” zdecydowanie rośnie poczucie bezpieczeństwa obywateli.
Źródło info i foto: Policja.pl

21-letni Sebastian K. zabiera głos w sprawie wypadku. Odpowiedział na list od Beaty Szydło

21-letni Sebastian K. po raz pierwszy od dnia wypadku w Oświęcimiu zabrał głos w sprawie. Kierowca seicento, z którym zderzyła się wtedy rządowa limuzyna, w mailu do TVN24 odpowiedział m.in. na list od Beaty Szydło. Podejrzany o spowodowanie wypadku z udziałem szefowej rządu skontaktował się mailowo z reporterem programu „Czarno na białym” w TVN24. W pierwszych słowach dziękuje tym, którzy wpłacili pieniądze w zbiórce „na nowy samochód” dla niego.

„Dzieliliście się ze mną w geście solidarności i wsparcia, którego tak bardzo potrzebowałem, jak zresztą każdy, kto znajdzie się na pozycji podejrzanego” – czytamy.

Dalej Sebastian K. pisze, że „z nadzieją oczekuje” wyjaśnienia okoliczności wypadku. I ma nadzieję na to, że sprawa będzie wyjaśniana „jak każde inne zdarzenie”. I dodaje:

O tym byłem przecież listownie zapewniany przez Panią Premier. Mam nadzieję również, że wszystkie osoby, które w tym wypadku brały udział, powrócą do pełni zdrowia i sił umożliwiających im dalszą pracę lub służbę

Co było w liście od premier?

List od Beaty Szydło skierowany do Sebastiana K. opublikowano 15 lutego. „Oczekuję, że ta sprawa zostanie potraktowana jak każde inne takie zdarzenie” – pisała wówczas szefowa rządu. „Zdarzenie drogowe to zdarzenie, które zawsze jest splotem nieszczęśliwych okoliczności i nie da się go przewidzieć. Jednak ten wypadek, w którym my braliśmy udział, stał się niestety sprawą polityczną, stąd towarzyszący mu szum medialny” – dodała. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Jak doszło do wypadku Szydło?

Do wypadku z udziałem szefowej rządu doszło 10 lutego w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

Jak przebiega śledztwo?

14 lutego prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata. Sebastian K. nie przyznał się do winy. Śledczym przez długi czas nie udało się znaleźć postronnych, naocznych świadków zdarzenia. Dotarli do nich dopiero dziennikarze. Obrońca kierowcy seicento twierdzi jednak, że prokuratura nie powiadomiła go o przesłuchaniach kluczowych dla sprawy świadków.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

„Masa” ujawnia. Ludzie ze środowiska Wałęsy wzięli pieniądze za ułaskawienie „Słowika”

– Wałęsa podpisał ułaskawienie Andrzeja Z. ps. „Słowik”. I jako prezydent powinien wiedzieć, co podpisuje – powiedział Jarosław Sokołowski, „Masa”, który był gościem programu „Koniec Systemu”, w rozmowie z Dorota Kanią. Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”, który od środy jest dostępny w kioskach.

W programie Doroty Kani słynny świadek koronny „Masa”, czyli Jarosław Sokołowski ujawnia kulisy ułaskawienia gangstera o pseudonimie „Słowik”. Poniżej krótki fragment rozmowy, która ukaże się na łamach tygodnika „Gazeta Polska”

– Nigdy nie zapadł wyrok w związku z ułaskawieniem przez prezydenta Lecha Wałęsę Andrzeja Z. ps. Słowik. Pan był wówczas we władzach gangu pruszkowskiego – jak ta sprawa wyglądała naprawdę?

– Na początku lat 90. Słowik był poszukiwany listem gończym, ale wówczas policja zachowywała się tak, jakby go nie było. Czerwone światło zapaliło się nam dopiero wtedy, gdy u „Dziada”, czyli Henryka Niewiadomskiego (szefa gangu wołomińskiego, konkurencyjnego dla „Pruszkowa” – przyp. red.), policja zatrzymała „Słowika” i „Oczkę” (Marka M., przywódcę szczecińskiego półświatka – przyp. red.). Po trzech dniach wyszli z aresztu, bo „Słowik” podał inne dane niż te, które były w liście gończym. Ale już było zagrożenie, że w końcu pójdzie siedzieć. A to byłoby dla nas fatalne, bo wtedy był przecież znaczącym graczem w „Pruszkowie”. Najpierw zweryfikowaliśmy system gangsterski, żeby już więcej nie było takich wpadek, ale trzeba też coś było zrobić ze „Słowikiem”.

– Czyli co?
Ułaskawienie. Załatwił to przez Kancelarię Prezydenta Lecha Wałęsy pewien mecenas, którego nie chcę wspominać. Zostało to klepnięte, suma była „wyświetlona” od samego początku, przekazaliśmy pieniądze, a później było tak, jak zeznałem w prokuraturze: bawiliśmy się i wznosiliśmy toasty.

– W zeznaniach padają nazwiska m.in. Mieczysława Wachowskiego i Lecha Wałęsy. Mówił Pan też, że bywaliście w siedzibie prezydenta.
Wałęsa chodził po Belwederze, widział nas grających z ochroną w ping-ponga i niby na nas prychał. Ale to były żarty – mieliśmy tam układy i mieliśmy swoje wtyki. Nie wiem, czy ktoś Wałęsie podsunął to ułaskawienie, ale je podpisał. I jako prezydent powinien wiedzieć, co podpisuje.

– Jaka sumę zapłaciliście za ułaskawienie „Słowika” ?
Sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

W drugiej części programu „Koniec Systemu”, Dorota Kania rozmawia z dziennikarzem śledczym Rafałem Pasztelańskim, który od wielu lat zajmuje się mafią pruszkowską. Zdradza on m.in., że członkowie bandy kontaktowali się z Grzegorzem Ż., znanym z afery FOZZ, i chcieli, aby im się opłacał.
Żródło info i foto: niezalezna.pl