Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekła ws. Andrzeja S. Prokurator prawomocnie wydalony z zawodu za jazdę po alkoholu

Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego orzekła we wtorek o prawomocnym wydaleniu z zawodu prokuratora z Krasnegostawu Andrzeja S. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu w pracy, a następnie pijany prowadził samochód. Linię obrony prokuratora sąd uznał za „absurdalną”.

Chodzi o zdarzenia z lipca 2018 r., kiedy prokurator – znajdując się w stanie nietrzeźwości i bez powiadomienia przełożonego – opuścił miejsce pełnienia czynności służbowych, a następnie prowadził samochód, mając we krwi co najmniej 2,08 promila. Według osób, które zadzwoniły na numer alarmowy, mężczyzna potrącał pachołki drogowe oddzielające pasy jezdni i nie był w stanie utrzymać prostego toru jazdy.

W grudniu 2019 r. Izba Dyscyplinarna w I instancji uznała prokuratora winnego uchybienia godności urzędu i za oba czyny wymierzyła mu karę łączną wydalenia ze służby prokuratorskiej. We wtorek Izba Dyscyplinarna rozpatrywała odwołanie od tego orzeczenia.

Tłumacząc swoje zachowanie, Andrzej S. wskazywał m.in. na problemy rodzinne. Argumentował też, że alkohol spożył dopiero w samochodzie, zatrzymując się na poboczu głównej drogi po to, by ktoś mógł go stamtąd odebrać. Prokurator powołał się ponadto na uchwałę trzech połączonych izb Sądu Najwyższego, sugerując, że w sprawie tej orzeka nieuprawniony skład.

Uchwała z 23 styczna jest zasadą prawną i wiąże wszystkie izby Sadu Najwyższego (…), to, że Trybunał Konstytucyjny bardzo krytycznie się o niej wyraził nie oznacza, że ona znikła z obiegu prawnego, ona dalej istnieje – mówił we wtorek S.

Sąd uznał tę argumentację za chybioną i oddalił odwołanie. Odnosząc się do zarzutów pod kierunkiem Izby Dyscyplinarnej, sędzia sprawozdawca Konrad Wytrykowski podkreślił m.in., że sprawa „powinna być zamknięta” po wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Sąd Najwyższy stoi na stanowisku, że ani uchwała połączonych izb, ani tym bardziej wyrok SN z 5 grudnia 2019 r. nie mogą mieć mocy wiążącej dla składu Sądu Najwyższego – mówił.

Przechodząc do kwestii zarzucanych obwinionemu czynów, sędzia podkreślił, że w I instancji wzięto pod uwagę wszystkie dowody, zeznania wielu świadków, uwzględniono także zapisy nagrań oraz różnego rodzaju dokumentację.

Sędzia Wytrykowski przyznał, że kwestią sporną był czas spożycia alkoholu. Ale na żadnym etapie postępowania nie było kwestionowane, że pan Andrzej S. prowadził samochód, że wcześniej opuścił miejsce pracy, nie stawiając się na wokandach, do których był wyznaczony, i też pan nie kwestionuje tego, że w momencie, kiedy przyjechała policja, siedział pan w zaparkowanym pojeździe już w stanie wysokiej nietrzeźwości – wymieniał.

Jak ocenił, linia obrony, z której wynika, że zachowanie prokuratora za kółkiem było powodowane złym samopoczuciem i problemami zdrowotnymi „nie wytrzymuje konfrontacji z logicznym myśleniem”. Sąd dopuszcza taką sytuację, że kierowca w czasie jazdy źle się czuje i – nie radząc sobie – zjeżdża gdzieś na bok, zatrzymuje pojazd, ale już zupełnie niewiarygodne jest, żeby lekarstwem na takie samopoczucie było wypicie niemalże duszkiem półlitrowej butelki wódki – mówił.

Sąd podkreślił przy tym, że Andrzej S. jest wysoko wykwalifikowanym prawnikiem z dużym stażem pracy i musiał „doskonale zdawać sobie sprawę z tego, jaki jest odbiór pijanej osoby w samochodzie”.

Sędzia Wytrykowski zaznaczył ponadto, że jako prokurator w swojej karierze S. musiał czasami spotykać się z absurdalną linią obrony oskarżonych. Z ubolewaniem należy stwierdzić, że ta linia obrony, którą tutaj zaprezentował pan S., należy właśnie do takiej kategorii – ocenił.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Irakijczycy zatrzymani przez ABW. Przekazywali pieniądze Państwu Islamskiemu

Zarzut finansowania organizacji terrorystycznej usłyszeli dwaj Irakijczycy zatrzymani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Za powiązania z Państwem Islamskim decyzją sądu trafili do aresztu. Dwaj obywatele Iraku zostali zatrzymani na polecenie prokuratora z wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. Postawiono im zarzuty przekazywania środków Państwu Islamskiemu (ISIS).

Irakijczycy od dłuższego czasu mieszkali w Polsce, a swoją działalność prowadzili na Dolnym Śląsku, głównie we Wrocławiu. Dużo podróżowali też po Europie.

Akcję zatrzymania dwóch Irakijczyków funkcjonariusze ABW przeprowadzili w Warszawie. Śledczy od pewnego czasu przyglądali się podejrzanym. Jak ustalił nasz dziennikarz Krzysztof Zasada, podstawą zatrzymania był przelew, którego cudzoziemcy dokonali na konto zidentyfikowane jako jeden z rachunków Państwa Islamskiego.

Według naszych informacji, mężczyźni – poza popieraniem ISIS – nie stanowili zagrożenia. Nie ma sygnałów, że przygotowywali zamachy lub werbowali ludzi.

Kontakty Irakijczyków w Polsce i za granicą są teraz dokładnie weryfikowane.

Irakijczykom grozi teraz 12 lat więzienia. Sąd zdecydował także o zastosowaniu wobec nich tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zakopane: Policjant śmiertelnie postrzelić mężczyznę. Jest śledztwo prokuratury

Zakopiańska prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmiertelnego postrzelenia przez policjanta mężczyzny podejrzewanego o kradzieże paliwa. Do strzelaniny doszło w sobotę przed północą w Kościelisku – Kirach koło Zakopanego.

„W miejscowości Kościelisko-Kiry prowadzone były wczoraj po godz. 22 działania przez policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Zakopanem w związku ze zgłaszanymi tam wcześniej kradzieżami. Podczas tych działań padł strzał ze strony policjanta w kierunku jednego ze sprawców kradzieży. Niestety mężczyzna został ranny i zmarł pomimo udzielenia pierwszej pomocy przez funkcjonariuszy i reanimacji prowadzonej przez załogę pogotowia ratunkowego” – wyjaśnił w komunikacie przesłanym w niedzielę 28 czerwca rzecznik prasowy małopolskiej policji Sebastian Gleń.

Mężczyzna miał kilkakrotnie kraść paliwo z maszyn budowlanych zlokalizowanych właśnie w rejonie Kir w Kościelisku. Na miejsce przyjechał prokurator, który prowadzi dalsze czynności. Ciało zastrzelonego zostało zabezpieczone do przeprowadzenia sekcji. Szczegółowe okoliczności tego zdarzenia ma wyjaśnić prokuratorskie śledztwo.
Źródło info i foto: interia.pl

Tragiczny wypadek autobusu w Warszawie. Tymczasowy areszt dla kierowcy. Był pod wpływem amfetaminy

Jest tymczasowy areszt na trzy miesiące dla kierowcy, który w czwartek pod wpływem amfetaminy doprowadził do katastrofy komunikacyjnej – poinformowała w sobotę po południu PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mirosława Chyr. O areszcie dla mężczyzny zdecydował sąd na podstawie trzech przesłanek, na które wskazywał prokurator, czyli obawy ucieczki, obawy matactwa poprzez bezprawne wpływanie na gromadzony materiał dowodowy oraz obawy wymierzenia surowej kary.

Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Przyznał się do tego, że zażył amfetaminę zanim rozpoczął zmianę, zanim wsiadł do autobusu. Będziemy to weryfikować – powiedziała PAP Mirosława Chyr.

Dodała, że prokuratura będzie weryfikować wszystkie okoliczności wypadku na podstawie m.in zeznań świadków i zapisu z rejestratorów w autobusie. Czekamy aż kierowca zostanie osadzony w areszcie w warunkach oddziału szpitalnego – zaznaczyła Chyr.

Wcześniej rzeczniczka informowała PAP, że Tomasz U., będąc pod wpływem narkotyków, nie zachował bezpiecznej prędkości dostosowanej do warunków jazdy.

Wskutek tego nie udało mu się wyhamować autobusu, co doprowadziło do uderzenia pojazdu w barierę energochłonną na krawędzi drogi. Doszło do przerwania bariery, osunięcia się autobusu z wiaduktu na znajdującą się poniżej ścieżkę rowerową i rozpadu pojazdu na dwie części – podała.

Dodała też, że podczas piątkowych czynności z udziałem prokuratura „wyjaśnił jedynie, że >urwał mu się film< i niewiele pamięta z tego, co się działo. Pamięta jedynie tyle, że pomagał wyprowadzić jedną z pasażerek autobusu" – wyjaśniła Chyr.

Zaznaczyła, że podejrzany początkowo odmówił udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy przyznaje się do popełnienia zarzucanego mu czynu.

Wyjaśnił, że niewiele pamięta ze zdarzenia – poinformowała Chyr. Za to przestępstwo grozi mu do 15 lat więzienia.

W kabinie pojazdu, który prowadził Tomasz U. znaleziono torebkę z zawartością amfetaminy w ilości 0,54 g.

Ustalono, że amfetamina należała do podejrzanego, w związku z czym prokurator przedstawił mu również zarzut posiadania substancji psychoaktywnej. Do dalszych badań zabezpieczono plecak należący do kierującego, w którym ujawniono plastikową płytkę z nalotem białej substancji, jak wynika z opinii biegłych – amfetaminy – podała Chyr.

Z danych zgromadzonych w trakcie śledztwa wynika, że Tomasz U. od listopada 2014 r. do marca 2018 r. był 13-krotnie karany za wykroczenia w ruchu drogowym, w tym za przekroczenie prędkości, niestosowanie się do znaków i sygnałów drogowych.

Podejrzany uprawnienia do kierowania autobusem uzyskał w kwietniu 2019 r., a już w maju 2019, bez żadnego doświadczenia w prowadzeniu autobusu, został zatrudniony jako kierowca autobusu miejskiego – przekazywała w sobotę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zaznaczyła również, że szczegółowego wyjaśnienia wymaga wątek zatrudnienia Tomasza U. jako kierowcy autobusu w Zarządzie Transportu Miejskiego Miasta Stołecznego Warszawy oraz okoliczności jego wyjazdu w dniu katastrofy autobusem z bazy.

Prokuratorzy będą ustalać, jak wyglądają procedury badania kierowców na zawartość środków odurzających przed wyjazdem na miasto, czy kierowcy są badani – a jeśli tak, to jak często i w oparciu o jakie kryteria – informowała Chyr.

W tym celu prokurator zabezpieczył dokumentację kierowcy znajdującą się w Zarządzie Transportu Miejskiego i od przewoźnika, który zatrudnił kierowcę.

Wystąpił także do Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy o przekazanie dokumentacji dotyczącej bezpieczeństwa przy świadczeniu usług komunikacji miejskiej na terenie Warszawy oraz weryfikacji kompetencji i doświadczenia osób kierujących środkami komunikacji – podkreśliła Chyr.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci prowadzą śledztwo ws. oszustów, którzy miał węglowy gorszej jakości

Policjanci Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą KWP w Bydgoszczy prowadzą śledztwo nadzorowane przez Prokuraturę Okręgową w Poznaniu dotyczące oszustwa na szkodę Jednostki Wojskowej w Grudziądzu. Sprawa dotyczy dostaw miału węglowego w latach 2013-2014 oraz tzw. zmowy przetargowej.

Jak wynika z materiału dowodowego zgromadzonego przez śledczych oszuści wprowadzili w błąd przedstawicieli jednostki poprzez dostarczenie sfałszowanej dokumentację dot. certyfikatów jakości węgla, co do ilości oraz parametrów jakościowych faktycznie dostarczonego miału węglowego. W wyniku tego oszustwa powstały straty w wysokości ponad 700 tys. złotych.

Ci sami sprawcy usiłowali także dokonać oszustwa na szkodę tej samej jednostki z Grudziądza, w dokładnie ten sam sposób, ale w tym przypadku straty mogły wynieść ponad 600 tys. złotych.

Oszustwo polegało także na fikcyjnych zapisach w dokumentach odnośnie przyjęcia do magazynu jednostki w Grudziądzu miału węglowego, którego faktycznie nie dostarczono. To z kolei spowodowało straty w wysokości ponad 100 tys. złotych.

Mechanizm przestępczego procederu wymagał porozumienia przedstawicieli Jednostki z Grudziądza z przedstawicielem oferenta w tym przetargu dotyczącym dostawy 4000 ton miału węglowego, To działanie dotyczy zarzutu zakłócania przetargu publicznego.

W sprawie zarzuty usłyszało łącznie 6 podejrzanych, których policjanci zatrzymywali w dniach 17-18.06.2020r. Sześciu mężczyzn, wśród których są także byli cywilny pracownicy jednostki, pochodzą z Grudziądza i pobliskich miejscowości.

Trzech podejrzanych trafiło do aresztu na 3 miesiące. W sprawie prokurator zastosował także poręczenia, dozory policji, zakazy opuszczania kraju, a także zakaz kontaktu pomiędzy podejrzanymi.

Na poczet przyszłych kar u podejrzanych zabezpieczono także mienie tj. pieniądze oraz samochody o łącznej wartości ok. 460 tys. złotych, a także zabezpieczenia nieruchomości należących do podejrzanych.

W sprawach dotyczących przestępczości gospodarczej, pozbawianie przestępców majątku, który nabyli dzięki nielegalnym interesom to bardzo ważna część pracy policjantów i prokuratorów.

Za oszustwo grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Wielkopolska: Ciało kobiety znalezione w zbiorniku wodnym

Makabryczne odkrycie w Gościeszynie (pow. wolsztyński) w Wielkopolsce. Na terenie jednej z prywatnych firm znaleziono zwłoki kobiety, która utonęła w zbiorniku wodnym. Co tam się wydarzyło? O makabrycznym odkryciu donosi portal wlkp112.pl. We wtorek (23 czerwca) na terenie jednej z firm, która zajmuje teren po byłym zakładzie PGR w Gościeszynie znaleziono zwłoki. Kobieta utonęła w znajdującym się tam zbiorniku wodnym.

Na miejscu zdarzenia pracowały dwa zastępy straży pożarnej, policja i prokurator. Na ten moment nie są znane okoliczności zdarzenia.
Źródło info i foto: se.pl

Krzysztof I. wyszedł z więzienia i zabił swoją partnerkę

Krzysztof I. (35 l.) z Łodzi niczego się nie nauczył! Ledwo opuścił mury więzienia za pobicie swojej ukochanej Joanny (†38 l.). Wystarczyły dwa miesiące po wyjściu zza krat, by znów ją pobił. Tym razem tak dotkliwie, że zadane ciosy okazały się śmiertelne.

Prokuratura zarzuca mężczyźnie pobicie ze skutkiem śmiertelnym. – Uderzając pięściami i kopiąc obutymi stopami spowodował ciężki uszczerbek na zdrowiu pokrzywdzonej w postaci rozlanego zapalenia otrzewnej, stłuczenia i rozerwania jelita cienkiego, co stanowiło chorobę realnie zagrażającą życiu, której następstwem była śmierć pokrzywdzonej – mówiła prokurator Kamila Faliszewska podczas odczytywania aktu oskarżenia.

Do tragedii doszło 20 czerwca 2019 r. Zmaltretowana kobieta uciekła z mieszkania, które dzieliła z Krzysztofem I. i jego ciotką w kamienicy przy Limanowskiego. Obrażenia były tak duże, że po czterech dniach kobieta zmarła w szpitalu.

Jej oprawca w sądzie nie przyznał się do winy i podkreślał, że tego dnia przez większość czasu nie było go w mieszkaniu. – Powiedziałem jej: kochanie, będę wieczorem. I wychodząc klepnąłem ją w pośladek – podkreślał przed sądem.

Podczas procesu mówił też o wypadku, który jego kobieta miała mieć w domu. – Dwa tygodnie wcześniej Joanna wpadła na miskę i rozwaliła ją w drobny mak. Przez tą sytuację cały czas leżała w łóżku. Nie chciała ze mną uprawiać seksu. Mówiła, że bolał ją brzuch. Kilka dni wcześniej ktoś ją napadł w przejściu podziemnym, ale nie zgłosiła tego policji – twierdził w sądzie oskarżony.

Według relacji Krzysztofa, w dniu pobicia, kiedy nie było go w domu, Joanna spakowała część rzeczy, wzięła taksówkę i wyniosła się z domu. To miało go zszokować i próbował do niej zadzwonić, by wyjaśnić co się stało. Kobieta nie odebrała już jednak od niego telefonu.

Recydywiście grozi teraz nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Niemiecki prokurator ma dowody na to, że Madeleine McCann nie żyje

Niemiecki prokurator Hans Christian Wolters w liście do rodziców zaginionej w 2007 roku w Portugalii Madeleine McCann stwierdził, że dysponuje „konkretnymi dowodami” na to, że ich córka nie żyje. Portugalska policja przeszuka studnie, które znajdują się w pobliżu domu, w którym mieszkał mężczyzna podejrzewany o porwanie i zabójstwo dziewczynki.

W liście do Kate i Gerry’ego McCannów niemiecki prokurator Hans Christian Wolters stwierdził, że nie ma wątpliwości, że ich córka – Madeleine – nie żyje, ale nie wskazał, na jakiej podstawie doszedł do takiego przekonania. Prokurator wyjaśnił, że ujawnienie dowodów naraziłoby na niebezpieczeństwo prowadzone przez niego dochodzenie przeciwko Christianowi B. podejrzewanemu o porwanie i zabójstwo dziewczynki.

Wysoko postawione źródło w portugalskiej policji poinformowało BBC, że służby śledcze tego kraju zamierzają współpracować z niemiecką policją w dochodzeniu w sprawie zaginięcia Madeleine McCann w Portugalii w 2007 roku. Informator ten – który widział niemieckie dowody przeciwko podejrzanemu Christianowi B. – ocenił je jako „bardzo ważne” i „znaczące”.

W poniedziałek brytyjska telewizja Sky News poinformowała, że portugalska policja przygotowuje się do przeszukania studni znajdujących się niedaleko domu, w którym mieszkał Christian B. w czasie, w którym zaginęła dziewczynka.

Madeleine McCann miała prawie cztery lata, kiedy zniknęła z mieszkania w Praia da Luz w Portugalii w maju 2007 roku, gdzie jej rodzina spędzała wakacje. Była tam z młodszym rodzeństwem, podczas gdy ich rodzice byli w pobliżu na kolacji z przyjaciółmi.

Niemiecka policja poinformowała na początku czerwca tego roku, że wskazała w sprawie nowego podejrzanego, Christiana B., i prowadzi dochodzenie pod kątem popełnienia morderstwa. – Według wszystkich informacji, które dostaliśmy, Madeleine McCann nie żyje – mówił niemiecki prokurator Hans Christian Wolters.

Z krytyką pod adresem śledztwa prowadzonego w Portugalii, ocenionego jako „bardzo powolne”, mieli nieoficjalnie występować śledczy z Niemiec. Podobną opinię wyrażały w rozmowie z BBC osoby, które znały podejrzanego podczas jego pobytu w Portugalii. Ludzie ci opowiadali, że policja zaczęła zadawać pytania o Christiana B. dopiero w ciągu ostatniego roku lub dwóch.

Przedstawiciel portugalskiej policji w rozmowie z BBC odrzucił krytykę. Inny anonimowy informator zbliżony do dochodzenia, zapytany, czy policja portugalska badała wątki związane z Christianem B. i dotarła do jego wcześniejszych wyroków skazujących za przestępstwa seksualne z udziałem dzieci, zaapelował, aby nie oceniać przeszłości z perspektywy czasu i przekonywał, że systemy policyjne od tego czasu się zmieniły.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gotowy akt oskarżenia przeciwko Markowi S. Sprawa dotyczy podżegania do zabójstwa swojej żony

Foto: Mateusz Jagielski/East News Warszawa, 11.02.2019. Austriacki biznesmen Gerald Birgfellner przybyl do warszawskiej prokuratury okregowej na przesluchanie ws. spolki Srebrna.

Do sądu trafił akt oskarżenia skierowany przeciwko Markowi S., który miał podżegać do zabójstwa swojej żony Izabelli S. Grozi mu dożywocie. 

Mirosława Chyr, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformowała, że do sądu wpłynął akt oskarżenia przeciwko Markowi S. Zarzuca mu się, że w okresie od kwietnia 2018 roku do lipca 2019 roku podżegał Krzysztofa M. do zabójstwa żony. „Motywacja oskarżonego wynikała z niechęci do usposobienia żony” – poinformowała Chyr.

Marek S. oskarżony za podżeganie do zabójstwa swojej żony

Rzeczniczka prasowa dodała, że prokurator oskarżył także o ułatwienie popełnienia zabójstwa Izabelli S. Rafała D.

„Oskarżony Rafał D. skontaktował zleceniodawcę Marka S. z Krzysztofem M., udzielał Krzysztofowi M. wskazówek i informacji, co do sposobu dokonania zabójstwa, dostarczał mu pieniądze w kwocie 7500 zł na zakup przedmiotów potrzebnych do realizacji zamierzonej zbrodni” – podała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Są dowody na to, że Madeleine McCann nie żyje?

Niemiecki prokurator ma dowody, że Madeleine McCann, zaginiona przed 13 laty brytyjska dziewczynka, nie żyje, i zaapelował do brytyjskich turystów o pomoc w ustaleniu byłych miejsc zamieszkania podejrzanego – poinformowała stacja Sky News.

Hans Christian Wolters powiedział, że policja potrzebuje więcej informacji na temat tego, gdzie w przeszłości mieszkał nowy podejrzany – Christian B. – aby policja mogła tam poszukać ciała Madeleine. Przyznał on, że nie ma wystarczająco „twardych dowodów”, aby podejrzany mógł zostać postawiony przed sądem.

Wolters uważa, że są inne brytyjskie ofiary ataków seksualnych, i zaapelował do nich, aby skontaktowały się z policją.

Prokurator: Madeleine nie żyje

– Według wszystkich informacji, które dostaliśmy, dziewczynka nie żyje. Nie mamy żadnych wskazówek, by było inaczej. Mamy rzeczy, o których nie możemy powiedzieć, wskazujące, że Madeleine nie żyje, nawet jeśli muszę przyznać, że nie mamy ciała – powiedział Wolters w poniedziałek wieczorem stacji Sky News.

– Spodziewamy się, że ona nie żyje, ale nie mamy wystarczających dowodów, żeby oskarżyć w Niemczech podejrzanego o zabójstwo Madeleine McCann. Dlatego potrzebujemy więcej informacji od ludzi, szczególnie z miejsc, w których podejrzany mieszkał, żeby móc namierzyć te miejsca i szukać tam Madeleine – mówił.

Madeleine miała prawie cztery lata, kiedy zniknęła z mieszkania w Praia da Luz w Portugalii w maju 2007 r., gdzie jej rodzina spędzała wakacje. Była tam z młodszym rodzeństwem, podczas gdy ich rodzice byli w pobliżu na kolacji z przyjaciółmi.

„Potrzebujemy pomocy od brytyjskich turystów”

Wolters powiedział, że jego śledztwo obejmuje teraz cały czas, kiedy podejrzany mieszkał w Algarve, od 1995 do 2007 roku. – Potrzebujemy pomocy od ludzi, od brytyjskich turystów, którzy mogli być w latach 1995-2007 w Praia da Luz. Tylko dzięki tym rozmowom możemy rozwiązać sprawę Madeleine McCann – zaapelował.

Uważa on również, że przez te lata mogły być inne ofiary ataków na tle seksualnym, które nie zgłosiły ich policji. Prokurator powiedział, że on i niemiecka policja otrzymali setki telefonów oferujących informacje o podejrzanym i o dwóch pojazdach, z których prawdopodobnie korzystał.

– Sprawdzamy te informacje i mamy nadzieję, że są wśród nich takie, które mogą nam pomóc zrobić duży krok w kierunku rozwiązania tej sprawy. Zasadniczo potrzebujemy każdej informacji o tym okresie – gdzie mieszkał, gdzie pracował, do których miejsc był szczególny przywiązany, którzy ludzie byli jego przyjaciółmi i kogo znał – wyjaśnił.
Źródło info i foto: polsatnews.pl