Posts Tagged “prokuratorów”

Podpalali i okradali. Próbowali sterroryzować policjantów i prokuratorów. Nie udało im się. Policjanci z pilskiej komendy zatrzymali trzech mieszkańców Piły. Dwóch jest podejrzanych o podpalenie samochodów, bramy garażowej przy domu rodzinnym i mieszkania policjanta. Planowali także podpalenie domu jednego z prokuratorów. Grozi im kara do 10 lat więzienia.

To się wydaje niewiarygodne, że trzech mieszkańców Piły tak długo siało postrach wśród współmieszkańców, zanim doszło do aresztowania. W nocy z 11 na 12 września ubiegłego roku doszło do podpalenia samochodów znajdujących się w garażach bloku na Osiedlu Górnym w Pile.Ogień błyskawicznie rozprzestrzenił się wśród zaparkowanych pojazdów, zniszczonych zostało kilkanaście samochodów. Spaliły się także motocykl i rowery. Mieszkańcy stracili na tym blisko 2 mln złotych.

Tej nocy na terenie Piły nieznani sprawcy podpalili również bramę garażową w domu jednorodzinnym w centrum miasta. Oba podpalenia okazały się ze sobą powiązane.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego i Dochodzeniowo-Śledczego z pilskiej komendy przez rok prowadzili śledztwo w tej sprawie. W końcu wytypowali sprawców i dokonali zatrzymania. Jeden z nich przyznał się, że wspólnie ze swoim kolegą podpalił samochody zaparkowane w garażach oraz bramę garażową przy domu jednorodzinnym. Okazało się, że pod koniec sierpnia 2017 r. mężczyźni podpalili też drzwi wejściowe do mieszkania policjanta. Chcieli się zemścić na nim, ponieważ funkcjonariusz zatrzymał prawo jazdy ich koledze. Mściwy kierowca bez prawa jazdy rzekomo podżegał swoich dwóch kolegów do popełniania przestępstw. Śledczy ustalili, że mężczyźni przygotowywali się także do podpalenia domu należącego do jednego z pilskich prokuratorów.

Ponadto, mężczyźni włamali się także do domu jednorodzinnego, hurtowni i na teren budowy, skąd zabrali różnego rodzaju elektronarzędzia, sprzęt budowlany oraz akcesoria komputerowe. Straty wyniosły blisko 100 tys. złotych. Policjanci odzyskali część skradzionego mienia.

Zatrzymani, to mieszkańcy Piły w wieku 37,44 i 46 lat. Za popełnione czyny grozi im kara do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura Rejonowa w Mrągowie prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa kobiety, której ciało znaleziono dzisiaj w mieszkaniu na Osiedlu Mazurskim. Policja poszukuje sprawcy. Ciało 50-letniej kobiety znaleziono dzisiaj w jednym z mieszkań na Osiedlu Mazurskim w Mrągowie. Na ciele stwierdzono rany postrzałowe klatki piersiowej.

- Aktualnie trwają oględziny miejsca zdarzenia. Na miejscu pracuje dwóch prokuratorów oraz funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Mrągowie oraz Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie – informuje Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie.

Prokuratura nie wyklucza, że do zabójstwa mogło dojść niekoniecznie dziś. Prawdopodobnym sprawcą jest były partner życiowy kobiety, który jest obecnie poszukiwany przez policję.

- Trwają czynności mające na celu ustalenie czasu zdarzenia i szczegółowych okoliczności. Jest za wcześnie, żeby powiedzieć coś więcej – dodaje Stodolny.
Źródło info i foto: mragowo.wm.pl

Comments Brak komentarzy »

Na północy Niemiec policja rozbiła bandę podejrzaną o handel żywym towarem. Zarzuca im się werbowanie do Niemiec Polaków bez środków do życia i zmuszanie ich potem do popełniania przestępstw. Dochodzenie w tej sprawie trwało kilka miesięcy. Do obławy na bandę doszło dziś rano. Policja przeszukała 13 domów, mieszkań i altan w miejscowościach położonych w Szlezwiku-Holsztynie i Dolnej Saksonii. Funkcjonariusze aresztowali pięć osób i tymczasowo zatrzymali inną piątkę. W akcji uczestniczyło 350 policjantów i kilku prokuratorów – podała rozgłośnia NDR.

Jak poinformowała prokuratura w Itzehoe zatrzymanym zarzuca się kradzieże, oszustwa i włamania. Rzecznik prokuratury podał, że podejrzani grozili Polakom, zmuszając ich do przyjazdu do Niemiec. Niektórzy z werbowanych przyjechali dobrowolnie, bo złożono im obietnice – czytamy na portalu NDR. Potem mieli dokonywać włamań i kradzieży w Szlezwiku-Holsztynie, Hamburgu i Dolnej Saksonii.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Dwóch mężczyzn nie żyje, kilku jest rannych – to najnowszy, tragiczny bilans bójki, która miała miejsce w noc przed Wigilią w Jordanowie w pobliżu Inowrocławia w Kujawsko-Pomorskiem. Jak dowiedział się reporter RMF FM Kuba Kaługa, 8 osób usłyszało już w tej sprawie zarzuty.

Od prokuratorów wyjaśniających tę sprawę nasz dziennikarz usłyszał, że na polu w miejscowości w gminie Złotniki Kujawskie doszło do brutalnego starcia między dwiema zwaśnionymi grupami. Brało w nim udział co najmniej kilkanaście osób w wieku do 30 lat.

Ciało 29-latka znaleziono w wigilijny poranek. Mężczyzna zmarł w wyniku licznych obrażeń.

Dzisiaj rano natomiast w sadzawce na terenie gminy znaleziono ciało kolejnego mężczyzny: prokuratorzy informują jedynie, że wyjaśniają, czy jego śmierć mogła mieć związek z bijatyką.

Nieoficjalnie Kuba Kaługa dowiedział się jednak, że mężczyzna brał udział w starciu – trzeba natomiast wyjaśnić, czy do wody ktoś go wrzucił, czy też np. sam wpadł do sadzawki, uciekając z miejsca bójki.

Nieoficjalnie: Chodziło o konflikt dwóch mężczyzn
Według nieoficjalnych ustaleń naszego reportera, w sprawie chodziło o konflikt między dwoma mężczyznami: mieli spotkać się, by wyjaśnić nieporozumienie, każdy z nich przyszedł ze znajomymi.

Nieoficjalnie dziennikarz RMF FM dowiedział się, że nie chodzi ani o starcia pseudokibiców, ani o walkę grup przestępczych o wpływy. Część uczestników burdy była jednak znana policji.

Z informacji Kuby Kaługi wynika, że jedna z grup przyszła na miejsce spotkania uzbrojona w sztachety, siekiery i kije bejsbolowe.

Policjanci nieoficjalnie przyznają, że gdyby obie grupy były uzbrojone, skutki starcia byłyby dużo tragiczniejsze.

Uczestnicy bójki pochodzą z różnych miejscowości, niektórzy mieli przyjechać w te okolice do swoich rodzin na święta. Zatrzymani usłyszeli zarzuty udziału w bójce ze skutkiem śmiertelnym. 3 osoby zostały już aresztowane, o losie kolejnych sąd będzie dopiero decydował.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

List od papieża Franciszka oraz nagranie wideo Marty Herdy czytającej książeczkę dla dzieci opublikowali w ostatnich dniach rodzice Polki skazanej na dożywocie. W ubiegłym tygodniu sąd odrzucił jej apelację od wydanego rok temu wyroku.

Marta Herda z Arklow została uznana winna zabicia kolegi z pracy Csaby Orsosa z Węgier w 2013 roku. Rozpędzonym samochodem wjechała do morza, w wyniku czego mężczyzna utonął. Według prokuratorów, kobieta zrobiła to specjalnie, mając świadomość, że Csaba nie potrafi pływać. Polka podtrzymuje, że jest niewinna.

W momencie wypadku wyłącznie jej okno (kierowcy) było otwarte. W wyniku śledztwa ustalono również, że nieszczęśliwie zakochany chłopak przez dwa lata prześladował i nachodził Herdę, która nigdy nie dała mu do zrozumienia, że może mieć szansę na związek.

W miniony czwartek zakończyła się rozprawa przed irlandzkim sądem apelacyjnym. Podtrzymał on wyrok sądu pierwszej instancji: dożywocia.

Marta Herda i jej rodzina są zdeterminowani i zamierzają odwoływać się od wyroku do Irlandzkiego Sądu Najwyższego, a jeśli to nie pomoże, to do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Jednocześnie rodzice 30-latki założyli dwujęzyczną stronę internetową pomocdlamarty.pl. Wczoraj opublikowali na niej list przesłany w imieniu papieża Franciszka do matki skazanej. Korespondencję przetłumaczył na język angielski dziennik “Irish independent”.

“Szanowna Pani, w imieniu Jego Świątobliwości Franciszka dziękuję za list z dnia 15 grudnia br., w którym pisze Pani z wielkim bólem o trudnej sytuacji swojej Córki, osadzonej w więzieniu. Pragnę powiadomić, że Ojciec Święty ogarnia Panią i Jej córkę Martę swoją modlitwą, polecając Was miłosierdziu Bożemu. Jego Świątobliwość zachęca Panią do ufnej modlitwy i ofiarowania swoich spraw Matce Najświętszej, która również była pod krzyżem. (…) Bóg, bogaty w miłosierdzie, niech umocni Panią i Jej Córkę i pomoże w rozwiązaniu tej trudnej sytuacji” – można przeczytać w liście datowanym na 28 grudnia 2016 roku.

Korespondencję podpisał Mons. Paolo Borgia, asesor Sekcji ds. Ogólnych w Sekretariacie Stanu.

Wczoraj na stronie zostało opublikowane również wideo, w którym Herda czyta po polsku bajkę. Post został zatytułowany: “Czy ta osoba mogłaby kogokolwiek zabić?”. Kobieta miała przygotować nagranie dla dzieci swojej siostry. Wideo zostało zarejestrowane na tle półki z książkami. Według “Irish Independent”, Polka pracuje w Dóchas Centre w więzieniu Mountjoy jako bibliotekarka.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Radomska policja przekazała miejscowej prokuraturze materiały dotyczące sobotnich zajść podczas manifestacji KOD-u w Radomiu – poinformowała Justyna Leszczyńska z Komendy Miejskiej Policji w Radomiu.

Jak zaznaczyła, gromadzone dotychczas materiały procesowe zostały przekazane do Prokuratury Rejonowej Radom Wschód w celu ich oceny prawnokarnej. – Zwykle w takiej sytuacji prokuratura zdecyduje, czy i komu oraz jakie zarzuty zostaną postawione – powiedziała Leszczyńska. Dodała, że policjanci wciąż analizują liczne nagrania przebiegu zdarzeń oraz ustalanie i przesłuchiwanie świadków. – Poczyniono już pierwsze ustalenia związane z identyfikacją uczestników zajść – dodała Leszczyńska.

Rzeczniczka poinformowała, że szef mazowieckiej policji polecił komendantowi miejskiemu w Radomiu przeanalizowanie sposobu zabezpieczenia zarówno przez policję, jak i przez organizatorów zgłoszonych na 24 czerwca zgromadzeń.

Przypomnijmy, w sobotę ok. godz. 14 grupa ubranych w koszulki Młodzieży Wszechpolskiej młodych ludzi pojawiła się na manifestacji KOD-u zorganizowanej z okazji rocznicy radomskiego Czerwca’76. Młodzi ludzie wykrzykiwali hasła, m.in. “Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!”.

Działacze i sympatycy Komitetu Obrony Demokracji starali się zagłuszać narodowców sygnałami z syren, brawami i gwizdami. W pewnym momencie doszło do bójki pomiędzy przedstawicielami obydwu stron. Przedstawiciele KOD-u informowali na portalach społecznościowych, że jeden z ich działaczy został zaatakowany przez przedstawicieli Młodzieży Wszechpolskiej. Ci z kolei twierdzili, że musieli bronić kolegi, zaatakowanego przez przedstawiciela KOD-u.

Młodzież Wszechpolska w wydanym w niedzielę komunikacie przekazała, że jej działacze udali się na miejsce organizowanej przez KOD pikiety, “aby wyrazić swoje krytyczne stanowisko” wobec prób wykorzystywania tragedii w Radomiu do własnych celów politycznych przez “organizację, w której szeregach nie brakuje ludzi poprzedniego systemu, w tym bandytów z SB oraz ZOMO”. MW twierdzi, że jeden z kontrmanifestantów był przetrzymywany przez działaczy KOD, więc “udzielili mu pomocy, w której wyniku doszło do szarpaniny i wymiany ciosów obu grup”.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

- Powinna powstać stała grupa prokuratorów, która będzie badała przypadki incydentów zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie – mówi w rozmowie z Onetem Paweł Kowal, były wiceszef MSZ. – Tym, którym zależy na popsuciu relacji polsko-ukraińskich trzeba wysłać jasny, polityczny sygnał, że to się nie uda – dodaje.

W nocy ostrzelana została siedziba polskiego konsulatu w Łucku, na północnym zachodzie Ukrainy. W tym czasie na terenie konsulatu była jedynie ochrona. W wyniku ataku nikt nie ucierpiał. “Jestem oburzony prowokacją przeciwko Konsulatowi Generalnemu Polski w Łucku. Jest to podłość dokonana przez tych, którzy są przeciwni naszej przyjaźni z RP. Robimy wszystko, by winni zostali ukarani” – napisał na Twitterze szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin.

- Na pewno ten, kto to zrobił chce, aby to wpłynęło na relacje polsko-ukraińskie. A w naszym interesie jest, żeby do tego nie doszło – komentuje w rozmowie z Onetem Paweł Kowal. – Pozytywnie oceniam reakcje władz ukraińskich na ten incydent. Są bardzo zdecydowane zarówno na poziomie politycznym, jak i praktycznym. To jest plus tej sytuacji – dodaje.

Były wiceszef MSZ zauważa jednak, że ten atak może wzmagać poczucie zagrożenia, zarówno wśród polskich dyplomatów, jaki innych Polaków pracujących na różnych stanowiskach na Ukrainie. – Gdyby ktoś się wcześniej zastanowił nad tym, to sam by doszedł do tego, że w kraju, w którym trwa wojna i broń jest łatwo dostępna, może dochodzić do bardzo niespodziewanych i brutalnych, jak na nasze standardy incydentów – podkreśla.

Na Ukrainie jest to już kolejny incydent w ostatnich miesiącach związany z Polską. W lutym nieznani sprawcy oblali czerwoną farbą konsulat Polski we Lwowie, a na jego parkanie pozostawiono napis “Nasza ziemia”.

Z kolei w styczniu doszło do zniszczenia pomnika Polaków pomordowanych w 1944 roku we wsi Huta Pieniacka przez oddziały ukraińskiej dywizji SS-Galizien. W marcu natomiast we Lwowie wymazano farbą pomnik zamordowanych przez hitlerowców w 1941 roku profesorów lwowskich oraz w taki sam sposób sprofanowano pomnik polskich ofiar zbrodni w miejscowości Podkamień w obwodzie lwowskim.

Dlatego Paweł Kowal twierdzi, że powinna zostać powołana stała grupa prokuratorów zajmujących się przypadkami takich incydentów, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. – To powinni być polscy i ukraińscy prokuratorzy, którzy wspólnie mieliby wgląd do wszystkich dokumentów i prowadziliby takie śledztwa. Tym, którym zależy na zepsuciu relacji polsko-ukraińskich, trzeba wysłać jasny, polityczny sygnał, że to się nie uda – podkreśla.

Kowal przyznaje, że wciąć jest wiele niejasności wokół tych incydentów, ale nie wyklucza, że mogą stać za tymi służby rosyjskie. – Analitycznie patrząc, wiele na to wskazuje. Ale z drugiej strony – jaka jest różnica, czy stoi za tym Kreml, czy inna organizacja, która ma na celu pogorszenie relacji polsko-ukraińskich? Dla mnie to jest ten sam problem. Po prostu nie można dopuścić do tego na poziomie politycznym, żeby ktoś używał prowokacji, obrażał uczucia religijne, albo posuwał się do działań terrorystycznych, a potem czuł się bezkarnie i uważał, że można tak robić – konkluduje.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledczy uważnie przyglądają się decyzjom prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz w związku z tzw. aferą reprywatyzacyjną – ustalił Onet. Według nieoficjalnych informacji prokuratorzy będą chcieli postawić jej zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych. O możliwości postawienia zarzutów Gronkiewicz-Waltz spekuluje się od kilku miesięcy, jednak do tej pory żadne kroki nie zostały podjęte.

Według źródeł Onetu prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie tzw. dzikiej reprywatyzacji postanowili najpierw zgromadzić materiał dowodowy przeciwko osobom bezpośrednio zaangażowanym w proces odzyskiwania nieruchomości w stolicy, w tym urzędnikom warszawskiego Biura Gospodarowania Nieruchomościami, które podlegało bezpośrednio Gronkiewicz-Waltz.

Stąd głośne zatrzymania przed tygodniem znanego warszawskiego mecenasa specjalizującego się w reprywatyzacji Roberta N. i byłego wicedyrektora Biura Gospodarowania Nieruchomościami w warszawskim ratuszu Jakuba R. To ten ostatni podejmował najważniejsze decyzje reprywatyzacyjne w stolicy.

CBA planuje kolejne zatrzymania

W poniedziałek funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego dokonali zatrzymania kolejnych trzech osób: Jerzego M. – radcę prawnego, który był koordynatorem samodzielnego wieloosobowego stanowiska pracy radców prawnych BGN, Mariusza P. – kierownika Działu Nieruchomości Dekretowych m.st. Warszawy w Wydziale Spraw Dekretowych i Związków Wyznaniowych Biura Gospodarki Nieruchomościami oraz Gertrudę J.-F. – naczelnika Wydziału Spraw Dekretowych i Związków Wyznaniowych BGN.

Według źródeł Onetu zbliżonych do śledztwa, prokuratorzy będą chcieli postawić Hannie Gronkiewicz-Waltz zarzut niedopełnienia obowiązków. Śledczy mieliby zarzucić prezydent stolicy m.in. brak odpowiedniego nadzoru nad procesem wydawania decyzji reprywatyzacyjnych przez urzędników stołecznego ratusza.

- Materiał dowodowy zgromadzony przeciwko urzędnikom warszawskiego ratusza, którzy bezpośrednio zaangażowani byli w proces reprywatyzacji w stolicy nie pozostawia wątpliwości, że nadzór nad tymi decyzjami był niewystarczający lub wręcz czysto teoretyczny – mówi Onetowi osoba znająca kulisy śledztwa.

Jak podkreśla to źródło, ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że nie jest możliwe, aby prezydent Warszawy nie miała żadnej wiedzy na temat decyzji podejmowanych w BGN, gdyż samo biuro było podporządkowane bezpośrednio pod prezydent Warszawy. Pytany, czy CBA zamierza przeprowadzić kolejne aresztowania, nasz rozmówca odpowiada, że kolejne zatrzymania to kwestia czasu. – Zarzuty dotyczą przede wszystkim przekroczenia uprawnień oraz, w niektórych przypadkach, działań o charakterze korupcyjnym – mówi nasze źródło.

Afera reprywatyzacyjna w stolicy

O tzw. dzikiej reprywatyzacji w Warszawie mówiło się od lat, na nieprawidłowości przy gospodarowaniu nieruchomościami zwracały uwagę ruchy lokatorskie i miejskie. Symbolem stała się sprawa zwrotu w 2012 r. działki w samym sercu Warszawy, obok Pałacu Kultury pod przedwojennym adresem Chmielna 70, o wartości szacowanej nawet na ok. 160 mln zł. W kwietniu 2016 r. “Gazeta Wyborcza” pisała, że działka nie powinna nigdy trafić w prywatne ręce, ponieważ zostało za nią przyznane odszkodowanie na podstawie międzynarodowej umowy.

Po ujawnieniu nieprawidłowości ws. reprywatyzacji odwołani zostali wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak, któremu podlegało Biuro Gospodarki Nieruchomościami oraz wiceprezydent Jacek Wojciechowicz, który zajmował się inwestycjami w mieście. Sprawami reprywatyzacji zajął się nowy wiceprezydent Witold Pahl. Na początku września ub. roku na polecenie ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry powołano łącznie trzy zespoły prokuratorskie do spraw warszawskiej reprywatyzacji: w prokuraturach regionalnych – wrocławskiej i warszawskiej oraz w Prokuraturze Krajowej.

W resorcie sprawiedliwości przygotowano projekt ustawy, na mocy której powołana ma zostać komisja weryfikacyjna ds. reprywatyzacji, nad którym pracuje już Sejm.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Komisja śledcza zdecydowała o złożeniu dwóch zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa przez prokuratorów prowadzących sprawę Amber Gold. Chodzi o prok. Barbarę Kijanko i prok. Hannę Borkowską – poinformowała w środę szefowa tej komisji Małgorzata Wassermann. W środę po południu odbyło się zamknięte posiedzenie komisji śledczej, podczas którego podsumowano pierwszy etap przesłuchań, głównie prokuratorów związanych ze sprawą Amber Gold.

Dwa zawiadomienia

- Na zamkniętym posiedzeniu komisji zapadły wnioski, które są do podjęcia szybko, z uwagi na okres przedawnienia – wskazała Wassermann podczas briefingu w Sejmie. – Komisja jednogłośnie podjęła uchwałę, iż składa dwa zawiadomienia o przestępstwie. Jedno jest to zawiadomienie w stosunku do postępowania i zachowania prokurator Barbary Kijanko – poinformowała. Jak tłumaczyła, zawiadomienie to będzie dotyczyło tego, jak było prowadzone przez nią postępowanie ws. Amber Gold w okresie grudzień 2009 r. – czerwiec 2012 r.

Kijanko była prokuratorem referentem prowadzącym sprawę Amber Gold w pierwszej fazie postępowania, po zawiadomieniu Komisji Nadzoru Finansowego pod koniec 2009 r. Miała być też pierwszym świadkiem przesłuchanym przez komisję śledczą. Przedstawiła jednak zaświadczenie lekarskie, z którego wynikało, że nie może się stawić na przesłuchaniu. Szefowa komisji podała, że drugie zawiadomienie ma dotyczyć zachowania prokurator Hanny Borkowskiej, która w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku odpowiadała za nadzór nad Prokuraturą Rejonową we Wrzeszczu. Wassermann wskazała, że powodem wniesienia tego zawiadomienia jest m.in. kwestia przetrzymanego pisma ws. odwieszenia postępowania dot. Amber Gold, które, choć miało trafić do prokuratury we Wrzeszczu już w styczniu 2012 r., trafiło tam dopiero w kwietniu.

- Nie chodzi tylko o kwestię przekazania tego pisma, ale też jego ewentualnego antydatowania – mówiła szefowa komisji. Dodała, że zawiadomienie ma się też odnosić do wyników przeprowadzonej przez Borkowską kontroli sprawy Amber Gold, w której wyłapała ona “tylko jedną nieprawidłowość – według nas najlżejszą”. – Nie zauważyła natomiast innych błędów, które, gdyby zauważyła i opisała (…) być może skutkowałoby to zmianą prokuratora referenta, zmianą prokuratury, a być może przeniesieniem tej sprawy od razu do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku – oceniła szefowa komisji.

“Dla dobra wymiaru sprawiedliwości”

Wassermann zaznaczyła, że na przełomie stycznia i lutego komisja zwróci też uwagę prokuratora generalnego na zachowania “tych osób, które wedle nas zasługiwałyby na postępowania dyscyplinarne, ale z uwagi na termin przedawnienia, który upłynął, takie wnioski przez komisję nie mogą być złożone”.

- Tutaj mam na myśli prok. Witolda Niesiołowskiego, a przede wszystkim prok. Dariusza Różyckiego. To są te osoby, co do których chcielibyśmy od prokuratura generalnego, aby skontrolował ich obecną pracę. Czy obecnie pracując, nie popełniają takich błędów, które mogłyby skutkować daleko idącymi konsekwencjami dla stron i dla dobra wymiaru sprawiedliwości – zaznaczyła. Prok. Niesiołowski kierował Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Wrzeszcz od 2008 roku do lutego 2011 r. Z kolei prok. Różycki w latach 2008-2016 stał na czele Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Wassermann dodała, że, jeśli chodzi o pozostałych świadków, których do tej pory przesłuchała komisja, wnioski ich dotyczące będą opisane w raporcie końcowym komisji. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz zajmowała się sprawą Amber Gold od końca 2009 r. po tym, gdy KNF złożyła zawiadomienie, że firma ta prowadzi działalność bankową bez zezwolenia. Na początku 2010 r. prok. Kijanko odmówiła wszczęcia śledztwa. Po uwzględnieniu przez sąd zażalenia KNF, w maju 2010 r. wszczęte zostało dochodzenie, które w sierpniu zostało umorzone.

Również na postanowienie o umorzeniu KNF złożyła zażalenie, a sąd je uwzględnił w grudniu 2010 r. Po zwrocie sprawy do Prokuratury Gdańsk–Wrzeszcz zarejestrowano ją, zlecając Komendzie Miejskiej Policji w Gdańsku wykonanie szczegółowo określonych czynności procesowych. W lutym 2011 r. zapadła decyzja o zasięgnięciu opinii biegłego rewidenta. W związku z przedłużaniem się opracowania tej opinii – w maju 2011 roku prokurator referent zawiesiła postępowanie w sprawie.

Pytania o nadzór nad śledztwem

W listopadzie 2011 r. do Prokuratury Generalnej trafiło pismo szefa KNF z krytycznymi uwagami pod adresem postępowania Prokuratury Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz ws. Amber Gold. Za pośrednictwem gdańskiej prokuratury apelacyjnej trafiło ono pod koniec 2011 r. do gdańskiej prokuratury okręgowej. Powstała wówczas w prokuraturze okręgowej odpowiedź na uwagi szefa KNF pochodzi z 5 stycznia 2012 r. i było w niej przyznanie, że zawieszenie postępowania było niezasadne, oraz że pismo w tej sprawie zostało skierowane do prokuratury rejonowej we Wrzeszczu; było też stwierdzenie, że po podjęciu postępowania zostanie ono objęte nadzorem przez prokuraturę okręgową.

Jednak, jak wynika z informacji przedstawianych na posiedzeniach komisji śledczej, pismo prokuratury okręgowej w sprawie wznowienia postępowania trafiło do prokuratury rejonowej dopiero w kwietniu 2012 r., a wznowione wówczas postępowanie nie było objęte nadzorem. Ostatecznie w czerwcu 2012 r. postępowanie ws. Amber Gold zostało przez prokuraturę okręgową przejęte.

Prok. Różycki zeznając przed komisją stwierdził, iż wydaje mu się, iż wydał polecenie ustne objęcia postępowania ws. Amber Gold nadzorem. Z kolei na pytanie kogo wyznaczył do nadzoru, odpowiedział, że nie pamięta. Następnie stwierdził, że wydaje mu się, iż prok. Borkowską, bo ona nadzorowała prokuraturę rejonową we Wrzeszczu. Z kolei Borkowska, zeznając przed komisją, wskazywała, że takiego polecenia nie było.

Ponad 850 mln zł

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Pierwszy zarzut oszustwa znacznej wartości wraz z wnioskiem o areszt wobec szefa Amber Gold Marcina P. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła pod koniec sierpnia 2012 r. Jesienią 2012 r. śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi, która w czerwcu 2015 r. sporządziła akt oskarżenia ws. Amber Gold.

Według łódzkich śledczych, Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Marcin P. został oskarżony o cztery przestępstwa, a Katarzyna P. o 10. Grożą im kary do 15 lat więzienia. Proces Marcina P. i jego żony trwa od 21 marca ub.r. przed gdańskim Sądem Okręgowym.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Na polecenie prokuratorów policjanci weszli do 16 placówek medycznych w całej Polsce. Akcja ma związek z ogromną operacją Wydziału do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Krakowie, o czym informuje RMF FM. Policjanci w placówkach, do których weszli, zabezpieczają głównie dokumenty. Według informacji RMF FM działania mają związek z podejrzeniem oszustwa.

Do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie kilka lat temu miała trafić w formie darowizny duża partia stentów. Jak jednak podejrzewają śledczy, część z tych urządzeń, zamiast do szpitala trafiła do prywatnych klinik.

Służby zabezpieczają dokumentację osób leczonych w tych placówkach w ostatnich latach. Według informacji radia, prokuratorzy uderzają głównie w firmę, która należy do lekarza, który leczył ojca Zbigniewa Ziobry. Mężczyzna jest już oskarżony w prywatnym akcie przez ministra i jego matkę.

Stent to urządzenie, które poszerza tętnice w zabiegach kardiologicznych. Każdy z nich ma swój numer, dlatego ułatwi to sprawdzenie komu i gdzie został wszczepiony.
Żródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »