Uszkodzone dowody ws. wypadku z udziałem Beaty Szydło

Prokuratorzy zajmujący się wypadkiem byłej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu dostarczyli do sądu dwie uszkodzone płyty, z czego jedna mogła być kluczowa dla finału sprawy. Jak się okazuje, postępowanie ws. uszkodzonych dowodów prowadzą prokuratorzy mający znajomości w PiS.

Portal TVN24.pl poinformował, powołując się na anonimowe źródła, że uszkodzony został zapis z monitoringu, który miał zarejestrować przejazd kolumny limuzyn rządowych z Beatą Szydło na pokładzie. Dziennikarze potwierdzili w prowadzącym sprawę Sądzie Okręgowym w Krakowie, że uszkodzeniu uległy dwie płyty CD.

„Na jednej z płyt, zgodnie z opisem znajdującym się na kopercie, znajdował się materiał stacji TVN24 programu „Czarno na Białym”. Na drugiej płycie znajdował się zapis monitoringu, z którego został sporządzony przez policję protokół oględzin i przekazany do dyspozycji sądu” – czytamy w oświadczeniu rzeczniczki sądu sędzi Beaty Górszczyk. Podkreśliła jednocześnie, że niemożliwe jest jednoznaczne stwierdzenie, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do ich uszkodzenia.

Dziennikarze TVN24 ustalili, że o zniszczeniu dowodów nie wiedział obrońca oskarżonego Sebastiana Kościelnika. – Jestem zaskoczony taką informacją, jest dla mnie oczywiste, że te dowody muszą być odzyskane i zregenerowane – powiedział mec. Władysław Pociej.

Początkowo nadzorująca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Krakowie twierdziła, że wszystkie dowody przekazane w sprawie wypadku Beaty Szydło były „nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia”, a do zniszczenia dowodów musiało dojść już w sądzie. Później jednak śledczy przyznali, że już wcześniej zauważono uszkodzenie jednej z płyt. Prokuratura podkreślała jednak, że nie ma na płycie przejazdu rządowej kolumny, a jedynie zapis materiału telewizyjnego i nagranie z monitoringu z terenu przedszkola, oddalonego o kilkaset metrów od miejsca wypadku.

Mimo to obrońca oskarżonego mec. Pociej złożył do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Sprawą nie chciała się zająć prokuratura w Oświęcimiu, a decyzją krakowskiej prokuratury regionalnej przekazano ją Prokuraturze Okręgowej w Nowym Sączu.
Źródło info i foto: Newsweek.pl

Matka i konkubent z zarzutami w sprawie pobicia dziecka?

Z czterech zatrzymanych do wyjaśnienia osób w sprawie podejrzenia pobicia dwumiesięcznej dziewczynki z Darłowa, dwie to świadkowie. Zostali zwolnieni – poinformowała w piątek prokuratura. Matka dziecka i jej konkubent są przesłuchiwani. Prokuratura planuje postawienie im zarzutów.

Trwają czynności procesowe. Prokuratorzy przesłuchują dwie zatrzymane osoby – matkę dziecka i jej konkubenta – wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski. Jego zdaniem „dotychczas zebrany materiał dowodowy wskazuje na to, że jest to niezbędne i konieczne, ponieważ dziecko, które znalazło się w koszalińskim szpitalu ma bardzo poważne obrażenia ciała. I na pewno nie doszło do tego, że obrażenia te powstały przypadkiem”.

Według rzecznika pozostałe dwie osoby, które były w tej sprawie zatrzymane do wyjaśnienia, okazały się być świadkami. Zostały zwolnione.

Biegły w szpitalu osobiście zbadał dziecko, zlecił dodatkowe badania i wydał opinię, która wskazuje, że dziecko ma obrażenia ciała realnie, bardzo poważnie zagrażające jego życiu. Jednocześnie w toku tych badań wykluczono, by do tych obrażeń mogło dojść w sposób przypadkowy. Dwumiesięczne dziecko nie mogło po prostu upaść i spowodować tych obrażeń samo – powiedział Ryszard Gąsiorowski.

„Matka udzielała pokrętnych odpowiedzi”

18 czerwca w godzinach wieczornych pogotowie w Darłowie dostało informację o tym, że potrzebna jest pomoc dziecku, które nie oddycha. Ratownicy, którzy przyjechali na miejsce, wezwali też helikopter LPR. Dziecko zostało zabrane do szpitala w Koszalinie. Tam maluch został poddany kolejnym badaniom lekarskim. W placówce pojawiła się również matka dziecka. Jak powiedział Ryszard Gąsiorowski, „na pytanie lekarza, jak mogło dojść do tego, że dziecko znajduje się w takim stanie zdrowia, udzielała dość wykrętnych odpowiedzi”.

Po badaniach okazało się m.in. że dziecko ma poważne obrażenia głowy.

Wiadomo też, że konkubent matki był poszukiwany listem gończym za przestępstwa związane z kradzieżami. Mężczyzna jest ojcem dwumiesięcznej dziewczynki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W USA trwa śledztwo przeciwko Huawei

Amerykańscy prokuratorzy federalni prowadzą śledztwo w sprawie chińskiego giganta telekomunikacyjnego Huawei Technologies Co. badając rzekomą kradzież tajemnic handlowych T-Mobile US Inc. i innych amerykańskich firm – podał w środę Wall Street Journal.

WSJ zauważa, powołując się na źródła znające tę sprawę, że dochodzenie w pewnej mierze ma związek z pozwami cywilnymi przeciwko Huawei, w tym ze sprawą, w której sąd z Seattle uznał firmę Huawei za odpowiedzialną przywłaszczenia technologii robotycznej z laboratorium badawczego T-Mobile w Bellevue, Waszyngton.

Źródła, na które powołuje się WSJ zauważają, że wkrótce może dojść do wniesienia aktu oskarżenia.

Huawei to jeden z największych producentów telefonów komórkowych na świecie. Wokół firmy narasta w ostatnich miesiącach coraz więcej kontrowersji. Stany Zjednoczone uważają, że jej sprzęt może być używany przez władze chińskie do szpiegowania i ograniczają dostęp Huawei do amerykańskiego rynku.

Huawei Technologies jest największym światowym producentem urządzeń sieciowych 5G, a po południowokoreańskiej firmie Samsung drugim największym producentem smartfonów na świecie, przed amerykańskim Apple.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przemoc seksualna w Korei Północnej. Jest raport Human Rights Watch

Przemoc seksualna w Korei Północnej jest ogólnie tolerowana i niezwalczana, a molestowanie kobiet jest na porządku dziennym – wynika z opublikowanego wczoraj raportu organizacji Human Rights Watch (HRW). Prześladowcami są często pracownicy służb państwowych – policjanci, prokuratorzy, żołnierze i wysocy urzędnicy państwowi.

Ten zaprezentowany w Seulu dokument jest pierwszym tak szczegółowym raportem na temat nadużyć i przemocy seksualnej w Korei Północnej, ponieważ zdobycie informacji na temat tego zamkniętego kraju jest niezwykle trudne.

Organizacja opiera swoje wnioski na prowadzonych od 2015 roku wywiadach z 62 uciekinierami z Korei Północnej, którzy opuścili kraj po 2011 roku (gdy do władzy doszedł Kim Dzong Un). Wśród przesłuchanych przez HRW osób jest ośmiu byłych północnokoreańskich urzędników.

Raport przedstawia ponury obraz codziennych gwałtów i innych nadużyć seksualnych, popełnianych głównie przez mężczyzn na wysokich stanowiskach, m.in. przez członków służb bezpieczeństwa. Chodzi na przykład o „policjantów, prokuratorów, żołnierzy, kontrolerów w pociągach” – wylicza organizacja, która wyjaśnia, że w Korei Północnej za gwałt uważa się jedynie czyn, przy którym doszło do użycia przemocy. Za to przestępstwo, według danych ONZ, w 2015 roku skazano tam jedynie pięć osób.

– Przemoc seksualna w Korei Północnej to tajemnica poliszynela, ogólnie tolerowana i niezwalczana – powiedział dyrektor generalny HRW Kenneth Roth.

W raporcie podkreślono, że w Korei Płn. nie opracowano narzędzi do ścigania takich zachowań; nie ma również możliwości, by ofiary mogły zgłosić nadużycia lub otrzymać jakąkolwiek pomoc medyczną czy psychologiczną, z kolei przemoc seksualna jest tak częsta, że stanowi właściwie element codziennego życia, który kobiet nie dziwi.

„Brak edukacji seksualnej i niekontrolowane nadużycia władzy to jedne z wielu czynników, które doprowadziły do ukształtowania się takiej mentalności” – napisano w raporcie.

– To jest tak częste, że nikt nie uważa, by to było poważne. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że cierpimy – mówiła jedna z ofiar, cytowana w raporcie. – Ale jesteśmy istotami ludzkimi, więc czasami nagle nocą płaczemy i nie wiemy dlaczego – dodała.

Inna z ofiar opowiadała natomiast, że była gwałcona przez policjanta, po tym jak wcześniej w przygranicznym ośrodku zatrzymań przez trzy dni więziono ją w pomieszczeniu bez światła i bez jedzenia. Obecnie mieszka w Korei Południowej i „wie, co to przemoc i gwałt”. – Ale wtedy myślałam, że oferuję swoje ciało, żeby móc stamtąd wyjść. Nie czułam się zagrożona. Myślałam nawet, że mam szczęście – wyjaśniała.

W swoim raporcie HRW wezwała Koreę Północną, by „uznała problem przemocy seksualnej” i zapewniła, by „traktowano ją jak przestępstwo”.

W odpowiedzi na pytania wystosowane przez agencję Reutera północnokoreańskie przedstawicielstwo przy ONZ oświadczyło, że „stanowczo odrzuca” oskarżenia, która nazwało „trywialnymi” i „zmyślonymi”.
Źródło info i foto: onet.pl

Turcja: Policja w saudyjskim konsulacie. Szukają dowodów na zabójstwo dziennikarza

Turecka policja weszła do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule. Tym samym rozpoczęło się długo oczekiwane przeszukanie placówki. Turcja twierdzi, że w konsulacie zamordowano znanego saudyjskiego dziennikarza, który krytykował władze w Rijadzie. Do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule w poniedziałek wieczorem weszli tureccy eksperci: zarówno umundurowani policjanci, jak i mężczyźni w cywilnych ubraniach, prawdopodobnie prokuratorzy.

Tureckie władze wcześniej informowały, że przeszukanie ma się zacząć lada moment, a ma je prowadzić wspólny zespół ekspertów zarówno z Turcji, jak i Arabii Saudyjskiej.

Amerykańscy dziennikarze, m.in. CNN i „New York Timesa” twierdzą, że Saudyjczycy przygotowują raport ws. śmierci Dżamala Chaszodżdżiego. Mają w nim przyznać, że dziennikarz rzeczywiście zginął na terenie saudyjskiego konsulatu w Stambule w wyniku przesłuchania, które poszło nie tak.

Przeszukanie ma związek z zaginięciem przed dwoma tygodniami znanego saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego. Mieszkający na co dzień w Stanach Zjednoczonych mężczyzna 2 października wszedł do placówki, by uzyskać niezbędne dokumenty rozwodowe i ślad po nim zaginął.

Tego samego dnia dwoma prywatnymi samolotami do Turcji przybyło 15 agentów saudyjskich. Weszli do konsulatu, kiedy przebywał tam dziennikarz. Na kamerach widać, jak później czarnymi samochodami odjeżdżają z placówki. Arabia Saudyjska do tej pory twierdzi, że Dżamal Chaszodżdżi tego samego dnia opuścił konsulat. Nie przedstawiła jednak żadnych potwierdzających dowodów.

Turcja twierdzi, że dziennikarz został zamordowany w konsulacie i że ma potwierdzające to nagrania audio, które mają pochodzić od samego Chaszodżdżiego – zdaniem tureckich mediów dziennikarz miał nagrać tortury i śmierć za pomocą smartwatcha (zegarka z funkcjami smartfona – red.). Urządzenie automatycznie utworzyło kopię zapasową plików na specjalnym koncie w internetowej chmurze. Dane wysłały się też na telefon, który miała czekająca obok konsulatu narzeczona.

Arabia Saudyjska zaprzecza zarzutom. Równocześnie saudyjski król Salman zdecydował o rozpoczęciu wewnętrznego śledztwa w tej sprawie. Król Salman rozmawiał też wczoraj o sprawie z tureckim prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem.

Zaginięcie dziennikarza i podejrzenie morderstwa wywołały międzynarodowe oburzenie. Poważnymi konsekwencjami zagroził Saudom nawet przychylny królestwu amerykański prezydent Donald Trump. Wysłał on właśnie do Rijadu i Ankary na rozmowy w tej sprawie sekretarza stanu Mike’a Pompeo, a sam rozmawiał telefonicznie z królem Arabii Saudyjskiej. Donald Trump poinformował, że król Salman zapewnił go, iż nie ma nic wspólnego z zabójstwem Dżamala Chaszodżdżiego. – Król stanowczo zaprzeczył jakiejkolwiek wiedzy na ten temat. Nie chcę czytać w jego myślach, ale brzmiało to jakby mordercy działali na własną rękę. Kto wie? – powiedział Donald Trump. Zapowiedział, że Stany Zjednoczone wyjaśnią sprawę do końca.

Dżamal Chaszodżdżi jest uważany za jednego z najbardziej prominentnych dziennikarzy z Arabii Saudyjskiej. Przez wiele lat pracował w kraju i był blisko związany z rodziną królewską. Po tym jak aresztowano wielu jego znajomych, on sam udał się na emigrację. Był znany ze swej krytyki wobec władz Arabii Saudyjskiej. Dziennikarz pisał między innymi do prestiżowego amerykańskiego dziennika “The Washington Post”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ofiary trenera pedofila muszą znów zeznawać

O tej sprawie w Jastrzębiu (woj. śląskie) mówili wszyscy. Prokuratorzy zebrali liczne dowody na to, że trener judo Robert R. przez 6 lat miał molestować seksualnie swoje kilkunastoletnie zawodniczki. Proces sądowy zakończył się wyrokiem. Ale okazało się, że to wcale nie koniec koszmaru skrzywdzonych dziewczynek.

Prokurator w akcie oskarżenia opisał szczegółowo obrzydliwe praktyki trenera: miał swoje zawodniczki dotykać po ciele i piersiach, całować i zapraszać do łóżka, tłumacząc że to „masaż sportowy”. Pięć dziewczynek opowiedziało, jak trener molestował je na obozie w Cetniewie, w Żywcu i w ośrodku MOSiR-u w Zakopanem.

W grudniu 2017 Sąd Okręgowy w Rybniku skazał Roberta R. na 6 lat więzienia i zakał mu zbliżać się do pokrzywdzonych. Trener odwołał się od wyroku, twierdząc że jest niewinny. Apelację wniósł też prokurator, który chciał kary 12 lat więzienia.

W piątek Sąd Apelacyjny w Katowicach uchylił wyrok sądu I instancji i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Uznał, że Robert R. nie miał prawa do należytej obrony, a to dlatego że rybnicki sąd nie zgodził się na ponowne przesłuchanie trzech z pięciu pokrzywdzonych dziewczynek.

– Z jednej strony sąd ma zapewnić pokrzywdzonym, że nie będą słuchane powtórnie, z drugiej strony oskarżony ma prawo do obrony i jeśli zażąda takiej czynności, to się przesłuchanie powtarza. – powiedział sędzia Gwidon Jaworski.

O tym, czy dziewczynki będą musiały jeszcze raz przeżywać dramat, zdecydują teraz biegli psychologowie, którzy mają orzec czy powtórne przesłuchanie jest w ogóle możliwe. – Mam nadzieję, że do powtórki przesłuchania nie dojdzie. Dziecko przesłuchuje się raz i nagrywa przesłuchanie. Dlatego kolejne jest niepotrzebne – przekonuje psycholog Krystyna Kmiecik-Baran.
Źródło info i foto: Fakt.pl

29-latek z Chotomowa skatował dwumiesięcznego syna. Dziś śledczy rozszerzą zarzuty

Prawdopodobnie jeszcze dziś śledczy rozszerzą zarzuty dla 29-latka podejrzanego o skatowanie dwumiesięcznego syna w podwarszawskim Chotomowie. Zgodnie z poleceniem prokuratura generalnego – prokuratorzy postawią mu dodatkowo zarzut usiłowania zabójstwa. Wcześniej zarzucano mu znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem.

Dwumiesięczne niemowlę jest w ciężkim stanie. Chłopiec ma pęknięcia kości czaszki, złamane żebra, kość łonową i siniaki na całym ciele.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejne zatrzymania w sprawie GetBack

Agenci CBA zatrzymali w piątek rano dwóch członków zarządu funduszy inwestycyjnych, które oferowały obligacje GetBack. Prokuratorzy postawią im zarzuty „nadużycia zaufania” w obrocie gospodarczym. Grozi za to kara do dziesięciu lat więzienia. Rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej w Warszawie Agnieszka Zabłocka-Konopka powiedziała w piątek, że zatrzymani to członkowie zarządu jednego z towarzystw inwestycyjnych, którym prokuratura zarzuca wyrządzenie spółce GetBack szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, szacowanej obecnie na co najmniej 160 milionów złotych.

– Członkowie zarządu usłyszą zarzuty popełniania przestępstwa z artykułu 296 Kodeksu karnego, które zagrożone są karą od roku do dziesięciu lat więzienia – dodała Zabłocka-Konopka.

Temistokles Brodowski z wydziału komunikacji społecznej Centralnego Biura Antykorupcyjnego powiedział w piątek, że zatrzymań dokonali na zlecenia prokuratury agenci warszawskiej delegatury Biura. Według nieoficjalnych informacji ze źródeł bliskich śledztwu zatrzymani to były prezes i były wiceprezes spółki Altus TFI. Działanie na szkodę miało polegać na sprzedaży GetBackowi akcji innej firmy za ponad 200 milionów złotych, choć z wykonanej później wyceny okazało się, że akcje warte są jedynie 28 milionów złotych. Ponadto GetBack spłacił dług tej firmy na 80 milionów złotych.

Seria zatrzymań

Dotąd w śledztwie zatrzymano już dziesięć osób. Ścisłe kierownictwo GetBack nadal przebywa w areszcie tymczasowym, w tym były prezes spółki Konrad K. i wiceprezes Anna P. oraz Kinga M.-P. Nad sprawą od 24 kwietnia pracuje zespół prokuratorów, który został powołany przez Prokuraturę Krajową po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie GetBack.

Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji. KNF zarzuciła byłemu kierownictwu spółki przeprowadzanie machinacji finansowych by uniknąć realnej wyceny posiadanych przez spółkę pakietów wierzytelności.

Handel długami

Spółka GetBack zajmowała się odzyskiwaniem wierzytelności. Powstała w 2012 roku, a w lipcu 2017 roku jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Ten debiut został nagrodzony przez władze GPW. Tymczasem już niespełna rok później zawieszono obrót akcjami GetBack. Straty inwestorów mogą przekroczyć sumę trzech miliardów złotych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wnuk Lecha Wałęsy wśród zatrzymanych za rozbój w centrum Gdańska?

W nieoficjalnych rozmowach z Onetem policjanci potwierdzają, że jednym z zatrzymanych jest wnuk Lecha Wałęsy. Chodzi o pobicie dwóch obywateli Szwecji, do którego doszło kilka dni temu w centrum Gdańska. Jak informują nas prokuratorzy, dzisiaj o 16 rozpoczną się przesłuchania trzech podejrzanych w tej sprawie. Grozi im do 12 lat więzienia.

O pobiciu dwóch Szwedów na ulicy Katarzynki w Gdańsku pisaliśmy kilka dni temu w Onecie. Mężczyźni zostali zaatakowani przez trzech napastników, którzy zabrali im telefon komórkowy. Obywatele Szwecji trafili do szpitala, jeden z nich miał poważniejsze obrażenia i musiał pozostawać pod opieką lekarzy kilka dni.

Dysponując nagraniami z monitoringu, policjanci wytypowali podejrzanych i zatrzymali trzech mężczyzn, w wieku 21, 23 i 24 lat. Jeden z nich trafił do aresztu prosto ze swojego mieszkania, dwóch pozostałych policjanci ujęli na Trakcie św. Wojciecha w Gdańsku.

Wczoraj Wirtualna Polska i Radio Gdańsk poinformowały, że jeden z zatrzymanych jest wnukiem Lecha Wałęsy. Dzisiaj policjanci w nieoficjalnych rozmowach z nami potwierdzają tę informację, ale nie chcą podawać więcej szczegółów.

Podejrzani o pobicie obywateli Szwecji mężczyźni usłyszą zarzut rozboju. Sprawcom grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Jak mówi nam rzecznik gdańskiej prokuratury, przesłuchania podejrzanych rozpoczną się dzisiaj o godzinie 16. Najprawdopodobniej dzisiaj śledczy zawnioskują do sądu o tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: onet.pl

Tomasz Komenda o więzieniu: „Nie byłem bity. Byłem katowany”

Tomasz Komenda, który wyszedł z więzienia po 18 latach odsiadki za zbrodnię, której nie popełnił, opowiedział łódzkim prokuratorom o tym, jak był traktowany za kratami. – Takich rzeczy się nie zapomina – tłumaczył dziennikarzom po przesłuchaniu.

Tomasz Komenda w łódzkiej prokuraturze pojawił się w piątek około godziny 9. Przed wejściem do budynku mówił, że ma nadzieję, że jego zeznania wystarczą do skazania winnych. Doprecyzował, kogo ma na myśli: – Policjanci, prokuratorzy i mój „pseudoadwokat” – powiedział dziennikarzom.

Nikomu nie życzę tego, co sam przeszedłem i bardzo chcę, żeby te osoby poczuły się, przez chwileczkę chociaż tak, jak ja czułem się przez 18 długich lat – dodał przed wejściem na przesłuchanie.

Tomasz Komenda przesłuchany przez prokuratorów

Łódzka prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez prokuratorów oraz policjantów, którzy prowadzili postępowanie dotyczące zabójstwa i zgwałcenia 15-letniej Małgorzaty K. Śledczy przyjechali do Wrocławia, gdzie 24 i 25 maja przesłuchali łącznie 12 osób. Wśród nich byli: autor aktu oskarżenia przeciwko Tomaszowi Komendzie – Tomasz Fedyk, prowadzący sprawę w początkowym etapie – Marek Janczyński, Renata Procyk-Jończyk, która była pierwszym prokuratorem prowadzącym sprawę oraz kierowniczka działu wizytacji prokuratury we Wrocławiu, Katarzyna Boć-Orzechowska.

W piątek Tomasz Komenda był przesłuchiwany po raz trzeci – za pierwszym razem stan psychiczny mężczyzny nie pozwolił na przesłuchanie. Udało się za drugim razem, a także w piątek. Jednak, jak tłumaczył rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania, najprawdopodobniej potrzebne będą kolejne.

Tomasz Komenda opuścił wrocławską prokuraturę o godzinie 13. W rozmowie z dziennikarzami potwierdził, że będą kolejne przesłuchania, które odbędą się w lipcu. Oprócz Tomasza Komendy, zeznania złożą wtedy policjant, troje prokuratorów oraz pracownik sekretariatu prokuratury.

Tomasz Komenda powiedział dziennikarzom, że złożył podczas piątkowego przesłuchania obszerne wyjaśnienia, by „te osoby [winne – red.] nie czuły się bezkarne”. Dodał, że nawet gdy winni usiądą na ławie oskarżonych, nie zrekompensuje to doznanych krzywd. – Ale będę miał satysfakcję, że się do końca nie poddałem – dodał.

Najgorsze jeszcze przede mną. Nie było możliwości dzisiaj, żebym składał zeznania, co się działo w zakładach karnych z moją osobą. (…) Dzisiejsze dotyczyły dalszego przesłuchiwania i traktowania mnie na komisariacie policji – wyjaśnił Tomasz Komenda.

Ja tam nie byłem bity. Byłem katowany – powiedział i dodał, że „takich rzeczy się nie zapomina”.

Na pytanie, czy liczy, że słowo przepraszam kiedyś padnie, odpowiedział: – Szczerze? Jestem trzy miesiące na wolności i jeszcze nie usłyszałem słowa „przepraszam” – powiedział Komenda.

Tomasz Komenda uniewinniony

Tomasz Komenda 31 grudnia 1996 roku został niesłusznie skazany na 25 lat więzienia za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgorzaty K. Wyrok odsiadywał w Zakładzie Karnym w Strzelinie. Tomasz Komenda po 18 latach w więzieniu w marcu br. został warunkowo zwolniony z odbywania kary przez Sąd Penitencjarny przy wrocławskim Sądzie Okręgowym. 16 maja został uniewinniony przez Sąd Najwyższy.

W czerwcu 2017 roku zatrzymano Ireneusza M., który usłyszał zarzut zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem i zabójstwa Małgorzaty K.

Premier Mateusz Morawiecki przyznał Tomaszowi Komendzie rentę specjalną w wysokości 4 tys. zł miesięcznie do czasu, aż uzyska odszkodowanie, które może wynieść nawet 10 mln zł.
Źródło info i foto: .msn.com