Posts Tagged “Prokuratura”

Prokuratura Rejonowa w Nowej Soli (Lubuskie) liczy na sygnały mogące pomóc w ustaleniu okoliczności śmierci noworodka, którego zwłoki zostały w poniedziałek znalezione w Odrze w tym mieście. Wydała w tej sprawie komunikat – poinformował w piątek Grzegorz Jaroszewicz z zespołu prasowego lubuskiej policji.

W komunikacie napisano, że “każdy sygnał w tej sprawie może przyczynić się do wyjaśnienia przyczyn zdarzenia oraz dotarciu do osób mogących mieć z nim związek”. Jak przekazała prokuratura, 18 czerwca około godz. 19, wędkujący nad Odrą mieszkaniec Nowej Soli w nurcie rzeki zauważył dryfujący pakunek. Przy użyciu wędki wyciągnął go z wody. W jego wnętrzu znajdowały się zwłoki noworodka. Mężczyzna powiadomił policję. Na miejsce przybyła grupa dochodzeniowo-śledcza, realizując pod nadzorem prokuratora czynności procesowe.

W torbie znajdowały się zwłoki chłopczyka wraz z pępowiną i łożyskiem, urodzonego w 8. miesiącu ciąży. Wstępnie ustalono, że zwłoki mogły zostać wrzucone do rzeki kilka-kilkanaście dni przed ich znalezieniem. Zwłoki dziecka były owinięte w ręcznik i reklamówkę, następnie zostały włożone do zasuwanej na zamek torby (marki Carmela), stanowiącej najprawdopodobniej element wyposażenia wózka dziecięcego oraz elementy zaczepów z wózka (marki Limak).

W torbie ujawniono również damską bawełnianą koszulkę nocną (rozm. S, marki Dehai), podkoszulek na ramiączkach (z napisem Follow Filippi z emblematem słonia), damskie majtki, podpaski higieniczne, pieluchę tetrową – zabrudzone treścią w kolorze brunatnym – informuje w komunikacie prokuratura. Śledczy na obecnym etapie śledztwa nie przesądzają, że matka dziecka jest mieszkanką pow. nowosolskiego, gdyż zwłoki dryfowały z głównym nurtem rzeki, nie ustalono jak długo, i w którym miejscu wrzucono je do rzeki. Na stronie lubuskiej policji wraz z komunikatem prokuratury opublikowano fotografie rzeczy znalezionych przy zwłokach dziecka.

Wszystkie osoby, które mogą pomóc w ustaleniach dotyczących tożsamości właścicieli tych przedmiotów, są proszone o kontakt z Komendą Wojewódzką Policji w Gorzowie Wielkopolskim lub najbliższą jednostką policji pod nr tel. 112.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

W mieszkaniu w centrum Koszalina policja odkryła dwa ciała. Funkcjonariuszy wezwali sąsiedzi, którzy poczuli fetor z mieszkania. “Prowadzimy czynności. Za wcześnie, by mówić cokolwiek o przyczynach śmierci tych dwóch osób” – powiedziała rzeczniczka koszalińskiej policji Beata Gałka. Do makabrycznego odkrycia doszło w mieszkaniu przy ul. Dąbrowskiego w Koszalinie.

Według mieszkańców ofiary to lokatorka oraz jej partner.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Wciąż trwa wyjaśnianie zagadkowej śmierci Pawła Chruszcza, radnego z Głogowa, prywatnie brata posła koła Wolni i Solidarni Sylwestra Chruszcza.

Do tragedii doszło na przełomie maja i czerwca. Paweł Chruszcz, radny Głogowa, zaangażowany w wiele ważnych dla lokalnej społeczności spraw, został znaleziony martwy w lesie. Rodzina wyklucza samobójstwo twierdząc, iż mężczyzna “nie miał charakteru, żeby targnąć się na siebie.”. Śledztwo zostało objęte nadzorem Prokuratury Krajowej.

Wiadomo, że przed śmiercią Paweł Chruszcz zainteresował się sprawą nieprawidłowości dot. lokalnego przedszkola. Miał się spotkać w Warszawie z Maciejem Wąsikiem, byłym szefem CBA, obecnie sekretarzem stanu w KPRM. Do spotkania jednak nie doszło. Brat posła Chruszcza został znaleziony martwy w lesie. 42-latek zginął poprzez uduszenie, które było następstwem powieszenia.

Tymczasem media docierają do nowych faktów w sprawie. Z informacji portalu FAKT24 wynika, że radny przed śmiercią szukał w internecie informacji o upadłości konsumenckiej. Śledczy dowiedzieli się o tym m.in. sprawdzając dokładnie zawartość telefonu Chruszcza. – Szukał informacji o upadłości konsumenckiej w wyszukiwarce internetowej w telefonie – mówi portalowi osoba znająca kulisy śledztwa. FAKT24 twierdzi, że Paweł Chruszcz borykał się z konieczności zapłaty 50 tysięcy złotych za pomówienie i poniesienia kosztów publikacji przeprosin. Miało to prawdopodobnie związek z zarzutami, które radny stawiał publicznie lokalnym politykom i biznesmenom.

Radny oskarżał kombinat KGHM o fałszowanie danych o emisji szkodliwego arsenu. Natomiast pod adresem władz Głogowa formułował zarzuty związane ze sprzedażą przedszkola.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Comments Brak komentarzy »

Dwa lata trwał koszmar chłopca z Dopiewa pod Poznaniem. Wojciech K. miał wykorzystywać seksualnie swojego syna. Prokuratura ustaliła, że dziecko krzywdził też przyjaciel i sąsiad mężczyzny. Cała trójka nie przyznaje się do winy – podaje Fakt24.pl.

Dramat chłopca z Dopiewa trwał w 2013 i 2014 r. Zaczął się w momencie, kiedy ofiara miała 7 lat. Jak podaje Fakt24.pl, śledczy dostawali sygnały o tym, że chłopiec może być ofiarą przemocy seksualnej, ale sprawy umarzano z braku dowodów. Zwrot nastąpił w 2015 r., kiedy w szkole rzekomo przyłapano chłopca na symulowaniu stosunku seksualnego z kolegą. Miał wtedy tłumaczyć, że czerpał wzorce z tego, co spotkało go ze strony ojca, Wojciecha K. i jego kolegów – Marcina W. i Karola K.

Magdalena Mazur-Prus z poznańskiej prokuratury poinformowała, że akt oskarżenia dotyczy trzech osób. – Zarzuty mówią o wielokrotnym doprowadzeniu przemocą do obcowania płciowego i poddania się innej czynności seksualnej. Oskarżeni są w areszcie i nie przyznają się do winy – wyjaśniła dla Fakt24.pl.

Proces, który właśnie ruszył w poznańskim sądzie utajniono, ale na jaw nieoficjalnie wychodzą przerażające szczegóły znęcania się nad ofiarą. Chłopiec miał być gwałcony, usypiany tabletkami i pokazywano mu pornografię.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Comments Brak komentarzy »

Adam Andruszkiewicz, były poseł Kukiz’15, a obecnie koła Wolni i Solidarni, pobrał niemal 30 tys. zł na paliwo z publicznych pieniędzy – donosi Super Express. Problem w tym, że polityk nie ma ani samochodu, a najpewniej też prawa jazdy. Sprawę skomentował Paweł Kukiz – uważa on, że kilometrówkami białostockiego parlamentarzysty powinna zająć się prokuratura.

Z poselskich sprawozdań za 2017 rok wynika, że parlamentarzyści wydają na paliwo po kilkadziesiąt tysięcy złotych z publicznych pieniędzy. A listę sejmowych rekordzistów zrobił Super Express i nazwał ich… “petropijawkami”.

Wśród nich tabloid najbardziej piętnuje posła Adama Andruszkiewicza z Białegostoku. Gazeta wypomina mu, że za 2016 rok z sejmowej kasy wziął prawie 40 tys. zł na paliwo, mimo, że nie miał ani auta, ani prawa jazdy. Teraz okazuje się, że w 2017 roku pobrał z sejmowej kasy 27,9 tys. zł ryczałtu paliwowego. Z dwóch lat uzbierało się niemal 70 tys. zł.

Bulwarówka twierdzi, że Andruszkiewicz do Warszawy jeździ pociągiem. Sam zainteresowany zapewnia jednak, że wszystko jest zgodnie z prawem. – Ryczałt na paliwo przysługuje mi legalnie jak każdemu posłowi, posiadam umowę użyczenia samochodu, a Kancelaria Sejmu przyjęła moje rozliczenia – tłumaczył polityk.

Do sprawy odniósł się jego były szef, Paweł Kukiz.

– Tą kwestią powinna zająć się prokuratura! Cieszę się, że tego posła, który głosował ostatnio za podwyżką ceny paliwa, nie ma już u mnie w klubie. A jednym z powodów, dla których od nas odszedł były jego kilometrówki. Przepraszam przy okazji, że Andruszkiewicza wpisałem na listy ruchu Kukiz. Moja wina. Ten poseł to teraz problem dla Kornela Morawieckiego – powiedział “SE” Paweł Kukiz.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Jak dowiedział się Onet, Renata Listowska-Gawłowska została wezwana do prokuratury w charakterze podejrzanego. A to oznacza, że śledczy zamierzają postawić żonie aresztowanego posła PO Stanisława Gawłowskiego zarzuty. Polityk jest podejrzany o korupcję.

Informację potwierdza nam sama Listowska-Gawłowska: – To prawda. Zostałam wezwana jako podejrzana na najbliższy poniedziałek – mówi Onetowi. Wezwanie zostało podpisane przez prokuratora Witolda Grdenia ze szczecińskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej. To właśnie prokurator Grdeń jest głównym śledczym prowadzącym postępowanie ws. Stanisława Gawłowskiego. W wezwaniu dla żony polityka prokurator wymienił artykuł 299 kodeksu karnego. Chodzi o pranie brudnych pieniędzy.

Listowska-Gawłowska uważa, że prokuratura chce, by o sprawie cały czas było głośno medialnie: – Chcą pokazać, że mają rzekome nowe dowody w sprawie przeciw mężowi, że sprawa się rozwija, bo i ja w to jestem zamieszana. Chcą przedłużyć areszt męża, o co na pewno wystąpią, a nie mają argumentów, by to uzasadnić. Liczą, że dzięki mojej sprawie, którą prawicowe media z pewnością nagłośnią, liczą iż sąd wyda decyzję po ich myśli – przekonuje. Kobieta twierdzi, że postawienie jej zarzutów będzie miało jeszcze jeden efekt: – Przez to, że w sprawę Staszka zostanę wciągnięta także ja, prokuratora zapewne zabroni nam widywania się w jakikolwiek sposób. Mogą też zabronić nam pisać do siebie. Wszystko to ma jeden cel: znęcanie się nad moim mężem, na którego nic nie mają. Czytaj więcej: “Spotykałam się z mężczyznami na sponsoring, Gawłowscy nic nie wiedzieli”

O komentarz poprosiliśmy również mecenasa Romana Giertycha, który jest jednym z obrońców Stanisława Gawłowskiego. Adwokat mówi, że według niego decyzja prokuratury o zarzutach dla żony posła Platformy jest całkowicie niezrozumiała: – Jest to tak samo absurdalne, jak postawienie zarzutów innym członkom rodziny pana Gawłowskiego. Ilość nie przekłada się jednak na jakość – podkreśla. Prokuratura podejrzewa o pranie brudnych pieniędzy także teściów pasierba Stanisława Gawłowskiego. Chodzi o kwotę 403 tysięcy złotych. Ma to związek z zakupem apartamentu na wyspie Brać w Chorwacji. Śledczy twierdzą, że teściowie Michała Listowskiego jedynie firmowali kupno, a w rzeczywistości mieszkanie należało do Gawłowskiego. Świadczyć o tym ma znaleziony w koszalińskim domu polityka akt własności. Aresztowany polityk ma w tej sprawie usłyszeć zarzut. Prokuratura niedługo ma w tej sprawie wysłać do Sejmu kolejny wniosek o uchylenie immunitetu. – Mam wrażenie, że prokuratura działaniami wobec kolejnych członków rodziny posła Gawłowskiego, próbuje przykryć fakt, iż nie ma dowodów przeciwko mojemu klientowi. To czysta szykana – mówi Onetowi Giertych.

Sam Gawłowski od połowy kwietnia przebywa w tymczasowym areszcie. Do 30 czerwca prokuratura musi przesłać do sądu wniosek o przedłużenie aresztu, jeżeli chce, by polityk nie wyszedł na wolność. Wiadomo, że śledczy wykonali w areszcie szereg czynności z udziałem podejrzanego m.in. o przyjmowanie łapówek posła. Gawłowski został skonfrontowany m.in. z tzw. małym świadkiem koronnym Krzysztofem B., który twierdzi, że wręczył posłowi 200 tysięcy złotych w gotówce.

We wtorek z kolei ujawniliśmy, że jedna z prokurator pracujących przy tej sprawie zrezygnowała. Katarzyna Pokorska, która była delegowana do szczecińskiej Prokuratury Krajowej, poprosiła o cofnięcie delegacji i zgodę na powrót do macierzystej jednostki, czyli Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. Oficjalnie chodzi o względy osobiste.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Prokuratura zdecydowała o wystąpieniu do sądu z wnioskiem o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec b. prezesa GetBack Konrada K. i współpracującego z nim Piotra B. – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Warszawie prok. Agnieszka Zabłocka-Konopka. Konrad K i Piotr B. usłyszeli już zarzuty w sprawie dotyczącej nieprawidłowości w spółce GetBack. Grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.

- W ocenie prokuratury, jedynie środek zapobiegawczy o charakterze izolacyjnym zabezpieczy prawidłowy tok dalszych działań procesowych podejmowanych w śledztwie – zaznaczyła rzeczniczka warszawskiej prokuratury regionalnej.

Jak dodała, po szczegółowej analizie dowodów zgromadzonych w śledztwie dotyczącym tej sprawy, prokuratura podjęła decyzje w przedmiocie zastosowania koniecznych środków zapobiegawczych wobec podejrzanego Konrada K. – byłego Prezesa Zarządu GetBack S.A. oraz Piotra B. – przedstawiciela podmiotu gospodarczego, który współpracował z byłym Prezesem Zarządu GetBack S.A.

Prokuratura zwróciła też uwagę, że decyzję o wystąpieniu do Sądu Rejonowego dla Warszawy – Śródmieścia w Warszawie z wnioskami o tymczasowe aresztowanie podjęto po szczegółowej analizie dowodów zgromadzonych w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie.

Wcześniej prok. Zabłocka-Konopka przekazała, że prokuratura postawiła Piotrowi B., zarzuty działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i wyrządzenia tym szkody na kwotę co najmniej 7 mln zł.

Zbigniew Ziobro: szkoda majątkowa w wielkich rozmiarach

Z kolei wczoraj Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro podał, że były prezes spółki GetBack Konrad K. usłyszał zarzuty: usiłowania wyłudzenia 250 mln zł z Polskiego Funduszu Rozwoju w kwietniu 2018 r., “wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach” spółce GetBack w łącznej kwocie 23 mln zł, z której ponad 15 mln zł zostało przywłaszczonych przez podejrzanego, a także podania nieprawdy w raporcie giełdowym z 16 kwietnia 2018 r.

Śledztwo Prokuratury Regionalnej w Warszawie zostało podjęte 24 kwietnia br. w ramach zespołu prokuratorów, który został powołany w prokuratorze regionalnej przez Prokuraturę Krajową po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego w tej sprawie. Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenie ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji. KNF zarzuciła byłemu kierownictwu spółki przeprowadzanie operacji finansowych, mających na celu uniknięcie realnej wyceny posiadanych przez spółkę pakietów wierzytelności.

Spółka GetBack zajmuje się zarządzaniem wierzytelnościami. Powstała w 2012 r., a w lipcu 2017 r. jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ramach przeprowadzonej pierwszej oferty publicznej.

W kwietniu GPW, na wniosek KNF, zawiesiła obrót akcjami GetBack. Stało się to po tym, gdy 16 kwietnia rano firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju ws. finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln zł. Z komunikatu spółki wynikało, że informację uzgodniono “ze wszystkimi zaangażowanymi stronami”. PKO BP i PFR zdementowały informacje, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF. W efekcie rada nadzorcza GetBack odwołała ze skutkiem natychmiastowym Konrada K. ze stanowiska prezesa spółki.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

21-letnia kobieta jest podejrzana o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad siedmiomiesięcznym dzieckiem. Martyna C. nie przyznała się do winy. Kobieta z córką zgłosiła się do lekarza w środę. Dziecko miało liczne siniaki i złamaną rękę. Według matki, siedmiomiesięczna dziewczynka trzy dni wcześniej spadła z łóżka, a poza tym ma tendencję do siniaków. Miały powstać nawet dotknięcia zabawką. Jednak badanie krzepliwości krwi tego nie potwierdziło.

Jak powiedziała Polskiej Agencji Prasowej Alina Szram z Prokuratury Rejonowej w Brodnicy, dziecko zostało przewiezione do szpitala w Toruniu. Tam stwierdzono, że dziewczynka ma złamane przedramię oraz obojczyk.

- Wszczęliśmy bardzo szybko śledztwo. Powołany został biegły, który określił, że do złamania obojczyka doszło przynajmniej kilka tygodni wcześniej – powiedziała prokurator Alina Szram.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledczy z CBŚP i Prokuratury Regionalnej w Białymstoku rozbili kolejną zorganizowaną grupę przestępczą, likwidując przy tym ostatnie działające na terenie kraju stacjonarne sklepy ze śmiercionośnymi substancjami, jakimi są dopalacze. Podczas działań zatrzymano sześć osób i zabezpieczono ponad 2 kg substancji, która zostanie poddana badaniom. Jak się okazało funkcjonariusze musieli działać bardzo szybko, ponieważ sprzedawcy próbowali pozbyć się dowodów paląc je w przygotowanych piecach.

Policjanci z CBŚP z Zarządu w Białymstoku, pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Białymstoku od wielu miesięcy prowadzą czynności dotyczące zorganizowanej grupy przestępczej m.in. wprowadzającej do obrotu środki zastępcze, w postaci tzw. dopalaczy. Substancje psychoaktywne, pod postacią zafałszowanych produktów przeznaczonych do dioram modelarskich były sprzedawane w sklepach stacjonarnych.

Z ustaleń policjantów CBŚP wynika, że w sklepach pracowali m.in. pseudokibice jednego ze śląskich kubów sportowych. Osoby wywodzące się z tego środowiska miały też pełnić rolę ochrony dla prowadzonego „biznesu”, a także być pewnego rodzaju gwarancją hermetyczności przestępczego procederu.

W piątek policjanci CBŚP przeprowadzili działania, w których wzięli także udział funkcjonariusze KMP w Kielcach, KPP w Ostrowcu Świętokrzyskim, Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Kielcach i Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Radomiu oraz antyterroryści z KWP w Kielcach i Radomiu. Akcja została przeprowadzona w dwóch lokalach na terenie Kielc i Ostrowca Świętokrzyskiego.

Śledczy ustalili, że sklepy te były ostatnimi stacjonarnymi punktami sprzedaży dopalaczy na terytorium Polski. Zatrzymano tam cztery osoby, a kolejne dwie wpadły w hotelu. Jak się okazało jedna z nich była poszukiwana listem gończym przez prokuraturę w Katowicach.

Policjanci z prokuratorami, gdy weszli do lokali zastali skandaliczne warunki sanitarne. Okazało się, że substancje chemiczne, które były zażywane przez nastolatków i dorosłych były przechowywane nawet w toalecie. Zanim policjanci weszli do środka przebywające tam osoby zaczęły niszczyć dowody, próbując je spalić. Szybkie działanie służb zapobiegło zniszczeniu materiału. W efekcie policjanci zabezpieczyli kilkaset torebek z substancją, która zostanie poddana szczegółowym badaniom.

Zanim funkcjonariusze weszli do sklepów musieli pokonać wiele zabezpieczeń. Obiekty były wyposażone w tzw. „śluzy”, czyli podwójne, bardzo grube, metalowe, antywłamaniowe drzwi, okna były zabezpieczone kratami, a całość monitorowana. Jak wynika z ustaleń policjantów, wszystko to miało utrudnić wejście policjantów do środka, aby w tym czasie sprzedawcy mogli spalić wszelkie dowody świadczące o przestępczym procederze. Śledczy mając taką wiedzę zaangażowali w działania również jednostki Państwowej Straży Pożarnej z Kielc i Ostrowca Świętokrzyskiego.

Jeszcze dzisiaj zatrzymane osoby zostaną doprowadzone do prokuratury, gdzie będą przesłuchane. Dopiero wówczas prokurator podejmie decyzje w przedmiocie zastosowania wobec nich środków zapobiegawczych.

Śledczy z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku i policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji z Zarządu w Białymstoku nadal ustalają okoliczności sprawy, która wciąż jest rozwojowa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Aby wybielić rządową ochronę, prokuratura naciągnęła fakty o wypadku premier w Oświęcimiu.

Na podwójnej ciągłej, przekraczając dopuszczalną prędkość i bez sygnałów dźwiękowych – tak rządowa kolumna wioząca premier Beatę Szydło poruszała się po Oświęcimiu 10 lutego 2017 r. tuż przed wypadkiem. To ustalenia śledztwa, jakie przez ponad rok toczyło się w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie. Sprzeczne wnioski, jakie na bazie zebranych materiałów wysnuła prokuratura, by przypisać winę Sebastianowi K., szokują.

ANI SŁOWA O DŹWIĘKACH

Prokuratura uznała, że kierujący seicento Sebastian K. nie zachował należytej ostrożności, skręcając w lewo na skrzyżowaniu w Oświęcimiu, czym nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, i doprowadził do wypadku. Śledczy chcieli, by K. przyznał się do winy bez procesu – w kwietniu skierowali wniosek o warunkowe umorzenie sprawy przeciwko K. Ten jednak odmówił, bo nie poczuwa się do winy.

Zebrane w śledztwie materiały, jakie poznała „Rzeczpospolita”, pokazują jednak, że prokuratura mocno nagięła fakty, by wybronić z zarzutów rządową ochronę pani premier – wnioski, które postawiła, wzajemnie się wykluczają.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, wersja funkcjonariuszy BOR, którzy zgodnie twierdzili, że mieli włączone sygnały świetlne i dźwiękowe, nie została potwierdzona w postępowaniu – tak wynika m.in. z wniosku o warunkowe umorzenie sprawy. Co w nim jest?

Na rządową kolumnę, która wymijała seicento składały się trzy auta. Pierwsze jechało bmw, drugie audi wiozące premier Szydło, a trzeci – VW Multivan.

Śledczy ustalili, że Sebastian K. na skrzyżowaniu zatrzymał się i przepuścił bmw.

Prok. Rafał Babiński napisał we wniosku, że K. „świadomie zrezygnował z przysługującego mu pierwszeństwa przejazdu”, przepuszczając bmw. Co istotne, prokurator nazwał bmw „pojazdem emitującym sygnały świetlne uprzywilejowania” – słowem nie wspomina o sygnałach dźwiękowych.

Główny zarzut wobec Sebastiana K. sprowadza się do tego, iż nie ustalił, czy „pojazd emitujący sygnały świetlne uprzywilejowania (czyli bmw – red.) jest jeden, czy też? jadą? za nim inne pojazdy”. Kontynuował jazdę, nie upewniając się, że droga jest wolna, i „nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu kierującemu audi”.

Tu pojawia się kolejna sprzeczność. Prokuratura we wniosku nazywa audi (inaczej niż bmw) po prostu „pojazdem”.

Dlaczego? Bo – jak się okazuje – audi wiozące premier, wymijając seicento, nie miało „koguta” ani dźwięków – w lusterku Sebastiana K. wyglądało więc jak zwykły, cywilny samochód. Można to zobaczyć na filmiku z prywatnego monitoringu, jaki zaraz po zdarzeniu opublikowała TVN 24. Światła błyskają tylko w pierwszym pojeździe z kolumny (bmw) i ostatnim (czyli VW Multivan).

Materiał nie nagrał dźwięków, ale 11 funkcjonariuszy BOR, zeznając w prokuraturze, miało zapewniać, że sygnały dźwiękowe były włączone.

Prawo o ruchu drogowym mówi wyraźnie, że pojazd uprzywilejowany to taki, który wysyła sygnały świetlne „w postaci niebieskich świateł błyskowych i jednocześnie sygnały dźwiękowe o zmiennym tonie”. Zgodnie z przepisami audi nie musiało mieć koguta – ale tylko w sytuacji, gdy było w kolumnie pojazdów uprzywilejowanych.

Ale jak wiemy z tego telewizyjnego nagrania, odstęp pojazdów w kolumnie był za duży – to oraz brak koguta na dachu audi mogło zmylić kierowcę seicento.

Wygląda na to, że materiały śledztwa nie dały prokuratorowi Babińskiemu podstaw do wysnuwania tezy, że kolumna miała włączone sygnały dźwiękowe. A skoro ich nie miała, to nie była kolumną uprzywilejowaną i pierwszeństwo przejazdu miał Sebastian K.

Prokuratura, choć nie dała wiary BOR-owikom, nie wyjaśniła sprzeczności i oskarżyła Sebastiana K. mimo wzajemnie wykluczających się dowodów. Uznała, że rządowa kolumna spełniała wymogi uprzywilejowania na drodze, choć nie miała „dźwięków” (we wniosku o warunkowe umorzenie słowem o nich nie wspomina). Nie oskarżyła funkcjonariuszy o składanie fałszywych zeznań, a wątpliwości rozmyła.

NA PODWÓJNEJ CIĄGŁEJ

O tym, że kolumna nie była uprzywilejowana, w opinii prokuratury świadczy też inny fakt, przywołany w materiałach śledztwa.

2 lutego 2018 r. prokurator wyłączył z głównej sprawy obszerne materiały dotyczące ujawnionych „ewentualnych wykroczeń” kierowców pojazdów rządowych – audi, bmw i VW tuż przed wypadkiem. Takich jak: przejechanie podwójnej linii ciągłej (wykroczenie z art. 92 § 1 kodeksu wykroczeń), niedostosowanie się do ograniczenia prędkości (prawo o ruchu drogowym) i spowodowanie na drodze publicznej zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym (art. 86 § 1 kodeksu wykroczeń).

Co to oznacza? Że prokurator nie uznał kolumny BOR za uprzywilejowaną w ruchu, bo tylko takiej wolno złamać wszystkie te przepisy (przy zachowaniu szczególnej ostrożności).

Jak wiemy, trójka prokuratorów, która od początku prowadziła śledztwo (na finale postępowanie zostało im odebrane po konflikcie z przełożonym), nie zgadzała się, by całą winą za wypadek obciążyć Sebastiana K. – chcieli też uznać, że do kraksy przyczynił się kierowca rządowego audi. Ponadto, śledczy chcieli dogłębnie zbadać wiarygodność funkcjonariuszy BOR, którzy zgodnie zeznali, iż kolumna miała włączone sygnały dźwiękowe – przeczą temu nie tylko relacje bezstronnych świadków. Dziś już wiemy, że BOR-owikom nie uwierzyła również sama prokuratura.

– W świetle tych materiałów oskarżenie kierowcy seicento nie ma prawa utrzymać się w sądzie – ocenia wysokiej rangi prokurator specjalizujący się w katastrofach drogowych.

Nie dziwi decyzja trójki prokuratorów, którzy w finale wyłączyli się ze śledztwa i nie podpisali postanowienia o warunkowym umorzeniu.

Szef prokuratury Rafał Babiński wziął osobistą odpowiedzialność za oskarżenie, które jest pełne luk i sprzeczności. Zapewne wszystkie bezlitośnie wypunktuje obrońca Sebastiana K.?
Źródło info i foto: rp.pl

Comments Brak komentarzy »