Ksiądz z diecezji radomskiej mógł molestować dzieci. Prokuratura bada sprawę

– Prokuratura Rejonowa w Zwoleniu zajmie się doniesieniami dotyczącym możliwości popełnienia przestępstwa molestowania seksualnego dzieci przez jednego z księży diecezji radomskiej – poinformowała Beata Galas, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu. Podstawą do wszczęcia postępowania wyjaśniającego były doniesienia złożone przez kanclerza Kurii Biskupiej w Radomiu i Komendę Główną ZHP.

Rzeczniczka poinformowała, że w poniedziałek kanclerz Kurii Biskupiej w Radomiu powiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przez jednego z księży diecezji radomskiej, Stanisława S., przestępstwa z art. 200 Kodeksu karnego, czyli „obcowania płciowego z osobą małoletnią lub doprowadzenia jej do poddania się czynnościom seksualnym”.

– Zawiadomienie dotyczy okoliczności z drugiej połowy lat 80. XX. w., i czasu, kiedy ksiądz Stanisław S. pracował w Pionkach – powiedziała Galas. Dodała, że do zawiadomienia został załączony e-mail, który wpłynął 6 lipca bezpośrednio do radomskiej kurii od osoby pokrzywdzonej.

Prokuratura sprawdzi prawdziwość listu od ofiary

Śledczy zajmą się także doniesieniem skierowanym do prokuratury w połowie czerwca przez Komendę Główną Związku Harcerstwa Polskiego.

– Do tego zawiadomienia dołączone były wydruki korespondencji anonimowej, sporządzonej przez osoby określające siebie jako ofiary molestowania przez księdza Stanisława S. – dodała rzeczniczka prokuratury.

Ks. Edward Poniewierski, kanclerz Kurii Biskupiej w Radomiu, potwierdził, że kuria złożyła zawiadomienie do prokuratury. – Kuria przekazała do prokuratury informacje dotyczące jednego z księży diecezji radomskiej w celu sprawdzenia ich prawdziwości – powiedział.

Czynności wyjaśniające w tej sprawie będą prowadzone w Prokuraturze Rejonowej w Zwoleniu.

Ksiądz Stanisław S. działał w „Solidarności”

Jak podała wtorkowa „Gazeta Wyborcza” zawiadomienia do prokuratury dotyczą ks. Stanisława S., dawnego współpracownika opozycji i pierwszej „Solidarności”.

W latach 1980-1990 był wikarym w parafii św. Barbary w Pionkach, powołał do życia drużyny harcerskie, prowadził grupy ministrantów i szkolenia z karate dla dzieci i młodzieży. Kapłan zajął się wówczas także działalnością opozycyjną: wydawał podziemne pisma „Barykada” i „Robotnik”, książki, ulotki.

Był uczestnikiem demonstracji po pogrzebie i w rocznice śmierci ks. Jerzego Popiełuszki w Warszawie, organizował msze za ojczyznę, współorganizował Komitet Pomocy Internowanym w Pionkach, organizował Duszpasterstwo Ludzi Pracy przy swojej parafii, był członkiem podziemnej grupy Morwa, współorganizował KIK w Pionkach, współpracował z KPN i Polską Partią Niepodległościową.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest ostateczny wyrok dla Artura K. za gwałt i zabójstwo 24-letniej kobiety

Na karę dożywotniego więzienia skazał Sąd Apelacyjny we Wrocławiu 35-letniego Artura K. oskarżonego o gwałt i zabójstwo 24-letniej kobiety – jego byłej partnerki. Sąd drugiej instancji przychylił się do apelacji prokuratury i uznał, że K. działał ze szczególnym okrucieństwem.

Do wydarzeń opisanych w akcie oskarżenia doszło w lutym 2018 r. w Lubaniu (Dolnośląskie). Artur K. wieczorem przyszedł do mieszkania swoje byłej dziewczyny – 24-letniej Kamili K. Według prokuratury był wówczas pod wpływem alkoholu. Mężczyzna zaatakował kobietę. Bił ją i dusił, a następnie zgwałcił. Kobieta zmarła wskutek uduszenia.

W lutym tego roku Sąd Okręgowy w Jelenie Górze w pierwszej instancji skazał K. na dożywocie. Sąd uznał wówczas, że zarzucone oskarżonemu przestępstwo stanowiło zbrodnię zabójstwa w typie zwykłym, nie dopatrzył się w niej znamion szczególnego okrucieństwa – czego chciała prokuratura.

Prokurator złożył apelację od tego wyroku w części dotyczącej opisu i przyjętej kwalifikacji czynu. Domagał się, aby sąd uznał, że K. działał ze szczególnym okrucieństwem. Jak poinformowała w czwartek PAP rzeczniczka Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu prok. Katarzyna Bylicka, Sąd Apelacyjny przychylił się do stanowiska prokuratury i zmienił zaskarżony wyrok, przyjmując, że K. dopuścił się gwałtu, działając ze szczególnym okrucieństwem.

Prok. Bylicka poinformowała, że sąd apelacyjny orzekł przy tym, że K. będzie mógł ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie dopiero po odbyciu 30 lat kary.

Wyrok jest prawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

24-latek aresztowany za zgwałcenie i przetrzymywanie 9-latki

Sąd zadecydował w środę o aresztowaniu na trzy miesiące 24-latka podejrzanego o zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem i przetrzymywanie 9-letniej dziewczynki. Dziecko znaleziono w minioną niedzielę w jego mieszkaniu w Gorzowie Wlkp. Było skrępowane, zakneblowane i schowane w wersalce.

O zastosowaniu aresztu wobec podejrzanego poinformował prokurator Bolesław Lendzion z Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Dodał, że sąd w pełni podzielił argumentację prokuratora zawartą we wniosku o zastosowanie właśnie takiego środka zapobiegawczego wobec podejrzanego.

Jak przekazał we wtorek naczelnik Wydziału I Śledczego Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Mariusz Dąbkowski, podejrzany przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw.

Dwa zarzuty

Ciążą na nim dwa zarzuty. Zarzut zgwałcenia osoby małoletniej i zarzut jej przetrzymywania. W obu przypadkach prokurator przyjął, że sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem. 24-latkowi grozi od 5 do 15 lat więzienia.

Podejrzany miał już postępowanie za przestępstwo przeciwko obyczajności seksualnej wobec małoletnich. Zostało one jednak umorzone przez Sąd Rejonowy w Gliwicach z uwagi na niepoczytalność sprawcy. Mężczyzna został umieszczony szpitalu psychiatrycznym, gdzie przebywał od października 2013 r. do czerwca 2018 r., kiedy to sąd na podstawie opinii biegłych wydał decyzję, że może opuścić szpital.

Dąbkowski przekazał, że w przypadku rodziny pokrzywdzonej dziewczynki prokuratura miała także podejrzenia co do zaniedbań w sferze rodzicielskiej o czym został powiadomiony Sąd Rodzinny. Ten tymczasowo wyjął rodzeństwo (dziewczynkę i jej brata – red.) z władzy rodzicielskiej matki i umieścił w innym miejscu.

We wtorek do gorzowskiej sprawy nawiązał minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Zmiana kwalifikacji prawnej czynu

– W tej sprawie jako prokurator generalny wydałem polecenie swojemu zastępcy panu prokuratorowi Sierakowi, by objął nadzorem to postępowanie oraz by rozważył zasadność zmiany kwalifikacji prawnej czynu w kierunku zabójstwa z zamiarem ewentualnym – powiedział na konferencji prasowej Ziobro.

Prokurator Dąbkowski pytany o taką możliwość powiedział, że zakładane są różne wersje śledcze i prokuratura nie wyklucza niczego. Dodał, że będzie również sprawdzać, czy podejrzany nie skrzywdził innych dzieci. 9-latkę policjanci znaleźli w niedzielę wieczorem w mieszkaniu w jednym z bloków na gorzowskim Zawarciu. Była skrępowana, zakneblowana i schowana w wersalce. Zatrzymany do sprawy 24-latek jest znajomym matki dziecka.

Śledczy ustalili, że w sobotę matka przekazała mu córkę pod opiekę, a kiedy w niedzielę chciała odebrać od niego dziecko, mężczyzna powiedział kobiecie, że dziewczynka oddaliła się podczas spaceru i nie może jej znaleźć.

Chłopcy usłyszeli niepokojące odgłosy

W te tłumaczenia nie uwierzył 14-letni brat dziewczynki i w niedzielę około godz. 22 wraz ze starszym kolegą poszli do mieszkania wynajmowanego przez mężczyznę w jednym z bloków przy ul. Małopolskiej na gorzowskim Zawarciu. Nikt nie otworzył im drzwi, ale chłopcy usłyszeli dochodzące z wnętrza niepokojące odgłosy, toteż natychmiast wezwali policję.

Po wyważeniu drzwi przez strażaków policjanci znaleźli w mieszkaniu zamkniętą w wersalce 9-latkę. Dziecko było skrępowane i zakneblowane. Dziewczynka miała płytki oddech, pogotowie zabrało ją do szpitala.

Policja natychmiast rozpoczęła poszukiwania mężczyzny, pod którego opieka przebyło dziecko. Około godziny pierwszej w nocy policjanci na pobliskiej ulicy Śląskiej znaleźli 24-latka. Mężczyzna próbował uciekać, ale został szybko zatrzymany.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Gorzowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zapadł wyrok w sprawie Amber Gold. Ponad 18 tys. ludzi straciło w piramidzie 851 mln złotych

Sąd Okręgowy w Gdańsku ogłosi dziś wyrok w procesie ws. afery finansowej Amber Gold. W mowach końcowych prokuratura zawnioskowała o wymierzenie twórcy i założycielowi Amber Gold Marcinowi P. i jego żonie Katarzynie P. kar po 25 lat więzienia. Obrońcy obojga oskarżonych domagają się ich uniewinnienia.

Według prokuratury Marcin P. i Katarzyna P. oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej ponad 18 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku

Amber Gold to firma, która miała inwestować w złoto i inne kruszce. Działała od 2009 r., a klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji – od 6 do nawet 16,5 proc. w skali roku – które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych. KNF złożyła doniesienie do prokuratury, która po miesiącu odmówiła wszczęcia śledztwa, nie dopatrując się w działalności firmy znamion przestępstwa. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację, tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były szef KNF Marek Chrzanowski wychodzi na wolność

Były szef KNF Marek Chrzanowski ma opuścić areszt. Taką decyzję podjął Sąd Rejonowy Katowice-Wschód. Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o przedłużenie tymczasowego aresztu. Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury, która domagała się przedłużenia tymczasowego aresztowania Chrzanowskiego o kolejny miesiąc. Poinformowali o tym uczestniczący w posiedzeniu mecenas Radosław Baszuk i prokurator Paweł Leks, który nie wykluczył złożenia zażalenia na wtorkową decyzję sądu.

Chrzanowski został zatrzymany 27 listopada ub. roku. W śląskim wydziale Prokuratury Krajowej usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień w związku z rozmową z właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim.

Na wniosek prokuratury sąd rejonowy aresztował go na dwa miesiące, później zażalenia obrony w tej sprawie nie uwzględnił sąd okręgowy. Obecny okres aresztowania Chrzanowskiego upływa 26 stycznia. W ubiegłym tygodniu prokuratura poinformowała, że zwróciła się do sądu o przedłużenie stosowania tego środka zapobiegawczego.

Jak podawała po przesłuchaniu Chrzanowskiego PK, podczas spotkania z Czarneckim w marcu 2018 r. ówczesny szef KNF zaproponował biznesmenowi „zatrudnienie Grzegorza Kowalczyka w charakterze prawnika w Getin Noble Bank SA na okres 3 lat oraz przekazał Leszkowi Czarneckiemu informację, że zatrudnienie to będzie skutkować przychylnością Komisji Nadzoru Finansowego w czasie realizacji programu naprawczego Getin Noble Bank SA”.

Chrzanowski usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – przewodniczącego KNF – w celu osiągnięcia korzyści osobistej i majątkowej przez inną osobę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ciała małżonków znalezione w domu w Gogolinie

W jednym z domów w Gogolinie pod Opolem znaleziono w niedzielę zwłoki małżonków. Jak poinformował rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Krapkowicach, prawdopodobnie jest to tzw. samobójstwo rozszerzone. Jak dowiedziało się Radio Opole, dwa ciała znalezione przez policjantów to 53-letnia lekarka i 57-letni optyk.

Na zwłoki patrol natrafił około 14:50 podczas jednej z interwencji. Śledztwo mające na celu wyjaśnienie okoliczności śmierci pary prowadzi policja pod nadzorem prokuratury.

– Są też policjanci z Opola, którzy przyjechali do pomocy. Na miejscu pracują też policyjni technicy, którzy zabezpieczają ślady w związku z ujawnionymi zwłokami. Jeżeli chodzi o okoliczności związane ze śmiercią mieszkańców Gogolina, na tę chwilę mogę powiedzieć tylko tyle, że prawdopodobnie doszło do sytuacji, która jest określana jako samobójstwo rozszerzone – powiedział aspirant sztabowy Jarosław Waligóra, oficer prasowy krapkowickiej policji.

Na tym etapie śledztwa mundurowi nie udzielają informacji w sprawie charakteru obrażeń. Nieoficjalnie wiadomo, że na ciele kobiety widoczne były ślady duszenia. Nieżyjący byli dobrze znani w lokalnym środowisku. Mężczyzna był optykiem, a kobieta prowadziła prywatną praktykę lekarską. Policja nie podaje bliższych szczegółów zdarzenia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Szczecin: Z kasy rady rodziców zniknęło 40 tys. złotych. Jest list gończy za jedną z matek

Szczecińska prokuratura wystosowała list gończy za kobietą, która z kasy rady rodziców Szkoły Podstawowej nr 35 w Szczecinie miała przywłaszczyć sobie 40 tysięcy złotych przeznaczonych między innymi na nagrody dla dzieci. Prokuratura ze Szczecina szuka kobiety, którą podejrzewa się o to, że w 2017 roku przywłaszczyła 40 tysięcy złotych z kasy rady rodziców Szkoły Podstawowej nr 35 w Szczecinie, a następnie wyjechała w nieznanym kierunku.

– Kobiecie zarzuca się przywłaszczenie powierzonego mienia. Jest to przestępstwo z artykułu 284 paragraf 2 kodeksu karnego zagrożone karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 – relacjonuje Agnieszka Lorenc z Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód. Za podejrzaną niedawno wystosowano list gończy, ponieważ śledczym nie udało się ustalić jej obecnego miejsca pobytu.

Na nagrody dla dzieci

Poszukiwana była członkiem rady rodziców i miała dostęp do konta, na którym gromadzono dobrowolnie przekazywane środki na cele związane z organizacją imprez dla uczniów szkoły czy fundowania nagród dla nich. – Rodzice byli bardzo przejęci całą sytuacją i włożyli ogrom pracy, aby zadanie, które miała założone, zostały zrealizowane. Dzieci otrzymały więc nagrody. Pewnie były one tańsze, nie takie, jakie sobie pierwotnie założono, niemniej jednak nie było sytuacji, że nie ma środków – przekonuje Iwona Sobczyńska, dyrektor Szkoły. Jak wyjaśnia dyrektor, członkowie rady postanowili także wprowadzić zmiany w swoim regulaminie, by wyeliminować możliwość wystąpienia podobnej sytuacji w przyszłości.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Afera KNF. Przerwano przesłuchanie Marka Ch. Będzie kontynuowane jutro

Przesłuchanie byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego Marka Ch. w katowickiej prokuraturze zostało przerwane. Będzie kontynuowane w środę. Prokurator Tomasz Tadla poinformował, że wszelkie decyzje, w tym ta dotycząca ewentualnego aresztu dla byłego szefa KNF Marka Ch., zapadną w środę.

Drugi dzień przesłuchania Marka Ch. przez prokuraturę w środę

Śledczy powiedział, że wyjaśnienia podejrzanego na ten moment liczą 35 stron. Zaznaczył, że prokuratura chce przedstawić podejrzanemu jeszcze „ogromną liczbę dowodów”, a przesłuchanie Marka Ch. przerwano we wtorek przed godziną 23 ze względu na późną porę. Przesłuchanie Marka Ch. trwało od godziny 13.

Prokurator potwierdził, że Marek Ch. usłyszał jeden zarzut. Nie udzielił informacji, czy podejrzany przyznał się do winy.

Jak informowało Polskie Radio Katowice, były przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego usłyszał zarzut przekroczenia uprawnienia celem osiągnięcia korzyści osobistej przez osobę trzecią. O postawionym przez śledczych zarzucie poinformował wcześniej, w przerwie przesłuchania obrońca byłego szefa KNF mecenas Marcin Kondracki.

We wtorek rano Marek Ch. został zatrzymany przez agentów CBA. Podstawą zatrzymania miały być materiały dowodowe dostarczone przez biznesmena Leszka Czarneckiego. Sprawę jako pierwsza opisała „Gazeta Wyborcza”. Za zarzucane oskarżonemu czyny grozi do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Leszek Czarnecki po przesłuchaniu w prokuraturze

Leszek Czarnecki przez ponad 11 godzin udzielał odpowiedzi i wyjaśnień w sprawie afery z KNF. Na nośnikach, według świadka, są najważniejsze informacje, które mogą przyczynić się do rozwikłania tej sprawy – poinformował w poniedziałek wieczorem prok. Tomasz Tadla, naczelnik śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej, po przesłuchaniu Leszka Czarneckiego.

W poniedziałek ponad 11 godzin w katowickiej prokuraturze zeznawał biznesmen Leszek Czarnecki, właściciel m.in. Getin Noble Banku. Przesłuchanie zakończyło się ok. 22.30.

– (Leszek Czarnecki) złożył bardzo obszerne zeznania i dołączył nośniki informatyczne oraz urządzenia, które mogą posłużyć do weryfikacji wszystkich tych informacji, które były zawarte w zawiadomieniu pełnomocnika – powiedział Tadla po zakończeniu przesłuchania. – Na nośnikach – według świadka – są najważniejsze informacje, które mogą przyczynić się do rozwikłania tej sprawy, ale przede wszystkim są tam nagrane rozmowy tych osób, które są wymienione w zawiadomieniu – dodał.

„Gazeta Wyborcza” napisała we wtorek, że w marcu 2018 r. ówczesny przewodniczący KNF Marek Chrzanowski miał zaoferować Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Leszek Czarnecki nagrał tę ofertę i zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Po artykule w „GW” Chrzanowski złożył dymisję, a premier ją przyjął. O wszczęciu śledztwa poinformował we wtorek prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Jako wstępną kwalifikację prawną przyjęto z art. 231 par. 2 Kodeksu karnego – przekroczenie przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią. Śledztwo prowadzi śląski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej.

Według „GW” z nagrania, którego stenogram Czarnecki przekazał prokuraturze wraz z zawiadomieniem o przestępstwie, wynika, że Chrzanowski miał proponować mu następujące przysługi: usunięcie z KNF Zdzisława Sokala – przedstawiciela prezydenta w Komisji i szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego – bo jest on zwolennikiem przejęcia banków Czarneckiego (Getin Noble Banku i Idea Banku) przez państwo; złagodzenie skutków finansowych zwiększenia tzw. stopy podwyższonego ryzyka (kosztowało to bank ok. 1 mld zł) oraz życzliwe podejście KNF i NBP do planów restrukturyzacji banków Czarneckiego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Prokuratura Arabii Saudyjskiej oskarża ws. Chaszodżdżiego i żąda kary śmierci

Prokuratura w Arabii Saudyjskiej oskarżyła 11 osób o zamordowanie dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w saudyjskim konsulacie w Stambule. Wcześniej Saudowie odrzucali oskarżenia, że stoją za zabójstwem. Dziennikarze komentują, że oskarżeni to „kozły ofiarne”.

Dżamal Chaszodżdżi był krytyczny wobec reżimu i księcia. Z tego powodu opuścił kraj i na stałe zamieszkał w USA, gdzie pracował dla „Washington Post”. Dziennikarz został zamordowany w saudyjskim konsulacie w Stambule na początku października. Jego ciała do dzisiaj nie odnaleziono. Od razu padły oskarżenia wobec Arabii Saudyjskiej i de facto rządzącego krajem następcy trony Muhammada ibn Salmana.

Władze Arabii Saudyjskiej wielokrotnie zmieniały wersję wydarzeń. Początkowo odrzucały oskarżenia. Dopiero po jakimś czasie przyznały, że Chaszodżdżi nie żyje. Tu jednak także podawano rożne scenariusze – od „bójki” w konsulacie po nieudaną próbę sprowadzenia go do kraju. Wszystkie scenariusze zakładały, że ze sprawą nie ma nic wspólnego książę Salman.

Światowe media i komentatorzy poddawali w wątpliwość te wersje. Tym bardziej, że z przecieków do tureckich mediów poznaliśmy wiele szczegółów zbrodni. W akcji brało udział kilkanaście osób, w tym członkowie służb bezpieczeństwa. Był z nimi specjalista ds. medycyny sądowej, lekarz, a grupa przejechała do konsulatu wyposażona w piłę do kości.

11 oskarżonych ws. Chaszodżdżiego

Zarówno Turcja, jak i Arabia prowadzą śledztwa w sprawie dziennikarza. Dziś prokuratura w Rijadzie oświadczyła, że w związku ze śmiercią Chaszodżdżiego aresztowanych jest 21 osób.

11 z nich oskarżono w sprawie zabójstwa. Dla pięciu z nich prokuratura domaga się kary śmierci.

Prokuratura oświadczyła, że plany, które doprowadziły do zabicia dziennikarza, wdrożono od 29 września, trzy dni przed jego śmiercią. Najwyższym rangą oskarżonym jest (były już) wiceszef saudyjskiego wywiad Ahmad al-Assiri, opisywano jako jeden z najbliższych współpracowników następcy trony ibn Salmana. Al-Assiri został wcześniej zdymisjonowany w związku ze sprawą.

Prokuratura podała, że al-Assiri uznał Chaszodżdżiego za zagrożenie dla kraju ze względu na jego pracę jako dziennikarza oraz rzekome „wsparcie grup wrogich państwu”.

Według przedstawionej na konferencji wersji wydarzeń, wysłani do Turcji ludzie mieli sprowadzić dziennikarza do Arabii Saudyjskiej. Gdy ten nie chciał się zgodzić, mieli podjąć decyzję o jego zabiciu. 60-latek został odurzony i zabity, a jego ciało rozczłonkowane i przekazane niezidentyfikowanym osobom,
które miały się go pozbyć.

„Kozły ofiarne”

Choć jednym z oskarżonych w sprawie jest doradca Muhammada ibn Salmana, to oświadczenie saudyjskiej prokuratury w żaden sposób nie wiąże księcia z zabójstwem krytycznego dziennikarza. Dziennikarze i eksperci komentujący sprawę wyrażają niedowierzanie w wersję o tym, że Saudowie najpierw chcieli sprowadzić dziennikarza, oraz że następca tronu nie wiedział o sprawie.

„Muhammad ibn Salman sygnalizuje, że dokona egzekucji ludzi, którzy wykonali jego rozkaz zamordowania Chaszodżdżiego w konsulacie Arabii Saudyjskiej. Oni są kozłami ofiarnymi” – pisze politolog Brian Klaas.

Arabski bloger i krytyk saudyjskiego reżimu Iyad el-Bagdadi napisał:

„Już sama sugestia, że może zostać wyselekcjonowany, skompletowany i wyposażony zespół saudyjskich zabójców, następnie ułożony i przeprowadzony plan zabicia najbardziej znanego Saudyjczyka spoza rodziny królewskiej, a to wszystko bez wiedzy następcy trony – to czysty absurd”.

Inni dziennikarze pisali o „zabijaniu swoich cyngli” lub kpili, że na misję „sprowadzenia dziennikarza do kraju” zabrali eksperta od autopsji i piłę do kości.
Źródło info i foto: Gazeta.pl