Sąd w Lublinie oddalił wniosek o aresztowanie Zbigniewa Stonogi

Sąd w Lublinie oddalił wniosek prokuratury o aresztowanie Zbigniewa Stonogi, któremu śledczy zarzucili przywłaszczenie 253 tys. zł na szkodę prowadzonej przez niego fundacji. Nakazał natychmiastowe zwolnienie podejrzanego. Zbigniew Stonoga, zatrzymany dziś przez śledczych, nie został aresztowany. Sąd Okręgowy w Lublinie poinformował PAP w postanowieniu o nieuwzględnieniu wniosku prokuratury.

Sąd postanowił wniosku prokuratury nie uwzględnić i zarządzić natychmiastowe zwolnienie Zbigniewa S. – powiedziała Barbara Markowska, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Lublinie.

Zbigniew Stonoga bez aresztu. Sąd: Nie utrudnia postępowania

W ocenie sądu „co do niektórych czynów zarzucanych Zbigniewowi S. brak jest dużego prawdopodobieństwa ich popełnienia, a w przypadku pozostałych nie występuje zagrożenie surową karą” – wyjaśniała Markowska. Sąd odniósł się też do przesłanki matactwa. Zdaniem śledczych komunikując się przez media społecznościowe Stonoga utrudnia prowadzenie postępowania. W ocenie sądu jest to jednak za mało, by uznać że utrudnia sprawę.

– Prokuratura podnosiła też przesłankę matactwa ze strony podejrzanego, wskazując na posiadanie (przez Stonogę, przyp.) telefonu komórkowego, który wykorzystuje do kontaktu z innymi ludźmi i swojej działalności w mediach społecznościowych. Fakt samego korzystania z telefonu przez podejrzanego nie pozwala zdaniem sądu przyjąć, iż przez to utrudnia postępowanie – tłumaczyła rzeczniczka lubelskiego sądu.

W kolejnej ze spraw Stonogi chodzi o przywłaszczenie 253 tys. zł pochodzących z wpłat darczyńców na konta fundacji, w okresie od października do grudnia 2019 r. Śledczy zarzucają mu działanie na szkodę fundacji swojego imienia oraz uczynienie sobie z tego procederu stałego źródła dochodu, a także pranie pieniędzy.

W warunkach recydywy grozi za nie do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawa: Zatrzymano trzech funkcjonariuszy policji

Funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymali policjantów komórki do walki z przestępczością samochodową Komendy Stołecznej Policji – poinformował rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji insp. Mariusz Ciarka. Zatrzymanie ma mieć m.in. związek z przekroczeniem uprawnień.

O zatrzymaniu czterech funkcjonariuszy Komendy Stołecznej Policji jako pierwszy poinformował portal tvp.info. Z informacji portalu wynika, że chodzi o policjantów zajmujących się zwalczaniem przestępczości samochodowej – naczelnika, kierownika sekcji i dwóch oficerów. Jak powiedział rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka, zatrzymania funkcjonariuszy komórki do walki z przestępczością samochodową to efekt wspólnych działań komendanta stołecznego policji i Biura Spraw Wewnętrznych Policji.

„Ze względu na nadal trwające czynności w tej sprawie ewentualne wypowiedzi zastrzegła sobie Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, w której prowadzone jest postępowanie przygotowawcze w tej sprawie” – powiedział Ciarka. Zdaniem śledczych sprawa ma charakter rozwojowy.

Według ustaleń tvp.info zatrzymani policjanci mają usłyszeć zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków oraz manipulowania statystykami policyjnymi. Jak donosi portal, powołując się na ustalenia śledczych, policjanci zawyżając statystyki dzielili się uzyskanymi za to premiami.

„Jeden z zatrzymanych – wysoki rangą oficer, z 30-letnim stażem pracy w policji – miał niebawem odejść na emeryturę. Podczas przeszukań mieszkania jednego z zatrzymanych odnaleziono narkotyki” – pisze tvp.info. Jak dodaje, wydział ds. przestępczości samochodowej w KSP czeka teraz reorganizacja. Wydział ma powstać „praktycznie od nowa”.
Źródło info i foto: infosecurity24.pl

Trzej podejrzani z zarzutami ws. zabójstwa 19-latka

W śledztwie dotyczącym zabójstwa 19-latka, Prokuratura Rejonowa w Płońsku (Mazowieckie) przedstawiła zarzuty trzem podejrzanym w wieku od 24 do 35 lat. Wszyscy zostali tymczasowo aresztowani. Jeden z napastników w trakcie słownej utarczki zadał ofierze 11 ciosów nożem.

Do zdarzenia doszło w nocy z 7 na 8 października przed jednym z bloków na płońskim osiedlu mieszkaniowym przy ul. Młodzieżowej. Napastnicy, którzy w trakcie kłótni zaatakowali 19-latka to bracia. Zostali zatrzymani niedługo po zdarzeniu. Byli pod wpływem alkoholu.

Jak poinformowała PAP w poniedziałek prokurator rejonowa w Płońsku Ewa Ambroziak, z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, iż między dwiema grupami mężczyzn doszło początkowo do błahego nieporozumienia, które przerodziło się w utarczkę słowną, a następnie w bójkę.

Dwóch napastników zaczęło bić 19-latka. Przyłączył się trzeci napastnik, który nożem zadał pokrzywdzonemu jedenaście ciosów, w tym w okolice głowy, klatki piersiowej i podbrzusza. Jeden z ciosów, w pachwinę, był prawdopodobnie śmiertelny – wyjaśniła prokurator Ambroziak. Dodała, iż świadkowie zajścia wezwali natychmiast pogotowie ratunkowe, jednak próba reanimacji 19-latka nie powiodła się.

W związku ze zdarzeniem trzem osobom, mieszkańcom Płońska, przedstawiono zarzuty, w tym jednej, 24-latkowi, zarzut zabójstwa przy użyciu niebezpiecznego narzędzia, a dwóm pozostałym, w wieku 27 i 35 lat, zarzut pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Wszyscy, decyzją sądu, zostali tymczasowo aresztowani – podkreśliła szefowa płońskiej prokuratury rejonowej.

Jak przekazała prokurator Ambroziak, zarządzona została sekcja zwłok 19-latka, która określić ma szczegółowo obrażenia i przyczyny jego śmierci.

Zgodnie z Kodeksem karnym, za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi kara pozbawienia wolności od roku do lat 10, a za zabójstwo kara od 8 do 25 lat więzienia, a nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

24-latek porwał syna i byłą partnerkę. Gotowy akt oskarżenia

Prokuratura Rejonowa w Pruszczu Gdańskim skierowała do Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe kolejny akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie, który w maju porwał byłą partnerkę i syna. 24-latek na początku roku został skazany za porwanie kilkuletniego chłopca i miał zakaz zbliżania się do kobiety. Do zdarzenia doszło 14 maja 2020 roku w miejscowości Gołębiewko Wielkie. Jak informowała wówczas pomorska policja, dyżurny otrzymał informację o niebezpiecznym mężczyźnie, który porwał byłą partnerkę i ich wspólne dziecko.

Schował się w skrzyni na pościel

Gdy funkcjonariusze dotarli na miejsce, kobieta z chłopcem znajdowała się na ulicy, a samochód, do którego wcześniej zostali wepchnięci, odjeżdżał. Policja ruszyła w pościg za sprawcą, który porzucił auto pod lasem i dalej uciekł pieszo. Mężczyzna był poszukiwany przy wykorzystaniu policyjnego śmigłowca. Udał się go odnaleźć kilka dni później, w mieszkaniu. 24-latek ukrywał się w skrzyni na pościel.

W toku śledztwa ustalono, że przed tym zdarzeniem kilkukrotnie nawiązywał kontakt z byłą partnerką za pośrednictwem aplikacji Messenger i groził jej pozbawieniem życia.

Akt oskarżenia przeciwko Piotrowi L. obejmuje zarzuty bezprawnego pozbawienia wolności kobiety oraz syna, kierowania gróźb pozbawienia życia pod adresem byłej partnerki oraz nie wykonania polecenia i nie zatrzymania się do kontroli drogowej. – Mężczyźnie zarzucono również popełnienie przestępstwa nie zastosowania się do zakazu orzeczonego wyrokiem sądu – podał w piątek Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Wcześniej skazany za uprowadzenie

W lutym 2020 roku gdański sąd skazał Piotra L. za uprowadzenie syna i znęcanie się nad partnerką. Mężczyzna porwał chłopca i ukrył się z nim w lesie, w samochodzie. Pomimo wezwań funkcjonariuszy, nie chciał go uwolnić. Dopiero gdy zasnął, policjanci otworzyli auto. Mężczyzna został zatrzymany. Znaleziono przy nim amfetaminę. Decyzją sądu Piotr L. miał orzeczony roczny zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość mniejszą niż 50 metrów, za wyjątkiem realizowania kontaktów z dziećmi, w przypadku ich orzeczenia przez sąd rodzinny. Orzekł również obowiązek zapłaty na rzecz kobiety 2 tys. zł zadośćuczynienia.

Mężczyzna przebywa w areszcie śledczym. Tym razem grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Aresztowano podejrzanych o dokonanie ataku terrorystycznego w centrum Paryża

Dwaj podejrzani aresztowani po piątkowym (25 września) ataku terrorystycznym w centrum Paryża, w pobliżu byłej siedziby tygodnika „Charlie Hebdo”, to Pakistańczyk i Algierczyk – poinformowała agencja Reutera, powołując się na źródła w policji. W wyniku ataku z użyciem noża dwie osoby zostały ranne. Francuska prokuratura antyterrorystyczna ogłosiła wszczęcie śledztwa w sprawie zamachu terrorystycznego.

– Główny sprawca został zatrzymany, przebywa w areszcie policyjnym, druga osoba została aresztowana w celu sprawdzenia jej powiązań z głównym sprawcą – poinformował prokurator Remy Heitz.

Według źródła, na które powołuje się agencja Reutera, główny podejrzany to 18-letni Pakistańczyk. Ranni w zdarzeniu są dziennikarzami agencji informacyjnej Premieres Lignes.

Dziennikarze tygodnika „Charlie Hebdo” otrzymują liczne groźby w związku z toczącym się obecnie procesem przeciwko 14 oskarżonym o współudział w zamachach terrorystycznych w 2015 r. W masakrze dokonanej za pomocą broni maszynowej w redakcji „Charlie Hebdo” za publikację karykatur Mahometa zginęło 12 osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Nawalny żąda od Rosji zwrotu ubrań i wskazuje na „ważny dowód”

Aleksiej Nawalny zwrócił się do władz Rosji z żądaniem natychmiastowego zwrócenia ubrań, w których przywieziono go do szpitala w Omsku. Jak wskazuje, są one „ważnym dowodem” w sprawie, bo mogą się na nich znajdować ślady nowiczoku. Tymczasem rosyjska prokuratura generalna poinformowała, że chce przesłuchać Nawalnego.

W Rosji upłynął trzydziestodniowy termin na wszczęcie postępowania karnego w sprawie próby otrucia Aleksieja Nawalnego. Rosyjskie MSW poinformowało, że prowadzi czynności sprawdzające, a prokuratura generalna – że chce przesłuchać Nawalnego. Śledczy wskazali, że interesują ich zwłaszcza szczegóły przygotowań wyjazdu Nawalnego do Tomska i Nowosybirska. Chcą także ustalić personalia wszystkich osób, które towarzyszyły mu w podróży.

Jednocześnie strona rosyjska wciąż nie potwierdziła wersji o otruciu opozycjonisty gazem bojowym z grupy nowiczoków, choć wskazują na nie badania przeprowadzone w kilku niezależnych zagranicznych laboratoriach. Unia Europejska i Stany Zjednoczone domagają się od Rosji wszczęcia śledztwa, a Moskwa odmawia wszczęcia sprawy karnej, twierdząc, iż na razie nie ma do tego podstaw prawnych. Postępowanie przygotowawcze dotyczące możliwego otrucia Nawalnego prowadzi jedynie miejscowa policja.

Tymczasem Aleksiej Nawalny (jego stan zdrowia z każdym dniem się poprawia) napisał na swoim blogu, że organy ścigania wykorzystują czas, aby ukryć jego ubrania, które są „ważnym dowodem” w sprawie. Jak relacjonuje, ubrania ukryto po tym, jak rozebrano go do naga, gdy leżał nieprzytomny w szpitalu w Omsku. „Żądam wydania zabranej mi odzieży” – napisał, dodając, że na ubraniach mogą być ślady nowiczoku, którym próbowano go otruć.

Współpracownik opozycjonisty, dyrektor Fundacji Walki z Korupcją Iwan Żdanow, podkreślił, że „w związku z upłynięciem terminu 30 dni powinna zostać wydana decyzja o wszczęciu postępowania lub odmowie wszczęcia”. Żdanow dodał, że w związku z tym, iż taka decyzja nie została podjęta, współpracownicy Aleksieja Nawalnego nie będą stawiać się na przesłuchania. Żdanow i rzeczniczka Aleksieja Nawalnego Kira Jarmysz powiedzieli dziennikarzom, że zostali już wezwani na przesłuchanie, ale się na nim nie pojawili.

Rosyjski niezależny publicysta Michaił Fiszman w rozmowie z radiem Echo Moskwy wyraził opinię, że „sprawa Nawalnego nie ruszy z miejsca, dopóki nie zechce tego Władimir Putin”. Już wcześniej współpracująca z Aleksiejem Nawalnym opozycyjna polityk Lubow Sobol oświadczyła w Radiu Swoboda, że sygnał do zamachu na Nawalnego dał prezydent Rosji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

„Masa” znów trafi za kratki?

Najsłynniejszy polski świadek koronny już niedługo może znów trafić do więzienia. Wszystko przez to, że Jarosław Ł. ps. „Masa”, miał zaprzepaścić szansę porozumienia z prokuraturą. Teraz grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.

Portal tvpinfo.pl donosi, że Jarosław Ł. (przedtem S. – red.) „Masa” miał mieć odmienne zdanie od śledczych w kwestii pobytu w zakładzie karnym. Świadek koronny spędził ostatnie dwa lata w areszcie śledczym i w ramach dobrowolnego poddania się karze ten czas zaliczony byłby na poczet odbywania wyroku. „Tym samym spełniałby warunki do warunkowego przedterminowego zwolnienia z więzienia z racji odbycia połowy kary” – twierdzi portal.

Były gangster z grupy Pruszkowskiej od kilku miesięcy miał lobbować za wyjściem na wolność i nie zamierzał dłużej pozostawać za kratami. „Masa” – według relacji tvpinfo.pl – miał umniejszać swoją rolę w przestępstwach i nie być do końca szczerym ze śledczymi, dlatego w styczniu skierowano akt oskarżenia wobec przestępcy.

– „Masa” zagrał va banque. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby wyrok, jaki usłyszy, był wyższy od naszej propozycji. Jarosław Ł. popełniał przestępstwa, będąc świadkiem koronnym, znajdując się pod ochroną państwa. Za sprawą „korony” uniknął z pewnością wieloletniej odsiadki i miał warunki, aby zerwać z kryminalną przeszłością – przyznała anonimowa osoba zbliżona do śledztwa. Według niej „powrót do popełnienia przestępstw może być okolicznością obciążającą”.

Jarosław Ł. będzie teraz odpowiadał z wolnej stopy, mury aresztu opuścił w maju. – Nie miałem myśli samobójczych, choć było ciężko. Bardzo brakowało mi przez te dwa lata żony, która na szczęście regularnie mnie odwiedziała – powiedział po wyjściu z ośrodka penitencjarnego „Masa”. – Dziś jestem kompletnie inny, przemyślałem bardzo wiele rzeczy, zrobiłem rachunek sumienia- dodał gangster.

Przypomnijmy, że najsłynniejszy polski świadek koronny jest oskarżony o popełnienie 17 przestępstw – m.in. oszustw, wręczania łapówek oraz paserstwa. Grozi mu do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko byłemu zarządowi Enea Wytwarzanie

Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko byłemu prezesowi zarządu i dwóm byłym wiceprezesom zarządu spółki Enea Wytwarzanie. Według prokuratury i CBA, oskarżeni wyrządzili szkodę majątkową spółki, której wysokość w akcie oskarżenia określono na ponad 76 milionów złotych.

Jak poinformowała rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie Agnieszka Zabłocka-Konopka, akt oskarżenia przeciwko byłemu prezesowi zarządu oraz dwóm byłym wiceprezesom spółki ţ ds. Energii Odnawialnej i ds. Ekonomiczno-Finansowych – został skierowany do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli.

– Zarzuty stawiane oskarżonym dotyczą niedopełnienia ciążących na nich obowiązków starannego zajmowania się sprawami majątkowymi reprezentowanej spółki, wynikających z przepisów ustawy z dnia 15 września 2000 roku Kodeks spółek handlowych, w związku z zawarciem w dniu 7 sierpnia 2015 roku w Warszawie, warunkowej umowy przedwstępnej nabycia od ustalonego podmiotu gospodarczego udziałów innej ustalonej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – wyjaśniła prokurator

. Rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Warszawie wskazała, że finalna kwota nabycia udziałów, uznana została za nieuzasadnioną ekonomicznie z uwagi na „realną wartość firmy, której udziały stanowiły przedmiot umowy nabycia zgodnie z warunkową umową przedwstępną”. – Działanie oskarżonych sprowadziło bezpośrednie niebezpieczeństwo wyrządzenia reprezentowanej przez nich spółce znacznej szkody majątkowej, której wysokość w akcie oskarżenia określono na kwotę nie niższą niż 76 mln 699 tys. zł – zaznaczyła.

Oskarżeni wchodzili w skład zarządu spółki Enea Wytwarzanie, która zarządza elektrownią w Kozienicach produkującą energię elektryczną między innymi z węgla kamiennego oraz zajmuje się pozyskiwaniem energii z odnawialnych źródeł i energetyką cieplną. „Spółka, w której oskarżeni pełnili wskazane funkcje należy do spółki akcyjnej z siedzibą w Poznaniu, która jest jednym z polskich przedsiębiorstw branży energetycznej” – dodała.

Za zarzucane w akcie oskarżenia czyny byłemu prezesowi oraz dwóm byłym wiceprezesom spółki Enea Wytwarzanie może grozić do 3 lat więzienia. Czynności w tej sprawie wykonywali funkcjonariusze łódzkiej delegatury CBA.
Źródło info i foto: TVP.info

Nie będzie prokuratorskiego śledztwa ws domniemanego tuszowania pedofilii przez biskupa Edwarda Janiaka

Nie będzie prokuratorskiego śledztwa w sprawie biskupa kaliskiego Edwarda Janiaka. Hierarcha kościelny oskarżany jest o tuszowanie pedofilii w Kościele, jednak prokuratura z Pleszewa (woj. wielkopolskie) odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie. Donosi o tym posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, która złożyła zawiadomienie w sprawie.

Biskup Edward Janiak od kilkunastu tygodni jest negatywnym bohaterem polskiego Kościoła. W maju odbyła się premiera drugiego filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”, z którego wynika, że bp Janiak przez trzy lata tuszował pedofilię ks. Arkadiusza H., a wcześniej także innych księży z diecezji wrocławskiej. W czerwcu „Gazeta Wyborcza” informowała natomiast o tym, że bp Janiak trafił do szpitala kompletnie pijany. W organizmie miał mieć 3,44 promila alkoholu. Z kolei śledztwo redaktora naczelnego katolickiego magazynu „Więź” wykazało, że biskup Edward Janiak wiedział też o innym skandalu seksualnym – nalegał na przyjęcie do kaliskiego seminarium duchownego kleryka, który został wyrzucony z tej samej placówki we Wrocławiu przez zachowania homoseksualne. Wiedział także o materiałach pornograficznych posiadanych przez owego alumna, w tym pornografii dziecięcej.

Obecnie sprawami bp. Janiaka zajmuje się Watykan. Jednak po publikacji dokumentu Sekielskich posłanka Joanna Scheuring-Wielgus postanowiła prywatnie złożyć na prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przez bp. Edwarda Janiaka przestępstwa.

Prokuratura nie zajmie się przewinieniami biskupa

Kilka dni temu polityk otrzymała odpowiedź. Jak się dowiedziała z listu przesłanego jej przez Prokuraturę Rejonową w Pleszewie, śledczy odmówili wszczęcia śledztwa w tej sprawie. W działaniach bp. Janiaka nie stwierdzono znamion czynu zabronionego.

– Pamiętacie biskupa Janiaka z drugiego filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”? To ten biskup, którego Watykan odsunął niedawno od kierowania diecezją kaliską bo tuszował, ukrywał i przenosił księży pedofilów: księdza Kanię i księdza Hajdasza. Janiak jest również w raporcie o biskupach kryjących księży pedofilów, który z Agata Diduszko-Zyglewska i Anną Frankowską wręczyłyśmy papieżowi Franciszkowi – pisze w mediach społecznościowych Joanna Scheuring-Wielgus.

Jak dodaje, po filmie braci Sekielskich złożyła zawiadomienie do prokuratury na biskupa Janiaka.

– I co zrobiła prokuratura? Uznała, że nie ma czego badać i nie dopatrzyła się znamion czynu zabronionego, chociaż sama stwierdza, że biskup „mając wiarygodną wiadomość o dokonaniu czynu zabronionego, nie zawiadomił organów ścigania”. Nawet jeśli milion razy ktokolwiek z prawicy powie, że przecież prokuratura traktuje wszystkich jednakowo, to mamy kolejny dowód na to, że tak nie jest – pisze oburzona posłanka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zarzut prokuratorski dla członka władz PO

Członek zarządu krajowego PO i szef struktur tej partii na Opolszczyźnie, a zarazem marszałek województwa, Andrzej B. usłyszał prokuratorski zarzut niedopełnienia obowiązków służbowych. „Żądamy dymisji” – wzywa wiceminister aktywów państwowych i polityk Solidarnej Polski Janusz Kowalski. Niedopełnienie obowiązków służbowych – taki zarzut prokuratura postawiła członkowi zarządu krajowego PO Andrzejowi B., który jest marszałkiem województwa opolskiego – podaje Onet. Serwis wyjaśnia, że polityk i samorządowiec zarzut usłyszał już w listopadzie, ale do tej pory o tym nie informowano.

Śledczy twierdzą, że marszałek woj. pomorskiego nie zareagował właściwie, kiedy dowiedział się o świadczeniu przez jednego z podległych mu pracowników w godzinach pracy w urzędzie usług doradczych na rzecz prywatnych firm.

Prokuratura uważa, że Andrzej B. wiedział również o zatajeniu dochodów w oświadczeniach majątkowych pracownika. Zdaniem śledczych samorządowiec powinien natychmiast rozwiązać umowę z podwładnym, a o jego działalności zawiadomić urząd skarbowy i prokuraturę. Marszałkowi województwa opolskiego grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności – informuje Onet.

Na doniesienia ws. szefa PO na Opolszczyźnie i zarazem marszałka województwa zareagował w mediach społecznościowych wiceminister aktywów państwowych i polityk Solidarnej Polski Janusz Kowalski, który również pochodzi z tego regionu. „Dymisja!” – napisał.

„Żądamy jako Solidarna Polska dziś natychmiastowej dymisji! Przez lata w księstewku wojewódzkim PO funkcjonował układ urzędniczo-biznesowy! Mamy tego dość!” – stwierdził Kowalski, powtarzając słowa o „księstewkach PO”, które wywołały już kontrowersje po wpisie powyborczym polityka obozu PiS.
Źródło info i foto: wp.pl