Prokuratura prowadzi śledztwo ws. śmierci 17-letniej Pauliny

AUTOR BEATA OLEJARKA SUPER EXPRESS DABROWKI CORAZ WIECEJ WATPLIWOSCI PO SMIERCI PAULINY N/Z MIEJSCE WYLOWIENIA ZWLOK NASTOLATKI 12/04/2021 PAULINA ZAJAC SMIERC URODZINY IMPREZA STAW NASTOLATKA

Ciąg dalszy sprawy tragicznej śmierci 17-letniej Pauliny, której zwłoki wyłowiono ze zbiornika wodnego w podkarpackiej Dąbrówce. Prokuratura wszczęła śledztwo, prowadzi je w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Rodzina i lokalna społeczność żyją makabrycznym odkryciem w lokalnym zbiorniku. Kilka dni temu wyłowiono z wody zwłoki 17-letniej Pauliny. Nastolatka wracała z imprezy u kolegi, zorganizowanej w otwartej przestrzeni.

Rodzice nie wierzą w wypadek i zastanawiają się, że ktoś mógł skrzywdzić ich dziecko i przyczynić się do śmierci dziewczyny. Uważają, że dowodem w sprawie są poszarpane ubrania nastolatki.

Prokuratura Rejonowa w Łańcucie, która prowadzi śledztwo, stwierdziła po wstępnych ustaleniach, że przyczyną śmierci nastolatki było utonięcie. „W celu wyjaśnienia okoliczności zgonu w/w w miejscu ujawnienia zwłok zostały przeprowadzone oględziny z udziałem prokuratora. Dodatkowo przeprowadzono również oględziny miejsca, gdzie odbywało się spotkanie, w którym początkowo uczestniczyła Paulina Z.”– podał Paweł Król, rzecznik prasowy Prokuratury w Łańcucie.  

Ciało Pauliny Z., po zabezpieczeniu, zostało skierowane na sekcję. Ze wstępnych ustaleń i po sekcji zwłok ofiary z 14 kwietnia, wynika, zmarła wskutek utonięcia. „Ostateczna opinia zostanie wydana przez biegłego po uzyskaniu wyników dodatkowo zleconych badań oraz po  dokonaniu wszelkich niezbędnych ustaleń w sprawie. W chwili obecnej w sprawie realizowane są czynności zmierzające do szczegółowego ustalenia okoliczności zaistniałego zdarzenia” – precyzuje Król.

Prokurator dodał, że wciąż trwają przesłuchania uczestników spotkania, w którym uczestniczyła Paulina Z. Śledczy prowadzą sprawę w kierunku przestępstwa z art. 155 Kodeksu karnego (nieumyślne spowodowanie śmierci). Grozi za to do 5 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Youtuber Kamerzysta odpowie za znęcanie się nad niepełnosprawnym? Prokuratura prowadzi śledztwo

Jeszcze w środę był bardzo pewny siebie i twierdził, że to tylko „aferka”. Wszystko jednak wskazuje na to, że patoinfluencera ze Szczecina o pseudonimie „Kamerzysta” czekają poważne kłopoty. Wszystko z powodu bulwersującego filmu, na którym pokazano jak grupa młodych ludzi w upokarzający sposób traktuje niepełnosprawnego chłopaka, każąc mu m.in. taplać się prawie nago w błotnej kałuży, rozbijać cegły głową czy jeść kocie odchody. Nagranie wstrząsnęło całą Polską. Film zniknął już z sieci, jednak sprawą zainteresowała się policja i prokuratura.

Sprawę nagłośniła psycholożka ze Szczecina, która w poniżanym chłopaku rozpoznała swojego wychowanka, Dominika. Agnieszka Chułek opublikowała na Facebooku wpis, w którym nie szczędziła gorzkich słów pod adresem patostreamerów. Film obejrzało ponad 400 tysięcy ludzi. Pod nagraniem pojawiły się liczne komentarze, również otwarcie krytykujące znęcanie się nad niepełnosprawnym chłopakiem. Na autorze nie robiły one jednak większego wrażenia – większość komentarzy była przez niego usuwana. Ostatecznie skandaliczne nagranie zniknęło z serwisu YouTube w środę po południu. Jako przyczynę podano „naruszenie zasad dotyczących nękania i dręczenia w sieci.

Jeszcze w środę Kamerzysta opublikował na Instastories oświadczenie, w którym bagatelizował całą sprawę, nazywając ją „aferką”. Youtuber był wręcz oburzony, że z powodu „aferki” przerwano mu wakacje i musi coś nagrać, by odnieść się do wywołanego przez siebie skandalu. Nie zamierzał również nikogo przepraszać, gdyż uznał.
Źródło info i foto: se.pl

Gdańska prokuratura otrzymała zawiadomienia ws. tuszowania pedofilii przez abp. Sławoja Leszka Głódzia

Jeszcze nie jest jasne, czy Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zdecyduje o wszczęciu postępowania, ale wiadomo, że wpłynęły do niej trzy zawiadomienia dotyczące abp. Sławoja Leszka Głódzia. Chodzi o podejrzenie tuszowania przestępstw pedofilii przez kościelnego hierarchę. O zawiadomieniach informuje „Dziennik Bałtycki”. Złożyły je Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka Lewicy, oraz Agata Diduszko-Zyglewska, warszawska radna Wiosny.

– Potwierdzam, do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku wpłynęły trzy pisma, które przekazała Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Dotyczą one podejrzenia niedopełnienia obowiązków powiadomienia organów ścigania o przestępstwach, podejrzenia są kierowane wobec arcybiskupa. Zawiadomienia są obecnie przedmiotem analizy w prokuraturze – mówi Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, cytowana przez dziennik.

30 dni na podjęcie decyzji

Prokuratura ma teraz 30 dni na podjęcie decyzji, czy wszcząć śledztwo w sprawie byłego metropolity gdańskiego.

Przypomnijmy, pod koniec marca Stolica Apostolska zdecydowała, że abp Sławoj Leszek Głódź oraz bp Edward Janiak muszą opuścić swoje diecezje oraz nie mogą uczestniczyć w jakichkolwiek publicznych celebracjach religijnych lub spotkaniach świeckich na ich terenie.

Decyzja Watykanu jest efektem postępowania w związku z zaniedbaniami abpa Głódzia „w sprawach nadużyć seksualnych popełnionych przez niektórych duchownych wobec osób małoletnich oraz innych kwestii związanych z zarządzaniem archidiecezją”.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: 20-letni Daune Wright zastrzelony „pomyłkowo”. Aresztowano policjantkę

Policjantka Kim Potter, która w niedzielę śmiertelnie postrzeliła na przedmieściach Minneapolis młodego Afroamerykanina, została w środę aresztowana pod zarzutem zabójstwa drugiego stopnia – poinformowało biuro ds. zatrzymań amerykańskiego stanu Minnesota.

Zgodnie z prawem stanowym, aby udowodnić, że sprawca winny jest zabójstwa drugiego stopnia prokuratura musi wykazać, że podjął on „nierozważne ryzyko” i dopuścił się zaniedbania, które zostało ocenione jako przestępstwo. Maksymalny wymiar kary za takie zabójstwo to 10 lat więzienia i grzywna wysokości 20 tys. dolarów – wyjaśnia Reuters.

20-letni Daune Wright został zastrzelony przez Potter podczas próby zatrzymania go na ulicy w związku z nakazem aresztowania.

W poniedziałek policja opublikowała film z kamer funkcjonariuszy, na którym widać, jak po usłyszeniu, że zostaje zatrzymany w związku z nakazem aresztowania, Wright zaczyna stawiać opór i próbuje wsiąść z powrotem do swojego samochodu; następnie Potter wyjmuje pistolet i grozi mężczyźnie, że użyje paralizatora.

Po chwili pada strzał. Kiedy Wright odjeżdża, Potter krzyczy, że go postrzeliła. Samochód, którym kierował mężczyzna, zderzył się z innym kilka przecznic dalej, a Wright zmarł niedługo potem w wyniku rany postrzałowej w klatkę piersiową.

Na przedmieściach Minneapolis, pomimo godziny policyjnej, doszło we wtorek wieczorem do kolejnych starć z policją podczas protestów przeciwko zastrzeleniu Wrighta. Była to trzecia z kolei noc gwałtownych demonstracji, które przeradzają się w zamieszki.

Prezydent USA apeluje o spokój

Po zastrzeleniu przez policję w pobliżu Minneapolis Afroamerykanina, prezydent USA zaapelował o spokój. Pokojowy protest jest zrozumiały, ale dla przemocy nie ma absolutnie żadnego usprawiedliwienia – powiedział w poniedziałek Joe Biden w Białym Domu.

Prezydent podkreślił, że należy poczekać na wyniki dochodzenia w sprawie śmierci młodego Afroamerykanina. Pytanie, czy był to wypadek, czy też celowe działanie. To musi zostać wyjaśnione – stwierdził Joe Biden.

Wright jak Floyd?

W niedzielę wieczorem przed komisariatem policji w Brooklyn Center zebrał się tłum protestujących. Kilka osób zdemolowało dwa radiowozy, obrzucając je kamieniami i skacząc po nich. Policja użyła gumowej amunicji, gazu łzawiącego i granatów hukowych. Według przedstawicieli władz stanowych w nocy z niedzieli na poniedziałek dochodziło również do włamań i kradzieży, a na miejsce skierowano żołnierzy Gwardii Narodowej. W Brooklyn Center ogłoszono godzinę policyjną.

Do śmierci Dauntego Wrighta doszło zaledwie kilkanaście kilometrów od miejsca, gdzie w maju 2020 roku zginął inny Afroamerykanin, George Floyd. Mężczyzna zmarł podczas brutalnego zatrzymania policyjnego, co wywołało protesty przeciwko rasizmowi i brutalności policji w całych USA. W Minneapolis trwa proces byłego już policjanta Dereka Chauvina oskarżonego o zabójstwo Floyda.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Radny z Przemyśla z zarzutem zlecenia pobicia. Został zawieszony w prawach członka PO

Radny miejski Tomasz S. z Przemyśla, któremu prokuratura postawiła m.in. zarzut zlecenia pobicia z użyciem niebezpiecznego narzędzia, został zawieszony w prawach członka Platformy Obywatelskiej – poinformował rzecznik PO Jan Grabiec. Tomaszowi S. grozi do ośmiu lat więzienia. Tomasz S. trafił na trzy miesiące do aresztu. Przemyscy śledczy zarzucają mu także kierowanie pobiciem oraz nakłanianie do zmiany obciążających zeznań.

Radny, który jest członkiem klubu Koalicji Obywatelskiej w radzie miasta Przemyśla, należy do Platformy Obywatelskiej. – Decyzją rzecznika dyscyplinarnego pan Tomasz S. został 2 kwietnia zawieszony w prawach członka partii do czasu wyjaśnienia sprawy – powiedział rzecznik Platformy Jan Grabiec.

Pobicie kijem bejsbolowym

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu, prok. Marta Pętkowska poinformowała we wtorek, że do pobicia mężczyzny, które miał zlecić Tomasz S., doszło 28 marca.

– Pobity doznał licznych otarć naskórka, zasinień poniżej siedmiu dni. Tomasz S. usłyszał zarzut zlecenia pobicia z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Jest to zarzut, w którym dochodzi do narażenia pobitego na wystąpienie poważniejszych skutków – wyjaśniła prok. Pętkowska. Jak dodała, do pobicia mężczyzny użyto kija bejsbolowego.

Radny jest podejrzany także o kierowanie tym pobiciem oraz o nakłanianie pobitego mężczyzny do zmiany zeznań obciążających sprawców pobicia.

Nie ujawniają treści zeznań

W czasie przesłuchania Tomasz S. złożył wyjaśnienia, ale prokuratura na razie nie podaje ich treści. Nie ujawnia też, na obecnym etapie postępowania, powodów dla których S. zlecił pobicie. Podejrzanemu grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Ciągnął psa za samochodem. Były senator PiS nie trafi do aresztu

Były senator Waldemar B., podejrzany o znęcanie się nad psem ze szczególnym okrucieństwem, nie trafi do aresztu – postanowił Sąd Rejonowy w Kościerzynie (Pomorskie). Decyzja jest nieprawomocna. Według prokuratury, mężczyzna przywiązał zwierzę do haka i wlókł za autem.

– Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o miesiąc tymczasowego aresztu. Uznał, że są wprawdzie przesłanki wskazujące na popełnienie przestępstwa, ale dla zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania wystarczą środki wolnościowe – poinformowała w sobotę PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Grażyna Wawryniuk.

Sąd zastosował wobec Waldemara B. dozór policji i zakaz kontaktowania się z określonymi świadkami. Prokuratura ma siedem dni na podjęcie decyzji, czy złoży odwołanie od orzeczenia kościerskiego sądu. W piątek Wawryniuk podała, że mężczyzna nie przyznał się do postawionego mu zarzutu. – Składając wyjaśnienia przedstawił odmienne motywy swojego zachowania – dodała.

Przywiązał psa do haka 

61-letniemu Waldemarowi B. postawiono zarzut „znęcania się nad psem ze szczególnym okrucieństwem w ten sposób, że przywiązał zwierzę do haka holowniczego samochodu, ruszył i zwiększając prędkość, tak że pies nie nadążył, przewrócił się i był ciągnięty”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Tomasz Sekielski o karze dla Głódzia i Janiaka. „To jest znaczący sygnał, ale pozostaje niedosyt”

– Wymierzanie kary hierarchom przez Watykan nie jest codziennością. (…) Pozostaje niedosyt co do wysokości kary, ale dla Głódzia i Janiaka to jest poważny cios wizerunkowy – powiedział Tomasz Sekielski, odnosząc się do kar wymierzonych abp. Głódziowi i bp. Janiakowi. Według Sekielskiego opinia publiczna powinna naciskać na prokuraturę i komisję ds. pedofilii, aby podjęły dalsze działania. – Cała presja powinna iść w tym kierunku – stwierdził.

Nuncjatura Apostolska w Polsce poinformowała w poniedziałek o wymierzeniu kary arcybiskupowi Sławojowi Leszkowi Głódziowi oraz biskupowi Edwardowi Janiakowi. Hierarchowie zostali ukarani w związku z tuszowaniem spraw nadużyć seksualnych popełnianych przez podległych im księży. Duchowni będą musieli zamieszkać poza swoimi diecezjami, mają zakaz uczestniczenia w publicznych celebracjach religijnych na terenie tych diecezji oraz muszą wpłacić z prywatnych funduszy „odpowiednią sumę” na rzecz Fundacji św. Józefa, która zajmuje się m.in. zapobieganiem kolejnym przestępstwom wykorzystywania seksualnego.

Tomasz Sekielski, dziennikarz oraz autor filmów dokumentalnych o pedofilii w Kościele, skomentował karę wymierzoną duchownym w programie „Onet Rano”. W filmach „Tylko nie mów nikomu” i „Zabawa w chowanego” Sekielski przedstawił historię ofiar m.in. ks. Franciszka Cybuli oraz ks. Arkadiusza Hajdasza. Pierwszy z nich podlegał abp. Sławojowi Głódziowi, a drugi biskupowi Edwardowi Janiakowi. W obu przypadkach hierarchowie mieli wiedzę o przestępstwach księży, ale pozostali bezczynni.

– Rozmawiałem z mężczyzną, który był krzywdzony przez ks. Cybulę. Jest on zadowolony z tego, że abp Głódź ponosi karę. Zapewne duchowny zamieszka w swoim domku na Podlasiu, co dla wielu osób jest kpiną i żartem, ale sam fakt uznania winy arcybiskupa dla tego mężczyzny jest bardzo ważny i daje satysfakcje – powiedział Sekielski.

– Wymierzanie kary hierarchom przez Watykan nie jest codziennością. To jest znaczący sygnał. Pozostaje niedosyt co do wysokości kary, ale dla Głódzia i Janiaka to jest poważny cios wizerunkowy – dodał.

Sekielski podkreślił, że w tym momencie wszyscy powinni oczekiwać zdecydowanych działań prokuratorskich i komisji ds. pedofilii. – Widać wyraźnie, że instytucje państwowe wciąż podchodzą ostrożnie do tego tematu. O ile prokuratura ściga samych sprawców, o tyle wciąż nie ma postępowań, które wyjaśniłyby, jak to możliwe, że przez wiele lat konkretni księża mogli działać bezkarnie, mimo zawiadomień od wiernych i ofiar. Tutaj potrzebne są działania. Cała presja powinna iść w tym kierunku – stwierdził.

Do Prokuratury Regionalnej w Gdańsku trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa dotyczącego niezawiadomienia właściwego organu o przypadkach pedofilii wobec nieletnich przez Edwarda Janiaka i Sławoja Leszka Głódzia – podaje PAP. Śledczy przekazali, że po analizie dokumentów obu spraw zostaną one przekazane do odpowiednich jednostek podległych Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Mariusz P. oskarżony o „najazd na hotel”

Wywiercił zamki, zajął pokoje i rekwirował meble – takie zarzuty stawia znanemu zawodnikowi MMA właściciel jednego z hoteli w Andrychowie (woj. małopolskie). Prokuratura umorzyła śledztwo, ale sporządzono tzw. subsydiarny akt oskarżenia. Przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności do pięciu lat.

Do zdarzenia, o którym informuje portal wadowice24.pl, doszło w 2018 roku. „Sportowiec ze swoją ekipą wszedł do jednego z hosteli, wywiercił zamki, zajął pokoje i rekwirował meble. Jak twierdził, część biznesu była jego własnością. Udziały do hotelu miał wykupić od byłej żony Andrzeja Kowalczyka (właściciela hotelu – red.)”.

Sportowiec publikował w tej sprawie filmy w mediach społecznościowych. Tłumaczył w nich, że nie doszło do żadnego „najazdu”, ale przyznał, że wymienił część zamków ponieważ klucze do nich miały zaginąć. 

„Klucze zaginęły, więc wymieniłem zamki”

– Jestem pełnoprawnym właścicielem i mogę czerpać korzyści finansowe. Takie jest prawo. Nikt tego nie zmyśla. Kowalczyk nie będzie interpretował prawa jak mu wygodnie. Przez jakiś czas wynajmowałem, a on moich klientów zastraszał. Mój pracownik sprzątał pokoje po gościach i w pewnym momencie mu klucze zginęły – mówił. Jak zapewniał, policja została o tym poinformowana. 

– Wziąłem ze sobą dwóch pracowników, żeby powymieniali zamki, a pan Kowalczyk wezwał policję – dodał.

Zdaniem Kowalczyka Mariusz P. nie ma prawa do zajmowania mienia ponieważ „pomiędzy nim, a byłą żoną nie doszło jeszcze do podziału majątku”, więc sporządził akt oskarżenia. Kodeks postępowania karnego pozwala pokrzywdzonemu złożyć tak zwany subsydiarny akt oskarżenia w sądzie po umorzeniu śledztwa przez prokuraturę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wniosek o uchylenie immunitetu Tomaszowi Grodzkiemu

Wniosek Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego został przekazany do Senatu RP – poinformowała Prokuratura Krajowa. Wniosek dotyczy „podejrzenia przyjęcia korzyści majątkowych od pacjentów lub ich bliskich w czasie, gdy Tomasz Grodzki był dyrektorem szpitala specjalistycznego w Szczecinie i ordynatorem tamtejszego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej”

Złotówki i dolary

Prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. „Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej” – czytamy w komunikacie.

W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji – informuje prokuratura.

Według PK, we wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. „Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy” – czytamy w komunikacie.

Wiedza powszechna

Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową – informuje prokuratura. „Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego” – czytamy w komunikacie.

Tomasz Grodzki miał też – według prokuratury – przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

„Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony” – czytamy w komunikacie.

Uchylenie immunitetu

PK przypomina, że w toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami.

Przestępstwa przyjęcia korzyści majątkowej zagrożone są karą do 8 lat pozbawienia wolności. Zgodnie z obowiązującymi przepisami uchylenie immunitetu posłom i senatorom jest niezbędne do ogłoszenia im zarzutów karnych.
Źródło info i foto: interia.pl

Proboszcz z Tarnobrzega skazany za molestowanie seksualne

Prokuratura w Tarnobrzegu oskarżyła, obecnie 58-letniego księdza, b. proboszcza parafii Miłosierdzia Bożego w Tarnobrzegu, o dopuszczenie się wobec małoletniego poniżej 15. roku życia tzw. innych czynności seksualnych. Kodeks karny przewiduje za to karę od 2 do 12 lat pozbawienia wolności. Ponadto ks. Józef G. odpowiadał za nakłanianie pokrzywdzonego groźbą do złożenia korzystnych dla księdza zeznań.

Sąd wymierzył mu karę trzech lat pozbawienia wolności. Skazał go też na ośmioletni zakaz pracy z dziećmi. Ponadto księdzu przez osiem lat nie wolno w żaden sposób kontaktować z pokrzywdzonym i zbliżać się do niego na odległość mniejszą niż 100 metrów. Ma mu również zapłacić 20 tys. zł nawiązki oraz pokryć koszty zastępstwa procesowego 10 tys. zł dla pełnomocnika pokrzywdzonego.

Przeniesiony do innej parafii

Do molestowania 12-letniego chłopca (później kleryka jednego z seminariów duchownych) miało dojść w latach 2005-2006. Pokrzywdzony – jak podają lokalne media – zawiadomił wówczas o tym kurię w Sandomierzu (woj. świętokrzyskie), ale zawiadomienie wraz z nagraniem, które miało być dowodem przestępstwa, „zaginęło” w kurii. Niedługo później ówczesny biskup sandomierski Andrzej Dzięga przeniósł ks. Józefa G. do innej parafii w Ostrowcu Świętokrzyskim, gdzie duchowny pełnił posługę przez wiele lat; nadal pracował z dziećmi, został wykładowcą akademickim.

Arcybiskup Dzięga, obecnie metropolita diecezji szczecińsko–kamieńskiej, był świadkiem w sprawie.

Ksiądz zmuszał do fałszywych zeznań

W 2019 roku pokrzywdzony poinformował ks. Tadeusza Isakowicza–Zaleskiego, że był molestowany. Ksiądz Isakowicz-Zaleski zawiadomił o tym prymasa Polski, a także sandomierską kurię.

W reakcji na zawiadomienie pełnomocnik biskupa sandomierskiego do spraw molestowania seksualnego nieletnich powiadomił prokuraturę. Jednak śledztwo kilka miesięcy później zakończyło się umorzeniem, ponieważ ofiara nie potwierdziła swoich oskarżeń.

Tymczasem w równolegle prowadzonym śledztwie kościelnym wyszło na jaw, że pokrzywdzony był w 2019 r. zastraszany przez ks. Józefa G. i zmuszany do składania fałszywych, korzystnych dla duchownego zeznań. Kuria przekazała te informacje do prokuratury. W efekcie śledztwo zostało we wrześniu 2020 roku ponownie wszczęte. Wówczas też ksiądz został zatrzymany i trafił do aresztu.

Prokuratura postawiła mu zarzut zmuszania ministranta do tzw. innych czynności seksualnych oraz zarzut bezprawnego wpływania na pokrzywdzonego, aby ten złożył korzystne dla duchownego zeznania.

Ksiądz w toku śledztwa nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i złożył obszerne wyjaśnienia. Ale – jak informował wówczas rzecznik tarnobrzeskiej prokuratury prok. Andrzej Dubiel – zeznania podejrzanego były sprzeczne z zebranym w śledztwie materiałem dowodowym.
Źródło info i foto: Dziennik.pl