Wniosek o przedłużenie aresztu Miłosza S. W pożarze escape roomu zginęło pięć nastolatek

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie złożyła do sądu apelacyjnego wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania Miłosza S. do 25 grudnia – poinformował we wtorek rzecznik prokuratury Ryszard Gąsiorowski. Podejrzany to organizator escape roomu, w którym w 2019 r. zginęło pięć 15-latek.

Organizator koszalińskiego escape roomu, w którym 4 stycznia 2019 r. zginęło pięć 15-letnich dziewcząt świętujących urodziny jednej z nich, ma pozostać w areszcie do 10 listopada. Tak zdecydował Sąd Apelacyjny w Szczecinie 22 września 2020 r. Już wówczas sąd nie uwzględnił w całości wniosku prokuratora, który wnosił o przedłużenie aresztu do 25 grudnia 2020 r. Uznał, że blisko dwumiesięczny okres „powinien być wystarczający do zakończenia tego postępowania”.

Jak poinformował we wtorek prok. Gąsiorowski, Prokuratura Okręgowa w Koszalinie nadal chce, by Miłosz S. pozostał w areszcie do 25 grudnia. Stosowny wniosek złożyła do sądu apelacyjnego. Ten jego rozpoznaniem ma zająć się 9 listopada.

Prokurator czeka jeszcze na opinię biegłego  

29-letni Miłosz S. z Poznania zarzuty umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie w Koszalinie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu 15-letnich dziewcząt usłyszał 6 stycznia 2019 r. Tożsame zarzuty przedstawiono w październiku 2019 r. jeszcze trzem osobom: Małgorzacie W. – babci organizatora escape roomu, która rejestrowała działalność, Beacie W. – matce podejrzanego, która współprowadziła działalność, i Radosławowi D. – pracownikowi escape roomu. Wszystkim grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura, jak podał prok. Gąsiorowski, nadal stoi na stanowisku, że nie ustały dwie przesłanki uzasadniające areszt Miłosza S. To zagrożenie surową karą i obawa matactwa, choćby ze względu na to, że w postępowaniu podejrzane są dwie osoby z rodziny 29-latka, wobec których stosowane są wyłącznie wolnościowe środki zapobiegawcze. Ponadto w połowie października, decyzją sądu, areszt opuścił Radosław D.

Gąsiorowski ponadto zaznaczył, że prokurator czeka jeszcze na jedną z dwóch opinii biegłych. Mają wyjaśnić, czy działanie służb ratowniczych na miejscu zdarzenia – straży pożarnej i służb ratowniczo-medycznych – było właściwe, a także czy ewentualnie są w tej sprawie jeszcze inne osoby, oprócz tych, które usłyszały już zarzuty, mogące przyczynić się do śmierci dziewcząt. Jednocześnie dodał, że prokuratura planuje śledztwo zakończyć do 31 grudnia. Do tego dnia zostało ono przedłużone postanowieniem prokuratora regionalnego w Szczecinie.

Śmierć nastolatek w escape roomie 

Do tragicznego w skutkach pożaru doszło w escape roomie „To Nie Pokój” w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego (Zachodniopomorskie). Zginęło w nim pięć uczennic klasy III „d” Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Według wstępnych ustaleń prokuratury, przyczyną pożaru był ulatniający się z butli gaz (butle zasilały piecyki w budynku).

Dziewczęta same mogły wydostać się z zamkniętego pokoju dopiero po rozwiązaniu ostatniej zagadki. W obiekcie nie było dróg ewakuacyjnych. Jedyne okno w pomieszczeniu od wewnątrz było zabite deskami, od zewnątrz było okratowane. Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla. Pogrzeb ofiar pożaru odbył się 10 stycznia 2019 r. Dziewczęta spoczęły obok siebie na koszalińskim cmentarzu komunalnym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pierwszy akt oskarżenia odnośnie afery w GetBack

Prokuratura skierowała do sądu pierwszy akt oskarżenia ws. afery GetBack, dotyczy 16 osób, w tym m.in. byłego prezesa zarządu GetBack; postawiono w nim ok. 30 zarzutów dotyczących oszustw i wyprowadzenia pieniędzy na kwotę ok. 3 mld zł – poinformował Prokurator Krajowy Bogdan Święczkowski.

– Chciałem państwa poinformować, że Prokurator Regionalny w Warszawie, który jest kierownikiem zespołu śledczego ws. GetBack, skierował do Sądu Okręgowy w Warszawie akt oskarżenia w sprawie tzw. afery GetBack. To jest pierwszy z aktów oskarżenia w tej sprawie, dotyczy on 16 oskarżonych, w tym Konrada K., byłego prezesa zarządu GetBack, Jarosława A. i Tobiasza B. – byłych prezesów Idei Banku oraz Dariusza N. oraz Małgorzaty Sz. – członków zarządu Idea bAnku – przekazał na poniedziałkowej konferencji prasowej prok. Bogdan Święczkowski.

Jak dodał, akt oskarżenia liczy 1200 stron oraz dotyczy 16 osób. – Jest ok. 30 zarzutów dotyczących oszustw i wyprowadzenia pieniędzy na łączną kwotę ok. 3 mld zł, gdzie pokrzywdzonych jest 9 tys. osób – podkreślił. Dodał, że w tej sprawie zostanie jeszcze skierowany do sądu „niejeden akt oskarżenia”. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ryszard Krauze na wolności. Sąd nie zdecydował o areszcie

Poznański sąd nie aresztował biznesmena Ryszarda Krauze i czterech innych podejrzanych w sprawie wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord. „Jestem wolny do dalszych zajęć” – powiedział PAP w sobotę wieczorem biznesmen po wyjściu z gmachu sądu. Głos na Twitterze zabrał też Roman Giertych.

Pomylono przychód ze stratą. Przyniosłem Polnordowi trzy razy bardzo dużo pieniędzy, możliwości zarobienia. A prokurator nie odczytał tego właściwie i pomyślał, że może coś uszczupliłem. Teraz się okazało, że sąd zrozumiał, no i w związku z tym jestem wolny do dalszych zajęć – powiedział PAP Ryszard Krauze po wyjściu z Sądu Rejonowego Poznań – Stare Miasto.

Obrońca biznesmena adwokat Andrzej Jarosław Reichelt przekazał PAP, że sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowe aresztowanie zarówno Ryszarda Krauze jak i czterech innych podejrzanych w sprawie wyprowadzenia pieniędzy ze spółki Polnord.

Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury opierając się głównie na przesłance ogólnej. To oznacza, że sąd stwierdził, że nie ma wysokiego uprawdopodobnienia popełnienia czynu – powiedział.

Dodał, że zgodnie z decyzją sądu wobec Krauze nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych. Nie przyznał się do winy, składał bardzo obszerne wyjaśnienia i dzisiaj przyniosło to efekt – wskazał adwokat.

Pełnomocnik podejrzanych Piotra Ś. oraz Sebastiana J. adwokat Rafał Wiechecki podkreślił, że sobotnie postanowienie poznańskiego sądu zostało natychmiast wykonane. Wobec podejrzanych nie zastosowano żadnych środków ani aresztu, ani żadnych poręczeń -zaznaczył.

Moim zdaniem zarzuty są całkowicie bezzasadne. Uważam, że są wyssane z palca i tak naprawdę prokuraturze, według mojej oceny, chodziło tylko i wyłącznie o uderzenie w mecenasa Romana Giertycha oraz pana Ryszarda Krauze (…) z oceny sądu wynika, że nie popełniono żadnego przestępstwa -powiedział.

Ryszard Krauze oraz adwokat Roman Giertych są jednymi z 12 zatrzymanych w czwartek osób podejrzanych o wyprowadzenie i przywłaszczenie łącznie ok. 92 mln zł z giełdowej spółki deweloperskiej Polnord. Przedstawiono im zarzuty dotyczące przywłaszczenia środków spółki oraz wyrządzenia firmie szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, a także prania brudnych pieniędzy. Podejrzanym grozi za to do 10 lat więzienia.

W sobotę przed południem prokurator regionalny w Poznaniu Jacek Motawski poinformował, że po wykonaniu czynności procesowych z wszystkimi 12 zatrzymanymi osobami śledczy skierowali do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie pięciu z nich: Ryszarda Krauze, Sebastiana J., Piotra Ś., Piotra W. oraz Michała Ś.

Prokurator dodał, że „po skutecznym” przedstawieniu zarzutów wobec Romana Giertycha zastosowano środki zapobiegawcze w postaci 5 mln zł poręczenia majątkowego, zawieszenia w czynnościach adwokata, zakazu opuszczania kraju, dozoru policji połączonego z zakazem kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi.

Rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Poznaniu prok. Anna Marszałek powiedziała w sobotę PAP, że śledczy zastosowali wobec Giertycha poręczenie majątkowe po opinii lekarzy, według których stan jego zdrowia wyklucza w jego przypadku zastosowanie izolacyjnych środków zapobiegawczych. Taka decyzja została podjęta przez prokuratora nadzorującego to śledztwo w oparciu o dokumentację, którą dysponował – wyjaśniła.

W czwartek późnym popołudniem Roman Giertych trafił do warszawskiego szpitala, po tym jak zasłabł w trakcie przeszukiwania jego domu przez funkcjonariuszy CBA.

Wobec pozostałych podejrzanych, tj. Tomasza Sz., Tomasza B., Andrzeja P., Wojciecha C., Andrzeja P. oraz Bartosza P. zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego i poręczeń majątkowych oraz zakazu opuszczania kraju, a także zakazu kontaktowania się z pozostałymi podejrzanymi. Do chwili nadania depeszy PAP nie udało się uzyskać komentarza Prokuratury Regionalnej w Poznaniu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Zatrzymano trzech funkcjonariuszy policji

Funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymali policjantów komórki do walki z przestępczością samochodową Komendy Stołecznej Policji – poinformował rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji insp. Mariusz Ciarka. Zatrzymanie ma mieć m.in. związek z przekroczeniem uprawnień.

O zatrzymaniu czterech funkcjonariuszy Komendy Stołecznej Policji jako pierwszy poinformował portal tvp.info. Z informacji portalu wynika, że chodzi o policjantów zajmujących się zwalczaniem przestępczości samochodowej – naczelnika, kierownika sekcji i dwóch oficerów. Jak powiedział rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka, zatrzymania funkcjonariuszy komórki do walki z przestępczością samochodową to efekt wspólnych działań komendanta stołecznego policji i Biura Spraw Wewnętrznych Policji.

„Ze względu na nadal trwające czynności w tej sprawie ewentualne wypowiedzi zastrzegła sobie Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, w której prowadzone jest postępowanie przygotowawcze w tej sprawie” – powiedział Ciarka. Zdaniem śledczych sprawa ma charakter rozwojowy.

Według ustaleń tvp.info zatrzymani policjanci mają usłyszeć zarzuty przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków oraz manipulowania statystykami policyjnymi. Jak donosi portal, powołując się na ustalenia śledczych, policjanci zawyżając statystyki dzielili się uzyskanymi za to premiami.

„Jeden z zatrzymanych – wysoki rangą oficer, z 30-letnim stażem pracy w policji – miał niebawem odejść na emeryturę. Podczas przeszukań mieszkania jednego z zatrzymanych odnaleziono narkotyki” – pisze tvp.info. Jak dodaje, wydział ds. przestępczości samochodowej w KSP czeka teraz reorganizacja. Wydział ma powstać „praktycznie od nowa”.
Źródło info i foto: infosecurity24.pl

Agenci CBA w jednym z biur stołecznego ratusza

Agenci CBA weszli m.in. do jednego z biur stołecznego ratusza. Chodzi o śledztwo ws. podejrzenia wręczenia łapówek.

„Funkcjonariusze Delegatury CBA w Szczecinie na polecenie Prokuratury Regionalnej w Szczecinie przeprowadzili przeszukania w kilku miejscach w województwie mazowieckim i wielkopolskim, w tym w miejscach zamieszkania: byłego funkcjonariusza Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, byłego funkcjonariusza Policji, przedsiębiorcy, a także w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy” – podano w komunikacie CBA.

Chodzi o śledztwo ws. podejrzenia wręczenia łapówek w zamian za ujawnienie tajemnicy służbowej.

„Sprawa jest wynikiem uzyskania materiału dowodowego w ramach śledztwa dotyczącego działania na szkodę Zakładów Chemicznych Police S.A” – dodano.

Miesiąc temu doszło do kolejnej akcji CBA. Funkcjonariusze pojawili się nie tylko w mieszkaniu burmistrza Polic, czynności przeprowadzono między innymi w Urzędzie Miasta w Szczecinie, TBS Prawobrzeże, Zakładzie Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Policach, Instytucie Medycznym im. Jana Pawła II z siedzibą w Szczecinie.

„Realizowane czynności dokonano w ramach wątków, w których nie przedstawiono do tej pory zarzutów, a zdarzenia będące przedmiotem zainteresowania śledczych nie są w sposób bezpośredni związane z głównym wątkiem śledztwa, tj. nabyciem akcji spółki African Investment Group S.A” – dodano.

„Afera policka” dotyczy zakupu przez Zakłady Chemiczne Police afrykańskiej spółki African Investment Group S.A. Jej zadaniem było wydobywanie składników do produkcji nawozów. Śledczy twierdzą, że doszło do oszustwa, chodzi nawet o 87 mln złotych. Do tej pory zarzuty usłyszały dwie osoby.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe wątki ws. Mariana Banasia

Trwa śledztwo ws. majątku Mariana Banasia, jednak prokuratura bada również pozostałych członków jego rodziny. Zdaniem pełnomocnika szefa NIK doszło do przekroczenia uprawnień. O sprawie informuje „Rzeczpospolita”. Gazeta, powołując się na swoje źródła, podaje, że trwa analiza majątku Mariana Banasia, która „jest prowadzona bardzo szeroko, i od nowa”.

– Obejmuje całą rodzinę pana Banasia – oznajmiła osoba znająca kulisy sprawy. Pod lupą są m.in. billingi z połączeń telefonicznych i kontaktów członków rodziny Banasiów. Warto przypomnieć, że majątek urzędnika był już wcześniej badany przez CBA.

– Czas trwania śledztwa po złożeniu zawiadomienia świadczy, iż albo materia sprawy jest znacznie trudniejsza, niż przedstawiały to media i organy ścigania, albo też tak długie postępowanie może być usprawiedliwieniem dla inwigilacji prezesa NIK i jego rodziny – powiedział „RP” mec. Marek Małecki.

– I moim zdaniem przekraczają swoje uprawnienia, co znalazło odzwierciedlenie w moich pismach procesowych – dodał mec. Małecki.

Marian Banaś i afera po reportażu. Kulisy sprawy

Marian Banaś został szefem NIK pod koniec sierpnia 2019 r. Ponad rok temu magazyn śledczy „Superwizjer” TVN24 wyemitował reportaż, w którym sugerował związki Banasia ze światem przestępczym. Dziennikarze pokazali kamienicę urzędnika w Krakowie, w której wynajmowano pokoje na godziny.

Pod koniec listopada 2019 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Mariana Banasia. Biuro wskazało na podejrzenie złożenia przez Mariana Banasia nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz nieudokumentowanych źródeł dochodu. Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo m.in. w sprawie oświadczeń majątkowych prezesa NIK. Za podanie nieprawdy w takim oświadczeniu grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło info i foto: wp.pl

Zapadnie wyrok ws. polskiego opiekuna Grzegorza W. Zabijał swoich podopiecznych

Nieprzyjemny i leniwy, a w opinii niemieckiej prokuratury także „zimnokrwisty seryjny morderca”. Grzegorz W. oskarżony jest o zabijanie swoich podopiecznych. Sąd w Monachium wyda wyrok w jego sprawie. Polski opiekun Grzegorz W. pracował w co najmniej 69 domach w Niemczech. Prokuratura zarzuca mu zabijanie swoich sędziwych podopiecznych. Miał im aplikować śmiertelne dawki insuliny. Jego wina wydaje się nie do podważenia. Pytanie tylko, czy 38-latek dostanie najwyższy wymiar kary.

Odpychające zachowanie i wygląd

Grzegorz W. dostawał zlecenia za pośrednictwem polskich firm pośredniczących w wysyłaniu opiekunów do Niemiec. Jego podopiecznymi były osoby, które wymagały pomocy, a nie chciały iść do domów opieki. W mowie oskarżycielskiej prokuratura wyraziście nakreśliła sytuację panującą w domach, w których Polak był zatrudniony.

Za każdym razem, gdy Grzegorz W. po raz pierwszy dzwonił do drzwi, wywoływał szok swoim wyglądem i zachowaniem. Zdaniem prokuratury zachowywał się w sposób „naburmuszony i władczy”, a niedbały strój mężczyzny o wzroście 1,62 m i wadze 156 kilo dla niektórych był tak odpychający, że na samym wstępie rezygnowali ze współpracy.

Już wcześniej karany

Negatywne pierwsze wrażenie niemal zawsze potwierdzało się w praktyce. W. wulgarnie ubliżał swoim podopiecznym. Odmawiał wstawania do nich w nocy, dawał im środki nasenne i wyłączał budzik, by móc się wyspać. Zamiast papieru toaletowego używał chusteczek, które następnie rozrzucał w łazience. Opróżniał lodówki i kradł wszystko, co nie było przymocowane na stałe.

38-latek już w Polsce był karany więzieniem za kradzież i oszustwa. Po wyjściu z zakładu karnego skończył 120-godzinny kurs kwalifikujący go do wykonywania zawodu opiekuna. Jego motywacją nie była jednak praca, lecz dostęp do domów w celach rabunkowych. W aktach sprawy odnotowano jego stwierdzenie: „Bogatym Niemcom trzeba kraść ich euro” albo „Forsa jest najważniejsza, bo bez niej umrę”.

Śmiertelne zastrzyki

Prawie zawsze rodziny dążyły do jak najszybszego zakończenia współpracy z Grzegorzem W., w niektórych przypadkach on sam kończył ją po paru dniach. Jednak w sześciu przypadkach było już za późno. W., który przyjmował na stałe insulinę ze względu na cukrzycę, wstrzykiwał swoim pacjentom dawki tej substancji, które prowadziły do zgonu. Kilku osobom udało się przeżyć śmiertelne zastrzyki.

Do serii zarzucanych mu czynów doszło w kilku niemieckich krajach związkowych w ciągu zaledwie 10 miesięcy, od kwietnia 2017 do lutego 2018 roku. Pomoc domowa jednej z ofiar powiedziała w śledztwie, że ofiara w ostatnim dniu swojego życia określiła Grzegorza W. mianem „diabła”. Następnej nocy pacjent już nie żył, najprawdopodobniej zamordowany przez człowieka, który miał być jego opiekunem.

Stawką jest najwyższy wymiar kary

W procesie prokuraturze udało się udowodnić zaledwie trzy zabójstwa, zaś zarzuty co do pozostałych zostały wycofane w imię zasady, że „wątpliwości działają na rzecz oskarżonego”. Nie zmienia to faktu, że prokuratura podtrzymała swoje żądanie: dożywotnie pozbawienie wolności w izolacji. To najwyższy w Niemczech wymiar kary.

Podczas swojej mowy końcowej W. okazał skruchę i prosił rodziny swoich ofiar o przebaczenie. Wielu krewnych po dziś dzień cierpi na traumę. Niektórzy sami popadli w choroby z powodu rozpaczy, że dopuścili tego człowieka do swoich starych rodziców.
Źródło info i foto: interia.pl

Śledztwa prokuratury trwają coraz dłużej

Coraz wyższe koszty funkcjonowania prokuratury nie przekładają się na jej sprawność. Nie doszło też, wbrew zapowiedziom, do odciążenia prokuratur rejonowych – alarmuje stowarzyszenie Lex Super Omnia

– Stan zapaści polskiej prokuratury się pogłębia. Widać to wyraźnie na podstawie liczby spraw długotrwających, realnych efektów jej pracy, lecz także czynnika nie do końca mierzalnego, jakim jest jakość prowadzonych i przekazywanych do sądów postępowań przygotowawczych. To oczywiście wpływa na czas rozpoznania sprawy przed sądem – alarmuje stowarzyszenie Lex Super Omnia, które przygotowało raport na temat funkcjonowania prokuratury w ostatnich latach. Zdaniem autorów raportu zdecydowanie największym problemem prokuratury kierowanej przez prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę jest sprawność prowadzenia i nadzorowania postępowań przygotowawczych, której miernikiem jest liczba tzw. spraw starych.

Dłuższe postępowania

W porównaniu z 2014 r. liczba spraw długotrwałych wzrosła o około 270 proc. w przypadku spraw trwających powyżej sześciu miesięcy i do 370–390 proc. w przypadku spraw starszych. Przy porównywalnym wpływie spraw. W porównaniu rok do roku największy wzrost liczby spraw trwających powyżej pół roku odnotowano w okręgach rzeszowskim (z 414 do 708) i białostockim (z 237 do 742), a spraw, w których postępowanie trwa dłużej niż dwa lata, lecz krócej niż pięć lat – w okręgach rzeszowskim (z 56 do 102), gdańskim (ze 172 do 236), krakowskim (ze 162 do 244) i katowickim (z 263 do 322).

Rosnąca liczba spraw niezałatwionych, w których postępowanie toczy się długo, nijak ma się do prawa do rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Zaległości prowadzą również do pogłębiającej się niewydolności prokuratury przez stale rosnące obciążenie prokuratorów, a także siłą rzeczy przekładają się na większą liczbę osób objętych długotrwałym tymczasowym aresztowaniem – zwraca uwagę prokurator Katarzyna Kwiatkowska, prezes Lex Super Omnia.

Więcej aresztowanych

O ile w 2014 r. osób tymczasowo aresztowanych przebywających za kratkami dłużej niż rok było 164, a powyżej dwóch lat – 14, o tyle w 2019 r. takich osób było odpowiednio 535 i 76. Oznacza to wzrost o 226 proc. w przypadku aresztu przekraczającego rok i aż o 443 proc. w przypadku aresztu przekraczającego dwa lata.

Drugim namacalnym efektem pogarszającej się sprawności jest wzrost liczby skarg na przewlekłość z 588 w 2013 r. do 907 w 2019 r. Ponad dwukrotnie w tym okresie wzrosła liczba skarg uwzględnionych (z 59 do 128), co skutkowało przyznaniem skarżącym prawie 400 tys. zł, podczas gdy w 2013 r. kwota ta wyniosła 205 tys.

Winni poprzednicy

Przedstawiciele prokuratury zapewniają, że za wzrost liczby długotrwałych postępowań odpowiada… poprzednie kierownictwo prokuratury.

Powróciliśmy do spraw, które poprzednia ekipa pochopnie umarzała albo wydawała decyzję o odmowie wszczęcia postępowania karnego. Były to sprawy gospodarcze, vatowskie, dotyczące lichwy i dzikiej reprywatyzacji. Często są to śledztwa wielowątkowe, skomplikowane, wymagające przesłuchania dużej liczby świadków, opinii biegłych i skorzystania z międzynarodowej pomocy prawnej. A to powoduje, że nie są to krótkie postępowania – słyszymy w prokuraturze. Poprosiliśmy o oficjalne stanowisko, ale do zamknięcia gazety nie dostaliśmy odpowiedzi.

Nierówne obciążenia

Ale to nie wszystko. Autorzy raportu zwracają uwagę, że brew zapowiedziom, jakie towarzyszyły reformie prokuratury z 2016 r., wciąż nie udało się bardziej sprawiedliwie rozłożyć pracy pomiędzy poszczególne szczeble organizacyjne. W rezultacie ciągle najbardziej obciążone są prokuratury rejonowe.

W 2016 r. w prokuraturach wyższego szczebla zarejestrowano łącznie ponad 15,5 tys. spraw, co stanowiło 1,7 proc. rocznego wpływu. Rok później ten odsetek zmalał do 1,4 proc., w 2018 r. do 1,3 proc., by rok temu wynieść… 1,1 proc. Warto podkreślić, że jednostki szczebla rejonowego rozpoznające 98,9 proc. spraw borykają się z ogromnymi problemami kadrowymi, które są efektem irracjonalnej polityki prokuratora krajowego, opartej na budowaniu ogromnych struktur nadzorczych (np. w Prokuraturze Krajowej) w celu zapewnienia sobie kontroli nad konkretnymi postępowaniami przygotowawczymi – zwraca uwagę prokurator Kwiatkowska.

Dodaje, że przez cztery lata nie wprowadzono żadnych rozwiązań organizacyjnych, które spowodowałyby faktyczną poprawę warunków pracy prokuratorów, przyczyniłyby się do zwiększenia skuteczności i efektywności ścigania oraz zagwarantowałyby większe zaangażowanie prokuratorów w wykonywanie obowiązków służbowych. W rezultacie zawaleni pracą prokuratorzy i asesorzy nie mają wystarczająco dużo czasu dla pokrzywdzonych – konkluduje.

Rzadziej w sądzie

Stowarzyszenie zwraca też uwagę na coraz mniejszą liczbę spraw sądowych odbywających się z udziałem prokuratora. W 2019 r. prokurator jako oskarżyciel publiczny wziął udział w osądzeniu 27,9 proc. spraw, a wyłączając z tej liczby sprawy w sądach okręgowych (gdzie udział prokuratora jest obowiązkowy), współczynnik ten wynosi 25,6 proc. spraw. Tylko co czwarta sprawa w Polsce jest zatem rozpoznawana z udziałem prokuratora i najczęściej dotyczy to tych kategorii, gdzie jego obecność jest obowiązkowa – alarmują autorzy raportu, którzy wskazują też na dużą fluktuację kadr związaną z delegacjami do wyższych jednostek i dyskrecjonalną politykę dobierania kadr.

Koszty w górę

A przecież z roku na rok wydatki na prokuraturę systematycznie rosną. W 2014 r. były one na poziomie 1,8 mld zł, a w 2019 r. wynosiły już 2,6 mld zł. Największą część w budżecie stanowią wynagrodzenia dla prokuratorów. Ciekawostką jest to, że w okresie 2017–2019 prawie o połowę spadły wydatki na pożyczki na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych dla prokuratorów (z 10,5 do 5,7 mln zł.). Z kwerendy dokonanej przez stowarzyszenie wynika jednak, że choć pożyczek jest mniej, zdarzają się przypadki, że dostają je osoby, które jak wynika z oświadczeń majątkowych, mają już mieszkanie, lecz budują dom bądź kupują kolejny lokal.

Znacznie wzrosły natomiast wydatki na podróże służbowe – z 9,1 mln zł w 2015 r. do 14,8 mln w 2019 r. – co jest pokłosiem dużej liczby delegacji. r- Na uwagę zasługują również wydatki na krajowe podróże służbowe Prokuratury Krajowej, które w 2017 r. wyniosły 5,8 mln zł, w 2018 r. wzrosły do 6,5 mln zł, a w 2019 r. osiągnęły 7,1 mln zł, co stanowi 48 proc. wydatków na ten cel w skali całego kraju i 31,4 proc. wydatków Prokuratury Krajowej na wynagrodzenia prokuratorskie.

Kwota ta szokuje, jeśli weźmiemy pod uwagę małą liczbę osób zatrudnionych w Prokuraturze Krajowej, bez prokuratorów delegowanych do wydziałów zamiejscowych, których koszty delegacji służbowych pokrywają prokuratury regionalne – czytamy w raporcie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Włocławek: Matka i córka znalezione w hotelu. 10-miesięczne dziecko nie żyje

Policja w jednym z hoteli we Włocławku we czwartek odnalazła 41-letnią kobietę i jej około 10-miesięczną martwą córeczkę. Matka dziecka i jej partner zostali zatrzymani – poinformował st. sierż. Tomasz Tomaszewski z włocławskiej Komendy Miejskiej Policji.

„Otrzymaliśmy zgłoszenie z Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego, że nie ma kontaktu z matką i dzieckiem. W wyniku podjętych działań, w jednym z hoteli we Włocławku odnaleźliśmy 41-latkę i jej około 10-miesięczną córeczkę, która nie dawała oznak życia. Do sprawy zostały zatrzymane dwie osoby – ta kobieta i jej partner” – powiedział st. sierż. Tomaszewski.

Policjant odmówił podania bliższych informacji w tej sprawie, m.in. kto powiadomił WCPR i gdzie został zatrzymany partner matki dziecka. Wszystkie okoliczności sprawy zostaną wyjaśnione w śledztwie pod nadzorem prokuratury.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

35-letni Łukasz B. aresztowany. Omega Best to piramida finansowa

W środę, 30 września, wieczorem Sąd Rejonowy dla Warszawy-Pragi Północ zastosował tymczasowy areszt warunkowy dla 35-letniego Łukasza B., dyrektora platformy finansowej Omega Best. Według prokuratury stworzył on piramidę finansową i oszukał ok. 520 osób na ponad 2,6 mln euro. Jak przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, prok. Marcin Saduś, śledztwo w sprawie projektu Omega Best prowadzone było od sześciu miesięcy.

– Platforma Omega była zarządzana przez spółkę zarejestrowaną na terenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Oferowała ona zakup produktu tzw. Active Box, będącego połączeniem usług marketingowych oraz obsługi chmury kryptowalutowej. Jej zakup był warunkiem uzyskania obiecanego zysku, a podstawą rozliczeń była jedna z kryptowalut. W rzeczywistości Omega nie oferowała żadnego realnego produktu, a przyjęte wpłaty nie były przeznaczane na deklarowany cel – poinformował prokurator.

Projekt Omega Best powstał na początku 2019 roku. Jej klienci już połowie roku zaczęli zauważać, że spółka nie wywiązuje się z umowy, a inwestycje nie przynoszą żadnych korzyści. Pod koniec 2019 roku klienci mieli problemy z logowaniem się na stronę usługi. Żaden z klientów nie odzyskał wpłaconych funduszy.

Przeszukania pomieszczeń

W poniedziałek, 28 września, funkcjonariusze Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI przeprowadzili przeszukania pomieszczeń związanych z działalnością platformy Omega, w Warszawie i innych miejscowościach na terenie kraju.

– W jednym z lokali biegli z zakresu informatyki śledczej zabezpieczyli tzw. portfele kryptowalutowe, które naprowadziły śledczych na osobę podejrzanego – dyrektora finansowego platformy Omega Best, Łukasza B.

– Podejrzany usłyszał prokuratorskie zarzuty doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem blisko 520 pokrzywdzonych, którzy wpłacili na rzecz oszustów ponad 2,6 miliona euro oraz ponad 60 tysięcy złotych – przekazał prok. Saduś. Osoby wpłacały od kilku do kilkuset tysięcy złotych.

„Rekordzista” stracił 50 tysięcy euro. Prokuratura skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Północ wniosek o tymczasowe aresztowanie Łukasza B., został on uwzględniony w środę w godzinach wieczornych. Sąd zastosował tzw. areszt warunkowy, umożliwiający Łukaszowi B. opuszczenie aresztu śledczego po złożeniu poręczenia majątkowego w kwocie 500 tysięcy złotych.

Część osób ukrywa się za granicą

Śledczy informują, że sprawa ma charakter rozwojowy i kolejne zatrzymania są kwestią czasu. Jak ustaliła PAP, część osób związanych z procederem wyłudzania pieniędzy od pokrzywdzonych ukrywa się za granicą, m.in. na Ukrainie..

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta ostrzegał przed Omegą już pod koniec ubiegłego roku, informując potencjalnych klientów, że może być to piramida finansowa. UOKiK postawił zarzuty firmie Nautilius Investment Ltd, z której wywodzi się projekt Omega Best i zawiadomił o sprawie Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

„Działanie tej firmy może zagrażać interesom ekonomicznym konsumentów. Przedsiębiorca przyjmuje wpłaty i obiecuje korzyści za to, że ktoś namówi inne osoby do zakupu Active Boxów. Ostrzegam przed pochopnym przelewaniem pieniędzy i przystępowaniem do programu Omega” – informował Marek Niechciał, prezes UOKiK, 13 grudnia 2019 r.
Źródło info i foto: interia.pl