Prokuratura: Będą badania śladów DNA zabezpieczonych w aucie, którym jechał zaginiony 5-latek

Prokuratura zleci badania DNA śladów zabezpieczonych w samochodzie, którym podróżował 5-letni Dawid z Grodziska Mazowieckiego. Do analizy przekazano także wszystkie urządzenia i nośniki danych zabezpieczone w mieszkaniu ojca chłopca. To nowe ustalenie reportera RMF FM Mariusza Piekarskiego ws. poszukiwań dziecka. Dawid zaginął 8 dni temu. Do dziś jego los jest nieznany.

Badania DNA mają dać odpowiedź, czy ktoś poza chłopcem i ojcem podróżował samochodem. W szarej skodzie zabezpieczono bardzo dużo śladów, w tym biologicznych – prawdopodobnie także chłopca, ale to trzeba potwierdzić.

Mając ślady biologiczne, jest możliwe wyizolowanie DNA. Wtedy musimy przeprowadzić badania porównawcze, do kogo te ślady należą – mówi prokurator Łukasz Łapczyński.

Równie istotnie dla śledztwa może być to, co biegli eksperci odczytają z komputera i pendrive’ów ojca Dawida. Chodzi o ustalenie motywu i tego, czy Paweł Ż. planował jakieś działania, czego szukał w ostatnich dniach w internecie, czym się interesował.

Chodzi o uzyskanie informacji odnośnie jego wcześniejszych kłopotów, czy też informacji w ogóle o przeszukiwarki internetowe, czy jest coś takiego, co mogłoby wskazywać na jego motywy, ewentualnie w jaki sposób mógł postąpić – tłumaczy Łapczyński.

W ostatnich tygodniach – według zeznań kolegów z pracy – Paweł Ż. dziwnie się zachowywał. Nie pojawiał się w pracy, brał nagły urlop na żądanie.

Równolegle powstaje szczegółowy profil psychologiczny mężczyzny – czy planował działania, czy działał pod wpływem impulsu i czy mógł skrzywdzić syna.

Jak informuje reporter RMF FM Krzysztof Berenda, w ramach poszukiwań policja wraca sprawdzać już raz przeszukane miejsca w okolicach autostrady A2. Na miejscu mają się pojawić dodatkowi specjaliści od kryminalistyki. Mają raz jeszcze sprawdzić wszystkie miejsca w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów. Mają badać ułożenie terenu, przeszukiwać stawy i studzienki – w czym pomagają strażacy.

Dawid poszukiwany jest od ubiegłej środy

Poszukiwania chłopca rozpoczęły się o północy w ubiegłą środę, kiedy utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina. 5-letni Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska Mazowieckiego około godz. 17 w środę. Według ustaleń policji, tego samego dnia przed godz. 21 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.

Policjanci i wspierające je służby przeszukiwali miejsca wytypowane przez funkcjonariuszy. Sprawdzany był m.in. obszar od punktu w dzielnicy Łąki w Grodzisku, gdzie ojciec 5-latka zostawił samochód, do wysokości A2.

W akcjach poszukiwawczych do tej pory uczestniczyły tysiące osób – zarówno grodziscy policjanci, stołeczne oddziały prewencji, funkcjonariusze pionu kryminalnego, żołnierze WOT, strażacy, druhowie, jak i chętni mieszkańcy. W poszukiwaniach wykorzystywane były policyjne drony i śmigłowce, a także przeszkolone psy tropiące.

Policja apeluje o pomoc

Służby nadal apelują o kontakt do tych, którzy Dawida, jego ojca lub szarą skodę fabię o numerze rejestracyjnym WGM 01K9, którą jeździł mężczyzna, widzieli w środę między godz. 17 a godz. 21 na trasie między Grodziskiem Mazowieckim a warszawskim Okęciem. Choć samochód znaleziono, istotna jest informacja, którędy jechał i gdzie się zatrzymywał.

Policja podkreśla, że informacje, które do nich docierają, potwierdzają wcześniejsze ustalenia funkcjonariuszy, i cały czas zachęca, aby przekazywać nowe. Pomóc może także przejrzenie nagrań z kamer samochodowych i monitoringu ze środy, właśnie pod kątem przejazdu ojca 5-letniego chłopca.

Wizerunek ojca i dziecka opublikowany jest na stronie warszawskiej policji. Jest także informacja, w co byli ubrani w środę. Mężczyzna miał czarną kurtkę, granatowe materiałowe spodnie, beżowe wsuwane buty i koszulę polo z jasnym kołnierzykiem. Chłopiec nosił szaroniebieską bluzę dresową, niebieskie dżinsy i niebieskie trampki z logo Zygzaka McQueena – czerwonej wyścigówki z bajki „Auta”. Logo z tym samym bohaterem jest też na zasłonie przeciwsłonecznej na jednej z szyb samochodu.

Wszelkie zgłoszenia na temat zaginionego Dawida, nawet anonimowe, można przekazywać policjantom z Komendy Powiatowej Policji w Grodzisku Mazowieckim, tel. 22 755 60 10 (-11,-12,-13). Można też zatelefonować do najbliższej jednostki policji lub pod numer alarmowy 112.
Źródło info i foto: RMF24.pl

24-letnia Sabina W. z zarzutem zabójstwa. W jej domu znaleziono zwłoki noworodka

Prokuratura przedstawiła 24-letniej Sabinie W. zarzut zabójstwa. W domu kobiety, do której wezwano pogotowie, ratownicy znaleźli zwłoki noworodka. Jak wykazało śledztwo, dziecko utopiło się w muszli klozetowej – poinformował rzecznik opolskiej prokuratury Stanisław Bar.

Do zdarzenia doszło 27 czerwca tego roku w gminie Reńska Wieś. Pogotowie wezwano do kobiety z krwotokiem. Na miejscu, w łazience, ratownicy znaleźli zwłoki noworodka. Jak ustalono, dziecko urodziło się żywe, a matka zostawiła je w muszli, gdzie utonęło. Podejrzanej przedstawiono zarzut działania z zamiarem ewentualnym. Ona sama nie przyznała się do winy, ale też potwierdziła okoliczności, w jakich doszło do zdarzenia. Co do dalszego toku sprawy, pozostają jeszcze kwestie związane z opiniami jakie po badaniu wyda psycholog i psychiatra – wyjaśnia prokurator Bar.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ełk: Nastolatek zmarł w placówce wychowawczej. Doszło do przestępstwa?

Ciało kilkunastoletniego chłopca znaleziono w niedzielę w jednej z placówek opiekuńczo-wychowawczych w Ełku – informuje RMF FM. Śledczy ustalają, czy mogło dojść do przestępstwa.

Jak ustalił reporter RMF FM Kuba Kaługa, prokuratura nie chce zdradzać szczegółów dotyczących tego, jak zginęło dziecko, zanim okoliczności tej tragedii nie zostaną dokładnie wyjaśnione. Sekcja zwłok nieżyjącego nastolatka dopiero ma się odbyć.

W pierwszej kolejności ma zostać przesłuchany cały personel pracujący w placówce, by odtworzyć godziny poprzedzające tragedię.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciało noworodka znalezione w pojemniku. Tragiczne odkrycie pod Łomżą

Przerażające odkrycie w miejscowości Gawrychy pod Łomżą. W pojemniku ustawionym w ogrodzie znaleziono ciało noworodka. Maleństwo zostało porzucone niedługo po porodzie. Historia, jak rysują ją osoby znające sprawę, może nie być tak oczywista. W sprawie jest więcej pytań niż odpowiedzi.

W czwartek, 4 lipca, w miejscowości Gawrychy (woj. podlaskie) dokonano makabrycznego odkrycia. Na jednej z posesji znaleziono zwłoki noworodka. Ciało maleństwa leżało w pojemniku w ogrodzie. Sprawą zajęła się Prokuratura Okręgowa w Łomży.

W sobotę, 6 lipca, przeprowadzono oględziny zwłok i pobrano materiał biologiczny do dalszych badań. Łomżyńska prokuratura prowadzi śledztwo w kierunku zabójstwa noworodka. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że dziecko zostało porzucone zaraz po porodzie. Maluch zmarł, bo nie została mu zapewniona należyta opieka.

Próbowaliśmy porozmawiać z mieszkańcami podłomżyńskiej miejscowości. Wiadomo jedynie tyle, że kobieta ma już dzieci i „walczy o życie”. Miejscowi wskazują na trudną sytuację matki noworodka, nie wyjaśniając, o co tak naprawdę chodzi. – Ludzie nie znają sytuacji i nie mają żadnej wiedzy, a rzucają obelgami w kierunku matki dziecka. Nie wiedzą, jak wyglądało jej życie i jak doszło do tego – usłyszeliśmy. – Jest drugie dno tej sprawy – dodają.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe zarzuty dla Marka Falenty

Nowe zarzuty ma usłyszeć w czwartek w prokuraturze okręgowej dla warszawskiej Pragi Marek Falenta, bohater „afery taśmowej” – dowiedzieli się dziennikarze tvn24.pl. W śledztwie chodzi o nieznane dotąd opinii publicznej nagrania, których ma być nawet „dwa tysiące godzin”. W czwartek o godzinie 10.40 do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga przywieziono Marka Falentę w konwoju, z obstawą dwóch samochodów z policjantami. Najpilniej strzeżony więzień w kraju trafił tam z aresztu śledczego na warszawskiej Białołęce. Po godzinie 11 rozpoczęło się przesłuchanie biznesmena. Według dwóch niezależnych źródeł dziennikarzy tvn24.pl chodzi o przedstawienie mu nowych zarzutów.

Dwa tysiące godzin nieznanych nagrań

Choć Falenta odsiaduje już wyrok 2,5 roku więzienia za organizację nielegalnych nagrań VIP-ów w warszawskich restauracjach, to sprawa dla prokuratorów jeszcze się nie zakończyła. Prowadzą śledztwo w sprawie, której przedmiot tak opisała rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik: „Śledztwo dotyczące nielegalnych nagrań, które pojawiły się w przestrzeni publicznej w okresie późniejszym względem pierwotnego śledztwa i procesu sądowego, zakończonego prawomocnym wyrokiem”. Według źródeł tvn24.pl biznesmen ma „nawet ponad dwa tysiące godzin” zarejestrowanych rozmów, które dotąd nie były znane opinii publicznej. Częścią z nich dysponuje już Centralne Biuro Antykorupcyjne i właśnie Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

– Biznesmen dokumentował na taśmach niemal całe swoje życie. Ma nawet nagrania niemal każdego swojego spotkania z agentami CBA, z którymi niejawnie współpracował do początku 2019 roku, gdy uciekł za granicę – mówi nam jeden ze współpracowników przedsiębiorcy, zastrzegając swoją anonimowość.

Ucieczka do Hiszpanii

Z kraju Falenta znikł na początku tego roku, gdy ostatecznie przegrał prawniczą batalię o uniknięcie wykonania wyroku 2,5 lat więzienia. Najpierw jego poszukiwaniami zajmowali się policjanci z komisariatu w podwarszawskim Konstancinie-Jeziornie. Dopiero po ujawnieniu tego faktu przez media prokuratura wystąpiła do sądu o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Tropieniem Marka Falenty zajęli się wtedy funkcjonariusze z elitarnych zespołów poszukiwań celowych i już po kilkudziesięciu dniach namierzyli go w nadmorskim kurorcie, pod hiszpańską Walencją.

– Nie używał kart, telefonu, próbował zniknąć – mówili funkcjonariusze policji, gdy na początku czerwca hiszpańskie władze zgodziły się na przekazanie go Polsce.

Więzień numer 1

Od tamtej pory Falenta jest prawdopodobnie najpilniej strzeżonym polskim więźniem. Zadanie to powierzono elitarnej grupie Służby Więziennej, biznesmen przebywa w pojedynczej celi. Między innymi dlatego, że już podczas zatrzymania w Hiszpanii wszedł na balkon swojego apartamentu i groził skokiem.

– Również w hiszpańskim więzieniu przeżył załamanie. Jest w złej kondycji psychicznej, świat mu się zawalił, a jego majątek ścigają komornicy – mówi nam jeden z biznesowych przyjaciół 44-latka.

Finansowe problemy Falenty związane są między innymi z długiem wobec rosyjskiej spółki KTK Polska, która na wspólnym interesie straciła 30 milionów złotych. Stąd komornik próbuje odebrać przedsiębiorcy nawet jego dom.

– Zaangażowaliśmy prawników, którzy przed sądami w Polsce i za granicą walczą o odzyskanie należności. Mamy prawomocne wyroki sądu i wszczęte postępowania komornicze. Próbujemy ściągać długi z jego majątku – przekazał w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” Iwan Gepting, prezes spółki KTK Polska. Wierzycielami Falenty są również państwowe agencje, które finansowały część z jego około 30 przedsięwzięć zapewniających mu przez kilka lat miejsce na liście „100 najbogatszych Polaków”.

„Panie Prezesie, jest mi bardzo przykro”

Uciekając przed polskim więzieniem Marek Falenta napisał trzy listy do najważniejszych postaci w Polsce: prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego.

Treść dwóch pierwszych ujawniły media, między innymi „Gazeta Wyborcza” i portal OKO.press. Biznesmen pisał w nich, że chce ułaskawienia przez prezydenta i że złożył wniosek do prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, by zostać świadkiem koronnym. Zapowiadał, że ujawni kulisy podsłuchów polityków i przedsiębiorców w 2014 roku i szczegóły swojej współpracy przy tej sprawie z politykami PiS oraz agentami CBA.

„Panie Prezesie, jest mi bardzo przykro. Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Taka była obietnica panów z CBA” – napisał Falenta do Kaczyńskiego.

Chodzi mu o współpracę, jaką biznesmen nawiązał z dwoma agentami Centralnego Biura Antykorupcyjnego z wrocławskiej delegatury tej służby. Obaj po wyborach awansowali w służbie – jak informowaliśmy w tvn24.pl, jeden z nich został szefem największej delegatury tej służby specjalnej. Jeszcze bardziej niezwykły jest los drugiego agenta, z którym Falenta utrzymywał kontakt. Choć został przyłapany na organizowaniu miłosnych schadzek w delegaturze, a także był podejrzewany o przekazywanie tajnych informacji, to po wygranych przez PiS wyborach kary dyscyplinarne i sprawa prokuratorska zostały mu cofnięte. – Marek Falenta współpracował z CBA również po wygranych przez PiS wyborach – ujawnia nam jeden ze współpracowników skazanego w aferze podsłuchowej biznesmena.

– Przekazywał im dalsze taśmy, wykonywał polecenia operacyjne. Tak będzie brzmieć jego linia obrony w prokuraturze – podkreśla.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Molestowanie i gwałt nastolatek w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Są ustalenia kontroli

W Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku trzy nastolatki stały się ofiarami napaści seksualnych. Są wyniki pierwszego etapu kontroli.

Jak informuje Radio Gdańsk, zakończył się pierwszy etap kontroli Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym im. prof. Bilikiewicza w Gdańsku. Wszczęto ją po dramatycznych wydarzeniach, które miały tam miejsce w czerwcu tego roku.

Najpierw media obiegła wstrząsająca informacja o gwałcie na 15-letniej pacjentce. Potem okazało się, że ofiarami gwałtu były także dwie 13-latki. Z powodu braku miejsc nastolatki przebywały na oddziałach dla dorosłych.

Zdaniem prokuratury przestępstw dokonali dwaj inni pacjenci gdańskiego szpitala: 26-latek i 37-latek. Śledztwa w tych sprawach prowadzi Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz. Wobec 37-letniego mężczyzny zastosowano trzymiesięczny areszt. Przetransportowano go do Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Starogardzie Gdańskim. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Kontrola w szpitalu wykazała, że w ciągu ostatnich trzech lat znacząco wzrosła liczba pacjentów poniżej 18 roku życia, kierowanych do przyjęcia do szpitala. Jednocześnie podkreślono, że dyrekcja szpitala i lekarze działali w stanie wyższej konieczności, przyjmując „nadprogramowych” pacjentów.

Dramatyczną sytuację w szpitalu potwierdzają lekarze. Wielu z nich chce złożyć wypowiedzenie. – Ile było takich dyżurów, że byłem sam na niemal stu pacjentów? To musiało się skończyć dramatem – powiedział w rozmowie z reporterką Wirtualnej Polski Magdą Mieśnik lekarz z placówki w Gdańsku.

Mimo, że dyrektor wstrzymał umieszczanie nieletnich z dorosłymi, nie rozwiązuje to problemu w sytuacji, gdy dziecko wymaga pilnego leczenia, a nie ma dla niego miejsce na oddziale dziecięcym.

Jednym ze wstępnych ustaleń jest konieczność opracowania bardziej szczegółowej procedury postępowania wobec takiego problemu. W placówce ma się także odbyć audyt kliniczny oddziału dziecięcego przeprowadzony przez konsultanta z zakresu psychiatrii dzieci i młodzieży – infomruje Radio Gdańsk.
Źródło info i foto: wp.pl

Belgia: Areszt dla podejrzanego o planowanie zamachu na ambasadę USA

Belgijscy antyterroryści zatrzymali Belga podejrzanego o planowanie ataku na ambasadę USA w Brukseli – poinformowała w poniedziałek belgijska prokuratura federalna. Mężczyzna usłyszał zarzuty m.in. „przygotowywania przestępstwa terrorystycznego”; trafił do aresztu. Podejrzanego, którego prokuratura zidentyfikowała jako „M.G.”, oskarżono również o „próbę przeprowadzenia zamachu w kontekście terrorystycznym”.

Jak wyjaśniono, śledczy mieli informacje, które wskazują, że mężczyzna planował atak. Dodano, że ze względu na dobro śledztwa, na razie nie zostaną podane dalsze szczegóły.

Według cytowanego przez AFP źródła zaznajomionego ze sprawą – 40-letni mężczyzna miał „zwrócić na siebie uwagę swoim zachowaniem”. Miał prowadzić „obserwację” różnych miejsc i został w sobotę zatrzymany, „ponieważ był (wcześniej) śledzony”.

Mężczyzna zaprzecza stawianym mu zarzutom.

Belgia, w której mieszczą się siedziby instytucji Unii Europejskiej oraz NATO, w przeszłości już kilkakrotnie padała ofiarą zamachów dżihadystycznych. W marcu 2016 roku doszło do podwójnego zamachu terrorystycznego Państwa Islamskiego (IS) na lotnisku Zaventem oraz w brukselskim metrze. W ostatnich trzech latach w Belgii miały miejsce również liczne napaści na żołnierzy i policjantów; do niektórych z nich także przyznało się IS.
Źródło info i foto: interia.pl

Sąd wyznaczył podejrzanemu o zabójstwo 10-letniej Kristiny obrońcę z urzędu

Ani podczas przesłuchania w prokuraturze, ani później podczas wizji lokalnej, podejrzany o zabójstwo 10-letniej Kristiny nie skorzystał z przysługującego mu prawa do obecności adwokata. Dziś na wniosek prokuratury świdnicki sąd wyznaczył 22-letniemu Jakubowi A. obrońcę z urzędu. Został nim mec. Sebastian Kujacz.

– Zaraz po zatrzymaniu Jakuba A. został z tej czynności sporządzony protokół. W tym protokole poucza się zatrzymanego, że o zatrzymaniu może zawiadomić inne osoby i ma prawo do kontaktu z adwokatem, jeżeli takiego kontaktu żąda – mówi Onetowi prokurator Tomasz Orepuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. – Z protokołu podpisanego przez Jakuba A. wynika, że nie żądał on kontaktu z adwokatem – dodaje.

Podobnie było przed przystąpieniem do wizji lokalnej. – Przy każdej czynności, o czym Jakub A. został pouczony, mógł żądać udziału adwokata. Wszystkie czynności były filmowane. To fakt, że były one wykonywane w porze wieczorowej i nocnej. Przed każdą czynnością 22-latek był jednak pytany, czy chce wziąć udział w tej czynności oraz czy czuje się na siłach. Zrobiliśmy to specjalnie dla czystości procesowej, żeby nikt nam niczego nie mógł zarzucić – podkreśla prok. Tomasz Orepuk.

Jak dotąd Jakub A. nie miał adwokata. Sytuacja zmieniła się dziś. Na wniosek prokuratury, sąd ustanowił 22-latkowi obrońcę z urzędu, z listy miejscowych adwokatów. Został nim mec. Sebastian Kujacz. Fakt ten potwierdziła Onetowi rzeczniczka świdnickiego sądu. – Wniosek został dziś rozpoznany – mówi sędzia Marzena Rusin-Gielniewska.

Zabójstwo Kristiny

Do zabójstwa 10-letniej Kristiny doszło 13 czerwca. Dziewczynka wyszła ze szkoły ok. godz. 13. Do domu w Mrowinach oddalonego o niecały kilometr od szkoły jednak nie dotarła. Gdy zaniepokojona matka zgłosiła jej zaginięcie, rozpoczęły się poszukiwania. Kilka godzin później – w lesie koło Żarowa sześć kilometrów od domu – ciało dziewczynki znalazła spacerująca z psem kobieta. Po raz ostatni dziewczynka żywa była widziana 200 metrów od domu. W sobotę Kristina została pochowana na cmentarzu komunalnym w Żarowie.

Jakub A. podejrzany o dokonanie zabójstwa usłyszał dwa zarzuty: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem połączony ze znieważeniem zwłok oraz zarzut podżegania innej osoby do współudziału w zbrodni. Do obu zarzutów mężczyzna się przyznał. Został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące i odizolowany od reszty więźniów. W najbliższych dniach Jakuba A. zbada dwóch biegłych lekarzy psychiatrów.

Z ustaleń śledczych wynika, że 22-latek już w maju proponował zabicie dziewczynki komuś innemu. Nieoficjalnie mówi się, że zlecenie na Kristinę opiewało na kwotę 10 tys. zł. Gdy jego propozycja została odrzucona, postanowił sam pozbyć się dziecka. Wszystko wskazuje na to, że mężczyźnie, któremu A. proponował udział w zbrodni, śledczy także nie przedstawią żadnych zarzutów.

Z nieoficjalnych wciąż informacji wynika, że Jakub A. kochał się w matce Kristiny, z którą ma być spokrewniony. 10-latka miała natomiast stać na drodze do jego szczęścia z kobietą, bo go nie lubiła.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest śledztwo prokuratury ws. zabójstwa 9-miesięcznego dziecka

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa 9-miesięcznego dziecka w Olecku (woj. warmińsko-mazurskie) – podała TVN24. Sekcja zwłok wskazuje na udział osób trzecich. Jak podały lokalne media, zgłoszenie o śmierci dziecka w Olecku napłynęło do służb w piątek wieczorem. Lekarz potwierdził zgon 9-miesięcznego dziecka – pisała „Gazeta Olsztyńska”.

W niedzielę ujawniono, że wyniki sekcji zwłok dziewczynki wskazują na śmierć w wyniku działania osób trzecich – przekazała telewizja TVN24 na podstawie informacji z prokuratury. Wszczęto śledztwo w sprawie zabójstwa. Zatrzymano rodziców 9-miesięcznej dziewczynki. Dla dobra śledztwa prokuratorzy nie udzielają na razie więcej informacji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest wniosek o przedłużenie aresztu Bartłomiejowi M.

O przedłużenie aresztu do 25 września dla b. rzecznika MON Bartłomieja M. i dla b. członka zarządu PGZ Radosława O. zawnioskowała Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. Są oni podejrzani w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w spółce PGZ S.A. Wnioski zostały skierowane do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak poinformował prok. Jacek Węgrzynowicz z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, prowadzącej śledztwo w tej sprawie, dwaj pozostali podejrzani, którzy także byli aresztowani: b. dyrektor biura marketingu PGZ Robert K. oraz b. dyrektor wykonawczy firmy Robert Sz. opuścili już areszty.

Sąd Apelacyjny w Warszawie zamienił im areszty na poręczenia majątkowe i zakaz opuszczania kraju. Obaj wpłacili po 50 tys. zł i na początku czerwca opuścili areszty.

B. rzecznik MON przebywa w areszcie od 30 stycznia, gdzie trafił postanowieniem tarnobrzeskiego sądu rejonowego.

M. został zatrzymany wraz z pięcioma innymi podejrzanymi w Warszawie 28 stycznia przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, na polecenie tarnobrzeskiej prokuratury.

Oprócz Bartłomieja M. zatrzymani zostali także b. poseł Mariusz Antoni K., b. członek zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. Radosław O., dwaj byli dyrektorzy PGZ S.A. i b. pracownica Ministerstwa Obrony Narodowej.

Zostali oni zatrzymani w związku z prowadzonym od grudnia 2017 roku przez prokuraturę w Tarnobrzegu śledztwem dotyczącym niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ S.A.

Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu zarzuciła Bartłomiejowi M. oraz b. posłowi Mariuszowi Antoniemu K. zarzuty „powoływania się wspólnie i w porozumieniu na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł”.

Bartłomiej M. i była pracownica MON Agnieszka M. usłyszeli zarzuty przekroczenia swoich uprawnień jako funkcjonariuszy publicznych i działania na szkodę spółki PGZ w związku z zawartą przez nią umową szkoleniową. Tym samym doprowadzili do wyrządzenia spółce szkody w wysokości 491 964 zł – podano po ogłoszeniu zarzutów w komunikacie rzecznika prokuratury.

B. członkowi zarządu PGZ Radosławowi O., b. dyrektorowi biura marketingu PGZ Robertowi K. oraz b. dyrektorowi wykonawczemu firmy Robertowi Sz. zarzucono działania na szkodę spółki i wyrządzenia jej szkody majątkowej w wielkich rozmiarach.

Wobec byłej pracownicy MON prokuratura zastosowała środki wolnościowe. Natomiast do wniosku prokuratury o zastosowanie aresztu dla Mariusza Antoniego K. Sąd Rejonowy w Tarnobrzegu w styczniu br. się nie przychylił. Zastosował wobec podejrzanego poręczenie majątkowe w wysokości 50 tys. zł oraz zakaz opuszczania kraju z jednoczesnym zatrzymaniem paszportu.
Źródło info i foto: RMF24.pl