Ekspert od „słupów” w rękach CBA

Funkcjonariusze CBA zatrzymali kolejną osobę w śledztwie dotyczącym działania „mafii paliwowej” – dowiedział się portal tvp.info. Według ustaleń Biura wyłudzono ponad 63 mln zł podatku VAT. Zatrzymania – na terenie województwa lubelskiego – dokonali funkcjonariusze łódzkiej delegatury CBA. Zatrzymany miał związek z działającą w latach 2013-18 zorganizowaną grupą przestępczą.

„Ustalenia śledczych wskazują, że grupa zorganizowała szereg firm, które dokumentując rzekomy obrót paliwami płynnymi, przyjmowały na swoje rachunki, a następnie przekazywały dalej pieniądze pochodzące z procederu. Wartość wyłudzonego w ten sposób podatku VAT mogła wynieść ponad 63 mln zł” – informuje CBA w komunikacie.

Zatrzymany mężczyzna miał pełnić rolę osoby pomagającej organizatorom przestępstwa w znalezieniu tzw. słupa, czyli osoby formalnie zarządzającej spółką wykorzystywaną do przestępstw.

Mężczyźnie postawiono zarzuty w Prokuraturze Regionalnej w Białymstoku. Śledczy zarzucili mu „pomocnictwo w przestępstwie narażenia na uszczuplenie i uszczuplenia należności Skarbu Państwa z tytułu nieodprowadzonego podatku VAT”.

Biuro przypomina, że w tym śledztwie w sierpniu br. zatrzymano czterech innych członków grupy.
Źródło info i foto: TVP.info

Funkcjonariusze CBA zatrzymali radcę prawnego związanego z biurem Stanisława K.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali dwie osoby w sprawie dotyczącej korupcji urzędniczej i powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych. Jednym z zatrzymanych jest radca prawny związany z biurem senatorskim b. senatora RP Stanisława K. Postępowanie w sprawie prowadzą funkcjonariusze krakowskiej delegatury CBA wspólnie z Prokuraturą Regionalną w Katowicach. W śledztwie zarzuty przedstawiono 26 podejrzanym, w tym byłemu senatorowi RP IX kadencji Stanisławowi K.

Jak informuje Wydział Komunikacji Społecznej CBA, chodzi o sprawę podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu spraw w zamian za korzyści majątkowe, a także powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych oraz samorządowych województwa małopolskiego, a także udzielania korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne, w związku z pełnieniem tych funkcji.

„Kontynuując czynności w tej sprawie, agenci CBA zatrzymali w Krakowie kolejne dwie osoby, w tym Marcina K. radcę prawnego związanego z biurem senatorskim byłego senatora Stanisława K. oraz przedsiębiorcę Andrzeja K.” – poinformowało CBA w piątkowym komunikacie.

Jak zaznaczono – zatrzymani usłyszą w prokuraturze zarzuty „podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu przejęcia na własność jednej z kamienic położonych w centrum Krakowa”.

Mężczyźni, w zamian za „przysługę”, mieli uzyskać obietnicę korzyści majątkowej w postaci udziałów we własności nieruchomości oraz gotówki w kwocie 1,5 mln złotych.

„Ustalenia procesowe wskazują, że zatrzymani powoływali się w związku z tym na wpływy m.in. u senatora Stanisława K. oraz w komisji ds. reprywatyzacji nieruchomości” – informuje CBA.

Sprawa ma charakter rozwojowy. Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: interia.pl

Sławomir Nowak w prokuraturze

Były minister transportu Sławomir Nowak ma dziś w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie usłyszeć zarzuty. Agenci CBA dowieźli byłego szefa Ukrawtodoru na przesłuchanie tuż po godz. 8:00. Jak wcześniej informowała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, b. minister transportu i b. szef ukraińskiej agencji drogowej Ukrawtodor Sławomir Nowak został w poniedziałek zatrzymany w związku z podejrzeniem korupcji, kierowania zorganizowaną grupą przestępczą i prania brudnych pieniędzy. Wraz z nim zatrzymano w Polsce dwie osoby – b. dowódcę jednostki Grom Dariusza Z. oraz biznesmena Jacka P.

Śledztwo dotyczy podejrzenia działań korupcyjnych oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Prowadzone jest równolegle przez CBA i Prokuraturę Okręgową w Warszawie a także Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną w Kijowie oraz Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy.

W sprawie toczą się odrębne śledztwa w Polsce i na Ukrainie, a dowodami wymienia się i działania koordynuje specjalny zespół śledczych. Po doprowadzeniu do Prokuratury Okręgowej w Warszawie Sławomir Nowak ma usłyszeć sześć zarzutów dotyczących okresu, gdy kierował ukraińską Państwową Służbą Dróg Samochodowych – Ukrawtodor.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były polityk Nowoczesnej Kamil Kurosz zatrzymany przez policję

Były polityk Nowoczesnej Kamil Kurosz został zatrzymany nad ranem przez policję – poinformował wiceminister spraw wewnętrznych Maciej Wąsik. Mężczyzna ma usłyszeć w prokuraturze w Rzeszowie zarzuty karne – dodał.

– Sprawa zbulwersowała opinię publiczną. Zachowanie tego pana było karygodne, będzie musiał ponieść konsekwencje i – mam nadzieję – odpowiedzieć za to przed sądem – komentuje w rozmowie z portalem tvp.info Maciej Wąsik. Zatrzymany ma usłyszeć zarzuty z artykułu 255 kodeksu karnego, który mówi o publicznym nawoływaniu do przestępstwa. Grozi za to nawet do trzech lat więzienia.

O Kamilu Kuroszu, byłym liderze Nowoczesnej w Przemyślu, zrobiło się głośno po tym, jak w sieci zaczęły pojawiać się jego wpisy, w których nawoływał do „eksterminacji” i „gazowania” polityków PiS, a nawet do „fizycznego” usunięcia prezesa tej partii Jarosława Kaczyńskiego.

Meżczyzna startował do Sejmu z list Nowoczesnej w 2015 roku. W sieci pojawiły się jego zdjęcia, na których pozuje m.in. z Borysem Budką i Ryszardem Petru.

Europoseł PiS Dominik Tarczyński zapowiedział w rozmowie z portalem tvp.info, że w związku z nienawistnymi wpisami Kurosza złoży zawiadomienie do prokuratury. – To nawoływanie do morderstwa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, do gazowania senatorów PiS. Takie postawy będą piętnowane, on musi ponieść za to odpowiedzialność. To jest mowa nazistów, to skandal – wskazał Tarczyński.

Od wpisów Kurosza odcięła się firma, w której obecnie jest zatrudniony. „Informujemy, że nie identyfikujemy się z prywatnymi treściami prezentowanymi na profilu Kamila Kurosza. Jako firma, stanowczo potępiamy mowę nienawiści i jesteśmy bardzo mocno zaniepokojeni obecną sytuacją. Podjęliśmy natychmiastowe kroki prawne względem naszego pracownika” – napisało na Facebooku Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej DAS.
Źródło info i foto: TVP.info

Prokuratura Okręgowa Białymstoku wszczęła śledztwo ws. pożaru w Biebrzańskim PN. Nagroda za „podpalacza”

Prokuratura Okręgowa Białymstoku będzie prowadzić śledztwo w sprawie pożaru w Biebrzańskim PN. Wpłynęły już do niej materiały od policji – poinformował zastępca szefa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku Paweł Sawoń. Straż pożarna poinformowała, że w niedzielę po południu formalnie zakończyła się akcja gaśnicza. Pożar trwał od prawie tygodnia. Spłonęło prawie 5,3 tys. ha bagiennych łąk i terenów leśnych w Biebrzańskim PN, który jest największym obszarem chronionym w Polsce.

Rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa poinformował w niedzielę, że zawiadomienie w Komendzie Powiatowej Policji w Mońkach złożyła dyrekcja Biebrzańskiego Parku Narodowego. Sprawę przejęła Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku i zebrane dotąd materiały przekazała prokuraturze. Dodał, że byli już przesłuchani pierwsi świadkowie.

– Nie tylko Biebrzański Park Narodowy jest tutaj poszkodowanym, ale też osoby prywatne, którym spłonęły łąki – dodał Tomasz Krupa. Zaznaczył, że kierunek w śledztwie określi prokuratura, gdy zdecyduje o wszczęciu postępowania.

Prokurator Paweł Sawoń powiedział, że szczegóły mają być znane w poniedziałek.

„Na pewno brał udział człowiek”

Tomasz Krupa mówi, że kluczowe dla sprawy będzie zasięgnięcie opinii przez biegłych m.in. z zakresu pożarnictwa o przyczynie pożaru. Były wypowiedzi w przestrzeni publicznej, że mogło dojść do podpalenia. – Ale ostatecznie musi się jak zawsze w takich sytuacjach wypowiedzieć biegły z zakresu pożarnictwa – powiedział Krupa. Dodał, że pewnie będzie również zasięgana opinia dotycząca strat przyrodniczych, które spowodował pożar, ale będzie o tym decydować prokuratura.

Marcin Janowski z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Białymstoku powiedział, że o godz. 17:00 w niedzielę formalnie straż przekazała zarządzanie nad pożarzyskiem dyrekcji parku, akcja zakończyła się.

Pytany o ewentualne przyczyny pożaru Janowski mówi, że wiele wskazuje na działalnie człowieka. – W takiej sytuacji, przy tej skali pożaru, możemy tylko powiedzieć, że tutaj brał na pewno udział (w powstaniu pożaru) człowiek. Natomiast, czy to było umyślne, czy nieumyślne, czy przypadkowe, przez nieostrożność czy głupotę, to nie jesteśmy w stanie tego na chwilę obecną stwierdzić – powiedział Janowski.

Dodał, że na pewno przyczyną pożaru nie były np. wyładowania atmosferyczne czy awaria sieci energetycznej, zwarcie w instalacji elektrycznej, bo na terenie pożaru nie było burzy, nie ma też linii energetycznych.

„Innej możliwości nie ma”

Dyrektor Biebrzańskiego PN Andrzej Grygoruk potwierdził w niedzielę, że wyznaczył 10 tys. zł nagrody – jak to określił – „dla tego, kto podpalacza wskaże” i powtórzył, że przyczyną pożaru mogło być podpalenie.

– Innej możliwości tutaj nie ma. Ja nie widzę tutaj żadnej innej przyczyny pożaru – uważa dyrektor parku. Wcześniej była także mowa o tym, że pożar może być skutkiem wypalania traw.

Dyrektor poinformował także, że mieszkańcy wsi Kopytkowo w rejonie pożarzyska zgłosili, że na miejsce po pożarze przyjeżdża w niedzielę dużo ludzi, co jest, jak mówi, niebezpieczne ze względu na to, że należy zachować w tym miejscu szczególną ostrożność, jak również ze względu na epidemię koronawirusa. Dyrektor mówi, że poinformował o tym policję i podkreśla, że teren parku na północ od Kopytkowa w kierunku Grzęd jest zamknięty, a chodzi o to, by nie powodować w tym miejscu dodatkowego zagrożenia.

– Po tym pożarze nie chcemy, żeby tam się ktoś kręcił, bo ludzie szukają jakiejś sensacji, a tej sensacji po prostu tam nie ma – powiedział Grygoruk. Zapowiada patrole służb parku i karanie mandatami osób, które próbują wchodzić na teren po pożarze.

Dyrektor dodał, że jeżeli ludzie nie będą się do tego stosować, zastanowi się nad wprowadzeniem zakazu wstępu do parku „do odwołania”. – Do końca roku zamknę park, jeżeli będzie taka indolencja ludzi- dodał dyrektor Biebrzańskiego PN.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

15-letni Emil B. zabił nożem 16-letniego Kubę. Dziś usłyszy zarzut zabójstwa

Dzisiaj przeprowadzana jest czynność z Emilem B., w trakcie której ma on usłyszeć zarzut popełnienia przestępstwa zabójstwa – przekazał w rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Marcin Saduś. Emil B. jest przesłuchiwany w Prokuraturze Rejonowej Praga-Południe. Jak przekazał prokurator Saduś „ta czynność w tej chwili trwa”.

Wskazał też, że B. w prokuraturze ma usłyszeć zarzut popełnienia przestępstwa zabójstwa. – Będzie ten zarzut doprecyzowany względem tego, który usłyszał w maju odpowiadając przed sądem rodzinnym. Ta czynność w tej chwili trwa – dodał Saduś.

Poinformował również o tym, że po zakończeniu czynności będzie podejmowana decyzja w przedmiocie środka zapobiegawczego, jaki ma być zastosowany. Prokurator rozważa skierowanie do sądu wniosku o tymczasowy areszt wobec Emila B.

10 maja br. 15-letni Emil B. śmiertelnie ranił nożem 16-letniego Kubę w szkole w Wawrze. Raniony ostrzem nastolatek zmarł. Po tragedii Emil B. został umieszczony w schronisku dla nieletnich. Sąd zdecydował też o poddaniu nastolatka obserwacji psychiatrycznej, która się zakończyła.
Źródło info i foto: onet.pl

54-latek zlecił zabójstwo żony. Atak zaplanowano w Kazimierzu Dolnym

Stołeczni policjanci zatrzymali 54-latka podejrzanego o zlecenie zabójstwa żony, a także jego 35-letniego znajomego, który miał mu pomagać w zbrodni. W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie obaj usłyszeli zarzuty. Zostali też tymczasowo aresztowani przez sąd.

Jak przekazał rzecznik warszawskiej policji kom. Sylwester Marczak, 54-latka, który jest podejrzany o zlecenie zabójstwa żony, i 35-latka, który miał pomagać w realizacji tego planu, zatrzymali funkcjonariusze z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw.

Miała zginąć w czasie wyjazdu do Kazimierza Dolnego

Policjanci nie wykluczają, że 54-latek chciał poprzez zabójstwo żony rozwiązać problemy osobiste i finansowe. Według policji, podejrzany planował zbrodnię od kwietnia 2018 roku. Chciał dokonać „zbrodni doskonałej”, opracowanej w najdrobniejszych szczegółach. Kobieta miała zostać pozbawiona życia w czasie wyjazdu do Kazimierza Dolnego. 35-latek, który miał pomagać głównemu podejrzanemu, to jego znajomy, na co dzień prowadzący z nim interesy.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi policja pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jej rzecznik, prok. Łukasz Łapczyński, poinformował, że wynagrodzeniem za zabójstwo miało być mieszkanie na warszawskim Mokotowie. Osobę, która miała dokonać zabójstwa, miał znaleźć 35-latek. Służby znają personalia tej osoby.

Podejrzanym grozi dożywocie

W Prokuraturze Okręgowej 54-latek usłyszał zarzut nakłaniania do zabójstwa żony, do czego nie doszło dzięki działaniom policji. – W przypadku drugiego mężczyzny zarzuty dotyczą pomocnictwa do przestępstwa poprzez m.in. skontaktowanie zleceniodawcy z osobą, która miała dokonać zabójstwa, oraz udzielanie rad i wskazówek co do przebiegu zbrodni – wyjaśnił prok. Łapczyński.

Obaj podejrzani nie przyznali się do zarzucanych im przestępstw i złożyli obszerne wyjaśnienia sprzeczne ze zgromadzonym w tej sprawie materiałem dowodowym.

Na wniosek prokuratora w ubiegłym tygodniu sąd zastosował wobec nich tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące.

Podejrzanym grozi nawet dożywotnie więzienie.

Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wysoko postawiony funkcjonariusz policji znęcał się nad partnerką?

W prokuraturze w Gorzowie Wielkopolskim toczy się postępowanie wobec zastępcy naczelnika w jednym z wydziałów Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Zgłoszenie dotyczy psychicznego i fizycznego znęcania się nad partnerką, a kulisy sprawy są szokujące.

Zbliżony do obojga policjantów czytelnik poinformował Onet o interwencji z początku czerwca. Do mieszkania, które Jan K. zajmuje wspólnie z partnerką i dzieckiem, został wezwany wówczas patrol policji. O interwencję prosiła kobieta, którą – zdaniem naszego informatora – K. w środku nocy wyrzucił z domu

– Ubrana była w samą piżamę, zadzwoniła na policję od sąsiadów. Na miejscu pojawił się patrol interwencyjny, później – jako że sprawa dotyczyła policjantów, ich przełożeni oraz wydział kontroli. Poszkodowana złożyła zawiadomienie o znęcaniu się, informując, że trwa to już kilka lat – opowiada osoba zbliżona do sprawy. – Jako dowód przedstawiła nagrania w postaci audio i wideo, jak również obdukcję na złamanie, które miała rok temu. Zeznała, że niejednokrotnie siadał na niej i wykręcał jej ręce. Odgrażał się, wspomniała nawet, że była sytuacja, kiedy groził jej nożem. Czuł się pewnie, gdyż informował ją, że ma znajomości i w razie co ją zniszczy – dodaje.

Według naszych informacji sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. 13 czerwca zadzwoniliśmy do gorzowskiej prokuratury, jednak tam nikt sprawy Jana K. jeszcze nie prowadził. Tego samego dnia skontaktowaliśmy się ze szczecińskimi śledczymi – tam również sytuacja wyglądała podobnie. Informacje o tym, czy dane postępowanie jest prowadzone, dostaliśmy dopiero 17 czerwca, czyli cztery dni później. Jednocześnie okazało się, sprawa została przekazana do Gorzowa Wielkopolskiego dopiero w piątek 14 czerwca, czyli już po naszym telefonie.

Jan K. nadal ma dostęp do tajnych informacji

– Zostały przekazane materiały z prokuratury szczecińskiej dotyczące przestępstwa fizycznego i psychicznego znęcania się nad partnerką przez Jana K. – mówi w rozmowie z Onetem prokurator Roman Witkowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim. – Wszystko jest na wstępnym etapie decyzji dotyczącej jednostki, która zajmie się prowadzeniem tego postępowania – dodaje.

Oznacza to tyle, że Jan K. nie usłyszał żadnych zarzutów, a śledczy (poza policją zaraz po interwencji) nie przesłuchali ani policjanta, ani jego partnerki. Tymczasem mężczyzna jako wysoko postawiony funkcjonariusz ma dostęp do swojego biura, z którego – według naszej wiedzy – kilkukrotnie już po samym zdarzeniu korzystał, mimo przebywania na zwolnieniu lekarskim. Jak mówi nam osoba ze środowiska, miał to robić zazwyczaj w godzinach popołudniowych.

– W jakim celu, tego niestety nie wiadomo. Wiadomo jednak, że jako zastępca naczelnika (ze względu na ochronę danych osobowych nie podajemy nazwy wydziału) ma dostęp do dokumentów również o klauzuli „ściśle tajne”. Nikt nie zadał sobie trudu, aby do czasu wyjaśnienia sprawy ograniczyć możliwości wpływu na ewentualnych świadków. Do tego z racji swojego stanowiska ma dostęp do bilingów. Na 90 proc. również nikt nie sprawdził, czy nie sięgnął po takowe w związku ze swoją konkubiną – mówi nasz informator.

O ograniczenia względem Jana K. zapytaliśmy biuro prasowe Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Okazuje się, że czynności trwają, jednak żadnych zabezpieczeń nie wprowadzono. – KWP w Szczecinie w ramach wewnętrznych procedur kontrolnych prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające. Warto podkreślić, że uczestnicy zdarzenia byli trzeźwi i dotychczas nie zaistniały podstawy do zawieszenia funkcjonariusza – tłumaczy Alicja Śledziona, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Szczecinie.

Oznacza to, że najprawdopodobniej Jan K. w dalszym ciągu ma dostęp do wszelkich informacji dotyczących jego partnerki. Wydział, w którym zajmuje wysokie stanowisko, zajmuje się bowiem m.in. namierzaniem osób poszukiwanych. Jak dowiedzieliśmy się w prokuraturze, na tym etapie postępowania decyzję o zablokowaniu dostępu może podjąć jedynie policja w ramach wewnętrznych procedur. Czy to zrobiono? Na to pytanie KWP w Szczecinie nie udzieliło nam odpowiedzi.

Kto kogo chroni w Komendzie Wojewódzkiej Policji?

Informacji o Janie K. właściwie próżno szukać w internecie. Na stronach KWP wydział, w którym pełni stanowisko zastępcy naczelnika, jako jeden z nielicznych nie ma podanych dowódców. Po dłuższych poszukiwaniach udaje się znaleźć jedynie dwie wzmianki z 2017 roku. Jedna dotyczy finału konkursu dla młodzieży, druga wykładu, który policjant prowadził dla uczniów.

Jan K. jest wysokim, postawnym mężczyzną, który szybko piął się po szczeblach kariery. Zastępcą naczelnika swojego wydziału został po 11 latach służby. – W jego wcześniejszej karierze przewinął się temat mobbingu, jednak dzięki „czuwającej ręce opatrzności” nie spadł mu z głowy ani jeden włos. Ukarana została natomiast osoba zgłaszająca – twierdzi nasz informator. Rzecznik KWP w Szczecinie tym doniesieniom jednak zaprzecza.

– W przeszłości nie prowadzono wobec niego postępowań odnośnie do skarg dotyczących mobbingu – stwierdza stanowczo Alicja Śledziona.

Nasz informator zwraca także uwagę na przebieg samej interwencji z nocy z trzeciego na czwartego czerwca. – Sama poszkodowana przez policjantów „decyzyjnych” oraz przyjmujących zawiadomienie została potraktowana pogardliwie, jakby mieli jej za złe, że ma czelność zgłosić coś na innego policjanta – mówi.

Problem pojawił się także w kwestii tego, kto zajmie się czteroletnim dzieckiem zaraz po zdarzeniu. Zdaniem naszego informatora, decyzją „kontrolnego” czteroletnie dziecko pozostało wraz z ojcem, wobec którego padły poważne zarzuty dot. znęcania.

Jak udało nam się ustalić, kobieta faktycznie miała problem ze skontaktowaniem się z dzieckiem. Zaraz po interwencji zostało ono przekazane pod opiekę dziadków, ponieważ funkcjonariusze prowadzili czynności z rodzicami. Matce udało się z nim skontaktować dopiero po interwencji śledczych.

To, że Jan K. źle traktuje swoją partnerkę, było właściwie tajemnicą poliszynela w kręgach policyjnych. – Wyrażał się o niej bardzo pogardliwie, niejednokrotnie krzycząc na nią przez telefon. Nikt jednak nie przypuszczał, że sprawa może być bardziej poważna – podsumowuje jeden z funkcjonariuszy.
Źródło info i foto: onet.pl

Sąd wyznaczył podejrzanemu o zabójstwo 10-letniej Kristiny obrońcę z urzędu

Ani podczas przesłuchania w prokuraturze, ani później podczas wizji lokalnej, podejrzany o zabójstwo 10-letniej Kristiny nie skorzystał z przysługującego mu prawa do obecności adwokata. Dziś na wniosek prokuratury świdnicki sąd wyznaczył 22-letniemu Jakubowi A. obrońcę z urzędu. Został nim mec. Sebastian Kujacz.

– Zaraz po zatrzymaniu Jakuba A. został z tej czynności sporządzony protokół. W tym protokole poucza się zatrzymanego, że o zatrzymaniu może zawiadomić inne osoby i ma prawo do kontaktu z adwokatem, jeżeli takiego kontaktu żąda – mówi Onetowi prokurator Tomasz Orepuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. – Z protokołu podpisanego przez Jakuba A. wynika, że nie żądał on kontaktu z adwokatem – dodaje.

Podobnie było przed przystąpieniem do wizji lokalnej. – Przy każdej czynności, o czym Jakub A. został pouczony, mógł żądać udziału adwokata. Wszystkie czynności były filmowane. To fakt, że były one wykonywane w porze wieczorowej i nocnej. Przed każdą czynnością 22-latek był jednak pytany, czy chce wziąć udział w tej czynności oraz czy czuje się na siłach. Zrobiliśmy to specjalnie dla czystości procesowej, żeby nikt nam niczego nie mógł zarzucić – podkreśla prok. Tomasz Orepuk.

Jak dotąd Jakub A. nie miał adwokata. Sytuacja zmieniła się dziś. Na wniosek prokuratury, sąd ustanowił 22-latkowi obrońcę z urzędu, z listy miejscowych adwokatów. Został nim mec. Sebastian Kujacz. Fakt ten potwierdziła Onetowi rzeczniczka świdnickiego sądu. – Wniosek został dziś rozpoznany – mówi sędzia Marzena Rusin-Gielniewska.

Zabójstwo Kristiny

Do zabójstwa 10-letniej Kristiny doszło 13 czerwca. Dziewczynka wyszła ze szkoły ok. godz. 13. Do domu w Mrowinach oddalonego o niecały kilometr od szkoły jednak nie dotarła. Gdy zaniepokojona matka zgłosiła jej zaginięcie, rozpoczęły się poszukiwania. Kilka godzin później – w lesie koło Żarowa sześć kilometrów od domu – ciało dziewczynki znalazła spacerująca z psem kobieta. Po raz ostatni dziewczynka żywa była widziana 200 metrów od domu. W sobotę Kristina została pochowana na cmentarzu komunalnym w Żarowie.

Jakub A. podejrzany o dokonanie zabójstwa usłyszał dwa zarzuty: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem połączony ze znieważeniem zwłok oraz zarzut podżegania innej osoby do współudziału w zbrodni. Do obu zarzutów mężczyzna się przyznał. Został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące i odizolowany od reszty więźniów. W najbliższych dniach Jakuba A. zbada dwóch biegłych lekarzy psychiatrów.

Z ustaleń śledczych wynika, że 22-latek już w maju proponował zabicie dziewczynki komuś innemu. Nieoficjalnie mówi się, że zlecenie na Kristinę opiewało na kwotę 10 tys. zł. Gdy jego propozycja została odrzucona, postanowił sam pozbyć się dziecka. Wszystko wskazuje na to, że mężczyźnie, któremu A. proponował udział w zbrodni, śledczy także nie przedstawią żadnych zarzutów.

Z nieoficjalnych wciąż informacji wynika, że Jakub A. kochał się w matce Kristiny, z którą ma być spokrewniony. 10-latka miała natomiast stać na drodze do jego szczęścia z kobietą, bo go nie lubiła.
Źródło info i foto: onet.pl

Wniosek o ułaskawienie Marka Falenty prezydent przekazał prokuraturze

Prezydent Andrzej Duda przekazał do prokuratury wniosek o ułaskawienie zamieszanego w aferę podsłuchową biznesmena Marka Falenty – poinformował rzecznik prezydenta Błażej Spychalski. Jak zaznaczył, jest to standardowa procedura i nie oznacza, że prezydent zamierza zastosować prawo łaski wobec skazanego za podsłuchiwanie polityków Falenty. Z informacji tvn24.pl wynika, że wniosek o ułaskawienie Marka Falenty do Kancelarii Prezydenta 19 stycznia 2018 złożyła córka biznesmena.

„Standardowa procedura, jeżeli chodzi o wnioski o ułaskawienie”

– To jest zwykła, standardowa procedura, jeżeli chodzi o wnioski o ułaskawienie, które są składane do Pałacu Prezydenckiego. W trybie zwykłym, a tu został przyjęty tryb zwykły, one są przesyłane do Prokuratury Krajowej, która dalej procedurę prowadzi – przekazał w środę Błażej Spychalski, rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy.

Jak dodał, prezydent będzie teraz oczekiwał na opinię sądu w sprawie wniosku. Zaznaczył, że nadanie sprawie biegu nie świadczy w najmniejszym stopniu o intencjach prezydenta dotyczących ułaskawienia Falenty. O nadaniu przez prezydenta biegu wnioskowi o ułaskawienie biznesmena informował wcześniej RMF.

Prośba o ułaskawienie

Zgodnie z artykułem 561 Kodeksu postępowania karnego prośbę o ułaskawienie przedstawia się sądowi, który wydał wyrok w pierwszej instancji. Powinien on rozpoznać prośbę o ułaskawienie w ciągu dwóch miesięcy od daty jej otrzymania. Zgodnie z artykułem 565 prośbę o ułaskawienie skierowaną bezpośrednio do Prezydenta RP przekazuje się Prokuratorowi Generalnemu w celu nadania jej biegu.
Źródło info i foto: tvn24.pl