Poznań: Zmuszali Peruwianki do prostytucji. Zatrzymano 10 osób

Policjanci z Poznania rozbili grupę przestępczą, zajmującą się handlem ludźmi. Jej członkowie sprowadzali do Polski kobiety aż z Ameryki Południowej, które później były zatrudniane w agencjach towarzyskich. We wtorek rano zostało zatrzymanych 10 osób w Warszawie i na terenie kilku województw – mazowieckiego, łódzkiego, dolnośląskiego i wielkopolskiego. Wśród zatrzymanych są także kobiety.

Jak ustalił nasz reporter, na tym może się jednak nie skończyć, dlatego że działania w tej sprawie jeszcze trwają. Zatrzymani mogą usłyszeć zarzuty dotyczące handlu ludźmi. Rozpracowana przez poznańskich policjantów grupa działała w ramach bardzo dobrze zorganizowanej struktury. Jej członkowie aż z Peru sprowadzali do Polski młode kobiety, które zmuszane były do pracy w agencjach towarzyskich.

Policjanci mówili, że kobiety były przetrzymywane w fatalnych warunkach, a cały proceder przypominał obóz pracy. Jak przed chwilą zapewnił naszego reportera rzecznik wielkopolskiej policji, ofiary zatrzymanych przestępców są w tej chwili pod opieką stróżów prawa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymani za czerpanie korzyści z prostytucji

Policjanci z wydziału kryminalnego katowickiej komendy wojewódzkiej zatrzymali kolejne osoby biorące udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Trzej mieszkańcy województwa śląskiego pracowali jako kierowcy w klubie nocnym, czerpiąc korzyści z nierządu – jeden z nich był taksówkarzem. Sprawa nadal traktowana jest jako rozwojowa.

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, w tym śledczy z zespołu zajmującego się zwalczaniem handlu ludźmi, pracowali nad sprawą od ponad roku. Kompletowali i weryfikowali kolejne informacje oraz dowody na przestępcze działanie grupy, której członkowie czerpali korzyści majątkowe z prostytucji.

W kwietniu tego roku opisywaliśmy zatrzymanie pierwszych podejrzanych w tej sprawie – m.in. pary, która prowadziła klub nocny, gdzie pracowały kobiety zajmujące się prostytucją. Czwórka zatrzymanych wówczas osób nadal przebywa w areszcie tymczasowym.

W wyniku dalszych ustaleń i analizy zebranego materiału dowodowego śledczy zatrzymali teraz kolejnych członków tej grupy – 38-letniego taksówkarza oraz dwóch kierowców w wieku 37 i 52 lat zatrudnionych w klubie. Najmłodszy z nich przebywa aktualnie w zakładzie karnym, gdzie odsiaduje wyrok za inne przestępstwo. Oprócz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przestawiono im również zarzut czerpania korzyści majątkowej z cudzego nierządu, za co grozi kara do 5 lat więzienia. Wobec 38 i 52-latka prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego i poręczenia majątkowego.

W całej sprawie na poczet przyszłych kar i grzywien śledczy zabezpieczyli drogie zegarki, gotówkę oraz nieruchomości za ponad 1 mln zł, które mogły pochodzić z przestępczego procederu.

Śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach nadal uważane jest jako rozwojowe.
Źródło info i foto: Policja.pl

30-latka kierowała gangiem sutenerów

Centralne Biuro Śledcze Policji rozbiło grupę sutenerów, którzy mieli czerpać korzyści z prostytucji świadczonej przez kobiety w Polsce i podczas zagranicznych wyjazdów. Gangiem kierować miała 30-letnia „Judith”. O zatrzymaniu pięciu osób związanych z grupą Judyty D. „Judith” poinformowała PAP w poniedziałek rzecznik CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz.

„Na początku minionego tygodnia przeprowadziliśmy skoordynowane działania w Warszawie, Radomiu, Nowym Sączu, a także na terenie województwa śląskiego. W ramach akcji funkcjonariusze zatrzymali cztery kobiety i jednego mężczyznę. Jedna z podejrzanych została zatrzymana na warszawskim lotnisku, gdy wracała do kraju z jednego z państw w Europie Zachodniej” – podała rzecznik CBŚP.

Policjantów z biura śledczego wspierali funkcjonariusze z komend wojewódzkich w Radomiu, Krakowie, Katowicach i z Komisariatu Portu Lotniczego Warszawa-Okęcie.

Ustalenia prokuratury

Śledztwo w sprawie „działalności zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się m.in. czerpaniem korzyści majątkowych ze świadczonych przez kobiety na terenie kraju i za granicą usług seksualnych” nadzoruje Wielkopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Poznaniu.

Prokuratura ustaliła, że grupa, na której czele miała stać „Judith”, działała w latach 2015-2018 w Warszawie, Szczecinie, Sopocie, Poznaniu i Krakowie. Przestępcy mieli działać także za granicą, organizując wyjazdy kobietom świadczącym usługi seksualne, m.in. na Teneryfę, do Londynu, Mediolanu i do Belgradu.

„Członkowie grupy dopuścili się przestępstw polegających na nakłanianiu kobiet do uprawiania prostytucji, ułatwianiu kobietom uprawiania prostytucji, a następnie na czerpaniu korzyści majątkowych ze świadczonych przez kobiety usług seksualnych” – przekazał PAP Dział Prasowy PK.

Czym zajmowała się „Judith”?

Jurkiewicz podała, że Judyta D. miała zajmować się pozyskiwaniem klientów i ustalać stawki za usługi seksualne. Jej prawa ręka Grażyna N. pełniła funkcję księgowej, zajmowała się rozliczeniami z klientami i wypłatami pieniędzy dla prostytutek.

„Klientami byli między innymi zagraniczni biznesmeni, którzy za towarzystwo młodych kobiet byli gotowi zapłacić nawet równowartość kilku tysięcy złotych” – poinformowała rzecznik CBŚP. Według śledczych „Judith” werbowała Polki, Ukrainki i Białorusinki.

Judyta D. usłyszała zarzut kierowania gangiem sutenerów i zarzut udzielania narkotyków. Grozi jej do 10 lat więzienia. Pozostałe cztery osoby mają odpowiedzieć za czerpanie korzyści z nierządu, w tym trzy w ramach zorganizowanej grupy przestępczej.

Dwie osoby zostały tymczasowo aresztowane przez sąd, a pozostałe trzy prokurator objął poręczeniami majątkowymi i dozorami policji. Jedna osoba ma także zakaz opuszczania kraju i zbliżania się do określonych osób.

Postępowanie ma charakter rozwojowy, prokuratorzy nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: interia.pl

Policja rozbiła gang czerpiący korzyści z prostytucji

Policjanci z gdańskiej komendy wojewódzkiej zatrzymali pięć osób w wieku od 27 do 55 lat podejrzanych o czerpanie korzyści majątkowych z prostytucji. Sprawcy działali na terenie Trójmiasta, organizując tzw. „domówki”. Za tego typu przestępstwa grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Sprawa jest rozwojowa.

Od kilku miesięcy policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku gromadzili materiały dot. sprawców zajmujących się czerpaniem korzyści majątkowych z cudzego nierządu. Mając informację, że osoby uczestniczące w tym procederze są niebezpieczne i mogą posiadać broń, do działań zaangażowano policyjnych antyterrorystów.

Realizując tę sprawę kryminalni oraz dochodzeniowcy jednocześnie weszli do kilku mieszkań na terenie województwa pomorskiego, tam zatrzymali łącznie 5 osób. W trakcie przeszukań policjanci zabezpieczyli ponad sto telefonów komórkowych, które wykorzystywane były do kontaktów z klientami, dwa egzemplarze broni gazowej oraz kilkanaście tysięcy złotych w gotówce. W jednym z mieszkań kryminalni zabezpieczyli również narkotyki. Według informacji policjantów, osoby zatrzymane działały w grupie przestępczej, która zajmowała się prowadzeniem tzw. „domówek”. Każda z osób miała swoją rolę w przestępstwie. Zatrzymani odpowiadali za organizację mieszkań, dowożenie kobiet do klientów, wprowadzanie ogłoszeń na portale internetowe, odbieranie telefonów i umawianie kobiet z klientami. Sprawcy, od świadczących usługi kobiet przyjmowali 50% ich dziennego zarobku. Szacujemy, że w ten sposób mogło zostać wykorzystanych kilkanaście kobiet.

Zatrzymane osoby zostały doprowadzone do prokuratury, gdzie usłyszały zarzuty czerpania korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego prokurator z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku przedstawił zatrzymanym zarzut czerpania korzyści z cudzego nierządu, z czego sprawcy uczynili sobie stałe źródło dochodu. Jeden z zatrzymanych dodatkowo usłyszał zarzut posiadania narkotyków.

W trakcie prowadzonego postępowanie dwóm kolejnym kobietom prokurator przedstawił zarzuty dot. ułatwiania prostytucji. Łącznie do tej sprawy zarzuty usłyszało 7 osób, sprawa ma charakter rozwojowy.

Prokurator, po zapoznaniu się z całością materiału dowodowego, skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie 40-letniego mężczyzny. Sąd przychylił się do tego wniosku i zastosował wobec niego areszt tymczasowy na 3 miesiące. Wobec pozostałych osób zastosowany został dozór Policji.

Czerpanie korzyści majątkowej z cudzego nierządu to przestępstwo zagrożone karą do 5 lat pozbawienia wolności. Jeżeli sprawca z przestępstwa uczynił sobie stałe źródło dochodu kara ta może zostać zwiększona o połowę.

Sprawa jest rozwojowa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Policjanci ze Śląska rozbili kolejną grupę przestępczą

Śląscy policjanci rozbili zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się czerpaniem korzyści majątkowych z prostytucji. Podczas akcji prowadzonej na Śląsku, stróże prawa wkroczyli do jednego z nocnych klubów i miejsc, gdzie przebywali członkowie szajki. W sumie zatrzymano 6 osób związanych z przestępczym procederem.

Nad sprawą zorganizowanej grupy przestępczej działającej na obszarze Śląska kryminalni z Wodzisławia Śląskiego wraz z zespołem zwalczającym handel ludźmi z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach pracowali od kilku miesięcy. Śledczy starannie kompletowali informacje i dowody na przestępcze działanie grupy, której członkowie czerpali korzyści majątkowe z prostytucji. W policyjnej akcji związanej z zatrzymaniem członków grupy uczestniczyło ponad 50 kryminalnych z Wodzisławia oraz Katowic, śląscy antyterroryści, a także przewodnicy z psami do wykrywania narkotyków. Policjanci wkroczyli do jednego z nocnych klubów i mieszkań osób powiązanych z grupą, a efektem tych działań było zatrzymanie 4 mężczyzn i 2 kobiet podejrzanych o udział w przestępczym procederze. Śledczy zabezpieczyli także środki odurzające oraz gotówkę w walucie polskiej i zagranicznej, która mogła pochodzić z przestępstw.

Wobec 3 członków grupy (w tym wobec zatrzymanej kobiety) sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące, zaś w stosunku do pozostałych dwóch osób prokurator zastosował dozór policji. Wszyscy usłyszeli zarzuty czerpania korzyści majątkowych z cudzego nierządu oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Grozi im do 5 lat więzienia.

Sprawa jest rozwojowa, śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA: Andrew Turley chciał „wynająć” swoją 4-letnią córkę pedofilowi

30-letni Andrew Turley z Wisconsin ze Stanów Zjednoczonych trafi do więzienia za handel ludźmi i zmuszanie do prostytucji. Mężczyzna próbował zarobić na krzywdzie 4-letniej córki. Andrew Turley w 2015 r. opublikował w internecie ogłoszenie zatytułowane „Zabaw się z córeczką tatusia”. Odpowiedzieli na nie funkcjonariusze policji, udający zainteresowanie ofertą. Wymienili z Turleyem około siedemdziesięciu e-maili – informuje „Houston Chronicle”

Mężczyzna pisał w wiadomościach, że ma córkę młodszą niż 10 lat i spędzone z nią dwie godziny kosztują 1 tys. dolarów. Przekonywał, że wcześniej poda jej środki nasenne. Stwierdził też, że „jest za młoda na stosunek seksualny, ale wszystko inne jest w porządku”.

4-latka mieszkała z matką. Niczego nieświadomy Turley umówił się z oficerem policji w momencie, gdy to on opiekował się córką. Oficer dał pieniądze mężczyźnie, a ten zaprowadził go do pokoju, w którym leżała dziewczynka, będąca pod wpływem środków odurzających. Andrew Turley został skazany na 60 lat więzienia za handel dziećmi i zmuszanie do prostytucji osób poniżej 18. roku życia. Bedzie mógł ubiegać się o zwolnienie warunkowe za 45 lat.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rosyjskie modelki chciały sprzedać 18-latkę jako niewolnicę seksualną

18-letnia Rosjanka mogła stać się ofiarą handlu ludźmi. Dwie modelki chciały sprzedać ją jako niewolnicę seksualną, obiecując posadę opiekunki do dzieci. Miała szczęście. Wydarzenie potwierdziła rosyjska policja, która opublikowała na swojej stronie internetowej film z przerażoną 18-latką. Oprawczyniami były dwie rosyjskie modelki.

Próbowały sprzedać 18-latkę jako niewolnicę seksualną

22-letnia Ksenia Starikowa jest finalistką konkursu Miss Rosji, 19-letnia Tatiana Pietrowa – uczestniczką Top Russia. Kobiety umieściły w mediach społecznościowych ogłoszenie o pracę. Oferta dotyczyła posady opiekunki do dzieci. Praca miała być wykonywana w jednym z krajów na Bliskim Wschodzie. Kobiety obiecywały 18-latce dobre warunki finansowe i socjalne, w rzeczywistości planowały jednak zabrać jej paszport i zmusić do prostytucji.

Przedsiębiorcze modelki kupca na 18-latkę próbowały znaleźć w internecie, przez co znalazły się na celowniku rosyjskich służb.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zmuszali nieletnich chłopców do prostytucji. Padli ofiarami handlu ludźmi

Bici, poniżani, zmuszani do prostytucji. Tak wyglądało życie kilkudziesięciu chłopców z Polski. Padli ofiarami handlu ludźmi i zostali sprzedani do agencji towarzyskich dla homoseksualistów w niemieckim Essen. Reporterzy „Superwizjera” TVN dotarli nie tylko do ofiar, ale i do organizatorów procederu, którzy jak dotąd nie ponieśli żadnej kary. Essen, serce Zagłębia Ruhry. Tutaj przez 13 lat w jednym z bloków funkcjonowała agencja towarzyska dla homoseksualistów. Według polskich i niemieckich śledczych wykorzystano tu co najmniej 29 chłopców z Polski.

Werbunek w parku

Bulwersująca sprawa bierze swój początek w parku przy Panoramie Racławickiej we Wrocławiu, w miejscu, w którym można było spotkać prostytuujących się młodych chłopców. W 2002 roku zaczął tu przychodzić Tadeusz Ł., używający pseudonimu „Tabaza”. Ten były kontroler biletów wrocławskiego MPK od niedawna pracował u Hansa M., psudonim „Max”, który prowadził nielegalną agencję towarzyską dla homoseksualistów w niemieckim Essen. „Tabaza” odpowiadał za werbunek. Wśród prostytuujących się w parku chłopców szukał chętnych do wyjazdu za granicę i pracy w agencji.

– To było miejsce, tak jakby, pierwszej rozmowy. Czyli, co, kto potrzebuje i po ile. Czy loda, czy jakieś dłuższe spotkanie, czy ogólnie seks – wspominał Marek, jeden z pokrzywdzonych. – Ja znam przynajmniej 15-20 osób, które tutaj przesiadywały – dodawał.

Marek był jednym z pierwszych chłopców, którzy zostali zwerbowani do pracy w Essen. Do Niemiec trafił w 2002 roku. Po nim do agencji Hansa M. przywożono kolejnych chłopców i młodych mężczyzn z wrocławskiego parku.

– „Tabaza” mnie namawiał przez pół roku, żebym zrobił dowód osobisty, bo wiedział, że go nie mam, byłem wtedy niepełnoletni. Przed szesnastymi urodzinami wyrobiłem dowód osobisty za zgodą mamy. Po czym „Tabaza” się dowiedział, że mam już dowód. Zaczął organizować mój wyjazd – relacjonował Marek. – Jak to „Tabaza” powiedział: „połączysz przyjemne z pożytecznym, czyli generalnie będziesz uprawiał seks i będziesz za to zarabiał pieniądze” – dodawał.

Jak podkreślił, jego sytuacja nie była wtedy „zbyt ciekawa”. – Mamie powiedziałem, że jadę po prostu jako opiekun do dzieci do Niemiec – przyznawał. Po jakimś czasie chętnych do pracy w agencji zaczęło brakować. Jednak „Max” i „Tabaza” nie zamierzali rezygnować z dochodowego biznesu. Zaczęli oszukiwać nastolatków.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Hiszpania: Policjanci rozbili siatkę sutenerów

Hiszpańska policja rozbiła grupę przestępczą działającą w Madrycie, która zwabiała do miasta młode kobiety i zmuszała do prostytucji. W czasie akcji zatrzymano dwóch mężczyzn i kobietę, wszyscy są z pochodzenia Rumunami. Zatrzymani ściągali do Hiszpanii młode rodaczki, obiecując lepszą przyszłość, a potem zmuszali do prostytuowania się na ulicach Madrytu. W ramach operacji policja uwolniła młodą kobietę.

Śledztwo trwało ponad rok. Wówczas policjanci namierzyli młodą Rumunkę, która świadczyła usługi seksualne przy Calle de la Montera w Madrycie. Podejrzewali, że padła ofiarą procederu handlu ludźmi. W toku śledztwa policji udało się dotrzeć do trojga szefów gangu: braci i kobiety. Policja ustaliła, że zatrzymana kobieta pełniła funkcję skarbnika, miała także wysyłać pieniądze do Rumunii.

Metoda „na kochasia”

Policja ustaliła, że grupa wybierała Rumunki w trudnej sytuacji materialnej. Ściągali je do Hiszpanii metodą „na kochasia”. Kobiety sądziły, że przenoszą się do Madrytu, by wieść wspólne życie z mężczyzną, w którym zakochały się przez internet. Kiedy przyjeżdżały, trafiały do domu sutenerów i były zmuszane do pracy na ulicy. Tak do Madrytu trafiła młoda matka trzyletniej dziewczynki, która po przyjeździe została bez środków do życia. Sutenerzy zmusili ją do prostytucji w rejonie Calle de la Montera. Miała stać na ulicy codziennie, po ponad 12 godzin, bez możliwości odpoczynku, czy zjedzenia czegokolwiek. Każdego dnia świadczyła usługi nawet 15 klientom. Kobieta przez cały ten czas była pod ścisłą kontrolą sutenerów, którzy wybierali jej klientów i odbierali od nich pieniądze.

Po zatrzymaniu członków grupy okazało się, że żyli w Hiszpanii na wysokim poziomie, choć nigdy nie pracowali legalnie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Asystent europosła PiS zmuszał żonę do prostytucji? Kobieta zabrała głos

Zmuszanie do prostytucji, znęcanie się i groźby o odebrania dziecka – tak o wieloletniej gehennie opowiada w UWADZE! żona lokalnego polityka z podwarszawskiej miejscowości.

Wszystkiemu zaprzeczył mąż kobiety, obecnie akredytowany w Brukseli asystent europosła PiS. Pani Agnieszka, która według prokuratury była ofiarą znęcania się ze strony męża i zmuszana do świadczenia usług seksualnych, postanowiła o swoim dramacie opowiedzieć przed kamerą.

– Marcin jechał na motorze. Podjechał do mnie i mnie zaczepił. Zatrzymałam się, porozmawiałam z nim, wydał się sympatyczny. Pomyślałam sobie, że „kurczę, jaki fajny mężczyzna”- wspomina dzień pierwszego spotkania ze swoim przyszłym mężem pani Agnieszka. – Wydał się takim inteligentnym mężczyzną, dżentelmenem. Był bardzo dobrze wychowany – opowiada i przyznaje, że po jakimś czasie zakochała się. W tamtym czasie mieszkała u swojej mamy w córką z poprzedniego związku.

Poznany w 2005 roku przez panią Agnieszkę Marcin P. pracował wtedy jako lobbysta i był częstym gościem w Sejmie. Wydawał się jej być partnerem idealnym. – On twierdził, że nie może mieć dzieci, więc zaufałam mu i nie zabezpieczałam się. Po dwóch miesiącach, po miesiącu zaszłam w ciążę – relacjonuje pani Agnieszka.

Zbiegło się to w czasie z problemami finansowymi firmy, dla której pracowała. Od dwóch miesięcy nie dostawała pensji i była praktycznie bezrobotna. – Wtedy Marcin powiedział, żebym mu zaufała, że będzie dobrze. „Mam plan, chodź, tutaj pojedziemy, mam umówione spotkanie z jedną panią i wszystko mam poukładane, wszystko już wiem” – wspomina swoją rozmowę z partnerem kobieta.

„Byłam przerażona”

Na miejscu okazać miało się, że chodzi o mieszkanie, na które umowę miała podpisać pani Agnieszka. – Potem już pojawiły się dziewczyny i kazał mi tam siedzieć. Dał mi telefony, powiedział, że to są telefony z ogłoszeniami, że mam umawiać klientów na spotkania towarzyskie – mówi i przyznaje, że usługi seksualne miała świadczyć także ona.

– Byłam bardzo przerażona i wystraszona tym wszystkim. Potem w domu mówiłam mu, że ja tam nie chcę jeździć, ale on tego nie słuchał – wspomina pani Agnieszka. Jak mówi, zgodziła się robić to, co kazał jej partner, bo się go bała. Mężczyzna miał ją atakować i grozić, że zaraz po urodzeniu zabierze jej dziecko. – On twierdził, że ma pozycję dobrą i lepsze warunki, a… „A ty co masz? Ty nic nie masz. Gdzie ty jesteś? Gdzie ty siedzisz? Kto ci da dziecko?” – wspomina wypowiedzi partnera pani Agnieszka.

Przyznaje, że z klientami seks uprawiała do siódmego miesiąca ciąży, a do pracy wróciła trzy miesiące po porodzie.

Jak wspomina, przyjmowała tylu klientów, ilu danego dnia się zgłosiło. Zarobione pieniądze zabierać miał jej partner w ciągu dnia. Jak wynika z relacji pani Agnieszki, kobiety, które pracowały w lokalu, bardzo często się zmieniały. – Było tak, że była tydzień, dwa, albo miesiąc i zaraz nie było tej dziewczyny – mówi.

– Miałam nadzieję, że jak urodzę, nie wrócę już tam. Ale to było jeszcze gorzej. Awantury były częste – wspomina kobieta. Jak mówi, gdy mówiła partnerowi, że nie chce jeździć do mieszkania, ten wpadał w furię. W czasie jednej z kłótni mężczyzna miał grozić zaatakowaniem rocznej córki. – Chciał wyrwać mi małą z rąk i zrzucić ją ze schodów. Pokazać, że jak nie będę posłuszna, to zrobi jej krzywdę – mówi pani Agnieszka.

– Zawsze przy awanturach do mnie krzyczał: „Brudna szmato, wypier… do burdelu, tam jest twoje miejsce”. Jak nie chciałam jechać, to mówił, że mnie wypier… z domu. „To nie jest twój dom, wypier… Nie chcesz, to wypier… z domu” – wspomina pani Agnieszka i dodaje: – Przychodził o dwudziestej czwartej do domu, od razu krzyczał: „Wstawaj, brudna szmato, nie będziesz spać”. Wyzywał mnie od różnych k… Później to już tylko były bicia. I to się wszystko odbywało przy dzieciach.

Pani Agnieszka opowiada, że czuła się zbyt zastraszona, aby szukać pomocy. – Wstydziłam się tego bardzo. Wstydziłam się komukolwiek o tym powiedzieć. Bałam się o dzieci, że jak dzieci się dowiedzą… – przyznaje kobieta. – On później sam mojej starszej córce powiedział. Że „twoja matka siedzi w burdelu, a ty jesteś małą k…ą” – relacjonuje.

Pani Agnieszka ślub ze swoim partnerem wzięła w 2009 roku. – Przyszedł do domu i powiedział, że wszystko jest zorganizowane, papiery gotowe, idziesz i podpisujesz – opowiada. Decyzję o małżeństwie podjąć miał dlatego, że miało to sprzyjać jego wizerunkowi.

Lokalny działacz

Mąż pani Agnieszki zdobył mandat radnego w jednej z podwarszawskich miejscowości i został wybrany na przewodniczącego rady miasta. Nowe obowiązki nie przeszkodziły mu jednak w dalszym prowadzeniu nielegalnej działalności. – Często tak było, kiedy robił awantury i bił mnie, zamykał mnie w pokoju, to bywało tak, że potrafił wyjść do ludzi i zajmować się tym, co komu pomóc. Gdzie komu się krzywda dzieje, to trzeba pomóc – mówi pani Agnieszka.

W kolejnych wyborach samorządowych w 2014 roku mąż Pani Agnieszki wystartował na urząd burmistrza miasta. Kobieta zorientowała się, że kampania wyborcza męża jest dla niej szansą na przerwanie wieloletniej gehenny. – Myślę, że jak on by nie startował na burmistrza, to byłabym z nim do dziś – przyznaje kobieta i dodaje, że wiedziała, iż mężczyzna bardzo bał się wtedy o swoją reputację. – Dlatego odważyłam się pierwszy raz zadzwonić na policję – mówi. Pomoc jednak nie przybyła od razu. Jak wynika z relacji kobiety, funkcjonariusze – zanim przyjechali na miejsce – mieli dzwonić do męża pani Agnieszki z pytaniem o to, co dzieje się w ich domu.

– Wyrwał mi telefon, rzucił nim o podłogę i zaczął mnie dusić, bić mnie po twarzy, wykręcać ręce… Wtedy przyjechała policja, bo słyszeli, jak płaczę i jak proszę o pomoc – wspomina i dodaje: – Kiedy założyłam niebieską kartę, on automatycznie wyprowadził się z domu. Dowiedziałam się, że zamieszkał z konkubiną, z którą teraz ma dziecko nieślubne.

Mąż pani Agnieszki wybory na burmistrza przegrał, ale niedługo potem został akredytowanym w Brukseli asystentem europosła PiS.

Tymczasem, poza pozwem o rozwód, do sądu trafił sporządzony przez prokuratora akt oskarżenia. Mąż pani Agnieszki został oskarżony o znęcanie się nad nią, stręczycielstwo i czerpanie korzyści finansowych z prostytucji oraz o podrabianie podpisów swojej żony na kilkudziesięciu dokumentach.

– Przesłuchano ponad 30 świadków, zgromadzono obszerną dokumentację. Akta tego postępowania liczą siedem tomów dokumentów. W tym przypadku kara łączna, jaka grozi oskarżonemu, to 15 lat pozbawienia wolności – mówi Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Pełnomocniczka pani Agnieszki twierdzi, że jej klientka nie była ona jedyną kobietą, którą jej mąż miał zmuszać do świadczenia usług seksualnych.

– Być może same pojedyncze zeznania mojej klientki nie spowodowałyby postawienia zarzutów. Prokuraturze udało dotrzeć do zeznań i oświadczeń innej kobiety, która była przez Marcina P. zmuszana do czynności seksualnych – mówi Eliza Kuna, pełnomocniczka pani Agnieszki. Wspomina też o drugiej, kluczowej postępowaniu osobie, która potwierdza, że w domu dochodziło do przemocy. – Koronnym świadkiem jest starsza córka mojej klientki, która obecnie jest już osobą pełnoletnią. […] Ona bardzo szczegółowo opowiada sytuacje, które widziała – mówi.

Niedawno mąż pani Agnieszki złożył wniosek do sądu rodzinnego o przyznanie mu pełnej opieki nad ich wspólną córką. Zdaniem kobiety mąż zaczął w ten sposób realizować swoje groźby, którymi skutecznie zastraszał ją przez wiele lat.

– Jest mi ciężko. Tyle lat żyłam z tym sama. Ciężko było powiedzieć komukolwiek o tym. I teraz też jest mi ciężko. Najtrudniejsze jest to, że dzieci się dowiedziały, że ludzie wiedzą o tym wszystkim, i to, że jestem przedstawiana w najgorszym świetle. Najbardziej się boję tego, że mnie dziewczynki znienawidzą. Odwrócą się ode mnie – mówi pani Agnieszka i dodaje: – Do dnia dzisiejszego nie wiem, jak mam się zachować i jak mam dalej żyć. Nie wiem. Wiem tylko to, że muszę walczyć o dziecko.
Źródło info i foto: Dziennik.pl