Starcia z policją w Holandii. Tysiące osób protestowały przeciw obostrzeniom

Kilka tysięcy osób wzięło udział w nielegalnym proteście w stolicy Holandii. Domagali się zniesienia obostrzeń wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa. Doszło do bójek z policją, która musiała użyć armatki wodnej. Jak poinformował Reuters, protestujący zgromadzili się na placu przed Rijksmuseum i Muzeum Van Gogha. Wcześniej władze nie wyraziły zgody na organizację wydarzenia, tak więc kilkutysięczna demonstracja od początku była nielegalna.

Uczestnicy domagali się złagodzenia obowiązujących w kraju obostrzeń, wprowadzonych przez rząd w związku z epidemią koronawirusa. Skandowali: „Czego chcemy? Wolności!”, a część z nich przyniosła ze sobą transparenty z hasłem: „Wolność: powstrzymaj to oblężenie”.

„Żaden z protestujących nie miał na sobie maseczki. Nieliczni przestrzegali zasad dystansu społecznego” – podaje Reuters.

Po jakimś czasie służby wezwały demonstrantów do rozejścia się – ci jednak nie zamierzali tego zrobić. Doszło do starć z policją, która zmuszona była użyć armatki wodnej. W stronę funkcjonariuszy poleciały też petardy. W grudniu holenderski rząd zdecydował o zamknięciu szkół i większości sklepów. W ubiegłym tygodniu lockdown przedłużono co najmniej do 9 lutego. W Holandii odnotowano dotąd ponad 900 tys. przypadków zakażenia koronawirusem – w ostatnich dniach było ich ok. 5-6 tys. dziennie. Zmarło 13 tys. zakażonych pacjentów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Na Białorusi zatrzymano ponad 300 osób

Ponad 300 osób zatrzymano podczas niedzielnych protestów w Mińsku – poinformowała mińska milicja. Jak twierdzi centrum praw człowieka Wiasna, zatrzymania przeprowadzono też w innych miastach i miejscowościach. Demonstrujący, domagający się odejścia Alaksandra Łukaszenki, maszerują kolumnami i biorą udział w akcjach solidarności. To 126. dzień protestów powyborczych w tym kraju.

Na udostępnionej przez centrum Wiasna liście zatrzymanych widnieje 226 nazwisk. Zdecydowaną większość zatrzymań przeprowadzono w Mińsku, ale są też informacje o zatrzymaniach w Smolewiczach, Brześciu i Borowlanach.

Mińska milicja poinformowała, że w stolicy liczba uczestników akcji nie przekroczyła 800 osób. Dodano, że „za naruszenie przepisów o masowych zgromadzeniach” w Mińsku zatrzymano ponad 300 obywateli. Sprecyzowano, że zatrzymania przeprowadzono na podstawie artykułów dotyczących naruszenia porządku organizacji albo przeprowadzania masowych zgromadzeń i niepodporządkowania się poleceniu pracowników organów spraw wewnętrznych.

Zatrzymano dziennikarzy, ale i uczniów

Według niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) w Mińsku zatrzymano korespondenta Biełsatu Stanisłaua Iwaszkiewicza. W niedzielę zatrzymano też redaktora portalu Onliner Mikałaja Hradziuszkę oraz dziennikarza Hienadzia Wieracinskiego. Tut.by podał, że do kontroli zatrzymano znanego muzyka Maksa Korża. Po sprawdzeniu telefonu został wypuszczony.

W Smolewiczach – relacjonuje Tut.by – zatrzymano 12 uczniów XI klasy, którzy wracali z próby tanecznej. Przewieziono ich do rejonowego oddziału spraw wewnętrznych. Jak relacjonuje jeden z uczniów, stali tam około 10 minut twarzami do ściany. Później milicjant powiedział, że dzieci są wolne i przeprosił za to, że pomylono ich z demonstrującymi – dodał rozmówca Tut.by. MSW potwierdziło, że uczniów przewieziono na komisariat, jednak zaprzeczyło temu, że dzieci miały stać przed budynkiem na baczność. Dodano, że milicjanci przeprosili uczniów „za niedogodności”.

Portal Onliner pisze, że w niedzielę rano, jak co tydzień, do Mińska władze ściągnęły dodatkowe siły milicyjne i sprzęt do rozpędzania demonstracji. Według portalu Tut.by w mieście widziano armatki wodne. Interfax-Zapad zwraca uwagę, że to pierwsza niedziela od początku protestów, kiedy w białoruskiej stolicy nie odnotowano problemów z łącznością przez internet mobilny i nie zamknięto stacji metra.

Demonstrujący w Mińsku, innych miastach i miejscowościach maszerowali kolumnami, część z nich trzymała flagi w biało-czerwono-białych barwach, używanych przez opozycję. W poprzednią niedzielę – według MSW – podczas akcji protestu zatrzymano ponad 340 osób, natomiast Wiasna poinformowała o 330 zatrzymanych.

Białorusini protestują

Na Białorusi od 9 sierpnia trwają akcje protestacyjne. Ich uczestnicy domagają się odejścia Łukaszenki i rozpisania nowych, uczciwych wyborów prezydenckich. W poprzednią niedzielę – według MSW – podczas akcji protestu zatrzymano ponad 340 osób, natomiast Wiasna poinformowała o 330 zatrzymanych.
Źródło info i foto: wp.pl

Białoruś: Dziennikarze wśród zatrzymanych podczas protestów

Podczas niedzielnej akcji protestu w Mińsku zatrzymano Ninę Bahińską, 73-letnią opozycjonistkę, znaną uczestniczkę antyprezydenckich demonstracji na Białorusi – wynika z danych centrum praw człowieka Wiasna. Według uaktualnianej listy tego dnia zatrzymano dotychczas 76 osób, w tym dwoje dziennikarzy.

Według Wiasny Bahińską zatrzymano w Mińsku w pobliżu Akademii MSW. Opozycyjny portal Tut.by napisał, że Bahińska została już wypuszczona na wolność. Emerytka, która stała się symbolem białoruskich protestów, chodzi prawie na wszystkie demonstracje w Mińsku z wielką biało-czerwono-białą flagą. Są to barwy używane przez opozycję. Po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia kobieta była kilkakrotnie zatrzymywana przez milicję w czasie ulicznych akcji, także podczas marszów kobiet.

Łańcuchy solidarności

W niedzielę W Mińsku i innych białoruskich miastach ludzie maszerują kolumnami w dzielnicach mieszkaniowych, tworzą łańcuchy solidarności – relacjonuje Tut.by. Około godziny 13 (godziny 11 czasu polskiego) zaczęły się zatrzymania. Internauci informują o problemach z korzystaniem z serwisu Telegram w Mińsku i Homlu.

Najwięcej osób zatrzymano do tej pory w niedzielę w Mińsku, zatrzymania miały też miejsce między innymi w Brześciu i Grodnie – wynika z informacji przekazanych przez Wiasnę. Według niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) w Grodnie dwoje dziennikarzy agencji BiełaPAN zostało zabranych na przesłuchanie, a po kilku godzinach zostali wypuszczeni.

Na Białorusi od 9 sierpnia trwają akcje protestacyjne, których uczestnicy domagają się odejścia Alaksandra Łukaszenki i rozpisania nowych, uczciwych wyborów prezydenckich. W minioną niedzielę według MSW zatrzymano i umieszczono w areszcie 313 osób. Obrońcy praw człowieka z organizacji Wiasna oszacowali liczbę zatrzymanych przed tygodniem na 424.
Źródło info i foto: TVP.info

Jarosław Kaczyński wzywał do „obrony kościołów”. Nie będzie prokuratorskiego śledztwa ws. oświadczenia prezesa PiS

Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia postępowania w związku z październikowym oświadczeniem Jarosława Kaczyńskiego po pierwszych protestach kobiet. Zawiadomienie w tej sprawie złożył wiceszef klubu Lewicy Krzysztof Śmiszek, który zapowiada, że w ciągu siedmiu dni złoży zażalenie na „pseudo-postanowienie” prokuratury. Chodzi o słowa Kaczyńskiego z jego oświadczenia wygłoszonego 27 października, w którym odnosił się do protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. przepisów dotyczących aborcji.

– W szczególności musimy bronić polskich kościołów. Musimy ich bronić za każdą cenę. Wzywam wszystkich członków Prawa i Sprawiedliwości i wszystkich, którzy nas wspierają do tego, by wzięli udział w obronie Kościoła, w obronie tego, co dziś jest atakowane i jest atakowane nieprzypadkowo – mówił wówczas wicepremier i prezes PiS.

Szef PiS apelował, by „bronić Polski”

Kaczyński określił wtedy wyrok TK ws. przepisów dot. aborcji jako „całkowicie zgodny z konstytucją”. Kaczyński potępił jednocześnie protesty przeciwników zaostrzenia prawa aborcyjnego.

– Ci, którzy do nich wzywają, ale i także ci, którzy w nich uczestniczą, sprowadzają niebezpieczeństwo powszechne, a więc dopuszczają się poważnego przestępstwa – oświadczył szef PiS.

– To czas, w który musimy umieć powiedzieć „nie” temu wszystkiemu, co może nas zniszczyć. To zależy od nas, to zależy od państwa, od jego aparatu, ale przede wszystkim zależy od nas – od naszej determinacji, odwagi. Obrońmy Polskę – mówił Kaczyński.

Śmiszek: odmowa wszczęcia podstępowania to pseudo-postanowienie

Na początku listopada Krzysztof Śmiszek skierował w tej sprawie do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Kaczyńskiego. Według posła Lewicy prezes PiS wyczerpał znamiona przestępstw takich jak podżeganie do przemocy, podżeganie do gróźb, podżeganie do udziału w bójkach, a także przekroczył uprawnienia funkcjonariusza publicznego.

W piątek poseł Lewicy poinformował, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała mu pismo, „w którym odmawia wszczęcia postępowania bez zachowania formalnych wymogów dotyczących takiego postanowienia”.

– To oczywiście nie będzie mnie powstrzymywało od tego, aby w ciągu siedmiu dni – zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego – złożyć zażalenie do Sądu Rejonowego w Warszawie na to pseudo-postanowienie Prokuratury Okręgowej w Warszawie – dodał polityk.

„Uważam, że Kaczyński popełnił przestępstwo”

Jak podkreślił, „jest przekonany o słuszności swojego zawiadomienia”. – Uważam, że Jarosław Kaczyński popełnił przestępstwo podżegając do przemocy na polskich ulicach – powiedział. Śmiszek przekazał też postanowienie warszawskiej Prokuratury Okręgowej o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie podpisane przez wiceszefową tej prokuratury Magdalenę Kołodziej. Jak wynika z tego pisma, prokuratura nie stwierdziła, że czyny popełnione przez Kaczyńskiego nie zawierają znamion czynu zabronionego.

Po ogłoszeniu wyroku przez TK rozpoczęły się protesty w całej Polsce, organizowane m.in. przez Strajk Kobiet. Manifestujący przeciw zaostrzeniu prawa aborcyjnego protestowali m.in. pod domem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, siedzibą PiS w Warszawie oraz na ulicach wielu miast w Polsce. Odbywały się także liczne protesty przed kościołami i w kościołach w całej Polsce.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zamieszki w Buenos Aires. Pożegnanie Maradony

W Buenos Aires policja użyła gumowych kul i gazu łzawiącego dla uspokojenia tłumu w okolicach Pałacu Prezydenckiego, gdzie jest wystawiona trumna z ciałem zmarłego wczoraj Diego Maradony. Wcześniej zdecydowano, że trumna zostanie przeniesiona do innego pomieszczenia w pałacu, ponieważ ludzie zaczęli przeskakiwać przez ustawioną barierkę i gromadzić się przy niej. Wobec protestów zdecydowano o przedłużeniu o trzy godziny czasu, w jakim można składać hołd Maradonie. Pierwotnie miała być to 20.00 czasu obowiązującego w Polsce.

Pożegnanie Diego Maradony

Od rana tłumy Argentyńczyków żegnają się z Maradoną, stoją w długiej kolejce do pałacu prezydenckiego w Buenos Aires, który jest siedzibą prezydenta Argentyny. Przynoszą kwiaty, koszulki piłkarskie, flagi narodowe, a także kartki z zapisanym pożegnaniem i maskotki.

Czwartek jest pierwszym dniem trzydniowej żałoby narodowej w Argentynie, ogłoszonej dekretem prezydenta Alberto Fernandeza. Trumna z ciałem Maradony ma pozostać w pałacu do soboty, by każdy, kto chce mógł go pożegnać. Według mediów, w sumie może być to nawet milion osób.

Oficjalny kanał pałacu prezydenckiego na YouTubie udostępnia relację na żywo z sali, w której stoi trumna.

Diego Armando Maradona będzie miał pogrzeb państwowy, zarezerwowany zwykle dla ważnych osobistości, np. prezydentów. Do tej pory jedynym sportowcem w historii Argentyny, który miał pogrzeb państwowy był pięciokrotny mistrz Formuły 1 Juan Manuel Fangio. Według niektórych mediów, rodzina nalega, by pogrzeb Diego Maradony odbył się jeszcze dziś. Podają nawet godzinę – 18.00 czasu lokalnego, czyli 22.00 czasu obowiązującego w Polsce. Piłkarz ma być pochowany na cmentarzu Jardin de Paz na obrzeżach Buenos Aires, tam, gdzie jego rodzice.

Diego Maradona, który w 1986 roku poprowadził reprezentację Argentyny do mistrzostwa świata, zmarł wczoraj w wieku 60 lat wskutek zawału serca.
Źródło info i foto: TVP.info

Demonstracje we Francji przeciwko brutalności policji

epa08826160 Protesters gather next to the National Assembly in Paris, France, 17 November 2020. A draft global security legislation presented to the French Parliament creates controversy as Journalists Unions and human rights campaigners in France has called to protest against the proposed draft, which aims to ban the distribution of photos in which police officers and gendarmes can be identified. EPA/MOHAMMED BADRA
Dostawca: PAP/EPA.

W kilku miastach Francji tysiące osób demonstrowało przeciwko przemocy policyjnej i ustawie o „globalnym bezpieczeństwie”. Policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych. Do zamieszek doszło wieczorem między kilkuset osobami a policją po zakończeniu wiecu w pobliżu Zgromadzenia Narodowego. Policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego do rozproszenia demonstrantów, wśród których było wielu młodych ludzi.

W Paryżu kilkaset osób na wezwanie związków dziennikarzy i stowarzyszenia ochrony praw człowieka protestowało przeciwko proponowanej przez partię rządzącą LREM ustawie o „globalnym bezpieczeństwa”, która przewiduje m.in. kary za „złośliwe” wykorzystywania wizerunku służb i policji.

Zdaniem protestujących dziennikarze i obywatele filmujący policję podczas demonstracji mają do tego prawo, podobnie, jak do publikowania tych nagrań. W Rennes protestowało około 300- 400 osób. „To prawo jest po to, aby przestraszyć obywatela”- powiedział działacz ochrony praw człowieka w Rennes Patrick Rothkegel, cytowany przez AFP.

Według Marie-Françoise Barboux, wolontariuszki Amnesty International, raporty organizacji pozarządowej na temat przemocy policyjnej opierają się w dużej mierze na raportach i filmach od dziennikarzy i zwykłych obywateli. „Rząd tego nie chce. Tu zmierzamy w stronę cenzury”- stwierdziła Barboux w rozmowie z AFP.

W Bordeaux od 700 do 800 osób, w tym „żółte kamizelki”, zebrało się wieczorem w pobliżu gmachu sądu. Manifestanci oprócz maseczek medycznych mieli czarne przepaski na oczach. „Filmuj policjantów i pokazuj to ludziom” – skandował uczestnik demonstracji, który stracił rękę podczas demonstracji „żółtych kamizelek” w 2018 r.

W Marsylii demonstracja zgromadziła kilkaset osób, które oklaskiwały projekcję obrazów z filmu dokumentalnego Davida Dufresne „Mądry kraj”, potępiającego policyjną przemoc.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Białoruś: Kolejna fala zatrzymań demonstrantów

Białoruski OMON rozproszył uczestników kolejnej opozycyjnej demonstracji. W poniedziałek wieczorem w centrum Mińska zbierali się ludzie, aby poprzeć strajki w zakładach pracy. Doszło do licznych zatrzymań. W poniedziałek wieczorem demonstranci zebrali się na centralnym Placu Niepodległości. Następnie poszli chodnikiem w kierunku centrum Mińska. Po kilkuset metrach demonstrantów zaczęli zatrzymywać funkcjonariusze milicyjnego OMON-u. Media informują, że niektórzy demonstranci podczas interwencji zostali mocno pobici.

Podobna akcja z zatrzymywaniem demonstrantów miała miejsce w pobliżu placu Jakuba Kołasa i w okolicy stacji metra Puszkińska. Wcześniej funkcjonariusze masowo zatrzymywali w stolicy studentów biorących udział w strajku. Zamknięte przez władze Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” dotychczas zebrało nazwiska około 230 osób zatrzymanych na całej Białorusi. Większość zatrzymań miała miejsce w Mińsku.

„Białoruś pod okupacją Łukaszenki. Ludzie są sprawdzani i zatrzymywani, jeśli wyglądają na nieco podejrzanych. Mińsk jest pełen łańcuchów solidarności” – napisał na Twitterze białoruski dziennikarz Franciszak Wiaczorka.

Protesty na Białorusi trwają od 9 sierpnia, kiedy odbyły się tam wybory prezydenckie. Urzędujący prezydent Aleksandr Łukaszenka ogłosił się ich zwycięzcą, ale opozycja twierdzi, że wyniki wyborów zostały sfałszowane. Gazeta „Nasza Niwa” informowała w weekend, że od czasu wyborów prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia na Białorusi zatrzymano w sumie ok. 15-16 tys. osób. Tylko w niedzielę na Białorusi zatrzymano ponad pół tysiąca demonstrantów. Zatrzymanych zazwyczaj karze się grzywnami i karami administracyjnymi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

260 osób zatrzymanych po protestach na Białorusi. Milicja okładała ludzi pałkami i używała armatek wodnych

Białoruscy obrońcy praw człowieka donoszą o ponad 260 zatrzymanych podczas niedzielnych akcji protestu przeciwko białoruskim władzom. Milicja próbowała brutalnie rozpędzać manifestantów, używała m.in. armatek wodnych i granatów hukowych. Białoruska milicja użyła armatek wodnych w celu rozpędzenia antyrządowej demonstracji. W Mińsku już kolejny raz w ciągu ostatnich miesięcy odbywa się wielotysięczny marsz przeciwko sfałszowanym wyborom.

Białoruskie niezależne media donoszą o co najmniej kilkudziesięciu osobach zatrzymanych oraz rannych. Zatrzymano także dziennikarzy, szacunki są różne, jedne media informują o 20 zatrzymanych pracownikach mediów, z kolei Andrzej Poczobut podaje liczbę 40.

Jak wynika z relacji białoruskich dziennikarzy, co widać na udostępnianych nagraniach, milicjanci oprócz armatek wodnych używali pałek i granatów hukowych. Użyciu granatów zaprzeczyła rzeczniczka milicji w Mińsku. Protesty odbywają się też w innych białoruskich miastach – między innymi Grodnie, Brześciu i Lidzie. Tam także dochodzi do zatrzymań. Media społecznościowe są pełne filmów dokumentujących brutalność milicji.

Na nagraniu, które publikuje bloger Nexta widać funkcjonariuszy, którzy bez opamiętania okładają pałkami protestujących. Inne wideo pokazuje, jak grupa milicjantów bije bezbronną osobę leżącą na ziemi. Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” wciąż aktualizuje listę osób zatrzymanych w niedzielę przez białoruską milicję. Obecnie są to co najmniej 262 nazwiska. Głównie z Mińska, ale też między innymi z Homla, Witebska, Grodna, Brześcia i Bobrujska.

Jak donoszą niezależne media, w białoruskiej stolicy aresztowania protestujących trwają. Mimo brutalności milicji na ulice Mińska wyszły dziesiątki tysięcy osób. Domagano się ustąpienia dyktatora Alaksandra Łukaszenki, który zdaniem opozycji i wielu Białorusinów sfałszował sierpniowe wybory prezydenckie i od ponad 2 miesięcy brutalnie tłumi protesty.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dziesiątki tysięcy protestujących na ulicach białoruskiego Mińska

Mieszkańcy Mińska i innych białoruskich miast ponownie wyszli na ulice manifestować przeciwko rządom Aleksandra Łukaszenki. To już 50. dzień takich protestów. W Homlu użyto wobec ich uczestników gazu łzawiącego i granatów ogłuszających.

Milicyjny OMON zaczął zatrzymywać demonstrantów, gdy tylko pojawili się na miejscu. W ten sposób próbowano nie dopuścić do uformowania się kolumny demonstrantów. Jednak w pewnym momencie protestujących było tak wielu, że zatrzymania okazały się nieskuteczne. Protestujący uformowali dwie kolumny na początku Prospektu Zwycięzców i poszli w stronę ulicy Maksima Bahdanowicza, a nie – jak w ubiegłych tygodniach – w kierunku rezydencji Alaksandra Łukaszenki.

Po drodze zatrzymali się w okolicy obelisku „Mińsk-miasto bohater”, gdzie tradycyjnie podchodzą kolumny z różnych dzielnic stolicy. Niezależne media oceniają, że w proteście uczestniczy już kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Demonstranci skandują: „Niech żyje Białoruś” i trzymają historyczne biało-czerwono-białe flagi. Według aktywisty i dziennikarza z Białorusi Franaka Wiaczorki tylko w mińskim proteście jest ok. 100 tys. osób. Gazeta „Nasza Niwa” podaje liczbę 50 tysięcy.

Demonstracje i wiece odbywają się też w innych miastach Białorusi – między innymi w Homlu, Brześciu, Bobrujsku i Grodnie, gdzie doszło do licznych zatrzymań. Białoruska dziennikarka Hanna Liubakova opublikowała nagranie z protestu w Homlu, gdzie milicjanci użyli wobec protestujących gazu łzawiącego i granatów ogłuszających.

Uczestniczącym w manifestacjach Białorusini protestują przeciwko potajemnemu zaprzysiężeniu Alaksandra Łukaszenki na prezydenta kraju.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Masowe zatrzymania na Białorusi, „leje się krew”.

Na Białorusi dochodzi do masowych zatrzymań demonstrantów. Z szacunków wynika, że na godzinę 22 czasu polskiego liczba osób, które trafiły do aresztów, przekroczyła 100 i „zwiększa się z minuty na minutę”. Są też ranni.

W środę na Białorusi doszło do zaognienia protestów z powodu oficjalnego zaprzysiężenia Alaksandra Łukaszenki, które odbyło się za zamkniętymi drzwiami i nie było wcześniej zapowiadane. Jak relacjonuje Informacyjna Agencja Radiowa, najwięcej zatrzymań miało miejsce w Mińsku, gdzie OMON przy użyciu armatek wodnych i milicyjnych pałek rozproszył kilkutysięczną demonstrację opozycji. Protesty odbywają się w kilku miejscach w stolicy, dlatego informacje o zatrzymaniach będą spływały z opóźnieniem.

„Służby działają bardzo brutalnie. Leje się krew. W Mińsku media informują o strzelaniu i wybuchach. Stosowano też armatki wodne i gaz łzawiący. Obrazki jak z pierwszych dni po wyborach. Dla każdego jest oczywiste, dlaczego Łukaszenka musiał potajemnie robić swoją inaugurację” – poinformował po godzinie 21 dziennikarz Andrzej Poczobut.

Z informacji niezależnych mediów wynika, że OMON znów postępował brutalnie, bijąc demonstrantów podczas zatrzymań. Media społecznościowe obiegły zdjęcia zakrwawionych osób, które zostały ranne podczas protestów. Do zatrzymań doszło również w Grodnie, Homlu czy Brześciu. Według szacunków agencji Interfax na ulice wyszło co najmniej 7 tys. protestujących, którym wyszły naprzeciw wzmocnione oddziały sił specjalnych.

„Lista zatrzymanych rośnie z minuty na minutę” – podała telewizja Biełsat. Jak wskazali dziennikarze, według stanu na godzinę 21 czasu polskiego do aresztów w różnych miastach na Białorusi trafiło co najmniej 90 osób, które zostały zidentyfikowane z imienia i nazwiska przez obrońców praw człowieka ze stowarzyszenia Wiasna. Poczobut niewiele później informował już o 116 zatrzymanych, którzy są znani z nazwiska.

Do działań funkcjonariuszy OMON-u odniosła się też rzeczniczka białoruskiego MSZ Wolha Czemadanawa, która w rozmowie z agencją Interfax nazwała pokojowe protesty „nielegalnymi akcjami”. – Milicjanci będą działać z uwzględnieniem zmiany sytuacji – dodała.

W ciągu dnia w Mińsku odbyła się niezapowiedziana inauguracja prezydentury Aleksandra Łukaszenki. Zaraz potem wyszli protestować najpierw studenci, a potem zwykli mieszkańcy. Protesty na Białorusi trwają od 9 sierpnia, gdy ogłoszono tam wyniki wyborów prezydenckich, w których oficjalnie zwyciężył Alaksandr Łukaszenka. Zdaniem opozycji i wielu Białorusinów wyniki zostały sfałszowane.
Źródło info i foto: Gazeta.pl