Starcia w stolicy Francji. Policja użyła gazu łzawiącego

„Dzień apokalipsy” zapowiadają w Paryżu działacze anarchistyczni z Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Chcą się przyłączyć do pierwszomajowych demonstracji przedstawicieli ruchu żółtych kamizelek oraz największych central związkowych. Do wczesnego popołudnia aresztowano 165 osób.

Na ulice Paryża wysłanych zostało osiem tysięcy policjantów i żandarmów. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że znowu zapłoną. Władze stolicy Francji poleciły zamknąć pół tysiąca sklepów, barów i restauracji znajdujących się w centrum Paryża.

Na dworcach sprawdzana jest zawartość plecaków i toreb przyjeżdżających do Paryża młodych podróżnych z Europy. Kontrole prowadzone są też na stacjach metra.

Kłęby czarnego dymu w Paryżu

Już przed godziną 14 w Paryżu doszło do pierwszych starć. Korespondent RMF FM donosił o kłębach czarnego dymu w stolicy Francji. Podpalane były ławki, samochody i pojemniki na śmieci.

Prezydent domaga się „stanowczych działań wobec agresywnych grup”

Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział we wtorek podczas sesji rady ministrów, że domaga się „niezwykle stanowczych” reakcji, gdyby podczas obchodów 1 maja doszło aktów przemocy i wandalizmu. Minister spraw wewnętrznych Cristophe Castaner podkreśli, że krajowe służby bezpieczeństwa mają informacje o dwóch tysiącach „radykalnych aktywistów”, którzy mają się pojawić w Paryżu.

Może do nich dołączyć kilka tysięcy osób, które należałoby już nazywać ultra-żółtymi, czyli żółtymi kamizelkami, które się zradykalizowały – tłumaczył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Francja szykuje zaostrzenie kar za nielegalne demonstracje?

Francuski rząd zamierza zaostrzyć kary za organizowanie nielegalnych demonstracji w odpowiedzi na agresywne zachowania uczestników protestów ruchu żółtych kamizelek – zapowiedział premier kraju, Edouard Philippe. To zaostrzenie rządowego stanowiska wobec ruchu – zauważa Reuters.

Premier Francji wypowiedział się po tym jak w sobotę w Paryżu uczestnicy protestu podpalili motocykle i zaczęli wznosić barykady. Do incydentu doszło na Bulwarze Saint-Germain.

– Musimy zachować prawo do demonstrowania we Francji i musimy karać tych, którzy łamią prawo – oświadczył Philippe.

– Dlatego rząd popiera nowelizację przepisów, aby karać osoby nie przestrzegające obowiązku zgłaszania demonstracji, tych, którzy biorą udział w niezgłoszonych demonstracjach i tych, którzy przychodzą na demonstracje w kominiarkach – powiedział premier Francji.

Nowelizacja ma powstać w oparciu o istniejące przepisy wymierzone w piłkarskich chuliganów. Nowe prawo może zostać przyjęte w lutym.

Premier Francji zapowiedział też, że uczestnicy demonstracji, którzy brali udział w zamieszkach będą musieli zapłacić za spowodowane przez siebie straty.

Ruch żółtych kamizelek narodził się spontanicznie w połowie listopada w związku z planowanym przez rząd podniesieniem podatku paliwowego. Rząd wycofał się ze swoich planów, ale protesty nadal trwają – teraz ich uczestnicy przedstawiają kolejne postulaty socjalne, część domaga się też referendum w sprawie odwołania prezydenta Francji, Emmanuela Macrona.
Źródło info i foto: rp.pl

75 islamistów skazanych na śmierć w Egipcie

Sąd w Egipcie skazał 75 osób, w tym członków Bractwa Muzułmańskiego, na karę śmierci za przestępstwa w czasie protestów na placu Rabaa w 2013 roku. Demonstranci sprzeciwiali się wówczas odsunięciu od władzy związanego z Bractwem Muzułmańskim prezydenta Mohammeda Mursiego. Wyrok zapadł w ramach zbiorowego procesu, w którym oskarżonych jest ponad 700 osób. Kara śmierci wobec większości skazanych ma zostać wykonana przez powieszenie.

Islamiści z wyrokiem śmierci

Wśród skazanych są niektórzy przywódcy Bractwa Islamskiego, m.in. Essam el-Arian, Mohammed el-Beltagi i Safwat Hegazi. Trybunał nie wydał dotąd wyroku na głównego lidera Bractwa Muzułmańskiego Mohameda Badię, również oskarżonego w tym procesie.

Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Zgodnie z egipskim prawodawstwem jego wykonanie może nastąpić dopiero po wyrażeniu opinii w tej sprawie przez muftiego, ten jednak zazwyczaj potwierdza wyroki trybunału.

– Na ogół wyrok nie zmienia się, ale można się od niego odwoływać – powiedział dziennikarzom jeden z adwokatów. W uzasadnieniach wyroków zarzuca się skazanym m.in. udział w zbrojnym wystąpieniu, okupowanie siedzib urzędów państwowych oraz budynków publicznych i prywatnych w celach terrorystycznych, umyślne zabójstwa osób cywilnych i policjantów bądź usiłowania zabójstwa – podaje egipska agencja prasowa MENA.

Adwokat Mohamed Asziri Mohamed, obrońca jednego z 664 oskarżonych, którzy jeszcze nie usłyszeli wyroków, poinformował dziennikarzy, że „prawdopodobnie 8 września nastąpi potwierdzenie wyroków na 75 skazanych na śmierć oraz ogłoszenie wymiaru kary wobec pozostałych oskarżonych, która nie będzie karą śmierci”.

„Parodia sprawiedliwości”

Wyrok egipskiego sądu ostro skrytykowała organizacja Amnesty International, zajmująca się obroną praw człowieka. Według jej przedstawicieli cały proces jest „rażąco niesprawiedliwy” i sprzeczny z egipską konstytucją.

– Można to jedynie opisać jako parodię sprawiedliwości – stwierdziła przedstawicielka AI, Najia Bounaim.

Wśród skazanych na karę śmierci jest fotoreporter Mahmoud Abu Zeid, znany jako Shawn. W maju otrzymał od UNESCO Nagrodę Wolności Prasy. Sąd skazał go za fotografowanie wojskowych represji w trakcie protestów w Kairze 14 sierpnia 2013 roku. W wyniku działań egipskich sił bezpieczeństwa zginęło wówczas 900 osób, jak podkreśla organizacja – w przeważającej większości nieuzbrojonych. Żaden funkcjonariusz ani wojskowy nie został pociągnięty do odpowiedzialności w tej sprawie – zaznacza Amnesty International.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Warszawa: Zatrzymania podczas protestów przed Sejmem

Podczas piątkowego protestu przed Sejmem doszło do przepychanek manifestantów z policjantami. Mundurowi zatrzymali kilka osób, protestujących przeciwko nowelizacji ustawy o sądach. W piątek przed Sejmem zebrali się manifestanci protestujący przeciwko nowelizacji ustaw o sądach. Wieczorem, kilkoro z nich zaczęło kopać barierki oddzielające teren Sejmu od ulicy. Po kilku minutach takich osób było więcej. Protestujący, po pewnym czasie, próbowali sforsować bariery i przedostać się na teren Sejmu.

Wówczas kordon policji odsunął manifestujących na drugą stronę ulicy. Po chwili z tłumu mundurowi zabrali kilka osób.

Podczas zajść dwóch funkcjonariuszy odniosło obrażenia. – Jeden z nich ma uszkodzony bark, drugi z policjantów ma ranę ciętą na twarzy – poinformował TVP Info rzecznik stołecznej policji kom. Sylwester Marczak. W obu wypadkach policjantom została udzielona pomoc medyczna.

Nowelizacje ustaw uchwalone

Sejm uchwalił w piątek po południu, przygotowaną przez PiS, nowelizację ustaw m.in. o Sądzie Najwyższym, ustroju sądów, Krajowej Radzie Sądownictwa i o prokuraturze. Wprowadza ona m.in. zmiany procedur wyboru I prezesa SN. Dotyczy też kwestii obsady stanowisk w tym sądzie.

Od środy przed Sejmem m.in. Obywatele RP, Ogólnopolski Strajk Kobiet i Komitet Obrony Demokracji organizowali demonstracje przeciw nowelizacji ustaw.
Źródło info i foto: TVP.info

Protesty w Indiach po zbiorowym gwałcie i morderstwie 8-latki

Zbiorowy gwałt i morderstwo 8-letniej dziewczynki w Indiach spowodowały falę protestów. Jak informuje BBC, wśród osób broniących podejrzanych znaleźli się członkowie obecnie rządzącej nacjonalistycznej Indyjskiej Partii Ludowej (BJP). Ciało dziewczynki zostało znalezione w styczniu w lesie niedaleko miasta Kathua.

Podejrzani mężczyźni to m.in. emerytowany urzędnik państwowy, czterej policjanci i małoletni. Ich aresztowaniu sprzeciwiały się prawicowe grupy. W jednym z wieców poparcia dla podejrzanych udział wzięło dwóch ministrów z Nacjonalistycznej Partii Ludowej (BJP), co jeszcze bardziej zaogniło spór.

Od czwartku w Internecie zaczęły pojawiać się liczne wpisy opatrzone hashtagami #Kathua i #justiceforAsifa.
Źródło info i foto: interia.pl

Izraelska armia zapowiedziała śledztwo ws. masakry Palestyńczyków

Izraelska armia zapowiada śledztwo w sprawie zabitych i rannych w czasie trwającego od tygodnia protestu Palestyńczyków przy granicy Strefy Gazy. Wskazuje także, że nie zmieni taktyki i będzie strzelać do osób, które będą chciały sforsować płot graniczny. W piątek w proteście przy granicy Strefy Gazy i Izraela wzięło udział 35 tys. Palestyńczyków. Doszło do zamieszek, a izraelska armia użyła ostrej amunicji. W kolejnych dniach doszło do kolejnych, sporadycznych ostrzałów. W sumie liczba zabitych w trwającym od tygodnia proteście wynosi 21 osób, a kilkaset osób jest rannych.

Mimo wcześniejszych sugestii, że nie zostanie wszczęte śledztwo ws. sprawie zabitych i rannych, pod naciskiem organizacji międzynarodowych zdecydowano się na rozpoczęcie dochodzenia.

Zabici z zimną krwią?

W mediach pojawiły się przypuszczenia, że nie wszyscy z zabitych stanowili zagrożenie dla stacjonujących w pobliżu żołnierzy. Równocześnie jednak minister obrony Izraela Avigdor Lieberman po raz kolejny w ostatnich dniach ostrzegł, że nie będzie zmiany taktyki wojska i osoby, które będą chciały przekroczyć prawo, zostaną ostrzelane z ostrej broni.

Tymczasem rządzący Gazą Hamas ogłosił, że rodziny każdego z zabitych w proteście dostaną po 3 tys. dolarów, a rodziny ciężko rannych po 500 dolarów. Zdaniem części izraelskich mediów może to jedynie zachęcać kolejne osoby do brania udziału w protestach.

Manifestacje i pięć miasteczek namiotowych przy granicy z Izraelem to protest przeciw wywłaszczeniom ziemi. Palestyńczycy domagają się zwrotu terenów, które przejął Izrael. To pierwszy tego typu protest od wielu lat. Rządzący Gazą Hamas twierdzi, że protest ma charakter pokojowy, ale izraelskie wojsko uważa, że palestyńska organizacja chce w ten sposób sprowokować wojnę.

Protesty mają trwać do połowy maja. Wtedy to Izrael będzie świętował rocznicę niepodległości, a Stany Zjednoczone mają przenieść ambasadę z Tel Awiwu do Jerozolimy. W kolejnym dniu protestu może w nim wziąć udział nawet 50 tys. osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Po zamieszkach w Ełku zatrzymano 28 osób

Policja zatrzymała 28 osób po zamieszkach, do jakich doszło w Ełku. Protestujący rozeszli się przed północą. Według policji, w mieście jest teraz spokojnie.

Do gwałtownych protestów doszło w miejscu śmierci 21-letniego Daniela, który zginął w noc sylwestrową od ciosów zadanych nożem. Kilkuset mieszkańców Ełku zebrało się przed prowadzonym przez cudzoziemców barem Prince Kebab, żeby wyrazić sprzeciw wobec tej tragedii i zapalić znicze. W tłumie były też osoby agresywne, które wybiły szyby i niszczyły mienie w witrynie lokalu, rzucały petardami, butelkami oraz kamieniami w stronę funkcjonariuszy i radiowozów.

Policja zabezpiecza miejsce

Jak poinformował w poniedziałek rano sierż. szt. Rafał Jackowski z warmińsko-mazurskiej policji, w związku z tymi wydarzeniami zatrzymano łącznie 28 osób. Mogą one odpowiadać za zniszczenie mienia albo zakłócenie porządku publicznego. Według niego, protest zakończył się w niedzielę przed północą. – W tej chwili w Ełku jest spokojnie. Policjanci nadal zabezpieczają to miejsce, żeby nie doszło do ponownego zakłócenia porządku. Będą interweniować, gdyby tak się stało – stwierdził.

Jackowski powiedział też, że w policja użyła środków przymusu bezpośredniego „adekwatnych do sytuacji”, w tym gazu pieprzowego, żeby zaprowadzić porządek w miejscu zgromadzenia. Dodał, że nie ma informacji, żeby ktokolwiek z uczestników niedzielnego protestu lub policjantów odniósł jakieś urazy. Przypomniał, że policja w dalszym ciągu apeluje o zachowanie spokoju i przestrzeganie prawa.

Apel o zachowanie spokoju

O zachowanie spokoju i uszanowanie tragedii, jaką przeżywa rodzina 21-letniego Daniela, apelował też w niedzielę do mieszkańców prezydent Ełku Tomasz Andrukiewicz. Jak mówił, otrzymał ze strony policji zapewnienie, że w ciągu najbliższych dni w mieście będzie więcej funkcjonariuszy. Do Ełku ściągnięto dodatkowych policjantów z oddziałów prewencji z Olsztyna i innych jednostek z województwa warmińsko-mazurskiego. Jest także Żandarmeria Wojskowa.

Śledztwo w sprawie śmierci

Śledztwo w sprawie śmierci 21-letniego Daniela prowadzi ełcka prokuratura rejonowa. Według policji, mężczyzna zginął w noc sylwestrową po awanturze pod barem Prince Kebab, miał dwie rany kłute, prawdopodobnie od noża. W poniedziałek wykonana zostanie sekcja zwłok, by ustalić szczegółowo przyczynę jego śmierci.

Jak informowała policja, po tej tragedii zatrzymano czterech mężczyzn, wśród nich cudzoziemców. Funkcjonariusze, zasłaniając się dobrem śledztwa, nie ujawnili ich narodowości. Poinformowali jedynie, że zatrzymani byli trzeźwi. Zdaniem sierż. Jackowskiego, można spodziewać się, że w poniedziałek zostaną oni przesłuchani przez prokuraturę, ponieważ tego dnia ok. godz. 23 mija 48 godzin od ich zatrzymania.

Inny incydent w Ełku

Radny z Ełku Michał Tyszkiewicz powiedział, że należący do ełckiego przedsiębiorcy lokal Prince Kebab wynajmowali obywatele Tunezji, Algierii i Maroka i są to osoby, które zostały zatrzymane przez policję po śmierci 21-latka. Jak dodał, podczas niedzielnych zamieszek wybito szyby również w drugim prowadzonym przez nich barze.

Według Tyszkiewicza, niektórzy z uczestników niedzielnych zamieszek próbowali łączyć tragedię, do której doszło w Sylwestra, z incydentem na ełckim osiedlu Jeziorna z marca ub. roku. Doszło wówczas do awantury w innym barze z kebabami, również prowadzonym przez cudzoziemców. Zatrzymano wtedy dwóch mieszkańców Ełku, którym zarzucono naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie z powodu przynależności rasowej pracowników lokalu – Egipcjanina i Algierczyka. Jeden z zatrzymanych złożył natomiast zawiadomienie o ranieniu go nożem podczas tej awantury przez pracownika baru.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Jest śledztwo prokuratury ws. wydarzeń przed Sejmem

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie m.in. blokowania wyjazdu posłów z Sejmu przez manifestujących przed budynkiem. Śledztwo wszczęto na podstawie materiałów od policji – poinformował w środę rzecznik prokuratury Michał Dziekański. Dziekański wcześniej mówił, że policja przekazała prokuraturze okręgowej materiały, w dużej części o charakterze audiowizualnym z monitoringu piątkowych wydarzeń przed Sejmem.

Prokuratura ws. wydarzeń przed Sejmem otrzymała też zawiadomienia PO i N w sprawie domniemanego złamania prawa przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

W piątek w Sejmie posłowie opozycji zablokowali mównicę sejmową, w reakcji na planowane zmiany w zasadach pracy dziennikarzy w parlamencie oraz na wykluczenie z obrad jednego z posłów PO. Potem Sejm, głosami głównie posłów PiS, uchwalił m.in. przyszłoroczną ustawę budżetową – wobec blokady mównicy obrady odbyły się nie na sali plenarnej, lecz w sali kolumnowej. Zdaniem opozycji, przeprowadzone w ten sposób głosowania są nielegalne. PiS zapewniało, że nie doszło tu do złamania prawa, a przestępstwo popełniła opozycja, blokując mównicę.

Przed Sejmem odbyła się zaś manifestacja, podczas której wyrażano poparcie dla pełnej obecności mediów w Sejmie i dla polityków blokujących mównicę. W nocy demonstranci próbowali blokować wyjeżdżających z Sejmu przedstawicieli rządu i PiS – działania policji polegały na wynoszeniu lub odsuwaniu blokujących. Nikogo nie zatrzymano; nie było też informacji, by ktoś odniósł obrażenia.
Żródło info i foto: interia.pl

Kolejne zamieszki w USA po wyborze Donalda Trumpa

Ok. 1,2 tysiąca osób protestowało w piątek wieczorem czasu lokalnego na ulicach Nowego Jorku przeciwko wyborowi Donalda Trumpa na 45. prezydenta USA. „To nie jest nasz prezydent! To nie jest nasz prezydent!” – skandowali uczestnicy protestu, z których wielu miało w dłoniach plakaty z wizerunkiem Hillary Clinton, rywalki Trumpa we wtorkowych wyborach prezydenckich. Podobne demonstracje odbyły się także m.in. w Miami, Los Angeles, Filadelfii i Atlancie.

„Garstka mazgajów”

Protesty przeciwko wyborowi Trumpa na prezydenta USA organizowane są już od trzech dni, mimo że Hillary Clinton pogratulowała kandydatowi Republikanów wygranej i wezwała swoich wyborców, aby uznali wynik demokratycznych wyborów. Z podobnym apelem wystąpił też prezydent Barack Obama. Protestujący twierdzą jednak, że nie godzą się na przegraną Clinton, gdyż zdobyła ona nieco więcej głosów bezpośrednich niż jej republikański rywal. Trump uzyskał jednak więcej głosów elektorskich, które według amerykańskiej ordynacji decydują o wyniku wyborów.

Doradca prezydenta elekta Donalda Trumpa, Rudy Giuliani, nazwał uczestników protestów „garstką mazgajów”. Oczekuje się, że były burmistrz Nowego Jorku otrzyma jedno z głównych stanowisk w administracji Trumpa.
Żródło info i foto: tvn24.pl

USA: Zmarł mężczyzna postrzelony podczas zamieszek w Charlotte

W szpitalu w Charlotte w Karolinie Północnej zmarł w czwartek mężczyzna, który poprzedniego dnia został postrzelony w tym mieście podczas protestów przeciwko brutalności policji – poinformował dziennik „Charlotte Observer”, powołując się na policję. Po kolejnych protestach, władze miasta poinformowały na Twitterze o wprowadzeniu godziny policyjnej.

Godzina policyjna będzie obowiązywać od północy czasu lokalnego (w piątek od godz. 6 czasu polskiego) do godz. 6. Władze zapowiedziały, że każdy, kto pozostanie na ulicach, zostanie aresztowany.

Podczas starć z siłami porządkowymi, które użyły gazu łzawiącego, gumowych kul i granatów hukowo-błyskowych, aby rozpędzić demonstrantów, którzy plądrowali sklepy i rozbijali witryny, 26-letni mężczyzna został postrzelony w głowę. Władze zapewniają jednak, że nie przez policję. Protesty w Charlotte, które przerodziły się w zamieszki, zapoczątkowało zastrzelenie przez funkcjonariusza we wtorek 43-letniego czarnoskórego Keitha Lamonta Scotta. Według policji nie zareagował on na wezwanie, by rzucił broń. Z kolei rodzina i świadek utrzymują, że w chwili zdarzenia mężczyzna trzymał książkę. Rodzina Scotta zażądała od władza upublicznienia nagrania wideo przedstawiającego zdarzenie.

Stan wyjątkowy

Według antypolicyjnej organizacji utworzonej na bazie ruchu protestu, Mapping Police Violence, dokumentującej podobne zdarzenia, śmierć Scotta jest 214. zabójstwem czarnoskórej osoby przez policję w tym roku w USA. Nie ma podobnych danych rządowych na szczeblu krajowym.

Protesty w Charlotte trwają trzecią noc z rzędu. Wyjątkowo gwałtowny przebiegł miały w środę wieczorem. W czwartek wieczorem czasu lokalnego na ulicach Charlotte ponownie zaczęli gromadzić się demonstranci. Wcześniej gubernator Karoliny Północnej ogłosił w mieście stan wyjątkowy. Do Charlotte skierowano w celu wsparcia lokalnej policji Gwardię Narodową i policję drogową.
Żródło info i foto: polsatnews.pl