Były rzecznik MON może wyjść na wolność po wpłaceniu 100 tys. złotych poręczenia majątkowego

Sąd zgodził się, by były rzecznik MON Bartłomiej M. wyszedł na wolność, pod warunkiem wpłacenia poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. złotych. O przedłużenie aresztu dla Bartłomieja M. wnioskowała prokuratura, która zarzuca mu przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę spółki PGZ. Były rzecznik MON i bliski współpracownik Antoniego Macierewicza przebywa w areszcie od 30 stycznia.

Na wolność po kilku miesiącach?

Bartłomiej M. prawdopodobnie wkrótce wyjdzie na wolność. W styczniu został zatrzymany przez CBA na polecenie Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu. Śledczy podejrzewają, że jako funkcjonariusz publiczny przekraczał uprawnienia i działał na szkodę spółki PGZ. Według prokuratury, wraz z byłą pracownicą MON Agnieszką M. doprowadził do wyrządzenia szkody spółce w wysokości blisko pół miliona złotych.

Oprócz tego, Bartłomiej M. wraz z byłym posłem PiS Mariuszem Antonim K. usłyszał zarzuty „powoływania się wspólnie i w porozumieniu na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł”.

Prokuratura prowadzi śledztwo ws. nieprawidłowości w PGZ od grudnia 2017 r. Zarzuty usłyszeli także były członek zarządu PGZ Radosław O., b. dyrektor biura marketingu PGZ Robert K. oraz Robertowi Sz.

Kariera u boku Antoniego Macierewicza

Bartłomiej M. był jednym z najbliższych współpracowników Antoniego Macierewicza. Do pracy w biurze polityka PiS zgłosił się już jako 17-latek. Członkiem Prawa i Sprawiedliwości został w 2010 r. Także wtedy Macierewicz uczynił go szefem biura zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej.

W 2015 r. startował do Sejmu w okręgu piotrkowskim, ale nie uzyskał mandatu. Gdy Antoni Macierewicz został ministrem obrony narodowej, M. objął szefostwo gabinetu politycznego ministra i rzecznikiem prasowym resortu. Funkcję tę stracił na początku 2017 r. . W MON pracował jeszcze 3 miesiące.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest wniosek o przedłużenie aresztu Bartłomiejowi M.

O przedłużenie aresztu do 25 września dla b. rzecznika MON Bartłomieja M. i dla b. członka zarządu PGZ Radosława O. zawnioskowała Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. Są oni podejrzani w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w spółce PGZ S.A. Wnioski zostały skierowane do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Jak poinformował prok. Jacek Węgrzynowicz z Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu, prowadzącej śledztwo w tej sprawie, dwaj pozostali podejrzani, którzy także byli aresztowani: b. dyrektor biura marketingu PGZ Robert K. oraz b. dyrektor wykonawczy firmy Robert Sz. opuścili już areszty.

Sąd Apelacyjny w Warszawie zamienił im areszty na poręczenia majątkowe i zakaz opuszczania kraju. Obaj wpłacili po 50 tys. zł i na początku czerwca opuścili areszty.

B. rzecznik MON przebywa w areszcie od 30 stycznia, gdzie trafił postanowieniem tarnobrzeskiego sądu rejonowego.

M. został zatrzymany wraz z pięcioma innymi podejrzanymi w Warszawie 28 stycznia przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, na polecenie tarnobrzeskiej prokuratury.

Oprócz Bartłomieja M. zatrzymani zostali także b. poseł Mariusz Antoni K., b. członek zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. Radosław O., dwaj byli dyrektorzy PGZ S.A. i b. pracownica Ministerstwa Obrony Narodowej.

Zostali oni zatrzymani w związku z prowadzonym od grudnia 2017 roku przez prokuraturę w Tarnobrzegu śledztwem dotyczącym niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez spółkę PGZ S.A.

Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu zarzuciła Bartłomiejowi M. oraz b. posłowi Mariuszowi Antoniemu K. zarzuty „powoływania się wspólnie i w porozumieniu na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł”.

Bartłomiej M. i była pracownica MON Agnieszka M. usłyszeli zarzuty przekroczenia swoich uprawnień jako funkcjonariuszy publicznych i działania na szkodę spółki PGZ w związku z zawartą przez nią umową szkoleniową. Tym samym doprowadzili do wyrządzenia spółce szkody w wysokości 491 964 zł – podano po ogłoszeniu zarzutów w komunikacie rzecznika prokuratury.

B. członkowi zarządu PGZ Radosławowi O., b. dyrektorowi biura marketingu PGZ Robertowi K. oraz b. dyrektorowi wykonawczemu firmy Robertowi Sz. zarzucono działania na szkodę spółki i wyrządzenia jej szkody majątkowej w wielkich rozmiarach.

Wobec byłej pracownicy MON prokuratura zastosowała środki wolnościowe. Natomiast do wniosku prokuratury o zastosowanie aresztu dla Mariusza Antoniego K. Sąd Rejonowy w Tarnobrzegu w styczniu br. się nie przychylił. Zastosował wobec podejrzanego poręczenie majątkowe w wysokości 50 tys. zł oraz zakaz opuszczania kraju z jednoczesnym zatrzymaniem paszportu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dziś sąd zdecyduje czy Bartłomiej M. zostaje w areszcie

Jak ustaliła Wirtualna Polska, w warszawskim sądzie okręgowym odbyło się posiedzenie w sprawie przedłużenia aresztu dla Bartłomieja M. Decyzja ma być ogłoszona po południu. Śledczy chcą, by współpracownik Antoniego Macierewicza spędził kolejne 3 miesiące w areszcie. Obrońcy wnioskują o opuszczenie aresztu.

Posiedzenie Sądu Okręgowego w Warszawie zakończyło się ok. godz. 10. Obecni byli na nim tarnobrzescy prokuratorzy, którzy prowadzą śledztwo i obrońcy byłego współpracownika Antoniego Macierewicza. Przypomnijmy, Bartłomiej M. został zatrzymany przez funkcjonariuszy CBA pod koniec stycznia. Decyzją Sądu Okręgowego w Tarnobrzegu trafił na trzy miesiące do aresztu.

Według śledczych, były rzecznik MON wraz z byłym posłem PiS Mariuszem Antonim K. miał „powoływać się wspólnie i w porozumieniu na wpływy w instytucji państwowej i pośredniczyć w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł”. Dodatkowo prokuratura postawiła mu zarzut przekroczenia uprawnień jako funkcjonariusza publicznego i działania na szkodę spółki Polska Grupa Zbrojeniowa. Razem z byłą pracownicą resortu obrony narodowej Agnieszką M. miał doprowadzić do wyrządzenia spółce szkody w wysokości 491 964 zł.
Źródło info i foto: wp.pl

Były szef KNF Marek Chrzanowski wychodzi na wolność

Były szef KNF Marek Chrzanowski ma opuścić areszt. Taką decyzję podjął Sąd Rejonowy Katowice-Wschód. Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury o przedłużenie tymczasowego aresztu. Sąd nie uwzględnił wniosku prokuratury, która domagała się przedłużenia tymczasowego aresztowania Chrzanowskiego o kolejny miesiąc. Poinformowali o tym uczestniczący w posiedzeniu mecenas Radosław Baszuk i prokurator Paweł Leks, który nie wykluczył złożenia zażalenia na wtorkową decyzję sądu.

Chrzanowski został zatrzymany 27 listopada ub. roku. W śląskim wydziale Prokuratury Krajowej usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień w związku z rozmową z właścicielem Getin Noble Banku Leszkiem Czarneckim.

Na wniosek prokuratury sąd rejonowy aresztował go na dwa miesiące, później zażalenia obrony w tej sprawie nie uwzględnił sąd okręgowy. Obecny okres aresztowania Chrzanowskiego upływa 26 stycznia. W ubiegłym tygodniu prokuratura poinformowała, że zwróciła się do sądu o przedłużenie stosowania tego środka zapobiegawczego.

Jak podawała po przesłuchaniu Chrzanowskiego PK, podczas spotkania z Czarneckim w marcu 2018 r. ówczesny szef KNF zaproponował biznesmenowi „zatrudnienie Grzegorza Kowalczyka w charakterze prawnika w Getin Noble Bank SA na okres 3 lat oraz przekazał Leszkowi Czarneckiemu informację, że zatrudnienie to będzie skutkować przychylnością Komisji Nadzoru Finansowego w czasie realizacji programu naprawczego Getin Noble Bank SA”.

Chrzanowski usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego – przewodniczącego KNF – w celu osiągnięcia korzyści osobistej i majątkowej przez inną osobę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Prokuratura domaga się przedłużenia aresztu dla Roberta J. Sprawa dotyczy oskórowania kobiety w 1998 r.

Do krakowskiego sądu wpłynął wniosek o przedłużenie aresztu dla Roberta J., podejrzanego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem studentki w 1998 roku – poinformowała Grażyna Rokita z zespołu prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie. Sprawa dotyczy zabójstwa Katarzyny Z., której szczątki – fragmenty skóry i ciała – wyłowiono z Wisły 7 i 14 stycznia 1999 r. Tożsamość Katarzyny Z. ustalono dzięki badaniom genetycznym; kobieta zaginęła w listopadzie 1998 r.

W październiku 2000 r. prokuratura umorzyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy. Posiedzenie w tej sprawie wyznaczono na 29 marca. Dotychczasowy termin stosowania aresztu wobec podejrzanego upływa 31 marca 2018 r.

Obawa matactwa

Podejrzany o zbrodnię 52-letni Robert J. został zatrzymany 4 października ub.r. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Nie przyznał się. Jak podała Prokuratura Krajowa, złożył obszerne wyjaśnienia, ale odmówił odpowiedzi na niektóre pytania.

Na wniosek prokuratury sąd aresztował go wówczas na trzy miesiące. Według sądu, przesłankami za aresztem były wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanego mu czynu oraz obawa matactwa procesowego i groźba wymierzenia surowej kary. Podobnymi przesłankami kierował się sąd, przedłużając w grudniu areszt o kolejne trzy miesiące do 31 marca.

Pod koniec 2011 r. krakowska policja poinformowała, że policjanci z tzw. Archiwum X ponownie analizują materiały śledztwa i ustalają nowe dowody. Było to możliwe m.in. dzięki postępowi w dziedzinie badań kryminalistycznych oraz współpracy z ekspertami różnych specjalności.

Na tej podstawie krakowska prokuratura w styczniu 2012 r. podjęła śledztwo na nowo i zleciła m.in. ekshumację szczątków. W wyniku oględzin stwierdzono wiele śladów kryminalistycznych i dowodów oraz zabezpieczono je na potrzeby śledztwa. Były to substancje, włosy, drobiny i włókna pozwalające – zdaniem śledczych – na podjęcie dodatkowych czynności.

Trójwymiarowy obraz przebiegu zabójstwa

W śledztwie powoływano najwybitniejszych polskich i zagranicznych biegłych różnych specjalności. Korzystano również z najnowszych technik śledczych, które pozwoliły na odtworzenie sposobu działania sprawcy i wykrycie ważnych z punktu widzenia dowodowego okoliczności zabójstwa.

Kluczowe dla śledztwa było sporządzenie trójwymiarowego obrazu przebiegu zabójstwa na podstawie danych biometrycznych ofiary i śladów działania sprawcy na niektórych tkankach ofiary. Na tej podstawie ustalono sposób zadawania ciosów i to, że mogła je zadawać osoba wyszkolona w określonych sztukach walki – trenował je właśnie Robert J. Istotne okazało się także określenie związków chemicznych, jakie były podawane Katarzynie Z.

Według ustaleń prokuratury, do zabójstwa studentki doszło między 12 listopada 1998 r. a 6 stycznia 1999 roku. Jak podawała PK, 12 listopada 1998 r. Robert J., stosując przemoc fizyczną, uwięził ją w zamkniętym pomieszczeniu i podawał środki chemiczne.

Kobieta była torturowana

Ponadto – według ustaleń śledczych – Robert J. torturował dziewczynę – kopał, bił tępym narzędziem i nożem, a także oskórował. „Te niezwykle brutalne działania sprawcy doprowadziły do śmierci pokrzywdzonej 23-letniej studentki religioznawstwa z Krakowa” – podała PK.

Zdaniem prokuratury, sprawca działał w wyniku „motywacji patologicznej o podłożu seksualnym, w celu zaspokojenia swojego patologicznego popędu seksualnego, a także w celu pozbawienia życia ofiary ze szczególnym okrucieństwem”. W przypadku uznania winy Robertowi J. grozi kara więzienia na czas nie krótszy niż 12 lat, 25 lat lub dożywocie.

Śledztwo prowadzi wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Artur W. powiedział jak mordował 20-letnią Kaję?

Sąd uwzględnił wniosek łódzkiej prokuratury o przedłużenie do trzech miesięcy aresztu dla 29-letniego Artura W. podejrzanego o zabójstwo 20-letniej kobiety. W trakcie przesłuchania mężczyzna przyznał się do winy. Mężczyznę poszukiwanego listem gończym udało się zatrzymać we wtorek w Koszalinie.

Śledczy przewidują uzupełnienie zarzutów wobec mężczyzny po uzyskaniu potwierdzenia jego wcześniejszej karalności. W środę podejrzany złożył bardzo obszerne wyjaśnienia w łódzkiej prokuraturze.
 
– Z jego relacji wynika, że w nocy z 14 na 15 sierpnia doszło do awantury; powodem jego agresji były zastrzeżenia co do sposobu postępowania 20-letniej partnerki. Można powiedzieć, że awantura była rozłożona w czasie, eskalacja przemocy nastąpiła ok. godziny 2.00. Wówczas to doszło do pozbawienia kobiety życia przez uduszenie – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Chciał uciec z dzieckiem ofiary
 
– Nad ranem podejrzany zdecydował się ukryć zwłoki w wersalce; nie miał pewności, czy ofiara nie żyje. Zakrył usta, związał ciało i schował w wersalce, następnie na wersalkę, w której znajdowała się kobieta, położył kolejną wersalkę i fotel – dodał.
 
Jak mówił Kopania, pierwotnie mężczyzna zamierzał uciec z dzieckiem ofiary. – Odstąpił od tych planów i zawiózł chłopca do rodziny partnerki. Jak wynika z ustaleń, mężczyzna od dokonania zbrodni i przekazania dziecka rodzinie, przemieszczał się po różnych miejscach w Polsce. Jego relacje wskazują, że liczył się z zatrzymaniem, co więcej – stwierdził, że czekał tylko, kiedy zostanie zatrzymany – powiedział prokurator.

Chłopczyk mógł widzieć widzieć zabójstwo matki

W czasie awantury, do której doszło z 14 na 15 sierpnia, w mieszkaniu wynajmowanym przez matkę Artura W. najprawdopodobniej znajdował się 2,5-letni syn jego partnerki. Dziecko mogło widzieć ciało zamordowanej matki, a nawet samo zabójstwo.

– Chłopiec trafił obecnie do ojca i znajduje się poza Łodzią. Dziecko zostało otoczone opieką psychologiczną; jego zachowania mogą wskazywać, że co najmniej widział ciało swojej matki – podkreślił Kopania.

Śledczy nie podjęli jeszcze decyzji, czy będą chcieli przesłuchać dziecko.

– Musimy się nad tym poważnie zastanowić. To chłopiec, który ma ukończone zaledwie dwa lata. Tego typu decyzje muszą być poprzedzone opinią psychologiczną. Aktualnie byłoby to bardzo trudne, uwzględniając chociażby obecny stan psychiczny dziecka – wyjaśnił rzecznik prokuratury.

Kobieta mogła być w ciąży

Kopania odniósł się także do ujawnianych przez rodzinę ofiary informacji o domniemanej ciąży 20-latki.

– Z relacji, które do nas dotarły wynika, że taką świadomość posiadał również podejrzany. Niestety, zmiany pośmiertne uniemożliwiły wyciąganie wniosków w tym zakresie. Podczas sekcji nie udało się stwierdzić objawów ciąży, aczkolwiek nie jest wykluczone, że kobieta była w początkowym jej stadium – zaznaczył Kopania.

Przypomniał też, że zwłoki zostały znalezione dopiero 26 sierpnia wieczorem, a więc kilkanaście dni po zabójstwie. W czasie sekcji pobrano materiał biologiczny do dalszych badań pod kątem wykrycia ciąży, jednak śledczy jeszcze nie wiedzą, czy ich wyniki pozwolą na wyciąganie wniosków w tym zakresie.

Skrępowane sznurem ciało ukryte w wersalce

29-latek jest podejrzany o zamordowanie swojej partnerki. Zgłoszenie o jej zaginięciu wpłynęło do policji 17 sierpnia. Złożyła je rodzina 20-latki ze Zduńskiej Woli, kobieta dwa dni wcześniej wraz ze swoim 2,5-letnim synem wyjechała do Łodzi w towarzystwie poznanego niedawno starszego o 9 lat partnera. Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny 20-latki, twierdząc, że kobieta pozostała w Łodzi, ponieważ źle się poczuła. Później kontakt z nim się urwał.

Policja znalazła ciało kobiety 26 sierpnia, w mieszkaniu wynajmowanym przez Artura W. na łódzkim osiedlu Teofilów. Skrępowane sznurem ciało ukryte było w wersalce. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie.

„Zatrzymanie odbyło się w sposób kulturalny”

Za Arturem W. wydano list gończy; prokuratura skierowała też do sądu wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania. Został zatrzymany we wtorek na jednej z ulic Koszalina.

– Załoga ruchu drogowego w Koszalinie zauważyła podobnego mężczyznę i przystąpili do zatrzymania. Mężczyzna był całkowicie zaskoczony, tak że zatrzymanie odbyło się w sposób kulturalny, spokojny – opisał okoliczności zatrzymania poszukiwanego Robert Opas z Komendy Głównej Policji.

Policja ustaliła, że Artur W. pod innym nazwiskiem w 2011 roku został skazany w Wielkiej Brytanii na cztery lata więzienia za gwałt. Z kolei w 2015 roku w Niemczech usłyszał wyrok za uszkodzenie ciała.

– Będziemy weryfikować informacje co do jego karalności i odbywania przez niego kary pozbawienia wolności. Prawdopodobnie zajdzie konieczność uzupełnienia zarzutów i przyjęcie, że działał w warunkach recydywy – powiedział wcześniej Kopania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zbigniew Ziobro o nieprzedłużeniu aresztu dla Piotra P.

Jako „zaskakującą” i „kompletnie niezrozumiałą” minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro określił decyzję sądu o nieprzedłużaniu aresztu dla Piotra P., głównego podejrzanego w aferze SKOK Wołomin. W czwartek Sąd Apelacyjny w Szczecinie nie zgodził się na przedłużenie aresztu Piotra P., byłego oficera Wojskowych Służb Informacyjnych – dowiedziała się nieoficjalnie PAP, co potwierdził szczeiński sąd. Zgodnie z tą decyzją, Piotr P. ma opuścić areszt 10 kwietnia – kiedy kończy się okres orzeczonego wcześniej aresztowania.

„Dlaczego sędziowie jeszcze nie wypuścili właściciela Amber Gold?”
 
Ziobro przypomniał, że według prokuratury P. „jest centralną postacią gigantycznej afery, w której straty liczy się na ponad 2 mld zł; ciążą na nim niezwykle ciężkie zarzuty, w tym prania »brudnych pieniędzy« i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą”.
 
– Wypuszczanie go na wolność stwarza realne i bezpośrednie zagrożenie dla losów całego śledztwa i wyjaśnienia tej megaafery – dodał Ziobro, według którego „sądy nie powinny działać na szkodę wymiaru sprawiedliwości”. – Jeżeli taka ma być rola sądów, to dlaczego sędziowie jeszcze nie wypuścili z aresztu właściciela Amber Gold? – spytał ironicznie.
 
– Po doświadczeniu z „Hossem”, który nie został aresztowany i natychmiast uciekł, miałem podstawy sądzić, że pojawi się u sędziów jakaś refleksja. Okazuje się, że zamiast refleksji jest jakieś irracjonalne działanie wymierzone w elementarne poczucie sprawiedliwości” – oświadczył minister. Jego zdaniem będzie to także „bardzo szkodzić wizerunkowi sądów i zaufaniu do nich”.

„Największa afera kryminalno-gospodarcza”
 
Według ministra, „przy kradzieży batonika zdarzają się niezasadne aresztowania, a tu mamy do czynienia z największą w tej chwili aferą kryminalno-gospodarczą w Polsce”.
 
Zdaniem Ziobry, zwolnienie P. może doprowadzić do „trwałej szkody”, gdy podejrzany po wyjściu na wolność zniknie. Są poważne podejrzenia, że dysponuje on środkami finansowymi, które mogą mu zagwarantować swobodne życie w dowolnym miejscu na świecie – powiedział minister.
 
Uważa on, że jeśli P. ucieknie, być może nie będzie można go tak łatwo zatrzymać jak „Hossa”. Według ministra, P. powinien pozostawać w izolacji – „i dla dobra śledztwa, i dla dobra pokrzywdzonych, których tu nie brakuje”.

40 zarzutów
 
– Przykro mi, że po raz kolejny chodzi o sędziego, który już zasłynął z tego, że przed terminem wypuścił groźnego bandytę, który zaraz po tym porwał małą dziewczynkę – zaznaczył Ziobro.
 
– To wszystko pokazuje, jak bardzo w Polsce jest potrzebna reforma wymiaru sprawiedliwości – podsumował minister.
 
Na Piotrze P. (który zasiadał w Radzie Nadzorczej SKOK Wołomin) ciąży prawie 40 zarzutów, dotyczących m.in. wyłudzenia ze SKOK Wołomin co najmniej 80 mln zł i kierowania grupą przestępczą wyłudzającą pieniądze ze SKOK Wołomin. P. został aresztowany w kwietniu 2014 r. Grozi mu do 10 lat więzienia.
 
Sędzia Sądu Apelacyjnego w Szczecinie Janusz Jaromin powiedział, że w czwartek ten sąd wydał postanowienie o nieprzedłużeniu aresztu wobec podejrzanego w „postępowaniu ubocznym”, uznając, że przedłużanie tego środka zapobiegawczego nie jest konieczne.

– W głównym postępowaniu, w którym mężczyzna podejrzany jest o wielomilionowe wyłudzenia kredytów, areszt tymczasowy został decyzją sądu zmieniony na poręczenie majątkowe kilka tygodni temu- wyjaśnił Jaromin.

Zażalenie prokuratury
 
Z informacji PAP ze źródeł w wymiarze sprawiedliwości wynika, że zażalenie prokuratury na tę decyzję jest już gotowe. Obawia się ona, że Piotr P. mógłby uciec z Polski, ponieważ jest zamieszany w wielkie przestępstwa gospodarcze „i z pewnością dysponuje dużą ilością pieniędzy”, choć formalnie na jego nazwisko nie jest w Polsce zapisany żaden majątek.
 
Decyzję o nieprzedłużeniu aresztu wobec Piotra P. podjął Andrzej Olszewski – sędzia SA w Szczecinie, który na początku br. zgodził się na przedterminowe, warunkowe zwolnienie z więzienia Ryszarda D., skazanego za brutalne pobicie 10-letniej dziewczynki. Kiedy na początku marca br. D. wyszedł na wolność, uprowadził pod Szczecinem 12-latkę z Golczewa; policja szybko ją odnalazła, a porywacza zatrzymała.
 
Ziobro wystąpił w poniedziałek do rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych o podjęcie wobec sędziego Olszewskiego postępowania dyscyplinarnego. Według ministra, sędzia dopuścił się „oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa procesowego”, bo m.in. zaniechał zebrania ważnych informacji dotyczących Ryszarda D., m.in. opinii biegłych psychiatrów.

Wyłudzone pożyczki na kwotę 800 mln złotych
 
Latem 2016 r. Prokuratura Krajowa informowała, że postępowania w sprawie przestępstw związanych z działalnością Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej w Wołominie – skąd wyłudzono wielomilionowe kredyty na tzw. „słupy” – poprowadzą dwa specjalne zespoły prokuratorów: jeden w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, a drugi – w Prokuraturze Okręgowej w Gorzowie Wlkp.
 
Największe postępowanie ws. SKOK Wołomin nadzoruje gorzowska prokuratura, badająca działalność grupy przestępczej, która w ciągu kilku lat wyłudziła ze SKOK Wołomin pożyczki na kwotę niemal 800 mln zł. Ustala ona m.in., czy członkowie zarządu wołomińskiego SKOK od 2009 do końca 2013 r. dopuścili się przestępstw, które skutkowały wyrządzeniem tej instytucji szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. Poboczny wątek P. został ostatnio przekazany z Warszawy do gorzowskiej prokuratury.
 
W 2016 r. P. został skazany przez warszawski sąd I instancji na 5 lat pozbawienia wolności za tzw. aferę fundacji „Pro Civili”, założonej przez byłych oficerów WSI. Przed stołecznym sądem trwa odrębny proces, w którym P. jest oskarżony o zlecenie pobicia w 2014 r. wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka nadzorującego kontrolę w SKOK Wołomin. Kolejny termin tego procesu – 22 maja.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejny dzień procesu w sprawie Ewy Tylman. Adam Z. wyjdzie na wolność?

Dziś sąd po raz piąty ma decydować o przedłużeniu aresztu dla Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. W piątek na rozprawie sędzia ogłosiła, że może dojść do zmiany kwalifikacji czynu oskarżonego: z zabójstwa na nieudzielenie pomocy. W takim wypadku Adamowi Z. groziłyby maksymalnie trzy lata więzienia. Mężczyzna w areszcie jest od grudnia 2015 r. Zdaniem adwokata Ireneusza Adamczaka nie istnieje już przesłanka do dalszego aresztowania jego klienta.

W piątek przed Sądem Okręgowym w Poznaniu odbyła się trzecia rozprawa w procesie dotyczącym śmierci Ewy Tylman. Na sam koniec rozprawy sędzia Magdalena Grzybek poinformowała o tym, że sąd będzie rozważał zmianę kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy. To oznaczałoby, że Adamowi Z. groziłyby najwyżej 3 lata więzienia.

W areszcie od 15 miesięcy

Możliwe są dwa różne scenariusze – utrzymanie zarzutu zabójstwa z zamiarem ewentualnym dla Adama Z. albo zmiana kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy tonącej Ewie Tylman. W przypadku tego drugiego, zdaniem Ireneusza Adamczaka, obrońcy Adama Z., nie istnieje już przesłanka do dalszego aresztowania jego klienta. Dotychczas sąd uzasadniał aresztowanie Adama Z. wysokim prawdopodobieństwem popełnienia zarzucanego czynu oraz zagrożeniem wysoką karą. Obydwie przesłanki, w świetle tego co wydarzyło się podczas czwartkowej rozprawy, nie są już tak mocne jak dotychczas.

Adamczak liczy więc, że Adam Z. zostanie zwolniony z aresztu. Ten kończy się w czwartek 23 lutego. Mężczyzna w areszcie przebywa już rok i 3 miesiące. Posiedzenie aresztowe zaplanowano na godz. 12.

Zatrzymany po eksperymencie

Policja zatrzymała Adama Z. 2 grudnia 2015 r., po nocnym eksperymencie procesowym nad brzegiem Warty. Tej samej nocy w obecności trójki policjantów, na nieprotokołowanym spotkaniu miał powiedzieć, że widział, jak Ewa Tylman płynie w Warcie. Ani razu tego nie potwierdził w zeznaniach. Policjanci sporządzili jednak z tego spotkania notatkę i to ona oraz ich zeznania mogą być istotne w ocenie kwalifikacji czynu zarzucanego Adamowi Z. Sama notatka nie ma jednak mocy dowodowej. Adam Z. utrzymuje, że te zeznania wymuszono na nim siłą. Sprawa zajmuje się zielonogórska prokuratura.

4 grudnia 2015 r. prokuratura postawiła Adamowi Z. zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Od tego czasu przebywa w areszcie. Oskarżony był przesłuchiwany dziewięć razy, za każdym razem przedstawiał inną wersję wydarzeń. Zdaniem śledczych, wybiera on te fakty z feralnej nocy, które są dla niego wygodne, a pomija te, za które grozi mu odpowiedzialność karna.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Marcin Dubieniecki zostaje kolejne 3 miesiące w areszcie

Krakowski sąd przychylił się do wniosku prokuratury o przedłużenie aresztu Marcinowi Dubienieckiemu na kolejne trzy miesiące. Oznacza to, że trójmiejski adwokat za kratami spędzi rok swojego życia. Dubieniecki jest podejrzany o wyprowadzanie publicznych pieniędzy. Ma zarzuty kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzenia i wyprania 13 mln zł z PFRON-u. W podobnej sytuacji jest także czwórka jego wspólników.

Mechanizm oszustwa, zdaniem prokuratury, polegał na fikcyjnym zatrudnianiu osób niedowidzących jako telemarketerów (firma miała siedzibę w Warszawie i filię w Krakowie). Wyłudzano w ten sposób pieniądze z państwowego funduszu, po czym lokowano je na zagranicznych kontach. Śledczy wciąż jeszcze przesłuchują niewidomych, których dane przewijają się w śledztwie. Zwrócili się też o pomoc prawną na Seszele i Cypr oraz o opinię biegłego sądowego z zakresu rachunkowości. Gdy je otrzymają, sporządzą akt oskarżenia. Póki go nie ma, chcą, by Dubieniecki był w areszcie.
Żródło info i foto: krakow.wyborcza.pl

Przedłużono śledztwo w sprawie więzień CIA

Prokurator Generalny przedłużył śledztwo w sprawie tajnych więzień CIA w Polsce o kolejne sześć miesięcy, do 11 października – poinformował w poniedziałek PAP rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Krakowie prok. Włodzimierz Krzywicki.

Jak poinformował prok. Krzywicki, PG podzielił argumenty prowadzącej śledztwo prokuratury, że za potrzebą przedłużenia postępowania przemawia konieczność przeprowadzenia szeregu dalszych czynności procesowych zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dotychczasowy termin zakończenia śledztwa upływał 11 kwietnia.

Domniemanie, że w Polsce – i w kilku innych krajach europejskich – mogły być tajne więzienia CIA, wysunęła w 2005 r. organizacja Human Rights Watch. Według niej takie więzienie w Polsce miało się znajdować na terenie szkoły wywiadu w Kiejkutach lub w pobliżu lotniska wojskowego w Szymanach na Mazurach.

W prowadzonym od sierpnia 2008 r. śledztwie Prokuratura Regionalna w Krakowie (wcześniej Prokuratura Apelacyjna, od 4 marca przekształcona w Prokuraturę Regionalną) bada, czy była zgoda polskich władz na stworzenie w Polsce tajnych więzień CIA w latach 2002-03. Prokuratura sprawdza też, czy ktoś z polskich władz nie przekroczył uprawnień, godząc się na tortury, jakim w punkcie zatrzymań CIA w Polsce mieli być poddawani podejrzewani o terroryzm. W styczniu 2014 r. krakowska prokuratura ujawniła, że w śledztwie zarzuty przedstawiono jednej osobie. Nie podano, ani kto to jest, ani kiedy zarzuty postawiono. Media podawały, że chodzi o b. szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego.

W toku śledztwa prokuratura wysłała łącznie sześć wniosków o pomoc prawną do USA. Na pierwszy uzyskała odpowiedź odmowną już na początku postępowania – z uwagi na bezpieczeństwo narodowe. Pod koniec sierpnia ub.r. USA odrzuciły kolejne cztery polskie wnioski o pomoc prawną. W odpowiedzi Amerykanie powołali się na unormowania aneksu do polsko-amerykańskiej umowy o pomocy prawnej, zgodnie z którym można odmówić takiej pomocy, powołując się na bezpieczeństwo narodowe.

Według prokuratury, jedna z odmów dotyczyła wniosku o udostępnienie całości opublikowanego w grudniu 2014 r. raportu Senatu USA. Według tego dokumentu techniki, których używali agenci CIA, przesłuchując podejrzanych o terroryzm, obejmowały m.in. podtapianie (waterboarding), pozbawianie snu, utrzymywanie w trudnej pozycji przez długi czas. Senatorowie wskazali też, że CIA wprowadzała w błąd polityków i opinię publiczną, gdyż jej przesłuchania były „o wiele bardziej brutalne”, niż agencja kiedykolwiek informowała. Według raportu wzmocnione techniki przesłuchań były nieskuteczne i nigdy nie dostarczyły informacji, które miałyby doprowadzić do udaremnienia nieuchronnego zagrożenia terrorystycznego.

Status pokrzywdzonych w śledztwie mają trzy osoby, które twierdzą, że były przetrzymywane w Polsce: Saudyjczyk Abd al-Rahim al-Nashiri, Palestyńczyk Abu Zubaida i Jemeńczyk Walid bin Attash. We wrześniu ub.r. Sąd Rejonowy w Szczytnie uznał, że nie ma dowodów świadczących o tym, że inny Saudyjczyk, Mustafa al-Hawsawi, był więziony w tajnych bazach CIA w Polsce, i utrzymał w mocy decyzję prokuratury odmawiającej mu statusu pokrzywdzonego.

Pod koniec lipca 2014 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Polska ma zapłacić po 100 tys. euro zadośćuczynienia za naruszenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka Abu Zubajdzie i Abd al-Rahim al-Nashiriemu. Zubajdzie przyznano dodatkowe 30 tys. euro zwrotu kosztów. W lutym 2015 r. Trybunał w Strasburgu odrzucił odwołanie rządu od wyroku uznającego, że Polska naruszyła konwencję praw człowieka ws. więzień CIA, i odszkodowania wypłacono.

W wyroku ETPC wskazał, że al-Nashiri został narażony na ryzyko skazania na karę śmierci przez komisję wojskową USA – wobec czego zobowiązania wynikające z Konwencji wymagają od Polski poszukiwania sposobów, aby to ryzyko „usunąć jak najszybciej” – przez zabiegi u władz USA, aby nie był on narażony na karę śmierci. W marcu 2015 r. rząd wystąpił do USA o takie gwarancje dla Saudyjczyka.

Jak podała w marcu br. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, USA poinformowały Polskę, że nie udzielą wnioskowanych przez rząd RP gwarancji dyplomatycznych, iż więzień CIA, przetrzymywany wcześniej w Polsce, Saudyjczyk Abd al-Rahim al-Nashiri nie zostanie skazany na karę śmierci przez specjalną komisję wojskową USA. Zdaniem rządu USA obowiązki wynikające z Konwencji i z wyroków ETPC nie są wiążące dla Stanów Zjednoczonych. „Jego zdaniem postępowanie przed komisją wojskową zapewnia szereg gwarancji procesowych, a możliwość orzeczenia kary śmierci nie jest zabroniona na gruncie prawa międzynarodowego” – podała HFPC.

Jak dodała HFPC, polski rząd zadeklarował ponowienie wniosków o gwarancje dyplomatyczne. Komitet Ministrów Rady Europy, który nadzoruje wykonywanie wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, wezwał polski rząd do natychmiastowego ponowienia wniosku do rządu USA o udzielenie gwarancji dotyczących nieorzekania wobec al-Nashiriego kary śmierci.
Żródło info i foto: Dziennik.pl