Agenci CBA zatrzymali 3 osoby. Chodzi o łapówkę za pozytywne wyniki kontroli skarbowej

Agenci CBA zatrzymali na „gorącym uczynku” trzy osoby w sprawie łapówki w zamian za pozytywne wyniki kontroli skarbowej – poinformował w poniedziałek portal TVP Info. Zatrzymani to przedsiębiorca, jego syn i pośrednik. Fakt zatrzymania potwierdził w rozmowie z portalem tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski. Czynności w tej sprawie wykonywali agenci z delegatury w Warszawie.

Jak wyjaśnił Brodowski, zatrzymani to przedsiębiorca, jego syn oraz pośrednik powołujący się na wpływy w Urzędzie Celno-Skarbowym. Zostali zatrzymani w Warszawie, chwilę po przekazaniu drugiej transzy korzyści majątkowej w wysokości 40 tys. zł – wyjaśnił.

Według śledczych łapówka miała stanowić gratyfikację w zamian za pozytywne zakończeniem kontroli celno-skarbowej firm związanych z zatrzymanym przedsiębiorcą. Powołujący się na wpływy w urzędzie, zobowiązał się przekazać właściwemu naczelnikowi urzędu korzyść majątkową w łącznej kwocie 300 tys. zł.

Po zatrzymaniu przeszukano miejsca zamieszkania oraz podmioty powiązano z przedsiębiorcą. Zgromadzone w sprawie materiały trafiły do Prokuratury Okręgowej w Warszawie – wskazał Brodowski.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Gotowy akt oskarżenia w sprawie korupcji w kopalniach

20 osób, w tym były wiceprezes Spółki Restrukturyzacji Kopalń oraz byli dyrektorzy kopalń „Boże Dary” i „Makoszowy”, zostało oskarżonych przez śląskie „pezety” Prokuratury Krajowej między innymi o korupcję i ustawianie przetargów. Łapówki miały pochodzić od śląskiego przedsiębiorcy Grzegorza G. i była to zarówno gotówka jak i sponsorowane wyjazdy zagraniczne czy wypożyczenie luksusowego samochodu.

Wszystko zaczęło się, gdy do prokuratury i agentów CBA dotarła informacja, że Grzegorz G., prezes firmy wykonującej zlecenia Spółki Restrukturyzacji Kopalń, może korumpować urzędników odpowiedzialnych za przetargi, w których startuje. Operacyjnie ustalono, że wspomniany biznesmen ma spotkać się z wiceprezesem zarządu SRK. CBA przygotowało operację specjalną. Agenci chcieli zatrzymać obu mężczyzn na gorącym uczynku.

W czerwcu 2017 roku na parkingu przed Centrum Handlowym Fashion House między Jaworznem i Sosnowcem Grzegorz G. spotkał się z Mirosławem S., wówczas wiceprezesem i dyrektorem Biura Likwidacji Kopalń i Ochrony Środowiska Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Gdy przedsiębiorca przekazał urzędnikowi 30 tys. zł, na parkingu pojawili się agenci CBA. Obaj mężczyźni zostali zatrzymani.

W sieci korupcji

Śledczy ze Śląskiego Wydziału Zamiejscowego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zaczęli badać interesy Grzegorza G. oraz jego kontakty z osobami pełniącymi funkcje publiczne.

Prokuratura ustaliła, że przedsiębiorcy udało się skorumpować kilka innych osób. Zarzuty przyjęcia łapówek usłyszeli: Marek C. (były kierownik Zespołu Monitorowania Procesów Likwidacji Kopalń SRK), Przemysław K. (były dyrektor KWK „Boże Dary”) oraz Bogdan P. (były dyrektor KWK „Makoszowy”).

Według śledczych podejrzani mieli przyjąć korzyści majątkowe o łącznej wartości ponad 156 tys. zł, z czego 49 tys. zł w gotówce, a resztę między innymi w formie sponsorowanej wycieczki zagranicznej, czy użyczenie luksusowego samochodu z kartą na darmowe tankowanie. Teraz wspomnianym decydentom grozi do 10 lat więzienia.

Zmowa i niegospodarność

Podczas śledztwa odkryto, że część łapówek była przeznaczona na wygranie przetargów organizowanych na rzecz SRK. Zdaniem prokuratury, tak zwana zmowa przetargowa miała miejsce w co najmniej trzech przypadkach. Jeden dotyczył „utrzymania ruchu w zakresie systemu bezpieczeństwa” w kopalni „Krupiński”. Przetarg ten miał wartość ponad 7 mln zł. Kolejny przetarg – o wartości ponad 3 mln zł – dotyczył „utrzymania budynku lampowni i obsługi lampowni” w kopalni „Boże Dary”. Trzecim ustawionym konkursem było „uruchomienie urządzeń systemu ogólnozakładowej łączności oraz ogólnozakładowego systemu dyspozytorskiego” w kopalni „Centrum”, wycenione na ponad milion zł.

Ponadto prokuratura ustaliła, że SRK straciła ponad 540 tys. zł w związku z tym, że byli dyrektorzy Oddziału Centralnego Zakładu Odwadniania Kopalń oraz KWK „Boże Dary” odstąpili od nałożenia kar na wykonawców, którzy nie ukończyli w terminie zakontraktowanych robót. Za niegospodarność odpowiadają, zdaniem śledczych, pracownicy SRK, którzy poświadczali nieprawdę w protokołach odbioru poszczególnych prac.

Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Będzinie.
Źródło info i foto: TVP.info

Słowacja: Świadkowie zeznają na korzyść biznesmena oskarżonego o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego

Przed sądem w Pezinoku koło Bratysławy zeznawali przedsiębiorcy, którzy nie potwierdzili dotychczasowych zeznań obciążających Mariana Kocznera. Biznesmen jest oskarżony o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka.

Współwłaściciel słowackiej grupy finansowej Penta Jaroslav Haszczak zaprzeczył przed sądem, że oskarżony napisał do niego SMS o przygotowaniach do likwidacji nieokreślonej osoby. Jego zdaniem w wulgarnie sformułowanej wiadomości Kocznerowi chodziło o odwołanie z funkcji szefa grupy śledczej badającej aferę korupcyjną sprzed ponad 10 lat, w którą zamieszana miała być Penta.

Według Haszczaka Koczner jest klientem jednego z banków należących do grupy i w Pentę zainwestował 10 mln euro. Świadek zeznał, że z Kocznerem rozmawiał o artykułach, które publikowały należące do grupy media (w Czechach jest to sieć regionalnych dzienników; na Słowacji m.in. tygodnik „7 dni plus”), ale nie odniósł wrażenia, że Koczner groził dziennikarzom za publikowane na jego temat materiały.

Zgodnie z aktem oskarżenia Koczner zlecił zabójstwo Kuciaka w zemście za publikacje dziennikarza o wątpliwych interesach biznesmena. Jeden z czterech oskarżonych przyznał się przed sądem do zamordowania dziennikarza i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej w lutym 2018 r.

Przed sądem zeznawał także przedsiębiorca i daleki krewny byłego szefa słowackiej policji Norbert Boedoer; zaprzeczył, by miał współfinansować razem z Kocznerem inwigilację dziennikarzy. Zeznania w tej sprawie składał już były dziennikarz i były szef agencji wywiadowczej SIS Peter Toth, który przyznał się przed sądem do zorganizowania śledzenia reporterów.

Boedoer zaprzeczył także, by to od niego pochodziły informacje o śledztwie związanym z zabójstwem Kuciaka i Kusznirovej.

Główna rozprawa w sprawie zabójstwa rozpoczęła się 13 stycznia. Zeznawał m.in. skazany prawomocnym wyrokiem sądu pośrednik w zleceniu zabójstwa Zoltan Andrusko. O winie oskarżonego Kocznera i jego bliskiej znajomej, oskarżonej o pośrednictwo w zbrodni Aleny Zsuzsovej, mówił przed sądem występujący w charakterze świadka Toth.

W piątym dniu procesu, we wtorek zeznawać mają reporterzy portalu Aktuality.sk, dla którego pisał zamordowany reporter. Jako świadek wezwany został m.in. redaktor naczelny portalu Peter Bardy. Jan Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirova zginęli w lutym 2018 r. w miejscowości Velka Macza, w kraju (województwie) trnawskim na południowym zachodzie Słowacji. Zbrodnia wywołała w kraju falę demonstracji i doprowadziła do kryzysu politycznego, w wyniku którego upadł rząd premiera Roberta Fico. Na stanowisku zastąpił go należący do tego samego ugrupowania SMER-Socjaldemokracja (SMER-SD) Peter Pellegrini.
Źródło info i foto: TVP.info

Zbigniew Stonoga nie trafi do aresztu. Ma wpłacić pół mln kaucji

Podejrzany o oszustwa i pranie brudnych pieniędzy Zbigniew Stonoga nie zostanie aresztowany – zdecydował Sąd Rejonowy w Lublinie. Zamiast tego przedsiębiorca wpłacić ma kaucję w wysokości pół miliona złotych. Prokuratura zapowiedziała zażalenie. W poniedziałek Zbigniew Stonoga został zatrzymany przez policję. Lubelska prokuratura postawiła mu siedem zarzutów, m.in. przywłaszczenie 900 tysięcy złotych, pranie brudnych pieniędzy i organizowanie nielegalnej loterii. Grozi mu do 15 lat więzienia.

Stonoga wraca na wolność

Wszystko wskazywało na to, że wigilię Stonoga spędzi w celi. Jednak w środę Sąd Okręgowy w Lublinie uznał, że biznesmen nie będzie utrudniał postępowania i dlatego może wyjść na wolność. – Sąd zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 500 tysięcy złotych, dozór policji z obowiązkiem stawiennictwa dwa razy w tygodniu oraz zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu – poinformowała rzeczniczka prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie sędzia Barbara Markowska.

Prokuratura Regionalna w Lublinie poinformowała, że nie zgadza się z decyzją sądu. – Prokuratura, uznając orzeczenie za błędne, skieruje zażalenie do Sądu Okręgowego w Lublinie – przekazał rzecznik prasowy prokuratury Piotr Marko. Prokuratura domaga się tymczasowego aresztowania Stonogi na trzy miesiące.

Stonoga twierdzi, że jest niewinny, a „to, co się stało, to polityczna zemsta”. Biznesmen zgodził się na podawanie nazwiska i ujawnianie swojego wizerunku w mediach. W mediach społecznościowych informuje o tym, że jest już na wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Będzin: ABW zatrzymała urzędnika skarbowego

Zatrzymany pracownik Urzędu Skarbowego w Będzinie miał przyjąć 10 tys. zł łapówki w zamian za pomoc w umorzeniu postępowanie egzekucyjnego przedsiębiorcy. Urzędnik pracował w Dziale Egzekucji i Poborów Podatkowych w Będzinie. W zamian za obietnicę otrzymania 20 tys. zł instruował przedsiębiorcę, jak doprowadzić do umorzenia ściągania zobowiązania wysokości od 700 tys. do 2 mln zł – poinformował rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Mężczyzna ostatecznie za swoje usługi otrzymał w sumie 10 tys. zł w kilkukrotnych łapówkach – informuj ABW.

Sprawa ma jednak szerszy kontekst. Jest jednym z wątków śledztwa przeciwko byłemu naczelnikowi Pierwszego Śląskiego Urzędu Skarbowego w Sosnowcu. Podwładni Marcina K. nie podejmowali działań egzekucyjnych albo markowali ich wykonanie.To odwlekało wydanie decyzji dot. zabezpieczenia majątku podatnika.

Bezzasadnie odstępowali od wykonania decyzji i nierzetelnie sprawdzali, czy podatnikowi należy się zwrot VAT. W efekcie urząd w Sosnowcu w latach 2009 do 2017 dokonał zwrotu VAT na kwotę 24 mld zł – informuje Stanisław Żaryn.
Źródło info i foto: money.pl

Porwanie 34-latka z Jaworzna. Sprawcy zatrzymani u notariusza

Kryminalni z Katowic i Jaworzna zatrzymali trzech mężczyzn. Podejrzani najpierw uprowadzili 34-letniego mieszkańca Jaworzna, a następnie próbowali zmusić go do zawarcia niekorzystnej umowy. Mężczyźni znali się i mieli ze sobą rozliczenia finansowe – dowiedziała się Wirtualna Polska.

Dyżurny będzińskiej komendy otrzymał informację o uprowadzeniu 34-letniego mężczyzny, przedsiębiorcy z Jaworzna (woj. śląskie). Porwanego natychmiast zaczęli szukać policjanci z katowickiego Centralnego Biura Śledczego Policji oraz kryminalni z Katowic, Będzina i Jaworzna. Mundurowi zdawali sobie sprawę, że chodzi o zdrowie i życie człowieka.

Policjanci szukali terenowego samochodu, którym miał być uprowadzony 34-letni mieszkaniec Jaworzna. Poszukiwania objęły kilka miast. Zaczęły się w Jaworznie, a zakończyły w Katowicach na terenie jednej z kancelarii notarialnych. W ustaleniu miejsca, w którym mężczyzna się znajduje pomogła mundurowym aplikacja lokalizująca telefon zainstalowana w jego smartfonie.

Dosłownie w ostatniej chwili funkcjonariusze weszli do pomieszczeń kancelarii. Poszkodowany miał właśnie podpisywać niekorzystną dla siebie umowę. Mógł stracić nawet 2 mln zł.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe zatrzymania ws. ustawianej sprzedaży nieruchomości w Krakowie

Trzy osoby zostały zatrzymane przez CBA w aferze dotyczącej ustawiania przetargów na wynajem, lub zakup atrakcyjnych nieruchomości w Krakowie – informuje reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Zatrzymani to lekarka, pracownik lokali gastronomicznych i przedsiębiorca – współwłaściciel jednego z najbardziej popularnych miejsc rozrywki w Krakowie.

Osoby te miały dawać pieniądze, lub obiecywać ich wręczanie w zamian za ustawianie postępowań na kupno i wynajem lokali użytkowych i mieszkalnych. Wręczane kwoty wahały się od 20 do 25 tysięcy złotych. Jedno z postępowań dotyczyło lokalu znajdującego się w Sukiennicach.

W sumie w aferze podejrzanych jest 15 osób. Wątpliwości dotyczą umów na 42 nieruchomości.
Źródło info i foto: interia.pl

CBA zatrzymało w Dąbrowie Górniczej działacza PiS-u i przedsiębiorcę. Chodzi o próbę wyłudzenia pieniędzy

Przedsiębiorca i lokalny działacz z Dąbrowy Górniczej zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy katowickiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Jak informuje Wydział Komunikacji Społecznej CBA są to pierwsze zatrzymania – efekt współpracy dwóch delegatur Centralnego Biura Antykorupcyjnego: krakowskiej i katowickiej – w związku ze śledztwem prowadzonym przez CBA pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Katowicach. Postępowanie dotyczy powoływania się na wpływy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Katowicach, a także u posła na Sejm RP.

Jak podkreśla CBA wszystko wskazuje na to, że mężczyźni w zamian za załatwienie spraw związanych z realizacją remontu elewacji jednego z kościołów mieszczącego się w Dąbrowie Górniczej usiłowali wyłudzić 30 tys. zł od wykonawcy robót.

Chodzi o kościół św. Antoniego w Gołonogu. Pod koniec ubiegłego roku wyremontowana została elewacja tej świątyni, dzięki dotacji w wysokości prawie 800 tys. zł, przyznanej parafii z Funduszu Kościelnego przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Za wykonanie remontu odpowiadał jeden z krakowskich przedsiębiorców, specjalizujący się w renowacji obiektów zabytkowych, który wcześniej przygotował projekt odnowienia elewacji dąbrowskiego kościoła.

Jednym z zatrzymanych jest kandydat na radnego Rady Miejskiej w Dąbrowie Górniczej z listy Prawa i Sprawiedliwości, który podczas ostatnich wyborów mandatu jednak nie uzyskał. Jak zapewniał w ubiegłym roku w rozmowie z DZ zarzuty stawianie mu przez wykonawcę remontu kościoła godzą w jego dobre imię. Wezwał więc przedsiębiorcę w listopadzie 2018 roku oficjalnym pismem do zaniechania rozpowszechniania nieprawdziwych jego zdaniem informacji o żądaniu korzyści majątkowej przy zawarciu umowy o roboty budowlane.

Jak się okazuje wykonawca remontu nie przestraszył się tych żądań, a CBA nie uwierzyło także w takie zapewnienia, bowiem dąbrowski działacz PiS-u został ostatecznie zatrzymany.

Jak informuje CBA zatrzymani w Prokuraturze Okręgowej w Katowicach usłyszeli zarzut usiłowania wyłudzenia 30 tys. zł. Prokurator zastosował wobec nich wolnościowe środki zapobiegawcze.
Źródło info i foto: dabrowagornicza.naszemiasto.pl

Akcja CBA na Podkarpaciu. Przedsiębiorca chciał przekupić urzędnika. Oferował minimum 30 tys. złotych

Rzeszowska delegatura CBA pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie prowadzi śledztwo w sprawie próby przekupienia urzędnika przez przedsiębiorcę, będącego jednocześnie prezesem zarządu i akcjonariuszem spółki akcyjnej z siedzibą w Warszawie. Miał oferować minimum 30 tysięcy złotych.

Jak ustalono do tej pory, przedsiębiorca będący m.in. prezesem zarządu i akcjonariuszem spółki akcyjnej z siedzibą w Warszawie oraz wspólnikiem dwóch innych spółek kapitałowych, miał złożyć kierownikowi jednostki samorządowej z terenu Podkarpacia propozycję korupcyjną. Łapówką miało być 5 procent wartości kontraktów, jakie miały zostać udzielone jego firmie przez samorząd. Kwota łapówki miała wynosić w jednym tylko przypadku 30 000 zł.

Na podstawie zebranego materiału rzeszowscy agenci CBA zatrzymali w Warszawie przedsiębiorcę. Zatrzymany przez CBA zostanie doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, gdzie usłyszy zarzut korupcyjny. Agenci CBA zabezpieczają dowody – m.in. zapiski, umowy, oferty o udzielenie zamówień publicznych oraz dane elektroniczne w dwóch warszawskich spółkach, mieszkaniu podejrzanego, biurze księgowym oraz w jednym z podkarpackich urzędów. Według naszych informacji, chodzi o jeden z urzędów w powiecie ropczycko-sędziszowskim.

– Z materiałów śledztwa wynika, że ujawniony czyn mógł stanowić jedynie fragment procederu prowadzonego przez zatrzymanego. Ustalenia śledztwa CBA wskazują, że wręczane przez niego w sposób zakamuflowany korzyści majątkowe, przedstawicielom samorządów, mogły być praktykowanym sposobem uzyskiwania zamówień publicznych. Łapówki mogły sięgać jednorazowo nawet kwoty 150 000 złotych – informuje CBA. Sprawa prowadzona przez rzeszowskie CBA ma charakter wielowątkowy i może dotyczyć przedstawicieli innych samorządów.
Źródło info i foto: nowiny24.pl

Większe pieniądze dla rodzin ofiar zamachu w Berlinie. Właściciel skradzionego tira nie ma szans na wyższe odszkodowanie

Niemiecki parlament uchwali wyższe świadczenia dla ofiar zamachów terrorystycznych. Otrzymają je m.in. bliscy ofiar ataku terrorystycznego w Berlinie, wśród których jest rodzina polskiego kierowcy ciężarówki, zabitego przez zamachowca przed atakiem na jarmark bożonarodzeniowy. Szans na wyższe odszkodowanie nie ma natomiast polski przedsiębiorca, którego ciężarówka została użyta w zamachu.

Nowe przepisy stanowią, że ofiary zamachów terrorystycznych będą dostawać 30 tys. euro jednorazowej rekompensaty. Wcześniej ta kwota wynosiła 10 tys. euro. Większą sumę – 15 tys. euro (zamiast 5 tys.) – otrzymywać będzie też rodzeństwo ofiar.

Według nowych przepisów, dzieci, które na skutek zamachu terrorystycznego utraciły któregoś z rodziców, otrzymają w przyszłości do 45 tys. euro jednorazowej zapomogi na życie. Pieniądze dostanie również rodzina zamordowanego przez zamachowca z Berlina polskiego kierowcy ciężarówki – Łukasza Urbana.

Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania

Polak był pierwszą ofiarą zamachu, którego 19 grudnia ub.r. dokonał Tunezyjczyk Anis Amri. Terrorysta porwał ciężarówkę, zabił Urbana, a następnie wjechał 40-tonowym pojazdem w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina na Breitscheidplatz. W wyniku zamachu zginęło 12 osób, a ponad zostało 50 rannych, wiele bardzo ciężko.

Nowe przepisy nie obejmą za to Ariela Żurawskiego – właściciela firmy transportowej z Gryfina, którego ciężarówka została wykorzystana w tym zamachu terrorystycznym.

Przedsiębiorca w przeszłości otrzymał 10 tys. euro, choć swoje straty, związane z utratą leasingowanej ciężarówki, wycenił na ponad 90 tys. euro.

– Ubezpieczyciel odmówił mi wypłaty odszkodowania, uznając iż polisa nie obejmuje zamachu terrorystycznego – mówił nam Żurawski w październiku 2017 r. Przedsiębiorca domagał się m.in. zwrotu 34 tys. euro pierwszej wpłaty leasingu oraz kosztów naprawy naczepy.

Polak rozmawiał w tej sprawie m.in. z byłym pełnomocnikiem ds. ofiar Kurtem Beckiem. – Spotkania były krótkie, zdawkowe i nic nie dały – powiedział Żurawski w rozmowie z Deutsche Welle.

„Nie tak wyobrażałem sobie pomoc ze strony Niemiec”

Niemcy argumentują, że „pomoc finansowa dla Ariela Żurawskiego została wypłacona z pieniędzy ministerstwa spraw zagranicznych, które nie mają nic wspólnego z funduszem dla ofiar zamachów terrorystycznych”.

Polakowi, który prywatnie był kuzynem zamordowanego kierowcy, pomogła firma, od której leasingował ciężarówkę. Scania zgodziła się zatrzymać pojazd i rozwiązać umowę leasingową, nie żądając spłaty kolejnych rat. Podobnie zachowała się firma ThyssenKrupp, do której kierowca pana Ariela wiózł stalowe konstrukcje. Dotarły ona z kilkumiesięcznym opóźnieniem, zardzewiałe, ale ThyssenKrupp odstąpiło od roszczeń z tego tytułu.

Żurawski, który powtarza, że „nie tak wyobrażał sobie pomoc ze strony Niemiec”, w przeszłości zrezygnował również z pieniędzy z internetowych zbiórek.

– Prosiłem o zamknięcie tych zbiórek – mówił polsatnews.pl. Według niego zebrane w ten sposób pieniądze mogłyby mu przynieść więcej szkody niż pożytku – nie tylko w rozliczeniu ze skarbówką, ale i w konfrontacji z ludzką zawiścią. – Byłbym ze wszystkiego rozliczany – argumentował Żurawski, który tuż po zamachu, w „gorącym” okresie przedświątecznym, musiał „wstrzymać” na kilka dni działalność swojej firmy.

Jak wyjaśniał, miał dużo zleceń, ale ich nie wykonywał, przez co poniósł kolejne straty. Teoretycznie przedsiębiorca mógłby dochodzić swoich spraw przed sądem, jednak jak tłumaczy, nie stać go na tak kosztowny proces.
Źródło info i foto: polsatnews.pl