Masakra w klubie Bataclan. Bośniak, który miał dostarczyć broń, przekazany Belgom

Niemcy przekazały w poniedziałek belgijskim władzom Bośniaka zatrzymanego pod koniec czerwca i podejrzanego o związki z zamachami w Paryżu z listopada 2015 roku – podała agencja AFP, powołując się na rzecznika prokuratury w Naumburgu.

Poinformował on, że 39-letni mężczyzna, którego nazwiska nie ujawniono, został aresztowany w czerwcu i jest podejrzany o dostarczenie broni terrorystom, którzy 13 listopada 2015 roku dokonali zamachu na salę koncertową Bataclan w Paryżu.

Niemieccy śledczy zainteresowali się Bośniakiem podczas postępowania przeciwko jego dwóm rodakom podejrzanym o złamanie prawa dotyczącego kontroli broni wojskowej. Zatrzymali go w nocy z 19 na 20 czerwca koło Halle funkcjonariusze sił specjalnych Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA). Nie znaleziono przy nim żadnej broni ani innych zabronionych przedmiotów. Belgia wystawiła za nim europejski nakaz aresztowania.

13 listopada 2015 roku trzy komanda złożone z dziewięciu terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego (IS) zamordowały w Paryżu 130 ludzi. Mężczyźni zaatakowali kilka punktów w stolicy Francji. Na Stade de France trzech dżihadystów wysadziło się w powietrze, zabijając jedną osobę i raniąc kilkadziesiąt. W barach i restauracjach zastrzelonych zostało 39 osób, a dwie zostały ciężko ranne, gdy zamachowiec samobójca zdetonował swój ładunek.

Najwięcej – 90 osób – poniosło śmierć w sali koncertowej Bataclan, gdzie napastnicy strzelali do tłumu zgromadzonego na koncercie, a następnie wzięli zakładników. Po rozpoczęciu operacji policyjnej dwaj terroryści wysadzili się w powietrze, a trzeci został zastrzelony przez siły bezpieczeństwa.
Źródło info i foto: TVP.info

Abp. Stanisław Gądecki musi przekazać prokuraturze materiały w sprawie molestowania ministranta

Sąd zobowiązał Kurię Metropolitalną w Poznaniu do przekazania prokuraturze dokumentów zgromadzonych podczas postępowania dotyczącego ks. Krzysztofa z Chodzieży, który miał molestować ministranta Szymona. Najpierw kuria zasłaniała się tajemnicą zawodową. Teraz nie chce przekazać dokumentów tłumacząc, że są w Watykanie.

Sąd postanowił, że poznańska kuria, której przewodniczy abp. Stanisław Gądecki, musi przekazać dokumenty prokuraturze prowadzącej śledztwo w sprawie molestowania Szymona – byłego ministranta z Chodzieży (woj. wielkopolskie).

Decyzja w tej sprawie zapadła w poniedziałek, 10 czerwca. Duchowni zasłaniali się wcześniej tajemnicą zawodową, ale sąd zwolnił ich z tajemnicy i polecił przekazanie dokumentów śledczych.

Choć wyrok jest prawomocny, kuria przedstawiła kolejny argument przeciw przekazaniu dokumentów. Duchowni tłumaczą, że akta sprawy zostały przesłane do Watykanu.

„Ponieważ postanowienie Prokuratury pouczało o prawie złożenia zażalenia, a naszym zdaniem naruszało ono przepisy prawa powszechnego i kanonicznego, złożyliśmy do sądu zażalenie w tej sprawie. Zwróciliśmy wówczas uwagę na fakt, że zgodnie z normą prawa dotyczącego postępowania kanoniczego w przypadku naruszenia szóstego przykazania „wszystkie akta sprawy powinny być z urzędu jak najszybciej przesłane do Kongregacji Nauki Wiary” – infomuje ks. Maciej Szczepaniak z Kurii Archidiecezjalnej w rozmowie z portalem Gazeta.pl.

Przedstawiciel kurii dodaje, że żądanie udostępnienia wszystkich materiałów zgromadzonych w czasie postępowania jest w pewnym sensie bezprzedmiotowe, ponieważ zostały one już wcześniej wysłane do Watykanu.

O co walczy były ministrant z Chodzieży?

Poznańska prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie ks. Krzysztofa, który został wydalony ze stanu kapłańskiego w związku ze sprawą wykorzystywania seksualnego ministranta Szymona z Chodzieży.

Dramat Szymona – chłopca z rodziny dotkniętej alkoholizmem nagłośnili dziennikarze „Głosu Wielkopolskiego”. Ministrant miał być upijany i molestowany przez księdza Krzysztofa w latach 2001-2013. W rozmowie z dziennikarzami mężczyzna podkreślał, że do dziś nie otrzymał przeprosin i nikt nie interesuje się jego losem. Kiedy o sprawie zrobiło się głośno w 2016 roku ks. Krzysztof opuścił swoją ostatnią parafię (jako oficjalną przyczynę podano powody zdrowotne), a niedługo potem w Watykanie zapadła decyzja o wydaleniu go z kapłaństwa.

Śledczym z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu zależało na zapoznaniu się ze szczegółami postępowania kanonicznego w tej sprawie, które mogą stanowić dowody na popełnienie przestępstwa.

Jak informuje „Głos Wielkopolski”, duchowny miał przyznać się przed hierarchami kościelnymi do molestowania ministranta. Kuria nie chce jednak współpracować z prokuraturą i odmawia przekazania materiałów z postępowania zasłaniając się tajemnicą zawodową.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawa wypadku z udziałem premier Szydło trafi do sądu wyższej instancji?

Sąd Rejonowy w Oświęcimiu skierował wniosek do Sądu Apelacyjnego w Krakowie o przekazanie sprawy przeciw Sebastianowi K., podejrzanemu o nieumyślne spowodowanie wypadku z udziałem b. premier Beaty Szydło, do rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Krakowie.

Jak poinformował w komunikacie Sąd Apelacyjny w Krakowie, wniosek o przekazanie sprawy do sądu wyższej instancji został uzasadniony szczególną zawiłością i wagą sprawy. Zostanie on rozstrzygnięty przez SA na posiedzeniu niejawnym 12 czerwca tego roku.

W sprawie wypadku Prokuratura Okręgowa w Krakowie w połowie marca skierowała do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania przeciw Sebastianowi K., podejrzanemu o nieumyślne spowodowanie wypadku.

Nie ma zgody na warunkowe umorzenie postępowania

Na początku tego miesiąca do sądu w Oświęcimiu wpłynęła odpowiedź obrońcy obrońcy podejrzanego mec. Władysław Pocieja. Potwierdził on wtedy, że nie wyraził w imieniu swojego klienta zgody na warunkowe umorzenie postępowania, ponieważ nie jest ono korzystne dla Sebastiana K.

– Takie rozwiązanie nie jest dla mojego klienta korzystne. Po pierwsze wskazuje jednoznacznie jego winę – z czym my chcemy polemizować; po drugie naraża go na ewentualne koszty z tytułu odszkodowania – wyjaśniał wówczas mec. Pociej. – Dlatego nie godzimy się na warunkowe umorzenie postępowania. Nasze stanowisko przekażemy sądowi, który będzie je musiał wziąć pod uwagę – zapowiadał adwokat.

W przypadku braku zgody podejrzanego na warunkowe umorzenie postępowania sąd skieruje sprawę na rozprawę główną, a prokurator będzie miał siedem dni na uzupełnienie wniosku o umorzenie o elementy niezbędne dla aktu oskarżenia (m.in. listę świadków, wykaz dowodów do przeprowadzenia).

Wypadek z udziałem Beaty Szydło

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło (jej pojazd znajdował się w środku kolumny) wyprzedzała fiata seicento; jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

14 lutego ub.r. prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata seicento Sebastian K. Kierowca nie przyznał się do winy, prokuratura nie podawała treści jego wyjaśnień.

W wyniku wypadku poważne obrażenia ciała, utrzymujące się dłużej niż siedem dni, odnieśli Beata Szydło i jeden z funkcjonariuszy BOR – szef ochrony premier. Beata Szydło do 17 lutego ub.r. przebywała w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. U drugiego funkcjonariusza BOR – kierowcy pojazdu – stwierdzono lżejsze obrażenia.

Dwie wersje przebiegu wypadku

Jak podawała prokuratura, w toku śledztwa przyjęto dwie wersje przebiegu wypadku. Jedna zakłada używanie sygnałów świetlnych i dźwiękowych przez pojazdy poruszające się w kolumnie uprzywilejowanej, a druga – używanie wyłącznie sygnałów świetlnych. – Żadnej z nich nie wyklucza prokuratura, a uprawnionym do oceny tej kwestii jest sąd – podkreślała prokuratura 

Powoływała się na ustalenia biegłych, którzy stwierdzili, że – niezależnie od używania bądź nie sygnałów dźwiękowych przez pojazdy z kolumny uprzywilejowanej – wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca Fiata Seicento Sebastian K. Według biegłych nie rozeznał on prawidłowo sytuacji na jezdni.

Prokuratura podawała także, że „zebrany materiał dowodowy umożliwił odtworzenie przebiegu wypadku, ale nie pozwolił na zweryfikowanie twierdzenia o używaniu przez pojazdy uprzywilejowane sygnałów dźwiękowych”. – To zagadnienie może być rozstrzygnięte na podstawie osobnego materiału dowodowego, w zależności od decyzji i interpretacji sądu – wskazywała.

Po zamknięciu śledztwa prokuratura wyłączyła sprawę ewentualnych wykroczeń funkcjonariuszy BOR podczas wypadku z udziałem ówczesnej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu i przekazała policji do prowadzenia. Chodziło o podejrzenie przekroczenia dozwolonej prędkości i przekraczania linii ciągłej na jezdni przez funkcjonariuszy BOR, którzy prowadzili pojazdy wchodzące w skład kolumny uprzywilejowanej. 11 lutego br. sprawa ewentualnych wykroczeń uległa przedawnieniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prawniczka, która spotkała się z synem Trumpa reprezentowała też FSB

Związana z Kremlem prawniczka Natalia Weselnicka, która spotkała się z Donaldem Trumpem jr., synem prezydenta USA, i chciała przekazać informacje na temat Hillary Clinton, reprezentowała w sądzie Federalną Służbę Bezpieczeństwa Rosji – podaje w piątek Reuters. Agencja dotarła do dokumentów, z których wynika, że klientem Weselnickiej przez lata była Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji (FSB) i prawniczka skutecznie broniła interesów tej agencji w sprawie dotyczącej własności luksusowej nieruchomości w Moskwie.

Reuters podaje, że nie wynika z tych dokumentów, iż Weselnicka pracuje dla rosyjskiego rządu lub tamtejszych służb wywiadowczych, a ona sama zaprzecza, że ma powiązania z Kremlem.

Jednak fakt, że reprezentowała FSB w sądzie może – jak pisze Reuters – wzbudzić w USA spory niepokój, zwłaszcza że administracja prezydenta Baracka Obamy nałożyła sankcje na te służby w związku z ich udziałem w ingerencji Moskwy w amerykańskie wybory. Opublikowanie przez Donalda Trumpa juniora, najstarszego syna prezydenta, maili, które dowodzą, że Weselnicka chciała przekazać sztabowi jego ojca, który był już wówczas kandydatem Republikanów w wyborach, informacje kompromitujące Clinton, wywołało polityczny huragan w USA

Z ujawnionej korespondencji Donalda Trumpa jr. z ekspertem ds. public relations Robem Goldstonem, wynika jednoznacznie, że Kreml chciał przekazać Trumpowi informacje na temat jego rywalki w wyborach.

W mailu z 3 czerwca 2016 roku Goldstone napisał, że prokurator generalny Rosji „zaoferował przekazanie kampanii Trumpa dokumentów i informacji, które pogrążą Hillary oraz jej interesy z Rosją… Byłoby to bardzo użyteczne dla Twojego ojca”. To są oczywiście bardzo wrażliwe informacje z wysokiego szczebla, ale jest to część wsparcia pana Trumpa przez Rosję i jej rząd – dodał.

Donald Trump jr. odpisał: jeśli to jest to, co mówisz, kocham to.

W spotkaniu uczestniczyli także ówczesny szef kampanii prezydenckiej Paul Manafort oraz zięć prezydenta Jared Kushner. To pierwszy potwierdzony prywatny kontakt między osobami ze ścisłego otoczenia Trumpa a Rosjanami.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Przepisy o konfiskacie rozszerzonej weszły w życie

Wprowadzenie tzw. konfiskaty rozszerzonej, czyli m.in. przeniesienie ciężaru udowodnienia legalnego pochodzenia mienia na oskarżonego przewiduje nowelizacja Kodeksu karnego, która w czwartek weszła w życie. Nowelizacja dotyczy także przepadku mienia pochodzącego z przestępstwa, w tym m.in. przedsiębiorstwa, które służyło jego popełnieniu oraz zawiera rozwiązania pozwalające orzec przepadek mienia wobec osób trzecich, którym sprawca przekazał mienie.
 
Przygotowana w resorcie sprawiedliwości i przyjęta 23 lutego zmiana – jak zapowiadano – ma uderzyć „w oszustów gospodarczych działających wbrew zasadom uczciwej konkurencji” oraz „uniemożliwić czerpanie korzyści z nielegalnie zdobytych majątków”.

Przepadek przedsiębiorstwa
 
Ustawa wprowadza możliwość przepadku przedsiębiorstwa, gdyby przy jego pomocy popełniono groźne przestępstwo – prania brudnych pieniędzy czy wyłudzenia podatków. Przepadek przedsiębiorstwa nie mógłby być orzeczony, gdy m.in. „byłoby to niewspółmierne do przestępstwa” lub rozmiar wyrządzonej szkody nie byłby znaczny wobec rozmiarów samego przedsiębiorstwa. Takie rozwiązanie ma wykluczać automatyzm w stosowaniu tego środka. Przepadek przedsiębiorstwa ma dotyczyć firm będących własnością osób fizycznych.
 
W noweli zapisano też rozszerzenie możliwości stosowania przepadku, opierającego się na przeniesieniu ciężaru dowodu w odniesieniu do korzyści majątkowej pochodzącej z przestępstwa (zasadą jest, że to oskarżyciel musi coś udowodnić oskarżonemu, zmiany przewidują odwrócenie tej sytuacji). Dotychczas ciężar dowodu był przeniesiony na sprawcę wtedy, gdy został skazany za przestępstwo, w którym uzyskał co najmniej 200 tys. zł korzyści. Po zmianie dotyczy to każdego przestępstwa, jeśli górna kodeksowa granica kary wynosi co najmniej 5 lat pozbawienia wolności.
 
Nowela wprowadza ponadto możliwość przeprowadzenia kontroli mienia oskarżonego za okres pięciu lat przed popełnieniem przestępstwa. W toczących się już postępowaniach oskarżony będzie musiał wykazać źródła majątku zgromadzonego w ciągu pięciu lat przed przestępstwem, które popełnione zostało także przed wejściem nowelizacji w życie. Przedstawiciele MS argumentowali, że zmianie ulega tu tylko „środek dochodzenia do prawdy” – kontrola mienia za okres pięciu lat przed przestępstwem – i tylko ten środek ma charakter „retroaktywny” (czyli działający wstecz).

Orzeczenie przepadku wobec osób trzecich
 
W noweli zapisano także usprawnione rozwiązania pozwalające orzec przepadek wobec osób trzecich, którym sprawca przekazał mienie nieodpłatnie lub zbył je za kwotę znacznie niższą od jego wartości rynkowej w sytuacji, gdy osoby te powinny były wiedzieć, że celem tych działań jest uniknięcie konfiskaty. Ma to wyeliminować sytuacje, gdy dochodzi do przepisywania nielegalnie zdobytego majątku na inne osoby, np. rodzinę czy znajomych.
 
Prokuratura będzie miała możliwość natychmiastowego zabezpieczenia mienia na potrzeby ewentualnej późniejszej konfiskaty (tzw. zamrożenie prewencyjne), zwłaszcza gdy istniałoby ryzyko wyzbycia się mienia przed wydaniem nakazu zabezpieczenia. Możliwe będzie też stosowanie kontroli operacyjnej (m.in. podsłuchów) w celu ujawnienia mienia zagrożonego przepadkiem.
 
Przewidziano sytuacje, w których możliwy jest przepadek mimo istnienia przeszkody do wydania wyroku skazującego. Ustawa wprowadza możliwość orzeczenia przepadku w razie śmierci sprawcy, niewykrycia sprawcy przestępstwa, a także w przypadku zawieszenia postępowania, gdy oskarżonego nie można ująć lub nie może on brać udziału w postępowaniu z powodu choroby psychicznej lub innej ciężkiej choroby.
 
Senat wprowadził do tej ustawy kilkanaście poprawek, które Sejm zatwierdził 23 marca. Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę 11 kwietnia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Władze Uzbekistanu ostrzegały Szwecję przed zamachowcem ze Sztokholmu?

Szef MSZ Uzbekistanu Abdulaziz Kamiłow poinformował, że siły bezpieczeństwa jego kraju przekazały Szwecji za pośrednictwem innego kraju zachodniego informacje na temat Rachmana Akiłowa, głównego podejrzanego o zamach w ubiegłym tygodniu w Sztokholmie.

Szef uzbeckiego MSZ powiedział dziennikarzom, że Akiłow został zwerbowany przez tzw. Państwo Islamskie (IS) po opuszczeniu Uzbekistanu w 2014 roku i osiedleniu się w Szwecji. Zgodnie z posiadaną przez nas informacją, aktywnie wzywał swoich rodaków do podróży do Syrii, aby walczyć po stronie Państwa Islamskiego – oznajmił Kamiłow. Dodał, że Akiłow wysyłał swe posłania za pośrednictwem internetu.

Wcześniej (przed atakiem) informacje o przestępczej działalności Akiłowa zostały przekazane przez służby bezpieczeństwa jednemu z zachodnich partnerów, aby szwedzka strona mogła być poinformowana – powiedział, nie wymieniając nazwy tego kraju.

Uzbeckie źródła bezpieczeństwa poinformowały w tym tygodniu, że w 2015 r. Akiłow usiłował wyjechać do Syrii i dołączyć do Państwa Islamskiego. Został jednak zatrzymany na turecko-syryjskiej granicy i deportowany do Szwecji. W lutym br. władze Uzbekistanu umieściły go na liście osób poszukiwanych w związku z podejrzeniami o ekstremizm religijny.

We wtorek Akiłow przyznał się do „popełnienia zbrodni terroru”; w miniony piątek w centrum Sztokholmu ukradzioną ciężarówką rozwożącą wjechał w przechodniów na głównej, wyłączonej z ruchu kołowego ulicy handlowej szwedzkiej stolicy, a następnie uderzył w dom towarowy. W piątkowym zamachu zginęły cztery osoby. Na razie mężczyźnie nie postawiono formalnych zarzutów.

Podejrzany jest pracownikiem fizycznym o nieuregulowanej sytuacji prawnej w Szwecji. W 2016 roku jego wniosek o prawo stałego pobytu został odrzucony, a w grudniu miał on dobrowolnie opuścić Szwecję. W lutym 2017 roku sprawa Akiłowa została przekazana policji; był wówczas poszukiwany, ale nie udało się go odnaleźć.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Malezja przekaże zwłoki Kim Dzong Nama Pjongjangowi

Zwłoki Kim Dzong Nama, zabitego na malezyjskim lotnisku przyrodniego brata dyktatora Korei Północnej, zostanie wydane rodzinie – oświadczył w czwartek premier Malezji Najib Razak. Zwłoki trafią do Korei Północnej. Reżim w Pjongjangu potwierdził tę informację. Korea Północna w czwartek oświadczyła, że doszła z malezyjskimi władzami do porozumienia w sprawie zwrotu ciała swojego obywatela. Pjongjang dotychczas ani razu nie mówił, że chodzi o Kim Dzong Nama, zidentyfikowanego przez USA i Koreę Południową jako przyrodniego brata Kim Dzong Una. Pjongjang posługuje się nazwiskiem, które widnieje w dyplomatycznym paszporcie zmarłego – Kim Chol. Także premier Malezji nie podał, że chodzi o Kim Dzong Una.

Malezja wyda ciało

Agencja KCNA oświadczyła, że ciało zmarłego zostanie zwrócone rodzinie w Korei Północnej. Dodano, że kraje zniosą obustronny zakaz podróżowania dla obywateli i zapewnią im bezpieczeństwo. Chodzi tu o dziewięcioro obywateli Malezji, którzy obecnie znajdują się w Pjongjangu, a którym zabroniono opuszczania kraju.

KCNA donosi, że porozumienie osiągnięto po rozmowach pomiędzy Koreą Północną a Malezją, do których doszło w Kuala Lumpur. Premier Malezji oświadczył, że po ciało zgłosiła się rodzina z Korei Północnej. – Ze względu na zakończenie sekcji zwłok zmarłego i otrzymanie listu od rodziny, w którym poproszono o zwrot szczątków, koroner zgodził się na wydanie ciała – powiedział Najib.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zbigniew Stonoga: „akta afery podsłuchowej przekazał mi Kurski”

– Akta (afery podsłuchowej) dostałem od Kurskiego – przyznał Zbigniew Stonoga w programie „Skandaliści” w Polsat News. Prowadzącej program „Skandaliści”, Agnieszce Gozdyrze tłumaczył, że w zamian miał otrzymać ułaskawienie – dzięki któremu z kolei mógłby ubiegać się o mandat poselski. – Kupili mnie. Świadomie ja się na to zgodziłem. I on się umówił ze mną na to ułaskawienie – stwierdził Stonoga. Niedowierzająca temu co słyszy Gozdyra zapytała ponownie. – Duda z Kwiatkowskim umówili się ze mną na to ułaskawienie. Wtedy jeszcze nie był prezydentem – wyjaśnił Stonoga.

– Mam to szczęście, że te wszystkie nieudaczniki życiowe lecą raz dwa do sądu. Więc gdybym nie miał, to bym pewnie tego tu nie mówił – odpowiedział na pytanie o przekonujące dowody na poparcie rzucanych słów. – Jeśli zajdzie taka konieczność, to te dowody się znajdą. One dziś nie mają większego znaczenia – dodał Stonoga.

– (Akta) dał mi Jacek Kurski. 7 czerwca 2015 roku. To była akcja, która odbyła się wspólnie i w porozumieniu z Prawem i Sprawiedliwością. Z pełną premedytacją ją przeprowadziłem. Cieszę się, bo jednak takie szkodniki, jak cudowne dziecko polskiej demokracji Radek Sikorski jest, gdzie jest. Natomiast gdy widzę skutki tego, co zrobiłem, że tak ten chory, psychiczny PiS rządzi samoistnie… – powiedział Stonoga.
Żródło info i foto: wp.pl

Niemcy: Zatrzymany Syryjczyk miał kontakty z Państwem Islamskim

Zatrzymany w Lipsku 22-letni Syryjczyk Dżaber al-Bakr podejrzany o planowanie zamachów bombowych w Niemczech miał kontakty z Państwem Islamskim (IS) – poinformował w poniedziałek z Dreźnie szef saksońskiego Landowego Urzędu Kryminalnego (LKA) Joerg Michaelis. Michaelis powiedział dziennikarzom, że sposób działania i zachowanie podejrzanego wskazują na związki z Państwem Islamskim. Na jego ślad naprowadziły policję wskazówki przekazane przez służby specjalne.

Minister spraw wewnętrznych Saksonii Markus Ulbig dodał, że podejrzany został doprowadzony przed południem do sędziego, który zdecyduje o wystawieniu nakazu aresztowania. Ze względu na wagę sprawy śledztwo przejęła prokuratura federalna.

Obezwładniony i związany przez swoich rodaków

Ulbig potwierdził informacje przekazane wcześniej przez media, że poszukiwany listem gończym Syryjczyk został obezwładniony i związany przez swoich rodaków, którzy następnie zawiadomili policję. Według Michaelisa było ich trzech. Policja nie potwierdziła relacji prasowych, że podejrzany poprosił spotkanych na dworcu w Lipsku Syryjczyków o nocleg. Michaelis i Ulbig odmówili podania bliższych szczegółów mogących doprowadzić do identyfikacji osób, które pomogły policji. Ze względu na ewentualne powiązania zatrzymanego z IS ich życie może być zagrożone.

Znaleziono substancję wybuchową

Michaelis potwierdził, że podczas rewizji w jednym z mieszkań w Chemnitz w Saksonii, w którym przebywał Dżaber al-Bakr, znaleziono kilkaset gramów wybuchowej substancji TATP, dwa zapalniki oraz części metalowe, w tym śruby. Podejrzanemu udało się wymknąć obławie podczas akcji policyjnej w piątek. Al-Bakr przyjechał do Niemiec w lutym 2015 roku. W czerwcu jego wniosek o azyl został pozytywnie rozpatrzony. Zdaniem LKA nie przyjechał do Niemiec z zadaniem przeprowadzenia zamachu, lecz raczej zradykalizował się podczas pobytu w Niemczech.

W areszcie śledczym przebywa właściciel mieszkania, w którym znaleziono materiał wybuchowy. 33-letni Syryjczyk, który też jest azylantem, zatrzymany został w sobotę w Chemnitz. Podejrzany jest o współsprawstwo w przygotowywaniu zamachu. Według niemieckich mediów zamachowcy planowali atak na jedno z berlińskich lotnisk, jednak policja nie potwierdza tych doniesień.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Zatrzymano fałszywych oficerów CBŚP

Policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu zatrzymali 3 mężczyzn, którzy wyłudzili od starszej osoby 30 tys. zł. Mężczyźni podając się za oficerów Centralnego Biura Śledczego Policji oszukali mieszkankę Poznania. Gdy podejmowali przekazaną gotówkę z określonego miejsca, zostali zatrzymani na gorącym uczynku. Teraz odpowiedzą przed sądem za popełnione przestępstwo. Grozi im kara do 8 lat więzienia.

28 września br. policjanci z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu zauważyli 3 mężczyzn, których niejednoznaczne zachowanie wzbudziło u policjantów podejrzenia. Jeden z podejrzanych cały czas nerwowo rozmawiał przez telefon, natomiast jego partnerzy rozeszli się na dwa różne kierunki ulicy i cały czas czegoś uważnie wypatrywali. Policjanci podjęli obserwacje mężczyzn.

Już kilka minut później funkcjonariusze spostrzegli przestraszoną starszą kobietę, która niosła niebieską reklamówkę. Weszła na osiedlowy parking i schyliła się pomiędzy dwoma samochodami. Gdy wracała, nie miała już reklamówki, którą początkowo niosła.

Kilka chwil później jeden z obserwowanych mężczyzn podszedł do samochodów, gdzie niedawno znajdowała się seniorka i podniósł z ziemi niebieską torbę. Gdy zauważyli to jego kompani, wszyscy razem zaczęli oddalać się z miejsca całego zajścia. Policjanci zaczęli gonić podejrzanych, którzy chcieli odjechać autem. Natychmiastowa reakcja mundurowych uniemożliwiła im ucieczkę. Wszyscy zostali zatrzymani. Jak ustalili kryminalni, kobieta zostawiła pieniądze w umówionym wcześniej miejscu, ponieważ oszuści powiedzieli jej, że są oficerami CBŚP i wezmą pieniądze w depozyt po internetowym ataku na jeden z banków.

Mężczyźni w wieku 18, 22 i 23 lat to mieszkańcy Łodzi i Krakowa. Za popełnione przestępstwa odpowiedzą przed Sądem. Za postawione zarzuty grozi im kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: Policja.pl