Bułgaria: Ponad 70 kg heroiny przemycane w tirze. Dwie osoby zatrzymane

Bułgarska policja wykryła 72 kg heroiny w tirze na parkingu w mieście Chaskowo na południowym wschodzie kraju – poinformowała Krajowa Służba do Walki z Przestępczością Zorganizowaną (GDBOP). Narkotyki pochodzące z Bliskiego Wchodu przybyły przed czterema dniami drogą morską do portu Burgas nad Morzem Czarnym, gdzie załadowano je na tira. Część heroiny była przeznaczona na rynki Europy Zachodniej, a część miała trafić na bułgarski rynek.

Podczas akcji zatrzymano dwóch organizatorów przemytu. Jeden z nich, obywatel jednego z krajów Bliskiego Wschodu, na stałe mieszka w Bułgarii. Dwaj ich wspólnicy poszukiwani są listem gończym. Policja szacuje hurtową wartość przejętej heroiny na 10 mln lewów (5 mln euro).

Łącznie w zeszłym roku przechwycono w Bułgarii 786,8 kg heroiny.
Źródło info i foto: TVP.info

Ukrainiec próbował wwieźć do Polski 50 tys. maseczek ochronnych objętych zakazem eksportu

Obywatel Ukrainy próbował wwieźć do Polski 50 tys. maseczek ochronnych, objętych zakazem eksportu – poinformowała w sobotę ukraińska straż graniczna. Ukraińca zatrzymano na przejściu granicznym Jahodyn-Dorohusk. To kolejna próba przemytu maseczek w ostatnim czasie. Straż graniczna przekazała, że kierowca zmierzał do jednego z krajów Unii Europejskiej z ładunkiem, którego wartość oszacowano na 50 tysięcy dolarów.

Mężczyzna przewoził maseczki klasy FFP2, które razem między innymi z maseczkami chirurgicznymi, rękawiczkami i odzieżą ochronną znajdują się na liście towarów objętych zakazem eksportu z Ukrainy do 1 czerwca.

W sobotę również udaremniono próbę przemytu 21 tysięcy maseczek w Chersoniu na południu kraju. Ich wartość oszacowano na ponad 40 tysięcy dolarów. Policja ustaliła, że pewna firma planowała przemycić maseczki lotem pasażerskim z międzynarodowego lotniska w tym mieście. Towar skonfiskowano.

W piątek portal RBK poinformował, powołując się na szefa MSW Arsena Awakowa, że na lotnisku Boryspil pod Kijowem próbowano przemycić 1,5 tony maseczek medycznych. Miały one trafić do Włoch i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Władze stworzyły listę towarów objętych zakazem eksportu w ramach środków bezpieczeństwa w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa.
Źródło info i foto: TVP.info

SG i KAS przechwycili 730 paczek papierosów pochodzących z przemytu

Strażnicy graniczni z Wojtkowej we współpracy z funkcjonariuszami Krajowej Administracji Skarbowej zatrzymali samochód, którym Ukrainiec przewoził papierosy bez polskich znaków akcyzy. Jak informuje Straż graniczna, samochód marki Audi został zatrzymany do rutynowej kontroli w rejonie miejscowości Braniów – Jureczkowa. W trakcie kontroli pojazdu okazało się, że w skrytkach konstrukcyjnych ukryte jest 730 paczek papierosów pochodzących z przemytu.

46-letni kierowca, obywatel Ukrainy, przyznał się do posiadania i ukrycia papierosowej kontrabandy. Jak sam przyznał, miał zamiar odsprzedania papierosów z zyskiem. Wobec kierowcy wszczęto postępowanie karne skarbowe. Papierosy uległy przepadkowi na rzecz Skarbu Państwa.
Źródło info i foto: se.pl

Udaremniono przemyt kokainy o wartości 50 mln euro

Około pół tony kokainy o wartości szacowanej na 50 mln euro przejęła bułgarska policja podczas dużej operacji antynarkotykowej – podał w niedzielę szef służb operacyjnych MSW Iwajło Iwanow. W ramach operacji zatrzymano jednego z byłych szefów urzędu celnego.

Operację zrealizowano w nocy z piątku na sobotę. Narkotyki były ukryte w kartonach z owocami cytrusowymi. Jak poinformował Iwanow na konferencji prasowej, kartonów było ok. 7 tys., z każdego wydobyto od 80 do 100 gramów narkotyku.

Wartość całej partii policja szacuje na ok. 100 mln lewów (50 mln euro).

Iwanow wyjaśnił, że ten sposób przemytu jest nowy dla bułgarskich służb, lecz kanały przemytu oraz osoby, które się nim zajmowały, były im już znane.

Przez Bułgarię przebiega tzw. bałkański szlak narkotykowy, którym heroina ze Wschodu trafia przez Iran i Turcję do Europy Zachodniej. Kokaina przemycana jest do Bułgarii przeważnie drogą morską, jednak partia przejęta w ostatnich dniach dotarła do tego kraju drogą lądową.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Arizona:19-latek przemycał w spodniach tabletki fentanylu

Rutynowa kontrola imigracyjna agentów Border Patrol w Arizonie zakończyła się przechwyceniem narkotyków. Przemycał je nie imigrant, a obywatel Stanów Zjednoczonych.

Agenci Border Patrol zatrzymali do kontroli busa na Interstate 19 Immigration Checkpoint w Amado, ok. 30 mil od granicy z Meksykiem. Podczas rutynowej rozmowy z pasażerami zauważyli, że jeden z nich zachowuje się niespokojnie. Poprosili go, by wysiadł. Po wylegitymowaniu okazało się, że to 19-letni obywatel amerykański. Agenci postanowili go przeszukać. Instynkt ich nie mylił. 19-latek miał w spodniach tabletki fentanylu. Były przyklejone taśmą do ud. Testy potwierdziły, że zawartość przemycanych narkotyków wynosiła w sumie 243 g. A zaledwie 2 mg potrafią być zabójcze.

Prezydent Donald Trump (74 l.) zapowiedział ostrą walkę z przemytnikami groźnych narkotyków między Ameryką a Meksykiem. Przeznaczył na to 1.8 mld dol. Fentanyl to syntetyczny opioid, 50 razy silniejszy niż heroina. W 2017 r. przedawkowanie tego narkotyku było odpowiedzialne za 39 proc. z 70 tys. przypadków śmiertelnych przedawkowań.
Źródło info i foto: se.pl

Straż Graniczna: Wietnamczycy przemycali rodaków na zachód Europy

Trzech wietnamskich biznesmenów zostało oskarżonych przez lubelskie „pezety” Prokuratury Krajowej o organizowanie przemytu swoich rodaków przez Rosję, kraje nadbałtyckie i Polskę na zachód Europy. „Bilet do raju” kosztował 15 tys. dolarów. Gang oferował przerzut do Niemiec, Belgii, Francji czy Wielkiej Brytanii. Z jego usług skorzystały co najmniej dziesiątki Azjatów.

Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej skierował do Sądu Okręgowego w Warszawie akt oskarżenia przeciwko liderom gangu, a także pięciu ich podwładnym i dwóm „podwykonawcom”.

Trzej Wietnamczycy odpowiedzą za „kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą oraz nielegalne organizowanie innym osobom przekraczania wbrew przepisom granicy Rzeczpospolitej Polskiej”. Azjatom grozi do 10 lat więzienia. Pozostałe osoby zostały oskarżone między innymi o udział we wspomnianym gangu oraz przemyt ludzi. Grozi im do 5 lat pozbawienia wolności.

Nadbałtycki szlak

Na trop przemytników ludzi wpadli funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej w Chełmie wespół z lubelskim „pezetami”. Gang był bardzo dobrze zorganizowany. Wietnamczycy wyszukiwali w ojczyźnie chętnych do wyjazdu do Europy Zachodniej. „Bilet do raju” kosztował 15 tys. dolarów. Rodziny migrantów płaciły dopiero, gdy ich bliscy znajdowali się już na terenie Polski.

Azjaci przylatywali legalnie do Rosji. Tam czekali już na nich przemytnicy, najczęściej byli to Czeczeni z rosyjskimi paszportami. Przerzucali grupy Wietnamczyków przez Białoruś, Ukrainę na Łotwę i Litwę. Tam na migrantów czekali już kierowcy, którymi byli najczęściej Polacy lub Litwini.

Kurierzy przewozili Azjatów do „poczekalni”. Były to najczęściej domy i mieszkania czy siedziby firm w rejonie między innymi Wólki Kosowskiej, Mrokowa czy Warszawy. Tam migranci mogli liczyć na wyżywienie i kontakt z bliskimi. Lokale udostępniali Wietnamczycy mieszkający w Polsce legalnie. Gdy przemytnicy otrzymywali potwierdzenie wpłaty 15 tys. dolarów, Azjatów przerzucano do krajów Europy Zachodniej. Głównie do Niemiec i Francji.

Pod przykrywką biznesu

Grupa funkcjonowała co najmniej od 2012 do 2017 roku. Śledczy ustalili, że choć gang działał w Polsce i w naszym kraju działali organizatorzy nielegalnych operacji, to jednak bossowie byli w stałym kontakcie z osobami znajdującymi się na terytorium między innymi Słowacji i Czech, gdzie również jest bardzo silna i hermetyczna diaspora wietnamska. Przestępcy zbudowali rozległą sieć kontaktów, mieli współpracowników w Wietnamie, Rosji, Białoruś, Ukrainie, Polsce, Niemczech, Francji oraz Belgii.

Na czele gangu stali Wietnamczycy od lat mieszkający legalnie w rejonie Warszawy i Wólki Kosowskiej (najliczniejszym skupisku Azjatów w Polsce). Oficjalnie bossowie byli biznesmenami, do których należało wiele punktów w centrach handlowych stolicy, Wólki i Konina. To oni mieli zlecać Polakom lub Litwinom znalezienie kierowców, chętnych do przemytu migrantów.

W ostatnich latach prokuratura i pogranicznicy zatrzymali ponad 20 osób związanych z rozbitym gangiem.
Źródło info i foto: TVP.info

Nielegalne papierosy w paczkach z meblami. Przyleciały z Dubaju

263 tys. sztuk papierosów o wartości ponad 300 tys. zł ujawniono w meblach kuchennych przesyłanych z Dubaju – poinformowała we wtorek Izba Administracji Skarbowej w Warszawie. Jak zaznaczono, funkcjonariusze mazowieckiej Krajowej Administracji Skarbowej ujawnili nielegalny transport dzięki sprawnej analizie ryzyka.

3 tys. paczek z różnych stron świata

W komunikacie napisano, że praca funkcjonariuszy Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego (MUCS) na warszawskim lotnisku polega nie tylko na kontrolowaniu bagaży podróżujących osób, ale także przesyłek lotniczych. Oddział Celny Towarowy I w Warszawie, który ma swoją siedzibę w Terminalu Cargo Lotniska Chopina, obsługuje ponad 75 proc. obrotu towarowego dokonywanego w portach lotniczych w Polsce.

Według warszawskiej IAS oznacza to konieczność codziennego sprawdzenia ponad 3 tys. przesyłek ze wszystkich stron świata – współczesne zakupy odbywają się bowiem coraz częściej przez internet. Ponieważ różnorodny towar nie zawsze jest legalny, zanim zamówiona przesyłka trafi do adresata zostaje prześwietlona przez funkcjonariuszy MUCS.

Z Dubaju

„Metalowe meble kuchenne wysłane rejsem lotniczym z Dubaju są jednak rzadkością wśród przesyłek. Prześwietlane pojemniki przypominały raczej obudowy urządzeń elektrycznych wyposażone we włączniki oraz przewód zasilający a nie deklarowane meble. Z powodu wątpliwości, które powstały na podstawie uzyskanego obrazu RTG, a deklarowaną zawartością paczek, kartony zostały otwarte co okazało się strzałem w »dziesiątkę«” – czytamy w informacji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chiński narkobiznes rozkwitał w Polsce. Przemycali ogromne ilości narkotyków

Polskie macki chińskiej triady. Jak dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM – Sun Yee On, największa organizacja przestępcza w Chinach, miała w naszym kraju ludzi, którzy zajmowali się przemytem narkotyków na wielką skalę. Środki odurzające z Europy Zachodniej przez Polskę trafiały głównie do Australii. Osoby te organizowały też przemyt do Polski transportów kokainy z Kolumbii. Chodzi o setki kilogramów tego narkotyku.

W śledztwie przewija się m.in. nazwisko Tse Chi-Lop. To urodzony w Kanadzie Chińczyk, najbardziej poszukiwany człowiek w Azji, domniemany szef syndykatu Sam Gor. Odpowiada on za przemyt narkotyków o wartości kilkudziesięciu miliardów dolarów. Tylko w ciągu roku. Według śledczych, Tse Chi-Lop to „ta sama liga”, co El Chapo – słynny meksykański boss narkotykowy, czy Pablo Escobar – zwany królem kokainy.

Polski wątek sprawy

Informacje w sprawie polskiego wątku tej międzynarodowej afery przemytniczej Centralne Biuro Śledcze Policji z Bieska Białej uzyskało od policji australijskiej. Tamtejsze organy ścigania prowadziły postępowanie w sprawie syndykatu zajmującego się importem substancji psychotropowych z Europy do Australii.

Na tej podstawie Śląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej wszczął śledztwo. Ustalono, że w zorganizowanej grupie na terenie Śląska działali Igor D., Tomasz N. oraz Czesław M. W sprawie pojawia się również obywatel Czech Zbigniew M. oraz nieustalone na razie osoby działające w Wielkiej Brytanii, Holandii, a także w Chinach, m.in. w Hongkongu i Makao. Ich pseudonimy to Old Guy, Old Belgium Guy, Jack Sparrow, czy Dandi.

Łącznikiem polskich członków grupy z mocodawcami z Chin miał być Tomasz N. To on miał dostawać szczegółowe informacje na temat dostawców środków odurzających. Igor D. odpowiadał – jak twierdzą śledczy – za logistykę – wynajmował firmy, magazyny, organizował transport i wymyślał sposoby na przemyt znacznych ilości narkotyków.

Z kolei techniczne sprawy, związane m.in. z ukryciem przemyconych substancji w Czechach i na Śląsku, zlecano Zbigniewowi M.

Początek: Trefny płyn do naczyń

Październik 2014 rok. 23-letni wówczas Igor D. oraz 29-letni Tomasz N. spędzają wakacje na Filipinach. Tam zapada decyzja o współpracy w handlu narkotykami. Obaj mężczyźni ustalają szczegóły zakupu i transportu do Europy ponad 1000 litrów Safrolu – prekursora służącego do produkcji MDMA, czyli ekstazy. Substancja z Laosu przez Wietnam, a dalej statkiem do Włoch, miała trafić do Czech. Stamtąd planowano przewieźć ją do Holandii. W Laosie Safrol wlano do 5-litrowych butelek z oznaczonych jako płyn do mycia naczyń. Pojemniki umieszczono w transporcie, który przewoził prawdziwy środek myjący.

Polacy cały czas mieli kontakt z rezydującym w Hongkongu mężczyzną o pseudonimie Old Guy. Półprodukt trafił najpierw do magazynów na północy Czech, a następnie został przetransportowany do garaży w Katowicach i Zawierciu. W trakcie śledztwa to tam funkcjonariusze odnaleźli substancję.

Patent na aluminiowe rurki

Przemyt do Holandii nie udał się, ale Chińczycy zaproponowali Polakom udział w dostawach MDMA z Europy do Australii. 60 kilogramów substancji w dwumetrowej drewnianej skrzyni, wiosną 2015 roku dotarło z Holandii do Czech w transporcie części samochodowych. Grupa szukała metody na bezpieczne przesłanie towaru do Australii, gdzie znaleziono odbiorcę.

Towar został ukryty w aluminiowych rurkach. Wykorzystany ołów miał uniemożliwić prześwietlenie kontrabandy przez celników. Rurki zrobione w Tychach i napełnione MDMA w transporcie legalnego aluminium z Włoch popłynęły do Australii. Narkotyki odebrali ludzie związani z Chińczykami o pseudonimach Old Guy, Old Belgium Guy i Jack Sparrow. To był pierwszy poważny zarobek Igora D. i Tomasza N. Za udany przemyt dostali ćwierć miliona euro.

Australijska wpadka

Pierwszy sukces sprawił, że Chińczycy zaproponowali kolejny przerzut MDMA z Holandii do Australii – tym razem chodziło już o pół tony substancji. Ponownie skorzystano z metody aluminiowych rurek. Zostały wypełnione środkami odurzającymi i popłynęły do Australii. Dotarły tam w październiku 2016 roku. Wtedy zaczęły się problemy. Z interesu wycofała się firma, która miała odebrać aluminium. Poszukiwano kolejnej spółki.

W Polsce wpadł współpracujący z grupą Czech Zbigniew M. W Australii nie było zaufanej osoby, by otworzyć przesyłkę. Tomasz N. w Hongkongu i Makau spotkał się przedstawicielami szefostwa syndykatu. Ustalono nowe miejsce odbioru pół tony narkotyków. W tym czasie jednak australijska policja prowadząca akcję „Ingenika” namierzyła i przejęła kontrabandę. Zatrzymała też dwóch Chińczyków.

Pięć dolarów

Wiosną 2016 roku „Jack Sparrow”, przedstawiciel chińskiej mafii, zlecił Igorowi D. i Tomaszowi N. zorganizowanie przemytu do Australii pół tony kokainy z Ameryki Południowej. Polacy odpowiadali za logistykę. W Brazylii w Rio de Janeiro wynajęli magazyn. W Sao Paulo poznali córkę plantatora kawy. Zamierzali podjąć współprace z producentem, żeby razem z kawą przemycać narkotyki.

Igor D. spotkał się też z osobami, które miały dostarczyć kokainę. Ostatecznie stanęło na tym, że będzie to 300 kilogramów. Przed spotkaniem Polak uwiarygodnił się przedstawiając banknot o nominale 5 dolarów z Hongkongu. Kontrahenci znali numery banknotu. Zapewnili, że narkotyki są gotowe do przewiezienia do magazynu. Po kilku dniach jednak kontakt z potencjalnymi dostawcami urwał się.

300 tysięcy euro łapówki

Sprawa przemytu kokainy nie została zakończona. Igor D. szukał w Ameryce Południowej dostawcy 150 kilogramów narkotyków. Miały trafić do Gdańska. W czerwcu 2018 roku wyleciał do Kolumbii. Najpierw w Bogocie spotkał się z ludźmi, którzy mieli dostęp do kokainy. Potem szukał dostawcy w Medellin, a następnie pojechał do Cartageny. Ostatecznie, narkotyki znalazł w Ekwadorze. Ruszyły one transportem drogą morską.

W Polsce Igor D. – według śledczych – znalazł człowieka, który miał załatwić bezproblemowe oclenie kontenera i odebranie go z portu. Mężczyzna miał znajomą, która pracowała w Urzędzie Celnym w Gdańsku. Za pomoc mężczyzny Igor D. miał zaoferować 300 tysięcy euro, zaliczka wynosiła 5 procent.

Ostateczna wpadka

Koniec sierpnia 2018 roku. Igor D. jedzie na spotkanie z człowiekiem, który miał odebrać 150 kilogramów kokainy ze statku płynącego do Gdańska. Okazuje się, że opisanego kontenera nie ma. Wyładowano go w niemieckim Bremerhaven. Mężczyzna stara się ustalić, jakie są losy transportu. 30 sierpnia w restauracji podczas spotkania z mężczyzną, który miał odebrać kontrabandę ze statku, zostaje zatrzymany przez policjantów.

Oskarżenie

Śląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej zakończył śledztwo w tej sprawie. Akt oskarżenia trafił już do sądu. Prokuratorzy chcą, by Igor D. odpowiedział za dwanaście zarzutów, Tomasz N. – za sześć. Czesław M. usłyszał trzy zarzuty. Jak dowiedzieli się reporterzy RMF FM, w toku postępowania nie udało się dokładnie ustalić danych personalnych osoby, która kierowała grupą przestępczą.

Podczas śledztwa skierowano jednak do Kanady wniosek o udzielenie międzynarodowej pomocy prawnej, której celem ma być potwierdzenie personaliów osoby wskazanej jako Tse Chi-Lop.

„El Chapo Azji”. Kim jest Tse Chi Lop?

Baron narkotykowy Tse Chi Lop jest obecnie najbardziej poszukiwanym przestępcą na świecie. Urodzony w Chinach Kanadyjczyk kieruje azjatyckim syndykatem. Jak do tej pory jest nieuchwytny. Jako ochroniarzy zatrudnia tajskich kick bokserów, lata tylko prywatnymi odrzutowcami, co nie przeszkadza mu wydać miliony euro w ciągu jednego wieczora w kasynie.

Współpracuje z innymi mafiami w regionie: japońską Yakuzą, gangami motocyklowymi w Australii i grupami przestępczymi w Azji Południowej.

Przypuszcza się, że w 2018 roku kierowany przez niego syndykat zarobił co najmniej 8 miliardów dolarów, ale są tacy, którzy twierdzą, że może to być nawet 17 miliardów dolarów.

Tse jest ścigany przez 20 agencji Azji, Ameryki Północnej oraz Europy. Operacji nadano kryptonim Kungur.
Źródło info i foto: interia.pl

Gigantyczny przemyt papierosów powstrzymany

– To jeden z największych przemytów papierosów zatrzymany w ostatnich miesiącach – mówi portalowi tvp.info Marzena Siemieniuk z Izby Administracji Skarbowej w Lublinie. 432,4 tys. paczek papierosów wartych ponad 6 mln złotych na granicy z Koroszczynie zatrzymali lubelscy celnicy.

Papierosy ukryto wśród legalnego towaru, który do kraju wwoziła z Białorusi polska ciężarówka. Przemytnicy zdecydowali się na przerzut w bardzo pracowitym dla celników świątecznym okresie. Zapewne licząc, że uda się z nim przemknąć. – Nie tym razem – mówi Marzena Siemieniuk.

Ciężarówka najpierw została prześwietlona na skanerze, a potem poddana wielogodzinnej, szczegółowej kontroli.

Żmudna praca funkcjonariuszy dała zaskakujący w swojej skali efekt. Spośród legalnego towaru, który mnaczepa była wyładowana, krok po kroku wyciągali kolejne nielegalne paczki papierosów. W sumie aż 432,4 tys. Wszystkie z białoruskimi znakami akcyzy.

Przeciwko polskiemu kierowcy wszczęto postępowanie karne skarbowe. Nie przyznał się do próby przemytu. Maszyna i towar zostały zarekwirowane. To drugi co do wielkości przemyt papierosów udaremniony w 2019 r. na granicy w województwie lubelskim i jeden z większych na terenie Polski.
Źródło info i foto: TVP.info

CBŚP zatrzymało członków gangu przemycającego narkotyki

Policjanci warszawskiego CBŚP rozbili zorganizowaną grupę przestępczą, której członkowie są podejrzani o produkcję, przemyt oraz wprowadzanie do obrotu znacznych ilości narkotyków – przekazała w piątek rzeczniczka CBŚP, komisarz Iwona Jurkiewicz. Do sprawy zatrzymano już łącznie 22 osoby, w tym szefa grupy – Krzysztofa B., pseudonim „Trapez”.

Według śledczych, grupa „Trapeza” mogła działać na terenie Warszawy i jej okolic od maja 2016 r. „W tym czasie wprowadzili na rynek ogromne ilości środków odurzających i substancji psychotropowych” – przekazała komisarz.

Przemycali narkotyki z Holandii

„Z zebranego materiału dowodowego wynika, że z Holandii przemycano za pośrednictwem zaufanych kurierów marihuanę i płynną amfetaminę, którą na miejscu wytrącano i w sproszkowanej formie wprowadzano do obrotu” – tłumaczyła policjantka.

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński, do pierwszych zatrzymań doszło w czerwcu 2019 r. „Zatrzymano wtedy dziewięć osób zaangażowanych w przestępczy proceder, w tym kierującego grupą 34-letniego Krzysztofa B., pseudonim ‚Trapez'” – podkreślił Łapczyński.

Prokurator dodał, że podczas czerwcowych zatrzymań zlikwidowano magazyn narkotyków, w którym podejrzani przechowywali środki odurzające. Łącznie zabezpieczono wówczas ponad 30 kg różnego rodzaju narkotyków.

Kolejne zatrzymania czterech osób, podejrzanych o udział w grupie Krzysztofa B., miały miejsce w listopadzie na przejściu granicznym w Świecku podczas przemytu środków odurzających z Holandii. Według śledczych, przemycane narkotyki miały trafić do Warszawy.

„To również nie spowodowało zaprzestania przestępczej działalności, więc z początkiem grudnia zadano kolejny cios, rozbijając zorganizowaną grupę przestępczą” – podkreśliła komisarz Jurkiewicz.

22 osoby ze statusem podejrzanych
W trakcie grudniowej akcji funkcjonariusze zatrzymali 10 podejrzanych oraz jedną osobę współpracującą z grupą.

„Zatrzymani po doprowadzeniu do Prokuratury Okręgowej w Warszawie usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, produkcji narkotyków oraz wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających i substancji psychotropowych, z czego uczynili sobie stałe źródło dochodów” – wyliczył prokurator Łapczyński.

Dodał, że na poczet grożących im kar zabezpieczono mienie o wartości ponad 400 tys. zł.

Wskazał także, że w tej sprawie status podejrzanych posiadają 22 osoby. Dwunastu z nich zostało tymczasowo aresztowanych, natomiast wobec pozostałych podejrzanych zastosowano dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju.

Za zarzucane im czyny może grozić nawet do 12 lat więzienia.

Z kolei rzeczniczka CBŚP podkreśliła, że sprawa ma charakter rozwojowy i śledczy nie wykluczają dalszych zatrzymań.
Źródło info i foto: interia.pl