Tłumy pod prokuraturą. 22-latek oskarżony o zabójstwo 10-letniej Kristiny z prokuratury wyprowadzony bocznym wyjściem

Mężczyzna podejrzewany o zabójstwo 10-letniej dziewczynki z Dolnego Śląska został zatrzymany – poinformował PAP minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Okrutny mord na 10-letniej Kristinie z Dolnego Śląska nie ujdzie płazem – oświadczył szef MS. 22-letni mężczyzna, podejrzany o zabójstwo 10-latki usłyszał w nocy z niedzieli na poniedziałek zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.

Mężczyzna zatrzymany ws. zabójstwa 10-letniej dziewczynki jest zamieszkały poza powiatem świdnickim – poinformował w niedzielę w Świdnicy rzecznik dolnośląskiej Policji Krzysztof Zaporowski.

Podejrzany 22-latek wyprowadzony bocznym wyjściem, czekał na niego tłum

Bocznym wyjściem, w kordonie policji, przed godziną 1 w nocy z niedzieli na poniedziałek, wyprowadzono z budynku Prokuratury Okręgowej w Świdnicy 22-letniego mężczyznę, podejrzanego o zabójstwo 10-letniej dziewczynki z Mrowin (Dolnośląski). Przed budynkiem świdnickiej prokuratury przez kilka godzin stał w niedzielę wieczorem tłum ludzi. Od czasu do czasu ludzie krzyczeli groźby, adresowane do mężczyzny, który był przesłuchiwany w prokuraturze.

Tłum spodziewał się, że podejrzany zostanie wyprowadzony tylnym wejściem do prokuratury, gdzie stały policyjne auta. Tymczasem został on w kordonie policji wyprowadzony bocznym wejściem, pod które podjechał nieoznakowany samochodu. Auto z podejrzewanym błyskawicznie odjechało.

Jak poinformował w niedzielę podczas konferencji prasowej Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy obecnie trwają czynności związane z weryfikowaniem i zabezpieczaniem materiału dowodowego. Mężczyzna został zatrzymany dzisiaj w godzinach popołudniowych. Mamy 48 godzin, to jest ten czas, w ramach którego musimy wykonać niezbędne czynności, które by pozwoliły na przedstawienie zarzutów, a potem przesłuchanie podejrzanego i ewentualne skierowanie wniosku o tymczasowe aresztowanie – powiedział prok. Pindera.

„Okrutny mord nie ujdzie płazem”

„Okrutny mord na 10-letniej Kristinie z Dolnego Śląska nie ujdzie płazem. Mężczyzna, podejrzewany o dokonanie tej potwornej zbrodni, został zatrzymany. Jeśli dotychczasowe ustalenia się potwierdzą i zebrane dowody zostaną w śledztwie zweryfikowane, to sprawca trafi przed sąd, a kierowana przeze mnie prokuratura dołoży wszelkich starań, by otrzymał jak najsurowszą karę. Wierzę, że nastąpi to możliwie szybko” – poinformował PAP Ziobro.

Jak podkreślił, „każdy, kto w tak bezwzględny sposób krzywdzi dzieci, musi się liczyć z najsurowszymi konsekwencjami”. W ściganiu tak bezwzględnych przestępców zawsze będziemy działać z największą determinacją. To obowiązek całego państwa, które pokazało w tej sprawie, że działa skutecznie – zaznaczył Ziobro.

Podziękował też policjantom i prokuratorom „za ich nadzwyczajne zaangażowanie i profesjonalizm”. Mój zastępca prokurator Krzysztof Sierak, który na bieżąco nadzoruje to śledztwo, podkreślał w rozmowie ze mną zwłaszcza olbrzymie zasługi policjantów. Dziękuję im za to. Mam olbrzymi szacunek dla ich poświęcenia. Dziękuję też wszystkim Polakom, którzy starali się pomóc, przekazując organom ścigania cenne informacje – dodał szef MS.

Kim jest podejrzany 22 latek?

Policjanci od samego początku typowali, jako sprawcę tej okrutnej zbrodni, 22-letniego mężczyznę – powiedział w niedzielę w TVN24 rzecznik KGP Mariusz Ciarka w związku z zatrzymaniem podejrzewanego o zabójstwo 10-latki z Dolnego Śląska.

Dzisiaj już mogę zdradzić, to jest informacja, o której jeszcze nie mogłem mówić wczoraj czy przedwczoraj. Policjanci od samego początku wytypowali jednego z mężczyzn, to jest 22-letniego mężczyznę, który był przez nas od początku typowany jako sprawca tej okrutnej zbrodni – powiedział.

Zdaniem Ciarki do szybkiego zatrzymania podejrzewanego przyczyniły się intensywne działania policjantów z Wojewódzkiej Komendy Policji we Wrocławiu, jak również miejscowej komendy ze Świdnicy, w połączeniu z decyzją komendanta Komendy Głównej Policji, żeby wesprzeć grupę operacyjno-procesową badającą sprawę o policjantów z biura kryminalnego KGP.

Komendant KGP nie kazał szczędzić żadnych sił i środków. Wszystkie narzędzia, jakimi dysponuje policja, miały być użyte do tego, by sprawcę jak najszybciej ustalić – dodał rzecznik KGP.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Francja: Zamachowiec z Lyonu był w kontakcie z dżihadystami

Główny podejrzany ws. ostatniego zamachu w Lyonie 24-letni Mohamed Hichem M. przyznał podczas przesłuchania, że planował eksplozję i samodzielnie skonstruował ładunki – podała agencja AFP powołując się na źródła w agencji ds. walki z terroryzmem (Sdat).

Mający korzenie algierskie 24-latek, który w piątek podłożył ładunek wybuchowy w centrum Lyonu, a w poniedziałek został zatrzymany, znajduje się w areszcie Sdat na przedmieściach Paryża. Do policyjnego aresztu trafili również jego rodzice i brat.

Dotychczasowe śledztwo potwierdziło, że kod genetyczny, jaki udało się zidentyfikować na częściach bomby, jest tożsamy z profilem Mohameda Hichema M. Rewizja przeprowadzona w domu podejrzanego w miejscowości Oullins w departamencie Rodanu, ujawniła obecność w jego mieszkaniu tych samych materiałów, które zostały użyte przy eksplozji.

Również zabezpieczona podczas przeszukania zawartość twardego dysku w komputerze domniemanego sprawcy wskazuje, że pozostawał on w kontakcie ze strukturami organizacyjnymi dżihadystów i sprawdzał, jak przygotować ładunek wybuchowy.

Agencja AFP zaznacza w komentarzu, że mimo przyznania się przez 24-latka do przygotowania ładunku wybuchowego, jego motywy wciąż pozostają niejasne. On sam również owiany jest aurą tajemniczości. Media francuskie pisały początkowo, że jest on studentem informatyki. Później wyjaśniło się jednak, że jest bezrobotny, a jego sąsiedzi i koledzy ze szkoły nie mają o nim nic szczególnego do opowiedzenia.

Najważniejsza kwestia – czy młody człowiek uległ radykalizacji i w jaki sposób, do tego doszło, wciąż pozostaje nierozstrzygnięta – pisze AFP.

Do zamachu doszło w piątek w godzinach popołudniowych. Domniemany sprawca zamachu, nagrany przez kamery uliczne, szedł deptakiem prowadząc rower. Ładunek podłożył przy wejściu do piekarni w centrum miasta.

Mężczyzna był zamaskowany. Policji udało się uchwycić ślad podejrzanego dzięki monitoringowi, a także dzięki dokładnej analizie logowania się do sieci mobilnej i zakupów dokonywanych przez młodego Algierczyka w internecie.

Według policji ładunek, który eksplodował, był bombą domowej roboty, o średniej sile rażenia, wypełnioną m. in. śrubami. Według źródeł zbliżonych do śledztwa istnieją silne podejrzenia, że użyty ładunek zawierał nadtlenek acetonu, substancję, która została użyta m.in. podczas przeprowadzonych przez dżihadystów zamachów terrorystycznych w Paryżu w listopadzie 2015 r.

Z powodu obaw, że domniemany sprawca może mieć tę substancję w domu, do jego zatrzymania doszło na ulicy.
Źródło info i foto: TVP.info

Sejmowa komisja śledcza ds. VAT. Były minister mógł popełnić przestępstwo

W środę po godz. 10 rozpoczęło się posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. VAT, która miała przesłuchać byłego premiera Donalda Tuska. Szef Rady Europejskiej nie stawił się na przesłuchanie. Jak poinformował przewodniczący komisji Marcin Horała, komisja złożyła wniosek o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez byłego ministra finansów Mateusza Szczurka.

Wniosek w sprawie byłego ministra finansów

Przewodniczący sejmowej komisji śledczej ds. VAT Marcin Horała (PiS) przedstawił wniosek o złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez byłego ministra finansów Mateusza Szczurka. Jak mówił, miał on m.in. doprowadzić do szkody Skarbu Państwa w kwocie mogącej dochodzić do 8 mld zł.

„Niniejszym komisja zawiadamia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pana Mateusza Szczurka. W lutym 2015 roku. To jest w okresie, gdy pełnił funkcję ministra finansów. Przestępstwo to polegało na niedopełnieniu obowiązków poprzez niedopuszczenie do przeprowadzenia prac legislacyjnych i przyjęcia w formie ustawy rozwiązań prawnych, uszczelniających system podatkowy w zakresie poboru podatków od towaru i usług, które zapobiegałaby dokonywaniu wyłudzeń od podatku i usług oraz zaniżania należnego podatku od towaru i usług. Co może stanowić czyn opisany w artykule 231 par. 1 i 2 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 roku Kodeks Karny” – brzmi treść wniosku, który odczytywał Horała.

Jak mówił, komisja śledcza „zawiadamia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, polegającego na tym, iż będąc odpowiedzialnym na podstawie przepisów ustawy o Działach Administracji Rządowej, za realizację dochodów z podatków bezpośrednich, pośrednich oraz opłat poprzez opisane powyżej niedopełnienie obowiązków, uniemożliwił prawidłową realizację dochodów z podatków pośrednich, czyli doprowadził do wyrządzenia znacznej szkody Skarbowi Państwa w kwocie trudnej do oszacowania, a mogącej dochodzić do 8 mld zł.”

Donald Tusk się nie stawił

Donald Tusk, pytany we wtorek w Brukseli, czy pojawi się na przesłuchaniu przed sejmową komisją śledczą, powiedział, że w tym tygodniu nie będzie to możliwe. „W zeszłym tygodniu mój pełnomocnik poinformował, że jestem dokładnie od jutra na czele delegacji europejskiej w kilku państwach azjatyckich, ale jestem przekonany, że pełnomocnik znajdzie z komisją datę, która będzie możliwa” – zaznaczył.

Tusk zwrócił uwagę, że zawsze stawia się na wezwania organów państwa polskiego. „W tym tygodniu nie będzie to możliwe, ale na pewno znajdziemy czas, taki, który będzie można uzgodnić” – dodał.

Kłopotliwy list

We wtorek po południu mec. Roman Giertych zamieścił na Twitterze zdjęcie potwierdzenia nadania przesyłki poleconej z ub. piątku (24 maja br. – PAP) zaadresowanej do przewodniczącego komisji Marcina Horały.

Przed rozpoczęciem środowego posiedzenia Giertych ponownie tłumaczył, że w związku z wyjazdem szefa Rady do Azji Środkowej w ubiegłym tygodniu skierował do komisji wniosek o przesunięcie przesłuchania.

Pytany, co działo się z korespondencją, pełnomocnik przewodniczącego RE stwierdził, że pytanie to należałoby skierować do Poczty Polskiej, ponieważ list został wysłany w piątek na poczcie przy ul. Kopernika w Warszawie. „Słyszałem, że dzisiaj list wreszcie dotarł do pana przewodniczącego (komisji, Marcina Horały), więc mieliśmy dosyć szczególny rekord, mianowicie kilometr list szedł pięć dni” – powiedział.

Dopytywany, dlaczego pismo wysłano jako list ekonomiczny, a nie priorytetowy, Giertych wyjaśnił, że został on wysłany „w takim terminie, który zapewniał, żeby doszedł”. „I list doszedł” – dodał.

Adwokat przyznał również, że list był jedyną formą, poprzez którą przekazano komisji informację o nieobecności Tuska. „Ale też jest stąd tutaj moja obecność, żeby przedstawić kalendarz pana przewodniczącego (…), że po prostu nie mógł być dzisiaj obecny” – wskazał.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe informacje dotyczące ataku nożownika w Poznaniu

Najpewniej dopiero w poniedziałek odbędzie się przesłuchanie i przedstawienie zarzutów napastnikowi, który w sobotę późnym popołudniem śmiertelnie ranił nożem mężczyznę na przystanku w Poznaniu – poinformował w niedzielę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

„Obecnie przesłuchiwani są świadkowie tego zdarzenia, natomiast czynności z udziałem zatrzymanego prowadzone będą najprawdopodobniej w poniedziałek od rana. Nadal zbieramy materiał dowodowy, więc co do kwalifikacji czynu i zarzutu nie chciałbym się jeszcze w tej chwili wypowiadać” – powiedział PAP w niedzielę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Michał Smętkowski.

Jak dodał, w poniedziałek o godz. 9 ma się także rozpocząć sekcja zwłok ofiary. Do ataku doszło w sobotę ok. godz. 18 na przystanku MPK przy Alejach Solidarności w Poznaniu. Zaatakowany mężczyzna został ugodzony nożem; zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Miał ok. 40 lat.

29-letni napastnik został zatrzymany kilka minut po godz. 21 w jednym z mieszkań na poznańskich Winogradach. Podinsp. Iwona Liszczyńska z wielkopolskiej policji powiedziała PAP w niedzielę, że „sprawca w chwili zatrzymania przez policję był nietrzeźwy”.

Jak dodała, „z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że ofiara i napastnik znali się; krótko przed zdarzeniem razem spożywali alkohol i wtedy właśnie doszło między nimi do kłótni” – podkreśliła.
Źródło info i foto: interia.pl

Jarosław Bieniuk opuścił areszt. Jest oświadczenie byłego piłkarza

Były piłkarz Jarosław Bieniuk, został zatrzymany we wtorek 16 kwietnia w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przeciwko wolności seksualnej. Po przesłuchaniu postawiono mu zarzuty udzielenia innej osobie środka psychoaktywnego. Bieniuk, opuścił już areszt i wraz z reprezentującą go kancelarią wydał oświadczenie w tej sprawie.

„W związku z nieprawdziwymi zarzutami formułowanymi w moim kierunku w ostatnich dniach, pragnę przekazać Państwu kilka słów wyjaśnienia.

Informacje pojawiające się w mediach na temat rzekomo zarzucanych mi czynów są szokujące, zarówno dla Państwa, jak i dla mnie. Oskarżenia te są nieprawdziwe i formułowane wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści materialnych.

Pragnę podkreślić, że jestem niewinny, dlatego też niezwłocznie i dobrowolnie stawiłem się na posterunku policji. Od początku wyrażałem i w dalszym ciągu wyrażam swoją pełną gotowość do współpracy z wymiarem sprawiedliwości w celu jak najszybszego wyjaśnienia zaistniałej sytuacji.

Niesłuszne oskarżenia formułowane pod moim adresem godzą bezpośrednio w moje dobre imię, jak i destrukcyjnie wpływają na dobro i kondycję psychiczną moich dzieci. Do zakończenia postępowania i finalnej decyzji sądu, zwracam się z prośbą do przedstawicieli mediów o wstrzymanie się od formułowania jednoznacznych ocen pod moim adresem oraz uszanowanie prawa członków mojej rodziny do prywatności w tym trudnym dla nas wszystkich okresie. Proszę także Państwa – przedstawicieli mediów o używanie mojego pełnego imienia i nazwiska w przygotowywanych artykułach medialnych – bo tak właśnie należy postępować wobec osób niewinnych” – czytamy w oświadczeniu.

Jak poinformował w środę Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prokuratura orzekła wobec niego dozór policji i zakaz kontaktu ze świadkami.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowy wątek ws. zabójstwa na warszawskiej plebanii. Zatrzymany miał „polować na pedofilów”

Jan B. zatrzymany po zabójstwie na warszawskiej plebanii został już wybudzony ze śpiączki. Jego stan nie pozwala jednak na przesłuchanie. Dlatego wciąż nieznane są przyczyny, dla których miał brutalnie zaatakować 65-letniego mężczyznę oraz broniącego go księdza.

Do wstrząsającej zbrodni na terenie parafii św. Augustyna w Warszawie doszło 11 kwietnia. Według ustaleń prokuratury, 38-latek napadł mężczyznę, który opuszczał kościół. 65-letnia ofiara zmarła w wyniku odniesionych ran. Obrażenia odniósł także jeden z księży, który bronił zaatakowanego.

Zatrzymanie 38-letniego Jana B. odbiło się echem w światku warszawskich kiboli – dowiaduje się Wirtualna Polska. Mężczyzna nie tylko był zawodnikiem rugby oraz bokserem, ale miał być członkiem jednego z najbardziej radykalnych ugrupowań kibicowskich. Brał udział w akcjach i ustawkach m.in. przeciwko kibicom Jagiellonii Białystok. Dotarliśmy do jego znajomych. Nawet oni niepokoili się ostatnio o stan jego zdrowia.

Urojona zemsta na pedofilach

– Nagle stał się bardzo religijny. Chodził często kościoła, mówił przy tym, że we własne ręce bierze realizację praw pochodzących od Boga. Cytował biblijną zasadę „oko za oko”. Opowiadał przy tym, że poluje na pedofilów. Chwalił się, że znalazł kilku i pobił – mówi przyjaciel Jana B., znający go od czasów dzieciństwa.
Źródło info i foto: wp.pl

Kiedy przesłuchanie zatrzymanego przez CBA Bartłomieja M.?

W Prokuraturze Okręgowej w Tarnobrzegu we wtorek przed południem rozpoczęło się przesłuchiwanie osób zatrzymanych w poniedziałek przez CBA. Aktualnie trwa przesłuchanie jednej z nich. „B. rzecznik MON Bartłomiej M. oraz b. poseł Mariusz Antoni K. będą przesłuchani później” – powiedział PAP rzecznik prokuratury Andrzej Dubiel.

W poniedziałek CBA zatrzymała sześć osób, troje zostało przesłuchanych jeszcze tego samego dnia. Jak informował wieczorem rzecznik prokuratury przesłuchane osoby to byli pracownicy Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Rzecznik nie chciał udzielać informacji na temat zarzutów jakie im ogłoszono „z uwagi na to – jak wyjaśnił – że nie wszystkie osoby w tej sprawie zostały przesłuchane”. Pytany o zastosowanie ewentualnych środków zapobiegawczych wobec zatrzymanych powiedział, że decyzja o tym zostanie podjęta we wtorek.

W poniedziałek rano Centralne Biuro Antykorupcyjne, na polecenie tarnobrzeskiej prokuratury, zatrzymało w Warszawie sześć osób. Wśród zatrzymanych jest były szef gabinetu politycznego MON, b.rzecznik MON Bartłomiej M., były członek zarządu spółki PGZ S.A. Radosław O., były parlamentarzysta Mariusz Antoni K. Są też dwaj byli dyrektorzy PGZ oraz były pracownik Ministerstwa Obrony Narodowej.

Jak poinformował wcześniej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu po doprowadzeniu mają oni usłyszeć zarzuty związane z niegospodarnością w Polskiej Grupie Zbrojeniowej.

Śledztwo w tej sprawie było prowadzone od grudnia 2017 roku. Dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej PGZ przy zawieraniu fikcyjnych umów szkoleniowych i organizacji targów przemysłu obronnego.
Źródło info i foto: interia.pl

Matka Stefana W. prosi o wybaczenie

Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził. Prezydenta, jego rodzinę, nas – mówi Jolanta, matka Stefana W. Z matką zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza rozmawiała Katarzyna Włodkowska. Wywiad ukazał się w poniedziałkowym wydaniu „Dużego Formatu”.

– Po zamachu na prezydenta w nocy wpadła policja, z bronią w ręku, zabrali synów na przesłuchanie. Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu – żeby dotarły do nich moje słowa: bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko (szlocha). Proszę was o wybaczenie. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Przepraszam wszystkich – mówi matka Stefana W.

Kobieta w rozmowie przeprowadzonej dla „Dużego Formatu” przez Katarzynę Włodkowską wspomina lata, które syn spędził w więzieniu i wydarzenia bezpośrednio poprzedzające zabójstwo prezydenta Adamowicza, a także dni po aresztowaniu Stefana W.

„Wrócił inny”
Jolanta o tragicznym ataku na Pawła Adamowicza dowiedziała się od swoich dzieci. Jak twierdzi – początkowo nie mogła rozpoznać syna. – Ale wtedy te słowa: „ Halo! Halo! Nazywam się Stefan…”. Jezu, synu, jak mogłeś… – wraca myślami do godzin, gdy toczyła się walka o życie prezydenta Gdańska. Rodzinę Stefana W. szybko namierzyła policja i dziennikarze. Jolanta jeszcze podczas składania zeznań miała nadzieję, że atak przeprowadzony przez jej syna nie okaże się śmiertelny. Wkrótce pojawiła się jednak informacja o tym, że Paweł Adamowicz nie przeżył.

Matka Stefana W. widziała syna po raz ostatni w niedzielę 13 stycznia w mieszkaniu, w którym po wyjściu z więzienia zamieszkał ze swoim rodzeństwem. Tego dnia odbywał się ślub cywilny Jolanty, ale syn zapowiedział, że nie pojawi się na uroczystości. – Stefana nie było prawie sześć lat, wrócił inny – mówi o synu.

„Wystraszyłam się”

Jolanta wspomina, że w trakcie ostatniego listopadowego widzenia jej syn twierdził, że w więzieniu wydarzyła mu się krzywda.

– Zdrowie mi zniszczyli, powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się. Niektórzy z rodziny nie chcieli go już odwiedzać – przyznaje kobieta. Jak podkreśla, już po aresztowaniu za napady na placówki bankowe, gdy przebywał w areszcie w Gdańsku, Stefan W. otrzymał status więźnia niebezpiecznego. Niemal dwa lata spędził w izolatce. – Najpierw miał tam tylko radiowęzeł, potem pozwolono, byśmy mu przynieśli mały telewizor. I pewnego dnia powiedział mi, że z tego telewizora wychodzą głowy – mówi kobieta. Na jej prośbę syna po przewiezieniu do więzienia w Malborku poddano konsultacji psychiatrycznej, a w zakładzie w Szczecinie stwierdzono u niego schizofrenię paranoidalną.

– Wrócił, jakiś czas brał leki, ale przestał. Wtedy powiedział, że słyszy głosy, że w gdańskim areszcie był podtruwany, zniszczono mu żołądek, ktoś się znęcał. Nie wiem, czy to fakty, czy urojenia, ale zaczął żyć tym, że został niesprawiedliwie potraktowany. Ostatni rok był w Gdańsku-Przeróbce, zakładzie półotwartym. Podejrzewam, że to tam naoglądał się różnych wiadomości na kanałach informacyjnych i wmówił sobie niechęć do PO. Wcześniej nigdy o tym nie mówił – mówi matka Stefana W.

Ostrzegała przed własnym synem

Kobieta podkreśla, że po wyjściu syna więzienia poszła na policję, by ostrzec, że może zrobić coś nieobliczalnego. – Uważałam, że nie powinien wychodzić albo ktoś powinien go obserwować. Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował – twierdzi Jolanta.

Matka Stefana W. mówi też o tym, jak popełniona przez jej syna zbrodnia wpłynęła na życie całej rodziny – począwszy o naruszaniu prywatności przez dziennikarzy, po obawę przed napaścią i chęcią ukrycia pokrewieństwa przez rodzeństwo poprzez zmianę nazwiska. – Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę – mówi Jolanta. Kobieta na zakończenie wywiadu przeprasza rodzinę zamordowanego prezydenta Gdańska i prosi o wybaczenie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Zabójca prezydenta Gdańska „mówił głównie” o więzieniu. Obrońca Stefana W. ujawnił szczegóły przesłuchania

Sprawca ataku na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza złożył w prokuraturze obszerne wyjaśnienia, „aczkolwiek wyjaśnienia odnoszące się bardziej do jego historii życia, aniżeli do zdarzeń z dnia wczorajszego” – poinformował po przesłuchaniu Stefana W. jego obrońca z urzędu mec. Damian Konieczny. Jak podał, 27-latek „odmówił odpowiedzi na pytania dotyczące wczorajszego zdarzenia”. Przesłuchanie trwało około dwóch i pół godziny. W jego trakcie prokuratorzy zmienili stawiany mężczyźnie zarzut z usiłowania zabójstwa na zabójstwo. Stefan W. do popełnienia zarzucanego mu czynu się nie przyznał.

Tragiczne wydarzenia rozegrały się w Gdańsku w niedzielny wieczór: w trakcie miejskiego finału tegorocznej edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na scenę wtargnął 27-letni Stefan W. Nożem o długości 14,5 cm kilkukrotnie ugodził prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

Samorządowiec był przez kilkanaście minut reanimowany, następnie został przewieziony do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Jego operacja trwała pięć godzin.

Lekarze przez kilkanaście godzin walczyli o życie prezydenta. Niestety nie zdołali go uratować.

Napastnik tuż po zamachu, zanim został obezwładniony, przez kilkadziesiąt sekund chodził po scenie z rękoma uniesionymi w górę w geście zwycięstwa i krzycząc do mikrofonu: Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz.

W poniedziałek przed godziną 13:00 w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku rozpoczęło się przesłuchanie Stefana W.

Początkowo prokuratorzy postawili mu zarzut usiłowania zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. W trakcie przesłuchania jednak – krótko przed godziną 15:00 – Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku poinformowało, że prezydent Adamowicz zmarł. Śledczy zmienili wówczas stawiany 27-latkowi zarzut na zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególne potępienie.

Nie przyznał się on do winy, przy czym z uwagi na to, że nie odnosił się do zdarzeń z dnia wczorajszego, trudno tutaj jednoznacznie wskazać, czy nie przyznaje się on do winy, czy do zaistnienia samego zderzenia – poinformował po przesłuchaniu Stefana W. jego obrońca z urzędu mec. Damian Konieczny.

Jak podał, 27-latek złożył obszerne wyjaśnienia, ale „odnoszące się bardziej do jego historii życia”.

Mówił głównie o odbywaniu kary pozbawienia wolności, której odbywanie zakończył nieco ponad miesiąc temu – relacjonował.

Jak dodał, Stefan W. wskazywał, że w trakcie odsiadywania wyroku „doznawał krzywdy ze strony wymiaru sprawiedliwości szeroko pojętego”.

Mec. Konieczny poinformował także, że 27-latek „podnosił też pewne wątki w kwestii polityki”, ale odmówił udzielenia w tym wątku bardziej precyzyjnej informacji czy wskazania ludzi, których Stefan W. obwinia.

Zapytany o to, jak 27-latek zareagował na informację o śmierci Pawła Adamowicza, adwokat powiedział, że „ze strony podejrzanego nie było żadnego komentarza”.

Kontakt z panem podejrzanym jest obecnie dość utrudniony – podał.

Równocześnie zaznaczył, że podejrzany „jest bardzo, bardzo spokojny w tym momencie i te emocje w jakimś sensie są dość trudne do odczytania”.

Z uwagi na wątpliwości co do poczytalności pana podejrzanego dzisiejsze przesłuchania odbywały się z udziałem biegłego psychiatry, który również będzie oceniał kwestie logiki, wiarygodności tych wyjaśnień – poinformował ponadto mec. Konieczny.

Dodał, że wedle jego wiedzy prokuratura nie ma jeszcze wyników badań krwi, które mają wykazać m.in., czy w momencie ataku na Pawła Adamowicza Stefan W. był pod wpływem środków psychoaktywnych.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Sprawca zamachu na Pawła Adamowicza z zarzutem zabójstwa

Sprawca zamachu na prezydenta Gdańska Stefan W. usłyszał zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie – przekazali śledczy z Gdańska. Grozi mu kara nawet dożywocia. – W. nie przyznał się do winy, złożył obszerne wyjaśnienia, jednak w żadnym zakresie nie odnosiły się one do zdarzeń z niedzieli. Skupił się głownie na opowieści o sobie – wyjaśnił pełnomocnik W. Damian Konieczny.

– Podejrzany o zabójstwo prezydenta Gdańska Stefan W. złożył wyjaśnienia przed prokuratorem, w których skupił się głównie na opowieści o sobie – poinformował w poniedziałek po południu adwokat mężczyzny mec. Damian Konieczny, który jest obrońcą z urzędu.

Stefanowi W. grozi od 12 lat więzienia do dożywocia.

Przesłuchanie odbywało się w obecności biegłego psychiatry ze względu na wątpliwości co do poczytalności podejrzanego. W toku dalszych czynności śledczy chcą, by został on poddany badaniu sądowo-psychiatrycznemu.

Około godziny 19:00 Sąd Rejonowy w Gdańsku aresztował mężczyznę na 3 miesiące

Prokuratorzy będą kontynuować przesłuchania kolejnych świadków w sprawie. – Został zabezpieczone sprzęt komputerowy, telefony; one wymagają poddania oględzinom, badaniom. To wszystko jest jeszcze do wykonania w tej sprawie – przekazała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku prok. Grażyna Wawryniuk.

Prokuratura w odrębnym postępowaniu sprawdza również, czy impreza w Gdańsku była prawidłowo zabezpieczona.

Około 2,5-godzinne przesłuchanie

Według mec. Damiana Koniecznego, który jest obrońcą z urzędu Stefana W., mężczyzna złożył w prokuraturze obszerne wyjaśnienia, „aczkolwiek wyjaśnienia odnoszące się bardziej do jego historii życia, aniżeli do zdarzeń z dnia wczorajszego”. – Odmówił odpowiedzi na pytania dotyczące wczorajszego zdarzenia – powiedział mec. Konieczny dodając, że przesłuchanie mężczyzny trwało około dwóch i pół godziny.

– Nie przyznał się on do winy, przy czym z uwagi na to, że nie odnosił się do zdarzeń z dnia wczorajszego, trudno tutaj jednoznacznie wskazać czy nie przyznaje się on do winy czy do zaistnienia samego zderzenia – podkreślił obrońca.

Dodał, że mężczyzna w zasadzie mówił o swojej historii, (…) „głównie o odbywaniu kary pozbawienia wolności, której odbywanie zakończy nieco ponad miesiąc temu”. Wyjaśnił, że mężczyzna wskazywał, że w trakcie odbywania kary więzienia „doznawał krzywdy ze strony wymiaru sprawiedliwości szeroko pojętego”.

Mecenas poinformował, że Stefan W. „podnosił też pewne wątki w kwestii polityki”. Obrońca odmówił jednak precyzyjniejszej informacji na ten temat oraz wskazania osób, które winił W.

„Kontakt z podejrzanym jest dość utrudniony”

Konieczny pytany o to, jak mężczyzna zareagował na informację o śmierci Pawła Adamowicza, powiedział, że „ze strony podejrzanego nie było żadnego komentarza”. – Kontakt z panem podejrzanym jest obecnie dość utrudniony – podkreślił dodając, że „jest bardzo, bardzo spokojny w tym momencie i te emocje w jakimś sensie są dość trudne do odczytania”

W niedzielę wieczorem Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem w Gdańsku przez 27-letniego Stefana W., który podczas finału WOŚP wtargnął na scenę. Prezydent trafił do szpitala. Po pięciogodzinnej operacji w poniedziałek w nocy dr Stefaniak informował, że pacjent żyje, ale jest w bardzo ciężkim stanie; podał wówczas, że „urazy były bardzo ciężkie – poważna rana serca, rana przepony, rany narządów wewnątrz jamy brzusznej”.

– Z najgłębszym żalem musimy poinformować państwa, że przegraliśmy walkę o życie pana prezydenta. Pan prezydent Adamowicz zmarł. Cześć jego pamięci. Nastąpiło to bardzo niedawno. Mimo wszelkich starań nie udało się go uratować – powiedział w poniedziałek popołudniu dr Stefaniak.

Paweł Adamowicz był jednym z najdłużej urzędujących prezydentów miast w Polsce. Przez ponad 20 lat rządził Gdańskiem. Niedawno po raz szósty triumfował w wyborach. W przeszłości działał w opozycji antykomunistycznej. W 2001 roku, kiedy powstawała Platforma Obywatelska, on tworzył jej pomorskie struktury. Paweł Adamowicz miał 53 lata.
Źródło info i foto: polsatnews.pl