Po premierze filmu „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Powstanie specjalny zespół, który zajmie się pedofilią w sopockich klubach.

Wiceminister sprawiedliwości zapowiada powołanie specjalnego zespołu, który zajmie się analizą wydarzeń przedstawionych na filmie „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Obraz opowiada o licznych przypadkach pedofilskich, do których miało dochodzić w sopockich klubach. W środę wieczorem TVP wyemitowała film „Nic się nie stało” Sylwestra Latkowskiego. Według zapowiedzi, dokument miał obnażyć mechanizmy działania pedofilów związanych z polskim show-biznesem.

W rzeczywistości obraz Latkowskiego skupił się na sprawie samobójstwa 14-letniej Anaid z Gdańska, która w 2015 roku rzuciła się pod pociąg po tym, jak wyznała koleżance, że została zgwałcona. Miała wpaść w sidła stręczycieli z sopockiego klubu „Zatoka Sztuki”. W lokalu nastolatki miały być wykorzystywane seksualne, którym podawano narkotyki i zastraszano je.

To była przykrywka do działań pedofilskich, stręczycielskich czy produkcji prostytutek – wypowiadał się w filmie prezydent Sopotu Jacek Karnowski.

Wśród oskarżonych w sprawie przestępstw w sopockich klubach jest Krystian W., ps. „Krystek”, medialnie nazywany „łowcą nastolatek”. Sąd skazał go do tej pory jedynie na trzy lata więzienia za brutalne zgwałcenie 16-latki. Oskarżony jest jednak także o szereg przestępstw na 33 młodych dziewczynach. Miało do nich dojść między 2006 a 2015 rokiem, m.in. w Trójmieście, Pucku, Wejherowie i Władysławowie. „Krystkowi” przedstawiono także zarzut w związku z samobójstwem Anaid.

Razem z „Krystkiem” oskarżonych jest także czterech mężczyzn w tym Marcin T., ps. „Turek”, zarządca m.in. „Zatoki Sztuki”. Prokuratura zarzuciła mu popełnienie przestępstw seksualnych wobec pięciu nieletnich dziewczyn. Nie wnioskowano jednak o jego areszt ani nie dostał zakazu opuszczania kraju.

W filmie pokazane jest, że do klubów „Turka” przychodziły znane gwiazdy. Wśród gości lokali wskazano m.in. Kubę Wojewódzkiego z ówczesną partnerką Renatą Kaczoruk, Adama „Nergala” Darskiego, Krzysztofa Skibę, Piotra „Liroya” Marca, Natalię Siwiec czy Blankę Lipińską. Marcin T. miał niektórych znać, a nawet być „przyjacielem”. Nie przedstawiono jednak żadnych dowodów, że którakolwiek z wymienionych osób wiedziała, co dzieje się w lokalu.

Sylwester Latkowski oskarża

Po emisji filmu podczas dyskusji z dziennikarzami TVP Sylwester Latkowski zwrócił się do Borysa Szyca, Kuby Wojewódzkiego i Jarosława Majdana z apelem, by opowiedzieli, co naprawdę działo się w sopockich klubach.

Borys, może czas nie tłumaczyć się tak, jak mi się tłumaczyłeś, że byłeś pijany, że ćpałeś. Chcę, żebyś powiedział, czego byłeś świadkiem? Co robiłeś? Czego nie? Jesteś dobrym aktorem. Czas żebyś powiedział prawdę. Ta sama prośba do Majdana, Wojewódzkiego, do tych dziewczyn i pań, które mignęły w filmie. Co tam się działo? – pytał Latkowski.

Dziennikarz śledczy wymienił także nazwisko reżysera tzw. kina moralnego niepokoju Krzysztofa Zanussiego.

To nie może być tak, jak udało się Krzysztofowi Zanussiemu w 2005 roku, który wybrnął ze sprawy Dworca Centralnego – mówił Latkowski.

Sprawą zajmie się specjalny zespół śledczy

Jak poinformował wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik, po emisji filmu zadzwonił do niego minister sprawiedliwości-prokurator generalny Zbigniew Ziobro i polecił powołanie zespołu w Prokuraturze Krajowej, który zajmie się sprawą pedofilii w sopockich klubach.

Taki zespół powstanie w Prokuraturze Krajowej, który przeanalizuje to, co znalazło się w filmie, jak również to co mówił pan po filmie – powiedział Wójcik.

Zapewnił także, że w tej sprawie nie będzie „zamiatania pod dywan”.

Za tej władzy rozpoczęliśmy walkę z pedofilią i w tej konkretnej sprawie zostały postawione zarzuty, skierowane akty oskarżenia i trwają sprawy. Natomiast jeśli gdziekolwiek było jakieś zaniechanie, to obiecuję, że nikt niczego zamiatać pod dywan nie będzie – mówił.

Kuba Wojewódzki zapowiada pozew

Prezenter Kuba Wojewódzki zabrał głos w sprawie emisji filmu. W poście na Facebooku napisał, że Latkowski „w sposób haniebny i kłamliwy” wmieszał go w aferę „Zatoki Sztuki”.

Próba przekonania świata, że bywając tam stawałem się uczestnikiem tamtejszych patologii, tudzież ich cichym wspólnikiem, to absurd i zwykłe przestępstwo. Przez lata bywałem też w budynkach TVP1, co nie czyni ze mnie waszego wspólnika, kłamcy, lokaja władzy i aferzysty – napisał.

Celebryta nazwał Latkowskiego „płatnym medialnym zabójcą” i zarzucił TVP odciąganie uwagi od filmów braci Sekielskich dot. pedofilii w Kościele. Wojewódzki zapowiedział także pozew. Postaram się wyrwać z 2 miliardów złotych dotacji dla tak zwanej telewizji publicznej tyle ile się da – napisał.

Celebryci komentują

Również Natalia Siwiec wydała oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby miała związek z wydarzeniami przedstawianymi w filmie. Użycie naszego wizerunku i sugerowanie nieprawdziwych i kłamliwych informacji na nasz temat ma na celu wywołanie kontrowersji i sensacji, co w konsekwencji ma na celu promocję dokumentu „Nie się nie stało” – podkreślono.

Celebrytka tłumaczy, że w klubie „Zatoka Sztuki” organizowały eventy znane marki, które ich tam zapraszały i udział „miał charakter komercyjny”.

Do oskarżeń odniósł się także były piłkarz Radosław Majdan, który zaprzeczył kontaktom z właścicielami „Zatoki Sztuki” lub osobami oskarżanymi powiązanymi z klubem.

„Co więcej, nie byłem bywalcem tego miejsca. Pan Sylwester Latkowski w sposób kłamliwy i bez żadnych podstaw wplątał mnie w tak bulwersującą sprawę. Zakładam, że wymienienie mojego nazwiska w trakcie łączenia na żywo po emisji filmu wynikało z rozemocjonowania i stanowiło oczywistą pomyłkę” – napisał Majdan.

„Zaznaczył, że oczekuje sprostowania. W innym razie kieruję sprawę na drogę sądową” – napisał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Agenci CBA zatrzymali trzy osoby podejrzane o pranie brudnych pieniędzy

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego z Białegostoku zatrzymali w woj. śląskim trzy osoby, a kolejna usłyszała dodatkowe zarzuty. Odpowiedzą za pranie pieniędzy pochodzących z przestępstw. Sąd zdecydował o aresztach – poinformowało we wtorek CBA.

Naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej CBA Temistokles Brodowski w komunikacie przesłanym PAP poinformował, że agenci Delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Białymstoku w ramach śledztwa prowadzonego wspólnie z katowicką Prokuraturą Krajową zatrzymali w woj. śląskim trzy osoby.

„Zatrzymani uwikłani byli w proceder prania brudnych pieniędzy” – czytamy w komunikacie. W toku śledztwa CBA ustaliło, że zatrzymani przez wiele transakcji finansowych, m.in. kupna sprzedaży nieruchomości, zalegalizowały co najmniej 600 tys. euro i 1,5 mln zł, pochodzących z popełnionych przestępstw.

„Wskazane kwoty to część środków finansowych należących do kierującego rozbitą wcześniej zorganizowaną grupą przestępczą, tzw. mafią paliwową” – podało CBA.

Grupa usiłowała wyłudzić z budżetu państwa ponad 140 mln zł nienależnego podatku VAT.

„Działania CBA i prokuratury pozwoliły postawić kolejne zarzuty zatrzymanemu już poprzednio mężczyźnie. Został on dowieziony do prokuratury z aresztu” – poinformowało CBA.

Funkcjonariusze przeszukali mieszkania zatrzymanej trójki, zabezpieczyli dokumenty i nośniki danych elektronicznych. Posłużą one jako dowód w sprawie. Sąd zdecydował o areszcie na trzy miesiące dla trzech osób. Wobec jednej prokuratura zastosowała środki wolnościowe.
Źródło info i foto: wnp.pl

Funkcjonariusze policji sprzedają informacje gangom

Już tylko co czwarte przestępstwo policjantów dotyczy korupcji. Jest większy problem: sprzedaż informacji gangom – zwraca uwagę wtorkowa „Rzeczpospolita”.

„Rz” podała, że „policjanci popełniają mniej przestępstw, w tym rzadziej biorą łapówki”. „Niepokoi jednak zdrada służbowych tajemnic i wynoszenie ich do świata przestępczego. W ubiegłym roku zarzuty za to dostało 40 funkcjonariuszy – wskazuje raport Biura Spraw Wewnętrznych Policji, które ściga nieuczciwych mundurowych w formacji” – napisano.

Zarzuty dla policjantów

Z danych gazety wynika, że „w ubiegłym roku 271 policjantów (o 13 mniej niż w poprzednim) dostało zarzuty popełnienia 625 przestępstw (to o blisko 200 mniej niż w 2018 r.)”. Poinformowano, że „najwięcej czarnych owiec złapano na Śląsku, Dolnym Śląsku oraz w regionie stołecznym”. „Większość, bo 66 proc. podejrzanych, służyła w prewencji – to mniej niż rok wcześniej, gdy stanowili 75 proc. Za to częściej zarzuty stawiano policjantom z pionów kryminalnych – dotyczyło to 75 funkcjonariuszy – o 17 więcej” – dodano.

Jak napisano, „wniosek: co czwarty policjant, który dostał zarzuty, pracował w newralgicznym pionie do ścigania przestępstw”. „Na łamaniu prawa złapano też cztery osoby ze służby kontrterrorystycznej, rok wcześniej nikogo. Mundurowi dopuszczali się najczęściej czynów przeciwko działalności instytucji państwowych i samorządowych oraz przeciwko dokumentom” – pisze „Rz”.

Współpraca policjantów z zorganizowanymi gangami

Gazeta zwraca uwagę, że „na sile przybiera wynoszenie tajnej wiedzy do przestępców”. „W ubiegłym roku 40 policjantom (o dwóch więcej niż w 2018 r.) postawiono 95 zarzutów dokonania przestępstw związanych z pozyskaniem lub ujawnieniem informacji czy materiałów służbowych. Rok wcześniej zarzutów było co prawda dwukrotnie więcej, ale podejrzanych mniej” – napisano.

„Współpraca policjantów z zorganizowanymi gangami jest dużo bardziej groźna niż korupcja związana z tym, że ktoś np. weźmie łapówkę i przymknie oko na wykroczenie kierowcy” – ocenił dr Krzysztof Liedel, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Jak mówił, „przekazanie informacji o metodach pracy policyjnej, które są niejawne, i o planowanych operacjach pozwala przestępcom unikać wpadek i odpowiedzialności”. „Niepokoi, że do takich sytuacji wciąż dochodzi, zwłaszcza że mamy podwójne zabezpieczenie: BSW ścigające takie przypadki oraz cały pion ochrony informacji niejawnych. Policjanci dostają certyfikaty przyznające im dostęp do informacji niejawnych. Może się okazać, że mamy do czynienia z pewną fikcją” – dodał.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

41-letni mężczyzna ze Szczekocin zgwałcił córkę i jej koleżankę. Ofiar było więcej?

Aż pięć zarzutów usłyszał 41-letni mężczyzna ze Szczekocin, który miał dopuścić się gwałtu na swojej córce i jej koleżance. Dziewczynki nie mają jeszcze 15 lat. Nie wyklucza się, że ofiar może być więcej. Do przestępstw miało dochodzić między 2015 a 2020 rokiem.

Mężczyzna został aresztowany i postawiono mu pięć zarzutów. Jak przekazał „Dziennikowi Zachodniemu” rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Piotr Wróblewski, pierwszy zarzut to doprowadzenie za pomocą przemocy małoletniej córki do obcowania płciowego. Drugi z nich to doprowadzenie za pomocą przemocy innej małoletniej dziewczynki do obcowania płciowego. Kolejne to znęcanie się nad żoną i córką oraz groźby wobec córki.

41-latek miał też grozić dziewczynce, że ją zabije, gdy powie o tym, co się stało. Wobec mężczyzny zastosowano trzymiesięczny areszt. Jak informuje „Super Express”, zawiadomienie złożyła dyrekcja szkoły, do której chodziła córka mężczyzny. Jak czytamy na stronie „Dziennika Zachodniego”, nie wykluczone, że ofiar mogło być więcej.
Źródło info i foto: wp.pl

Leszno: Gruzini przebijali opony w autach, aby ukraść pieniądze

Policjanci z Leszna zatrzymali trzech obywateli Gruzji podejrzanych o okradanie samochodów metodą „na kolec”. Mężczyźni przebijali opony pojazdów, aby ukraść z nich pieniądze.

Metoda „na kolec” polega na przebijaniu opony w samochodzie, najczęściej w momencie, gdy kierowca wyciąga pieniądze z bankomatu. Po tym, jak opona zostanie przebita, sprawcy obserwują kierowcę, a kiedy ten zatrzyma się, aby zmienić koło lub wezwać pomoc, wykradają z wnętrza pojazdu torebkę, portfel czy aktówkę.

Leszno. Policja zatrzymała trzech Gruzinów. Dwóch trafiło do aresztu

O tym, że w Lesznie dochodzi do tego typu przestępstw, policjanci wiedzieli od kilku miesięcy. Namierzenie osób podejrzanych nie było jednak łatwe, ponieważ często zmieniali oni miejsce pobytu, jak i samochody, którymi się poruszali. Finalnie udało się zatrzymać trzy osoby podejrzane o kradzieże „na kolec”. To trzech obywateli Gruzji. Jeden z nich ma 50 lat, a dwóch 41 lat.

Śledczy zgromadzili materiał dowodowy, który pozwolił na przedstawienie podejrzanym sześciu zarzutów kradzieży powiązanych z uszkodzeniami mienia i włamaniami. W wyniku kradzieży „na kolec” poszkodowani tracili nie tylko pieniądze, ale także dokumenty czy telefony. Oszacowano, że trzech podejrzanych ukradło przedmioty o łącznej wartości 20 tysięcy złotych.

Sąd Rejonowy w Lesznie zadecydował o tymczasowym aresztowaniu dwóch spośród trzech podejrzanych. Mężczyznom grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest akt oskarżenia ws. SK Banku w Wołominie

93 oskarżonych, 1,6 mld zł szkody majątkowej i 1256 przestępstw. Prokuratorzy skierowali do sądu akt oskarżenia w sprawie SK Banku w Wołominie – informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. Gazeta przypominała, że upadek Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa (SK Bank) w Wołominie to jedna z największych afer finansowych ostatnich lat.

Dziennikowi udało się ustalić, że po prawie czterech latach pracy śledczych z Prokuratury Regionalnej w Warszawie i funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego z Katowic podejrzani zasiądą na ławie oskarżonych.

„Do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga skierowano akt oskarżenia przeciwko 93 osobom, którym zarzuca się popełnienie łącznie 1256 przestępstw związanych z wyrządzeniem szkody majątkowej wielkich rozmiarów SK Bankowi” – potwierdziła prokurator Agnieszka Konopka-Zabłocka, rzeczniczka prasowa PR w Warszawie.

Strata największego banku spółdzielczego, który upadł w 2015 r., na przestępczym procederze wynosi co najmniej 1,6 mld zł. Tyle udało się prokuratorom ustalić w oparciu o materiał dowodowy.

Gazeta informuje, że oskarżonym grozi od roku do 10 lat więzienia i kara grzywny. Akt oskarżenia liczy aż 684 strony, a materiał dowodowy wypełnia 361 tomów akt.

Chociaż na ławie oskarżonych zasiądzie ponad 90 osób, to z ustaleń gazety wynika, że prokuratorzy wyodrębnili kilkuosobową grupę, która była mózgiem całego procederu. Wśród nich są byli: prezes banku Jan B., wiceprezes Elżbieta K. czy Sławomir D., założyciel firmy deweloperskiej Dolcan, która była beneficjentem kredytów udzielanych przez SK Bank.

Czynności w sprawie wołomińskiego SK Banku prowadzili funkcjonariusze katowickiej delegatury CBA.

– Śledztwo zostało wszczęte 28 kwietnia 2015 r. w skutek zawiadomienia złożonego przez Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego. Powodem złożenia zawiadomienia były wyniki kontroli prowadzonej przez Urząd Komisji Nadzoru Finansowego, które uprawdopodobniały możliwość popełnienia przez Zarząd Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie. W kwietniu 2016 r. Prokuratura Regionalna w Warszawie powierzyła to śledztwo do prowadzenia w całości Delegaturze CBA w Katowicach – poinformował portal tvp.info rzecznik CBA Temistokles Brodowski.

Do akt toczącego się postępowania dołączono także zawiadomienie od zarządu komisarycznego Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie o możliwości popełnienia przestępstwa przez były zarząd Banku, a także materiały z postępowania prowadzonego przez katowicką delegaturę CBA w sprawie nieprawidłowości w Banku Spółdzielczym w Nadarzynie.

Brodowski przypomniał, że w toku prowadzonego postępowania przedstawiono zarzuty łącznie ponad 120 podejrzanym, z czego 110 zostało zatrzymanych przez funkcjonariuszy katowickiej Delegatury CBA. – Sądy zastosowały wobec 40 podejrzanych tymczasowe aresztowanie. Do teraz w areszcie przebywają były prezes zarządu SK Banku Jan B., były dyrektor jednego z oddziałów Wiesław W. oraz przedsiębiorca z branży deweloperskiej Sławomir D – wskazał.

Na poczet przyszłych kar i środków karnych w postaci obowiązku naprawienia szkody zabezpieczono majątek podejrzanych o wartości około 50 mln zł. –W toku całego śledztwa przedstawione zarzuty dotyczyły m.in. udzielenia kredytów o wartości ponad 2 mld zł. w sposób niegospodarny, w efekcie czego wyrządzono szkodę w majątku banku o wartości przekraczającej 1,75 mld zł.
Źródło info i foto: TVP.info

Holandia: Polak zamordowany w Nijmegen. Miał go zabić inny Polak

Policja w Nijmegen otrzymała informacje o odkryciu zwłok mężczyzny w sobotę. Początkowo nie udało się ustalić jego tożsamości, teraz wiadomo, że ofiarą jest Polak. Ciało znaleziono w krzakach w pobliżu niewielkiego pola namiotowego, gdzie mieszkają pracownicy sezonowi z Europy Wschodniej oraz osoby bezdomne.

Holenderską policję o odkryciu zwłok poinformowano w sobotę ok. godz. 16. We wskazanym miejscu, w krzakach w pobliżu namiotu, mundurowi znaleźli ciało mężczyzny. Od razu jasne było, że padł on ofiarą przestępstwa.

We wtorek policja podała, że zamordowanym jest Polak. Dziennik „De Gelderlander” sprecyzował – powołując się na mieszkańców pola namiotowego – że Polak był „pracownikiem sezonowym, szukał pracy i nie miał pieniędzy na mieszkanie”. Miejsce odkrycia zwłok zamieszkują pracownicy sezonowi i czasami bezdomni. Obecnie znajduje się tam pięć namiotów.

Bezdomni: doszło do bójki podczas wspólnego picia alkoholu

Holenderski dziennik rozmawiał z mieszkającymi tam ludźmi. Mieli oni wyjawić, że mężczyznę już przed tygodniem zabił inny Polak. Do zabójstwa doszło, kiedy Polacy wspólnie pili alkohol. W pewnej chwili doszło do bójki, w wyniku której jeden z mężczyzn stracił życie. Napastnik zaciągnął ofiarę w pobliże namiotu, gdzie je znaleziono.

Zdaniem bezdomnej kobiety, która czasami przebywa na polu namiotowym, napastnik wyjechał z miasta tuż po zabójstwie. Śledczy nie potwierdzają informacji dziennika. Rzecznik policji przyznał jedynie, że doszło do przestępstwa. Teren pola namiotowego wciąż jest ogrodzony. Wciąż trwa zabezpieczanie śladów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Rośnie liczba przestępstw motywowanych antysemityzmem

W Niemczech rośnie liczba przestępstw motywowanych antysemityzmem, zwiększa się też liczba czynów karalnych spowodowanych ksenofobią. Szef MSW Horst Seehofer przedstawił we wtorek statystyki dotyczące przestępstw o podłożu politycznym.

Liczba przestępstw motywowanych politycznie spadła w 2018 r. o 8,7 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Policja zarejestrowała 36062 takie przypadki. Jednak jeśli chodzi o przestępstwa o podłożu antysemickim i ksenofobicznym, to w tych kategoriach nastąpił wyraźny wzrost.

W 2018 r. policja zanotowała 1799 antysemickich incydentów – o 19,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Według statystyk w 89,1 proc. przypadków sprawcami były osoby o poglądach skrajnie prawicowych. W RFN, jeśli nie udaje się ująć sprawców, antysemickie wystąpienia są automatycznie przypisywane przez policję skrajnej prawicy.

Inny obraz wyłania się z sondażu Agencji Praw Podstawowych UE (FAR) opublikowanego w grudniu 2018 r. 41 proc. Żydów ankietowanych w Niemczech wśród sprawców ataków wskazuje muzułmanów. Na drugim miejscu znajdują się prawicowi radykałowie (20 proc.), a na trzecim – lewacy (16 proc.).

Z kolei według niemieckiej policji akty antysemityzmu zgłoszone w 2017 r. w 94 proc. miały podłoże prawicowe, a tylko za 5 proc. odpowiadali muzułmanie. Liczba przestępstw o podłożu ksenofobicznym wzrosła w ubiegłym roku w RFN o 19,7 proc. z 7913 do 8113.
Źródło info i foto: TVP.info

W Niemczech rośnie liczba najcięższych przestępstw. Sprawcami najczęściej migranci

Rośnie liczba brutalnych przestępstw, takich jak zabójstwa, gwałty czy pobicia, popełnianych przez migrantów w Niemczech. Dane Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA) przedstawił portal dziennika „Die Welt”.

W raporcie „Przestępczość w kontekście migracji” brane są pod uwagę tylko ciężkie naruszenia prawa, takie jak zabójstwo, usiłowanie zabójstwa, gwałt, usiłowanie gwałtu, uszkodzenie ciała czy rozbój. W ubiegłym roku policja zarejestrowała 1 mln 25 tys. przestępstw z tej kategorii.

102 tys. z nich to przypadki, w których co najmniej jednym z podejrzanych był migrant. Jest to skok o 7 proc. w porównaniu z rokiem 2017. Szczególnie wzrosła liczba przestępstw w kategorii: zabójstwo i usiłowanie zabójstwa – 105 proc. W 2017 roku ofiarami migrantów padło 112 osób, zaś w 2018 r. – 230.

Liczba przestępstw w kategorii: gwałt i usiłowanie gwałtu podskoczyła o jedną piątą – z 2706 przypadków w 2017 roku do 3261 w 2018 r.

Wśród 102 tys. ofiar ciężkich przestępstw, w których przynajmniej jednym podejrzanym był migrant, nieco ponad 46 tys. to obywatele Niemiec – o 19 proc. więcej niż w roku 2017.
Źródło info i foto: TVP.info

Proces Stefana W., podejrzanego o zabójstwo prezydenta Gdańska, ruszy dopiero za rok?

Trzeba czasu na zebranie dowodów, a badania psychiatryczne mogą potrwać kilka miesięcy. Według „Rzeczpospolitej” postępowanie ws. zabójstwa Pawła Adamowicza potrwa długo, a proces może zacząć się nawet za rok. Podejrzany przeszedł już pierwsze badanie.

Choć dowody zbrodni są „oczywiste”, to śledztwo w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska może się przeciągać – pisze „Rzeczpospolita”. Paweł Adamowicz zginął po tym, jak napastnik ugodził go kilka raz nożem w czasie finału WOŚP w Gdańsku. Atak widziały setki osób, a później nagrania wykonane przez świadków oglądała cała Polska. 

Pomimo takich dowodów – czytamy w dzienniku – proces Stefana W. może ruszyć dopiero za rok. Wynika to z kwestii proceduralnych, terminów odwoławczych i tego, że niezależnie od istnienie nagrań śledczy muszą zgromadzić cały materiał dowodowy. Trzeba przesłuchać świadków, przeanalizować materiały z telefonów i kamer.

Do tego dochodzi kwestia wcześniejszych przestępstw i zdrowia psychicznego podejrzanego: trzeba przeanalizować jego dokumentację lekarską i historię odbywania kary. Możliwe jest też przeprowadzenie obserwacji w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, która potrwa od czerech do ośmiu tygodni. Wtedy wydana zostanie opinia o poczytalności Stefana W. Jednak stronom przysłuchuje odwołanie, co może dalej przedłużyć postępowanie. 

Prokuratura: Będzie badanie psychiatryczne podejrzanego

W czwartek rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk mówiła, że zostanie przeprowadzone badanie psychiatryczne podejrzanego o zamordowanie prezydenta Gdańska Stefana W. Powołano w tej sprawie biegłych. Jak dodała, będzie to jednorazowe badanie sądowo-psychiatryczne.

Biegli otrzymają zgromadzoną przez prokuraturę dokumentację medyczną, dotyczącą stanu zdrowia podejrzanego. Jest tam dokumentacja z okresu pobytu Stefana W. w jednostkach penitencjarnych, informująca między innymi, że w 2016 roku wystąpiło u podejrzanego „zaburzenie psychiczne o podłożu chorobowym”.

Prokuratura bada też, czy Stefan W. planował wcześniej swój czyn. W związku z tym zostaną przesłuchane osoby, z którymi podejrzany się kontaktował, w tym jego współwięźniowie z zakładu karnego. Chodzi o to, żeby ustalić, czy ktokolwiek o tym wiedział – wyjaśniła Grażyna Wawryniuk. Dodała, że trzeba ustalić, czy zabójstwo było planowane, czy doszło do niego nagle, podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl