Brutalny gwałt na 16-latce. 65-letni sadownik oskarżony

65-letni sadownik podejrzany o upicie i zgwałcenie 16-latki, która pracowała w jego gospodarstwie stanie przed sądem. Za gwałt grozi kara do 12 lat więzienia. Jak poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu Beata Galas, 65-letniemu właścicielowi sadów pod Radomiem, zarzucono popełnienie dwóch przestępstw.

Według śledczych, mężczyzna upił nastolatkę, a następnie używając wobec niej przemocy, doprowadził do obcowania płciowego. Eugeniusz C. miał szarpać dziewczynę, bić ją po całym ciele i po głowie. Pokrzywdzona doznała obrażeń ciała świadczących o tym, że broniła się przed napastnikiem. Za rozpijanie osoby małoletniej mężczyźnie grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności do 2 lat. Gwałt zagrożony jest karą więzienia od 2 do 12 lat.

W maju 16-latka podjęła pracę sezonową w gospodarstwie sadowniczym pod Radomiem należącym do Eugeniusza C. Matka dziewczyny także pracowała u niego dorywczo, ale na noc wracała do domu. Dziewczynie właściciel gospodarstwa udostępnił odrębny pokój, by nie musiała dojeżdżać.

Według śledczych, 65-latek zaproponował 16-latce alkohol, nakłonił ją, by się z nim napiła, a następnie wbrew jej woli doprowadził do stosunku seksualnego. Nad ranem nastolatka wsiadła na rower i uciekła do domu. Nie wiedziała, co się z nią działo, była obolała i miała porwaną odzież. Jej matka złożyła zawiadomienie o gwałcie.

65-latek nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Zaprzeczył, że nakłaniał małoletnią do picia alkoholu i że odbył z nią stosunek wbrew jej woli. Sprawę będzie rozpatrywał Sąd Rejonowy w Radomiu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szwecja: Eurodeputowany odchodzi z polityki z powodu partnera pedofila

Eurodeputowany z Partii Centrum (frakcja Sojusz Liberałów i Demokratów) Fredrick Federley ogłosił odejście z polityki. Media ujawniły, że jego partnerem jest mężczyzna skazany za pedofilię. O kim dokładnie mowa? Na niektórych stronach internetowych jest napisane, że osoba która była mi bliska została skazana za niezwykle poważne przestępstwa. To niestety prawda. Popełnione przez niego zbrodnie są straszne (…). Teraz rozeszliśmy się – napisał Federley na Facebooku.

Według portalu Stoppapressarna.se eurodeputowany związał się z 42-letnim mężczyzną, który w styczniu tego roku po 6-latach wyszedł z więzienia. Został on skazany na 9 lat pozbawienia wolności za wielokrotne wykorzystywanie seksualne dzieci oraz poważne przestępstwo związane z pornografią dziecięcą. Ofiarami pedofila były dziewczynki w wieku 6 i 9 lat.

Federley, który jest otwartym homoseksualistą i działaczem na rzecz praw osób LGBT, poinformował, że załamał się, jest pod opieką psychologa oraz przebywa na zwolnieniu lekarskim. Jednocześnie wyraził on nadzieję, że będzie mógł powrócić do polityki.

Fredrick Federley zasiada w PE od 2014 roku. Wcześniej był parlamentarzystą szwedzkiej Partii Centrum.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Bogdan Święczkowski: „Mamy mocne dowody przeciw mecenasowi G.”

Sprawy Romana Giertycha. – Mamy mocne dowody przeciw mecenasowi G. – mówi pierwszy zastępca prokuratora generalnego Bogdan Święczkowski w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

„Prokuratura udowodni, że doszło do przestępstwa”

Święczkowski w wywiadzie dla „Rz”, dotyczącym m.in. sprawy Romana Giertycha, powiedział, że prokuratura udowodni, że doszło do przestępstwa, kierując do sądu akt oskarżenia po analizie nowych dowodów wskazujących na możliwość rozszerzenia zarzutów. – Kuriozalne orzeczenia sądów dotyczące braku zastosowania środków zapobiegawczych wobec podejrzanych utrudniają postępowanie, ale go nie uniemożliwiają i nie powstrzymają – powiedział.

Święczkowski odniósł się do decyzji poznańskiego sądu drugiej instancji, który wskazał, że wciąż toczą się sprawy cywilne dotyczące wierzytelności Polnordu i brak jest w tej kwestii rozstrzygnięcia – to zaważyło na ocenie sądu, który decydował o środkach zapobiegawczych wobec mec. Giertycha i innych podejrzanych.

Sprawy cywilne to jedno, odpowiedzialność karna to co innego. Zgodnie z kodeksem postępowania karnego rozstrzygnięcia sądów cywilnych nie mają znaczenia dla ewentualnej odpowiedzialności karnej, a procesy cywilne, o których panie mówią, zostały zainicjowane po paru latach od transakcji, by zatuszować przestępstwo. Żaden nie skończył się zasądzeniem na rzecz Polnordu jakiegokolwiek roszczenia, ponieważ wierzytelności były fikcyjne – przedawnione albo niemożliwe do wyegzekwowania. Ich zakup jest nie do obrony w perspektywie interesu giełdowej spółki, która ma obowiązek dbać o zysk swoich akcjonariuszy – powiedział pierwszy zastępca prokuratora generalnego.

Zdaniem Święczkowskiego „sąd nie udźwignął zadania rzetelnego przeanalizowania gigantycznej ilości akt przekazanych przez prokuraturę”. – Na materiał zebrany w 110 tomach składają się zeznania kilkudziesięciu świadków, opinie biegłych, dokumentacja, w tym bankowa, dane pochodzące od generalnego inspektora informacji finansowej, zabezpieczona poczta elektroniczna i wiele innych dowodów. Wynika z nich, że podejrzani ściśle współpracowali ze sobą podczas dokonywania poważnych przestępstw gospodarczych i prania brudnych pieniędzy, a więc procederu mającego na celu ukrycie przestępstwa. Dlatego istnieje wysokie prawdopodobieństwo mataczenia z ich strony – powiedział.

Włoska willa

Poinformował, że we włoskiej willi żony mec. Giertycha zabezpieczono „ważne dokumenty, które mogą spowodować rozszerzenie zarzutów wobec podejrzanego Romana G.”. Zabezpieczone dokumenty, w tym w wersji elektronicznej, jednoznacznie wskazują na sprawstwo głównych podejrzanych, Romana G. i Ryszarda K. – powiedział. Dodał, że „postawienie kolejnych zarzutów to kwestia nieodległego czasu”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Matka oskarżona o zabicie 10-letniego syna przyznała się do winy

Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 39-letniej Monice S., która w listopadzie ubiegłego roku miała zabić swego 10-letniego syna. Kobieta przyznała, że udusiła chłopca ręcznikiem w jednym z lubelskich hosteli. Do zbrodni doszło w hostelu przy ul. Orlej w centrum Lublina. Monika S. przyjechała tam z synem 26 listopada ubiegłego roku. 29 listopada miała zabić swoje dziecko.

„Używając ręcznika, który zadzierzgnęła na szyi dziecka, oraz unieruchamiając własnym ciałem klatkę piersiową spowodowała u niego liczne obrażenia między innymi w postaci wielu wybroczyn i wylewów oraz rozedmy płuc, co skutkowało zgonem chłopca na skutek uduszenia” – podała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka.

Według śledczych, oskarżona działała w zamiarze pozbawienia dziecka życia w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Monika S. przyznała się do winy. Złożyła wyjaśnienia, opisując przebieg zdarzeń, które doprowadziły ją do dokonania zabójstwa. Prokuratura nie ujawniła jej zeznań.

W śledztwie S. była badana przez biegłych lekarzy psychiatrów i psychologa, którzy uznali, że w chwili dokonania przestępstwa nie miała ani zniesionej, ani ograniczonej poczytalności. Biegli orzekli, że Monika S. może brać udział w postępowaniu przed sądem. Oskarżona kobieta przebywa w areszcie. Grozi jej nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Marsz Niepodległości: 300 zatrzymanych, 35 policjantów rannych

Warszawa, 11.11.2020. Starcia policji i uczestników Marszu Niepodleg³oœci na rondzie de Gaulle’a w Warszawie, 11 bm. Tegoroczny Marsz Niepodleg³oœci odbywa siê pod has³em „Nasza cywilizacja, nasze zasady”. Ze wzglêdu na sytuacjê epidemiczn¹ manifestacja mia³a odbywaæ siê w formie „rajdu”, ale uczestnicz¹ w niej tak¿e piesi. (mr) PAP/Wojciech Olkuœnik

Marsz Niepodległości za nami. Podczas manifestacji wybuchły zamieszki. – W związku z przestępstwami po środowym Marszu Niepodległości zatrzymano dotychczas 36 osób; wystawiono także ponad 260 mandatów, do sądu trafiło 420 wniosków o ukaranie – poinformował w czwartek rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak. Dodał też, że rannych zostało 35 policjantów, a łącznie zatrzymano ponad 300 osób.

Marsz Niepodległości, który w środę przeszedł ulicami Warszawy, miał być zmotoryzowany. Jednak wielu uczestników brało w nim udział pieszo. Podczas zgromadzenia doszło do zamieszek. Na rondzie de Gaulle’a w stronę policjantów poleciały kamienie i race. Komenda Stołeczna Policji informowała, że zgromadzenie pieszych jest nielegalne.

Rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak podczas czwartkowej konferencji prasowej zwracał uwagę, że taktyka policji nie uległa zmianie w kontekście działań poszczególnych osób biorących udział w protestach, zgromadzeniach, które odbywały się w ostatnim czasie. – Gdy mamy do czynienia z sytuacją, gdzie jest agresja kierowana wobec policjantów, agresja wobec mienia, mamy do czynienia z reakcją policjantów. Te działania, które wczoraj były prowadzone przez policjantów, nie zmieniły się w żaden sposób; one były takie same w przypadku agresji podczas wczorajszych wydarzeń, podczas protestów przedsiębiorców, podczas protestu kobiet – zapewniał.

Jak poinformował Marczak, „łącznie wczoraj zatrzymano ponad 300 osób”. – 270 przypadków, to są zatrzymania prewencyjne, a zatem takie zatrzymania, po których osoby po wykonaniu czynności zostały po prostu zwolnione – przekazał. – Mamy ponad 40 zdarzeń o charakterze przestępstwa, zatrzymano już 36 osób w tych sprawach. Mówimy m.in. o: naruszeniu nietykalności cielesnej, o czynnym udziale w zbiegowisku, o znieważeniu policjanta, o kradzieży, o zabezpieczeniu narkotyków u kilkunastu osób, ale mamy też zabezpieczone ponad 100 różnego rodzaju produktów pirotechnicznych – oświadczył rzecznik KSP.

Zastrzegł, że trwają postępowania związane z przestępstwami, do których doszło podczas czwartkowego marszu, i liczba zatrzymanych osób może się zwiększyć. – Jeśli mówimy o kolejnych liczbach, to mówimy o osobach ukaranych mandatami. To jest ponad 260 mandatów karnych, 420 wniosków o ukaranie do sądu, ponad 700 osób wylegitymowanych – powiedział Marczak. Natomiast w związku z naruszeniami obostrzeń związanych z pandemią – jak dodał rzecznik KSP – 655 notatek zostanie przekazanych do sanepidu.

Rzecznik KSP poinformował, że ilość rac i niebezpiecznych przedmiotów, które były rzucane w kierunku policjantów podczas środowego marszu, stanowiło realne zagrożenie dla życia i zdrowia tych policjantów. – To jest tak naprawdę podstawa wszelkiego działania policjantów – podkreślił.

Dodał, że podczas Marszu Niepodległości „rannych zostało 35 policjantów”. – Mamy urazy kręgosłupa wśród policjantów, urazy głowy, mamy złamaną rękę. W tej chwili jeszcze trzy osoby przebywają w szpitalu z uwagi na stan, w którym się znajdują. To pokazuje tak naprawdę podejście części osób, które brały udział we wczorajszych wydarzeniach – powiedział.

Podczas manifestacji ranny został fotoreporter „Tygodnika Solidarność” Tomasz Gutry. „Według relacji naszego fotoreportera postrzał w policzek otrzymał z kilku metrów, trudno więc mówić o przypadku. Miał też widoczny aparat fotograficzny. Kula utkwiła w ranie. Tomasza Gutrego czeka operacja usunięcia kuli” – przekazał w środę portal tysol.pl. W nocy ze środy na czwartek Komendant Stołeczny Policji nadinspektor Paweł Dobrodziej wydał oświadczenie dotyczące użycia broni gładkolufowej wobec chuliganów w trakcie Marszu Niepodległości. Jak dodał, postrzelenie fotoreportera miało być nieszczęśliwym wypadkiem.

„Niestety bardzo poważnie wyglądają obrażenia, których doznał jeden z fotoreporterów. Po ludzku jest mi bardzo przykro. Liczę na szybki powrót do zdrowia Pana Tomasza. Wyjaśnimy dokładnie okoliczności tej sytuacji. Tak samo, jak wyjaśnimy każdą inną wątpliwość. Dlatego już wydałem polecanie, by sprawą tą zajął się Wydział Kontroli” – napisał.

Przypomnijmy, w środę doszło również do innego incydentu. Wskutek wrzucenia racy przez chuliganów doszło do pożaru jednego z mieszkań na Powiślu. Piętro wyżej znajdowały się symbole Strajku Kobiet, które zapewne sprowokowały do chuligańskiego wybryku. Jak się później okazało, lokal należy do Stefana Okołowicza, znawcy dzieł Stanisława Witkiewicza, a straty są ogromne. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Hiszpania: Matka wyrzuciła dziecko do śmietnika. Została skazana na 9 lat więzienia

Sąd w Lizbonie skazał w czwartek na 9 lat pozbawienia wolności 22-letnią kobietę za wyrzucenie swojego dziecka do śmietnika w listopadzie 2019 roku. Noworodek przeżył dzięki pomocy dwóch bezdomnych.

– Chłopiec nie zmarł tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Jego matka działała bowiem z pełną świadomością i premedytacją, chcąc je pozbawić życia – stwierdził w orzeczeniu sąd, wyjaśniając, że wrzucenie noworodka do kontenera na śmieci zimą było próbą zabicia człowieka.

Sąd wskazał, że okolicznością łagodzącą nie może być fakt, że podczas popełnienia przestępstwa kobieta była osobą bezdomną i mieszkała w jednym z namiotów na ulicy lizbońskiej starówki.

Matka nie okazała skruchy

Zgodnie z aktami procesu kobieta ukryła ciążę zarówno przed swoją rodziną, jak i ojcem dziecka. O tym, że jest w ciąży nie wiedziały również osoby bezdomne dzielące z nią namiot. Urodziła dziecko bez niczyjej pomocy w okolicach stołecznego dworca kolejowego Santa Apolonia, po czym umieszczonego w torbie foliowej noworodka wrzuciła do kontenera na śmieci.

Przed śmiercią dziecko uratowali dwaj bezdomni, którzy usłyszeli płacz noworodka. Po bezskutecznym poszukiwaniu matki wśród kobiet na terenie nielegalnego obozowiska dla bezdomnych, mężczyźni wezwali służby medyczne oraz policję.

Portugalskie media wskazują, że skazaną kobietę sąd „potraktował stosunkowo łagodnie”. Przypominają, że prokuratura domagała się kary ponad 12 lat więzienia. Oskarżyciele wskazywali, że matka po porzuceniu chłopczyka nie wykazała żadnego przejawu żalu za popełniony czyn, ani skruchy, a także deklarowała, że „nie chce mieć z dzieckiem nic wspólnego”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Biała Podlaska: Policjanci zatrzymali złodzieja recydywistę

Jedyną pamiątką po nieuchwytnym złodzieju były wyczyszczone z gotówki portfele i skrytki na pieniądze. W Białej Podlaskiej grasował niezwykle sprytny przestępca, który wchodził do domów, kiedy jego mieszkańcy byli w środku i niepostrzeżenie kradł gotówkę. Wpadł na gorącym uczynku. Jak się okazało, niedawno wyszedł z więzienia, gdzie przebywał za podobne czyny.

Schemat działania złodzieja-ducha zawsze był podobny. Mężczyzna chodził po klatkach schodowych sprawdzając, kto dokładnie zapomniał zamknąć drzwi. Uchylał takie niezabezpieczone i po cichu wchodził do środka. Wystarczyło mu kilkanaście sekund, żeby przetrząsnąć wiszące na wieszaku kurtki i leżące na szafkach w przedpokoju portfele. Wychodził niezauważony. Działał na przełomie sierpnia i września. Wiadomo o trzech adresach, które odwiedził kradnąc łącznie ponad 7 tysięcy złotych.- W każdym przypadku sposób działania sprawcy był taki sam. Wchodził do domów wykorzystując niezabezpieczone drzwi. Jego łupem padały pieniądze – opowiada Barbara Salczyńska-Pyrchla z bialskiej policji.

Wpadł, bo wreszcie ktoś go nakrył na przestępczym procederze. – Na początku września mieszkanka Białej Podlaskiej zgłosiła funkcjonariuszom usiłowanie kradzieży na jej szkodę. Z relacji pokrzywdzonej wynikało, że do jej domu wszedł nieznany mężczyzna. Gdy go zauważyła, ten trzymał w ręku jej portfel, w którym było kilkaset złotych oraz dokumenty. Sprawca dostał się do domu wykorzystując niezabezpieczone drzwi. Kiedy kobieta zaczęła krzyczeć wyszedł, niczego ze sobą nie zabierając – dodaje policjantka. Zatrzymanie złodzieja było kwestią czasu. – Funkcjonariusze ustalili personalia mężczyzny mającego związek ze sprawą. Okazało się, że jest to 40-letni mieszkaniec Białej Podlaskiej. Mężczyzna zatrzymany został do wyjaśnienia – mówi rzeczniczka bialskiej policji. Mężczyzna przyznał się do kradzieży. Za swe przewiny odpowiadał będzie w warunkach recydywy, gdyż w ostatnim czasie odbywał karę pozbawienia wolności za podobne przestępstwa. O jego dalszym losie zadecyduje sąd. Zgodnie z kodeksem karnym popełnione przestępstwo zagrożone jest karą do 5 lat pozbawienia wolności, a w przypadku czynu popełnionego w recydywie kara ta może zostać zwiększona o połowę.
Źródło info i foto: se.pl

Porwał dziecko na stacji paliw w ukraińskim Boryspolu. Przyznał, że chciał popełnić przestępstwo

Na terenie jednej ze stacji paliw w ukraińskim Boryspolu mężczyzna wykorzystał nieuwagę matki i porwał kilkuletnią dziewczynkę, po czym odjechał. Policjantom udało się ująć sprawcę dzięki nagraniom z kamer monitoringu. Informację o zaginięciu dziewczynki przekazano wszystkim okolicznym posterunkom policji. Do porwania doszło w chwili, gdy matka płaciła za paliwo. Dziecko w tym czasie stało przy samochodzie.

Momentalnie po uprowadzeniu kilkulatki porywacz odjechał ze stacji. Zdezorientowana kobieta początkowo samodzielnie rozpoczęła poszukiwania, jednak gdy nie przynosiły one skutku, zawiadomiła o sprawie policję. Funkcjonariusze od razu rozpoczęli akcję poszukiwawczą. Włączyli się do niej również policjanci z wydziału kryminalnego, którym po dwóch godzinach udało się namierzyć porywacza. Okazał się nim 29-latek.

Tuż po zatrzymaniu mężczyzny zdradził, on, że „porwał dziecko z zamiarem przestępstwa” – informuje Narodowa Policja Ukrainy. Dziewczynce na szczęście nic się nie stało i wróciła do domu bez żadnych obrażeń. Ukraińskie prawo zakłada, że w sprawie uprowadzenia dziecka odbywa się postępowanie karne na podstawie p. 2 art. 146 Kodeksu karnego Ukrainy. Porywaczowi, który trafił do aresztu, grozi pięć lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Göteborg : Gangi przejęły dzielnicę miasta. Lokalne służby są bezradne

W Goeteborgu walczące ze sobą gangi przejmują funkcję policji, kontrolując wjeżdżające do ich dzielnic samochody. Lokalne służby są bezradne, a sytuacja wywołała ogólnokrajową debatę na temat zaostrzenia w Szwecji kar za przestępstwa.

Zgłoszenia o kontrolach przeprowadzanych w północno-wschodnich dzielnicach Goeteborga, gdzie działa kurdyjski klan rodziny Ali Khan, szwedzka policja otrzymuje od kilku tygodni.

„Zdarzało się, że gangi zatrudniały młodych zwiadowców, którzy ostrzegali ich przed policją. Teraz jednak poszli o krok dalej” – powiedział agencji prasowej TT Erik Nord, szef goeteborskiej policji.

Według policji przyczyną blokad jest konflikt, jaki w sierpniu wybuchł między rodziną Ali Khan z Angered a gangiem z dzielnicy Hisings Backa; kontrole są próbą obrony własnego terytorium. Ostatnio doszło do kilku strzelanin, także w samym centrum miasta, gdzie zginął 25-letni mężczyzna.

Echem w lokalnych mediach odbiło się też w ostatnich dniach wezwanie policji do luksusowego hotelu przy dworcu centralnym w Goeteborgu, w którym negocjacje prowadziły zwaśnione ze sobą gangi. Zamaskowani mężczyźni po interwencji policji rozeszli się, ale nikt nie został zatrzymany. Innym wydarzeniem było porwanie oraz pobicie pracownika szkoły podstawowej w dzielnicy Angered, który zgłosił na policję obecność w placówce dwóch uzbrojonych osób.

W wyniku tych napięć władze Goeteborga zdecydowały o przydzieleniu ochrony pracownikom dzielnicy Angered m.in. lekarzom i nauczycielom. Będą oni eskortowani z oraz do pracy.

Sytuacja w Goeteborgu wywołała ogólnokrajową debatę. Szwedzki minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg (Partia Robotnicza – Socjaldemokraci)zapowiedział podwyższenie kar za posiadanie i przemyt broni, a także materiałów wybuchowych oraz zwiększenie liczby policjantów. Lider opozycyjnej liberalno-konserwatywnej Umiarkowanej Partii Koalicyjnej Ulf Kristersson oskarżył zaś w telewizji SVT rząd o zbyt powolne działanie.

O zmianach w kodeksie karnym mówi się w Szwecji od lat. Rozważana jest likwidacja systemu tzw. bonusów przy wymierzaniu kar dla osób poniżej 21. roku życia. System ten sprawia, że młodzi przestępcy otrzymują niskie wyroki. Za utrzymaniem systemu zmniejszającego kary upiera się współrządząca Szwecją Partia Ochrony Środowiska – Zieloni.

Szwedzka telewizja SVT w programie śledczym przedstawiła 19-letniego Hassana, który m.in. kradł luksusowe samochody, a po policyjnym pościgu śmiertelnie potrącił mężczyznę. Od 2015 r. popełnił łącznie 221 przestępstw, za które powinien być skazany na dwa lata i siedem miesięcy więzienia, ale z powodu wieku i otrzymanych z tego tytułu tzw. rabatów przełożyło się to na jedynie na łącznie dwa miesiące pobytu w zakładzie poprawczym.

W komentarzu w dzienniku „Goeteborgs-Posten” jego autor zwraca uwagę, że sytuacja w Goeteborgu „jest już nie tylko wyzwaniem, ale problemem”.

„Jeśli mieszkasz w (dzielnicy) Angered, wyraźnie to widzisz. Wiesz, kto należy do gangu, do czego są oni zdolni. A teraz zatrzymują samochody jak w jakiejś strefie wojennej, żeby »niewłaściwi ludzie« nie wjeżdżali do dzielnicy. A gdyby ktoś chciał donieść na policję, pokazują swój kapitał przemocy: zostaniesz porwany i pobity. Ich przesłanie jest jasne: tutaj my decydujemy i jeśli w jakiś sposób rzucisz nam wyzwanie, będzie to miało konsekwencje” – pisze publicysta.

„Goeteborgs-Posten” zastanawia się, dlaczego Szwecja nie jest w stanie poradzić sobie z problemem gangów, które tworzą równoległe społeczeństwo. „Być może dlatego, że rząd oraz wymiar sprawiedliwości w przeszłości rzadko były kwestionowane?” – pyta autor komentarza, odnosząc się do historii państwa, które od ponad 200 lat nie prowadzi wojen, obce są mu powstania oraz bunty.

„Rząd nie musiał walczyć o przywilej i prawo do podejmowania decyzji, a ludność nie musiała zwracać się do klanów ani sieci rodzinnych” – podkreśla dziennik. „A może mamy niekompetentnego ministra sprawiedliwości?” – stawia pytanie publicysta.
Źródło info i foto: TVP.info

26-latek zatrzymany za publiczne propagowanie faszyzmu

Policjanci z katowickiej komendy miejskiej zatrzymali 26-latka, który podczas jednej z piątkowych manifestacji w centrum miasta propagował faszyzm. Mieszkańcowi Zabrza przedstawiono zarzut, przyznał się do popełnienia przestępstwa. Grożą mu 2 lata więzienia.

W piątek policjanci z katowickiej komendy miejskiej oraz z katowickiego oddziału prewencji zabezpieczali kilka manifestacji, które odbywały się w centrum miasta. Nie przebiegały one spokojnie, w związku z czym konieczna była interwencja mundurowych, którzy zdecydowanie reagowali na wszelkie przejawy łamania prawa. Stróże prawa wylegitymowali prawie 30 osób, 6 z nich ukarano mandatami karnymi, sporządzono również wnioski o ukaranie do sądu.

W związku z bulwersującym zachowaniem co najmniej jednego uczestnika zgromadzenia, przeprowadzono czynności sprawdzające pod kątem art. 256 kk tj. publiczne propagowanie faszyzmu. Policja zabezpieczyła również nagrania z monitoringu, a zgromadzony materiał trafił do prokuratury.

Po analizie zgromadzonego materiału, stróże prawa zatrzymali dzisiaj 26-latka z Zabrza, który w piątek publicznie propagował faszyzm. Po przyznaniu się do popełnienia przestępstwa, mężczyzna dobrowolnie poddał się karze. Grozi mu kara 2 lat więzienia. Czynności w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Katowice – Wschód.
Źródło info i foto: Policja.pl