Posts Tagged “przestępstwo”

Małopolska policja poszukuje mężczyzny podejrzanego o napaść seksualną na dziecko. Służby apelują o przekazywanie informacji mogących przyczynić się do identyfikacji sprawcy, udostępniono jego portret pamięciowy. Poszukiwany jest mężczyzna w średnim wieku, wysoki, średniej budowy ciała. W styczniu popełnił on przestępstwo na szkodę małoletniego. Postępowanie w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Ze względu na dobro śledztwa i osoby poszkodowanej nie udziela bliższych informacji.

Informację można przekazać pod numerem telefonu 12 615-88-60, a także całodobowo pod numerem 997 lub 112 i na adres e-mail zdarzenie@policja.gov.pl. Policja zapewnia informatorom pełną anonimowość. Za wskazanie podejrzanej osoby lub udzielenie informacji, które przyczynią się do identyfikacji sprawcy, wyznaczono nagrodę pieniężną w wysokości 20 tys. złotych.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

24-latka była więziona w garażu i gwałcona przez dwóch mężczyzn. Do tragedii doszło pod Fromborkiem. Teraz sprawcy usłyszeli wyrok na sali sądowej. Początkowo miał być jednak wyższy. Sąd Okręgowy w Elblągu skazał dwóch mężczyzn za więzienie, bicie i gwałcenie 24-letniej dziewczyny. Do tragedii doszło na początku 2016 roku, w miejscowości Wielkie Wierzno koło Fromborka.

Sprawcy trafią do więzienia na 5 lat. Wyrok nie jest prawomocny. Początkowo mówiło się o karze 15 lat pozbawienia wolności. Tego felernego wieczoru 24-latka miała spotkać się ze znajomymi. Z nocy z 13 na 14 stycznia 2016 roku Łukasz T. i Artur K. uwięzili kobietę w garażu i wielokrotnie zgwałcili. Na jej ciele znaleziono też ślady pobicia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Na 3 miesiące został tymczasowo aresztowany mieszkaniec Opola. 27-latek podejrzany jest o zgwałcenie kobiety. Usłyszał już zarzut, do którego się przyznał. Policjanci podejrzewają go także o inne tego typu przestępstwo. Sąd aresztował mężczyznę tymczasowo na 3 miesiące, w więzieniu może spędzić nawet 12 lat.

24 lutego br., w nocy, policjanci z Opola otrzymali zgłoszenie o zgwałceniu młodej kobiety na jednej z ulic niedaleko centrum. Na miejscu natychmiast pojawili się policjanci, którzy przesłuchali świadków i zabezpieczyli ślady. W tym samym czasie kryminalni rozpoczęli już ustalanie i typowanie potencjalnego sprawcy. Po kilku dniach funkcjonariusze zatrzymali 27-letniego mieszkańca Opola podejrzanego o ten czyn.

Śledczy prowadzący tę sprawę podejrzewają, że zatrzymany mężczyzna ma również związek z innym podobnym przestępstwem, do którego doszło w połowie listopada 2016 roku. Wtedy usiłował zgwałcić 25-latkę. Na szczęście kobieta wołaniem o pomoc, spłoszyła napastnika.

Zebrane przez policjantów dowody, pozwoliły na przedstawienie mieszkańcowi Opola dwóch zarzutów, do których się przyznał. Decyzją sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące. Teraz grozi mu kara nawet do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Eurodeputowani poparli nową unijną dyrektywę o zwalczaniu terroryzmu, która przewiduje, że przestępstwem będzie m.in. wyjazd za granicę w celu przyłączenia się do grupy terrorystycznej, szkolenie terrorystów i udział w takim szkoleniu. Za przestępstwo uznana będzie też organizacja i pomoc logistyczna w celu ułatwienia takich podróży, jak np. zakup biletów czy zaplanowanie trasy. Po publikacji w Dzienniku Urzędowym państwa UE będą mieć 18 miesięcy na wprowadzenie dyrektywy do swojego prawa krajowego.

Nowe przepisy to odpowiedź UE na zjawisko tzw. zagranicznych bojowników, czyli osób, które wyjeżdżają np. do Syrii czy Iraku, by przystąpić do Państwa Islamskiego, a następnie wracają do Unii, gdzie mogą planować zamachy. Tzw. zagraniczni bojownicy, którzy mieli obywatelstwo unijne, byli współodpowiedzialni za zamachy w Paryżu w 2015 roku oraz atak w Brukseli w marcu ubiegłego roku.

Zgodnie z dyrektywą przestępstwem będzie wyjazd do stref konfliktu w celu przyłączenia się do organizacji terrorystycznej, a także powrót do kraju UE z zamiarem dokonania ataku terrorystycznego.

Za przestępstwo uznana będzie też organizacja i pomoc logistyczna i materialna w celu ułatwienia takich podróży, jak np. zakup biletów czy zaplanowanie trasy, a także odbycie szkolenia w celu dokonania ataku terrorystycznego, jak np. konstruowanie ładunków wybuchowych i broni, przygotowywanie trujących czy niebezpiecznych substancji. Karalne będzie również dostarczanie albo zbieranie pieniędzy na sfinansowanie ataków terrorystycznych albo działań związanych z terroryzmem.

Zmiany przepisów antyterrorystycznych. Wzmocnienie praw ofiar

Przepisy przewidują również rozszerzenie wymiany informacji między krajami UE dotyczących postępowań związanych z terroryzmem, a także wzmocnienie praw ofiar działań terrorystycznych. Ofiary ataków mają mieć natychmiastowe prawo do pomocy medycznej i psychologicznej, porad prawnych oraz pomocy w dochodzeniu odszkodowań.

- Musimy powstrzymywać potencjalnych sprawców ataków terrorystycznych, zanim dokonają zamachów, zamiast ubolewać wtedy, gdy do zamachów dojdzie – oświadczyła autorka sprawozdania europarlamentu w sprawie nowej dyrektywy, chadecka europosłanka z Niemiec Monika Hohlmeier. Jej zdaniem dyrektywa zapewnia właściwą równowagę między zapewnieniem bezpieczeństwa a ochroną praw podstawowych.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Ciała odkrył ojciec dwójki uczestników tragicznej imprezy, zaniepokojony przedłużającą się nieobecnością swoich dzieci. Młodzi ludzie w wieku 18 i 19 lat zorganizowali poprzedniego dnia wieczorem w altanie prywatkę. Policja nie znalazła śladów wskazujących na przestępstwo jako przyczynę śmierci. Śledczy liczą na to, że sekcja zwłok pozwoli na ustalenie przyczyny zgonu. Rzecznik policji Bjoern Schmitt powiedział “Bildowi”, że jedną z możliwych przyczyn mógł być piec, w którym uczestnicy party napalili, by ogrzać drewnianą szopę. Z kolei portal dw.com podaje nieoficjalnie, że wstępne ustalenia wskazują na przedawkowanie “nieznanej substancji”.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Krzysztof W. – konwojent, który w 2015 r. zbiegł z gotówką z banku w Swarzędzu, odmówił w czwartek przed sądem składania wyjaśnień w procesie w tej głośnej sprawie. W śledztwie mówił, że chciał się wycofać z planu, ale mu grożono. W. przygotowując się do akcji zmienił wygląd i tożsamość.

Proces w tej sprawie ruszył w środę przed łódzkim sądem okręgowym. W lipcu 2015 r. w Swarzędzu zatrudniony jako konwojent Krzysztof W., miał pilnować gotówki, ale z nią zbiegł. Wkrótce potem porzucony samochód znaleziono; konwojent zniknął wraz z pieniędzmi. Szukano go dłuższy czas. Jak się okazało, przed całą akcją zatrudnił się w firmie ochroniarskiej pod inną tożsamością – w rzeczywistości był krawcem spod Łodzi, a swoje zniknięcie tłumaczył rodzinie zajęciem w Niemczech.

Poznańska prokuratura, która prowadziła śledztwo, oskarżyła w sprawie sześć osób: czterem zarzuca się udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przywłaszczenie mienia o znacznej wartości. Wśród nich są: b. policjant i pracownik firmy ochroniarskiej 45-letni Adam K., u którego miano podzielić łup, 47-letni Marek K., który miał brać udział w opracowaniu planu napadu i ubezpieczać przewożenie pieniędzy oraz 43-letni Dariusz D. i 47-letni Krzysztof W.

Dwie kolejne oskarżone osoby to: 47-letnia Agnieszka K. i 71-letni Wojciech M., którzy mieli pomagać w ukryciu zrabowanych pieniędzy i wpłacić na założone konto w jednym z banków 250 tys. zł. Pieniądze te mieli otrzymać od Adama K. Wszystkim grozi kara do 10 lat więzienia.

W czwartek Krzysztof W. podtrzymał swoją wcześniejszą decyzję o odmowie składania wyjaśnień. W związku z tym sąd odczytał jego wyjaśnienia, jakie złożył w prokuraturze.

Wynika z nich, że mężczyzna miał długi, i jak wyjaśniał “nie mógł zapewnić rodzinie odpowiednich warunków życia”. Jego firma krawiecka zbankrutowała; poza tym musiał spłacać kredyt, który wziął na prośbę znajomych. Po pewnym czasie okazało się, że został przez nich oszukany i to on musi spłacać raty.

Wtedy pojawił się najpierw jego dawny znajomy Marek K., a później Adam K., którego W. wcześniej nie znał. Zapewniali, że jego problemy finansowe mogą zniknąć, jeśli przyjmie ich propozycję. Początkowo nie był poinformowany, na czym akcja ma polegać, później Adam K. miał obiecać za udział w niej 100 tys. zł. Z odczytywanych przez sąd wyjaśnień wynika, że Adam K. miał mówić W., że za akcją stoją osoby związane z policją i służbami specjalnymi. Dlatego zastrzegł, że jeśli W. się zgodzi, to nie będzie miał już odwrotu. Zapewniał jednocześnie, że zadanie W. będzie bezpieczne.

Krzysztof W. zgodził się. Wtedy usłyszał, że ma podjąć pracę w firmie ochroniarskiej i w odpowiednim momencie odjechać z pieniędzmi. Musi też zmienić swój wygląd, dostanie “nową tożsamość”. Otrzymał dokumenty na nazwisko “Mirosław Duda”, zapuścił brodę, ogolił głowę na łyso. W końcu pracę podjął w oddziale firmy w Poznaniu. Rodzinie – żonie i dzieciom – powiedział, że wyjeżdża na kursy do Niemiec. Od Adama K. usłyszał, że ma robić dokładnie, co mu będzie przekazywane. Otrzymał też telefony do kontaktowania się z nim.

W wyjaśnieniach W. przyznał, że po pewnym czasie zaczął żałować swej decyzji, nie radził sobie ze stresem i chciał się wycofać. Ale – jak twierdził – został pobity przez nieznaną mu osobę, napastnik miał też grozić jego rodzinie. W. mówił, że akcja, do której – według zapewnień Adama K. – miało dojść za kilka dni, przesuwała się w czasie. Konwojent ponownie chciał się wycofać, ale i tym razem miał zostać pobity. Dodatkowo napastnik miał mu oblać rękę wrzątkiem.

W końcu 9 lipca 2015 roku W. usłyszał, że akcja odbędzie się następnego dnia. Od Adama K. dostał proszek do zacierania śladów. 10 lipca podjechał pod bank w Swarzędzu. Kiedy został sam w furgonetce odjechał. Zatrzymał się na jednym z leśnych parkingów, gdzie przeładowano pieniądze z furgonetki do innego samochodu. Pomagał mu w tym Dariusz D. Jak twierdzi W. później został przewieziony do Łodzi i nie brał udziału w dzieleniu łupu. Zapewnia, że nie dostał żadnych pieniędzy.

Krzysztofa W. oraz Marka K. przywieziono do sądu z aresztu, gdzie będą, co najmniej do 30 kwietnia. Pozostali oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy. W czwartek, podobnie jak w środę w sądzie nie było Agnieszki K. ani Wojciecha M.

Cały czas poszukiwany listem gończym jest Grzegorz Łuczak, wiceprezes firmy ochroniarskiej, w której został zatrudniony Krzysztof W. Prokuratura zdecydowała o podaniu do publicznej wiadomości jego danych.

W związku z główną sprawą, w Sądzie Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia dobiega końca proces przeciwko Andrzejowi W., któremu poznańska prokuratura postawiła zarzut przekroczenia uprawnień. Jako funkcjonariusz policji miał on nie dopełnić swoich obowiązków służbowych. Będąc policjantem, zataił wiedzę o przestępstwie, utrudniał śledztwo.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Adam Chojnacki, lubuski wojewódzki inspektor farmaceutyczny: Sytuacja jest nienormalna. Jestem oskarżony o przestępstwo urzędnicze za to, że śmiałem kontrolować aptekę. Przestępcy powiązani z mafią lekową notorycznie wytaczają nam postępowania o rzekome przekroczenie uprawnień, czyli przestępstwo urzędnicze. Prokuratorzy chętnie podejmują się takich spraw.

Dowiedzieliśmy się, że mafia lekowa funkcjonuje między innymi dzięki udziałowi byłych i obecnych prokuratorów. Czy ma pan negatywne doświadczenia z prokuratorami lub zna historie, które mogłyby potwierdzać te informacje?

ADAM CHOJNACKI: Z mojego doświadczenia wynika, że nagminną praktyką prokuratury jest umarzanie wszelkich postępowań. Mam wrażenie, że prokuratorzy chcą na siłę wyręczać sąd. Ja jestem konsekwentny i zawsze zaskarżam każde postanowienie prokuratorskie. I za każdym razem sąd postanawia zwrócić sprawę do ponownego rozpatrzenia. No ale przecież sprawa trafia do tej samej prokuratury, więc temat znów upada. To paradoks, który zezwala na to, że parasol ochronny może swobodnie działać. Przykładowo posiadam stwierdzenia prokuratorskie o umorzeniu sprawy, gdzie w uzasadnieniu czytam, że uchyla się skargę, bo zaskarżona strona uważa, że jej postępowanie jest legalne. To absurd.

To jeszcze nie znaczy, że istnieje parasol ochronny nad mafią lekową.

ADAM CHOJNACKI: Dla mnie dobitnym przykładem powiązania prokuratury z mafią lekową jest chociażby skandal w Bydgoszczy sprzed dwóch lat. Właściciel włocławskiej apteki złożył wtedy w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez inspektorów. Efekt był taki, że policja weszła do inspekcji wraz z byłym prokuratorem, ówcześnie mecenasem reprezentującym powoda. I doszło do niebywałej sytuacji, gdy ten pan radośnie chodził sobie po inspekcji i przeglądał przy eskorcie policji poufne dokumenty. Mecenas wydzwaniał też do pani prokurator i zwracał się do niej po imieniu. Najbardziej niedorzeczne jest to, że potem gdzieś zagubił się protokół tego przeszukania.

Cała prokuratura nie może działać na rzecz mafii.

ADAM CHOJNACKI: Oczywiście nie do wszystkich można mieć zarzuty o udział w mafii lekowej. Niektórzy są za to zwyczajnie nieprzygotowani do prowadzenia spraw z dziedziny farmacji. Nie radzą sobie też z kodeksem postępowania administracyjnego, który jednak nawet urzędnicy uważają za bardzo zawiły. Mało tego, w szeregach policji nie ma farmaceutów, co skutkuje tym, że w przypadku jakiejkolwiek sprawy o wywóz leków musimy im najpierw tłumaczyć, czym jest lek refundowany. Brak wiedzy okazuje się jednak nie być przeszkodą w momencie, kiedy przedsiębiorca postanawia ciągać inspektora farmaceutycznego po sądach.

O czym mowa?

ADAM CHOJNACKI: Przestępcy powiązani z mafią lekową notorycznie wytaczają nam postępowania o rzekome przekroczenie uprawnień, czyli przestępstwo urzędnicze. Prokuratorzy bardzo chętnie podejmują się takich spraw. Wydaje się, że mają za wielki sukces to, że złapią urzędnika państwowego, który rzekomo przekroczył granice prawa. Złapanie wywożącego leki nie robi zaś na nikim wrażenia, nie da się przecież tego rozdmuchać i nie dostaje się za to premii. Doprowadza to do sytuacji, że jestem oskarżony o przestępstwo urzędnicze za to, że śmiałem kontrolować aptekę, kiedy ten podmiot uważał, iż takiego prawa mieć nie powinienem. Znajomi inspektorzy niejednokrotnie opowiadali mi o sytuacji, kiedy właściciel apteki, w której wykryto nieprawidłowości, wzywał policję, która miała podważyć uprawnienia inspektora do prowadzenia kontroli.

Zakładanie spraw to jedyna niedogodność?

ADAM CHOJNACKI: Nie, atakowano mnie z różnych stron, często też przez pryzmat żony, która jest farmaceutką w aptece. Przykładowo wydzwaniano do różnych pracodawców, sugerując, by nigdy jej nie zatrudnili. Zdarza się też tak, że jesteśmy nachodzeni, zastraszani, a nawet podsłuchiwani. Trzeba też pamiętać, że koszty niezliczonej liczby spraw, które są nam zakładane, pokrywamy sami. A postępowania – nawet te założone z niedorzecznych powodów – ciągną się latami i często są inicjowane w sądach z miast z drugiego końca Polski, by narazić nas na dodatkowe koszty związane z przejazdami. Nie mamy żadnej pomocy prawnej ani środków przeznaczonych na ten cel. Jesteśmy zostawieni sami sobie, przestępcy z mafii lekowej i sieci aptek to wiedzą. Najprościej jest im więc zniszczyć nas ekonomicznie, czyli sprawić, żebyśmy stracili czas i pieniądze, żebyśmy nie mieli za co żyć. Walka z tymi przestępcami jest jak rzucanie się z motyką na słońce. I dlatego coraz mniej osób chce podejmować się tej pracy. Bo co z tego, że inspektorzy mogą nałożyć karę do pół miliona złotych za obrót pseudoefedryną, którą wykorzystuje się do wytwarzania narkotyku metamfetaminy. Inspektorzy i tak boją się nakładać tak wysokie kary na przestępców. Takie rzeczy powinien robić sąd.

Czy problemem są zatem przepisy?

ADAM CHOJNACKI: Definitywnie tak. Dokonywane w ostatnich latach zmiany poczynione w prawie farmaceutycznym rodzą podejrzenie, że komuś bardzo zależało na tym, by wywóz leków był praktycznie bezkarny. Platforma Obywatelska w 2015 r. uchwaliła przepis mówiący o tym, że zakazane jest zbywanie produktów leczniczych przez aptekę ogólnodostępną lub punkt apteczny hurtowni farmaceutycznej innej aptece ogólnodostępnej lub innemu punktowi aptecznemu. Ale to sprawiło tylko tyle, że cały nielegalny obrót przeniósł się do Niepublicznych Zakładów Opieki Zdrowotnej (NZOZ). Działa to tak, że lekarze wystawiają zapotrzebowanie na abstrakcyjne ilości leków, które są realizowane w aptekach i jest to zgodne z prawem. Dziwi mnie, dlaczego zatem prokuratorzy nie zajęli się tymi konkretnymi osobami? Bo jak lekarz zamawia lek o wartości 1 miliona złotych do swojego małego gabineciku, to chyba coś jest na rzeczy. To przecież niemożliwe, by wydawał taką liczbę leków swoim pacjentom podczas wizyty. My w takich przypadkach mamy związane ręce. Mój inspektor był ostatnio na kontroli apteki zbywającej leki w dużych ilościach do NZOZ-ów. Pod aptekę zajechało wtedy auto klasy premium audi Q7. Wysiadła z niego pani prokurent ubrana jak z żurnala. Twarz miała wybotoksowaną, jej wargi aż ociekały wstrzykniętym kolagenem. Dokumenty dotyczące sprzedaży do NZOZ-u przedstawiła w kilka minut, miała wypis z KRS, opis zapotrzebowania na leki, faktury itd. Z sarkazmem oświadczyła, że w jej aptece wszystko jej zgodne z prawem i poniekąd miała rację.

W takim razie jak można byłoby utrudnić działanie przestępcom?

ADAM CHOJNACKI: Wystarczyłoby, żeby w przepisach zapisano, iż NZOZ-y nie mogą posiadać takiego samego NIP-u jak hurtownie. To wystarczyłoby, żeby znacząco utrudnić proceder wywozu leków. Bo w tym momencie NZOZ musiałby mieć obrót i sprzedawać leki do hurtowni, co jest już wprost karane w przepisach. Bo dziś pacjent ze ściśniętym sercem musi biegać i szukać leku, który umożliwi mu przeżycie, a pani prokurent za pieniądze z wywozu leków funduje sobie botoks i nowe audi.

Czy doświadcza pan skarg pacjentów, którzy narzekają na małą dostępność leków na choroby przewlekłe?

ADAM CHOJNACKI: Tak, to nagminne i dla nas bardzo nieprzyjemne. Ludzie wprost winią nas, że nie mogą dostać leku dla dziecka. Matki płaczą przez słuchawkę i wręcz błagają nas, żebyśmy pomogli w szukaniu medykamentów dla ich dzieci. I szukamy chociaż jednej paczki, żeby dziecko mogło przetrwać choć kolejny tydzień. Państwo wprowadza 500+, promuje zdrowie publiczne, a zupełnie nie potrafi pomóc chorym w potrzebie? Tylko dlatego, że jakiś przestępca powywoził leki dla własnego przychodu? Albo kilka NZOZ-ów z premedytacją transportuje je za granicę, śmiejąc się przy tym państwu polskiemu w twarz? Media wykrzykują o sprawach typu Amber Gold. A ja jestem zdania, że ten podmiot przy procederze wywozu leków to mała sprawa. Bo leków transportuje się tak dużo, że wywożący postanawiają wyciągać je z pudełek i chować luzem w workach na śmieci – np. leki z pseudoefedryną. Wszystko po to, żeby jak najwięcej zmieściło się ich w transporcie.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Poznańscy policjanci zatrzymali czterech mężczyzn za przestępstwo paserstwa. W wyniku podjętych działań funkcjonariusze zabezpieczyli elementy od kilku skradzionych pojazdów. Zatrzymani do spraw mężczyźni usłyszeli już zarzuty. Grozi im teraz nawet 5 lat więzienia.

Policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Samochodową Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu realizując zadania w zakresie rozpoznawania i zwalczania przestępczości samochodowej ujawnili kolejne miejsca, w których znajdowały się części i pojazdy pochodzące z kradzieży oraz zatrzymali osoby odpowiedzialne za ten przestępczy proceder.

Pierwsza ze spraw zaczęła się od zgłoszenia kradzieży bmw. Z relacji zgłaszającego wynikało, że do kradzieży auta doszło w nocy z 16/17 listopada br. Wówczas samochód warty ponad 35 tysięcy złotych zniknął spod posesji na terenie poznańskiego Grunwaldu.

Policjanci z samochodówki, którzy bezzwłocznie zajęli się tą sprawą odnaleźli skradzione auto już zaledwie dobę po kradzieży. Auto znajdowało się niedaleko Plewisk. W chwili kiedy funkcjonariusze weszli na teren posesji, przestępcy byli w garażu w trakcie rozkręcania auta. Mężczyźni zostali zatrzymani.

Niestety samochód był już częściowo zdemontowany. Nie posiadał m. in. elementów karoserii oraz był częściowo pozbawiony wyposażenia wnętrza. Poza zabezpieczonym bmw podczas przeszukania terenu, policjanci ujawnili elementy pochodzące od innych skradzionych aut – dwóch citroenów, dwóch vw i bmw, a także radiostację przez, którą przestępcy prowadzili nasłuch częstotliwości policyjnych.

Kilka dni później tj. 23 listopada br. na terenie powiatu poznańskiego policjanci z poznańskiej samochodówki kontrowali punkty, w których sprzedawane są części samochodowe. Wówczas w jednym z takich miejsc ujawnili elementy od skradzionego w nocy z 9/10 listopada br., z terenu Baranowa forda mondeo wartego ponad 100 tysięcy złotych. Mężczyzna, który pochodzące z kradzieży elementy oferował do sprzedaży został zatrzymany.

W tych dwóch sprawach czterech zatrzymanych mężczyzn usłyszało zarzuty paserstwa. Wobec trzech nich zastosowano policyjny dozór. Za popełnione przestępstwa grozi im teraz nawet 5 lat więzienia.
Żródło info i foto: Policja.pl

Comments Brak komentarzy »

Zbigniew S. będzie odpowiadał za opublikowanie w internecie materiałów ze śledztwa w sprawie tzw. afery taśmowej. Akt oskarżenia trafił właśnie do sądu – informuje “Rzeczpospolita”. – Zbigniewowi S. grozi za to przestępstwo do dwóch lat pozbawienia wolności – mówi “Rzeczpospolitej” Michał Dziekański, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zdjęcia akt ze śledztwa, jak przypomina “Rz”, pojawiły się w sieci w czerwcu 2015 roku. Łącznie w internecie opublikowano kilkanaście tomów akt. Początkowo to Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga, która prowadziła sprawę zarzucono, że nie upilnowała akt. Okazało się jednak, że to nie ona była źródłem przecieku.

Wgląd w akta miało 15 osób – pokrzywdzeni politycy i ich adwokaci oraz podejrzani m.in. biznesmen Marek Falenta (podejrzany w aferze taśmowej). Śledczy ustalili, że umieszczone w sieci fotokopie sporządził prawdopodobnie aplikant adwokacki pełnomocnika Falenty. Jak znalazły się w posiadaniu Zbigniewa S.? Tego prokuratorzy na razie nie ustalili.

Nie zdradził tego też Zbigniew S., który nie przyznał się do zarzutu – informuje “Rzeczpospolita”. Odmówił składania wyjaśnień i złożył oświadczenie, w którym „w niecenzuralny sposób odniósł się do działań organów ścigania” – podaje akt oskarżenia.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Policja na Ukrainie zatrzymała nauczycielkę, która chciała sprzedać jedną z uczennic handlarzowi ludzkich organów. Kobieta miała na tym zarobić 10 tys. dol. 52-letnia kobieta była nauczycielką języka ukraińskiego w szkole z internatem w Charkowie. Przestępstwo planowała od ponad roku. Najpierw udało jej się przenieść dziewczynkę z dysfunkcyjnego domu do internatu, gdzie miała ją stale na oku.

52-latka rozpoczęła negocjację z potencjalnymi kupcami. Po pewnym czasie dobiła targu z handlarzem ludzkich organów, który zaoferował za dziecko 10 tys. dol. Jak się okazało był to agent policji. Kobieta dostarczyła mężczyźnie fotografie oraz książeczkę zdrowia dziewczynki. Sidła zostały rozstawione. Funkcjonariusze czekali tylko na właściwy moment, aby dokonać aresztowania. Wkroczyli w momencie, gdy kobieta przyprowadziła dziewczynkę podstawionemu handlarzowi.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »