Policjanci uderzyli w mafię lekową

W środę ponad 300 policjantów z Wydział dw. z Przestępczością Gospodarczą KWP zs. w Radomiu i funkcjonariuszy innych jednostek Policji, wspólnie z prokuratorami z Prokuratury Regionalnej w Warszawie, wspierani przez blisko 60 przedstawicieli Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej, na terenie 9 województw, przeszukali 120 aptek, biur rachunkowych, miejsc zamieszkania oraz miejsc przechowywania dowodów oraz zatrzymali 11 osób w sprawie tzw. odwróconego łańcucha dystrybucji leków.

Wydział do walki z Przestępczością Gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu od dłuższego czasu prowadzi czynności dot. działalności zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się tzw. odwróconym łańcuchem dystrybucji leków na bardzo dużą skalę, praniem pieniędzy pochodzących z przestępczego procederu oraz fałszowaniem dokumentów.

Członkowie grupy skupowali, na podstawie fałszywych dokumentów zapotrzebowań, leki na terenie całego kraju, z przeznaczeniem do wywozu poza granice Polski. Dotyczyło to m.in. leków onkologicznych, przeciwzakrzepowych i kardiologicznych, w tym leków znajdujących się w wykazie Ministerstwa Zdrowia jako zagrożone brakiem dostępności w Polsce. Następnie leki te sprzedawane były do polskich hurtowni farmaceutycznych z przeznaczeniem na eksport lub bezpośrednio do hurtowni zagranicznych – z zyskiem mogącym sięgać nawet 100 procent ceny zakupu w aptece. Przestępstwo polegające na odwróconym łańcuchu dystrybucji leków spowodowane jest m. in. tym, że leki w Polsce tych samych producentów są tańsze niż w innych krajach Unii Europejskiej.

Z uwagi na zagrożenie dostępności poszczególnych leków, w tym leków ratujących życie pacjentów, Minister Zdrowia wydaje obwieszenie zawierające listę leków których dostępność na rynku jest zagrożona. Leków takich nie można wywozić z kraju bez zgody GIF, co ma zapewnić ich dostępność na polskim rynku. Zakazem wywozu objęte są m.in. leki onkologiczne, przeciwcukrzycowe, przeciwdepresyjne, stosowane w leczeniu ADHD, szczepionki czy hipoalergiczne preparaty dla dzieci. Każdorazowy wywóz leków poza granice kraju sprawia, iż polscy pacjenci stają w obliczu zagrożenia brakiem dostępu do tego typu lekarstw. Ponadto sposób przechowywania leków przez grupę, ich transport od apteki do hurtowni i następnie do końcowego odbiorcy, odbywa się w warunkach naruszających określone przepisami prawa procedury bezpieczeństwa, co sprawia, że leki nie nadają się do zastosowania, czy też ich podanie pacjentowi może spowodować zagrożenie dla jego życia i zdrowia.

Wsparciem dla organówm ścigania byli inspektorzy farmaceutyczni, na co dzień pracujących w Wojewódzkich Inspektoratach Farmaceutycznych oraz kilku inspektorów ds. obrotu hurtowego zatrudnionych w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym, którzy jako eksperci udzielali niezbędnej pomocy merytorycznej.

Jak ustalili śledczy, grupa, by pozyskać duże ilości leków trudno dostępnych, na których jest największy zysk współpracowała z dużą ilością aptek, które były rozmieszczone na terenie całej Polski. Średnio jednorazowa wartość zakupu leków przez zorganizowaną grupę przestępczą w aptece wahała się w granicach 14-200 tys. zł miesięcznie. Łączna wartość eksportu leków przez grupę sięgała 10 mln zł miesięcznie.

Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje też na pranie brudnych pieniędzy. Członkowie zorganizowanej grupy legalizowali osiągane zyski dzięki utworzonym w tym celu podmiotom zarówno krajowym, jak i zagranicznym i wystawianiu dokumentacji w postaci umów i faktur pozorujących transakcje gospodarcze. Istotnej pomocy w tym zakresie udzielił organom ścigania Generalny Inspektor Informacji Finansowej.

Na poczet przyszłych kar zabezpieczono kilkaset tysięcy złotych oraz ekskluzywne samochody i biżuterię, których wartość przekracza milion złotych. Zatrzymano 11 osób podejrzanych o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej. Postępowanie w tej sprawie prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Warszawie. Przestępcom grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności, a policjanci i prokuratorzy już planują kolejne zatrzymania w sprawie.
Źródło info i foto: Policja.pl

Niemcy: „Atak jest możliwy w każdej chwili”. Zatrzymano Tunezyjczyka z rycyną

– Atak przy pomocy substancji toksycznych jest w Niemczech możliwy w każdej chwili – twierdzi agencja Reutera, powołując się na rozmówcę w niemieckim kontrwywiadzie BfV. Ostrzeżenie pojawiło się po niedawnym zatrzymaniu Tunezyjczyka, który miał szykować zamach przy pomocy silnie trującej rycyny.

Rozmówca agencji Reutera z BfV twierdzi, że dżihadyści z tak zwanego Państwa Islamskiego eksperymentowali już w przeszłości z rycyną i udało im się ją produkować. Organizacja terrorystyczna miała przygotować szczegółowy podręcznik z instrukcją, jak to zrobić i zachęcać do ataków przy jej użyciu.

Niebezpieczne zakupy w sieci

13 czerwca w Kolonii zatrzymano 29-letniego Siefa Allaha. Służby bezpieczeństwa przeszukały jego mieszkanie po tym, jak zauważono, iż kupił w internecie około tysiąca nasion zawierających rycynę i elektryczny młynek do kawy. Sąd wydał zgodę na umieszczenie mężczyzny w areszcie. Śledczy nie są pewni, na ile zaawansowane były jego plany przeprowadzenia zamachu. – Mamy bardzo silnie podejrzenie, że rozmyślnie chciał wyprodukować broń chemiczną. Dodatkowo może usłyszeć zarzut przygotowywania poważnego agresywnego aktu przeciw państwu – oświadczyło 13 czerwca biuro niemieckiego prokuratora federalnego.

Prokuratura zaznaczyła, że nie ma dowodu, aby Sief Allah był członkiem jakiejś organizacji terrorystycznej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Londyn: Rewizja w centrali Cambridge Analitica

Pracownicy brytyjskiego urzędu ochrony danych osobowych przeszukali wczoraj wieczorem londyńską centralę firmy doradczej Cambridge Analitica (CA), oskarżanej m.in. o nielegalne pozyskanie danych wyborców – poinformowała brytyjska agencja prasowa PA. Do biur CA weszło 18 pracowników urzędu ochrony danych osobowych. Wcześniej sąd w Londynie wydał nakaz rewizji.

W niedzielę „The Observer” ujawnił, że Cambridge Analytica prawdopodobnie naruszyła prawo, pozyskując i wykorzystując w celach komercyjnych dane dotyczące nawet 50 milionów osób zarejestrowanych na Facebooku. Profile użytkowników były następnie wykorzystywane do wpływania na ich decyzje wyborcze.

Według gazety CA posłużyła się informacjami dotyczącymi przede wszystkim wyborców w Stanach Zjednoczonych; były one wykorzystywane w kampanii wyborczej w 2016 roku, gdy CA pracowała dla sztabu wyborczego Donalda Trumpa.

W 2015 roku prawnicy Facebooka poprosili o usunięcie zdobytych w niewłaściwy sposób danych, ale – jak wynika z informacji „Observera” – mimo to wciąż istnieje wiele kopii bazy danych, które pozostają w użyciu.

W sobotę swoje śledztwa w sprawie użycia danych zapowiedziały brytyjska komisarz ds. informacji Elizabeth Denham (odpowiednik polskiego Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych), a także prokurator generalna amerykańskiego stanu Massachusetts Maura Healey.

W obliczu narastających kontrowersji wokół działalności firmy i po serii nagranych z ukrycia materiałów, w których szefowie agencji przechwalali się nieetycznymi działaniami (w tym przygotowaniu kontrolowanych prób korupcyjnych lub nasyłania prostytutek na politycznych oponentów w celu pozyskania kompromitujących materiałów), we wtorek wieczorem zawieszony w obowiązkach został prezes Cambridge Analytica Alexander Nix.

Od czasu ujawnienia skandalu przez gazety „The Observer” i „New York Times” oraz telewizję Channel 4, wartość akcji Facebooka na giełdzie spadła o ponad 60 miliardów dolarów w obawie o dalsze kontrowersje i możliwość wprowadzenia silniejszych regulacji rynkowych dotyczących użycia danych osobowych.
Źródło info i foto: onet.pl

Senator PiS Stanisław Kogut zostanie zatrzymany

Senator Stanisław Kogut może zostać zatrzymany przez Centralne Biuro Śledcze! Prokuratura jeszcze dziś wnioskować będzie o uchylenie mu immunitetu. Z informacji, do których dotarł portal wPolityce.pl wynika, że sam senator mógł przyjmować łapówki, a dowody zdobyte przez agentów poprzez działania operacyjne są bardzo mocne. CBA dysponować ma nagraniami i innymi dowodami, z których ma wprost wynikać, że prominentny senator PiS przyjmuje korzyści majątkowe.

Jak już informowaliśmy Centralne Biuro Antykorupcyjne w wyniku własnych działań zatrzymało cztery osoby w Małopolsce: prezesa dużego inwestora na rynku nieruchomości, prezesa spółki Małopolskie Dworce Autobusowe, wiceprezesa zarządu małopolskiej fundacji i biznesmena z branży budowlanej. Portalowi wPolityce.pl udało się potwierdzić, że wśród zatrzymanych jest syn obecnego senatora PiS – Stanisława Koguta.

Jak ustaliliśmy, sam senator Stanisław Kogut może zostać zatrzymany przez CBA. Jeszcze dziś do prokuratura wystosować ma wniosek o uchylenie mu immunitetu.

Śledztwo CBA prowadzone jest w sprawie powoływania się pośrednictwa w załatwieniu spraw w zamian za korzyści majątkowe, powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych – podał Kaczorek. Działania CBA nadzoruje Prokuratura Regionalna w Katowicach – zaznaczył Kaczorek.
Źródło info i foto: wPolityce.pl

Rodzicielskie porwanie noworodka ze szpitala. Para mogła opuścić kraj

Policja cały czas poszukuje rodziców, którzy ze szpitala w Białogardzie w Zachodniopomorskiem uprowadzili w piątek swoje nowonarodzone dziecko. Policjanci przeszukali już m.in. domy krewnych pary. Niestety, nigdzie małżeństwa i ich urodzonej przed terminem córki nie znaleźli. Wiele wskazuje na to, że cała trójka wyjechała za granicę.

W sobotę w internecie pojawił się film „Prawdziwa wersja zdarzeń rodziców z Białogardu, których poszukuje policja. Oświadczenie Ojca”. Widać na nim częściowo mężczyznę, a na końcu także – bokiem – kobietę karmiącą niemowlę.

Jeszcze trzy dni temu byliśmy szczęśliwą rodziną, która oczekiwała narodzin naszego dziecka. Dzisiaj jesteśmy uciekinierami, jesteśmy ścigani przez policję, organizują na nas obławy, a my czujemy się bardzo zaszczuci – mówi mężczyzna.

Tłumaczy, że dziecko urodziło się w terminie, a poród odbył bez komplikacji. Nie było żadnego zagrożenia życia i zdrowia naszego dziecka. W dwie i pół godziny po porodzie lekarz poinformował, że zgłasza nas do sądu rodzinnego, a ja jako tata dziecka zagrażam jego zdrowiu i życiu – mówi mężczyzna. Jak wyjaśnia, powodem tych działań była odmowa zaszczepienia dziecka w pierwszej dobie życia oraz odmowa podania zastrzyku z witaminą K.

Kierowała nami troska o dobro i bezpieczeństwo naszego dziecka. Za naszą dociekliwość i troskę zostaliśmy ukarani odebraniem praw do dziecka, zmuszeni do ucieczki i ukrywania się – mówi mężczyzna. Jak dodaje, ma nadzieję, że informacja o „ogromie bezprawia” z którym się spotkali dotrze do najwyższych władz w państwie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwania Iwony Wieczorek ruszyły na nowo

Policjanci przeczesywali w sobotę, 9 września, teren w rejonie, gdzie kamery zarejestrowały Iwonę Wieczorek po raz ostatni.

– Sprawdziliśmy do tej pory sześć sektorów, które wcześniej wyznaczyli policjanci. Te sektory zostały sprawdzone przez wyszkolone psy, które wyszukują zwłoki. Teraz te wszystkie sektory będą sprawdzane przez georadar. To jest bardzo duży obszar, bo do sprawdzenia jest 14 hektarów – mówi podkom. Michał Sienkiewicz z gdańskiej policji.

Już dwadzieścia osób zgłosiło się na policję po publikacji nowego nagrania w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek. Policja nie zdradza treści zgłoszeń, ale zaczyna je weryfikować.

Kobieta zaginęła ponad siedem lat temu, ale nowe dowody w sprawie zmusiły policję do przeczesania gdańskiego Parku Reagana.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci kłamali, że przeszukali mieszkanie. Ciało zaginionej Kai znalezione w wersalce

20-letnia Kaja 15 sierpnia pojechała do partnera z Łodzi i ślad po niej zaginął. Policja zapewniała rodzinę, że robi wszystko, by odnaleźć kobietę. Według ustaleń reporterki Polsat News Ewy Żarskiej, robiła niewiele. Dopiero gdy Polsat News zajęło się sprawą, w sobotę wieczorem przeszukano mieszkanie, do którego pojechała Kaja. Jej zwłoki ukryte były w wersalce. Do sprawy odniosła się policja.

Kaja mieszkała w Zduńskiej Woli. Miesiąc przed zaginięciem poznała Artura W. Nie wiedziała, że 29-latek był w przeszłości karany za brutalną napaść i gwałt w Wielkiej Brytanii.

15 sierpnia po godz. 17 pojechała do Artura W., by odebrać 2,5-letniego syna. Do Zduńskiej Woli już nie wróciła. Artur W. jeszcze tego samego dnia przywiózł dziecko do siostry Kai. Przekazał, że 20-latka została w Łodzi, bo źle się poczuła, wsiadł w samochód i odjechał.

„Stwierdził że Kaja śpi zmęczona”

Mężczyzna musiał wrócić do mieszkania na łódzkim Teofilowie, w którym później znaleziono ciało, bo zdążył jeszcze kilka razy odebrać osobisty telefon Kai. Dzwoniła zaniepokojona siostra.

– Na pytanie, dlaczego to on odbiera połączenia, stwierdził, że Kaja wzięła jakąś tabletkę przeciwbólową na kręgosłup i że śpi zmęczona. Później telefon był wyłączony – powiedział Damian Wiśniewski, brat Kai.

16 sierpnia kontakt urwał się również z Arturem W. Zaniepokojona rodzina złożyła zawiadomienie na policji w Zduńskiej Woli. Po kilku godzinach otrzymała informację, że mieszkanie w Łodzi zostało przeszukane i nie znaleziono w nim nic niepokojącego. Dzień później sprawą zajęła się łódzka policja.

Bliscy Kai sami pojechali do Łodzi. Mieszkanie Artura W. było zamknięte. Z lokalu wydobywał się z uciążliwy smród, dlatego wezwali policję. Z relacji Damiana Wiśniewskiego wynika, że funkcjonariusze przybyli wraz ze strażą pożarną i tylko strażak wszedł do mieszkania przez okno. Stwierdził, że nikogo w nim nie ma.

– Policjant powiedział, że nie ma potrzeby wjeżdżać na górę – powiedział Damian Wiśniewski.

Nie zabezpieczono monitoringu, nie sprawdzono telefonu

Jak ustaliła reporterka Polsat News policja nie zabezpieczyła monitoringu z klatki i windy w bloku w Łodzi. Nie przesłuchano również sąsiadów Artura W., nie sprawdzono, gdzie logował się do sieci telefon zaginionej Kai, który cały czas miała przy sobie.

Ewa Żarska była przed mieszkaniem Artura W. w sobotę. Przekazywała policji, że z lokalu wciąż wydobywa się nieprzyjemny zapach, ale rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi zapewniała, że na miejscu przeprowadzono już oględziny i nic nie znaleziono. W rzeczywistości mieszkanie po raz pierwszy przeszukano dopiero w sobotę wieczorem.

Dziś policja tłumaczy, że prowadzący sprawę funkcjonariusze skłamali w notatkach służbowych, potwierdzając, że przeszukali mieszkanie. Wszczęto wobec nich postępowania dyscyplinarna. Artur W. wciąż jest poszukiwany.

Poniżej oświadczenie policji ws. poszukiwania Kai Wiśniewskiej:

„Łódź – zwłoki zaginionej zduńskowolanki odnalezione w łódzkim mieszkaniu. Policjanci od 17 sierpnia poszukiwali zaginionej 20-letniej mieszkanki Zduńskiej Woli. Kobieta ostatni raz widziana była 15 sierpnia w godzinach popołudniowych kiedy to wyjeżdżała z rodzinnej miejscowości do Łodzi.

Weryfikowanych zostało wiele informacji, przekazano komunikaty do mediów, sprawdzano placówki medyczne, przejścia graniczne i inne miejsca gdzie mogła przebywać. Sprawdzano także informacje dotyczące jej pobytu na terenie Niemiec. Kolejne wątki dały podstawy do podejrzenia, że kobieta padła ofiara przesteptwa dlatego funkcjonariusze pozostawali w kontakcie z prokuraturą w kierunku wszczęcia śledztwa.

Podczas przeprowadzanych 26 sierpnia oględzin procesowych (z udziałem technika kryminalistyki) mieszkania na osiedlu Teofilów, ( lokal wynajmował chłopak zaginionej) policjanci ujawnili w wersalce zwłoki kobiety. Śledztwo prowadzi prokuratura. Przyczynę zgonu określi sekcja.

Funkcjonariusze ze Zduńskiej Woli oprócz wielu czynnosci wykonywanych od początku w sprawie poszukiwawczej zlecili także sprawdzenie kilku adresów łódzkim funkcjonariuszom. Otrzymali m.in. infomacje zwrotną o sprawdzeniu z udziałem straży pożarnej mieszkania na Osiedlu Teofilów. Z informacji tej wynikało, że lokal został sprawdzony i nikt w nim nie przebywa. Z ustaleń Wydziału Kontroli , który szczegółowo analizuje wszystkie czynności podjęte w sprawie poszukiwawczej wynika jednoznacznie, że łódzcy policjanci ograniczyli się przy sprawdzeniu tego mieszkania do weryfikacji pomieszczeń przez strażaków. Był to błąd, który nigdy nie powinien mieć
miejsca.

Komendant Miejski Policji w Łodzi podjął decyzje o wszczęciu postępowań dyscyplinarnych i wyciagnięciu surowych konsekwencji wobec tych funkcjonariuszy.

Zgon kobiety nastąpił najprawdopodobniej w okresie 15-16 sierpnia a więc jeszcze przed zgłoszeniem zaginięcia. Policjanci już od momentu zgłoszenia zaginięcia 20-latki ustalają miejsce pobytu jej 29-letniego chłopaka, z którym spotykała się przez ostatnie tygodnie.”

Postępowania dyscyplinarne

Z nieoficjalnych informacji Polsat News wynika, że Wydział Kontroli Komendy Wojewódzkiej prowadzi trzy postępowania dyscyplinarne wobec policjantów pracujących nad sprawą 26-latki, która przez 10 dni była przetrzymywana i gwałcona w mieszkaniu jednego z podejrzanych. Kobiecie udało się uciec, ale kilka dni później zmarła w szpitalu.

Jak się okazuje ojciec 26-latki dzień po jej zaginięciu był na komisariacie. Ewa Żarska dotarła do informacji, że przez cztery dni funkcjonariusze nie podjęli w tej sprawie żadnych istotnych czynności. Między innymi nie sprawdzili, gdzie loguje się telefon poszukiwanej. Reporterka Polsat News ustaliła, że postępowanie dotyczy niepodjęcia działań poszukiwawczych w pierwszych dniach po zgłoszeniu zaginięcia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Co Brunon K. wie o morderstwie studentki 19 lat temu?

Brunon K. – słynny „bomber”, który miał planować zamach na budynek Sejmu – został dziś przesłuchany w Prokuraturze Krajowej w sprawie zamordowania i oskórowania Katarzyny Z. – dowiedzieli się jako pierwsi dziennikarze Onetu i Radia Kraków. Studentka zaginęła w listopadzie 1998 roku, a kilka miesięcy później z Wisły wyłowiono jej skórę, z której zrobiono kostium. Śledztwo w tej sprawie zostało ponownie wznowione w maju zeszłego roku. W jego ramach przeszukano m.in. szczegółowo dno Wisły.

Mężczyzna przybył dziś do budynku prokuratury, do której tuż po godzinie 9 został dowieziony przez policjantów z aresztu w Pińczowie.

– Brunon K. został wezwany w charakterze świadka i czynność ta jest zaplanowana właśnie do sprawy prowadzonej przez Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie o sygnaturze DS III.2016, czyli dotyczącej zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem Katarzyny Z. – mówi w rozmowie z Onetem prokurator Piotr Krupiński, szef Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

– Z uwagi na dobro śledztwa nie mogę na obecnym etapie ujawniać okoliczności związanych z przesłuchaniem Brunona K. – dodaje prokurator Krupiński.

Tuż po przesłuchaniu, kiedy Brunon K. opuszczał budynek prokuratury, próbowaliśmy go zapytać, czy znał zamordowaną dziewczynę. – Nie znałem Katarzyny Z. – odpowiedział K.

Sprawca lub sprawcy popełnili błędy

Kraków. Czwartek – 12 listopada 1998 roku. Tego dnia Kasia umówiła się z mamą w jednej z nowohuckich przychodni. Kobieta długo czekała na swoją córkę. Bezskutecznie. Studentka religioznawstwa nigdy na miejsce spotkania nie dotarła. Nie wróciła też do domu. Tego dnia widziano ją po raz ostatni. Wszystko, co się wydarzyło później, do dziś pozostaje owiane tajemnicą.

W styczniu 1999 roku z Wisły wyłowiono ludzką skórę, która należała do Kasi. Ktoś uszył z niej kostium. Po pewnym czasie sprawę umorzono. Prokuratura Krajowa sprawą zamordowanej Katarzyny Z. zajęła się ponownie od maja zeszłego roku. Podobnie jak policjanci z krakowskiego Archiwum X. Wcześniej prokurator Krupiński prowadził śledztwo w tej sprawie w 2012 roku. Jednak, kiedy wraz z krakowskim Archiwum X zaczynali zbliżać się do rozwiązania zagadki, zarówno prokurator, jak i policjanci zostali od sprawy odsunięci. Dziś nie chcą komentować tamtych decyzji przełożonych. Wolą skupić się na prowadzonym śledztwie.

– Wszyscy śledczy zaangażowani w tę sprawę myślą tak, jakby był rok 1998. Każdy śledczy musi brać pod uwagę rozwój techniki. Patrzeć, jak jest teraz, a jak było wtedy. Bo tylko takie zachowanie pozwoli na weryfikację określonych okoliczności – mówił kilka miesięcy temu w wywiadzie dla Onetu prokurator Krupiński. – To nie jest tak, że człowiek zapomina o pewnych okolicznościach. On może się starać wypierać wspomnienia z różnych względów, np. z obawy o zdrowie, życie czy reakcję innych osób – dodawał.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Policja wciąż przeszukuje działkę seryjnego mordercy Todda Kohlheppa

Na terenie posiadłości należącej do 45-letniego Todda Kohlheppa w Woodruff (USA) policja znalazła ciała dwóch osób. Funkcjonariusze przeszukują rozległą działkę należącą do napastnika, bo w sądzie mężczyzna przyznał, że zabił w sumie siedem osób. W ubiegłym tygodniu z kontenera na terenie posesji uwolniono kobietę przykutą łańcuchem.

W czwartek śledczy na terenie posesji Kohlheppa znaleźli 30-letnią kobietę. Kala Brown znajdowała się w kontenerze magazynowym i – zgodnie z relacją szeryfa hrabstwa Spartanburg w Karolinie Południowej Chucka Wrighta – była „trzymana na łańcuchu jak pies”. Potem policjanci odnaleźli też ciało zakopane w płytkim grobie. Koroner potwierdził, że jest to ciało chłopaka 30-latki. Para była poszukiwana od sierpnia.

Drugie zwłoki

W niedzielę policja poinformowała, że na rozległym terenie znaleziono ciało drugiej ofiary. Zwłoki znajdują się w stanie daleko posuniętego rozkładu. Szeryf hrabstwa Spartanburg poinformował, że funkcjonariusze na razie nie są w stanie zidentyfikować ofiary, ani podać przyczyny jej śmierci. Szef poinformował, że miejsce pochówku wskazał śledczym sam Kohlhepp. Policjanci cały czas przeszukują teren posiadłości napastnika. Najprawdopodobniej na jej terenie zakopanych jest bowiem więcej ciał, na co wskazują zeznania mężczyzny.

Przyznał się do zabójstwa siedmiu osób

Szeryf Wright poinformował w sobotę, że Kohlhepp przyznał się do zamordowania siedmiu osób. Powiedział śledczym, że to on zastrzelił w 2003 r. cztery osoby w sklepie motocyklowym w Chesnee w hrabstwie Spratanburg. Wright poinformował, że Kohlhepp opowiedział śledczym o szczegółach, które mógł znać tylko sprawca. Wright powiedział również, że Kohlhepp wskazał dwa miejsca, gdzie pogrzebał kolejne ofiary. Śledczy podejrzewają jednak, że ciał na terenie jego posiadłości może być więcej. Brown twierdzi, że mężczyzna zamordował co najmniej cztery osoby.

Zgwałcił 14-letnią dziewczynkę

Kohlhepp ma już na swoim koncie pobyt w więzieniu. W wieku 15 lat zgwałcił 14-letnią dziewczynkę, grożąc jej bronią. Śledztwo wykazało, że Kohlhepp podkochiwał się w dziewczynce, ona jednak nie odwzajemniała jego uczucia. Po tym, jak ją zgwałcił, zaczął grozić, że zabije jej młodsze rodzeństwo, jeśli ta powiadomi policję – wynika z dokumentów sądowych opisanych przez „Guardiana”. Ze względu na jego brutalność i skłonność do agresji sędzia uznał, że Kohlhepp powinien być sądzony jak dorosły. Z dokumentów dotyczących tamtej sprawy, które opisują amerykańskie media, wynika, że sędzia zajmujący się sprawą wskazywał, iż Kohlhepp już w wieku dziewięciu lat był impulsywny, wybuchowy i zaabsorbowany treściami erotycznymi. Zwrócił uwagę, że niszczy przedmioty i krzywdzi zwierzęta „z powodu zachcianki lub kaprysu”. Kurator sądowy pisał, że mężczyzna jest zimny i bezduszny. Ocenił też, że jest mądry, pełen złości i ma poczucie, że wszystko mu się należy. „To typ człowieka, który ma niewielkie wyrzuty sumienia lub nie ma ich wcale. Stanowi najwyższe ryzyko dla społeczeństwa” – stwierdził. Nastolatek został skazany na 15 lat więzienia. Trafił do rejestru przestępców seksualnych.

Wyszedł w 2001 r., został agentem nieruchomości i odnosił sukcesy w zawodzie. Gdy starał się o licencję, tłumaczył się ze swojej przeszłości, mówiąc, że była to zwykła kłótnia z dziewczyną. Jak mówił, został tak surowo ukarany, ponieważ miał akurat przy sobie broń, a Arizona w tamtym czasie surowo podchodziła do młodocianych przestępców. Podkreślał, że całkowicie zmienił swoje życie i stara się każdego dnia spłacić dług wobec społeczeństwa.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Czterej domniemani ekstremiści zatrzymani w Belgii chcieli zaatakować na dworcu w Antwerpii?

Zatrzymani w Belgii czterej domniemani ekstremiści zbierali pieniądze na broń i amunicję oraz planowali ataki w drugim co do wielkości mieście Belgii, Antwerpii, w tym na dworcu kolejowym – poinformowało w czwartek źródło zbliżone do śledztwa.

Belgijski nadawca państwowy RTBF twierdzi, że głównym celem osób zatrzymanych w środę było „uderzenie w tłum”, a dworzec kolejowy w Antwerpii był potencjalnym celem. Policja przeszukała w środę osiem domów w tym mieście i zatrzymała czterech ludzi, którzy zostali oskarżeni o udział w organizacji terrorystycznej. Zatrzymani są podejrzani też o próby werbowania chętnych do wyjazdu w rejony konfliktów w Syrii i Libii.

Kontakty z innymi Belgami w Syrii

Gazeta „Nieuwsblad” pisze, że członkowie islamistycznej grupy, której członków aresztowano, kontaktowali się bezpośrednio z innymi Belgami w Syrii, w tym z wychowanym na przedmieściu Antwerpii prominentnym belgijskim bojownikiem tzw. Państwa Islamskiego (IS) Hiszamem Szaibem przebywającym w al-Rakce. Al-Rakka pełni rolę samozwańczej stolicy IS w Syrii. Belgijska prokuratura poinformowała, że nie wydaje się, by zatrzymane osoby miały powiązania z zamachowcami, którzy 22 marca na lotnisku Zaventem i w brukselskim metrze zabili 32 osoby. Do zamachów tych, a także do ataków w Paryżu 13 listopada 2015 roku, gdzie zginęło 130 osób, przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Agencja Associated Press pisze, że Belgia, gdzie mieszka spora mniejszość muzułmańska pochodząca z Afryki Północnej, jest miejscem najbardziej owocnej w Europie rekrutacji bojowników dla IS.
Żródło info i foto: tvn24.pl