Są zarzuty dla Romana Giertycha i Ryszarda K.

Ryszardowi K., adwokatowi Romanowi G. i innym osobom przedstawiono zarzuty dotyczące przywłaszczenia i wyprowadzenia w latach 2010-2014 ze spółki deweloperskiej kwoty ok. 92 mln zł – przekazała w piątek po południu (16 października) poznańska prokuratura. Roman Giertych był przesłuchiwany w Szpitalu Bródnowskim w Warszawie. Według obrony adwokat był nieprzytomny i nie miał świadomości, co się dzieje. W nawiązaniu do tych informacji, prokuratura napisała późnym wieczorem, że „jego zachowanie (Giertycha – red.) zmieniło się, kiedy uzyskał informację, że w opinii biegłych lekarzy nie ma żadnych przeszkód, by wykonać czynności z jego udziałem”.

Wcześniej rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Poznaniu, prok. Anna Marszałek przekazała, że prokuratura otrzymała opinię lekarską zezwalającą „na przeprowadzenie czynności procesowych z udziałem Romana G.”. Poza Ryszardem K. i Romanem Giertychem (zgodził się na podawanie nazwiska) zarzuty usłyszeli także założyciele spółek fasadowych – jak podaje prokuratura – bliscy współpracownicy Giertycha – Sebastian J. i Piotr Ś., dawni członkowie władz Polnordu – Bartosz P., Andrzej P., Michał Ś., Piotr W., Wojciech C. i Tomasz Sz. oraz dwóch członków ówczesnego zarządu Prokom Investments S.A.

Czego dotyczą zarzuty?

Zarzuty dotyczą przywłaszczenia środków spółki Polnord oraz wyrządzenia spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, a także prania brudnych pieniędzy. Grozi za to kara do 10 lat więzienia. Jak podaje prokuratura, śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte 28 lutego 2017 r. po złożeniu zawiadomienia przez obecne władze spółki Polnord S.A. Dotyczyło ono podejrzenia popełnienia przestępstwa polegającego na nabyciu przez Polnord S.A. bezwartościowych wierzytelności spółki Prokom Investments S.A. w kwocie niemal 73 mln zł.

Roman Giertych przebywa na terenie Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego w Warszawie, do którego trafił po tym, jak stracił przytomność podczas przeszukania jego willi w Józefowie przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Jest diagnozowany na oddziale neurochirurgicznym. Tam też w piątek został przesłuchany.

Przesłuchanie rozpoczęło się około godz. 16. W przesłuchaniu wzięła udział prokurator z Prokuratury Regionalnej w Poznaniu oraz trzech adwokatów reprezentujących Giertycha. Jak powiedział mec. Jakub Wende, w swojej ponad 20-letniej karierze adwokackiej „nigdy nie spotkał się z sytuacją, w której dochodzi do przedstawienia zarzutu podejrzanemu, który nawet nie wie, że zarzut jest mu przedstawiany”. – Do dziś nie spodziewałem się, że w ogóle jest to możliwe – dodał.

– Nasz klient cały czas przebywa w szpitalu Bródnowskim, jego stan jest bardzo zmienny. Jesteśmy tu od wielu godzin. Są krótkie chwile, kiedy odzyskuje świadomość na kilkanaście, kilkadziesiąt sekund, po czym zasypia. W momencie, kiedy pani prokurator odczytywała zarzuty, nasz klient był nieprzytomny. Nie wiem, z jakiego powodu, ale z całą pewnością nie było z nim żadnego kontaktu. To była czynność niespełniająca standardów, jakie powinny być zapewnione osobie, której się ogłasza zarzuty. To woła o pomstę do nieba – powiedział mec. Wende po przesłuchaniu Giertycha.

„Odbyło się przesłuchanie Romana Giertycha. Podejrzany w tym czasie, jak informuje jego obrońca, był nieświadomy. Prokurator odczytała zarzut podejrzanemu, on wtedy podłączony do aparatury medycznej spał. Zapewne prawo do obrony zostało zrealizowane, bo bronił się we śnie” – napisał mec. Jacek Dubois na Twitterze, odnosząc się do tej relacji.

Mec. Wende wielokrotnie podkreślał, że Roman Giertych nie słyszał, „jakie ma zarzuty i nie mógł powiedzieć, czy je zrozumiał, czy się do nich przyznaje, czy nie oraz nie miał możliwości złożenia wyjaśnień”. – To jest absolutne naruszenie standardów praw obywatela i praw człowieka – stwierdził adwokat.

„Nie widzieli Giertycha na oczy”

Rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Poznaniu informowała, że czynność przesłuchania została zaplanowana w oparciu o uzyskaną przez oskarżyciela opinię biegłych zezwalającą „na przeprowadzenie czynności procesowych z udziałem Romana G.”. Mecenas Jakub Wende powiedział w rozmowie z dziennikarzami, że opinia jest „wyjątkowo lakoniczna”, a wydający opinię specjaliści „nie widzieli Giertycha na oczy”. Poinformował, że są zaplanowane kolejne badania diagnostyczne na poniedziałek (19 października).

Pełnomocnik podejrzanego pytany, czy obrona zamierza podejmować kroki prawne, powiedział, że „wszystko zależy od tego, jak zachowa się prokuratura”. Mec. Wende dodał, że chodzi m.in. o decyzję prokuratury w kwestii ewentualnych środków zapobiegawczych wobec Giertycha, czyli np. skierowania wniosku o tymczasowe aresztowanie. Dodał, że obrona ma zastrzeżenia nie tylko do sposobu przesłuchania Giertycha, ale także do sposobu zatrzymania znanego adwokata przez CBA i późniejszych przeszukań w jego domu oraz kancelarii.

Adwokaci Giertycha pytani o to, jakie wydarzenia miały miejsce w jego domu, w wyniku których podejrzany trafił do szpitala, mec. Wende powiedział, że „mecenas Giertych w obecności agenta CBA poszedł do łazienki i tam stracił przytomność. To jest wszystko, co wiemy”.

„On coś zrobił, ja straciłem przytomność”

Po przesłuchaniu Giertycha spotkała się z nim Zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Dr Hanna Machińska powiedziała, że Roman Giertych jej nie poznał, mimo że od lat się znają.

– Był w bardzo złym stanie. Nie zorientował się co do mojego nazwiska, chociaż je dobrze zna. Był w stanie takiego przysypiania. Nie wiem, jak można człowiekowi w takim stanie stawiać zarzuty. On przecież nie rozumiał, co się dzieje” – stwierdziła.

– Mec. Giertych powiedział, że zdarzyła mu się niesłychana sytuacja, nigdy w życiu wcześniej nie zemdlał, nie omdlał. Znalazł się w łazience w mieszkaniu razem z agentem i następnie, cytuję: „on coś zrobił, ja straciłem przytomność i nie wiem, co się dalej stało, obudziłem się dopiero w szpitalu” – powiedziała dziennikarzom. Zastępczyni RPO zapowiedziała jednocześnie, że będzie przyglądała się tej sprawie i kontrolowała.

Po przesłuchaniu do dziennikarzy zgromadzonych przed szpitalem Bródnowskim wyszła córka Romana Giertycha, która poinformowała, że jej zdaniem, a także zdaniem jej ojca, zatrzymanie i stawiane Giertychowi zarzuty mają podłoże polityczne.

Wąsik: Nie z nami te numery

Wieczorem w komunikacie udostępnionym w mediach społecznościowych Prokuratura Regionalna w Poznaniu napisała, że „całokształt okoliczności wskazuje, że zachowanie Romana G. miało uniemożliwić przeprowadzenie z nim czynności co potwierdza fakt, że po wyjściu prokuratora powrócił do poprzedniej aktywności”.

„Rozmawiał później m.in. z Zastępcą Rzecznika Praw Obywatelskich, która następnie cytowała fragmenty rozmowy z zatrzymanym. Z prokuratorskiej praktyki wynika, że czasami tak zachowują się osoby podejrzane, próbujące w ten sposób, uniknąć wykonania czynności procesowych z ich udziałem” – dodano.

Do sprawy odniósł się też wiceszef MSWiA Maciej Wąsik. „Wchodzi Adam Bodnar – Roman Giertych przytomny, wchodzi obrońca – nadal przytomny. Wchodzi prokurator – Roman Giertych traci świadomość. Nie z nami te numery” – napisał na Twitterze.
Źródło info i foto: interia.pl

Były komornik w rękach policji. Miał przywłaszczyć prawie 3 mln złotych

Ponad rok trwała wnikliwa praca policjantów zwalczających przestępczość korupcyjną, aby ustalić dokładne okoliczności przywłaszczenia przez byłego komornika blisko 3 mln zł. Wysiłki śledczych skutkowały zatrzymaniem 61-latka, przedstawieniem mu niemal 400 zarzutów korupcyjnych i tymczasowym aresztowaniem. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do Sądu.

Policjanci z Wydziału do Walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. wspólnie z Prokuraturą Okręgowa w Zielonej Górze prowadzą śledztwo przeciwko byłemu komornikowi podejrzanemu o niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i przywłaszczenia powierzonych mu środków finansowych w ramach postępowań egzekucyjnych. Mężczyzna działał tym samym na szkodę interesu publicznego i stron postępowania egzekucyjnego to jest o czyny z art. 231 § 2 k.k. i z art. 284 § 2 k.k. Śledztwo w przedmiotowej sprawie wszczęto w wyniku zawiadomienia złożonego przez Przewodniczącego Rady Izby Komorniczej w Poznaniu po uzyskaniu wyników wizytacji w toku której stwierdzono niedobory kasowe w łącznej kwocie 2.810.031,30 zł.

W toku śledztwa policjanci ustalili, że komornik prowadząc kancelarię komorniczą przywłaszczył powierzone mu środki na szkodę 527 ustalonych wierzycieli, nieterminowo i ze znacznymi opóźnieniami dokonywał przelewów należności uzyskanych od dłużników w postępowaniach egzekucyjnych. Ponadto nie wywiązywał się również z obowiązku spłaty odsetek wierzycielom za nieterminowe przekazywanie należności.

W poniedziałek /20 maja/ został zatrzymany przez policjantów w swoim mieszkaniu. Dzień później Sąd Rejonowy na wniosek Prokuratora Okręgowego w Zielonej Górze zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do Sądu.
Źródło info i foto: Policja.pl

Zarzuty dla byłego prezesa GetBack

Zatrzymanie byłego prezesa spółki GetBack S.A. Konrada K. było możliwe dzięki bardzo intensywnej i wzorcowej pracy prokuratury oraz funkcjonariuszy CBA – powiedział prokurator generalny, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Konrad K. usłyszał kilka zarzutów. Z jednej strony są to przestępstwa przeciwko mieniu, przeciwko obrotowi gospodarczemu – jest tutaj przestępstwo usiłowania oszustwa na szkodę Polskiego Funduszu Rozwoju (…), chodzi o usiłowanie oszustwa na kwotę 250 mln zł. Oprócz tego jest stawiany zarzut wyprowadzenia kwoty 23 mln zł, w tym przywłaszczenia kwoty – w ramach tego – ok. 15 mln zł. Są też stawiane zarzuty natury formalnej, związane z podawaniem nieprawdy w raportach giełdowych – mówił prokurator generalny.

Ziobro powiedział, że Konrad K. nie przyznał się do stawianych mu zarzutów i składa w tej sprawie wyjaśnienia. Dodał, że „po przeprowadzeniu czynności prokurator rozważy zastosowanie środków zapobiegawczych, nie wykluczając też skierowania wniosku o tymczasowe aresztowanie”.

Poinformował, że zatrzymana została też druga osoba, „celem przedstawienia zarzutów”. O szczegółach tej sprawy jeszcze nie będę mówił, bo w tej chwili czynności dopiero mają się rozpocząć – zaznaczył prokurator generalny.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali w sobotę byłego prezesa spółki GetBack S.A. – Konrada K. w ramach śledztwa dotyczącego nieprawidłowości w działaniach grupy kapitałowej GetBack SA. Zatrzymanie związane było z koniecznością przedstawienia K. zarzutów usiłowania oszustwa na szkodę Polskiego Funduszu Rozwoju, wyrządzenia szkody w wielkich rozmiarach w obrocie gospodarczym na szkodę spółki GetBack SA oraz przestępstw dotyczących manipulacji instrumentami finansowymi i podawania nieprawdy do publicznej wiadomości o działaniach spółki.

Zatrzymanie to było możliwe dzięki bardzo intensywnej i wzorcowej pracy prokuratury i funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którzy współdziałali z prokuraturą w tym śledztwie i na jej polecenie realizowali czynności zatrzymania osób – powiedział Ziobro podczas niedzielnego briefingu prasowego.

Szef MS nawiązał też do wypowiedzi polityków opozycji, sugerujących, że prokuratura „nic, bądź niewiele robi” w tej sprawie. Podkreślił, że w sprawie afery GetBack w ostatnich miesiącach prokuratura gromadziła i poddawała ocenie obszerny materiał dowodowy, zabezpieczała dokumenty, a także przesłuchała blisko pięćdziesięciu świadków.

Ten moment (postawienie zarzutów) nastąpił po niespełna półtorej miesiąca od wszczęcia śledztwa, od wpłynięcia zawiadomienia ze strony KNF do prokuratury. To pokazuje intensywność prowadzonych działań śledczych – oświadczył Ziobro. Przypomniał, że zarzuty w sprawie Amber Gold postawiono po blisko trzech latach prowadzenia śledztwa. To jest właśnie różnica miedzy państwem rządzonym przez PO, a państwem rządzonym w okresie dobrej zmiany – mówił szef MS. Zaapelował do PO, aby „się nie ośmieszała” i przestała porównywać działanie prokuratury za PiS i tej, która działała w okresie jej rządów.

Ziobro ocenił, że sprawa GetBack S.A. jest traktowana „bardzo poważnie”, a prokuratura „pokazuje, jak państwo powinno działać”. W tym wypadku państwo działa profesjonalnie, robi to, co do niego należy – ocenił.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Żołnierze przyłapani na kradzieży paliwa

Żołnierze, którzy kradli paliwo na szkodę 12. Brygady Zmechanizowanej, zostali przyłapani na gorącym uczynku przez żandarmów Wydziału Żandarmerii Wojskowej w Olesznie.

Jak poinformował w piątek w komunikacie ppłk Artur Karpienko, rzecznik Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej, do zatrzymania doszło w środę na terenie placu magazynowego 16. WOG Drawsko Pomorskie. To wówczas grupa żołnierzy i pracowników RON została ujęta przez żandarmów Wydziału ŻW w Olesznie podczas próby wywiezienia z terenu jednostki paliwa pochodzącego z zasobów wojska.

W wyniku czynności podjętych przez ŻW, w tym przeszukań miejsc zamieszkania, zatrudnienia oraz służby ujawniono ok. 1 tony paliwa pochodzącego z kradzieży na szkodę 12. Brygady Zmechanizowanej. Cztery osoby usłyszały zarzuty przywłaszczenia oraz paserstwa.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Już 16 funkcjonariuszy CBŚP usłyszało zarzuty w sprawie przywłaszczenia

Sąd zdecydował o aresztowaniu dwóch funkcjonariuszy warszawskiego zarządu CBŚP, zatrzymanych w sobotę przez Biuro Spraw Wewnętrznych KGP. Prokuratura nie ujawnia szczegółów śledztwa, ale wiadomo, że chodzi o nieprawidłowości przy zabezpieczaniu dużej ilości podrobionej odzieży, obuwia, kosmetyków i zegarków. Sprawa ma dotyczyć akcji CBŚP z połowy lutego br., kiedy warszawski zarząd rozbił gang specjalizujący się w podrabianiu odzieży i kosmetyków – m.in. perfum. Kilkunastu policjantów z warszawskiego zarządu CBŚP zostało zatrzymanych w sobotę. Jak informował wówczas rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej, czynności w tej sprawie z udziałem policjantów z Biura Spraw Wewnętrznych rozpoczęły się drugiego marca.

„Śledztwo dotyczy przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez funkcjonariuszy warszawskiego Zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji” – dodał.

W niedzielę prokurator powiedział, że dotąd zarzuty przedstawiono 16 funkcjonariuszom. Z kolei rzeczniczka CBŚP kom. Agnieszka Hamelusz poinformowała, że czterech policjantów już zostało wydalonych ze służby, pozostali są zawieszeni w czynnościach, a policja czeka na informacje z prokuratury.

Same perfumy warte były ok 10 mln zł

Według nieoficjalnych informacji PAP ze źródeł zbliżonych do sprawy prawdopodobne są kolejne wnioski o areszt. W związku z tą sprawą już w sobotę ze swoich stanowisk odwołani zostali naczelnik Zarządu CBŚP w Warszawie oraz kierownictwo jednego z wydziałów. W lutym b.r. funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji rozbili 28-osobową zorganizowaną grupę przestępczą produkującą fałszywe markowe kosmetyki i odzież. Jak wówczas informowano, zabezpieczono – tylko jeśli chodzi o perfumy – towar wartości ponad 10 mln zł.

Do zatrzymań doszło jednocześnie w 26 miejscach powiatu pruszkowskiego i grodziskiego. Do pierwszego zatrzymania doszło podczas przeładunku towaru, kiedy to policjanci zatrzymali kuriera i osoby zajmujące się handlem podrobionym towarem. W Milanówku policjanci zlikwidowali nielegalną rozlewnię perfum.
Żródło info i foto: wp.pl

Przeszukania w siedmiu sądach związane ze sprawą SA w Krakowie

W siedmiu sądach w kraju CBA, na polecenie Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie, przeprowadziło w środę przeszukania pomieszczeń. Mają one związek ze śledztwem dotyczącym przywłaszczenia na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie ponad 10 mln zł. Jak poinformowała w środę Prokuratura Krajowa, przeszukane zostały pomieszczenia w sądach: apelacyjnym we Wrocławiu, okręgowym w Kielcach, Nowym Sączu i Tarnowie, oraz w sądach rejonowych w Zakopanem, Oświęcimiu i w Chrzanowie.

Przeszukania zostały poprzedzone żądaniem dobrowolnego wydania rzeczy.

Prokuratura Krajowa poinformowała, że czynności te są efektem działań procesowych związanych z przesłuchaniem świadków i pięciu podejrzanych w sprawie wyłudzeń na szkodę krakowskiego sądu, a także ujawnieniem szeregu dokumentów wskutek wcześniejszych przeszukań, m.in w domu byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Według ustaleń prokuratury Sąd Apelacyjny w Krakowie zawierał z zewnętrznymi firmami liczne umowy o świadczenie fikcyjnych usług. Firmy te zlecały następnie zamówione przez Sąd Apelacyjny usługi pracownikom tego sądu, w tym jego ówczesnemu prezesowi. Miało się to dziać w latach 2013-2016.

„Poważne wątpliwości budzą opiewające na kilkaset tysięcy złotych umowy o dzieło zawierane przez Prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie z zewnętrznymi kontrahentami tegoż sądu” – czytamy w komunikacie PK.

PK poinformowała, że z pozyskanych przez CBA i prokuraturę dowodów wynika, że również w tych sądach, w których w środę przeprowadzono przeszukania, mogły mieć miejsce nieprawidłowości w zakresie zlecania usług podmiotom zewnętrznym, którzy występują jako kontrahenci Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Dotychczas w sprawie Prokuratura Regionalna w Rzeszowie postawiła zarzuty pięciu podejrzanym: dyrektorowi SA w Krakowie Andrzejowi P., głównej księgowej SA w Krakowie Marcie K., dyrektorowi Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcinowi B. oraz dwóm osobom reprezentującym podmioty gospodarcze, które miały wykonywać fikcyjne usługi na rzecz sądu – Katarzynie N. i Jarosławowi T.

Wszystkim postawiono zarzuty przywłaszczenia na szkodę SA w Krakowie kwot sięgających nawet przeszło 10 mln zł i zarzuty o charakterze korupcyjnym. Grozi im za to do 10 lat więzienia. Według ustaleń PR w Rzeszowie wiodącą rolę w przestępczym procederze odgrywali dyrektor SA w Krakowie Andrzej P., główna księgowa tego sądu Marta K. i dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcin B.

Jak podawała wówczas PK, dyrektor i główna księgowa są podejrzani o przekroczenie uprawnień i przywłaszczenie 10,4 mln zł. Dyrektor Centrum Zakupów dla Sądownictwa miał przywłaszczyć 758,6 tys. zł Takie przestępstwo zagrożone jest karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Dyrektor sądu jest też podejrzany o przyjęcie od jednego z przedsiębiorców korzyści majątkowej – 30 tys. zł, a księgowa – 20 tys. zł w postaci komputera, telefonu, zegarka oraz opłacenia kosztów pięciu pobytów u kosmetyczki – podała PK. Takie przestępstwa zagrożone są taką samą karą – od roku do 10 lat pozbawienia wolności.

Katarzyna N. jest podejrzana o przywłaszczenie prawie 4,2 mln zł, a Jarosław T. – prawie 5,5 mln zł. Prokuratura podejrzewa mężczyznę o wręczenie korzyści majątkowej dyrektorowi sądu. Czworo podejrzanych: dyrektorzy i przedstawiciele firm – decyzją rzeszowskiego sądu rejonowego – zostali aresztowani na dwa miesiące (do 11 lutego 2017 r.). Wobec głównej księgowej sąd zastosował poręczenie majątkowe w wysokości 40 tys. zł, dozór policji i zakaz opuszczania kraju.

Prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję sądu.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Szwagier Zbigniewa Maja zawieszony w czynnościach jako agent CBA. Postawiono mu 8 zarzutów

Szwagier Zbigniewa Maja, byłego Komendanta Głównego Policji, został zawieszony w czynnościach jako agent CBA i usłyszał osiem zarzutów – dowiedziało się RMF FM. To właśnie Artur K. stał za spiskiem wymierzonym w Zbigniewa Maja, który w lutym podał się do dymisji. Pierwszy z zarzutów dotyczy przywłaszczenia blisko 300 tys. zł na szkodę żony, siostry Zbigniewa Maja, z którą K. obecnie się rozwodzi – podaje RMF FM.

Pozostałe siedem zarzutów, które usłyszał Artur K., dotyczą nieprawdziwych danych w oświadczeniach majątkowych, które musi składać jako agent CBA. Doniesienie na Artura K. dotyczące oświadczeń majątkowych złożył poprzedni szef CBA Paweł Wojtunik. O przywłaszczeniu pieniędzy poinformowała śledczych żona K. To właśnie Artur K. miał poinformować o załatwieniu pracy dla żony Zbigniewa Maja i rzekomej zwrotnej pomocy ze strony byłego już komendanta w sprawie sądowej.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Ryszard B. trafi do więzienia

Były poseł Samoobrony z Nowogardu (w Zachodniopomorskiem) Ryszard B. trafi na pięć lat do więzienia. Prawdopodobnie to najsurowszy wyrok dla byłego parlamentarzysty w III RP. Sąd Apelacyjny w Szczecinie utrzymał w mocy wyrok sądu okręgowego z grudnia 2014 r., który uznał, że Ryszard B. jest winny przywłaszczenia zboża o wartości 11 mln zł. Obniżył jednak karę z sześciu do pięciu lat pozbawienia wolności.

Najbogatszy z posłów

Ryszard B., zachodniopomorski potentat rolny, który – według oświadczenia majątkowego – był swego czasu najbogatszym polskim posłem, wszedł do Sejmu z listy Samoobrony. Odszedł z klubu, gdy w czerwcu 2002 r. ujawniliśmy, że prowadzi interesy ze Stanisławem P., bohaterem wielkich afer gospodarczych w PRL i III RP. Karierę polityka zakończył jako poseł niezależny.

Afera zbożowa

Zboże, które B. przechowywał w magazynach w Nowogardzie, Chojnie i Potulińcu, należało m.in. do Agencji Rynku Rolnego. W maju 2003 r. to „Wyborcza” ujawniła tzw. aferę zbożową. Pisaliśmy, że B., który na podstawie umów z Agencją Rynku Rolnego miał przechowywać w swoich elewatorach zboże z państwowych rezerw, spekuluje nim, korzystając ze wzrostu cen na przednówku. Kontrole zarządzone przez premiera wykazały, że magazyny B. w Nowogardzie, Chojnie i Potulińcu są puste. Wtedy sprawą zajęła się prokuratura. Ryszardowi B. zarzucono, że między styczniem a czerwcem 2003 r. ukradł 13 tys. ton pszenicy i żyta z państwowych rezerw, i 14 tys. ton zbóż należących do prywatnych przedsiębiorców.

Procesy sądowe trwały 10 lat. Ryszard B. nie stawiał się na rozprawach i przedstawiał kolejne zwolnienia lekarskie. „Ostatnie słowo” wygłaszał cztery dni.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Notariusz z nowymi zarzutami

Ciąg dalszy afery w notariacie. Są kolejne poważne zarzuty wobec kieleckiego notariusza Andrzeja S. Chodzi o oszustwo na ponad milion złotych, ukrycie majątku i przywłaszczenie 100 tys. zł, które klienci powierzyli mu na opłaty sądowe.

Śledztwo przeciwko Andrzejowi S. prowadzi kielecka prokuratura okręgowa. Pod koniec ubiegłego roku oskarżyła go o oszustwo oraz przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Do przestępstwa miało dojść w okresie od 4 do 22 kwietnia 2013 roku, kiedy to S. dokonał ponad pół tysiąca czynności notarialnych – poczynając od potwierdzeń dokumentów za zgodność z oryginałem, a kończąc na aktach notarialnych. Według prokuratury nie miał jednak do tego uprawnień, ponieważ był w tym czasie zawieszony w czynnościach przez sąd dyscyplinarny.

Skierowanie sprawy do sądu nie zakończyło jednak całego śledztwa. Niedawno prokuratura przedstawiła S. kolejne poważne zarzuty. – Chodzi o oszustwo na szkodę czterech osób, dotyczące kwot od 118 do 625 tys. zł, a łączna kwota tych oszustw wynosi ponad milion złotych – informuje Daniel Prokopowicz, rzecznik kieleckiej prokuratury. Na czym miały polegać te oszustwa? – Ogólnie chodziło o to, że przyjął od tych osób gotówkę, wprowadzając je w błąd co do zamiaru sprzedaży nieruchomości. Szczegółów na tym etapie nie możemy ujawnić. Podejrzany nie przyznaje się do zarzutów i w tej chwili weryfikujemy przedstawioną przez niego wersję wydarzeń z tym, co zeznali pokrzywdzeni i świadkowie – odpowiada prokurator Prokopowicz.

Ale oszustwo to niejedyne przestępstwo, jakie śledczy zarzucają Andrzejowi S. – Kolejny zarzut jest taki, że jako funkcjonariusz publiczny, czyli notariusz, przywłaszczył powierzone mu mienie. Chodzi o 100 tys. zł, które klienci powierzali mu jako opłaty sądowe, a on nie przekazał ich Skarbowi Państwa – wyjaśnia Prokopowicz.

Ostatni zarzut dotyczy „uszczuplenia zaspokojenia wierzycieli poprzez ukrycie składników majątku”. – Dwóch wierzycieli miało tytuły egzekucyjne, tymczasem Andrzej S. ukrył część majątku, chodziło o gotówkę z wpływów pieniężnych – informuje prokurator.

Za zarzucane przestępstwa S. grozi do 10 lat więzienia. On sam nie przyznaje się do winy, podobnie jak i w pierwszej sprawie. Tam tłumaczył w prokuraturze, że nie wiedział, iż postanowienie sądu o zawieszeniu go w czynnościach jest wykonalne natychmiast. Akt oskarżenia dotyczący tego okresu działalności Andrzeja S. trafił pod koniec grudnia do Sądu Rejonowego w Kielcach, ale ten wnioskował do Sądu Najwyższego o przeniesienie sprawy poza okręg kielecki. Notariusz był bowiem kiedyś sędzią w tym sądzie, a obecnie orzeka tam jego brat. – W marcu Sąd Najwyższy zdecydował o przekazaniu sprawy do Sądu Rejonowego w Tarnobrzegu – informuje sędzia Marcin Chałoński, rzecznik kieleckiego sądu.

Kiedy zakończy się śledztwo dotyczące oszustwa i ukrycia majątku? – To zależy od wyniku czynności procesowych, które aktualnie są realizowane – informuje prokurator Prokopowicz.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawa Jukosu po raz trzeci

Po raz trzeci rosyjski wymiar sprawiedliwości pochyla się nad zniszczoną przez wyroki sądowe kompanią Jukos. Tym razem na celownik wzięli zostali byli ważni menadżerowie, dziś żyjący za granicą. Michaił Chodorkowski, który w 2005 roku został skazany na więzienie, na razie nie usłyszał zarzutów. Z informacji rosyjskich mediów wynika jednak, że nie jest to wykluczone. W sprawie podejrzanymi są: były dyrektor finansowy Bruce Misamore, były prezes Steven Theede, specjalny doradca ds. zarządzania David Godfrey, a także dyrektor grupy Menatep Ltd. Tim Osborne. Sprawa dotyczy rzekomego wyprania za granicą ponad 10 miliardów dolarów, zgromadzonymi przez byłych szefów Jukosu do 2005 roku. Pieniądze te mają nie mieć nic wspólnego z sumami, o których kradzież chodziło w tzw. drugiej sprawie Jukosu. Podejrzani mieli wejść w zmowę w celu przywłaszczenia zagranicznego kapitału Jukosu. Żródło info i foto: Dziennik.pl