26-latek przyznał się do gwałtu na biegaczce

Skoki (województwo wielkopolskie). To w tej miejscowości doszło do dramatu biegaczki, która została zaatakowana w piątkowy wieczór. W sprawie w sobotę zatrzymano 26-latka. Mężczyzna usłyszał zarzuty. Podejrzany o gwałt na biegaczce 26-latek usłyszał w poniedziałek zarzuty. Do przestępstwa doszło w piątek wieczorem. Tego samego dnia mężczyzna usiłował również zgwałcić 16-latkę.

Prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, przekazał, że mężczyzna przyznał się do zarzucanych mu czynów. Dodał także, że prokuratura wystąpiła o tymczasowy areszt dla 26-latka.

– Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty: usiłowania zgwałcenia 16-latki oraz zgwałcenia 33-latki, to w związku z tym drugim czynem wszczęto poszukiwania – przekazał rzecznik.

26-latek złożył wyjaśnienia i opisał przebieg wydarzeń przed policją oraz prokuraturą, a także podczas eksperymentu procesowego. Rzecznik prokuratury poinformował, że 26-latek zaatakował nastolatkę także w piątek 19 lutego w Skokach. Śledczy ustalili okoliczności tego ataku na podstawie nagrań z monitoringu. Mundurowym udało się również dotrzeć do świadka tego zdarzenia.

W związku z charakterem zarzutów prokuratura nie udziela aktualnie więcej informacji dotyczących tej sprawy.
Źródło info i foto: wp.pl

Sekcja zwłok zamordowanej 13-latki. Dziewczyna była w ciąży

Informację o wynikach sekcji podała Joanna Smorczewska z prokuratury w Gliwicach. W środę znaleziono zwłoki 13-letniej Patrycji. 15-letni Kacper przyznał się do jej zabicia.

– Wstępne wyniki sekcji zwłok nastolatki wskazują na to, że zmarła ona w wyniku rany kłutej serca. Na jej ciele ujawniono też liczne rany okolic klatki piersiowej, brzucha i gardła. Potwierdzamy, że była w ciąży, natomiast nie udzielamy żadnych dodatkowych informacji z uwagi na dobro prowadzonego postępowania – powiedziała w piątek PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska.

Ciało 13-letniej Patrycji z Bytomia odnaleziono w środę, po kilkunastu godzinach od zgłoszenia zaginięcia, na terenie nieużytków w Piekarach Śląskich. Patrycja zginęła od licznych ran zadanych ostrym narzędziem. Zwłoki były przykryte kartonem.

Do zabicia swojej 13-letniej koleżanki przyznał się ostatecznie jej 15-letni kolega Kacper. Chłopak wskazał miejsce ukrycia zwłok. Para dobrze się znała. Za zgodą rodziców dziewczyny, spotykali się od roku. Chłopak był u nich częstym gościem. Z jego relacji miało wynikać, że Patrycja była z nim w ciąży i to było tłem zbrodni.
Źródło info i foto: onet.pl

W liście do rodziców przyznał się do morderstwa. Trwają poszukiwania Wojciecha Plisa

Policja szuka mężczyzny, który zdaniem śledczych miał związek ze śmiercią swojej partnerki. Ciało młodej dziewczyny znaleziono w łazience domu w Sieniawie Żarskiej w woj. lubuskim. Poszukiwany to były partner 25-latki. W domu rodziców zostawił list. Pożegnał się w nim z siedmioletnim synem, miał się też przyznać do zabójstwa. Materiał „Wydarzeń”.

Ciało 25-letniej Patrycji zostało znalezione w mieszkaniu w nocy z 2 na 3 stycznia. Na ratunek nie było już wówczas szans. – W dniu zdarzenia członkowie rodziny byli świadkami kłótni pomiędzy osobą podejrzewaną i zmarłą. To ich zaniepokoiło, zaniepokoiło ich to, że nie można było nawiązać z pokrzywdzoną kontaktu telefonicznego – powiedział Łukasz Wojtasik, prokurator okręgowy z Zielonej Góry.

Rodzina zaalarmowała policję. Funkcjonariusze, którzy zjawili się w miejscu zamieszkania kobiety musieli wyważyć drzwi. Ciało 25-latki odnaleziono w łazience. Młoda kobieta wykrwawiła się. – Była to rana cięta, która przecięła najważniejsze naczynia krwionośne i spowodowała wykrwawienie zmarłej i to jest przyczyna zgonu – wyjaśnił prokurator.

O zabójstwo podejrzewany jest jej 27-letni partner, Wojciech Plis. – Mężczyzna może mieć związek ze śmiercią 25-letniej kobiety – potwierdza rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żarach Aneta Berestecka. Funkcjonariusze udostępnili jego zdjęcie. Według śledczych może poruszać się czerwonym Mitsubishi Carisma o numerze rejestracyjnym FZA 37202.

Zostawił list, w którym przyznał się do zabójstwa

Swoim rodzicom miał zostawić list, w którym pożegnał się z synem i przyznał do morderstwa. Podejrzewano, że mógł zbiec do Niemiec, ale z relacji jego najbliższych wynika, że przebywa nadal w Polsce w okolicach Jeleniej Góry.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Chciał pomóc w poszukiwaniach 21-letniej Katarzyny. Przyznał się do zabójstwa kobiety

Biegacz zauważył w środę w centrum miasta spalony samochód. Okazało się, że należał do zaginionej tydzień temu 21-letniej Katarzyny. Prokuratura zatrzymała jej byłego partnera, który w czasie poszukiwań deklarował chęć pomocy. – Przyznał się do zabójstwa – mówi prokurator. W nocy z czwartku na piątek znaleziono ciało młodej kobiety. Podejrzany o zabójstwo trafił do aresztu.

32-letni Łukasz K. z Siemianowic Śląskich usłyszał zarzut zabójstwa 21-letniej Katarzyny. Przestępstwa tego miał dokonać w warunkach recydywy. – Był wcześniej karany za używanie przemocy, uszkodzenie ciała – mówi Beata Cedzyńska, prokurator rejonowa w Siemianowicach.

Mężczyzna przyznał się do zarzutu. – Powiedział, że zabił kobietę, ale nie chciał tego zrobić – wyjaśnia prokurator.

Tatiana Lukoszek, rzeczniczka policji w Siemianowicach, dodaje, że K. stwierdził, że zabił nieumyślnie. Mechanizm śmierci wyjaśni sekcja zwłok. Decyzją sądu, Łukasz K. został aresztowany na dwa miesiące.

Do zbrodni – według ustaleń śledczych – doszło 5 grudnia, w mieszkaniu podejrzanego. Później miał on spalić jej samochód, a ciało ukryć w leśnych zaroślach.

Tego dnia miała się wyprowadzić

– Kasia mieszkała z chłopakiem od paru miesięcy w jego mieszkaniu. Nikt z rodziny go nie znał – mówi pan Przemysław, mąż starszej siostry Katarzyny. 5 grudnia posprzeczali się i tego dnia kobieta miała się wyprowadzić od Łukasza K. Potwierdziła to na przesłuchaniu matka Katarzyny.

– Poprosiła kolegę, żeby tam po nią przyjechał. Umówili się przed blokiem. Ale nie było jej tam. Nie odbierała telefonu – opowiada szwagier.

Była sobota wieczór.. Przez całą niedzielę telefon Katarzyny był wyłączony. Jak mówi pan Przemysław, rodzina jeszcze wtedy nie podejrzewała niczego złego. Jednak w poniedziałek rano byli już zaniepokojeni i zgłosili policji zaginięcie 21-latki.

„Partner Kasi pytał, czy pomóc w jej poszukiwaniach”

160 centymetrów wzrostu, włosy brązowe, oczy brązowe, okulary korekcyjne. Ubrana w czarną kurtkę z białym futerkiem wokół szyi. Te informacje pojawiły się w komunikacie policyjnym i apelach o pomoc w poszukiwaniach w mediach społecznościowych.

– Jej partner dzwonił do mamy Kasi. Pytał, czy Kasia się znalazła, mówił, że chciałby pomoc w poszukiwaniach – mówi pan Przemek. Matka opowiedziała o tym śledczym.

W środę w centrum Siemianowic, ale w mało uczęszczanym miejscu nieopodal cmentarza i ścieżki rowerowej, mieszkaniec, który biegał tam ze swoim psem, zauważył spalony samochód. Stał w dole na nieużytkach, mało widoczny. Biegacz powiadomił policję. – To fiat punto należący do zaginionej – potwierdza Tatiana Lukoszek.

Zatrzymany przed odnalezieniem ciała

Prokuratora zatrzymała w sprawie Łukasza K., byłego partnera Katarzyny i rozpoczęło się przesłuchiwanie. W nocy z czwartku na piątek w Katowicach, które sąsiadują z Siemianowicami, w dzielnicy Załęże odnaleziono ciało 21-letniej Katarzyny. Jak mówi Lukoszek, miejsce ukrycia zwłok wskazał K. Ze strony policji zniknął komunikat o poszukiwaniach młodej kobiety. Rodzina została powiadomiona o jej śmierci przez policję w piątek rano.

Katarzyna miała dwójkę rodzeństwa, była z nich najmłodsza.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Autobus spadł z mostu. Tomasz U. przyznał się do winy

Tomasz U. (27 l.), kierowca warszawskiego autobusu, który spadł z mostu, usiadł za kierownicę pojazdu po narkotykach. Mało tego, w plecaku miał torebkę, w której było ponad pół grama białego proszku. Najpierw nie przyznawał się do winy, a w sobotę zeznał, że „urwał mu się film” i praktycznie nic nie pamięta. Czy to sposób na uniknięcie kary lub obniżenie wyroku?

– Podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Przyznał się do tego, że zażył amfetaminę, zanim rozpoczął zmianę, nim wsiadł do autobusu. Będziemy to weryfikować – powiedziała prokurator Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Na wniosek prokuratury sąd zastosował trzymiesięczny areszt.

W czwartek autobus komunikacji miejskiej spadł z mostu Grota-Roweckiego na Wisłostradę. Ranne zostały 22 osoby. 70-letnia kobieta zginęła, a cztery osoby w stanie ciężkim nadal przebywają w szpitalach. Za kierownicą siedział naćpany Tomasz U. Jak mówią śledczy, stężenie narkotyku w organizmie szofera było bardzo wysokie.

Mężczyzna nie miał doświadczenia w kierowaniu autobusami. Oprócz tego w ciągu kilku ostatnich lat aż 13 razy złamał prawo drogowe. Stracił nawet za to prawo jazdy.

Roland Szymczykiewicz, obrońca Tomasza U., już zaczął bronić swojego klienta.

– Ta sprawa nie jest jednowymiarowa. Apeluję do wszystkich, którzy o tej sprawie debatują, o powściągliwość, żeby nie wylewała się fala hejtu. To jest tragedia również dla tego człowieka: on też ma rodzinę, przyjaciół, bardzo to przeżywa – mówi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wielka Brytania: 25-letni kierowca ciężarówki przyznał się do nieumyślnego zabójstwa. Sprawa dotyczy odkrycia 39 ciał w kontenerze-chłodni

25-letni Maurice Robinson, kierowca ciężarówki z Irlandii Północnej, przyznał się do nieumyślnego zabójstwa. W październiku ubiegłego roku przemycał 39 obywateli Wietnamu. Ze względu na panujące w pojeździe warunki osoby te zmarły.

Przypomnijmy, że w nocy z 22 na 23 października 2019 roku na terenie parku przemysłowego w Grays w hrabstwie Essex (Wielka Brytania) odkryto kontener-chłodnię na naczepie ciężarówki, w którym znajdowały się ciała 39 osób. Służby ustaliły, że zmarli to obywatele Wietnamu. Osiem kobiet i 31 mężczyzn straciło życie z powodu niedotlenienia, przegrzania organizmu lub połączenia obu tych czynników. Najmłodszymi ofiarami tej tragedii są dwaj 15-letni chłopcy.

Wielka Brytania. Kierowca ciężarówki przyznał się do winy, choć wcześniej jej zaprzeczał

W sprawie oskarżono cztery osoby, w tym 25-letniego kierowcę ciężarówki Maurice’a Robinsona. Mężczyzna usłyszał zarzut udziału w spisku w celu przemytu migrantów, przyjęcia pieniędzy, o których wiedział lub podejrzewał, że pochodzą z przestępstwa oraz nieumyślne zabójstwo 39 osób. W czasie wcześniejszej rozprawy Robinson przyznał się do udziału w spisku i przyjęcia pieniędzy za przemyt ludzi, jednak zaprzeczał spowodowaniu śmierci przemycanych Wietnamczyków. W środę 8 kwietnia przyznał się jednak do wszystkich zarzucanych mu czynów – relacjonuje „The Guardian”.

Oprócz Robinsona przed sądem odpowiadali mający podwójne obywatelstwo (brytyjskie i rumuńskie) 43-letni Gheorghe Nica, 27-letni Rumun Alexandru-Ovidiu Hanga oraz 23-letni Irlandczyk Christopher Kennedy. Nie przyznali się do winy. Prokuratorzy poprosili o trzy tygodnie na decyzję o dalszym procesie Maurice’a Robinsona. Pozostali oskarżeni staną przed sądem w Old Bailey, a proces potrwa do ośmiu tygodni, licząc od 5 października tego roku.

Środowa rozprawa odbyła się w niecodzienny sposób. Oskarżeni odpowiadali przed sądem przez Skype’a. W taki sam sposób rozprawie przyglądali się dziennikarze.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szczecin: Biznesmen Krzysztof B. przyznał się przed sądem, że wręczył łapówkę senatorowi Gawłowskiemu

Biznesmen Krzysztof B. przyznał się w czwartek w szczecińskim Sądzie Okręgowym do wręczenia łapówki obecnemu senatorowi Stanisławowi Gawłowskiemu. Według przedsiębiorcy, Gawłowski wymusił od niego pieniądze na finansowanie kampanii wyborczej.

Krzysztof B. – według Prokuratury Krajowej – miał wręczyć Gawłowskiemu, ponad 405 tys. zł łapówki. W zamian ówczesny wiceminister środowiska miał mu oferować pomoc przy zdobywaniu wielomilionowych kontraktów z Zachodniopomorskim Zarządzie Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie. Przedsiębiorca – nakłaniany przez Gawłowskiego – miał też wręczyć łapówkę dyrektorowi tej instytucji Tomaszowi P. Łapówki miał też przekazywać innym osobom związanym z wygranymi przetargami.

Biznesmen w czwartek przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów i oświadczył, że chciałby dobrowolnie poddać się karze. Nie chciał składać wyjaśnień, ale odpowiadał na pytania.

W wyjaśnieniach, które składał podczas wcześniejszych przesłuchań w prokuraturze, odczytanych w czwartek, B. powiedział, że Gawłowski wspominał mu o przetargu Zarządu Melioracji na wykonanie wrót sztormowych na jeziorze Jamno, w którym, jak miał powiedzieć obecny senator, biznesmen „miał szansę”. Krzysztof B. wskazywał, że Gawłowski kilkakrotnie powiedział, iż potrzebuje pomocy finansowej w kampanii wyborczej w kwocie około miliona zł wskazując, że „kieruje całym województwem”.

Ówczesny wiceminister środowiska – jak mówił B. – powiedział, że biznesmen będzie mógł „odrobić” te pieniądze przy realizacji inwestycji z przetargu. B. powiedział, że „zorganizował” wówczas z prowadzonej przez siebie działalności ok. 170-200 tys. zł.

Wyjaśniał, że zdecydował się przekazać pieniądze, bo obawiał się o możliwość dalszej działalności swojej firmy i sądził, że w przeciwnym razie nie ma szans na wygranie przetargu w Zarządzie Melioracji. Jak mówił, Gawłowski, przyjmując pieniądze w swoim domu „był bardzo zadowolony”.

Podczas przesłuchań wyjaśniał, że Gawłowski mówił mu także, iż „należy pamiętać finansowo” o dyrektorze Zarządu Melioracji Tomaszu P., który miał być „jego (Gawłowskiego) człowiekiem i był przez niego nominowany”. P. miał wskazać, pisząc na kartce, że łapówka miała być równowartością najpierw 2, a później 3 proc. wartości przetargu. Biznesmen miał przekazać Tomaszowi P. 600 tys. zł.

B. zeznał też, że Gawłowski przekazał przez niego informację dyrektorowi Zarządu Melioracji na temat planowanej kontroli ABW w inwestycjach instytucji. Informację B. miał przekazać, zapisując ją na kartce, ponieważ, jak wyjaśnił, Gawłowski bał się, że Tomasz P. jest podsłuchiwany.

Zapytany podczas jednego z przytoczonych w czwartek przesłuchań, dlaczego od zatrzymania w 2014 r. przez dwa lata odmawiał składania wyjaśnień, Krzysztof B. powiedział, że „bał się poprzedniej władzy”, a konkretnie Gawłowskiego. Dodał, że bał się także „o życie swoje i swojej rodziny”.

Pytany w czwartek przez sędziego, czy należał kiedykolwiek do partii politycznej, odpowiedział, że „w którymś momencie” należał do Prawa i Sprawiedliwości, ale nie pełnił żadnej funkcji w partii. „Pan Gawłowski wiedział o moim członkostwie w PiS. Nie mówił nic takiego, że mu to przeszkadza w kontaktach” – mówił B.

Gawłowski w wyjaśnieniach składanych na początku procesu wskazywał, że sprawa ma charakter polityczny, a osoby, które go obciążają, są związane z PiS.

W odczytanych protokołach pojawiła się też kwestia przekazania Gawłowskiemu 200 tys. zł „na budowę domu”. Jak zaznaczył wcześniej B., nie traktował pieniędzy, które miał przekazać obecnemu senatorowi w reklamówce, jako łapówki. Zapytany przez sędziego, czy Gawłowski oddał mu pieniądze, odpowiedział, że nie, ponieważ bał się o nie upominać ze względu na pozycję polityka. Na pytanie, czy później domagał się ich zwrotu, także zaprzeczył, mówiąc „nie wiem, dlaczego”.

W sprawie dotyczącej wątku tzw. afery melioracyjnej aktem oskarżenia objęto 32 osoby. Prokuratura przedstawiła im łącznie 94 zarzuty, głównie korupcyjne.

Odczytanie pozostałych protokołów z przesłuchań Krzysztofa B. zaplanowane zostało na wtorek, tego dnia ma się też odbyć przesłuchanie byłego starosty koszalińskiego Romana S.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Słowacja: Zabójca Jana Kuciaka przyznał się do winy

Na rozpoczętej w poniedziałek głównej rozprawie w sprawie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej prokurator przedstawił główne punkty oskarżenia i opisał przebieg zbrodni. Oskarżony o zabójstwo Miroslav Marczek przyznał się do winy.

Według aktu oskarżenia zabójstwo Kuciaka zlecił zasiadający na ławie oskarżonych przedsiębiorca Marian Koczner. Miała być to zemsta za artykuły dziennikarza o jego niejasnych interesach. Zlecenie, a także wynagrodzenie za zabójstwo, miała przekazać znajoma Kocznera, również oskarżona Alena Zsuzsova. Odbiorcą pieniędzy i informacji o Kuciaku miał być odbywający już karę 15 lat więzienia Zoltan Andrusko. W śledztwie współpracował z policją i zawarł umowę z prokuraturą.

Według aktu oskarżenia Andrusko wynajął byłego policjanta Tomasza Szabo, który już wcześniej współpracował z byłym wojskowym Marczekiem; kilkakrotnie obejrzeli dom, w którym później zginęli Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirowa. Według prokuratury Marczek i Szabo ćwiczyli także sposób ucieczki. 21 lutego 2018 r. wieczorem pojechali do miejsca zamieszkania Kuciaka i czekali na dogodny moment. Około godz. 20.21 Marczek miał wejść do domu i zastrzelić dziennikarza, dwukrotnie trafiając go w klatkę piersiową z pistoletu FEG kaliber 9 mm, wyposażonego w tłumik domowej roboty. Pojedynczym strzałem w głowę miał zabić Kusznirovą.

Po morderstwie Marczek wsiadł do samochodu, którym kierował Szabo, i wspólnie pojechali na spotkanie z Andruską. Według aktu oskarżenia mieli mu powiedzieć: „Załatwione”, co dzień później Andrusko powtórzył Zsuzsovej, która następnie od Kocznera miała dostać 50 tys. euro i przekazać je Andrusko.

Po odczytaniu aktu oskarżenia Marczek przyznał się do zabójstwa Kuciaka i Kusznirovej. Do udziału w zabójstwie dziennikarza nie przyznał się Koczner, który przyjął jedynie zarzut o nielegalnym posiadaniu broni. Szabo nie ustosunkował się do kwestii winy, a Zsuzsova powiedziała, że jest niewinna.
Źródło info i foto: onet.pl

Teheran: Siły zbrojne Iranu „nieintencjonalnie” zestrzeliły ukraiński samolot

Iran ogłosił w sobotę rano, że jego siły zbrojne „nieintencjonalnie” zestrzeliły ukraiński samolot pasażerski w rezultacie „ludzkiego błędu”. W katastrofie zginęło 176 osób. Wcześniej Teheran zaprzeczał, jakoby ponosił odpowiedzialność za tragedię. Opublikowany komunikat armii irańskiej głosi, że samolot ukraiński znalazł się blisko „ważnego obiektu wojskowego” Strażników Rewolucji Islamskiej i został omyłkowo wzięty za „wrogów”.

Komunikat podkreśla, że irańskie siły zbrojne znajdowały się „na najwyższym poziomie gotowości” w związku z napięciem w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi.

„Błąd ludzki”, „pomyłka”

„W tych warunkach z powodu błędu ludzkiego, w nieintencjonalny sposób, samolot został trafiony” – stwierdza komunikat. W oświadczeniu znalazły się słowa ubolewania za tragedię oraz zapewnienie, że odpowiednie systemy zostaną zmodyfikowane, aby zapobiec podobnym „pomyłkom” w przyszłości.

Podkreślono, że osoby odpowiedzialne za tragedię zostaną pociągnięte do odpowiedzialności.

Prezydent Iranu: Islamska Republika Iranu głęboko żałuje

Prezydent Iranu Hasan Rowhani wyraził na Twitterze „głębokie ubolewanie” z powodu zestrzelenia ukraińskiego samolotu pasażerskiego.

„Islamska Republika Iranu głęboko żałuje tej strasznej, niewybaczalnej pomyłki” – napisał irański prezydent. „Moje myśli i modlitwy kieruję do wszystkich pogrążonych w żałobie rodzin. Składam moje najszczersze kondolencje” – dodał.

W innym tweecie Rowhani zapewnił, ze śledztwo w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności tragedii będzie kontynuowane.

176 ofiar

Ukraiński samolot typu Boeing 737-800 został zestrzelony zaledwie kilka godzin po zaatakowaniu przez Iran dwóch baz lotniczych w Iraku, w których stacjonują m.in. siły USA i Kanady. Ataki te były odwetem za zabicie przez USA irańskiego generała Kasema Sulejmaniego.

W katastrofie ukraińskiej maszyny zginęło 176 osób, w tym 82 Irańczyków, 57 Kanadyjczyków, 11 Ukraińców, a także obywatele Szwecji, Afganistanu, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Samolot należący do Ukrainian International Airlines (UIA) leciał z Teheranu do Kijowa ze 167 pasażerami i dziewięcioma członkami załogi na pokładzie.

Czarne skrzynki

W piątek irańskie władze zaprosiły ekspertów z firmy Boeing, aby włączyli się do śledztwa w sprawie katastrofy. W Iranie znajduje się też grupa 45 ukraińskich specjalistów, wysłanych tam dla zbadania przyczyn wypadku. Agencja IRNA poinformowała, że irański Urząd Lotnictwa Cywilnego zdecydował o zamiarze otwarcia czarnych skrzynek ukraińskiego samolotu. Zdaniem Iranu, odzyskanie informacji z tych urządzeń może potrwać od miesiąca do dwóch.
Źródło info i foto: interia.pl

Ząbkowice Śląskie: 18-latek z zarzutami zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem

Zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem postawiła prokuratura 18-letniemu Marcelowi C., który jest podejrzany o zabójstwo rodziców i 7-letniego brata. Do zbrodni doszło z niedzieli na poniedziałek w domu jednorodzinnym w Ząbkowicach Śląskich. Jak powiedział we wtorek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Tomasza Orepuk, 18-latkowi prokurator postawił trzy zarzuty.

„Zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem rodziców oraz brata. W przypadku rodziców podejrzany dokonał zabójstwa w celu uzyskania korzyści majątkowych, ponieważ zabrał z domu około 10 tys. złotych” – powiedział prokurator.

Dodał, że C. przyznał się do winny i opisał przebieg zdarzenia. We wtorek prokuratura skieruje do Sądu Rejonowego w Ząbkowicach Śl. wniosek o tymczasowy areszt dla podejrzanego.
Źródło info i foto: interia.pl